piątek, 24 lipca 2015

Pasozytniczy sektor publiczny 3

Pasozytniczy sektor publiczny 3

  Zauwazyc nalezy ze po awanturniczej polityce Osla Trojanskiego USA w Uni Europejskiej w sprawie Ukrainy, Osioł został przez sternikow Uni calkowicie zmarginalizowany i odsuniety od spraw Ukrainy i gwaltownie stracil na znaczeniu miedzynarodowym. Z Polska obecnie nie liczy sie nikt. Polska jest nawet lekcewazona i prowokowana przez "mocarstwowa" polityke słabiutkiej Litwy prowadzona w stosunku do nas.
Polscy mezykowie stanu formatu kieszonkowego nie sa w stanie zrozumiec ze trwa obecnie interregnum czyli miedzyepoka lub miedzykrolewie. Powoli konczy sie unilateralny świat z hegemonicznym USA, a nie ukształtował sie jeszcze nowy ład multilateralny
Nowe potezne Chiny na Polske patrza bardzo podejrzliwie i raczej spodziewaja sie w Polsce stagnacji niz rozwoju. Blisko czterokrotnie mniejsze od Polski ludnościowo Węgry mają trzy razy większe inwestycje chińskie ! I sa to tak bardzo pozadane inwestycje produkcyjne greenfield.

Skorumpowany i niesprawny sektor publiczny jest najwieksza cywilizacyjna przeszkoda w modernizacji Polski.
Ze sprawnym systemem instytucjonalnym Polacy zarabialiby dwa razy wiecej niz obecnie czyli juz okolo polowy tego co zarabiaja Niemcy. Mogliby liczyc na to ze w perspektywie 40-60 lat powoli dorownaja zachodowi.

Historyczne zaszłości polowicznie tlumacza obecny stan rzeczy w sektorze publicznym. Rzeczywiscie przez 123 lata zaborow nie mielismy wlasnego panstwa. Panstwo sezonowe, II RP byla tworem pokracznym i bajecznie skorumpowanym. Nastepnie podczas 6 letniej okupacji nazistowskie Gestapo i stalinowska NKVD wymordowaly nam elite. Po tym nastapila instalacja gwaltem okupacyjnego komunizmu. W tym czasie na zachodzie ksztaltowalo sie nowoczesne panstwo a obecne 25 lat samodzielnosci to zdecydowanie za malo na odrobienie lekcji konstrukcji panstwa i sektora publicznego.

Polska jest jedynym w Europie państwem fasadowym ktore zezwala na jawne i bezczelne praktyki kolonialne zachodniego kapitalu. Zachodni kapital drenuuje polskie spoleczenstwo jak tylko chce. Pasozytniczy system instytucjonalna patrzy na to biernie.

Wracajac do pokracznego sadownictwa. W sądownictwo uformowaly sie mafijne Grupy Trzymajace Sady. To ze kondydat na sedziego ma matke lub ojca sedziego lub prokuratora albo pochodzi z rodziny resortowej, to juz za malo. W Warszawie dawniej obowiazywala 200 tysieczna lapowka za stolek sedziego, obecnie jest to 500 tysiecy złotych. Tak przynajmniej mowi plotka.

Co do pokretnej interpretacji prawa i prob jego obdchodzenia przez funkcjonariuszy publicznych. Zdaniem Sadu Najwyzszego sa to czyny o duzej szkodliwosci spolecznej. Tak wiec pokretny uniewinniajacy wyrok na łapowkare Sawicka powinien sie zamienic w przyszlej suwerennej i demokratycznej Polsce na wieloletni wyrok wiezienia dla skorumpowanych i zdradzieckich sedziow.

Koneczny: ,,Całkiem po żydowsku zapatrujemy się na prawo, jako na jedyny regulator życia zbiorowego i wyłączną namiastkę sumienia. Paragrafiarstwo nas zżera, kruczkarstwo demoralizuje, a wyłączność kazuistyki wysusza umysłowość naszą. Do ciężkich niesprawiedliwości wiodą nasze kodeksy przez to, że wszystko chcą przewidzieć, a sędziego krępują, nie dopuszczając do głosu słuszności i sumienia. W interpretacji prawa zapanowała metoda talmudyczna finezyjnego krętactwa i komentatorstwa bez granic. Prawo stało się doprawdy siecią pajęczą na drobne muchy, przez którą przebijają się jednak doskonale grube owady; najgorsze łotry rozbijają się bezkarnie "w zgodzie z ustawami". Byle nakręcić do litery przepisu! Z tym musi się zerwać, jeżeli nie mamy utracić sam zmysł moralności.
Albowiem "zasada" interpretacji prawa polega na dokładnym rozumieniu całości przepisów, ich pobudek i celów, a nie na cząstkowym i oderwanym od całości ich stosowaniu" . Prawo jest zasadniczo syntezą, analiza ma tylko rolę pomocniczą; przepis należy interpretować stosownie do syntezy prawa.."

Wypada powtorzyc za prezydentem Kwasniewskim ze w Polsce najbardziej skorumpowane i zdemoralizowane sa prokuratura, sluzby i telewizja publiczna.

Skorumpowane i zdemoralizowane sluzby mindurowe reprezentuja rozpaczliwa slabizne. Sluzby nie zdaly prostego egzaminu w Smolensku, zawiodly na calej lini w sprawie Amber Gold, dopuscily do podsluchania tysiaca godzin rozmow niby chronionych oficieli rzadowych... Operetkowa armia z generalicja ksztalcona w szkolach GRU w Moskwie nie przedstawia zadnej realnej sily obronnej.
Statystyka w panstwie skorumpowanym jest skorumpowana i zupelnie niewiarygodna. Naiwnoscia graniczaca z glupota jest wiara w oficjalne dane GUS.
Według danych ankietowych stanowiacych podstawe metod GUS indeks Giniego na Dolnym Śląsku wynosi około 0,33. Ale według scisłych danych podatkowych indeks Giniego wynosi 0,53 ! Indeks Giniego w wysokosci 0.53 sytuuje Polske w grupie najbardziej skorumpowanych i biednych panstw afykanskich.

We wszystkich instytucjach funkcjonuje selekcja negatywna. Zwyciezaja najgorsi z najgorszych.
W Policji skorumpowany jest system naboru. Dziala nepotyzm i kumoterstwo. Funkcjonariusze bardzo czesto pochodza ze srodowisk marginesu spolecznego. Policjanci nie potrafi normalnie poprowadzic prostego dochodzenia czy sledztwa. Notoryczne jest bicie podejrzanych i samooskarzenia. Notoryczne sa falszywe oskarzenia.

Gdzie nie spojrzec to banda na bandzie , korupcja korupcje pogania, glupota i nieudolnosc. Penis, anus i kamieni kupa. Panstwo ktore istnieje tylko teoretycznie. Polska jako linia na mapie.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,18404572,najwiekszy-system-informatyczny-w-polsce-ruszy-bez-testow-z.html#Czolka3Img

"Największy system informatyczny w Polsce ruszy bez testów, z opóźnieniem i po zastrzyku 74 mln zł od resortu finansów. Przez ciąg błędów urzędników
1 listopada rusza elektroniczne konto pacjenta, czyli pierwszy element systemu informatycznego, który ma zmienić ochronę zdrowia - ustalił reporter TOK FM. Problem w tym, że powinien działać już od kilkunastu miesięcy i zdecydowanie mniej kosztować. Nieprawidłowości przy tworzeniu e-konta oraz innych elementów systemu kosztowały budżet dziesiątki milionów złotych, a i tak nie ma pewności, że system od razu zadziała.
Tylko w 2015 roku Minister Finansów musiał w trybie awaryjnym dorzucić na realizację systemu informatyzacji ochrony zdrowia prawie 75 milionów złotych. Wszystko przez opóźnienia, błędy, problemy z przetargami.

Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia miało na realizację projektu kilka lat, ale najważniejszą część spajająca wszystkie pozostałe trzeba zrobić w 10 miesięcy. Projekt miał być w zdecydowanej większości finansowany ze środków unijnych, ale Unia za opóźnienia płacić nie będzie. Dlatego trzeba było przyśpieszyć.

Co gorsza, w listopadzie rozpocznie się poważna operacja na żywym organizmie, bo system, który jeszcze nie powstał, nie będzie wcale testowany. - Nie ma na to ani czasu, ani środków. Wszystko wyjdzie w praniu - mówi TOK FM pracownik CSIOZ. Przypomnijmy więc, że mamy do czynienia z niezwykle wrażliwymi danymi, bo e-konto to zbiór informacji o pacjencie, historii jego chorób i leczenia.

Nieprawidłowości już na początku

Praca nad tym ogromnym projektem od początku budziła zastrzeżenia. "Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych" P1, realizowanego przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, miała działać już w 2014 roku. Gdyby tak było, to już dziś skierowania, recepty i cała nasza dokumentacja medyczna byłyby w postaci elektronicznej.

A nie są i przynajmniej do 2017 roku nie będą powszechne i obowiązkowe.

NIK wytyka błędy

TOK FM dotarło do najnowszego raportu NIK, który jak na dłoni pokazuje całą historię tworzenia systemu i związane z tym zamieszanie. Wytyka też błędy i kolejne opóźnienia, które w dodatku sporo kosztują.

Nieprawidłowości uwidoczniły się już w 2013 roku. Przeprowadzona wtedy kontrola wykazała, że na początku prac nad systemem zawiniły obie zainteresowane nim instytucje.

Po pierwsze Ministerstwo Zdrowia, które nie wydało żadnego z 16 potrzebnych rozporządzeń, po drugie CSIOZ, które popełniło fatalne w skutkach błędy w procesie przetargowym. W czerwcu 2012 r. Centrum zawarło trzy umowy na realizację projektu, ale nie udało się podpisać czwartej - z punktu widzenia działania systemu - najważniejszej. Jej elementem jest tak zwana szyna usług, czyli w największym uproszczeniu: element, który spaja wszystkie pozostałe.

Dlaczego nie podpisano czwartej umowy? Bo ktoś zapomniał przetłumaczyć jednego z dokumentów na język polski. Niby niewiele, a jednak po kontroli postępowania prezes Urzędu Zamówień Publicznych stwierdził nieprawidłowości. Krajowa Izba Odwoławcza w maju 2012 r. nakazała powtórzenie postępowania, ale skutki błędu urzędników okazały się początkiem nieszczęść.

Chodzi o to, że wykonawcy trzech podpisanych umów przez ponad rok pracowali nad różnymi częściami projektu. Skoro nie było wykonawcy tzw. szyny, nie było możliwości skutecznego koordynowania prac w zakresie podsystemów. Co za tym idzie, rozpoczęły się opóźnienia, które trwają do dziś.

