środa, 23 grudnia 2015

Automatyzacja i szok przyszlosci 23

Automatyzacja i szok przyszlosci 23

 Cena robota przemyslowego zalezy glownie od jego udzwigu, zasiegu dzialania, szybkosci pracy, precyzji oraz dodatkowego wyposazenia i oprogramowania. BCG ( =Boston Consulting Group ) uwaza ze roboty przemyslowe w 2025 roku beda wykonywac 25% czynnosci w przemysle podczas gdy dziś jest 10%. W związku z tym koszty zatrudnienia w najbliższych 10 latach spadną o 33% w Korei Południowej, o 25% w Japonii, 24% w Kanadzie i 22% w USA i na Tajwanie. Według BCG przecietny robot przemysłowy w 2005 roku kosztował średnio 182 tysiecy dolarow ale w 2014 roku juz tylko 133 tysiace. Prognozowana cena na 2025 rok wynosi 103 tysiace dolarow.
Sa tez jednak podawane w innych zrodłach znacznie bardziej optymistyczne prognozy co do cen robotow i szybkosci ich spadania. Nota Bene - przy wszelkich cenach dobrze jest je potwierdzic w innych zrodlach a bez tego konieczne jest wskazanie zrodła.

Automatyzacja a w szczegolnosci robotyzacja sa konkurencja dla taniej peryferyjnej siły roboczej. Niemiecki Adidas ktory dotad bazował na masowej pracy robotnikow w Azji w 2016 roku uruchomi wysoce zautomatyzowana fabryke obuwia w bawarskim Ansbach. Ale chinskie fabryki obuwia sa tez coraz nowoczesniejsze i coraz bardziej zautomatyzowane. Marka Adidas czy Nike w dziedzinie jakosci nie oznacza juz niczego pozytywnego.
Mieszkaniec peryferyjnego kraju ktory naiwnie duma sobie ze "roboty beda na nas w przyszlosci pracowac", moze sie bardzo pomylic. Nie tylko nie beda na niego pracowac roboty ale sam zostanie bez pracy.

Sukcesy Ubera , Halo, Taxibeat ( = idea wspoldzielenia mozliwa jest do zastosowania w wielu innych dziedzinach ) spowodowały ze podniósł sie wsciekly lament i protest taksowkarzy. Korporacje taksowkarskie w wielu czesciach swiata dzialaly jak monopol i mafia. Korumpowaly politykow i samorzady ! Nieuczciwosc i niesolidnosc licencjonowanych taksowkarzy jest legendarna.
W marcu 2014 roku Wiadomości TVP pokazały na kilkudziesieciu przykladach jak oszukuje 9 na 10 losowo wybranych licencjonowanych taksowkarzach z korporacji taksowkarskiej. Zawyżali stawki za przejazdy o kilkaset procent. Oszukanczy taksometr podawał wieksza ilosc kilometrow niż faktycznie przejechana. I tak dalej. Dokonywanie oszustw i uzycie takiego taksometru jest ciezkim przestepstwem ale w Warszawce taksowkarze placa tez chyba mafijna dole policji i prokuraturze. Wbrew mitom, statystycznie taksowkarze sa niebezpiecznymi kierowcami.
Gdy rzad Grecji dokonał liberalizacji to taksowkarze w 2011 roku zastrajkowali i blokowali drogi. Uwazali ze sa oszukiwani bo za licencje placili nawet do 200 tysiecy euro lapowek.
W 2000 roku w Irlandii było zaledwie 2,7 tysiaca taksówek. Jak ktos planowal skorzystanie z taksowki to nieprzyjemnie sie zawiodl. Prawo bycia taksowka i taksowkarzem kosztowalo wtedy 100 tysiecy euro. Po liberalizacji rzad sprzedawal licencje po 6500 euro a liczba taksowek w 2008 roku siegnela 27 tysiecy by spasc pozniej do 20 tysiecy. Rynkowa cena licencji taksówkarskiej spadła do tysiaca euro.
W wielkim Nowym Jorku jest obecnie tylko 13.6 tysiaca taksowek. Licencja ma tam postać medalionu, który przyczepia się do maski samochodu. W 2013 roku sprzedano na licytacji jeden medalion za 1,26 mln dolarow. Sa to wiec najdrozsze licencje na swiecie. Licencja daje 3,3 tysiaca dolarow zysku miesięcznie.
Co w przypadku taksowkarzy dał od razu postep technologi. Mafia zerujaca na obywatelach zostala zdemaskowana !

Algorytmy przesadnie na wyrost nazwane sztuczna inteligencja moga zdemaskowac oszustwa podatkowe.
http://www.benchmark.pl/aktualnosci/sztuczna-inteligencja-wychwyci-oszustwa-podatkowe.html
"Naukowcy przygotowali projekt, w którym sztuczna inteligencja wykorzystywana jest do badania skomplikowanych działań podatkowych w celu odszukania nieprawidłowości. Sprawa dzieje się w Stanach Zjednoczonych, dlatego pozostańmy na tym przykładzie. Tamtejsza agencja rządowa zajmująca się ściąganiem podatków – IRS – obecnie analizuje dane ze złożonych deklaracji w poszukiwaniu wzorów i dowodów na nieprawidłowości. Próby rozwiązania podatkowego węzła gordyjskiego trwają zazwyczaj latami.
Często wykorzystywaną przez nieuczciwe firmy metodą jest otaczanie się wątpliwymi partnerstwami. I to właśnie na tym skoncentruje się system tworzony przez naukowców. Bierze on na celownik partnerstwa i nie patrzy tylko na pojedyncze deklaracje podatkowe (te zazwyczaj wydają się w porządku), ale na całą sieć – to bowiem maleńkie uchylenia poszczególnych członków sumują się w oszustwo na ogromną skalę.

Dzięki temu, że system szuka nieuczciwych zachowań w różnych firmach, nie musi koncentrować się na jednym tylko źródle. Może zachować w pamięci poszczególne podejrzane działania, po czym poskładać serię w całość. Taki system może na bieżąco uczyć się kolejnych sposobów wykrywania uchyleń od płacenia podatków i stać się prężnie działającym strażnikiem państwowego budżetu. Pytanie brzmi tylko: kiedy?"

Male inwestycje i slabe perspektywy 3

Male inwestycje i slabe perspektywy 3

Czemu słuzy narracja o ciagle rosnacym PKB. Czy PKB jest narzedziem propagandowym ?
- Legitymizacja rzadu i nomeklatury ( w tym biznesmeni na panstwowym stołku ) układu postkomunistycznego. Jakim to jestesmy wspaniale rozwijajacym sie i dynamicznym krajem pod naszymi rzadami. PR i Marketing.
- Lemingi otumanione propaganda dumaja ze zyja we wspanialym, rozwijajacym sie kraju ze swietlana przyszloscia
- Zagraniczne zapozyczanie sie. Poniewaz PKB rosnie to mozemy sie jeszcze zadluzyc bowiem dlug w stosunku do PKB jest jeszcze "bezpieczny"
- Zagraniczni lichwiarze patrzac w słupki wykresu PKB pozyczaja nam pieniadze dumajac ze im oddamy bowiem mamy rosnaca gospodarke
- Podawane PKB rosnie przy doliczaniu szarej i czarnej strefy. Obowiązek wliczania szarej i czarnej strefy do PKB nałożyła na kraje członkowskie Unia Europejska. Chodziło o ujednolicenie obliczeń w calym obszarze Uni. Udział „szarej strefy” w polskim PKB jest szacowany na 24%, średnia europejska to około 15%. PKB "rosnie" przy manipulowaniu statystyką.
- Zadluzanie zagraniczne skutkuje wzrostem PKB !

Dotychczasowe dokonania polskich rzadow i systemow najlepiej jest oceniac na tle rozwoju swiata. Wykres ponizej [ www.trystero.pl ] przedstawia PKB krajow a w tym Polski odniesione do najwiekszej gospodarki swiata czyli do PKB USA. Doceniajc wielkosc dokonan Angusa Maddisona do jego danych nalezy jednak podchodzic z ostroznoscia.
Kierowany przez nomenklature system komunistyczny byl generalnie niewydajny w calym bloku wschodnim. Pod koniec zycia genseka Brezniewa dowcipnie mawiano ze - "W ZSRR za Breżniewa rządziło półtora człowieka - wiecznie żywy Lenin i prawie żywy Breżniew" Z powodu liczby orderów i medali na piersi, nazywano go chodzącą choinką. "Dostał i sam sobie nadał dwieście orderów, ale nigdy nie nosił ich wszystkich naraz, bo by ich nie udźwignął"
Dla innych był robotem, sztucznie podtrzymywanym przy życiu. "Dlaczego Brezniew przemawia do 5 mikrofonow ? Czterema podaja mu tlen"
Na zdjeciu Leonid Breżniew dekoruje Wojciecha Jaruzelskiego Orderem Czerwonego Sztandaru.

Okres komunistyczny w Polsce byl bardzo niejednolity.
Etap stalinizacji, sowietyzacji i masowego terroru zakonczyl sie w 1956 roku. USA zaczynamy gonic dopiero w 1953 roku.

Na etapie narodowego komunizmu (1956-1970) Polska ma kilku, kilkunastu wiezniow politycznych i około 10 tysiecy proznujacych tajnych wspolpracownikow bezpieki. Praktycznie brak dlugow zagranicznych. Do poczatka lat szescdziesiatych gonimy USA a pozniej idziemy tak jak one.

Etap zadluzenia zagranicznego i otwarcia Polski ( 1971-1980 ) na swiat konczy sie potwornym kryzysem. Do 1976 roku gonimy USA a pozniej odpadamy od nich !

Lata osiemdziesiate ze stanem wojennym to najgorszy okres w calym PRL. Terror, marazm i inwigilacja. Grubo ponad 100 tysiecy TW. Caly czas spadamy az do 1993 roku. Rosna niesplacane długi zagraniczne.

III RP od 1993 roku goni USA ze zmiennym szczesciem. Wzgledny poziom z 1976 roku odzyskujemy w 2008 roku. Dynamicznie III RP zaczyna rosnac po przystapieniu do UE zasilana strumieniem pomocowych srodkow. Od 2011 roku 3 RP juz nie goni USA. Ma potezna miedzynarodowa ujemna pozycje inwestycyjna na około 1 bilion 900 mld złotych.

Polakom ciazy u szyi panstwo PRL-bis o kryptonimie opoeracyjnym III RP.
Przykladowy ranking Światowego Forum Gospodarczego uwzglednia 144 kraje. Miejsce Polski w kilku konkurencjach
- 118 miejsce pod względem jakości instytucji państwowych - jak Madagaskar
- 117 miejsce pod względem uciążliwości przepisów gospodarczych - przed Zimbabwe
- 110 miejsce pod względem przejrzystości działania rządu - między Jamajką a Tanzanią.
- 100 miejsce pod względem deficytu budżetowego
- 96 miejsce pod względem zadłużenia państwa
- 89 miejsce pod względem jakości dróg
- 55 miejsce pod względem jakości infrastruktury kolejowej
- 117 miejsce pod względem zdolności utrzymania u siebie młodych ludzi – emigracja jest oczywistym skutkiem
 - 124 miejsce pod względem przyciągania ludzi utalentowanych - przed nami Czad, Rwanda, Wietnam, Peru.

Szef KOD nie placi alimentow

Szef KOD nie placi alimentow

Szef KOD ( Komitet Okradania Dzieci ) Mateusz Kijowski nie placi w calosci alimentow na trojke swoich dzieci po rozwodzie z pierwsza zona. Egzekucje długu prowadzi komornik sądowy w Pruszkowie.
Dług Kijowskiego wynosi 83,3 tys. zł ale z odsetkami i opłatami egzekucyjnymi znacznie przekracza 100 tys. zł.
Jaki Pan taki Kram. Moralnosc Kalego. Kijowski bardzo martwi sie o spoleczenstwo ale własne dzieci ma gdzies. Czy caly ten KOD to hipokryci, oszusci i alimenciarze ?

Art. 209 Kodeksu Karnego - Uporczywe uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego
§ 1. Kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Szef KOD moze byc sądzony i osadzony w wiezieniu. To zamach na demokracje, antysemityzm, ksenofobia i faszyzm !

wtorek, 22 grudnia 2015

Teraz oszustwa z czolgami

Teraz oszustwa z czolgami

 Opracowany w zimnowojennych latach siedemdziesiatych dla armi zachodnioniemieckiej czołg Leopard 2 byl nastepca czołgu Leopard 1. Wszedl do uzbrojenia w armi w 1979 roku.
Wyprodukowano 3,480 czołgow tej rodziny. Najwiecej wyprodukowano modeli 2A4 w osmiu seriach miedzy rokiem 1985 a 1992.
W tamtym czasie byl to udany model. Pancerz czołowy tego czołgu dla pocisku kinetycznego ma wytrzymalosc rownowazna 700 mm stali a wiec dobra. Po nim nastapiły nowoczesniejsze i znacznie lepsze modele 2A5, 2A6 i 2A7. Wikipedia podaje ze model 2A6 w 2007 roku kosztował 5.74 milliona dolarow co przy kursie 3.5 zlotego za dolar daje ca 20 mln złotych za czołg.

MON podał ze umowa na modernizację 128 Leopardów 2A4 do standardu 2A5 do 2021 roku, które przejeliśmy od Niemców w 2002 roku, zostanie podpisana tuż po świętach. Jej wartość to około 2,3 mld zł. Czyli za zmodernizowanie starego czołgu do standardu 2A5 zaplacimy 18 mln złotych przy koszcie zakupu nowoczesniejszego czołu 2A6 w wysokosci 20 mln złotych ?

Tak w ogole to posowiecki MON modernizacje starenkich Leopardow prowadzi juz ponad 10 lat. Zero efektow.
Czy MON to filia - odzial zamkniety szpitala psychiatrycznego w Tworkach czy przechowalnia swojakow i szpiegow Rosji z WSI ? To takze tajna bron Putina !
W MON siedza sobie na cieplych stołkach posowieckie lesne dziadki do odsiadki. Takie same dziadki jakie byly w Panstwowej Komisji Wyborczej w ubieglorocznych sfalszowanych wyborach samorzadowych i jakie sa w Trybunale Konstytucyjnym.
Lesne dziadki w MON latami obmyslaja wymagania techniczne na wydumamy sprzet. O niczym nie maja pojecia. Okazuje sie ze rozwoj techniki poszedl w zupelnie innym kierunku i nikt czegos co istnieje tylko w chorej wyobrazni dziadkow nie oferuje.

