"Polska" gospodarka
1. Polska miedzynarodowa pozycja inwestycyjna wynosi około minus 2200 mld złotych.
Cały skorumpowany postkomunistyczny region za łapowki wyprzedał się ze swoich aktywów i pozwola się drenować.
Połowa przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce jest kontrolowana przez zagraniczny kapitał. Eksport tych firm stanowi 65% całości "polskiego" eksportu ale stanowi prawie całosc nowoczesnego i wysoce rentownego eksportu.
Czesc zagranicznych firm w Polsce wykorzystuje tylko i wylacznie tania sile robocza. Importuja surowce, materialy i komponenty a eksportuje gotowe wyroby. Tylko mala czesc produkcji sprzedają na lokalnym rynku. Dla nich najkorzystniejsza jest jak najtansza zlotowka aby jak najnizej opłacac tanich Polakow. Kryzys walutowy czy kryzys gospodarczy Polski sa im calkowicie obojetne.
Druga grupa zachodnich firm w Polsce produkuje na polski rynek i swiadczy lokalne uslugi w Polsce.
Firmy te doskonale wiedza ze dotychczasowy wzrost PKB tworu na obszarze Polski był generowany zadluzeniem zagranicznym. Dalsza opłacalność ich zaangażowania w Polsce zależy od stabilności zagranicznych przepływów finansowych. Tak wiec te firmy zwracaja baczna uwage na ratingi wielkich agencji. Złe ratingi to słabe perspektywy taniego zadłuzania sie i słabe perspektywy wzrostowe w Polsce. Zarobione w Polsce złotowki firmy te zamieniaja na Euro i je wywoza do kraju macierzystego. Zalezy im na wysokim kursie złotowki.
2. Miedzynarodowa pozycje panstwa i poziom płac w całej gospodarce wyznaczaja nieomal wylacznie wielkie korporacje, zwłaszcza eksportowe. Eksport na cudzy rynek to bezpardonowa agresja w trwajacej wojnie gospodarczej. Cudzy eksport niszczy lokalne firmy i ich potencjał oraz obniza potencjał nabywczy konsumentow - producentow.
Dołaczajac do wyscigu w I lidze swiatowej Niemcy i Japonia madrze wzorowały sie na polityce protekcjonistycznej USA. Kiedy zbudowały swoje potezne koncerny stawały sie oczywiscie oredownikami "wolnego rynku"
3. Do I ligi swiatowej dolaczyła tez Korea i dołaczaja teraz Chiny.
W 2012 roku 30 największych koreańskich koncernów czyli czeboli wykonywało 82% eksportu Korei, podczas gdy w 2002 roku było to tylko 53% calego eksportu. W 2013 roku wytwarzały one 1/3 PKB Korei.
Na doswiadczeniach Japoni i Korei madrze i selektywnie wzorują się Chiny. Po namysle i analizie biora tylko to co uwazaja za stosowne. Rzad Chin dopuszcza obcy kapitał tylko tam gdzie uwaza to za konieczne i korzystne. W ogołe nie pozwala na udział zachodnich firm w przetargach. Chinskim firmom technologicznym rzad pomaga w kazdy wyobrazalny sposob. Pomaga nawet w nielegalnych zakupach najnowszej technologi. Obecne wynagrodzenia w duzych miastach Chinskich są porównywalne z wynagrodzeniami w Warszawie i sa znacznie wieksze niz w innych duzych polskich miastach.
4. Najnowszą odmianą drenazu kolonialnego aktywow jest wyjazd na zachod do pracy młodych Polakow. Za ciezkie pieniedze wychowujemy i kształcimy młodego inzyniera czy lekarza i ten kapitał wyjezdza sobie z kraju.
Aktywne zawodowo pokolenie utrzymuje za posrednictwem systemu emerytalnego swoich wiekowych rodzicow i utrzymuje i wychowuje swoje dzieci. Rodzice mlodych ktorzy wyjezdzaja na zachod pozostaja wiec bez srodkow na emerytury a kraj bez dzieci stopniowo sie wyludni i straci jakakolwiek pozycje miedzynarodowa.