Rozstrzygnęli przetarg

Trzeba więc było rozpisać nowy przetarg i wybrać kolejnego wykonawcę. Pojawiły się protesty, bo ci, którzy nie wygrali, uważali, że wygrać powinni, i wszystko zakończyło się dopiero 31 lipca 2013 roku.

CSIOZ zawarło umowę na realizację podsystemu "Szyna usług". Już wtedy było wiadomo, że nikt nie wyrobi się do kwietnia 2014 roku, więc termin realizacji projektu przesunięto na maj 2015. Problem w tym, że ci, którzy wygrali przetarg, a inaczej ujmując rzecz, ktoś ich ofertę sprawdził, zaakceptował i uznał, że są odpowiedni, okazali się nieodpowiedni i w listopadzie 2014 roku odstąpili od realizacji umowy.

CSIOZ naliczyło spółce karę umowną, czyli prawie 10 milionów złotych. Cóż z tego, kiedy na kilka miesięcy przed planowanym zakończeniem prac nie było ani działającej "Szyny" ani też firmy, która mogłaby ją dokończyć.

Ekspresowe tempo i wielkie wydatki

W listopadzie 2014 r. CSIOZ wszczęło postępowanie przetargowe w trybie negocjacji, czyli bez ogłaszania przetargu, na który nie było już czasu. Tu niespodzianka, bo choć wcześniej firmy walczyły o pracę przy realizacji tego projektu, to teraz ofertę złożyło tylko jedno konsorcjum i to nie była tania oferta. CSIOZ miało na te cel przeznaczonych 10 milionów, a przyszli wykonawcy zażyczyli sobie prawie 90. CSIOZ postawione pod ścianą musiało się zgodzić, potrzebowało jedynie dobrodzieja, którym okazał się minister finansów.

Minister Zdrowia w piśmie z 23 stycznia 2015 r., zwrócił się do Ministerstwa Finansów o 74 miliony na kontynuację Projektu P1 i 26 stycznia te pieniądze dostał - wynika z raportu NIK. To pokazuje, że sprawy potoczyły się wyjątkowo szybko.

- Decyzja była taka, że trzeba pełen zakres funkcjonalny systemu P1 uruchomić w tym roku, ze względu na to, że znaczna część środków na ten cel pochodzi z Unii Europejskiej, które trzeba rozliczyć do końca tego roku. Gdybyśmy tego nie zrobili, istniało ryzyko nierozliczenia dotacji i zwrotu środków europejskich - mówi Marcin Węgrzyniak z CSIOZ i dodaje, że i tak wyłożenie pieniędzy z budżetu kosztuje mniej niż ewentualne zabranie dotacji.

Przypomnijmy, cały system w pierwotnej wersji miał kosztować ponad 700 mln zł, a pieniądze unijne to ponad 600 mln. Warto jednak zaznaczyć, że przy terminowej realizacji projektu, czyli bez urzędniczych błędów, w budżecie zostałoby prawie 80 milionów złotych.

Dodajmy jeszcze, że data realizacji brakującego elementu systemu została przesunięta i termin jej oddania to 15 grudnia 2015 roku. Czy to oznacza koniec problemów? Tego niestety pewnym być nie można. Nawet najmniejszy poślizg w pracach może oznaczać po pierwsze, że zapłaciliśmy kilkadziesiąt milionów za pośpiech, który wcale nie był potrzebny. Po drugie, że unijne środki są zagrożone.

- Monitorujemy postępy prac i choć są procedury na czarny scenariusz, to jesteśmy pewni, że wszystko zostanie ukończone do końca roku - mówi Węgrzyniak i zapowiada, że od początku listopada ruszy e-konto i specjalny portal informacyjny Ministerstwa Zdrowia.

E-konto na razie będzie dobrowolne, czyli każdy będzie mógł założyć sobie profil, a lekarz będzie mógł uzupełniać go o historię naszej choroby. Dzięki temu kolejni lekarze, do których trafimy, będą mieli w nią wgląd.

Kolejne etapy, kolejne opóźnienia

CSIOZ zapewnia, że w 2016 roku zostaną uruchomione kolejne możliwości systemu: e-recepta i e-skierowanie. Problem w tym, że choć Ministerstwo Zdrowia od miesięcy zapewnia, że wszystko idzie w dobrym kierunku, samo nie wydało aktów prawnych, które umożliwią wprowadzenie tego systemu. Dodajmy, że od wielu lat wiadomo, że zmiany w prawie są potrzebne, ale nadal nie udało się ich wprowadzić w życie "

Minelo 8 lat i po wydaniu kupy pieniedzy mamy jedno wielkie Nic. We wszystkich tych oficjalnych komunikatach wystepuja anonimowi sprawcy z ministerstw i urzedow. Dlaczego z imienia nie sa podawani ci przestepcy ?
"Ministerstwo Zdrowia, które nie wydało żadnego z 16 potrzebnych rozporządzeń" - kto konkretnie nie dopelnil obowiazkow. Moze tu chodzi o głupawego dzialacza partyjnego z "Platformy bez matury" z ktorego wystrugano ministra czy viceministra albo innego dygnitarza panstwowego.

Automatyzacja i szok przyszlosci 2

Automatyzacja i szok przyszlosci 2

  Rozwoj technologi i jej masowa popularyzacja nie przebiegaja jednak bez porazek. Apple Watch miał w zamierzeniach innowacyjnego koncernu nawet monitorowac parametry zdrowia uzytkownika "zegarka". Potwierdzają to HealthKit i ResearchKit. Zbudowanie w miare tanich i niezawodnych czujników monitorujacych funkcje zyciowe uzytkownika okazalo sie w tej chwili niemozliwe. Ale to nie oznacza ze przerwano prace badawcze i ze Apple nie zaskoczy w przyszlosci nabywcow i konkurencyjnych firm.

Kierowcy stanowią dziś jedną z najliczniejszych grup zawodowych świata. Autonomiczne - automatyczne samochody trzydziesci lat temu jezdzily po specjalnych zamlnietych torach. Obecnie autonomiczne samochody jezdza nawet po centrach miast ! Z jednej strony autonomiczne samochody maja informacje ze sporzadzonych wczesniej i on - line aktualizowanych map 3-D a z drugiej strony autonomiczne samochody maja wlasne kamery i radary.
Tak wiec ilosc miejsc pracy kierowcow moze w nadchodzacych dekadach ulec dramatycznej redukcji. "Automatyczny kierowca" sie nie meczy i nie wymaga odpoczynku.
Ale zanim za 10 lat autonomiczne samochody pojawia sie w salonach sprzedazy elementy tej technologi juz teraz zyskuja popularnosc. W pojazdach klasy premium już mamy do dyspozycji adaptacyjne tempomaty, systemu monitorowania martwego pola czy automatycznego parkowania.
Prosty autonomiczny system prowadzenia potrafiący utrzymać pojazd na zadanym pasie ruchu na autostradzie wprowadzono w zeszłym roku w prototypowym ciągniku siodłowym niemieckiej firmy Mercedes - Benz.
Szef firmy Tesla Elon Musk zapowiedział, że jeszcze przed wakacjami rozpocznie sprzedaż sedana Model S mogącego całkowicie przejąć kontrolę nad jazdą na głównych drogach, przede wszystkim autostradach. Auta Tesli będą też mogły być "przywołane" przez kierowcę za pomocą smartfona, będą też mieć funkcję samodzielnego parkowania.

Niedawno przedstawiciele Google podali, że ich autonomiczne pojazdy, nad którymi prace toczą się w Stanach od sześciu lat, uczestniczyły do tej pory w 11 kolizjach. Jednak autonomiczne samochody nie spowodowały ani jednego wypadku ! Wszystkie 11 zdarzeń spowodowali kierowcy innych pojazdów. Aż 7 z zanotowanych stłuczek dotyczyło najechania na tył autonomicznego auta. Za każdym razem kończyło się na drobnych uszkodzeniach (zderzaki, reflektory), żaden z kierowców czy pasażerów nie odniósł obrażeń.
Od września ubiegłego roku, zgłaszanie wszelkich kolizji z udziałem autonomicznych pojazdów stało się w USA osankcjonowanym, prawnym wymogiem prowadzenia testów.

Chociaż komputery i sensory potrafia bezbłędnie i bezpiecznie prowadzić pojazdy po publicznych drogach z poszanowaniem wszelkich przepisow i rozsadku, to nie gwarantuje pasażerom pełnego bezpieczeństwa. Winę za taki stan rzeczy ponosza inni kierowcy na drodze. Programy autonomicznych pojazdow musza brac pod uwage niebezpieczny i nieracjonalny czynnik ludzki na drodze !. Maszyny maja pilnowac ludzi przed tym aby nie stwarzali zagrozenia dla siebie i innych.
Komputery potrafia juz przewidywac niektore niebezpieczne zachowania innych uczestników ruchu i opracowac najlepszy scenariusz reagowania dla minimalizacji stwarzanych zagrozen. Komputey potrafia z wysokim prawdopodobienstwem przewidziec zajeżdżanie drogi w zakręcie przez niebezpiecznego kierowce !

Calkiem mozliwe ze nabywcami autonomicznych samochodw beda kierowcy lubiacy wychylic drinka lub ci ktorzy stracili prawo jazdy lub ci ktorzy z roznych wzgledow nie moga zdac egzaminu na prawo jazdy..

Uber to amerykańskie przedsiębiorstwo, z siedzibą w San Francisco, twórca aplikacji mobilnej Uber. Służy ona do zamawiania usług transportu samochodowego poprzez kojarzenie pasażerów z kierowcami korzystającymi z aplikacji. Lubiany przez uzytkownikow Uber jest w czesci karjow zwalczany. W krajach europejskich podnosi sie ze uzyskanie licencji taksowkarskiej bywa "kosztowne" choc oficjalne koszty sa niewielkie. W Grecji podnoszono ze lapowka za koncesje taksowkarska moze przekraczac 200 tysiecy Euro.
Obserwacja sposobu prowadzenie samochodow przez taksowkarzy prowadzi do wniosku ze stwarzaja oni wieksze zagrozenie niz przecietny kierowca. Ten argument wrogow Ubera jest zupelnie nie trafiony. Stan techniczny taksowek jest tez zdecydowanie gorszy niz przecietnego samochodu. Autor rzadko korzysta z taksowek ale w trzech ostatnich pamietanych przypadkach byly to rzechy. Natomiast argument o korupcyjnym koszcie i nieuczciwej z tego wzgledu konkurencji Ubera jest obrzydliwy. Pora najwyzsza aby lapowkarze przestali korzystac z owocow przestepstwa.

