Zawód agenta, czyli nieuczesane zapiski funkcjonariusza służb specjalnych III RP
https://x.com/A_Chodzinski/status/2091232260108267698
"To zaczęło się chyba w Onecie w 2018. Albo nie. Na portalu TVN24 w 2015. Albo jeszcze inaczej. Po prostu opowiem od początku. Wtedy każdy będzie mógł jakoś tak lepiej odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Na przykład takich jak „Czy warto zostać w Polsce funkcjonariuszem służb specjalnych?”. Albo „Panie Arturze, znowu o panu napisali, nie ma pan dość?”. Albo „Stary, po co ci to było?”. Napisali i zaraz pewnie znowu napiszą/pokażą. W Superwizjerze TVN, w Onecie, w Wirtualnej Polsce, w Wyborczej i na kontach internetowej sekty posła Romana Giertycha. Tylko… co z tego?
1. Zawód pierwszy - architekci
Moja pierwsza „duża sprawa” w CBA to byli architekci. Dwóch cwaniaczków z Wrocławia, którzy w 2007 roku obiecywali, że za duże (naprawdę duże) pieniądze są w stanie załatwić korzystne rozstrzygnięcia związane z zagospodarowaniem przestrzennym. Myśleli, że trafili na jakiegoś prymitywnego przygłupa, który uwierzy w ich opowieści i im zapłaci. Gardzili nim, ale jednocześnie zazdrościli mu majątku. No a on przyszedł do CBA. Efekt? Tuż przed Wigilią 2007 roku zatrzymaliśmy ich na gorącym uczynku, tuż po tym, gdy z entuzjazmem przeliczyli 200 tys. zł w gotówce – zaliczkę wielomilionowej łapówki, której żądali.
Śledztwo zapowiadało się bardzo interesująco, ponieważ architekci posiadali realne kontakty towarzyskie we wrocławskim urzędzie miejskim i powoływali się na nie bardzo jednoznacznie, mówiąc o podziale łapówki. Obaj pękli na pierwszym przesłuchaniu i przyznali się do wszystkiego. Złożyli też wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Oczywiście i my, i prokurator, dobrze wiedzieliśmy, że chronią kogoś o wiele ważniejszego. Dlatego prokurator wnioski odrzucił i zawnioskował o tymczasowe aresztowanie. Przesłanki były jednoznaczne: zagrożenie wysoką karą, obawa matactwa, konieczność odizolowania ich od siebie i od innych osób zamieszanych w sprawę.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu wnioski prokuratora odrzucił. Nie mogliśmy w to uwierzyć, ale jednak. Panowie wyszli na wolność, w nagrodę dostali duże zlecenie na aranżację biurowca, a później przez lata przedstawiali się jako ofiary „nielegalnej inwigilacji CBA”. Koniec końców, gdy wszyscy już zdążyli o sprawie zapomnieć, obaj architekci zostali prawomocnie uznani za winnych. Po drodze były jednak nieprawomocny wyrok uniewinniający, w którym sędzia – typowy przedstawiciel nowej nomenklatury III RP – zdążył ich uniewinnić i przedstawić CBA niemal jak skrzyżowanie Gestapo z NKWD, a zblatowane z systemem media zdążyły obśmiać i zdezawuować pracę setek funkcjonariuszy Biura.
2. Zawód drugi – prawnicy po raz pierwszy
Jedna z kolejnych spraw to było tak brutalne zerwanie zasłony „elitarności” z zawodów prawniczych, że na zawsze wpłynęła na mój stosunek do ludzi uważających się za lepszych od innych Polaków. Ze względu na obowiązujące mnie wciąż ograniczenia nie mogę napisać wszystkiego. Ale mogę napisać, że jest w Polsce możliwa sytuacja, w której:
Podstarzały PRL-owski adwokat wraz ze swoją o wiele młodszą kochanką, również wykonującą ten nobliwy zawód, powołują się na swoje prawdziwe i rzekome wpływy gdzie tylko jest to możliwe.
Nie rozwiązują i nie prowadzą spraw „normalnie”. Po prostu załatwiają je poprzez znajomości, układy towarzyskie lub łapówki.