Caly czas modernizowana jest armata rodziny czołgow rodziny Leopard 2 i amunicja dla nich. Modele 2A4 i nawet 2A5 ze stara aminicja nie sa w stanie przebic pancerza rosyjskich czołgow T80 i T90. Planowany nowy czołg rodziny Leopard ma miec potezna armate kalibru az 140 mm. Do odleglosci 2km zaden istniejacy obecnie czołg nie przezyje uderzenia pocisku tej armaty.

Czołg to nie jest bron XXI wieku i wielkich prac nad nowymi czołgami sie w swiecie nie prowadzi. Czolg nawet dla nowoczesnej lekkiej piechoty wyposazonej w nowoczesne kierowane pociski przeciwpancerne, srodki obserwacji i automatyzacji wojny jest latwym celem.
Rheinmetall opracował zreszta dla czołgu Leopard 2 opcje umozliwiajaca wyrzucanie z dziala kierowanych izraelskich pociskow przeciwczolgowych LAHAT ( wprowadzone w 1992 roku ) o zasiegu 6 km. Pociski te wcale jednak nie wymagaja dziala do dzialania. Rownie dobrze pociski te moga byc przenoszone przez helikoptery bojowe dobrze nadajace sie na zabojcow czołgow.

Izrael nie jest zadna potega technologiczna i Polska powinna samodzielnie produkowac nowoczesne pociski przeciwpancerne dla piechoty, transporterow, helikopterow czy malych okretow.
Czego nie dotkna sie lesne dziadki z MON i zbojeniowka ( czytaj chlopaki z WSI i ich TW ) to wychodzi z tego kabaret, cyrk i smiech.

W sferze uzbrojenia afery kwitły tez w II RP. Dzialala tam V kolumna.
http://matusiakj.blogspot.com/2015/08/v-kolumna-w-ii-i-iii-rp.html

Zbrojeniowe afery II RP przebiegaly z udzialem Francji
http://matusiakj.blogspot.com/2015/07/obrona-6.html

http://matusiakj.blogspot.com/2015/07/obrona-5.html
http://matusiakj.blogspot.com/2015/07/obrona-4.html
http://matusiakj.blogspot.com/2015/07/obrona-3.html
http://matusiakj.blogspot.com/2015/06/obrona-2.html
http://matusiakj.blogspot.com/2015/06/obrona.html

Trzeba przeprowadzic porządki w stajniach po-peerelowskich Augiaszy i przewietrzyć smród po nich. Tu sie nie ma co wachac, tu gra idzie o wszystko. O wolną i niepodległą Polskę albo o wygaszanie Polski. Czas oszustw i eksploatacji Polski ma się skończyc.
Dywersantow - Lesnych dziadkow trzeba usunac z wojska. Mam malutki skuteczny pomyslik jak to sprawnie i bezkosztowo zrobic - Test sprawnosci fizycznej dla wojakow w garniturach z brzuszkami ! Nie trzeba bedzie placic zadnych emerytur dyscyplinarnie usunietym "zolnierzom".
Niezapowiadany, uczciwy test sprawnosci fizycznej zolnierza. Dla pewnosci filmowany, jakby ktos mial jakies obiekcje. Odmowa wykonania testu - odmowa wykonania rozkazu. Sad i wyrok. Nieusprawiedliwiona nieobecnosc, jeszcze lepiej. Wyludzone zwolnienie lekarskie - super.

Ceny. Oszustwa podatkowe - Ceny transferowe

Ceny. Oszustwa podatkowe - Ceny transferowe

 Polska ma miedzynarodowa ujemna pozycje inwestycyjna na około 1 bilion 900 mld złotych.
Co rok od poczynionych inwestycji wypłacamy zagranicy blisko 100 mld złotych - dywidendy, odsetki od roznych kredytów, oprocentowanie roznych obligacji, odsetek od depozytów, reinwestowane zyski i tak dalej.
Od paru lat maleje nam udzial wynagrodzen w PKB ale maleje tez udzial roznych podatkow w PKB ! Od kilku lat wpływy podatkowe z CIT stoją lub nawet spadają mimo wzrostu PKB !
Ponad 10 lat temu podatek CIT stanowił 2.15% do 2.74% PKB. Teraz jest to tylko 1,72% . Znaczny wzrost wplacanego CIT w stosunku do PKB nastąpił za krotkich czasów poprzedniego "represyjnego" rzadu PiS. Inna sprawa sa potezne oszustwa podatkowe.
Problemy z wplywem z podatku CIT to efekt optymalizacji podatkowej i rozwydrzonej korupcji. Firmy i kancelarie trudniace sie optymalizaja podatkowa czyli przestepstwem jawnie sie reklamuja. Kontrola skarbowa w tych firmach pozwoli momentalnie ustalic firmy-klientow stosujacych optymalizacje i jej szczegoly.
Sprawa jest powazna. O ile od czasow komunistycznych Polskie PKB wzroslo, to konsumpcja wzrosla znacznie mniej niz PKB.

Rzad PRL pod koniec lat szescdziesiatych planował i mial wdrazac reformy majace zvitalizowac i zracjoanalizowac gospodarke. Reforma miala doprowadzic do urealnienia wszelkich cen i do ograniczenia komunistycznego nieracjonalnego ekonomicznie mechanizmu miekkiego finansowania i dowolnosci inwestycyjnej oraz do ograniczenia niedoborow rynkowych. "Bodzce materialnego zainteresowania pracownikow" mialy zapobiec demoralizacji zalog i poprawic wydajnosc pracy i dyscypline pracy.
Wyglada na to ze ekipa narodowych komunistow sekretarza Gomolki nie podobala sie Moskwie. Regulacje cen ale glownie podwyzki ogłoszono tubalnie 12 grudnia 1970 roku w okresie przedswiatecznym co musialo doprowadzic co niepokoi społecznych. Jest oczywiste ze Gomuła był głeboko zmanipulowany i oszukiwany przez swoje otoczenie. Podwyzki cen spokojnie wprowadzano i wczesniej i pozniej. Regulacja cen z grudnia 1970 roku dla ludnosci byla nieomal obojetna bowiem oznaczala spadek sily nabywczej przecietnego gospodarstwa domowego o około 2%. Ale dla gospodarstw najbiedniejszych regulacja oznaczala spora utrate sily nabywczej. O dziwo zbuntowali sie robotnicy stoczni czyli hołubionego w PRL przemyslu ciezkiego gdzie zarabialo sie dobrze na tle innych branz.
Podwyżki obejmowały 45 grup artykułów, głównie spożywczych.
Mięso drożało średnio o 17,6 proc., ryby i przetwory rybne o 11,7 proc., mąka żytnia i pszenna o 16,16 proc. powidła, marmolady i dżemy średnio o 36,2 proc., kasza jęczmienna o 31 proc., kasza manna o 23 proc., makarony o 15, 3 proc.. Drożały również inne artykuły. Między innymi: węgiel o 10 proc., koks o prawie 20 proc., cegły budowlane o 36,6 proc., dachówka o 17, 8 proc., tkaniny bawełniane o 14,5 proc., tkaniny jedwabne o 37 proc., dywany i chodniki o 25 proc., szklanki o 33 proc..
Nastepowała tez obniżka cen czterdziestu grup towarów. Taniały między innymi: telewizory o 13 proc., lodówki o 15 proc., pralki o 17 proc., odkurzacze o 15 proc., maszyny do szycia o 10 proc., magnetofony o 21 proc., żarówki o 32 proc., farby lakiery i mydło o 10 proc., pończochy i rajstopy o 30 proc...
Regulacja cen starała sie stopniowo przyblizyc relacje polskich cen do rzeczywistych kosztow wytwarzania a posrednio do cen zachodnioeuropejskich.

Kluczem do tamtej reformy byla znajomosc przeroznych cen w swiatowej ale glownie europejskiej gospodarce. Przy KC PZPR funkcjonował zbior danych o 70-80 tysiacach cen roznych przedmiotow, obiektow i kontraktow ze swiata. Ceny dotyczyly czesto roznych lat czy okresow i byly slabo porownywalne mimo iz starano sie zbior aktualizowac. Lepszy zbior cen mial rzad ZSRR zaopatrywany w informacje przez wywiad ale nie udostepnial go sojusznikom pewnie dlatego ze korzystal z odchylonych na niekorzysc wasali stosunkow cen, w stosunkach gospodarczych z nimi Coz z tego ze mial zbior , skoro nic z tego nie wynikalo w gospodarce ZSRR.
Potezny problem ze znajomoscia cen pojawil sie w latach siedemdziesiatych gdy za zagraniczne kredyty kupowano na zachodzie zaklady przemyslowe, licencje, surowce i podzespoly. Czesto przeplacano nawet 2-5 krotnie - oczywiscie za łapowki. Po stronie zachodniej dzialaly wywiady !

Wyobrazmy sobie firme niemieckiego kapitalu z siedziba w Hamburgu ktora ma montownie w Polsce. Firma ta kupuje komponenty w Chinach. Odbiera kontenery z chinskimi komponentami w porcie w Hamburgu i ładuje je na TIRy jadace do polskiej montowni. Do montowni przesyla tez wystawiona przez siebie fakture na ktorej odsprzedane podzespoly sa juz 10 krotnie drozsze i czasem innaczej nazwane. Montownia w Polsce jest na papierze nierentowna i nie placi podatku CIT.
Niemniej Niemcy-kapitalisci musza u siebie zaplacic podatek. Dlatego tez wlasciciele zalozyli optymalizujaca spolke na Cyprze albo na wyspie Man lub Jersey czy w innym raju podatkowym. Teraz podzespoly zamawia w Chinach spolka optymalizujaca w raju podatkowym i fikcyjnie sprzedaje je 10 krotnie drozej firmie w Hamburgu. Od zysku płaci sie w raju podatkowym malenki podatek. Tym razem niemiecki kapital nie placi podatku ani w Polsce ani w Niemczech.
Produkujac napoje mozna nie placic podatku kupujac super drogi kapsel czy "tajny skladnik" napoju w spolce optymalizuajacej w raju podatkowym.
Nierynkowe ceny nazywa się cenami transferowymi i zwykle służą do optymalizacji podatkowej poprzez zmniejszenie podstawy opodatkowania w kraju w ramach ponadnarodowych korporacji.
W wypadku kontroli skarbowej sprawa bywa czasem trudna bowiem wymieniony "tajny skladnik" napoju nie ma ceny rynkowej. Czesto przy refakturowaniu wprowadza sie dziwne nazwy towarow i bez znajomosci pierwotnej faktury ( wymagana wspolpraca miedzynarodowa z reguly nie dochodzi do skutku ) nie mozna na podstawie papieru ocenic o jaki towar chodzi. Mozna natomiast zbadac sam towar.

Przestepcze praktyki podatkowe angazuja uwage OECD już od wielu lat. OECD oraz państwa grupy G20 uzgodniły w czerwcu 2013 roku podstawy Action Plan on Base Erosion and Profit Shifting (BEPS) w celu skoordynowania działań wielu państw przeciwko uchylaniu się od opodatkowania przez przedsiębiorstwa o strukturze transgranicznej lub globalnej. Głównym celem planu BEPS jest wprowadzenie rozwiązań zapobiegających sytuacjom, w których wielonarodowe przedsiębiorstwa płacą podatki w innej jurysdykcji niż ta, w której prowadzą one rzeczywistą działalność.
Obok koncepcji tworzenia wartości oraz koncepcji cen transferowych wypracowano koncepcję związku przyczynowego między korzyściami uzyskanymi dzięki systemowi podatkowemu, a poniesionymi wydatkami.

W niedawnym komunikacie resort przypominał, że minister finansów "przyjął jako jeden z priorytetów w 2016 roku weryfikację cen transferowych w podmiotach powiązanych".
"Każda transakcja powinna odpowiadać naturalnym warunkom rynkowym - między innymi jej cena być zbliżona do ceny rynkowej. Jednak często w praktyce spółka-córka płaci spółce-matce (lub innej w grupie) za określone dobro lub usługę (na przykład korzystanie z logotypu czy usługę doradczą) znacznie wyższą kwotę niż wynosi jej wartość rynkowa"
"Na takiej praktyce traci budżet państwa, bo firma wykazuje fakturę w kosztach uzyskania przychodu, zmniejszając swoją podstawę opodatkowania i odprowadza do budżetu państwa mniejsze podatki. Działając w taki sposób przedsiębiorstwo narusza przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych"
"W związku z narastaniem ilości takich transakcji w 2016 roku będzie to jeden z priorytetów administracji skarbowej"
"Przypominamy, że prawo przewiduje także korzystne rozwiązanie dla firm, które mogą mieć wątpliwości co do zasadności ich działań w latach poprzednich"
"Jeśli firmy będą zmuszone do korekty zeznań podatkowych w wyniku przeprowadzonej kontroli skarbowej - odsetki będą należne w pełnym wymiarze".
"Apeluje o odstąpienie od takich działań w ostatnich dniach grudnia 2015", bo w drugim kwartale 2016 roku takie operacje mają być zbadane.

Administracje podatkowe zwalczaja oszustwa podatkowe dokonane metoda cen transferowych.
Kluczem do powodzenia kontroli skarbowej jest znajomosc cen rynkowych ! Gdy kontrola w polskiej firmie LPP sprowadzajacej i sprzedajacej odziez ze wschodu zobaczy fakture na odziez wystawiona przez cypryjska optymalizujaca spolke LPP to moze zazadac dokumentow transportowych towaru lub obejrzec kartony w kontenerach z zapakowana odzieza ( jednorazowego uzytku ) z Bangladeszu i ustalic producenta. Jest malo prawdopodobne aby cypryjski fiskus dokonal na polskie zadanie kontroli cypryjskiej spolki. Wieksze sa szanse ze bank ujawni przelewy - zaplaty za towar podejrzanej firmy. Mozna zlozyc zapytanie ofertowe do producenta odziezy w Bangladeszu. Moze wyszukac na portalu Alibaba oferte hurtowa tej firmy na ta lub podobna odziez. Mozna do rozliczenia zastosowac jedna trzecia do pol ceny detalicznej oferowanej na Alibabie. Poniewaz rzeczywista dzialalnosc LPP czyli sprzedaz miala miejsce w Polsce tutaj zostanie wymierzony podatek z odsetkami i grzywna.