Wiele prac zwiazanych z automatyzacja produkcji poniechano po 1989 roku z powodu szerokiej dostepnosci konkurencyjnej dla maszyn taniej sily roboczej. Wiele projektow jest obecnie reaktywowanych.
Niebawem pojawia sie perfekcyjne maszyny do szycia Oprocz pozycjonowania X i Y maszyny beda zliczac nitki szytej tkaniny aby szycie bylo doskonale. Zakola, zagięcia, skosy, fałdki i załamki tkaniny dla nowych maszyn nie stanowia problemow. Juz istniejace maszyny wydajnie naszywaja kieszenie czy mocuja guziki.
Czy nowe maszyny beda stanowic zagrozenie dla pracy szwaczek z Bangladeszu czy Chin. Juz niedlugo zobaczymy.

Automatyzacja i szok przyszlosci

Automatyzacja i szok przyszlosci

 Nastepujace zawody sa rzekomo najbardziej zagrozone automatyzacja i likwidacja w ciągu najbliższych 20 lat:
10. Analitycy kredytowi. Zagrożenie automatyzacją w ciągu najbliższych 20 lat: 97,9 proc
9. Operatorzy maszyn górniczych - 97,9 proc
8. Pracownicy centrów logistycznych - 98,0 proc
7. Logistycy - 98,0 proc
6. Sędziowie sportowi - 98,3 proc.
5. Kasjerzy w banku - 98,3 proc.
4. Pracownicy firm pożyczkowych - 98,4 proc.
3. Zegarmistrzowie - 98,5 proc.
2. Doradcy podatkowi - 98,7 proc.
1. Telemarketerzy - 99,0 proc.

Coraz wieksza ilosc danych w rozbudowanych bazach danych bankow, urzedow podatkowych, urzedow ubezpieczen spolecznych, rejestrach katastralnych, rejestrach samochodow, czynia automatyzacje procesu udzielenia kredytu ( takze hipotecznego ) mozliwa, racjonalna i bardzo malo ryzykowna. Zauwazmy ze automatyzacja wyklucza z udzielenia im kredytu podmioty dzialajace w szarej strefie. Algorytm oceniajacy ryzyko udzielenia danemu podmiotowi kredytu bierze pod uwage historie osiaganych dotychczas dochodow i wielkosc wydatkow, wielkosc zabepieczenia majatkowego oraz historie splat bylych duzych kredytow. Wbrew kolportowanym bzdurnym doniesieniom nieterminowa splata raty kredytu nie ma zadnego wplywu na ocene ryzyka. Natomiast niesplacenie kredytu i bezowocnosc przymusowej egzekucji podnosi bardzo mocno ryzyko operacji z takim złym klientem.

Przy platnosciach wylacznie elektronicznych trywialne staje sie sporzadzenie rozliczen podatkowych i zeznan podatkowych PIT. Wystarczy podliczyc rozliczenia bankowe podatnika.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Wielka-Brytania-koniec-ze-zmora-PIT-u-3308759.html
"Wielka Brytania: koniec ze zmorą PIT-u
W Wielkiej Brytanii od nowego roku finansowego, który zaczyna się tam w kwietniu, nie będzie obowiązku wypełniania dorocznych zeznań podatkowych. Brytyjski ekwiwalent PIT-u będzie odtąd sporządzany elektronicznie przez sam urząd podatkowy na podstawie rozliczeń bankowych podatnika.
Miliony Brytyjczyków mogą zaprzestać zbierania paragonów, faktur, rozliczeń z dywident, odsetek bankowych i innych wpływów i rozchodów. Z tej reformy skorzysta od razu 11 milionów podatników, w tym 4 miliony samozatrudnionych i prawie dwa miliony właścicieli firm.
Ich liczba znacznie wzrosła od czasu recesji końca ubiegłej dekady i w wyniku polityki oszczędności, która spowodowała zwolnienie tysięcy pracowników sektora publicznego, zmuszając ich do szukania zajęcia na własną rękę.
Wielu Brytyjczyków miało kłopoty ze zrozumieniem i wypełnieniem wielostronicowych oświadczeń podatkowych. Wielu przekraczało też termin dopełnienia tego obowiązku, co automatycznie pociągało za sobą karę stu funtów. "

Tymczasem z danych Biura Prasowego Uniwestytetu Warszawskiego, wynika że w 2015 roku najwięcej kandydatów w naborze rejestrowało się na ekonomię (2816 zapisy) i na prawo (2073 zapisy). Nieco mniejszą popularnością cieszył się kierunek finanse i rachunkowość (1802 kandydatów)
Ekonomia, finanse i rachunkowość czyli prace ktore z pewnoscia zostana niedlugo zautomatyzowane.
Paranoja - kasa z kasy dla kasy. Żadnych przydatnych w nowoczesnej gospodarce umiejętności. Zero produkcji ! Studiowanie dla studiowania.
Wszyscy ci przyszli ekonomisci , finansisci , ksiegowi zdaja sie liczyc na to ze bedzie dalej w ksiegowosci firm utrzymywany totalny balagan i rozgardiasz i nie da sie jej zautomatyzowac, sa bardzo naiwni. Z drugiej strony jednak trzeba przyznac im racje - legislatywa wytwarzajaca 26450 stron "prawa" rocznie zaprowadza totalny chaos w panstwie i tworzy potrzebe zatrudniania wielu urzednikow takze w prywatnych firmach.
Trzeba sobie jednak uswiadomic ze po automatyzacji ksiegowosci w zachodnich firmach matkach sila rzeczy zostanie ona zastosowana w polskich filiach zachodnich koncernow.

W marketach jest coraz wiecej automatycznych kas samoobslugowych. Ich dzialanie jest w sumie proste. Kazdy towar w bazie danych ma podana mase i jej tolerancje. Ta masa przy skanowaniu kodu etykiety na przenoszonym towarze musi ubyc z wazonego "koszyka" wejsciowego i przybyc do wazonego koszyka wyjsciowego. Stosunkowo drogie jest zeskanowanie obrazu banknotu, ktorym placi klient i jego automatyczne rozpoznanie i zakwalifikowanie jako pieniadza o okreslonym nominale. Biorac jednak pod uwage spadek popularnosci platnosci gotowkowych i popularyzacje platnosci elektronicznycch, nalezy stwierdzic ze kasy automatyczne beda taniec i stana sie popularne.
Znacznie tansze jest rozpoznanie i przyjecie monety. Przed automatami sprzedazowymi jest dobra przyszlosc. Pod względem nasycenia rynku i liczby automatów vendingowych, Polska wciaż jest daleko w tyle w porównaniu do większości krajów Europy zachodniej. Zwykle kilka dużych firm kontroluje znaczną część rynku w danym kraju. Są również silni operatorzy międzynarodowi.
Polski rynek vendingu będzie się dalej rozwijał. Jednak już nie za sprawą kawy czy herbaty, ale głównie przekąsek, słodyczy i zimnych napojów. Automat moze oferowac rzeczy bardzo poszukiwane w danym miejscu.
Automat sprzedający moze oferowac odżywki i specjalne napoje dla sportowców i cwiczacych w siłowni i klubie fitness. Przygotowanie tego typu napojów zajmuje stosunkowo dużo czasu i zwykle specjalnych naczyń, ponieważ półprodukty w postaci proszku trudno rozpuszczają się w wodzie czy mleku i wymagają energicznego mieszania. Automat oszczędza czas zarówno personelu klubu sportowego, jak i jego klientów.
Automat moze piec swieza pizze czy przygotowac inny posilek.
Automat moze wydac srodki BHP dla osob uprawnionych legitymujaych sie karta z odpowiednim wpisem. Pracownik wpuszczony do firmy otrzyma wiec niezbedne dla niego srodki ochrony.

czwartek, 23 lipca 2015

Pasozytniczy sektor publiczny 2

Pasozytniczy sektor publiczny 2

  Zwiazek Radziecki, ktoremu w nieformalnej umowie zwycieskich mocarstw przydzielono PRL jako protektorat zniszczyl odradzajacy sie po traumatycznej wojnie polski system wladzy i zaprowadzil przemoca i terrorem zbrodniczy system wladzy sowieckiej taki jaki funkcjonowal w ZSRR.
Na zrodlowej - rosyjskiej wersji konstytucji PRL poprawki własnoręcznie naniósł Józef Stalin (jest ona przechowywana w kancelari sejmu) , a ostateczną wersję polskojęzyczną tłumaczył i opracował Bolesław Bierut, agent NKVD.

Cecha instytucji sowieckich o takiej samej nazwie jak instytucji zachodnich jest calkowicie odmienna ich tresc instytucjonalna. Oczywiscie w ZSRR ani w Polsce zadnych sadow podobnych do modelu zachodniego nie bylo. Sady stanowily element systemu terroru i bezprawia i nic ponad to.
Obowiazywala zasada jednolitej władzy państwowej stanowiaca fundament polityki wszystkich krajów socjalistycznych bloku wschodniego. A wiec wladze, ustawodawcze , wykonawcze i sadownicze zgodnie cwierkaly tak jak zazyczyla sobie tego partia a zwlaszcza czerwony car Jozef Stalin. Gwarantem jednolitosci wladzy panstwowej byl partyjno-panstwowy dualizm podwojonych wladz partyjnych i panstwowych a takze niebywale rozwiniety system agenturalny.
Podkreslic nalezy ze w totalitarnej III Rzeszy nie udalo sie do konca zaprowadzic jednolitego systemu wladzy panstwowej.
Ustrojowe simulacrum z 1989 roku mialo zerwac z totalitarna zasada jednolitej władzy panstwowej na rzecz pluralizmu i niezaleznosci a wypadku sadownictwa niezawislosci, instytucji ustrojowych.
Coz z tego skoro okazalo sie ze w 1992 roku a wiec trzy lata po simulacrum, że ponad 60 posłów, senatorów i ministrów, to konfidenci SB ! Konfidentow bylo prawdpodobnie duzo wiecej ale zarowno Andrzej Milczanowski jak i Antoni Maciarewicz skreslili z list osoby gdy nie bylo przeciwko nim zelaznych dowodow konfidenctwa. Przykladowo skreslono premiera Mazowieckiego choc wszystko wskazuje na to ze konfident pracowal dekadami dla bezpieki komunistycznej. Co gorsza uchwala Sejmu nie pozwalala ujawnic agenciakow przejetych od SB przez Urząd Ochrony Państwa ani żadnego konfidenta Wojskowych Służb Informacyjnych. Rodzi sie pytanie ilu w Sejmie nie bylo agentow ?
Nie dokonano zadnego oczyszczenia sadownictwa i prokuratury nie mowiac o lustracji i dekomunizacji.
Po roku 1989, wszyscy ci zdradzieccy i sprzedajni sędziowie mogli dalej spokojnie pełnić swoje funkcje. Co gorsza to oni decydowali o koptacji nowych sedziow i to oni dalej gangrenowali szkolenie sedziow.