We wszystkim pomaga im zaprzyjaźniona lokalna prokurator, z którą piją alkohol, jeżdżą na wakacje i na zmianę korzystają z mieszkania do „schadzek”.
Gdy trzeba pomóc klientowi obojga adwokatów, wspólnie doprowadzają do niesłusznego przedstawienia zarzutów karnych jego przeciwnikowi w sporze cywilnym. Rozumienie to? Ich klient ma z kimś spór, więc oni przy pomocy zaprzyjaźnionej adwokat załatwiają, że ten przeciwnik klienta może trafić do więzienia. Na szczęście sąd wyśmiał ich na pierwszej rozprawie i postępowanie umorzył z uwagi na oczywisty brak znamion przestępstwa.
Pamiętam z tej sprawy naprawdę sporo, ale dwie rzeczy szczególnie zapadły mi w pamięć. Opisywana tu pani adwokat miała wtedy przyjaciółkę ze studiów, sędzię z lokalnego sądu rejonowego. Do tej koleżanki trafił napisany przez naszą dzielną panią adwokat (przy dyskretnej pomocy pani prokurator) wniosek, który miał mocno utrudnić życie temu przeciwnikowi ich klienta, o którym wspominałem wcześniej. Pani sędzia poradziła sobie świetnie. Parafrazuję:
- Kochaniutka, tutaj mam taki wniosek dotyczący twojego klienta, a nie mam za bardzo czasu na czytanie, powiedz mi, rozumiem że jest tak a tak i wy chcecie, żeby było tak a tak?
- Otóż to kochana. Właśnie tak chcemy.
- Super, dzięki. To tak zrobię.
Druga sytuacja to słowa, jakie nasza dzielna pani adwokat wypowiedziała do człowieka, od którego oczekiwała 2 mln zł łapówki, a jej przekazanie się opóźniało. Rozumiecie to: adwokat zwraca się oficjalnie do swojego klienta, który dał jej pełnomocnictwa do prowadzenia spraw.
- Panie Jurku, ale z tymi pieniędzmi to panu idzie jak kurwie w deszcz.
Jedna sprawa i komplet: adwokatura, prokuratura, sądownictwo. Można było mieć dość, prawda?
3. Zawód trzeci – sędziowie po raz pierwszy
„Nie ma i nigdy nie było żadnej korupcji w Sądzie Najwyższym” stwierdził kategorycznie jego ówczesny Pierwszy Prezes, nieżyjący już Stanisław Dąbrowski. W ten sposób nakreślił narrację, która już na zawsze miała obowiązywać w salonie III RP. Niezależnie od faktów, dowodów i zeznań. I setek godzin nagrań audio-video.
Ta sprawa była szeroko i całkiem szczegółowo opisywana w mediach, więc nie ma tu sensu powtarzać tych publicznie znanych faktów. Zamiast tego opowiem wam bajkę:
Dawno temu było sobie królestwo, w którym dzielni rycerze chcieli ukarać ważnych urzędników królewskich popełniających straszne przestępstwa. Z dowodami tych przestępstw poszli do bardzo ważnego królewskiego śledczego z południowego zachodu królestwa i poprosili o zgodę na ukaranie urzędników. Bardzo ważny królewski śledczy pokiwał głową, podkręcił wąsa i powiedział, że takich strasznych przestępstw to on w życiu nie widział. Po długim śledztwie nakazał rycerzom, żeby weszli do siedziby królewskich urzędników i zabrali im ważne księgi. Powiedzmy we wtorek 30 kwietnia. Rycerze zaczęli przygotowania, ale 16 kwietnia bardzo ważny królewski śledczy wezwał ich na pilną naradę.
- Panowie rycerze, niestety okazało się, że wszystko to, co do tej pory zrobiliście w tej sprawie, było nielegalne. Nie możecie wejść do siedziby urzędników i w zasadzie to zastanawiam się czy to wy nie powinniście iść do królewskiego więzienia.
Koniec bajki.