Bardzo obszerną i aktualizowana baze danych cen ma Internal Revenue Service. „IRS” czyli agencja rządowa USA zajmuje sie ściąganiem podatków. Agencja ta podlega pod Departament Skarbu Państwa.
W sytuacji kiedy zachodnie podmioty masowo stosuja w Polsce optymalizacje podatkowa trudno sie spodziewac aby rzad USA udostepnil Polsce tą baze danych.

Male inwestycje i slabe perspektywy 2

Male inwestycje i slabe perspektywy 2

  W polskim systemie oszczednosci w ca 82% generuja przedsiebiorstwa. Oszczednosci gospodarstw domowych sa male bowiem zniechecajace, bliskie zeru jest oprocentowanie rachunkow bankowych a Polacy sa tez zniecheceni masowymi oszustwami do funduszy inwestycyjnych czy giełdy - szulerni. Odstrasza tez duza zmiennosc rynkow finansowych. Dominuja w gospodarstwach domowych zachowania konsumpcyjne.

W procesie inwestycyjnym Polska korzystala z zachodniego kapitalu ktory angazujac niezla i tania polska sile robocza odnosil korzysci kosztowe w dzialalnosci. W Polsce kapitał lokował dzialalnosc pracochłonna w produkcji przemyslowej i montazu wyrobow.
Produkt i jego technologie oprcowywano na zachodzie i tam tez bylo centrum decyzyjne i marketing oraz sprzedaz czy obsluga finansowa. Na zachodzie byly wszystki wysoko-kwalifikowane i wysokoplatne miejsca pracy i tam tez powstawal dochod lub tam go ewakuowano.
Zachodnie firmy w Polsce generalnie nie tworza wysoko-kwalifikowanych miejsc pracy. Polska ma gospodarke peryferyjna. Stala sie peryferia rodzacego sie swiatowego systemu kapitalistycznego w XVI wieku i na tych pozycjach pozostaje. System komunistyczny , pomijajac jego zbrodniczosc i wynaturzenia, chcial zerwac z peryferyjnoscia ale w koncu po jego upadku Rosja wraca na pozycje jawnie perryferyjne.

Dlaczego w Polsce nie ma innowacyjnych firm ? W wiekszosci krajow swiata nie ma innowacyjnych firm ! Tym sie roznia kraje biedakow od bogaczy. Zatem recepta na zrobienie Polski krajem innowacyjnym jest recepta na bogactwo.
W najnowszym Global Innovation Index jestesmy dopiero na 46 miejscu. Ranking uwzglednia 141 krajów swiata. W Europie tylko Rumunia jest gorsza od nas w tej dziedzinie. Najbardziej przygnebiajace jest to ze srodki Uni Europejskiej tylko sytuacje Polski pogorszyly w dziedzinie innowacji. Przy biurokratycznym rozdziale srodkow unijnych liczyly sie uklady, dojscia i łapowki a nie argumenty merytoryczne.
W Polsce innowacje staly sie hucpa i korupcja.
http://matusiakj.blogspot.com/2015/07/innowacyjnosc-czyli-w-polsce-korupcja.html
http://matusiakj.blogspot.com/2013/07/innowacje-znow.html
http://matusiakj.blogspot.com/2013/09/hucpa-zamiast-innowacji-2.html
http://matusiakj.blogspot.com/2013/02/tepienie-innowacji.html

Zachod a po nim Japonia, Korea a teraz Chiny zbudowały / buduja swoja potege na innowacjach i protekcjonizmie. Wszedzie tam doskonale zrozumiano kluczowa role własnego przemyslu dla nowoczesnosci. Modernizacja odbywała sie przez uprzemysłowienie. Jasno i zrozumiale wyklada to Ha-Joon Chang w popularnych ksiazkach „Kicking Away the Ladder: Development Strategy in Historical Perspective” (2002) i przetłumaczonych na jezyk Polski „23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie” (2013) i „Ekonomia. Instrukcja obsługi” (2015).

Peryferyjne rzady ktore wierza ze manipulujac narzedziami neoliberalnymi ( zachety dla inwestorow, podatki, ograniczenie budzetu, wydatki, deregulacja rynku ) cos zrobia w sprawie innowacji sa bardzo naiwne.
Caly zachod stosował kiedys przemyslny i inteligentny protekcjonizm. Gdyby Korea zdała sie na wolny rynek to dzis bylaby na poziomie Bangladeszu. Po wojnie koreanskiej przemysl pozostal na polnocy a poludnie Korei bylo jednym z najbiedniejszych miejsc swiata.
Korea kupowala technologie, ale potem ja twórczo rozwijala. Korea zasadniczo roznila sie w tym wzgledzie od Polski ery Gierka. My tez kupowalismy zachodnia technologie ale nie potrafilismy jej dalej rozwijac.
Korea dosc krotko chronila swoj powstajacy przemysl ( cła, kwoty importowe, rozne utrudnienia i szykany administracyjne ) ale tylko po to aby zgromadzic wiedze , doswiadczenie i potencjał pozwalajace konkurować na rynku globalnym.
Nikt nie rodzi sie doskonaly. Zanim powstaly dzisiejsze udane samochody musialo minac kilka dekad doswiadczen i produkcji mimo iz Korea kupowala licencje od wiodacych japonskich koncernow motoryzacyjnych.

Pole manewru Korei było kiedys większe niz obecnie ma Polska. Ale i teraz rzad moze aktywnie zadzialac. Mozliwosci sa calkiem spore.
A kto byl tworca spektakularnego sukcesu Nokii ? Rzad Finlandi z pomoca sasiednich krajow stworzyl specjalnie dla Nokii rynek ! Nic sie samo nie stalo.

Słowo innowacje jest w Polsce nadużywane. W Polsce wiele ogolnikowo mówi się o innowacjach ale nikt nie widzi Słonia w składzie porcelany - ze system III RP jest rownie antyinnowacyjny jak komunizm.

Postkomunizm jest rakiem tkanki spolecznej. Postkomunistyczny system spoleczno - gospodarczy i instytucjonalny skorumpowanej III RP jest głeboko wadliwy i blokuje potencjal rozwojowy Polakow.
Wadliwy byl tez system komunistyczny. Członek politbiura Zwiazku Komunistów Jugosławii Milovan Djilas, wiceprezydent Jugosławii w 1954 roku, wydal w 1962 roku rozprawe politologiczna ,,Nowa klasa wyzyskiwaczy: analiza systemu komunistycznego” ( na zachodzie New class... ). Publikacja zdobyła światową popularność ale Dilas zostal odsumiety od wszelkich stanowisk i uwieziony. Nomenklatura - Totalitarna biurokracja dysponowała wlasnoscia spoleczna niczym swoja wlasna. Pojecie wlasnosci kolektywnej sluzyło do propagandowego maskowania faktycznego stanu rzeczy. Ta biurokracja jest w istocie nowa szlachta i arystokracja a ustroj jest przestarzaly i hamuje rozwoj. Z jednej strony propagandowy doskonały ustroj jakiego swiat nie widzial a z drugiej szlachta i arystokracja oraz panszczyzna i folwark.
Rosyjski naukowiec Voslenskij М. S wydał w 1980 roku w jezyku niemieckim swoja ksiazke "Номенклатура. Господствующий класс Советского Союза" czyli "Nomenklatura. Panstwowa klasa Zwiazku Radzieckiego" gdzie opisał jak naprawde funkcjonuje panstwo Zwiazek Radziecki. System jest ekonomicznie nieproduktywny a bierna ale wierna nomenklatura jest leniwa i bezmyslna. Ksiazka zostala przetlumaczona na wiele jezykow. Autor to naukowiec pozbawiony z zemsty obywatelstwa ZSRR i zyjacy od 1972 roku w RFN. Ksiazke po Niemczech i Austri wydano we Francji, Włoszech, Hiszpani, Portugali, Grecji, Angli , Szwecji, Japoni, USA, Turcji i Izraelu - z reguly wznawiajac kolejne wydania. W Polsce ksiazka byla nielegalna ale znana tu i owdzie.
Nic nie boli tak jak prawda.

W III RP nomenklatura niczym tkanka rakowa rozrosła się do rozmiarów trudnych do policzenia. Szacuje sie ze obecnie obejmuje do 500 tysięcy stanowisk ! Zeby zostac nomenklaturszczykiem trzeba miec poparcie polityczne. Kompetencje merytoryczne sie nie licza. Na roznych urzedach, agencjach i stolkach w spolkach skarbu panstwa siedza zwykli durnie z "plecami".
Obszarem niewyobrazalnej zas patologi i korupcji jest "Służba cywilna", ktora jako korpus niezaangażowanych politycznie specjalistów, tak jak na zachodzie, nigdy nie istniała ! Funkcjonuje tam system negatywnej selekcji.

Gospodarka w duzej czesci jest prywatna ale dzialaja koncesje, zezwolenia, pozwolenia, przetargi... Tylko swojemu damy publiczne srodki !

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Male inwestycje i slabe perspektywy

Male inwestycje i slabe perspektywy

 Historia gospodarcza swiata nie zna przykladu kraju w ktorym pomyslnosc gospodarczą zbudowaliby tylko inwestorzy zagraniczni. Potrzebny jest pracowity i madry rzad. Zagraniczni inwetorzy mysla tylko o swoich korzysciach a nie o całym systemie systemie gospodarczym kraju goszczacego inwestycje.
Problemem Polski ale tez innych krajow postkomunistycznych ( = Path Dependancy ) sa zbyt male inwestycje aby kraje te mogly dogonic zachod.

Stopa oszczędności w Polsce wynosi nedzne 16% ( Czechy 22% i Węgry 19% ) i jest mala a w dodatku firmy majac srodki finansowe słabo inwestuja. W duzej mierzy inwestycje w Polsce sa finansowane z oszczednosci zagranicznych.
Sytuacja ta absolutnie nie stwarza nadziei na długotrwały szybki i stabilny rozwój Polski. To jest podstawowa, fundamentalna słabość gospodarki Polski.
Mozna sie raczej spodziewac kryzysow płynosciowych a nawet i walutowych ( w najgorszym razie pełzajacego i dlugotrwalego ) oraz zmienność kursu złotowki. Na zmiennosci tej zarabiaja wielcy spekulanci i lichwiarze ale traci polska gospodarka.

Autor propaguje poglad ze sam przyrost PKB czy sam deficyt budzetowy sa słabymi miernikami siły gospodarki i prognostykami jej przyszlosci. Przedkryzysowymi liderami wzrostu gospodarczego Europy byla Hiszpania i Irlandia.
Hiszpanskie podmioty zadłuzaly sie zagranicznie ( ostatecznie głownie w Niemczech ) aby za pozyczone srodki budowac, głownie z importowanych materialow. Pracownicy zarabialy i placili podatki i parapodatki a firmy budowlane płacily podatki i wszystko wydawało sie w najlepszym porzadku, takze z budzetem. Czar prysł gdy zaczal sie kryzys i ludzie przestali kupowac domy ! Zagraniczne zadluzenie okazalo sie niemozliwe do splaty a gospodarka sie zalamala.
W Irlandi rzad w ciemno zobowiazany był ratowac banki dokonujace wielkich i ryzykownych operacji. Gdy przyszlo do realizacji zobowiazania o kolosalnym rozmiarze, zaczal sie kryzys.
Stad pomysl autora aby od PKB odejmowac zadluzenie zagraniczne pomnozone przez pewien wspolczynnik obrazujacy ile jeden dolar długu zagranicznego ( czyli m.in import ) generuje dolarow PKB (takze w sprzedazy importowanych dobr wszelkiego rodzaju).
Jesli chodzi o deficyt budzetowy to spory deficyt mialy Niemcy i mila i ma Japonia. Mimo tej sytuacji Niemcy staly sie centrum stabilnosci ratujacym duza czesc strefy euro. Niemcy i Japonia maja nadwyzki eksportowe i ich waluty maja sie dobrze. Rzady maja raczej chec je oslabiac niz wzmacniac.
Zatem super niebezpieczny jest tylko podwojny deficyt - budzetowy finansowany zagranicznym długiem czyli doppeldefizyt.

Index giełdowy WIG-USD jest od 8 lat jednym z najgorszych indexow swiata, miedzy innymi za sprawa korupcyjnego charakteru rzadu PO-PSL ( słabosc instytucjonalna gospodarki ) oraz slabosci zlotowki. Takze PKB Polski wyrazony w dolarach nie podniosł sie po ciosie zadanym przez kryzys.
Wynagrodzenia liczone w dolarach i Euro [ wykres za www.obserwatorfinansowy.pl ] nie osiagnely jeszcze przedkryzysowych poziomow.

Trudno jest powiedziec czy zlotowka bedzie sie dalej oslabiac czy tez bedzie sie wzmacniac. O tym zadecyduje stan gospodarki i rynek ale niestety takze zadecyduja wielcy spekulanci i lichwiarze.
Sytuacja gdy wynagrodzenia Polakow liczone w Euro i dolarze znacznie spadly, byla bardzo na reke wlascicielom zagranicznych firm w Polsce bowiem mniej placili Polakom za prace.
Sila nabywcza wynagrodzen spadla mniej niz wynikalo by to z kursu walutowego bowiem spora czesc dobr wytwarzanych jest lokalnie i handlowalna jest tylko w zlotowce. Ci producenci stali sie znacznie tansi. Jednak ci producenci inwestujac w maszyny i urzadzenia musza je kupic za euro czy dolary co zmniejsza im mozliwosc ekspansji czy nawet przetrwania.
Niemniej wobec globalnego trendu unifikacji rynkow sytuacja taka na dluzsza mete jest dla pracownikow - nabywcow bardzo niekorzystna.
W pierwszych trzech kwartałach 2015 roku saldo obrotów towarowych handlu zagranicznego z zagranicą było dodatnie i to jest ogromna korzysc z niskiego kursu złotego. Jednak gospodarka oparta o niskie wynagrodzenia jest peryferyjną droga donikad.