Z rezultacie sadownictwo w ktorym przynaleznosc do wiodacej i jedynie slusznej mono-parti PZPR wynosila w polowie lat osiemdziesiatych 86% stalo sie zgangrenowana i przezarta korupcja atrapa sadownictwa.
Na aplikacje sedziowska w zasadzie wolno bylo przyjac wylacznie poleconego czlonka PZPR lub osobe "swoją". Swojak (czesto resortowy) z reguly wspolpracowal z SB i byl szczegolnie spolegliwy wobec wladz PZPR.

Nowe sadownictwo i nowa prokuratura mogly w 1989 roku powstac wylacznie na drodze opcji zerowej. Jednak nie zerwano ze strasznym dziedzictwem bezprawia i terroru komunizmu i nie pokonano gada. Obecnie wyjsciem jest obsadzanie wszystkich stanowisk sedziowskich i prokuratorskich w powszechnych wyborach. Minimum wieku kandydatow na poziomie 35 lat winno dac wystarczajace doswiadczenie zyciowe kandydatow. Wymog conajmniej 8 lat pracy w zawodzie prawnika poza sfera publiczna automatycznie odsieje dotychczasowych sedziow i prokuratorow.

Ustanowienie nowego wymiaru sprawiedliwosci pozwoli sprawnie osadzic sedziow i prokuratorow PRL i III RP. Ocenia sie ze w sprawach karnych przestepstwa popelnilo 40% skazanych i skazywanych jest 60% osob niewinnych ! Trzeba ludziom aparatu terroru odplacic ich moneta. Dobrym rozwiazaniem byloby w takim razie uchwalenie ze sedziowie i prokuratorzy PRL i III RP stanowili zwiazek przestepczy. Pozwoliloby to bez ceregieli wszystkich skazac na 8 lat wiezienia.

Orzeczenia Europejskiego Trybunalu Praw Czlowieka w polskich sprawach w rekordowej ilosci stwierdzaja ciezkie naruszenia prawa przez sady. Polskie "sady" przynosza Polsce wstyd i hanbe.

Skutkiem potwornej korupcji i bezprawia w polskim "wymiarze sprawiedliwości", absurdalnych wyrokow, dochodzi do szkodliwych nieodwracalnych zmian, których efektem są m. in. podziały w społeczeństwie, lekceważenie praw człowieka oraz zahamowanie wzrostu gospodarczego.

Europosel Jacek Kurski na temat polskiego sądownictwa po uniewinniającym wyroku w sprawie łapowkary Beaty Sawickiej powiedzial:
– Ten wyrok jest absolutnie skandaliczny. Sąd Apelacyjny w Warszawie okrył się hańbą. Żyjemy w kraju, w którym pani Sawicka jest niewinna, afera hazardowa nieosądzona, Jaruzelski niewinny, Kociołek, kat trójmiasta, niewinny, Kiszczak to człowiek honoru, a pod Trybunał Stanu Ziobrę i Kaczyńskiego. To jest ordynarny system obrony korupcji i tworzenia przyzwolenia na korupcję

Coz tu prawic o korupcji szeregowych sedziow skoro Rada Europy w 2013 roku stwierdziła ze polską legislatywe toczy rak korupcja a "Prawo" tworzone jest na na kryminalne zamówienie: "Osoby z poza Sejmu mogą uczestniczyć w posiedzeniach podkomisji, w konsekwencji polskie prawo powstaje w cieniu. Nie wiadomo, skąd pochodzą poprawki akceptowane potem przez parlament... Problemem jest także z polskim prawem ds. lobbingu. Nie gwarantuje zupełnej przejrzystości właśnie pomijając sprawę pracy podkomisji Sejmowych "

wtorek, 21 lipca 2015

Co zrobic z gornictwem, gornikami i Polska 16

Co zrobic z gornictwem, gornikami i Polska 16

Wegiel kamienny jako surowiec dla energetyki ma sporo zalet. Tanszym zrodlem energi jest tylko wegiel brunatny. Na swiecie jest dostepne mnostwo eksploatowanych i nieeksploatowanych zasobow wegla. Nie ma w dostawach wegla ryzyka politycznego a dostawcow jest sporo. Swiatowa flota rudoweglowcow jest rozbudowana a transport jest sprawny.
Mankamentem elektrowni weglowych jest duzy naklad kapitalu na ich budowe w porownaniu z elektrownia gazowa a takze ogrom generowanych przez elektrownie weglowe kosztow zewnetrznych. Koszty pogorszenia sprawnosci i zdrowotnosci populacji, koszty obnizonej sprawnosci i wydajnosci pracy (przykladowo chroniczny bronchit uniemożliwia pracę i normalne życie) , koszty leczenie skutkow funkcjonowania elektrowni weglowych, moga siegac 1-3% PKB a wiec sa koszmarnie wielkie. Szkody zdrowotne sa obecnie dobrze udokumentowane wynikami badań epidemiologicznych i nie budza juz wątpliwości. Naukowe dowody sa nie do podwazenia.

Koszty zewnętrzne to wyliczalne w pieniadzu szkody dla zdrowia i środowiska, których kosztów nie ponosi producent energii elektrycznej, a jednak musi pokrywać je społeczeństwo.
Program Unii Europejskiej, ExternE dokonuje w miare pełnej oceny ryzyka.

Sprawa kosztow zewnetrznych jest otwarta i moga byc one jeszcze wieksze ! To swiadomosc ogromu kosztow zewnetrzncyh spalania wegla stoi za dyrektywami europejskimi o emisjach przemysłowych. W europie wegiel jest zle widziany a jego przyszlosc jest zla.
Elektrownie weglowe wyrzucaja w powietrze miliony ton pylkow (najgroźniejsze są najmniejsze cząstki pyłu o średnicy poniżej 2,5 mikrona, zwane PM 2.5, osiadające na stale w płucach.), miliardy ton CO2, tlenkow azotu i siarki, setki tysiecy ton dziesiatkow pierwiastow i toksycznych zwiazkow a w tym niebezpiecznej rteci. Wyrzucaja w powietrze potezna ilosc radioaktywnosci.
Powoduja podwyższona zachorowalności na nowotwory i choroby układu oddechowego. Skracaja czas zycia populacji. Podwyzszaja smiertelnosc noworodkow.
Elektrownie weglowe wyrzadzaja szkody rolnictwu (siarka i kwasne deszcze oraz pyly) a takze generuja szkody materialne.

Koszt życia ludzkiego wedlug programu ExternE wynosi obecnie okolo 1.000.000 EUR.
ExternE określa skrócenie życia (YOLL) i koszt utraconego 1 roku oczekiwanego okresu życia.
Uwzględnia się miedzy innymi:
-Zgon wskutek zachorowania na pylicę węglową płuc
-Zgon wskutek chorób górnych dróg oddechowych
-Chroniczny bronchit (0,2 kosztu życia ludzkiego)
-Atak astmy wymagający leczenia szpitalnego
-Choroba powodująca utratę dnia roboczego itd.
Koszty utraty zbiorów i lasów ocenia się osobno dla różnych upraw i drzew uwzględniając jak bardzo cierpią przy różnych poziomach zanieczyszczenia powietrza

Europejska Agencja Środowiska przeanalizowała koszty zanieczyszczenia powietrza z zakładów przemysłowych w Unii Europejskiej. Koszty te związane z zanieczyszczeniami z polskich elektrowni i elektrociepłowni węglowych sięgają od 2 do aż 3,4% PKB rocznie. Szczegółowe analizy w raporcie: „Revealing the costs of air pollution from industrial facilities in Europe”, EEA, 2011.

Przyjmujac w ExternE najgorsze mozliwe zalozenia co do energetyki jadrowej okazuje sie skażenia z nowoczesnej elektrowni weglowej są circa 200 000 większe niż z elektrowni jądrowej a przeciez polskie elektrownie weglowe sa przestarzale i jeszcze znacznie bardziej niebezpieczne dla srodowiska.

Po 1990 roku w Polsce spadlo wydobycie wegla i wzrosla srednia dlugosc zycia w Polsce !

Pasozytniczy sektor publiczny

Pasozytniczy sektor publiczny

W chorej Polsce zrakowacialy, skansenowy sektor publiczny pasozytuje na obywatelach.

W Szczecinie przy al Piatow 12 miesci sie w pieknym pruskim budynku gimnazjum, Liceum Ogolnoksztalcace nr 1. Za wikipedia.pl
"Budynek zaprojektował Wilhelm Meyer-Schwartau; został wybudowany przez szczecińskie firmy budowlane w latach 1900–1903 z użyciem ciosów z piaskowca śląskiego i sztucznego (zastosowanego w partii poddasza), przygotowanych przez dwie firmy w Berlinie. Elewację zwartej bryły budynku, pokryte gruboziarnistym szarym tynkiem, urozmaicono ryzalitami na narożach. Od strony ul. Chodkiewicza znajduje się trójboczna apsyda. Głównemu portalowi nadano styl późnoromański – archiwolty, ozdobione plecionką z motywami akantu, oparto na romańskich kolumnach, nad portalem umieszczono balkon przypominający romańską loggię, oknom nadano stylowy kształt (biforium i triforium).

Najbardziej reprezentacyjną salą wewnątrz budynku jest znajdująca się na drugim piętrze aula o powierzchni 380 m² z emporą muzyczną dla 100 śpiewaków. Okna były pierwotnie przeszklone szkłem witrażowym o ciemnozielonej barwie, komponującej się z barwą ścian (czerwień, szary błękit i złoto); w apsydzie była umieszczona kopia obrazu Zmierz bogów Eduarda Gaertnera (1801–1877), berlińskiego malarza i architekta (nie zachowana). Poniżej, na pierwszym piętrze, zaprojektowano bibliotekę, a obok – gabinet dyrektora i gabinety nauczycielskie oraz salę konferencyjną. Poniżej biblioteki znajduje się sala gimnastyczna, obejmująca dwie kondygnacje (piwnica i I piętro). Przewidziano możliwość obserwacji imprez, odbywających się w tej sali, z korytarza I piętra przez okna i otwory arkadowe"

W miescie makabrycznie zniszczonym bombardowaniami aliantow i sowiecka artyleria budynek ocalal.
Dawniej byla to jedna z lepszch szkol.