5. Prezentowany obecnie audyt z 8 lat nierzadow TW Oscara, a obecnie podnozka Makreli, nierzadow Aferałow II, pokazuje skale zbrodni, demoralizacji, korupcji, pazernosci, złodziejstwa, niekompetencji, głupoty i zdrady. Aferałowie II wiecej niz podwoili zadluzenie Polski !
Remont gabinetu ministra za 1.3 mln złotych. Pobory kolesia prezesa - przygłupa z nominacji Platformy bez matury, 6 mln rocznie. Złoty Mercedes dla prezesa , za pieniadze podatnikow oczywiscie ! Calodobowa ochrona dla prezesa - przyglupa i rodziny za pieniadze podatnikow. I tak dalej. Łacznie Polacy stracili przez nierzad TW Oskara 340 mld złotych a moze duzo wiecej.
6. W nowym przeglądzie Międzynarodowego Funduszu Walutowego zatytułowanym „Jak wrócić na szybką ścieżkę”, poświęconym Europie Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej wyrazono opinie ze powodem konca doganiania zachodu przez kraje postkomunistyczne jest słaby wzrost produktywności gospodarek regionu i kiepska akumulacja kapitału.
Z tej akumulacji kapitału to mozna sie tylko posmiac. Nawet jesli Polska nie zaliczy po drodze kryzysu walutowego to zmniejszenie garba długu zabierze 20-50 lat.
O wzroscie produktywnosci to poki co decyduja zachodnie firmy w Polsce i pan minister Morawiecki moze sobie tylko pogadac i pomarzyc.
A owoce wzrostu "polskiego" PKB konsumuja głownie zachodni wlasciciele fim w Polsce.
7. Warunkiem koniecznym a wielce prawdopodobne ze i wystarczajacym uruchomienia zdrowego wzrostu gospodarczego w Polsce jest uciecie łba hydrze korupcji.
Napiszmy nowa konstytucje. Zrobmy nowy Kodeks Karny z nieograniczonymi grzywnami conajmniej wielokrotnie wiekszymi niz korzysc z przestepstwa. Zniesmy immumitety sedziow. Sedziowie z wyborow powszechnych. Wsadzmy do wiezienia TW gnojkow z trybunalu zdrady i sadu najwyzszego. Dajmy Panu Mariuszowi Kaminskiemu potezne prerogatywy. Rozliczmy dozywociami i miliardowymi grzywnami prywatyzacje.
środa, 11 maja 2016
niedziela, 8 maja 2016
Co Polacy sadza o szKODniku
Co Polacy sadza o szKODniku
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wystapienia-liderow-opozycji-na-zakonczenie-marszu-w-Warszawie-Trzeba-wygrac-z-podla-zmiana,wid,18315467,wiadomosc.html?ticaid=116f8b
"hej 15 godzin i 45 minut temu
HAMY komunistyczne do roboty ,na zmywak
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (12)
Nie zgadzam się z opinią
91
Zgadzam się z opinią
588
~0l02x 13 godzin temu
CZY LIDER PO GRZEGORZ SCHETYNA ROZLICZYŁ SIĘ JUŻ Z "AFERY HAZARDOWEJ" W PIERWSZEJ KADENCJI ??????????