Per analogia do Hiszpani zwrocmy uwage ze w Polsce do sektora importowego zaliczyc nalezy zarowno import i sprzedaż detaliczną ale nie spożywczą bazujaca na lokalnej produkcji, bankowość ( centrale na zachodzie ) ale takze deweloperstwo i budownictwo. Podobnie jak w Hiszpani zadluzenie zagraniczne ( w Polsce głownie we frankach szwjacarskich ) nakrecalo kredyty, napedzało deweloperkę i budownictwo.
O stabilnosci i sile gospodarki swiadczy nadwyzka handlowa i silny sektor eksportowy. Kazdy lekkomyslny duren moze sie zagranicznie zadluzyc i skonsumowac importowane towary.

Od pewnego czasu trwa wycofywanie pozyczonych kapitalow z peryferyjnych rynkow i oslabianie peryferyjnych walut.

Proponuje zamiast przywiazywania uwagi do PKB i deficytu budzetowego zwrocic uwage na PKB skorygowane w dol o zagraniczne zadluzenie, fundusz wynagrodzen ( takze wyrazony w USD i Euro) i saldo handlu zagranicznego. Na pozycje w rankingu HDI i na to co i ile Polacy kupuja.
We wlasnie ogloszonym raporcie ONZ Polska spadla w rankingu HDI z 35 na 36 miejsce.
Do końca listopada tego roku zarejestrowano w Polsce 730 tysiecy przywiezionych z zachodu używanych samochodów osobowych. Więcej niż 75% ( dane PZPM z 2013 roku ) importowanych pojazdów ma wiecej niz 10 lat ! Samochody te, ktorych wlasciciele chca sie pozbyc, kupowane sa za "grosze".
Natomiast Polacy w 2014 roku do celow prywatnych kupili zaledwie 126 tysiecy nowych samochodow. Glownie tych tanszych.
To jest własnie rzeczywisty obraz stanu dobrobytu i finansów przeciętnego Kowalskiego.

Cenckiewicz. Zdrada okraglego stolu

Cenckiewicz. Zdrada okraglego stolu

http://www.slawomircenckiewicz.pl/aktualnosci/cenckiewicz-o-zdradzie-okraglego-stolu-pelna-wersja-tekstu

"Zdrada okrągłego stołu

Był wtorkowy wieczór, 7 marca 1989 r. w Magdalence. Bodaj najważniejsze z magdalenkowych spotkań „strony opozycyjnej” z przedstawicielami władz PRL. Właśnie wówczas przyjęto zbliżony do końcowego kształt okrągłostołowego kontraktu. Wszystko, co było później przypominało już tylko teatr, bo było jedynie realizacją magdalenkowych ustaleń. Samozwańczy reprezentanci „Solidarności” zaakceptowali podział mandatów w Sejmie (65% – obóz władzy, 35% – „Solidarność”), wolne wybory do Senatu, powstanie silnego kompetencyjnie urzędu prezydenta (dla wszystkich było jasne, że będzie nim gen. Wojciech Jaruzelski) wybieranego przez Zgromadzenie Narodowe (Sejm i Senat) oraz „niekonfrontacyjny” charakter wyborów (powstrzymanie się od ataków na kandydatów).

Wszystko zakończyło się suto zakrapianą imprezą zorganizowaną przez szefa MSW i wieloletniego wojskowego czekistę gen. Czesława Kiszczaka, który zlecił wcześniej utrwalenie kamerą wideo tych historycznych scen. Był na tyle akuratny, że już w czasie pierwszych poufnych dyskusji wspomniał, że towarzysząca mu „kamera nie jest z telewizji”. Ale wcale nie zrobiło to większego wrażeniach na opozycyjnych partnerach Kiszczaka.

Leży przede mną nigdy nie publikowany zapis stenograficzny tzw. taśm Kiszczaka (wideo) z zakulisowych rozmów na Zawracie i w Magdalence. Wartość tego dokumentu ma przede wszystkim wymiar symboliczny, bowiem dokumentuje dynamiczny proces fraternizacji elit okrągłostołowych, które wkrótce stanowić będą już wspólną elitę III RP. „Wałęsa rozwiązuje krzyżówkę” – czytamy w stenogramie. „Wałęsa jedząc słone paluszki słucha wypowiedzi Janusza Reykowskiego w sprawę wyborów”. I dalej: „Wałęsa pijący alkohol”. „Jacek Kuroń, Stanisław Ciosek, Zbigniew Bujak – rozmawiają i piją wódkę. Adam Michnik pijący wódkę. Czesław Kiszczak i Bronisław Geremek rozmawiający. Ireneusz Sekuła opowiada dowcip. Kiszczak wznosi toast, Michnik odpowiada, że pije za taki rząd gdzie Lech będzie premierem a gen. Kiszczak ministrem spraw wewnętrznych”.

Było coraz weselej: „Wałęsa z kieliszkiem wznosi toast za zdrowie generała; kelnerzy dolewają alkohol do kieliszków. Lech Wałęsa, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Czesław Kiszczak, Romuald Sosnowski stukają się kieliszkami. Sekuła w sposób humorystyczny wznosi toast za zdrowie premiera Mieczysława F. Rakowskiego (śmiech Sali). Wałęsa tłumaczy coś Kiszczakowi. Kuroń rozmawia z Cioskiem i Lechem Kaczyńskim. Sekuła wyciąga cygaro. Geremek pali cygaro. Kuroń z papierosem. Michnik opowiada dowcip o Jezusie i żydowskim przewoźniku po Jeziorze Genezaret”. Były też nietaktowne żarty podkreślające miłą atmosferę: „Michnik śmiejąc się (widoczne ubytki w uzębieniu) wznosi kieliszek. Sekuła opowiada żart o onanizmie i jąkale. Kuroń opowiada anegdotę o swojej i Michnika przygodzie z tajniakami. Michnik opowiada dowcip o jąkale i okrągłym stole. Koniec posiłku, uczestnicy negocjacji przechodzą do szatni”. „Kiszczak żegna się ze wszystkimi uczestnikami obrad” i „macha na pożegnanie”. „Przedstawiciele strony rządowo-partyjnej rozmawiają we własnym gronie. B. Królewski chwali Kiszczaka za zręczność i umiejętności dyplomatyczne, dzięki którym spotkanie przebiegło pomyślnie”.

„Dogadywanie się elit”

Rzeczywiście już wówczas były powody do odbierania gratulacji. Od połowy września 1988 r. Kiszczak rozmawiał z Wałęsą i jego towarzyszami, dopinając w szczegółach ustrojową zmianę polegającą na przesunięciu ośrodka władzy z gmaszyska KC PZPR do Belwederu, którego gospodarzem – już jako prezydent – miał zostać Jaruzelski. Dyktator stał się tym samym patronem i obrońcą całego instytucjonalno-personalnego układu postkomunistycznego transformującego PRL w III RP. Jednocześnie przyznać należy, że cena jaką zapłacił Kiszczak za tę „transakcję epoki” była wyjątkowo niska. Podczas kolejnych rund negocjacyjnych szef MSW nie ustąpił nawet w tak błahej sprawie jak relegalizacja NSZZ „Solidarność”. W rzeczywistości oficjalne przywrócenie szyldu „Solidarności” nastąpiło dopiero w kwietniu 1989 r. już po zamknięciu obrad okrągłego Stołu. Zabieg z odłożeniem legalizacji „Solidarności” w istotny sposób skompromitował solidarnościowych uczestników okrągłego stołu. Nawet Jacek Kuroń już w listopadzie 1988 r. zauważył, że toczone zakulisowo rozmowy są „w pewnym sensie »dogadywaniem się« elit” i świadczą o wysokich kompetencjach policyjnych Kiszczaka: „bardzo celne posunięcie gen. Kiszczaka, gdyż inicjatywa ta [okrągłego stołu] postawiła całą opozycję w bardzo trudnej sytuacji. Aczkolwiek spory personalne i proceduralne dały przewagę propagandową opozycji to jednak przystępując do rozmów mają przedstawiciele opozycji świadomość, że „podkładają głowy pod gilotyną”. Bez względu ma to, co osiągną to i tak będą oskarżani, że osiągnęli za mało, że dali się „przekupić” itp. […] Zdaniem Kuronia – czytamy w meldunku MSW – jest to najważniejsze posunięcie w ostatnich latach dezorganizujące opozycję, chociaż chwilowo połączyło ją. W obawie przed własnym środowiskiem, opozycjoniści musza zyskać w obradach „okrągłego stołu” ustawę o związkach zawodowych. W przeciwnym razie skompromitują się. Zaznaczył, iż byłby w dużo lepszej sytuacji gdyby nie był wytypowany do uczestnictwa w obradach”.

Opozycja żyruje pożyczki Gierka

„Stan gospodarki posadził władze przy Okrągłym Stole” – powiedział w lutym 1989 r. uczestniczący w zakulisowych rozmowach z komunistami Lech Kaczyński. To prawda. Nikt i nic komunistów w istocie nie obalało tak skutecznie jak katastrofalny stan gospodarki. Główną determinantą ugody pomiędzy władzami PRL i „konstruktywnymi” z „Solidarności” z przełomu 1988 i 1989 r. była kondycja finansowa i niewypłacalność reżimu Jaruzelskiego wobec zachodnich kredytodawców z rozmaitych banków komercyjnych (skupionych głownie w Klubie Paryskim) i ich rządowych żyrantów. Wspierani przez wywiad cywilny eksperci rządowi uczestniczący w kolejnych turach rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Klubem Paryskim już w latach 1986-1987 sygnalizowali swoim zwierzchnikom, że „przeprogramowanie istniejących zaległości płatniczych, przesunięcie bieżących płatności i nowe kredyty z MFW i Banku Światowego” są możliwe jedynie wówczas, kiedy ekipa Jaruzelskiego zdecyduje się na wprowadzenie zasadniczych zmian w systemie ekonomiczno-politycznym PRL. Stąd też Departament I MSW nieustannie alarmował Jaruzelskiego, że bez poluzowania gospodarki i otwarcia się na „konstruktywną opozycję” system PRL znajdzie się nad przepaścią wynikającą z bankructwa państwa. W tym sensie podjęcie rozmów z konstruktywną opozycją w sierpniu 1988 r. było niezbędne dla wiarygodności PRL i możliwości prowadzenia rozmów z MFW i Klubem Paryskim w sprawie zadłużenia. Niemal od razu po zainicjowaniu dialogu między władzą i opozycją pojawiły się postulaty rządu Rakowskiego o przyznanie przez MFW pierwszej transzy kredytu w wysokości 150 mln dolarów, odroczenie przez Klub Paryski spłat za 1988 i 1989 r., redukcję długu i kosztów obsługi zadłużenia wobec banków aż o 50% i przyznanie przez kraje EWG pożyczki stabilizacyjnej dla PRL w wysokości 300 mln dolarów. Ten kierunek i postulaty miała wesprzeć „Solidarność”. Bez niej operacja ratowania reżimu na arenie międzynarodowej nie mogła się udać. Nieprzypadkowo szef wywiadu gen. Zdzisław Sarewicz pisał wówczas, że „zgodna prezentacja powyższych postulatów przez rząd i środowisko opozycyjne – niezależnie od szans ich realizacji wymusiłaby – wg ekspertów MFW – zmianę nastawienia wierzycieli do polskich problemów finansowych”. Jednocześnie rozpoczynał się wówczas proces liberalizacji stosunków gospodarczych, ale i wielki skok partyjnej nomenklatury oraz społeczności tajnych służb na „bazę materiałowo-kapitałową sektora państwowego”.

Ochrona „zasadniczych radzieckich interesów”

Aby solidarnościowa opozycja mogła skutecznie zaświadczyć swoją odpowiedzialność i troskę za stan gospodarki PRL trzeba było ją wpierw zdezintegrować przez podział i przeformatować w kierunku bardziej konstruktywnym. Nieprzypadkowo we wrześniu 1986 r. Wałęsa ignorując stanowisko działaczy podziemia nawet głównego nurtu (z Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność”) i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” wybranej na zjeździe w 1981 r. (skupionej później wokół Grupy Roboczej Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, która krytykowała pomysł rozmów z komunistami, domagała się poszanowania wewnątrzzwiązkowej demokracji, żądając przy tym „rekonstrukcji władz NSZZ ≫Solidarność≪ przy uwzględnieniu statutu Związku i wyników demokratycznych wyborów z 1981 r.”), powołał jawną strukturę władzy nad zdelegalizowanym związkiem – Tymczasową Radę „Solidarności”, której skład dobierał, konsultując się ze środowiskiem Kuronia i Michnika oraz najbliższym otoczeniem. Powołanie TRS było zgodnym z interesami władz faktycznym zamachem stanu, sankcjonującym pozbycie się z kierownictwa „Solidarności” ludzi sprzeciwiających się ugodzie z komunistami. W ten sposób zaczęto realizować koncepcję budowy zupełnie nowej „Solidarności” – „od góry w dół”, bez „tych głupich” i „ekstremy”, jak mówił już kilka lat wcześniej w rozmowach z komunistami Wałęsa.