Dostepny jest szczegolowy plan lekcji. http://www.lo1.szczecin.pl/plan/index.html
Odzialow pierwszych jest zaledwie7 i maja one po 35 lekcji tygodniowo. Odzialow drugich jest 8 i maja po 38 lekcji tygodniowo. Razem w tygodniu jest 549 godzin lekcyjnych zajec co przy 65 nauczycielach daje 8.44 godziny lekcyjnej na nauczyciela tygodniowo !
Spora czesc nauczycieli w ogole nie ma zajec - korzystaja z przerwy na podratowanie zdrowia lub wykonuja czynnosci nie majace zwiazku z przedstawionym planem zajec. Nauczyciele maja najczesciej jeden lub dwa dni wolne w tygodniu bez zajec.
Ci ktorzy prowadza zajecia maja ich w tygodniu od 3 do 18 godzin.
Szkoda ze nie wszystkie szkoly maja odwage umiescic na stronach WWW szczegolowy plan lekcji

Zwykłe zaświadczenie lekarskie [zadna tam surowa komisja lekarska jak w ZUS ] pozwala na roczny płatny urlop dla podratowania zdrowia nauczyciela, płatny przez aktualnego pracodawcę. Można go wziać trzy razy. Dziś koszt urlopu ponoszą lokalni podatnicy. Liczba nauczycielskich urlopów zdrowotnych wzrosła wielokrotnie od czasu, jak uczniów w wielu szkołach jest coraz mniej. Spadek liczby uczniów w szkole "pogarsza" bardzo stan zdrowia polskich nauczycieli. Wielu samorządom z powodu nagłej epidemii tych urlopów trudno dopiąć budżet.

Zwiazek przestepczy o charakterze zbrojnym czyli junta jaruzelska, postanowil w zbrodniczym stanie wojennym, prezentem skorumpowac srodowisko nauczycielskie. Ustawa z dnia 26 stycznia 1982 roku o nazwie potocznej, Karta Nauczyciela nadala nauczycielom szereg przywileji i obnizyla pensum dydatktyczne. Karta gwarantuje nauczycielom różne dodatki do pensji. Przed wprowadzeniem Karty minimalne pensum nauczyciela szkoły podstawowej wynosiło 26 godzin a nauczyciela liceum 23 godziny. Wprowadzono zbiurokratyzowane procedury awansu zawodowego nauczycieli. Nie uwzgledniaja one realnych osiągnięc nauczyciela a jedynie liczbe uzbieranych fikcyjnych "papierów" administracyjnych.
Ale juz 5 sierpnia 1983 roku junta czyli zwiazek przestepczy, zezwolila na ponowna rejestracja statutu ZNP przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. ZNP rozpoczął ponownie działalność

Komunistyczną Karte Nauczyciela, pomiot stanu wojennego, relikt komunizmu, konserwujaca skansen PRL-u, nalezy wyrzucić do kosza i zastapic ja nowoczesną ustawą lub nie zastepowac jej niczym.
Szkoły publiczne prowadzone przez organizacje pozarządowe oraz szkoły niepubliczne zatrudniają nauczycieli na podstawie Kodeksu Pracy. Nie ma zadnego powodu aby bylo innaczej w zrakowacialym sektorze publicznym
ZNP zaciekle broni Kart Nauczyciela.

W roku szkolnym 1990/1991 uczniow szkol było 7 516 356, a w roku szkolnym 2013/2014 - 5 083 058. Liczba ta zmniejszała się co roku. Przekłada się to na liczbę szkół. W roku 1990 było w Polsce 20 533 podstawówek, a w 2014 – 13 442.
Mimo kryzysu demograficznego i spadku liczby dzieci nauczycieli jest tyle samo lub wiecej ! Na jednego nauczyciela przypada w roku szkolnym 2013/2014, 5083 058 / 657 000 = 7.7 ucznia. Zaledwie 7.7 ucznia na nauczyciela. Do pelni obrazu trzeba dodac dwumiesieczne wakacje, ferie zimowe i emeryture na specjalnych prawach.

http://www.forbes.pl/trzy-argumenty-za-likwidacja-karty-nauczyciela,artykuly,197073,1,1.html
"Trzy argumenty za likwidacją Karty nauczyciela
Szkodliwość Karty Nauczyciela jest bezsprzeczna – jej regulacje niosą olbrzymie koszty dla samorządów, a ona sama niszczy oświatę, nie weryfikując jakości kształcenia i nie przewidując związku między wynagrodzeniem a efektem pracy
Ustawa – Karta nauczyciela weszła w życie 26 stycznia 1982 roku, za czasów stanu wojennego. Była swego rodzaju prezentem władz komunistycznych dla tej grupy zawodowej. Niestety, mimo że diametralnie zmieniły się czasy i ustrój, przez cały okres transformacji nikt nie odważył się zlikwidować tego reliktu poprzedniej epoki. Fatalne skutki Karty odczuwa cały system edukacji, ale rośnie zwłaszcza zniecierpliwienie władz lokalnych. Być może 25-lecie restytucji samorządu terytorialnego w Polsce to dobry moment, by pozbyć się tego dokumentu.

Oczywiście, 650 tys. nauczycieli to duża grupa wyborców, co dla każdej władzy stanowi z przyczyn politycznych kwestię delikatną. Ale szkodliwość Karty jest bezsprzeczna, o czym mówi coraz więcej środowisk. Można rozpatrywać ją w trzech płaszczyznach.

Po pierwsze, jej regulacje niosą ogromne koszty dla samorządów. W latach 90. podjęto wprawdzie decyzję, że zadania oświatowe spoczną na barkach wspólnot, ale nie dano JST instrumentów finansowych i zarządczych. Za kwestie merytoryczne funkcjonowania placówek oświatowych odpowiada Ministerstwo Edukacji, w sprawach organizacyjnych wiąże ręce samorządom ustawa o systemie oświaty z 1991 roku, wraz z kilkudziesięcioma rozporządzeniami, zaś wynagrodzenia nauczycieli i ich awans zależą od postanowień Karty.

W tej sytuacji wspólnoty pełnią w oświacie jedynie funkcję kasjera, nie mając wpływu na proces edukacyjny, racjonalne kierowanie szkołami oraz prowadzenie polityki kadrowej. A przecież nauczyciele są zatrudniani przez JST i powinni być objęci jedynie ustawą o pracownikach samorządowych. Ich charakter pracy stanowi bowiem czynność w ramach tzw. administracji świadczącej, a nie element wykonywania władzy publicznej.
Wydatki na edukację są najbardziej kosztowną pozycją budżetów JST – sytuują się na poziomie od 40 do 65 procent. Większość wspólnot dokłada do finansowania placówek ze środków własnych, gdyż państwowych transferów (subwencja oświatowa liczona na ucznia) nie starcza nawet na wynagrodzenia.

Jeśli dodać do tego kryzys demograficzny, przejawiający się malejącą liczbą dzieci oraz fakt, że gros nauczycieli posiada relatywnie łatwo uzyskany stopień mianowanego lub dyplomowanego, a więc jest drogich, trudno dziwić się samorządom, że przekazują szkoły podmiotom niepublicznym. Obchodzą tym samym Kartę, gdyż nauczyciele pracują wówczas w oparciu o Kodeks Pracy. Kiedy ten zabieg się nie udaje, JST zamykają nierentowne szkoły.

Po drugie, Karta psuje całe państwo, gdyż konserwuje przywileje określonej grupy zawodowej. Nauczycielom przysługuje wynagrodzenie płatne z góry, 18-godzinne pensum, nagrody za wieloletnią pracę (zamiast za jej efekt), dodatkowe wynagrodzenie roczne („trzynastka”), dodatek mieszkaniowy, motywacyjny, funkcyjny i wiejski, zasiłek na zagospodarowanie, 3 miesiące płatnego urlopu (po zsumowaniu wakacji, ferii, świąt), roczny urlop dla poratowania zdrowia po 7 latach pracy itd. Co więcej, nauczyciel dysponuje nieomal gwarancją zatrudnienia – bardzo trudno go zwolnić.

Istnieje jednak argument trzeci, najważniejszy. Karta niszczy oświatę, nie weryfikując jakości kształcenia, fundując złemu i dobremu nauczycielowi tę samą pensję, nie motywując pedagoga, który uzyskał najwyższy stopień awansu do dalszego doskonalenia czy zrównując pracę wuefisty z polonistą.

Ponadto Karta – jak przystało na czasy socjalizmu – nie przewiduje żadnego związku pomiędzy wynagrodzeniem a efektem pracy. Sprawia to, że wyróżniający się nauczyciel jest traktowany tak samo, jak ten przeżarty rutyną i niekreatywny. Utrwala się w ten sposób negatywną selekcję do zawodu, odbierając motywację do podnoszenia poziomu pracownikom dobrym, a nawet średnim – mogą to robić jedynie dla własnej satysfakcji, co nie dla każdego jest wystarczającą mobilizacją. Czy po najbliższych wyborach uda się ten stan rzeczy zmienić?"