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (7)
Nie zgadzam się z opinią
80
Zgadzam się z opinią
522
~Lepszy sort 12 godzin i 49 minut temu
I znowu ciemny lud wyszedł na ulicę.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (4)
Nie zgadzam się z opinią
60
Zgadzam się z opinią
495
~Marek 12 godzin i 49 minut temu
Alimenciarz nie płaci na własne dzieci a ma czelność pouczać innych jak żyć, wstyd i hańba.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (3)
Nie zgadzam się z opinią
46
Zgadzam się z opinią
437
~polak2010 12 godzin i 47 minut temu
Co za BAGNO.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (4)
Nie zgadzam się z opinią
38 Zgadzam się z opinią
421
~Polak 13 godzin i 34 minut temu
Przypominam, że za swoich "demokratycznych" rządów PO-PSL oprócz prezydenta, rządu, sejmu, senatu, Trybunału Konstytucyjnego, Prezesa Sądu Najwyższego, mediów publicznych, mediów prywatnych (nie tylko głównego nurtu), poobsadzanych spółek Skarbu Państwa, urzędów publicznych (nie tylko wymieniając, ale zatrudniając rzesze nowych), szefa CBA, prokuratora generalnego, szefa IPN, Rzecznika Praw Obywatelskich, "Kulczyków", "wysokich popleczników" UE etc., mieli i wciąż mają samorządy (zresztą po dyskusyjnie wolnych wyborach). Kto tu więc zawłaszczył państwo? Nie wspomnę już o pladze afer, korupcji... Ot, PEŁNIA "demokracji"!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (8)
Nie zgadzam się z opinią
44
Zgadzam się z opinią
426
~polak2010 12 godzin i 47 minut temu
Ten ALIMENCIARZ mówi o niczym.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Nie zgadzam się z opinią
36
Zgadzam się z opinią
391
~Zyd 13 godzin i 32 minut temu
petru skad masz fundusze:)
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (7)
Nie zgadzam się z opinią
56
Zgadzam się z opinią
385
~komar 13 godzin i 34 minut temu
hihihihihihihihihiihihihihihihihihhi ludzie bez honoru i wstydu!Tylko stercza i mysla ze cos zmienia atu figa z makiem polacy juz mieli was dosc wiec uszanujcie to
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
45
Zgadzam się z opinią
341
~seba 12 godzin i 59 minut temu
Panie Petru zejdź mi pan z oczu błagam WON
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
32
Zgadzam się z opinią
320
~sz 13 godzin i 31 minut temu
a niech sobie chodzą jak dla mnie nawet codziennie
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
37
Zgadzam się z opinią
315
~polak2010 12 godzin i 48 minut temu
Coś im nie wyszedł ten marsz.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (2)
Nie zgadzam się z opinią
35
Zgadzam się z opinią
305
~Stary Komuch 13 godzin i 32 minut temu
Komuna ich wykształciła i wszystko na marne. To g***no nie opozycja. Pajace.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
25
Zgadzam się z opinią
285
~aż przykro patrzeć 13 godzin i 34 minut temu
Żenada! Wyprane mózgi czy celowe działanie ze strachu przed uczciwą pracą i sprawiedliwością?
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
18
Zgadzam się z opinią
178
~KŁAMSTWA KOD 13 godzin i 28 minut temu
PANIE PETRU KŁAMCO !!!!!!!!!!!!! PLAC PIUŁSUDZKIEGO MA POWIERZCHNIE 20 700 METRÓW KWADRATOWYCH NA 1 METR KWADRATOWY JEST 4 LUDZI DEMONSTRANTOW Z FLAGAMI MNIEJ WYNIKA ZTEGO ZE PRZY DOBREJ SCISLIWOSCI --JAK SLEDZIE MOGŁO POMIESCIC SIE OKOLO 80 TYSIECY LUDZI NALERZY ODLICZYC TRYBUNY ROWERY TRANSPARENTY ITP CZYLI POLICJA POLICZYŁA DOBRZE OKOŁO 50 TYS DEMONSTRANTOW LUDZIE POWIELAJCIE PRAWDE 1!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (3)
Nie zgadzam się z opinią
17
Zgadzam się z opinią
174
~wolny Polak 12 godzin i 58 minut temu
Sami PRZEGRANI , cha cha . Oderwanie od korytka potęguje agresje !!!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
14
Zgadzam się z opinią
167
~ghj 13 godzin i 20 minut temu
Jak alimenciarz jest taki mądry to niech wygra wybory za cztery lata i niech rządzi z alimenciarzami a teraz to sobie może poszczekać razem z Bulem analfabetą Olkiem pijakiem i Bolkiem TW i to wszystko co może zrobić a obalić to może flaszką z Schetyną i resztą zdrajców.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
9
Zgadzam się z opinią
125
~Patriot 12 godzin i 56 minut temu
Madrale Bronki Bolki Schetynki Balcerowicze Kwasniewskie Kijowskie Petru Lisy Zakowskie Michniki imozna was wymieniac prawie bez konca i jak wygladacie kto was polozyl jeden stary kawaler ktory od lat jest w drugim rzedzie przypomne wam jego ksywe to Kaczor.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
15
Zgadzam się z opinią
131
~Myślący 13 godzin temu
zrobią wszystko, żeby wrócić do koryta..."