Czegokolwiek patologicznego w związku z fioletowym żabotem nie wymyślicie sobie - ja to widziałem. Masoneria, taka prawdziwa, z „potrójnym pozdrowieniem”, tajnymi spotkaniami? Było. Patologiczne i perwersyjne zachowania seksualne? Było. Załatwianie spraw „bo łączą nas takie więzy najsilniejsze, których normalny człowiek nie zrozumie”? Było. Skręcanie spraw na poziomie Sądu Najwyższego, bo Bardzo Ważny Pan Sędzia ma wpływ na obsadzenie Zwykłej Ważnej Pani Sędzi w konkretnym wydziale i odpowiednią ocenę/traktowanie? Było.
4. Zawód czwarty – politycy
Szkoda gadać. Bo w sumie to mógłbym godzinami, ale po co. Przez te wszystkie lata nauczyłem się, że w tej grupie społecznej (niezależnie od przynależności partyjnej, choć jednak z konkretnym odchyleniem) poziom zepsucia jest jednak statystycznie prawie tak imponujący jak wśród prawników. Najgorsze było co innego. Coś, co połączyło polityków, adwokatów, prokuratorów i sędziów. W imię obrony interesów swoich lub swojego środowiska ci ludzie są gotowi w sposób absolutnie bezwzględny, bezprawny i niewyobrażalny w państwie prawa niszczyć funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy uzyskali wiedzę o ich nieprawościach i próbują ich ścigać.
W pierwszych 2-3 latach istnienia CBA politycy autentycznie się nas bali. Wielokrotnie byłem świadkiem rozmów, w których po raz pierwszy w III RP pojawiało się „ale trzeba uważać, bo ci tajniacy Kamińskiego teraz wszędzie łażą”. Po tym początkowym strachu wymyślili co robić. Obrzydzić nas. Zohydzić. Porównać z UB, SB albo z Securitate (tajną policją polityczną komunistycznej Rumunii). Ujawnić imię i nazwisko, wizerunek, miejsce zamieszkania, rodzinę. Skompromitować kłamstwami. Zaczęli w okolicach afery z Beatą Cielebąk-Sawicką z Platformy Obywatelskiej, a ponieważ w silnie zantagonizowanym politycznie społeczeństwie ta metoda okazała się skuteczna, później już tylko coraz mocniej deptali w pedał gazu. I trwa to do dziś.
5. Zawód piąty – media
Pomagają im oczywiście dziennikarze. Takich prawdziwych, uczciwych, rzetelnych i potrafiących napisać prawdę niezależnie od sympatii politycznych jest naprawdę niewielu. Ale zacznijmy od tego, że to środowisko, generalnie, z absolutnie nielicznymi wyjątkami, to naprawdę całkowici dyletanci. Nie chcę się tu specjalnie znęcać, ale bardzo was wszystkich proszę, drodzy czytelnicy tego nudnego i długiego artykułu: jeśli w polskich mediach, niezależnie jakich, czytacie jakiś tekst dotyczący w jakikolwiek sposób służb specjalnych, to natychmiast poczyńcie założenie, że to nieprawda lub w najlepszym wypadku nieścisłość. Ten system sprawdzi wam się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Moje konto, mój artykuł, moje zasady. Więc wezmę sobie teraz na warsztat tych pracowników różnych redakcji (nie namówicie mnie na nazywanie ich dziennikarzami), z którymi połączyły mnie więzy szczególne.
W połowie 2015 roku, podczas mojego samotnego dyżuru w Delegaturze CBA we Wrocławiu, odwiedziła mnie wieloletnia znajoma. Przyszła, porozmawialiśmy pod okiem wszechobecnych kamer, zjedliśmy pizzę, poszła. Tak, nie wpisałem jej do książki odwiedzających i poniosłem za to karę dyscyplinarną, już w czasie, gdy Biurem kierował Ernest Bejda.