poniedziałek, 20 lipca 2015

Panowie zycia i smierci z MFW

Panowie zycia i smierci z MFW

  Zycie w peryferyjnym kraju P czy G na etapie zagranicznego zadluzanie sie bylo calkiem znosne i wesole.
Wczesnym emerytom i lewym rencistom wyplacano "godne" ale niewypracowane swiadczenia. Do rozmiarow monstrum rozrosl sie zrakowacialy, pasozytniczy sektor publiczny, w ktorym place byly za nicnierobienie dwa razy wieksze niz w sektorze prywatnym. Poniewaz sektor publiczny swiadczy uslugi po kosztach to rosnace place i koszty utrzymania sfery publicznej pompowaly statystyczny PKB "rozwijajacej sie gospodarki"
Posady w sektorze prywatnym byly mniej cieplne i wesole a to dlatego ze przy przewartosciowanej lokalnej walucie w zasadzie kazda produkcja byla nierentowna w porownaniu z zalewajacym kraj importem. Dezindustralizacja dokonala spustoszen.
Za pozyczone pieniadze kupowano tez niepotrzebna bron w zachodnich koncernach. Poniewaz przeplacano ją dwu a nawet pieciokrotnie sluchy chodzily o wielkosci lapowek. Gigantyczne lapowki funkcjonowaly we wszelkich skorumpowanych przetargach. Mistrzem przekupstwa jak zawsze byl francuski koncern Alsthom od Pendolino i energetyki oraz niemiecki koncern Siemens ale rowniez inne koncerny nie byly w ciemie bite.
Pozyczone pieniadze blyskawicznie sie rozchodzily na lewo i prawo.
Agencje ratingowe oceniajac wiarygodność kredytową P i G utrzymywaly wysoka ocene krajow G i P wskazujac na stabilnosc, rozwoj, fundamenty, podstawy i takie tam dyrdymaly. Byly to typowe zdania z nowomowy neoliberalnej.
Zjawiska kryzysowe ujawnily prawdziwa sytuacje krajow P i G. Nagle za obligacje bankrutow zarzadano 30% odsetek a po kilku dniach jeszcze wiecej.
Agencje ratingowe mialy byc instytucjami wczesnego ostrzegania przed kryzysem ale ich niedawne kompromitujace ratingi zostaly juz zapomniane. Kraje P i G byly z tygodnia na tydzien bankrutami. Podnoszono z obrzydzeniem ze G i P falszowaly dane statystyczne
W obu krajach gdzie momentalnie braklo pieniedzy i walil sie caly system gospodarczy, rozwazano bankructwo i wyplate wierzycielom 20 centow za kazdego pozyczonego dolara ale ostatecznie zwrocono sie opomoc do Miedzynarodowego Funduszu Walutowego.
Biurokraci funduszu mieli wypracowana metodyke i taktyke postepowania ze skorumpowanymi bankrutami znajdujacymi sie w stanie smierci finansowej. Biurokraci funduszu w bezposrednich kontaktach z ministrami krajow G i P byli aroganccy a czasem agresywni, przemawiali tonem nieznoszacym sprzeciwu, do ministrow w koncu rzadow suwerennych krajow mowili per ty, zawsze dajac do zrozumienia ze reprezentuja potezne kraje wierzycieli ktorzy organizuja teraz zycie trupowi - dluznikom a poza tym "wasze" kraje i rzady sa niebywale skorumpowane nie wylaczajac "ciebie". MFW wylozy pieniadze na kolejne pozyczki ale rozkazy musza byc wykonywane.

Biurokraci ( zawsze z krajów wysoko rozwiniętych ) po chamsku, bez zenady przerywaja wypowiedzi ministrow czy premiera. Ruchem dloni nakazuja przerwanie irytujacych ich wypowiedzi. Urzednicy krajow P i G skarzyli sie premierowi ale on nakazal podporzadkowanie sie poleceniom ekspertow z MFW.
Plan dzialania Panow zycia i smierci jest zawsze taki sam. Trzeba przywrocic konkurencyjnosc gospodarki i wypracowac budzetowa nadwyzke pierwotna !
- poprzez obnizenia plac
- redukcje zatrudnienia w pasozytniczym sektorze publicznym
- redukcje rent i emerytur oraz podniesienie wieku emerytalnego
- redukcje wszelkich dotacji a zwlaszcza zmniejszenie kosztow funkcjonowania sluzby zdrowia
- zagraniczna prywatyzacje wszystkiego co ma jakakolwiek wartosc
- wszystko zliberalizowac

Gdy po obnizeniu wynagrodzen, rent i emerytur o 30% ministrowie raportuja Panom o wykonaniu rozkazow okazuje sie ze oczekuja oni kolejnych znacznych obnizek ! Gdy raz minister finansow kraju P zaczal oponowac urzednik MFW wyciagnal z teczki dokument w ktorym NSA szczegolowo opisywala ze ten minister (ale takze wiele innych osob) od firmy Alsthom przyjal 2 mln dolarow lapowki a poza tym lapowkarska fundacja utrzymywana przez Alsthom funduje zagraniczne studia jego synowi. Przerazony minister zaczal blagac urzednika aby nie wykonywal na nim egzekucji a on juz bedzie calkowicie posluszny.
Minister zapytal co zrobic aby obraz statystyczy zapasci kraju nie byl tak straszny. Uslyszal - falszujcie statystyke tak jak zawsze !
Na odchodne urzednik MFW przedstawil ministrowi poufny dokument z instrukcjami jak poprzez nielegalną prywatyzację przejmować (= liberalizacja) najbardziej dochodowe sektory rynku w kraju P. Minister chcial tez dokument zatrzymac ale urzednik MFW powiedzial ze nie wolno dawac dokumentow lapowkarzom.
Minister czytal !. Nie moge sprzedawac swojej ojczyzny !
Padly surowe zolnierskie slowa - musisz bo moze byc jeszcze gorzej !
Kolejny dokument opisywal jak zostanie zorganizowana fala krwawych zamieszek i przewrót polityczny wynoszacy ulegly rzad.

niedziela, 19 lipca 2015

Polskie F-16 do modernizacji

Polskie F-16 do modernizacji

 Samoloty F-16C/D Block 52 zakupione przez Polske w dacie zakupu bylo mocno przestarzale.
Program modernizacji samolotu F-16 rozpoczeto w 1980 roku.
W pierwszym etapie (MSIP I) stworzono samoloty F-16A/B Block 15 w 1981 roku. W etapie drugim (MSIP II) początkowo powstały F-16C/D Block 25 (1984 r.), a następnie F-16C/D Block 30/32 (1986 r.). W etapie MSIP III powstały F-16C/D Block 40/42 (1988 r.) wyspecjalizowane w uderzeniach na obiekty naziemne w dzień i w nocy w trudnych warunkach atmosferycznych. Samoloty F-16C/D Block 50/52 wprowadzono w 1991 roku.

Wzorem Korei trzeba zakupic pakiet modernizacyjny aby samolot mial wspolczesny komputer misji , radar, system wskazywania celów, system identyfikacji swój-obcy (AIFF) i inną elektronike.

http://www.defence24.pl/238941,koreanskie-f-16-do-modernizacji-w-usa-koszt-25-mld-usd
"Departament Stanu USA wyraził zgodę na sprzedaż Korei Południowej pakietu modernizacyjnego dla myśliwców F-16, o maksymalnej wartości 2,5 mld USD. Prace mają objąć 134 maszyny i będą polegać między innymi na instalacji stacji radiolokacyjnych z aktywnym skanowaniem elektronicznym (AESA).

Zgodnie z komunikatem agencji DSCA w ramach modernizacji koreańskie maszyny, obecnie w wariancie KF-16C/D Block 52 miałyby otrzymać łącznie 150 modułowych komputerów misji (MMC 7000AH), taką samą liczbę radarów z aktywnym skanowaniem elektronicznym (AESA) i „zaawansowanych” systemów identyfikacji swój-obcy (AIFF) typu AN/APX-125 lub ekwiwalentnego.

Pakiet ma objąć również dostawę 150 zmodyfikowanych systemów ostrzegania o opromieniowaniu wiązką radiolokacyjną, takiej samej liczby układów GPS/INS LN-260 i jednostek zarządzania systemu walką radioelektroniczną ALQ-213. Prace mają objąć 134 samoloty KF-16 - prawdopodobnie więc przewiduje się zakup większej liczby komponentów.

W ramach modernizacji Koreańczycy planują również m.in. zakup 150 nahełmowych systemów wskazywania celów JHMCS grupy A i B, 31 systemów planowania misji JMPS, pięciu bomb kierowanych laserowo i z użyciem układu INS/GPS GBU-54 Laser JDAM oraz łącznie 10 zestawów testowych i ćwiczebnych małowymiarowych bomb GBU-39 SDB. Potencjalny kontrakt obejmuje również niewielkie ilości systemów treningowych i układów naprowadzania do pocisków przeciwokrętowych AGM-84 Harpoon Block II i rakiet powietrze-powietrze AIM-9X Block II, a także np. 2 kierowane bomby kasetowe CBU-105 WCMD.

W ramach modernizacji siły powietrzne Republiki Korei miałyby otrzymać również pakiet części zamiennych, szkoleń czy usług z zakresu wsparcia eksploatacji. Łączna, maksymalna wartość potencjalnego kontraktu określona została na 2,5 mld USD. Głównymi wykonawcami będą Lockheed Martin oraz Northrop Grumman.

W komunikacie agencji DSCA podkreśla się, że jego realizacja pozwoliłaby na wzmocnienie zdolności sojusznika Stanów Zjednoczonych. Zwraca się uwagę na znaczenie w kontekście ochrony przestrzeni powietrznej Korei Południowej oraz utrzymania zdolności ofensywnej i defensywnej sił zbrojnych. Władze w Seulu dążą do ustanowienia offsetu w związku z modernizacją myśliwców KF-16, ale jego zakres nie został jeszcze określony.

W 2014 roku władze Korei Południowej zdecydowały o anulowaniu kontraktu na modernizację myśliwców KF-16, jaki został przyznany spółce BAE Systems. Siły zbrojne Republiki Korei pozyskały 140 maszyn KF-16, odpowiadającym standardowi F-16C/D Block 52. Samoloty były dostarczane w latach 1990-2004. Ich montaż odbywał się w zakładach w Korei Południowej. Wcześniej zakupiono 40 myśliwców w starszym wariancie F-16C/D Block 32."

W. Modzelewski, "Polska-Rosja. Co dalej?"

W. Modzelewski, "Polska-Rosja. Co dalej?"

„Naszym nieszczęściem jest to, że dzisiejszy czas chcemy zrozumieć za pomocą sanacyjnych schematów, oszukując się jednocześnie, że zależność od „wielkich Niemiec" równoważymy (jakoby) naszym „strategicznym sojuszem z USA”, a NATO obroni nas przed wyimaginowanym zagrożeniem ze strony Rosji, która gdzieś mocno ukrywa swoje plany „rekomunizacji” naszego kraju. Czy jest jeszcze świat ludzi w pełni normalnych?”.

„Ważniejsze jest tu coś innego – zasadniczy dysonans, wręcz rażąca sprzeczność w rozumowaniu zwolenników „opcji niemieckiej” jest w istocie ichniego realizmu: gdy trzeba było (ich zdaniem) upokorzyć się przez kompromis z Niemcami w imię „biologicznego przetrwania narodu", to byłoby to również (ich zdaniem) czymś ze wszech miar patriotycznym, podobna postawa w stosunku do Związku Sowieckiego była natomiast wyłącznie ZDRADĄ, za którą należała się tylko kula w czoło. Przecież to jakiś nonsens: istotą Realpolitik jest dogadanie się z KAŻDYM, zwłaszcza z tym, który ma nam więcej do zaoferowania. Tu przecież nie było wątpliwości: Niemcy widzieli w nas wyłącznie podludzi, którym można było co najwyżej pozwolić harować niewolniczo dla ich dobra, a bolszewicy jednak mieli wówczas o wiele więcej do zaoferowania, wystarczy porównać czasy Polski Ludowej i Generalnego Gubernatorstwa”.