Zwraca uwage miazdzacy stosunek liczby osob zgadzajcych sie z bardzo krytycznymi opiniami o szKODniku do tych ktorzy sie nie zgadzaja z opinia.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wystapienia-liderow-opozycji-na-zakonczenie-marszu-w-Warszawie-Trzeba-wygrac-z-podla-zmiana,wid,18315467,wiadomosc.html?ticaid=116f8b
HAMY komunistyczne do roboty ,na zmywak
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (12)
Nie zgadzam się z opinią
91
Zgadzam się z opinią
588
~0l02x 13 godzin temu
CZY LIDER PO GRZEGORZ SCHETYNA ROZLICZYŁ SIĘ JUŻ Z "AFERY HAZARDOWEJ" W PIERWSZEJ KADENCJI ??????????
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (7)
Nie zgadzam się z opinią
80
Zgadzam się z opinią
522
~Lepszy sort 12 godzin i 49 minut temu
I znowu ciemny lud wyszedł na ulicę.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (4)
Nie zgadzam się z opinią
60
Zgadzam się z opinią
495
~Marek 12 godzin i 49 minut temu
Alimenciarz nie płaci na własne dzieci a ma czelność pouczać innych jak żyć, wstyd i hańba.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (3)
Nie zgadzam się z opinią
46
Zgadzam się z opinią
437
~polak2010 12 godzin i 47 minut temu
Co za BAGNO.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (4)
Nie zgadzam się z opinią
38 Zgadzam się z opinią
421
~Polak 13 godzin i 34 minut temu
Przypominam, że za swoich "demokratycznych" rządów PO-PSL oprócz prezydenta, rządu, sejmu, senatu, Trybunału Konstytucyjnego, Prezesa Sądu Najwyższego, mediów publicznych, mediów prywatnych (nie tylko głównego nurtu), poobsadzanych spółek Skarbu Państwa, urzędów publicznych (nie tylko wymieniając, ale zatrudniając rzesze nowych), szefa CBA, prokuratora generalnego, szefa IPN, Rzecznika Praw Obywatelskich, "Kulczyków", "wysokich popleczników" UE etc., mieli i wciąż mają samorządy (zresztą po dyskusyjnie wolnych wyborach). Kto tu więc zawłaszczył państwo? Nie wspomnę już o pladze afer, korupcji... Ot, PEŁNIA "demokracji"!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (8)
Nie zgadzam się z opinią
44
Zgadzam się z opinią
426
~polak2010 12 godzin i 47 minut temu
Ten ALIMENCIARZ mówi o niczym.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Nie zgadzam się z opinią
36
Zgadzam się z opinią
391
~Zyd 13 godzin i 32 minut temu
petru skad masz fundusze:)
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (7)
Nie zgadzam się z opinią
56
Zgadzam się z opinią
385
~komar 13 godzin i 34 minut temu
hihihihihihihihihiihihihihihihihihhi ludzie bez honoru i wstydu!Tylko stercza i mysla ze cos zmienia atu figa z makiem polacy juz mieli was dosc wiec uszanujcie to
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
45
Zgadzam się z opinią
341
~seba 12 godzin i 59 minut temu
Panie Petru zejdź mi pan z oczu błagam WON
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
32
Zgadzam się z opinią
320
~sz 13 godzin i 31 minut temu
a niech sobie chodzą jak dla mnie nawet codziennie
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
37
Zgadzam się z opinią
315
~polak2010 12 godzin i 48 minut temu
Coś im nie wyszedł ten marsz.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (2)
Nie zgadzam się z opinią
35
Zgadzam się z opinią
305
~Stary Komuch 13 godzin i 32 minut temu
Komuna ich wykształciła i wszystko na marne. To g***no nie opozycja. Pajace.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
25
Zgadzam się z opinią
285
~aż przykro patrzeć 13 godzin i 34 minut temu
Żenada! Wyprane mózgi czy celowe działanie ze strachu przed uczciwą pracą i sprawiedliwością?