Dokładnie w Sylwestra 2015 roku, czyli po jakichś 6 miesiącach, pod koniec pracy koledzy z firmy zaczęli na mnie jakoś tak dziwnie patrzeć, w końcu jeden z nich nie wytrzymał i pokazał mi artykuł, który właśnie ukazał się na portalu TVN24. Jego autor, Robert Zieliński, napisał, że ta kobieta była prostytutką i że z tego powodu zostałem wyrzucony ze służby. Nie była prostytutką i nie zostałem wyrzucony, ale o tym za chwilę. Wcześniej pamiętałem Roberta Zielińskiego jedynie jako jowialnego uczestnika alkoholowych imprez z udziałem wysoko postawionych funkcjonariuszy polskich służb specjalnych. Wtedy zrozumiałem z kim mam do czynienia. Z kimś, kto kłamliwie, bez żadnych dowodów, w imię jakiejś swojej osobistej oraz redakcyjnej krucjaty politycznej, oskarży mnie o coś obrzydliwego i już na zawsze przyklei mi to kłamstwo. Nie muszę dodawać, że przed opublikowaniem tego ścieku nie skontaktował się ze mną.
Chwilę później te same kłamstwa powtórzył w reportażu Superwizjera TVN24 jakiś pracownik tej stacji, którego nazwiska niestety nie pamiętam. Wiem tylko, że wyrzucili go później za aferę obyczajową i trafił do Polsatu. W każdym razie ten człowiek dostał wtedy od ludzi Pawła Wojtunika mój adres, a pod moim domem na wsi pojawił się nieoznakowany samochód TVN24, którego kierowca i pasażer wypytywali moich sąsiadów o „Artura z CBA” i kręcili z ukrycia ujęcia mojego domu i moich dzieci. Przypominam, że byłem w tamtym czasie funkcjonariuszem operacyjnym, którego dane były chronione ustawą o ochronie informacji niejawnych, a o tym gdzie pracuję sąsiedzi nie mieli pojęcia.
Fast forward. Kwiecień 2018. Tym razem jakiś Mateusz Baczyński (wtedy dowiedziałem się, że w ogóle istnieje taki pracownik Bartosza Węglarczyka) pisze w Onecie kolejny tekst powielający pierwotne kłamstwo Roberta Zielińskiego o rzekomej „prostytutce”. Wtedy już nie wytrzymuję, ignoruję sugestie przełożonych („Po co się będziesz kopać z koniem?”) i wytaczam firmie Ringier Axel Springer proces cywilny o ochronę dóbr osobistych. Zgadnijcie z jakim efektem. Przypominam punkt 3 – sędziowie.
Sąd w uzasadnieniu wyroku pisze jednoznacznie: „Przeprowadzone w sprawie postępowanie dowodowe nie potwierdziło, że istotnie kobieta, którą powód wprowadził do budynku CBA, była prostytutką”. Czyli co, wygrałem? No właśnie nie. Pani sędzia Katarzyna Polańska-Farion z Sądu Apelacyjnego w Warszawie (tak, jeszcze z PRL) stwierdziła, że „nie sama prawda jest najważniejsza, lecz proces dochodzenia do niej”. Czyli że co prawda Mateusz Baczyński bezczelnie kłamał w Onecie naruszając moje dobra osobiste, ale bardzo się starał przygotowując tekst, więc spoko, nic się nie stało i dóbr osobistych jednak nie naruszył. Do dziś ten obrzydliwy kłamca chełpi się tym wyrokiem, zaczepiając mnie co jakiś czas w mediach społecznościowych.
6. Zawód szósty – poseł Giertych
Zbyt wcześnie, żeby cokolwiek tu napisać. Ale to idealne połączenie punktów od 2 do 5. I ten rozdział jeszcze nie jest zamknięty.
7. Zawód siódmy – emerytura
Jakiś czas temu pomyślałem, że już wystarczy i w styczniu 2023 roku, konkretnie to piątego stycznia, odszedłem ze służby. Niedawno Sebastian Białach z Onetu napisał, że odszedłem ze służby po utracie władzy przez PiS, ale już nawet nie bardzo mi się chce prostować różne kompromitacje warsztatowe pracowników polskich mediów (patrz punkt 5). Miałem dość konkretny plan na przyszłość. Wymyśliłem i założyłem z kolegami całkiem sensowną fundację, która zrobiła dużo dobrego dla polskiej debaty o bezpieczeństwie.