„Można więc zaryzykować tezę, że istotną cechą państwa „demokratycznego”, „prozachodniego” i „liberalnego” jest podporządkowanie jego polityki interesom międzynarodowych banków i koncernów, tworzenie dla nich prawa, ochrona ich pieniędzy, nawet gdy zarobione zostały niezbyt legalnie. Nie chcę udawać naiwnego pięknoducha: jak świat światem rządzący podporządkowywali swoje działania bogatym, a nie biednym; wręcz przysłowiem stało się stwierdzenie, że to, co dobre dla koncernu Forda, jest dobre dla Ameryki. I może tak było, gdy koncern ten za zarobione pieniądze budował fabryki w tym kraju, dawał ludziom pracę i płacił tam podatki.

Ale czy interesem Polski i Polaków jest to, aby rząd działał w interesie banków i koncernów, które transferują zyski za granicę, a nasz kraj traktują co najwyżej jako rynek zbytu dla swoich produktów? Bo przecież nie ma żadnych „międzynarodowych” banków czy koncernów – to słowo wytrych, tak jak nazwanie oszustw podatkowych „kreatywną księgowością”. Są to firmy, których interesy związane są z konkretnymi państwami, mają ich ochronę i poparcie swoich rządów.

Zresztą trudno się dziwić, bo właśnie do tych państw transferowane są zyski z takich państw jak Polska. Ale jakby to brzmiało, że rząd działa w interesie „banku brytyjskiego” czy „niemieckiego”? Lepiej mówić o „międzynarodowym rynku instytucji finansowych”, co brzmi wręcz nobilitująco, podobnie jak opinia „społeczności międzynarodowej”.

„Dlaczego rządy „reżimu Putinowskiego” są „niedemokratyczne”, „antyzachodnie” i „nieliberalne”? Odpowiedź jest dość prosta: bo wspierają swoich, oczywiście bardzo złych oligarchów, a nie „międzynarodowe koncerny i instytucje finansowe”. Czarny „piar” jaki szerzą od lat media za główny cel wybrały sobie prezydenta Rosji: „Jest on w oficjalnej propagandzie naszego kraju typowym szwarccharakterem. Jego jednoznacznie negatywny wizerunek uzasadniany jest głównie przeszłością zawodową (były podpułkownik KGB) oraz jego wypowiedzią, że „rozpad ZSRR był największą tragedią zeszłego wieku”.

Te fakty uzasadniają wszystkie karcące zarzuty, takie jak „chęć odtworzenia imperium sowieckiego”, czy też „agresywne zachowanie wobec sąsiadów”, a zwłaszcza (najcięższe działo) kwestionowanie „istniejących granic” oraz „amerykańskiego przywództwa w świecie”. Niechęć i krytyka wobec prezydenta Rosji łączy wszystkie istotne siły polityczne, które tu mówią jednym głosem. Jest to język wrogi, pogardliwy („reżim Putinowski") i bezrefleksyjny”.

„Nie bardzo wiem, skąd się bierze nasza zgodna wrogość, nie wiadomo również, do czego ma doprowadzić, bo przecież nie mamy jakiejkolwiek długoterminowej polityki wobec Rosji. Jej codzienną istotą jest agresywne ujadanie, za które dostajemy kolejne kopniaki i tracimy ostatnie rynki tego kraju. W każdym sensie, nie tylko ekonomicznym, zupełnie się nam to nie opłaca. Ale czy któryś rząd w ciągu ostatniego dwudziestopięciolecia kierował się interesem ekonomicznym naszego kraju? Odpowiedź znamy”.

„Wiem, niepotrzebnie szydzę z naszej głupoty, bo przecież dobrze wiemy, że to nic nie da: ONI są odporni na jakąkolwiek krytykę. Od lat staram się poznać prawdziwe poglądy polityków i powiązanych z nimi ekspertów co do przyszłości stosunków polsko-rosyjskich. To bardzo dziwny zbiór fobii, uprzedzeń i strachów. Dominują tzw. optymiści, którzy są przekonani, że Rosja wymrze z przyczyn demograficznych, a jako państwo nie przetrwa nawet dziesięciu lat, rozpadnie się na małe, walczące państewka, które wojując, dopełnią dzieła zniszczenia.

W tych poglądach jest wiele rasizmu („homo sovieticus”, „tępe kacapy”, „azjaci”) i myślenia życzeniowego: dla optymistów nawet sukcesy Rosji są dowodem jej słabości. Drugą grupę stanowią tzw. realiści, którzy jednak łaskawie dają szansę przetrwania Rosji, pod warunkiem że się skurczy („musi być mniejsza”), da się osłabić i rzucić na kolana, a wtedy my, ze swoich wyżyn, „podamy jej rękę”.

„Treścią naszej polityki wschodniej jest nieprzejednana wrogość wobec Rosji i bezwarunkowe poparcie dla każdego z jej wszystkich możliwych nieprzyjaciół w tym regionie. Tu jesteśmy w stanie ponieść wszelkie koszty, stracić rynki zbytu, przepłacać za niezbędne dostawy – byleby tylko „dopiec Putinowi”. Wiedza klasy politycznej na temat Rosji ogranicza się do kilku sowietologicznych schematów, a tak naprawdę to bredni amerykańskich „kremlologów”, nieznających nawet rosyjskiego. Ich rozumowanie jest mniej więcej takie: prezydent Putin jest marionetką w rękach oligarchów, pod wpływem sankcji nakładanych przez „wolny świat” zostanie usunięty lub zabity, a niezadowolone społeczeństwo rosyjskie, niemogące już kupić hamburgerów w McDonaldzie, wybierze „prozachodniego prezydenta”.

„umocnią się „prozachodnie” rządy w Kijowie, a państwo to ma realnie zostać przyjęte do Unii Europejskiej, a potem do NATO (w całości?); nastąpi szybka „modernizacja” gospodarki ukraińskiej, co oznacza, że przemysł zostanie w większości zlikwidowany przez międzynarodowe koncerny, kopalnie zostaną w większości zniszczone lub porzucone, a kraj ten – podobnie jak Polska – stanie się rynkiem zbytu dla towarów z państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Do Starej Europy wyjedzie z Ukrainy kilka milionów młodych ludzi, którzy tam mają tworzyć – podobnie jako polska emigracja – przeciwwagę dla zrewolucjonizowanej mniejszości islamskiej. Czyli powtórzy się litewski, estoński, łotewski i rumuński (bo już nie czeski) scenariusz „integracji z Zachodem”.

„Rząd kijowski zmieni kierunek polityki, dogada się z Moskwą, czyli wróci do tradycyjnej prorosyjskiej polityki, i zostawi być może część pomników Bandery jako „dowód kompromisu historycznego”. Oczywiście do żadnej Unii czy NATO nikt nie będzie wchodzić. Zresztą czy upadająca strefa euro jest dla kogokolwiek czymś atrakcyjnym? Mocny dolar wynikający z niskiej ceny ropy i gazu jest nawet bardziej zabójczy dla Brukseli niż dla Moskwy. Wielka Brytania, która ma zasoby ropy w wysokości trzech bilionów baryłek, wystąpi z Unii i pójdzie już swoją drogą, ale o tym w innym miejscu. My pozostaniemy jako nikomu niepotrzebny orędownik ukraińskich nacjonalistów, który – jak zawsze – postawił na złego konia”.

„Wszystkie postawione przez Autora w powyższym tekście stwierdzenia są błędne. Zwłaszcza pierwsze: wojny z Rosją „nie przegralibyśmy”, bo takiej wojny nie będzie. Nie trzeba być nawet specjalistą w tej dziedzinie, aby ewentualną wojnę naszego kraju z Rosją traktować jako coś obiektywnie możliwego w czasie najbliższych dziesięcioleci. Ani Rosja, ani tym bardziej Polska nie wypowie tej wojny; ani Rosja, ani Polska nie ma jakichkolwiek wzajemnych roszczeń o charakterze terytorialnym, a nasz kraj nie ma zobowiązań prawno-międzynarodowych wobec państw, które mogą być potencjalnie w stanie wojny z Rosją (…)

Nawet gdyby jakiś warszawski wariat faktycznie zaczął działania wojenne przeciwko komukolwiek, w tym zwłaszcza przeciwko Rosji na terenie Ukrainy, to do czasu zamknięcia go w zakładzie psychiatrycznym nie bylibyśmy „w stanie wojny”, bo to stan prawny, a nie faktyczny. Nikt poza najemnikami nie będzie chciał dobrowolnie umierać w interesie Pana Jaceniuka ani tym bardziej Pani Tymoszenko (czy są oni lepsi od Janukowycza?), więc Polska, a zwłaszcza Polacy, na tę wojnę nie pójdą. Postawa wobec jakiejkolwiek wojny jest u nas wroga, szczególnie w młodym pokoleniu, a naszą militarystyczną retorykę uznaje się najczęściej za bredzenie idiotów.

Równie nieprawdziwe jest obrazowe stwierdzenie, że „nasze muskuły to muskuły Ameryki”. Nieprawda, bo nikt zza Oceanu nie chce i nie będzie prężyć ich naszym interesie. Wręcz odwrotnie: to „nasze muskuły”, w sensie dosłownym, są wykorzystywane w interesie Ameryki. Gdzie? Już o naszej w sumie haniebnej roli w Iraku czy Afganistanie zapomnieliśmy? W czyim interesie ginęli tam Polacy?

(…) Nieprawdziwa też jest teza, że państwa wschodniej flanki NATO muszą wytrwać w wojnie z Rosją „przynajmniej kilka tygodni, może miesięcy”. Znów nie trzeba być zbyt dociekliwym analitykiem, by zanegować ten pogląd: aby prowadzić wojnę, trzeba mieć paliwo, amunicję, zapasy żywności i chętnych do walki żołnierzy. Paliwo nam dostarcza Rosja, z którą mamy prowadzić wojnę, amunicji już nie produkuje zniszczony (przepraszam: zrestrukturyzowany) przez plan Balcerowicza i późniejszych szkodników przemysł zbrojeniowy, nasze wojsko”.

„Niemcy o Polakach niewiele wiedzą i nie chcą wiedzieć więcej. Dla nich to taki mały, niezbyt rozgarnięty sąsiad, który jest rezerwuarem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu dla niemieckiego przemysłu. Co o nich powiedział Bismarck? Że są poetami w polityce i politykami w poezji. Chwaleni są wtedy, gdy ujadają na Rosję, prężą wątłe mięśnie i są śmieszni w swojej nadętej mocarstwowości. Wówczas zasługujemy na pochwały (zresztą bardzo ostrożne) ze strony Berlina. Groźni jesteśmy, gdy umiemy sami dogadać się z Rosją. Wtedy lecą na nasze głowy gromy „o braku suwerenności” i „utracie niepodległości”, bo zależność od Berlina jest właśnie dowodem naszej niepodległości. A my te bzdury nawet wpisaliśmy do podręczników historii”.