Ta nowa „Solidarność” od razu, stosując charakterystyczną dla siebie nowomowę, zadeklarowała „gotowość uczynienia kroków na drodze dialogu i porozumienia” „dla ratowania kraju przed gospodarczą i ekologiczną katastrofą”. Nieustannie zaczęto mówić o „odpowiedzialności” i – jak w raporcie „Polska. 5 lat po Sierpniu” opracowanym przez zespół Tadeusza Mazowieckiego – o respektowaniu „zasadniczych radzieckich interesów”. Tę myśl najpełniej rozwinął już w marcu 1985 r. Jacek Kuroń na łamach „Tygodnika Mazowsze” głosząc idee całkowicie zbieżne z sowiecką koncepcją rozbrojenia Zachodu (podobne do tzw. planu Rapackiego podyktowanego w 1957 r. przez Moskwę) w taki sposób, aby nie był on zdolny do samoobrony w momencie ataku wojsk Układu Warszawskiego: „w naszym najgłębszym interesie leży przerwanie wyścigu zbrojeń. Można to zrobić tylko w jeden sposób: przez demilitaryzację i neutralizację Europy środkowej, przy żelaznym założeniu, że demilitaryzacja jest nierozerwalnie związana z neutralizacją. W czerwcu 84-go roku napisałem to z więzienia w apelu do wszystkich ludzi, którym na sercu leży sprawa pokoju. Konkretnie chodzi o to, aby Niemiecka Republika Federalna, Niemiecka Republika Demokratyczna, Polska oraz inne kraje Europy środkowej zostały wyłączone ze zbrojeń i jednocześnie zneutralizowane, co oznacza, że nie należałyby do żadnego bloku i nie były przeciw blokom wykorzystywane jako baza militarna, ideologiczna czy polityczna. Pod kontrolą międzynarodową i przy zagwarantowanych granicach narody tych państw same stanowiłyby o swoim ustroju, o swoich wewnętrznych sprawach. [...] dlatego na takim zneutralizowanym obszarze, i tylko tam, możliwe byłoby rozbrojenie nie naruszające równowagi sił. Byłby to więc realny krok w drodze do ograniczenia wyścigu zbrojeń. Nadto strefa, o której mowa, w Europie oddzieliłaby od siebie o ponad tysiąc kilometrów armie przeciwstawnych bloków militarnych. Propozycja ta jest zarazem jedyną szansą pokojowego zjednoczenia Niemiec, taką przy tym, która nie wywoła sprzeciwu państw z Niemcami sąsiadujących. [...] Można sobie wyobrazić, że [...] jedna z grup walczących o władzę w Związku Radzieckim rzeczywiście postawi na rozbrojenie i reformy. [...] może się okazać, że jedyna droga do rozbrojenia, na którym zależy przywódcom sowieckim, wiedzie przez neutralizację i demilitaryzację środkowej Europy”.

Kryptonim „Brzoza” czyli poszukiwanie partnera

Komuniści i ich tajne służby nie kryły satysfakcji. To, co się stało, było zbieżne z realizowaną od 1986 r. przez bezpiekę operacją o kryptonimie „Brzoza”, która także stawiała na partnerski dialog z „konstruktywnymi” działaczami „Solidarności”, przy jednoczesnym zaniechaniu jakichkolwiek dalszych represji. Był to – jak pisali w memoriale dla Wojciecha Jaruzelskiego Jerzy Urban, Stanisław Ciosek i gen. Władysław Pożoga – „doniosły, dodatkowy czynnik powodujący rozkład podziemia”. Prawdopodobnie to właśnie operację „Brzoza” miał na myśli Jan Lityński, pisząc we wrześniu 1986 r. na łamach „Tygodnika Mazowsze”: „Wypuszczenie wszystkich więźniów politycznych jest — i warto to podkreślić

— ruchem w pewnym sensie swobodnym, niewymuszonym bezpośrednio przez żadne siły zewnętrzne. [...]. Rozegrano tu zdumiewający scenariusz, bez precedensu w historii tego systemu. Oto okazało się, że czołową siłą polityczną w kraju jest policja. Przesłuchania w więzieniach i aresztach, rozmowy z gen. Kiszczakiem i jego podwładnymi nie były tym, za co je braliśmy — rutynowymi działaniami policyjnymi, lecz przeciwnie — negocjacjami politycznymi. Oczywiście, w komunizmie policja zawsze była ważnym i wpływowym lobby, ale nigdy nie występowała jako siła bardziej wyrazista niż Biuro Polityczne. Nie wiem, co to oznacza, ale być może rola policji okaże się ważniejsza niż wojska po 13 grudnia”.

Temu wszystkiemu towarzyszyła dość zdumiewająca deklaracja Wałęsy do spółki ze Stefanem Bratkowskim, Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Stanisławem Stommą, Klemensem Szaniawskim, Jerzym Turowiczem, Janem Józefem Szczepańskim i Andrzejem Wielowieyskim, który w październiku 1986 r. zaapelował do władz amerykańskich o zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych na PRL po wprowadzeniu stanu wojennego. Grupa, której przewodził Wałęsa, wystąpiła także z prośbą o nadanie PRL klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach gospodarczych! Jaruzelski użył w ten sposób noblisty i szyldu opozycji do próby wyciągnięcia dogorywającego PRL z międzynarodowej izolacji. Jednocześnie z meldunku szefa wywiadu PRL opracowanego na podstawie raportu agenturalnego „Irmeny” (Zdzisława Pietkuna – ważnego człowieka kierownictwa podziemia) wynika, że była to inicjatywa narzucona Wałęsie przez jednego z dyplomatów amerykańskich rezydujących w Warszawie, by w ten sposób uczynić z „Solidarności” i środowisk dysydenckich w Polsce przedmiot międzynarodowej gry.

Stary szyld – neo „Solidarność”

Pod koniec 1987 r. w miejsce TKK i TRS powono kolejny byt – Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarność”. Z ponad setki członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” z 1981 r. w KKW ostało się jedynie sześciu sojuszników „warszawki” i Wałęsy – Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Antoni Stawikowski i Antoni Tokarczuk! Jeden z rzeczników i beneficjentów tej zmiany w „Solidarności” Jan Lityński, ogłosił wówczas w „Tygodniku Mazowsze”, że „Solidarność” nie może już więcej odpowiadać na wszystkie propozycje komunistów „totalnym i głośnym »nie«!”: „Dziś droga do zniesienia systemu wiedzie poprzez wysunięcie programu reform i poparcia dla wszystkich – niezależnie od koloru politycznego – którzy te reformy zechcą realizować”.

Ale żeby tak było, należało wyrzucić z niej prawie wszystkich członków władz krajowych i większość ludzi tworzących struktury związkowe w regionach. Rzeczywiście ta nowa „Solidarność” była coraz bardziej konstruktywna i przewidywalna. Doceniało to przewidujące przyszłość trio (Pożoga-Urban-Ciosek) doradców Jaruzelskiego, które w styczniu 1988 r. tak pisało do towarzysza generała: „Uważamy, że naszym realistycznym celem powinno być ustawiczne oswajanie bardziej ugodowego skrzydła nastawionego na koegzystencję z »reżimem«, asymilowanie i neutralizowanie tego skrzydła, budowanie przepaści między nim a opozycją radykalno-nielegalną. Instrumentem byłyby tu: taktyczne sojusze na rzecz reform, dopuszczenie grup opozycji umiarkowanej do ograniczonej współodpowiedzialności. Na różnych szczeblach wchłanianie w obręb naszych wpływów i instytucji najbardziej oswojonych elementów opozycji umiarkowanej. (…) Taktyka oswajania to wytrącanie opozycji możliwości uprawiania sprzeciwów natury ogólnej i głoszenia pięknie brzmiących haseł, natomiast wmanewrowanie jej w dyskusje o konkretnych problemach, zmuszanie do brania pod uwagę możliwości i realnie istniejącej sytuacji oraz rzeczywiście możliwych rozwiązań. Taka platforma uczestnictwa umiarkowanej opozycji w życiu kraju oddzieli ją najsilniej od fundamentalistów”. W ten sposób, kosztem wziętej w dwa ognie antykomunistycznej „ekstremy”, holowano wiernego neosolidarnościowego partnera z Matką Boską w klapie, z którym można było w przyszłości zawrzeć prawdziwą transakcję epoki – okrągły stół i bezkonfliktowe przejście z PRL do postkomunizmu III RP, dla jednych z solidarnościowego styropianu na salony władzy, dla drugich z SB do UOP, z PZPR do SDRP, z Komitetu Centralnego do zarządu banku…

Strajki ’88 uwiarygodniają partnera

Czas ostatecznej rozgrywki przypadł na strajk sierpniowy 1988 r. Już po dwóch dniach strajkowania (24 sierpnia) pojawiła się konkretna oferta – zgoda komunistów na rozmowy Okrągłego Stołu, a w konsekwencji również ustalenie ścieżki ku pluralizmowi związkowemu (w domyśle relegalizacji „Solidarności”), ale w zamian za zakończenie strajku. Dla wtajemniczonych w poufny dialog „opozycji” z władzą nie było to większym zaskoczeniem. Scenariusz ten był bowiem przedyskutowany przez Kuronia w Departamencie III MSW już dwa dni wcześniej (22 sierpnia 1988 r.!). W komunikacie z tej rozmowy funkcjonariusze bezpieki – mjr Jan Lesiak i płk Wacław Król – napisali m.in., że Kuroń przewiduje, iż „podjęte zostaną bezpośrednie rozmowy z Lechem Wałęsą bez żadnych warunków wstępnych ze strony rządu. W czasie tych rozmów strona rządowa wyraża zgodę na wprowadzenie pluralizmu związkowego z dniem 1 stycznia 1989 roku, natomiast Lech Wałęsa zobowiązuje się do podjęcia natychmiastowych działań w kierunku wygaszania strajków”.

Tak się w istocie stało. Zgodnie z planem Kuronia, Wałęsa natychmiast pozytywnie zareagował na propozycję Kiszczaka, deklarując w liście, że jest gotów do dialogu, „nie stawiając żadnych warunków wstępnych ani ograniczeń tematycznych”. Później, podczas bezpośredniej rozmowy z Kiszczakiem, zadeklarował, że chce „Solidarności” „czysto związkowej” i krytykował „moment rozpoczęcia” strajków. Ale Kiszczak wystąpił wobec niego jak surowy przełożony i oświadczył: „Czekamy przez 20 godzin na działalność pana Lecha Wałęsy w sprawie wygaszenia strajków. Do tego czasu będzie powstrzymane ewentualne użycie środków wymuszających przestrzeganie prawa”. Wałęsa się wystraszył. Przyznał to w pamiętniku: „Wiłem się jak piskorz, atakowałem z prawa i z lewa, ale generał Kiszczak postawił rzeczowe, twarde warunki: legalizacja »Solidarności« będzie możliwa tylko wtedy, gdy rozmowy Okrągłego Stołu zakończą się parafowaniem narodowego porozumienia; obecnie strajki powinny wygasnąć w ciągu osiemnastu godzin; następne ustalenia w sprawie Okrągłego Stołu poczynimy za dwa tygodnie, a w tym czasie przygotujemy wstępne listy negocjatorów i doradców. Oczywiście nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaście strajkujących zakładów to nie kilkaset jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak „beton” partyjny próbuje torpedować każdą ofertę ugody z opozycją”. Wałęsa miał świadomość, że nawet jako lider neo-„Solidarności” dla władz PRL jest tylko byłym konfidentem SB i niezbędnym symbolem

do przeprowadzenia transformacyjnej maskarady. Zatem nasz pokojowy noblista grał przede wszystkim na siebie i na swoje ambicje. Świadomie rozmijał się z nastrojami żądnej walki z komuną solidarnościowej młodzieży, która niewiele rozumiała z jego ówczesnej postawy.

Był to spory sukces komunistów i osobiście zwierzchnika tajnych służb. Nieprzypadkowo takiemu przekonaniu dał też wyraz gen. Jaruzelski na forum KC PZPR, ogłaszając, że właśnie: „Wałęsa stał się osobą publiczną, włączył się do opanowania strajków. Strajkują, bo chcą uzyskać legalny status. W 1981 r. prawie mieli władzę i też strajkowali. A więc potwierdzają raz jeszcze, że są partią strajków, burzycieli. Rozmowa Wałęsy to nie nasza Canossa. To Wałęsa razem z biskupem przyjechał do szefa policji, a nie odwrotnie”.

Komitet Obywatelski czy Kontakt Obywatelski?

„Dlaczego nie wypominamy przeciwnikom ich grzechów, zbrodni, a byłoby co. (...) O nas mówi się stalinowcy. A dlaczego wszystkim Woroszylskim, Mazowieckim nie przypominamy peanów na cześć Stalina? (...) Czy tak bardzo nam na nich zależy, że dajemy się opluwać, milczymy, nie przypominamy ich nieprawości?” – mówił wówczas Kiszczak. Okazało się jednak, że komunistom tak bardzo zależało na byłych stalinowcach, których po stronie solidarnościowo-opozycyjnej było wielu, że argumentu z ich haniebnej przeszłości nigdy nie użyli. Nie mogli go wykorzystać też jako środka nacisku zgromadzonej przez SB wiedzy o agenturze po stronie „opozycyjnej”. Przeciwnie, ta nadal czynna i ta formalnie już wyrejestrowana, musiała być chroniona i wspomagana przez cały komunistyczny aparat państwowy. Musiało tak być, ponieważ jej wiarygodność w oczach opinii publicznej była warunkiem zduszenia społecznej opozycji wobec „kontraktu”.

W każdym razie na przełomie 1988 i 1989 r. obie strony politycznego dialogu, a w zasadzie już nie strony, bo przecież mebel okrągłego stołu ma to do siebie, że raczej symbolicznie łączy, a nie dzieli, świetnie zdawały sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. W obozie władzy o wszystkim decydowali Jaruzelski z Kiszczakiem, zaś po stronie neo „Solidarności” warszawski salonik. Kuroń nie krył satysfakcji z pozycji, jaką on i jego środowisko zajęło, podporządkowując sobie Wałęsę i rekonstruowany związek, choć na zupełnie innych warunkach i w nowym kształcie. Od tej pory to Kuroń i jego polityczni przyjaciele mieli decydować o politycznych karierach ludzi „Solidarności”. Po kolejnej turze jego rozmów w MSW funkcjonariusze Departamentu III MSW pisali: „W środowisku opozycyjnym stwierdza się, iż uczestnictwo w dyskusji przy Okrągłym Stole będzie nobilitowało, bowiem oznacza formalne uznanie przez władzę społecznej reprezentatywności osób zaproszonych. Co więcej, w przekonaniu większości osób z opozycji, uczestnictwo w rozmowach otwiera szerokie możliwości kariery politycznej. Przed ludźmi mającymi szanse na takie uczestnictwo staje alternatywa: albo ukorzyć się przed środowiskiem postkorowskim i złożyć niejako deklarację lojalności albo zachować samodzielność. Jacek Kuroń, w prowadzonych licznych rozmowach, stara się wytwarzać wrażenie, że może on co najmniej odsunąć każdego niewygodnego działacza opozycyjnego”.