Teraz co jakiś czas szarpie mnie Prokuratura Krajowa i jej skompromitowani pracownicy, wzywając jako świadka, żebym godzinami opowiadał „o sprawie Pegasusa”. Potem, już na przesłuchaniu, okazuje się, że prokuraturę interesuje tak naprawdę wyłącznie sprawa Romana Giertycha (czyli sprawa Polnordu), że mają w całości skopiowane akta operacyjne z CBA (skandal, pisałem o tym kiedy indziej), no a chwilę po przesłuchaniu szczegóły z mojego ściśle tajnego protokołu przesłuchania lądują na czołówce „Gazety Wyborczej” u Wojciecha Czuchnowskiego, znanego szerzej jako drukarka Romana Giertycha. W sprawie tego wycieku prokuratura prowadzi obecnie śledztwo.
Jednocześnie po odejściu ze służby zacząłem prowadzić i nadal prowadzę własną działalność gospodarczą, świadcząc usługi doradcze, między innymi z zakresu bezpieczeństwa korporacyjnego. Niedawno media (oczywiście TVN24 i Onet) napisały, że jednym z moich klientów był Przemysław Kral, właściciel zondacrypto. Owszem, przez jakiś czas był. Jako osoba prywatna, a nie jako giełda kryptowalut. Zawsze szanuję swoich klientów, a szczegóły naszych relacji handlowych zawsze pozostaną wyłącznie między nami, niezależnie od tego, co wydarzy się po zakończeniu współpracy i jakie decyzje biznesowe i osobiste podejmuje później mój klient. Dlatego nie wypowiadam się publicznie na temat tej współpracy i tradycyjnie mogę tylko odesłać do punktu 5, tego o dziennikarzach. Swoją drogą, w aferze zondacrypto sam jestem poszkodowany na 70 tys. zł.
Teraz czytam artykuły sugerujące, że Przemysław Kral dogadał się z posłem Romanem Giertychem i negocjuje swój status świadka koronnego, kogoś na wzór Tomasza Mraza ze śledztwa w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Niezależnie od szans powodzenia tych negocjacji wiem już, że przeczytam jeszcze sporo na swój temat, bo to oczywiste, że jako funkcjonariusz prowadzący sprawę operacyjną dotyczącą oszustwa na szkodę Polnordu i prania pieniędzy jestem osobistym wrogiem posła Romana Giertycha (patrz punkt 6), kilku polskich redakcji (patrz punkt 5) i kilku polskich prokuratorów (patrz bajka z punktu 3).
I wiecie co? Kompletnie mnie to nie rusza. Po ponad 10 latach obrzucania mnie regularnym błotem kłamstw, pomówień i internetowej nienawiści naprawdę nie jesteście w stanie mnie czymkolwiek dotknąć. Bo mam rodzinę i przyjaciół. To naprawdę wystarczy. Dlatego…
8. Zawód ósmy – funkcjonariusz służb specjalnych
Dlatego jeśli dobrnęliście do końca tego długiego tekstu albo czytacie co regularnie o polskich służbach specjalnych pisze w „Do Rzeczy” mój kolega, legendarny płk Jacek Gawryszewski, to zapewne myślicie sobie „nigdy w życiu nie chcę mieć z tą patologią nic do czynienia, po co mi kłopoty, każdy inny zawód będzie lepszy”. No właśnie nie. Służba Rzeczypospolitej (a nie politykom) to najpiękniejsze, co można sobie wyobrazić. Jeśli przyjdzie wam kiedyś do głowy spróbować sił w rekrutacji – zróbcie to. Jeśli jakiś funkcjonariusz (ale taki prawdziwy, a nie przebieraniec z ekipy Jana Pińskiego lub wielu im podobnych) poprosi was o pomoc przy jakiejś sprawie – pomóżcie. A potem, po wielu latach, usiądziecie sobie do mediów społecznościowych i będziecie pisać takie przydługie i nudne teksty. Uprzedzam, to był dopiero pierwszy z długiej serii."
KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA KORUPCJA ZLODZIESJTWO NEPOTYZM KOLESIOSTWO ZDRADA
OdpowiedzUsuńi Polacy maja bronić Polin ????
OdpowiedzUsuń