„W publicystyczno-politycznej narracji naszego kraju głowę państwa rosyjskiego określa się najczęściej per „Putin”: mniejszość wymienia również imię głowy tego państwa, a już prawie nikt nie wspomina o pełnionej funkcji. Jest to język oficjalnej niechęci (wrogości?) do wszystkiego, co reprezentuje współczesna Rosja, utożsamiana w dodatku raczej karkołomnie z byłym Związkiem Radzieckim (który ponoć upadł przed ponad dwudziestu laty).

Osoba prezydenta Rosji jednak budzi współcześnie unikatowe wręcz zainteresowanie: powstają na jego temat tysiące publikacji, w tym wiele publicystycznych i pseudonaukowych książek, a od jego nazwiska ukuto już wiele różnych słów z reguły o pejoratywnej konotacji („putinizm”, „Putinowski” itp.). Według naszej oficjalnej doktryny ponosi on same „klęski”, co go cały czas „osłabia”, a stosowane wobec Rosji sankcje doprowadzą do jego „upadku”, choć nieliczni uchodzący za realistów mówią, że „filary władzy prezydenta Putina są bardzo mocne”. Do tych filarów zalicza się – obok aparatu przemocy –m.in. „rosyjski homo sovieticus”. Padają tu nawet tak mało oględne – wręcz obraźliwe – określenia jak: „Rosjanie mają dokładnie wyprane mózgi” oraz że w przypadku Rosjan „możemy mówić o mentalności człowieka sowieckiego”.

„W jednym z uważających się za „poważny” i „opiniotwórczy” tygodników przeczytałem długaśny tekst o naszym (jakoby) polskim stosunku do Rosji i Związku Sowieckiego. Autor wielu książek, człowiek wykształcony i oczytany wyjaśnił, że na wschód od Polski czai się „azjatycka dzicz”, a całość twórczości artystycznej, w tym zwłaszcza literatura stworzona przez ową „dzicz”, jest wynikiem permanentnego pijaństwa lub zamroczenia alkoholowego. Jedynym istotnym atrybutem kulturowym tamtego świata jest jakaś „nahajka”, którą wstrętni władcy okładają swoich równie odrażających poddanych. Na cały ten świat, godny wyłącznie pogardy, musimy patrzeć z góry, bo jesteśmy czymś z istoty „lepszym”.

Pamiętam, że przeczytałem kiedyś coś w tym duchu: był to tekst zamieszczony tuż po I wojnie światowej w „popularnej” prasie dla kucharek i „aryjskich” robotników, publikującej tego rodzaju „komentarze polityczne”, które uzasadniały nasze zwycięstwo nad bolszewizmem w 1920 roku. Tekst ten, zachowany wraz z oryginalną gazetą, sąsiadował z doniesieniami z „życia wyższych sfer”, gdzie głównym wydarzeniem było „tajemnicze zaginięcie pewnej hrabianki”.

To prawda, a językiem pogardy o Rosji i Związku Sowieckiem mówili głównie przedwojenny lumpenproletariat, goebbelsowska propaganda w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie bolszewicki „dziki Azjata” miał w dodatku semickie rysy, oraz... część wykształconej już w Polsce Ludowej pseudointeligencji, ale ci ostatni mówili to po cichu i „prywatnie", bo oficjalnie chwalili „ustrój sprawiedliwości społecznej", a nawet byli członkami PARTII RZĄDZĄCEJ.

Skąd bierze się cichy renesans tego rodzaju w sumie dyskredytujących, wręcz rasistowskich poglądów, których anachronizm jest czymś oczywistym? Przecież w tej pseudodoktrynie określenie „Azjata” ma wyłącznie pejoratywny sens, co w zestawieniu z osiągnięciami kulturowymi, cywilizacyjnymi i przemysłowymi państw azjatyckich jest przecież kompletnym absurdem. Prawdopodobnie współczesny autor tych wynurzeń pisze swoje teksty na „azjatyckim" laptopie, korzysta z równie „azjatyckiego” telefonu i jeździ samochodem wyprodukowanym przez owych „Azjatów”, których uważa za „dzicz”.

Może więc nie warto zawracać sobie głowy bredzeniem jakichś rusofobów, którzy w tak nieskomplikowany sposób wyjaśniają zawiłości współczesnego świata? Sądzę, że jednak warto, bo dzięki lekturze tego rodzaju dzieł trochę lepiej zrozumiałem naszych bliźnich, a przede wszystkim pojmuję przyczyny eksplozji nienawiści dominującej w naszych ocenach współczesnej i historycznej Rosji. Otóż ich istotą jest POGARDA mająca w swoim tle ukrywany STRACH. Aby się dowartościować, udowodnić sobie, że jesteśmy lepsi, bo „należymy do Zachodu” i „wolnego świata”, sięgamy po dość „oryginalny” zestaw środków w postaci piętnowania innych, którzy są od nas gorsi, kim moglibyśmy, przynajmniej w słowie, pomiatać”.

Co zrobic z gornictwem, gornikami i Polska 15

Co zrobic z gornictwem, gornikami i Polska 15

Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych jest "niezależnym, nowoczesnym ośrodkiem analitycznym - think-tankiem."
WISE przedstawil raport „Polski węgiel: quo vadis? Perspektywy rozwoju górnictwa węgla kamiennego w Polsce” -
www.wise-institute.org.pl/common/files_download.php?fid=109

Raport nie zawiera nieznanych dotad danych. Sa one jednak uporzadkowane i sensownie skomentowane.
Wydajnosc pracy i konkurencyjnosc znacząco udalo sie poprawić w glebinowym weglowym górnictwie europejskim tylko Wielkiej Brytanii. Wydobycie na jednego zatrudnionego wynosi tam okolo 2200 ton rocznie. Zmniejszono wynagrodzenia i zatrudnienie oraz zakończono wydobycie w nierentownych kopalniach..
Kraje zachodnioeuropejskie szczyt wydobycia wegla i problemy z gornikami maja juz dawno za soba. W czesci krajow jest ono obecnie szczatkowe.


Koszt budowy elektrowni gazowej to okolo 60% kosztu budowy elektrowni weglowej. Dodatkowo czas inwestycji w elektrownie gazowa, kiedy kapital jest zamrozony jest znacznie krotszy. Elektrownia gazowa emituje tylko polowe CO2 w stosunku do elektrowni weglowej, ktora emituje dodatkowo potezna ilosc radiaktywnosci a takze pierwiatkow toksycznych jak rtec rujnujacych nasze zdrowie Po elektrowni weglowej pozostaje tez gora popiolow !
Ciezka chemia oparta o wegiel dawno odeszla w przeszlosc jako zupelnie niekonkurencyjna do chemi opartej o rope naftowa i gaz ziemny.
Wspomniana przez wicepremier Bienkowska "banda profesorow" lansowala falszywa teze o nieistniejacym "czystym weglu".
Otoz wegiel mozna w teoretycznych czystych elektrowniach przyszlosci
A - spalic w tlenie, ze spalin dokladnie usunac popiol, tlenki azotu i siarke a nastepnie skroplic CO2 i zdeponowac go w podziennych zbiornikach.
B - spalic w powietrzu, ze spalin dokladnie usunac popiol, tlenki azotu i siarke, wydzielic ze spalin CO2 a nastepnie skroplic CO2 i zdeponowac go w podziennych zbiornikach.
Dodatkowe procesy sa niezwykle zarloczne energetycznie i kosztowne. I tak tradycyjna przestarzala elektrownia o sprawnosci 25% musi zuzyc na te dodatkowe procesy cala wyprodukowana energie elektryczna ! Absurd - elektrownia wytwarza tylko skroplony CO2 a w ogole nie sprzedaje pradu. Supernowoczesna elektrownia na parametry supernadkrytyczne po uzwglednieniu konsumpcji przez dodatkowe procesy bedzie miala sprawnosc rzedu 25% !
Oczywiscie lepiej jest zbudowac sama elektrownia na parametry supernadkrytyczne o sprawnosci przekraczajacej przy dobrym weglu 50%. Poki co nowo budowane bloki w Polsce maja miec sprawnosc rzedu 43%.
Poki co poza maloskalowymi instalacjami badawczymi nie ma w swiecie zadnej czystej elektrowni weglowej. Powstaje pytanie co pokolenia ktore przyjda po nas maja zrobic z zebranym pod ziemia bilionami ton CO2 ktory tez moze sie uwolnic przy zaburzeniach tektonicznych.

W niemieckim Schwarze Pumpe od 1998 roku dziala nowoczesna elektrownia na wegiel brunatny o mocy 2 × 800 megawatow. W 2006 w obszarze przemyslowym Schwarze Pumpe zaczeto budowac "carbon-dioxide free oxyfuel test facility in pilot scale" o mocy 30MW w technologi Oxyfuel. Obiekt oddano do uzytku w 2008 roku. Nie byla to elektrowni a tylko obiekt wytwarzajacy pare dla przemyslu.
W 2014 roku Vattenfall zaprzestal operacji wychwytywania CO2 poniewaz stwierdzil ze "its costs and the energy it requires makes the technology unviable."
http://www.thelocal.se/20140507/vattenfall-abandons-research-on-co2-storage
I to by bylo na tyle jesli chodzi o "czysty wegiel" z bredni "bandy profesorow"

Raport twierdzi że modernizacja górnictwa będzie wymagała w najbliższych pięciu latach znaczącej redukcji zatrudnienia, prawdopodobnie przekraczającej 50% Alternatywą jest całkowite wygaszenie działalności większości polskich kopalń do roku 2020 i przejscie na import oraz wydobycie w nowo budowanych prywatnych kopalniach.

Udzial gornictwa wegla jest coraz mniejszy w polskiej gospodarce. Gornictwo ciagnie Polske w dol i od lat ma ujemny wklad w przyrost PKB.

"Z raportu wynika też, że wielokrotne powtarzane w debacie publicznej tezy o nadmiernym opodatkowaniu górnictwa węgla kamiennego nie znajdują potwierdzenia w danych. Wynika z nich, że opodatkowanie górnictwa kształtuje się na przeciętnym dla całej gospodarki poziomie. Liczne opłaty specyficzne dla sektora nie wpływają w istotny sposób na konkurencyjność tej branży, gdyż są one niewielkie i mają niewielki udział w całkowitym opodatkowaniu kopalni. Jednocześnie jawne oraz ukryte subsydia sprawiają, że górnictwo wnosi do budżetu państwa o połowę mniej środków w przeliczeniu na pracownika niż inne branże przemysłowe i usługowe, podkreślają autorzy. "