W tej sytuacji stało się zupełnie oczywiste, że Lech Wałęsa musi wyrazić zgodę na zamknięcie w „złotej klatce”, jaką wymyślił dla niego salonik wszechmocnego Kuronia, zgłaszając pod koniec 1988 r. pomysł powołania Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Komitet Obywatelski przy Wałęsie, którego członków nikt przecież demokratycznie nie wybierał, ale dobierał według towarzysko-politycznego klucza, stał się polityczną czapą nad całą „Solidarnością”. Przypominał też powołaną dwa lata wcześniej Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa, z tą tylko różnicą, że Jaruzelski w przeciwieństwie do Wałęsy, posiadał w tym gremium realną władzę i decydujący głos. Zamiast „ekstremistów”, czyli władz „Solidarności” wybranych w demokratycznych wyborach, komuniści ostatecznie wykreowali „konstruktywnego partnera”. W marcu 1989 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR Kiszczak mówił wprost: „Równolegle z szeroką falą rozmów w zespołach i podzespołach »okrągłego stołu« ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wąskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony kościelnej”.

Kiszczak miał zapewne przede wszystkim na myśli rozmowy prowadzone w „obiekcie specjalnym” numer 135, należącym do Departamentu I w Magdalence. Wiosną 1989 r. stały się one jeszcze bardziej konstruktywne, kiedy zaczął w nich uczestniczyć Michnik. Według władz PRL, w tym szefa bezpieki gen. Henryka Dankowskiego, Michnik — obok Geremka i Mazowieckiego — stał się w tym czasie „głównym architektem polityki opozycji w trakcie Okrągłego Stołu”. Był radykalnym rzecznikiem porozumienia z komunistami. Już pod koniec lutego 1989 r. tłumaczył kolegom z „Solidarności” „konieczność rezygnacji z tzw. rozliczania za czas stanu wojennego, aby nie psuć atmosfery i nie dawać do ręki konserwie partyjnej broni”.

Ale Kiszczak miał też na myśli bardziej zindywidualizowany „poufny nurt dialogu”, o którym wciąż mało wiadomo. Na jego polecenie Biuro Studiów SB MSW sporządziło w tym czasie wykaz 135 członków Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie z informacjami o prowadzonych bądź planowanych rozmowach z bezpieką. Najpoważniejszą grupę (35 osób) stanowiły osoby przewidziane do rozmów lub takie z którymi istnieje możliwość prowadzenia dialogu ze względu na ich „konstruktywną” postawę. Wśród nich wymieniono m.in. Jacka Bartyzela („istnieje możliwość nawiązania dialogu”), Aleksandra Halla („można podjąć z nim rozmowy”), Julię Hartwig („przewidywana do rozmów”), Lecha Kaczyńskiego („możliwy jest z nim dialog”), Ryszarda Kapuścińskiego (były TW, „przewidywany do rozmów”), Stefana Kisielewskiego („można z nim rozmawiać”), Marcina Króla („możliwe rozmowy”), Jacka Kuronia („można z nim rozmawiać”), Jana Józefa Lipskiego („przewidywany do rozmów”), Bogdana Lisa („możliwość nawiązania rozmów”), Tadeusza Mazowieckiego („można rozmawiać”), Artur Międzyrzecki („przewidywany do rozmów’), Janusza Onyszkiewicza („można z nim rozmawiać”), Ryszarda Reiffa (były TW, „kandydat do dialogu”), Stanisława Stommę („możliwy dialog”), Jana Józefa Szczepańskiego („można rozmawiać”), Witold Trzeciakowski (były TW, „można rozmawiać”), Andrzeja Wajdę („możliwy dialog polityczny), Andrzeja Wielowieyskiego („możliwy dialog”), Wiktora Woroszylskiego („można z nim rozmawiać”), Jacka Woźniakowskiego („przewidywany do rozmów”), Krystynę Zachwatowicz („można rozmawiać”). Spośród osób wytypowanych do rozmów funkcjonariusze SB wyodrębnili trzy nazwiska (Bronisława Geremka, Henryka Samsonowicza i Andrzeja Stelmachowskiego) przy których pojawiały się adnotacje „należy z nim rozmawiać” lub „rozmawiać”. Pojawiła się też kategoria osób „podejmujących rozmowy” (m. in. Jacek Merkel) lub z którymi „prowadzi się dialog” (Wiesław Chrzanowski, Krzysztof Śliwiński i Stefan Wilkanowicz). Pozostałe osoby w wykazie to te, które ze względu na poglądy i postawę nie nadawały się do rozmów (m. in. Jarosław Kaczyński, Jan Olszewski, Zbigniew Romaszewski, Klemens Szaniawski) lub kategorycznie odmówiły dialogu jak np. Ryszard Bugaj, Jacek Czaputowicz i Władysław Frasyniuk. Wykaz Biura Studiów zawiera również nazwiska przy których nie zawarto jakiejkolwiek opinii w sprawie możliwości podjęcia rozmów. Przykładowo przy nazwisku Wojciecha Lamentowicza napisano, że jest „figurantem” Zarządu V Szefostwa WSW, Jerzego Dietla określono mianem „figuranta” wywiadu cywilnego, choć wiadomo, że był wykorzystywany jako Kontakt Operacyjny krypt. „Koda przez Departament I MSW („przekazywał informacje na temat działalności ekspertów Episkopatu Polski ds. pomocy polskiemu rolnictwu oraz pobytu delegacji Episkopatu Polski w USA”), zaś Władysława Findeisena jedynie jako „figuranta” Departamentu IV MSW, który w rzeczywistości był zarejestrowany przez SB jako KO ps. „Wiktor” i KO ps. „Vikers”.

Różne wymiary zdrady

Problem zdrady okrągłego stołu można ukazywać na różne sposoby i w różnych wymiarach. Można – co czyniłem już wielokrotnie – analizować go przez pryzmat finalnej odsłony zmowy elit w „obiekcie specjalnym” nr 135 Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego) w Magdalence i będącej jej efektem teatru negocjacyjnego okrągłego stołu, którym wiosną 1989 r. zaczęli pasjonować się Polacy oglądający pozorne spory o indeksację płac i pluralizm związkowy w zakładach pracy. W rzeczywistości, z całkiem oficjalnych dokumentów i protokołów wiemy obecnie, że przy dużym stole chodziło już tylko o formalne „klepnięcie” Magdalenki czyli prezydentury dla Wojciecha Jaruzelskiego, niedemokratycznych (bo wolnych jedynie w 35 procentach), ale i „niekonfrontacyjnych wyborów” 4 czerwca 1989 r. i gwarancję odbudowy w pełni kontrolowanej „Solidarności” „od góry w dół”, bez „tych głupich" i „ekstremy” – jak mówił Lech Wałęsa – mając na działaczy cieszących się poparciem „dołów” społeczno-związkowych jak Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda czy Kornel Morawiecki.

Na „transakcję epoki” – jak nazwał okrągły stół major SB a zarazem jeden z jego operatorów Krzysztof Dubiński, można też spojrzeć inaczej. Analizując polityczne, społeczne i ekonomiczne efekty zmowy elit z przełomu 1988-1989 roku, stosunkowo łatwo zauważyć, że „transakcja epoki” to w istocie kontrolowany proces zmiany inicjowany przez Moskwę z błogosławieństwem Waszyngtonu zainteresowanego przede wszystkim zjednoczeniem Niemiec, transferem rosyjskich Żydów z ZSRS do Izraela i warunkującym te cele spokojem w regionie. Z coraz pokaźniejszej literatury na ten temat (m. in. źródłowych książek Freda A. Lazina) wynika, że druga kadencja prezydentury Ronalda Reagana i jego kolejne rozmowy na szczycie z Michaiłem Gorbaczowem charakteryzowała szczególna troska o los i transfer Żydów do Izraela. Z tej perspektywy owa „transakcja epoki” staje się nie tyle polskim „laboratorium pierestrojki”, co elementem większego międzynarodowego „dealu” (transakcji!) pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Sowieckim, w którym „polskie przemiany” 1989 r. zabezpieczają rubieże sowieckiego imperium przed groźbą antykomunistycznej destabilizacji. Z tych względów stawką i celem tego procesu nie była wcale niepodległa Polska, ale przetransformowanie PRL w III RP, której fundamentem stał się systemowy postkomunizm oparty na zasadach ciągłości instytucjonalno-prawno-personalnej, wpływach różnych grup interesów, niesprawiedliwości społecznej i geopolitycznym status quo gwarantującym mocarstwom (a zwłaszcza Moskwie) wpływy i ochronę strategicznych interesów. W ten sposób, niejako z poręczenia głównych międzynarodowych graczy, powstało słabe państwo – Polska z charakterystyczną „demokracją peryferii”, dysfunkcjonalnym ustrojem, sprzedajnymi i nieprofesjonalnymi elitami, zapaścią kulturową i demograficzną, bezbronna, bez kapitału i własnego systemu bankowego, chroniczną niemocą niemal w każdej dziedzinie… Państwo jako ofiara „gangów kosmopolitycznych”, które „rozkradły Polskę”, jak wyznał w alkoholowym przypływie szczerości w 2006 r. były premier powiązany w dodatku z tajnymi służbami Moskwy.

Nowa Targowica

Kiedy 15 września 1988 r. kończyło się spotkanie Lecha Wałęsy z gen. Czesławem Kiszczakiem w rządowym pałacyku na Zawracie odprowadzający pokojowego noblistę i innych gości Stanisław Ciosek miał powiedzieć: „gdy obecnie rządzący podzielą się władzą z opozycją to będzie ona miała piękne samochody”. „Odjazd samochodu (mercedesa)” – zapisał stenografista z MSW. Ta scena jest niemal profetyczna, bowiem ukazuje podział Polski pomiędzy dwie grupy stanowiące od 1989 r. elitę właścicieli III RP. Istotą modelu transformacji była bowiem kooptacja części środowisk niezależnych (względem elity i nomenklatury komunistycznej) do obozu władzy. Stawką w tej sprawie mogła być m. in. ochrona nieprzypadkowo zainicjowanego w ramach powołanego w lutym 1989 r. Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego procesu nielegalnego wykupu długów czyli de facto grabieży majątku narodowego i przetransponowania go na prywatne konta. Warto podkreślić, że skuteczność manewru kooptacyjnego mogła zależeć od skali „oswojenia” lub skorumpowania partnera, co w przypadku FOZZ miało również zagwarantować ochronę całego procesu nadużyć finansowych.

W sensie ustrojowym proces kooptacji przez korupcję gwarantowała odmowa wolnych wyborów w 1989 r., które mogły zagrozić zawartemu w Magdalence układowi. To jest może najważniejszy aspekt zdrady elit okrągłostołowych wobec narodu tak mocno różnicujący wydarzenia z wiosny 1989 r. i jesieni 1918 r. To co było oczywiste dla Piłsudskiego i Dmowskiego w 1918 r., by ogłosić niemal od razu pięcioprzymiotnikowe wybory do sejmu ustawodawczego pomimo realnych i daleko poważniejszych zagrożeń niż w 1989 r., stało się śmiertelnym zagrożeniem dla okrągłostołowych elit w 1989 r. A przecież jak trafnie pisał Paweł Jasienica w „Doświadczeniach polskich” każdy Polak „składając [26 stycznia 1919 r.] do urny wyborczej kartkę, uczestniczył w plebiscycie dotyczącym samej niepodległości kraju oraz wykreślającym granicę ustrojową wewnątrz Europy”. Tej możliwości – prawa, odmówiono Polakom w 1989 r. tłumacząc wszystko dochowaniem zaciągnięto zobowiązania wobec komunistów. Program niepodległości został w ten sposób odłożony ad acta.

I na koniec raz jeszcze scenka z rozmów w Magdalence z 27 stycznia 1989 r.: gen. Czesław Kiszczak, Lech Wałęsa i Jan Janowski ze Stronnictwa Demokratycznego „stukają się kieliszkami”. Leje się alkohol. „Toast za powodzenie. Uczestnicy spotkania przechodzą do sali obrad. Sala obrad – sprawdzanie tekstu porozumienia, swobodne rozmowy zebranych”. I nagle: „Stanisław Ciosek mówi o swoim dylemacie czy uczestnicy negocjacji są reformatorami czy targowiczanami”! Tym samym to, co było chwilowym dylematem komunisty, który od końca lat 60. był powiązany z wojskowymi służbami PRL, stało się faktem. Magdalenka, a później okrągły stół, stały się symbolem współczesnej Targowicy i zdrady, zmowy elit, podziału władzy i majątku, zakotwiczenia Polski w systemowym postkomunizmie, rosyjskiej strefie wpływów i państwowej niemocy.

W artykule wykorzystano fragmenty wcześniejszych publikacji autora m.in. biografii Lecha Kaczyńskiego i książki Wałęsa. Człowiek z teczki. "

Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazala się prawda

Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazala się prawda

"Sławomir Cenckiewicz. Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazała się prawdą

Podczas rozmów i libacji w należącym do MSW „obiekcie specjalnym nr 115” nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częścią elity solidarnościowej, bo nie na tym polegają doskonałe polityczne spiski. Konsekwencją tych spotkań była jednak późniejsza niesłychanie silna pozycja polityczna uczestników negocjacji, abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych i przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb.
Lech Wałęsa 15 września 1988 r. spotkał się w rządowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistyczną władzą a „konstruktywną opozycją". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarności«".Dzień później doszło do pierwszych rozmów w Magdalence, których podstawowym celem – jak to deklarowali reprezentanci opozycji – miała być relegalizacja „Solidarności". W rzeczywistości reżim Jaruzelskiego zgodził się na oficjalne przywrócenie szyldu „Solidarności" dopiero w kwietniu 1989 r. i to już po zamknięciu obrad Okrągłego Stołu.Trzeba przyznać, że Kiszczak przystępował do tych rozmów w pełni przygotowany. Ten wieloletni oficer kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, który w ostatniej dekadzie PRL podporządkował sobie w dodatku służby cywilne, doskonale znał przeszłość i słabości swoich interlokutorów oraz zasady politycznych szachów z tajnymi służbami w tle. Jakby dla podkreślenia roli tajnych służb w operacji okrągłostołowej do roboczych i poufnych kontaktów reprezentantów władz z przedstawicielami „Solidarności" wyznaczył w dodatku dość specyficzne miejsce: „obiekt specjalny" nr 135 w Magdalence należący do Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego). W dodatku spore, jeśli nie kluczowe, znaczenie w przygotowaniu i obsłudze tych rozmów odegrał cieszący się sympatią wielu opozycjonistów Krzysztof Dubiński. Był on od 1974 r. funkcjonariuszem MSW, w lipcu 1988 r. zaś został mianowany zastępcą naczelnika Wydziału Informacji i Sprawozdawczości w gabinecie ministra spraw wewnętrznych, by po zakończeniu rozmów okrągłostołowych trafić do Departamentu I MSW. Major Dubiński, jak czytamy w jednej z jego charakterystyk, „aktywnie uczestniczył w przygotowaniu materiałów związanych z obradami i funkcjonowaniem Okrągłego Stołu". W ten sposób gospodarzem i kreatorem Magdalenki były tajne służby PRL. To one stały się ważnym transformatorem ustroju.

Faza nr 1 Przyczyna zmian
Stan gospodarki posadził władze przy Okrągłym Stole" – powiedział w lutym 1989 r. uczestniczący w zakulisowych rozmowach z komunistami Lech Kaczyński. To prawda. Nikt i nic komunistów w istocie nie obalało tak skutecznie jak katastrofalny stan gospodarki. Główną determinantą ugody pomiędzy władzami PRL i „konstruktywnymi" z „Solidarności" z przełomu 1988 i 1989 r. była kondycja finansowa i niewypłacalność reżimu Jaruzelskiego wobec zachodnich kredytodawców z rozmaitych banków komercyjnych (skupionych głównie w Klubie Paryskim) i ich rządowych żyrantów. Wspierani przez wywiad cywilny eksperci rządowi uczestniczący w kolejnych turach rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Klubem Paryskim już w latach 1986–1987 sygnalizowali swoim zwierzchnikom, że „przeprogramowanie istniejących zaległości płatniczych, przesunięcie bieżących płatności i nowe kredyty z MFW i Banku Światowego" są możliwe jedynie wówczas, kiedy ekipa Jaruzelskiego zdecyduje się na wprowadzenie zasadniczych zmian w systemie ekonomiczno-politycznym PRL. Stąd też Departament I MSW nieustannie alarmował Wojciecha Jaruzelskiego, że bez poluzowania gospodarki i otwarcia się na „konstruktywną opozycję" system PRL znajdzie się nad przepaścią wynikającą z bankructwa państwa. W tym sensie podjęcie rozmów z konstruktywną opozycją w sierpniu 1988 r. było niezbędne dla wiarygodności PRL i możliwości prowadzenia rozmów z MFW i Klubem Paryskim w sprawie zadłużenia. Ten kierunek i postulaty miała wesprzeć „Solidarność". Bez niej operacja ratowania reżimu na arenie międzynarodowej nie mogła się udać. Nieprzypadkowo szef wywiadu gen. Zdzisław Sarewicz pisał wówczas, że „zgodna prezentacja powyższych postulatów przez rząd i środowisko opozycyjne – niezależnie od szans ich realizacji wymusiłaby – według ekspertów MFW – zmianę nastawienia wierzycieli do polskich problemów finansowych".
Jednocześnie rozpoczynał się wówczas proces liberalizacji stosunków gospodarczych, ale i wielki skok partyjnej nomenklatury oraz społeczności tajnych służb na „bazę materiałowo-kapitałową sektora państwowego".

Faza nr 2 Warunek ugody
Aby solidarnościowa opozycja mogła skutecznie zaświadczyć swoją odpowiedzialność i troskę za stan gospodarki PRL, trzeba było ją wpierw zdezintegrować przez podział i przeformatować w kierunku bardziej konstruktywnym. Nieprzypadkowo we wrześniu 1986 r. Wałęsa, ignorując stanowisko działaczy podziemia nawet głównego nurtu (z Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność") i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" wybranej na zjeździe w 1981 r., powołał jawną strukturę władzy nad zdelegalizowanym związkiem – Tymczasową Radę „Solidarności", której skład dobierał, konsultując się ze środowiskiem Kuronia i Michnika oraz najbliższym otoczeniem.Powołanie TRS było zgodnym z interesami władz faktycznym zamachem stanu, sankcjonującym pozbycie się z kierownictwa „Solidarności" ludzi sprzeciwiających się ugodzie z komunistami. W ten sposób zaczęto realizować koncepcję budowy zupełnie nowej „Solidarności" – „od góry w dół", bez „tych głupich" i „ekstremy", jak mówił już kilka lat wcześniej w rozmowach z komunistami Wałęsa.Komuniści i ich tajne służby nie kryli satysfakcji. To, co się stało, było zbieżne z realizowaną od jakiegoś czasu przez bezpiekę operacją o kryptonimie „Brzoza", która także stawiała na partnerski dialog z „konstruktywnymi" działaczami „Solidarności", przy jednoczesnym zaniechaniu jakichkolwiek dalszych represji. Był to – jak pisali w memoriale dla Wojciecha Jaruzelskiego Jerzy Urban, Stanisław Ciosek i gen. Władysław Pożoga – „doniosły, dodatkowy czynnik powodujący rozkład podziemia". Nawet konferujący potajemnie wówczas z bezpieką Kuroń miał stwierdzić, że powołanie TRS „spowodowało niezamierzoną korzystną sytuację dla władz" i „wytworzyło rozdźwięki w szeregach opozycji".Temu wszystkiemu towarzyszyła dość zdumiewająca deklaracja Lecha Wałęsy, który do spółki ze Stefanem Bratkowskim, Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Stanisławem Stommą, Klemensem Szaniawskim, Jerzym Turowiczem, Janem Józefem Szczepańskim i Andrzejem Wielowieyskim zaapelował do władz amerykańskich o zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych na PRL po wprowadzeniu stanu wojennego. Grupa, której przewodził Wałęsa, wystąpiła także z prośbą o nadanie PRL klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach gospodarczych! Jaruzelski użył w ten sposób noblisty i szyldu opozycji do próby wyciągnięcia dogorywającej Polski Ludowej z międzynarodowej izolacji.

Faza nr 3 Nowa „Solidarność"
Pod koniec 1987 r. w miejsce TKK i TRS powołano kolejny byt – Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarność". Z ponad setki członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" z 1981 r. w KKW ostało się jedynie sześciu sojuszników „warszawki" i Wałęsy – Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Antoni Stawikowski i Antoni Tokarczuk!
Jeden z rzeczników i beneficjentów tej zmiany w „Solidarności" Jan Lityński ogłosił wówczas na łamach podziemnego „Tygodnika Mazowsze", że „Solidarność" nie może już więcej odpowiadać na wszystkie propozycje komunistów „totalnym i głośnym »nie«!". Ale żeby tak było, należało wyrzucić z niej prawie wszystkich członków władz krajowych i większość ludzi tworzących struktury związkowe w regionach.Rzeczywiście ta nowa „Solidarność" była coraz bardziej konstruktywna i przewidywalna. Doceniało to trio (Pożoga-Urban-Ciosek) doradców Jaruzelskiego, które w styczniu 1988 r. tak pisało do towarzysza generała: „Uważamy, że naszym realistycznym celem powinno być ustawiczne oswajanie bardziej ugodowego skrzydła nastawionego na koegzystencję z »reżimem«, asymilowanie i neutralizowanie tego skrzydła, budowanie przepaści między nim a opozycją radykalno-nielegalną (...). Taktyka oswajania to wytrącanie opozycji możliwości uprawiania sprzeciwów natury ogólnej i głoszenia pięknie brzmiących haseł, natomiast wmanewrowanie jej w dyskusje o konkretach, zmuszanie do uwzględniania realnie istniejącej sytuacji oraz rzeczywiście możliwych rozwiązań. Taka platforma uczestnictwa umiarkowanej opozycji w życiu kraju oddzieli ją najsilniej od fundamentalistów".W ten sposób, kosztem wziętej w dwa ognie antykomunistycznej „ekstremy", holowano wiernego neosolidarnościowego partnera z Matką Boską w klapie, z którym można było w przyszłości zawrzeć prawdziwą transakcję epoki – Okrągły Stół i bezkonfliktowe przejście z PRL do postkomunizmu III RP, dla jednych z solidarnościowego styropianu na salony władzy, dla drugich z SB do UOP, z PZPR do SdRP, z Komitetu Centralnego do zarządu banku...

Faza nr 4 Osuszanie przedpola
Nadszedł wreszcie czas ostatecznej rozgrywki, który przypadł na strajk sierpniowy 1988 r. Już po dwóch dniach strajkowania (24 sierpnia) pojawiła się konkretna oferta – zgoda komunistów na rozmowy Okrągłego Stołu, a w konsekwencji również ustalenie ścieżki ku pluralizmowi związkowemu (w domyśle relegalizacji „Solidarności"), ale w zamian za zakończenie strajku.Dla wtajemniczonych w poufny dialog „opozycji" z władzą nie było to zaskoczeniem. Scenariusz ten był bowiem przedyskutowany przez Kuronia w Departamencie III MSW już dwa dni wcześniej (22 sierpnia 1988 r.). W komunikacie z tej rozmowy funkcjonariusze bezpieki napisali m.in., że Kuroń przewiduje, iż „podjęte zostaną bezpośrednie rozmowy z Lechem Wałęsą bez żadnych warunków wstępnych ze strony rządu. W czasie tych rozmów strona rządowa wyraża zgodę na wprowadzenie pluralizmu związkowego z dniem 1 stycznia 1989 roku, natomiast Lech Wałęsa zobowiązuje się do podjęcia natychmiastowych działań w kierunku wygaszania strajków".Tak się w istocie stało. Zgodnie z planem Kuronia Wałęsa natychmiast pozytywnie zareagował na propozycję Kiszczaka, deklarując w liście, że jest gotów do dialogu, „nie stawiając żadnych warunków wstępnych ani ograniczeń tematycznych". Później, podczas bezpośredniej rozmowy z Kiszczakiem, zadeklarował, że chce „Solidarności" „czysto związkowej" i krytykował „moment rozpoczęcia" strajków. Ale Kiszczak wystąpił wobec niego jak surowy przełożony i oświadczył: „Czekamy przez 20 godzin na działalność pana Lecha Wałęsy w sprawie wygaszenia strajków. Do tego czasu będzie powstrzymane ewentualne użycie środków wymuszających przestrzeganie prawa".
Wałęsa się wystraszył. Przyznał to w pamiętniku: „Wiłem się jak piskorz, atakowałem z prawa i z lewa, ale generał Kiszczak postawił rzeczowe, twarde warunki: legalizacja »Solidarności« będzie możliwa tylko wtedy, gdy rozmowy Okrągłego Stołu zakończą się parafowaniem narodowego porozumienia; obecnie strajki powinny wygasnąć w ciągu osiemnastu godzin; następne ustalenia w sprawie Okrągłego Stołu poczynimy za dwa tygodnie, a w tym czasie przygotujemy wstępne listy negocjatorów i doradców. Oczywiście nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaście strajkujących zakładów to nie kilkaset jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak beton partyjny próbuje torpedować każdą ofertę ugody z opozycją". Był to spory sukces komunistów i osobiście zwierzchnika tajnych służb.

Faza nr 5 Haki i „pożyteczni idioci"
Dlaczego nie wypominamy przeciwnikom ich grzechów, zbrodni, a byłoby co. (...) O nas mówi się stalinowcy. A dlaczego wszystkim Woroszylskim, Mazowieckim nie przypominamy peanów na cześć Stalina? (...) Czy tak bardzo nam na nich zależy, że dajemy się opluwać, milczymy, nie przypominamy ich nieprawości?" – mówił wówczas Kiszczak.Okazało się jednak, że komunistom tak bardzo zależało na byłych stalinowcach, których po stronie solidarnościowo-opozycyjnej było wielu, że argumentu z ich haniebnej przeszłości nigdy nie użyli. Nie mogli go wykorzystać też jako środka nacisku zgromadzonej przez SB wiedzy o agenturze po stronie „opozycyjnej". Musiało tak być, ponieważ jej wiarygodność w oczach opinii publicznej była warunkiem zduszenia społecznej opozycji wobec „kontraktu".Znamienna pod tym względem była argumentacja Władysława Frasyniuka, który podczas pierwszych rozmów w Magdalence mówił do komunistów: „Trzeba jasno powiedzieć, że my, siadając razem z panami do stołu, działamy nie we własnym interesie: zabiegamy w ten sposób o wasz interes. Dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa, które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszą wiarygodność". Zapewne nie miał wówczas pojęcia, że władze PRL robiły to samo w stosunku do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka i innych reprezentantów „strony solidarnościowo-opozycyjnej", dbając o ich społeczną wiarygodność.Co ciekawe, także Michnik zwracał się do komunistów o niezmuszanie tzw. strony solidarnościowej do nadmiernych ustępstw, ponieważ osłabi to jej autorytet w społeczeństwie, a bez tego autorytetu nie będą już potrzebni stronie rządowej.W każdym razie na przełomie 1988 i 1989 r. obie strony politycznego dialogu (a w zasadzie już nie strony, bo przecież okrągły stół ma to do siebie, że raczej symbolicznie łączy, a nie dzieli) zdawały sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. W obozie władzy o wszystkim decydowali Jaruzelski z Kiszczakiem, a po stronie neo-„Solidarności" warszawski salon. Kuroń nie krył satysfakcji z pozycji, jaką on i jego środowisko zajęło, podporządkowując sobie Wałęsę i rekonstruowany, choć na innych warunkach i w nowym kształcie, związek.
Od tej pory to Kuroń i jego polityczni przyjaciele mieli decydować o politycznych karierach ludzi „Solidarności". Po kolejnej turze jego rozmów w MSW funkcjonariusze Departamentu III MSW pisali: „w przekonaniu większości osób z opozycji uczestnictwo w rozmowach otwiera szerokie możliwości kariery politycznej. Przed ludźmi mającymi szanse na takie uczestnictwo staje alternatywa: albo ukorzyć się przed środowiskiem postkorowskim i złożyć niejako deklarację lojalności, albo zachować samodzielność. Jacek Kuroń, w prowadzonych rozmowach, stara się wytwarzać wrażenie, że może on co najmniej odsunąć każdego niewygodnego działacza opozycyjnego".

Faza nr 6 Ostateczna podmiana
W tej sytuacji stało się zupełnie oczywiste, że Lech Wałęsa musi wyrazić zgodę na zamknięcie się w „złotej klatce", jaką wymyślił dla niego salonik wszechmocnego Kuronia, zgłaszając pod koniec 1988 r. pomysł powołania Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność".Komitet Obywatelski przy Wałęsie, którego członków nikt przecież demokratycznie nie wybierał, ale dobierał według towarzysko-politycznego klucza, stał się polityczną czapą nad całą „Solidarnością". Przypominał też powołaną dwa lata wcześniej Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa, z tą tylko różnicą, że Jaruzelski, w przeciwieństwie do Wałęsy, posiadał w tym gremium realną władzę i decydujący głos. Zamiast „ekstremistów", czyli władz „Solidarności" wybranych w demokratycznych wyborach, komuniści ostatecznie wykreowali „konstruktywnego partnera".W marcu 1989 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR Kiszczak mówił wprost: „Równolegle z szeroką falą rozmów w zespołach i podzespołach »okrągłego stołu« ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wąskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony kościelnej". Kiszczak miał zapewne na myśli rozmowy prowadzone w „obiekcie specjalnym" numer 135.Wiosną 1989 r. stały się one jeszcze bardziej konstruktywne, kiedy zaczął w nich uczestniczyć Michnik. Według władz PRL, w tym szefa bezpieki gen. Henryka Dankowskiego, Michnik – obok Geremka i Mazowieckiego – stał się w tym czasie „głównym architektem polityki opozycji w trakcie Okrągłego Stołu". Był radykalnym rzecznikiem porozumienia z komunistami. Już pod koniec lutego 1989 r. tłumaczył kolegom z „Solidarności" „konieczność rezygnacji z tzw. rozliczania za czas stanu wojennego, aby nie psuć atmosfery i nie dawać do ręki konserwie partyjnej broni. Podczas jednej z biesiad Michnik zwrócił się w stronę Kiszczaka z toastem: „Piję, panie generale, za taki rząd, gdzie Lech będzie premierem, a pan ministrem spraw wewnętrznych".

Faza nr 7 Narodziny systemu III RP
W ten sposób rozpoczynał się proces określany później przez Lecha Kaczyńskiego mianem „fraternizacji" i „zblatowania". Kaczyński uważał za niemal pewne, że w Magdalence nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częścią elity solidarnościowej, bo nie na tym polegają doskonałe spiski. Konsekwencją tych rozmów jednak była partycypacja „fraternizujących się" w późniejszych przywilejach władzy i nieporównywalnie silniejsza pozycja majątkowa i polityczna aniżeli tych, którzy w procesie magdalenkowego „zblatowania" udziału nie wzięli. I okrągłostołowy spisek na tym przede wszystkim polegał. Późniejsza abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych, przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb i partii i „gruba linia" („gruba kreska") są jedynie tego potwierdzeniem i konsekwencją.
Jeden z ojców i patronów tego systemu – Jacek Kuroń, już w 1977 r. wyznał podczas spotkania z kolegami, że „w wolnej Polsce listy agentów i pracowników SB powinny być dokładnie opracowane przez opozycję, ale nie można ich ujawniać, aby nie stwarzać sytuacji prześladowania przez otoczenie tych ludzi".W ten oto sposób podjęty po ogłoszeniu w Związku Sowieckim „głasnosti" wspólny wysiłek władz PRL i „zreformowanej" „Solidarności", akceptowany, a nawet wspomagany przez zainteresowany w utrzymaniu w Polsce spokoju Zachód, doprowadził do zaprezentowania Polakom operacji Okrągłego Stołu jako historycznego „obalenia komunizmu".O tej realistycznej, ale i negatywnej ocenie Okrągłego Stołu oraz jego następstw zapominają często ci wszyscy, którzy próbują wykorzystać autorytet zmarłego tragicznie prezydenta do podtrzymania fałszywego mitu pokojowej zmiany systemu.
Autor jest historykiem, opublikował właśnie kolejną swoją książkę pt. „Wałęsa. Człowiek z teczki" (Wyd. Zysk i S-ka)"

niedziela, 20 grudnia 2015

Mity profesjonalizmu SB, ABW, WSI

Mity profesjonalizmu SB, ABW, WSI

 PRL jako protektorat i kolonia ZSRR zadnego samodzielnego wywiadu nie posiadał. Po odwroceniu sojuszy esbecy stanowili tylko obciazenie i balast dla III RP. Byli "wywiadowcy" byli w nowych okolicznosciach bezuzyteczni bowiem byli znani ZSRR-Rosji.
Mit profesjonalizmu kanali z SB budował minister spraw wewnetrznych Andrzej Milczanowski.
"Wywiad i kontrwywiad potrzebują minimum pięciu lat na wyszkolenie oficera, który będzie skutecznie działał. Nie można rozwiązać tych służb tylko dlatego, że pracują w nich funkcjonariusze z lat 70. i 80...
Dla mnie liczy się profesjonalizm, skuteczność i lojalność "
Tak odpierał ataki posłów Andrzej Milczanowski, któremu w czasie przesłuchania przed sejmowa komisją w 1992 roku zarzucono, że hołubi w Urzędzie Ochrony Państwa ludzi pracujących za rządów komunistycznych.
Ciekawe rzeczy dzialy sie w bezpiece PRL-bis za Milczanowskiego i powiniem on otrzymac zarzut wielokrotnej zdrady stanu. Poszczuty przez oficerow SB i ich TW Bolka ( była to walkę o drugą kadencję prezydencką dla Wałęsy ) Milczanowski z mownicy sejmowej oskarzyl w 1995 roku urzedujacego premiera Jozefa Oleksego o zdrade ! Oleksy podał sie z rzadem do dymisji. Prowadzone sledztwo wykazało, że nie ma żadnych dowodów na jakikolwiek związek Józefa Oleksego z oskarżeniami wysuwanymi pod jego adresem.
W normalnym panstwie Milczanowski lub Oleksy powinien sie znalezsc w wiezieniu. Ale nie w Polsce ! Nie znamy akt sadowych ale Oleksy stwierdzil ze oskarzony Milczanowski nie mial nawet cienia dowodu i ze uniewinnienie Milczanowskiego to kapitulacja państwa prawa !
Andriej Sołdatow, autor książki o rosyjskiej tajnej policji Nowa arystokracja, twierdzi, że afera „Olina” – największa afera szpiegowska III RP – była prowokacją rosyjskich służb specjalnych, której celem była blokada wejścia Polski do NATO.
Dzieki Milczanowskiemu TW "Bolek" czyli Wałesa usunał swoje oryginalne doniesienia agenturalne z przekazanej mu teczki.
Milczanowski był wrogiem lustracji. Byl zwolennikiem poteznych przywileji materialnych dla bylych esbekow.

Od lat Polska jest silnie infiltrowana agenturalnie ale bezpieczniacy specjalnej troski III RP nie sa w stanie zadnego agenta Rosji, Niemiec, USA czy Izraela postawic przed sadem. Polska nie ma tez zadnego wywiadu. Od lat mowi sie ze wojacy delegowani przez Polske do NATO nie maja dostepu do waznych dokumentow a nawet ze podsuwa im sie dokumenty spreparowane aby zobaczyc kiedy trafia do Rosji ! Akademia Obrony NATO w Rzymie, kieruje były szef WSI (zdjęcie ponizej ) z nadania Bula-Bronka ?

Janusz Bojarski to absolwent komunistycznej Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego z 1984 roku. Szkolony tez w Moskwie.
Chyba Amerykanie nie traktuja Polski powaznie jako sojusznika. Radek Sikorski:
"Polsko-amerykański sojusz jest nic nie warty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa".

Zalozycielami grupy Konsalnet sa oficerowie Słuzby Bezpieczenstwa, pracownicy wywiadu PRL, ostatniej najmłodzej generacji funkcjonariuszy resortu. Na swojej stronie firma pisze:
"Konsalnet jest największą firmą branży ochrony w Polsce. Działa ponad 20 lat, oferując pełen zakres usług bezpieczeństwa - od usług ochrony fizycznej, przez obsługę gotówki, konwoje, zabezpieczenia techniczne i monitoring po ratownictwo. Od 2009r., większościowym udziałowcem firmy jest fundusz inwestycyjny Value 4 Capital Eastern Europe LP.
W 2012r., po przejęciu jednego z konkurentów Konsalnet stał się największą firmą ochrony na polskim rynku. Firma zatrudnia około 25 tys. pracowników, wykorzystuje flotę ponad 1200 samochodów (w tym ponad 500 pojazdów do transportu wartości pieniężnych), dysponuje oddziałami i biurami na terenie całego kraju. Uzyskała szereg rekomendacji, certyfikatów, nagród i wyróżnień "
Konsalnet twierdzi że działa zgodnie z najwyższymi standardami europejskimi.

Kontrolerzy na polecenie Urzędu Lotnictwa Cywilnego przeprowadzili testy skutecznosci ochrony lotniska im. F. Chopina w Warszawie zapewnianej przez Konsalnet. W rezultacie Polskie Porty Lotnicze wypowiedziały umowę firmie Konsalnet.
Testy miały miejsce w lutym i lipcu. W ramach testów kontrolerzy usiłowali wwieźć na teren lotniska bomby, broń i niebezpieczne narzędzia. Wszystko się udało. Do tego powiodła się próba dostania się do stref zastrzeżonych przy wykorzystaniu fałszywych dokumentów. Ciężarówka z lewymi (marnie zrobionymi) papierami wjechała na teren lotniska.Trzeciej kontroli na Okęciu dokonano w ostatnich dniach.
Na 10 podjętych prób 10 razy ochrona Konsalnet zawiodła. Bingo. Dziesiec na dziesiec.

- Aby w przyszłości nie powtarzały się sytuacje, że firmy zewnętrzne będą wykonywały zadania związane z ochroną lotnisk, zostaną przeprowadzone zmiany w prawie lotniczym. Będziemy dążyć, by służby ochrony lotniska były organizowane przez właścicieli portów lotniczych. Rozważamy również stworzenie Służby Ochrony Lotnisk - poinformował minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk.

Cale szczescie ze teoretycznie istniejaca, peryferyjna Polska, poki co i oby tak pozostało, nie jest obiektem zainteresowania islamskich terrorystow. W Polsce terrorysci zamach moga sobie urzadzic z najwieksza łatwoscia. Gdzie i kiedy chca. Poniewaz nikomu w Polsce nie chcialo sie przygotowac zamachu terrorystycznego to resortowi agenci specjalnej troski z ABW podjudzali Brunona K., chemika z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie do zaplanowania zamachu na Sejm. Niedługo chucpa zamachu kreowanego przez ABW zakonczy sie przed sadem.
Ciekawe jakie miny moga miec mitomani - tajniacy z ABW jak dostana seria z Kalasznikowa od islamisty. Bezgraniczne zaskoczenie ?
Konsalnet "ochrania" ponad 90 obiektów wojskowych w Polsce. Dawniej zolnierze pełnili warty chroniac obiektow wojskowych. Ale teraz siła bojowa biurokratow za biurkami udajacych zolnierzy nie wystarcza nawet na byle jaka ochrone obiektow w czasach pokojowych.
Konsalnet jest zamieszany w aferę korupcyjną w bazie marynarki wojennej w Wejherowie. Wartość ustawionych przetargów na ochronę w jednostce wyniosła około 25,5 mln zł.

Gazeta Polska podawała ze firma „Konsalnet” została założona przez byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa – pracowników wywiadu PRL, którzy do 1989 r. zajmowali się zwalczaniem opozycji demokratycznej. Wśród ludzi związanych z Konsalnetem można znaleźć Aleksandra Makowskiego – niezwykle groźnego dla opozycji esbeka, który był zatrudniony m.in. na zachodzie Europy i w USA. W Stanach Zjednoczonych, pod przykryciem dyplomaty, w czasach PRL pracował Wiesław Bednarz, w rzeczywistości funkcjonariusz komunistycznego wywiadu, który – według oficjalnych rejestrów – zasiadał we władzach Konsalnetu, podobnie jak Tomasz Banaszkiewicz, również funkcjonariusz służb specjalnych PRL. A dyrektorem ds. Ochrony Portów Lotniczych i Morskich w Konsalnet Holding SA był Jacek Klaudziński, który w 2003 r. sprawował funkcję dyrektora generalnego w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego, później był doradcą ULC. W 2003 r. ówczesny premier Leszek Miller podał do publicznej wiadomości informację, że Klaudziński był funkcjonariuszem służb specjalnych PRL.

Ze studiow telewizyjnych nie wychodzi "ekspert" III RP, szef rozwiazanych WSI, "Długiej reki Moskwy", gen Duakczewski. Jego rodzicami byli Jadwiga z domu Mirosz i Zdzisław Dukaczewski; oboje zatrudnieni w stalinowskim UB. Matka była pracownicą Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Warszawie, ojciec porucznikiem UBP, pracował na stanowiskach w WUBP w Warszawie oraz jako szef PUBP w Ciechanowie.
Staliniątko było oficerem wywiadu wojskowego PRL i III RP. Pracował w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP oraz w WSI. Uczestniczył w kursach GRU w Moskwie co czyni go arcybiskupem i wyrocznia dla ludzi pasozytniczego układu. Nalezy do stada autorytetow moralnych Szechterowki.

Proponuje posłuchac co w TV bredzi "ekspert" Dukaczewski. Jest tak samo kompetentny jak przygłupy-esbecy ochraniajacy lotnisko. Tak w ogole to moze jest kilku Dukaczewskich albo woza go w bagazniku samochodu ze studia do studia. Otwierasz lodowke a tam "ekspert" od wszystkiego, Dukaczewski !
Dlaczego jakas resortowa menda zaprasza Dukaczewskiego w roli eksperta do publicznej telewizji, za którą płacą wszyscy Polacy. Dlaczego jeszcze nie bylo czystki w TVP. Gdzie jest miotła do wymiecenia smieci ?