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
18
Zgadzam się z opinią
178
~KŁAMSTWA KOD 13 godzin i 28 minut temu
PANIE PETRU KŁAMCO !!!!!!!!!!!!! PLAC PIUŁSUDZKIEGO MA POWIERZCHNIE 20 700 METRÓW KWADRATOWYCH NA 1 METR KWADRATOWY JEST 4 LUDZI DEMONSTRANTOW Z FLAGAMI MNIEJ WYNIKA ZTEGO ZE PRZY DOBREJ SCISLIWOSCI --JAK SLEDZIE MOGŁO POMIESCIC SIE OKOLO 80 TYSIECY LUDZI NALERZY ODLICZYC TRYBUNY ROWERY TRANSPARENTY ITP CZYLI POLICJA POLICZYŁA DOBRZE OKOŁO 50 TYS DEMONSTRANTOW LUDZIE POWIELAJCIE PRAWDE 1!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (3)
Nie zgadzam się z opinią
17
Zgadzam się z opinią
174
~wolny Polak 12 godzin i 58 minut temu
Sami PRZEGRANI , cha cha . Oderwanie od korytka potęguje agresje !!!
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
14
Zgadzam się z opinią
167
~ghj 13 godzin i 20 minut temu
Jak alimenciarz jest taki mądry to niech wygra wybory za cztery lata i niech rządzi z alimenciarzami a teraz to sobie może poszczekać razem z Bulem analfabetą Olkiem pijakiem i Bolkiem TW i to wszystko co może zrobić a obalić to może flaszką z Schetyną i resztą zdrajców.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
9
Zgadzam się z opinią
125
~Patriot 12 godzin i 56 minut temu
Madrale Bronki Bolki Schetynki Balcerowicze Kwasniewskie Kijowskie Petru Lisy Zakowskie Michniki imozna was wymieniac prawie bez konca i jak wygladacie kto was polozyl jeden stary kawaler ktory od lat jest w drugim rzedzie przypomne wam jego ksywe to Kaczor.
odpowiedz
zgłoś do moderacji
Pokaż najnowsze odpowiedzi (1)
Nie zgadzam się z opinią
15
Zgadzam się z opinią
131
~Myślący 13 godzin temu
zrobią wszystko, żeby wrócić do koryta..."
Zwraca uwage miazdzacy stosunek liczby osob zgadzajcych sie z bardzo krytycznymi opiniami o szKODniku do tych ktorzy sie nie zgadzaja z opinia.
1 Maja totalniacy maja teraz 7 Maja
1 Maja totalniacy maja teraz 7 Maja
1. W PRL 1 Maja odbywały sie co roku rytualne, masowe spędy - pochody przed trybunami na ktorych stała i przemawiała nomenklatura komunistyczna. Pochody czesto otwierała znienawidzona Milicja Obywatelska ( była tak samo Obywatelska jak Platforma Obywatelska ) oraz bezpieka i LWP.
Scenariusz ten totalniacy wdrozyli rowniez wczoraj. Członkowie Platformy bez matury, Staromodnej i ZSL, urzednicy oraz pozyteczni idioci popierajacy KOD zwalili sie z całego kraju zorganizowanymi autobusami, busikami i koleja. Przy dobrej pogodzie odbył sie wiec piknik. Platforma zafundowała suchy prowiant i napoje. Wodke musieli zapewnic sobie sami przyjezdni. Wyglada na to ze w autobusach odbyło sie pijanstwo. Wycieczka autobusowa przystaneła tez na sikanie i hot doga na stacji benzynowej.
Biorac pod uwage ze pod grozba sankcji dyscyplinarnych w pochodzie musieli wziac udzial czlonkowie PO, N i ZSL z rodzinami oraz udzial wzieli pozyteczni idioci popierajacy KOD to pogłowie 45 tysiecy czerni jest nedzne !
Jest jednak kilka zasadniczych roznic. W spędach komunistycznych srednia wieku byla taka jak srednia wieku spoleczenstwa. W spędzie platformianym srednia wieku oscylowała wokol szescdziesiatki. W spędach komunistycznych brali udzial wszyscy. W spedzie platformianym udzial wzieli funkowie partyjni i rozni urzednicy oraz utrzymankowie budzetu, ktorzy czuja sie zagrozeni na swoich synekurach. Byli urzednicy platformiani juz sa czesciowo bezrobotnymi a inni czuja sie zagrozeni i dlatego atakuja w Komitecie Obrony Dochodow.
2. Tradycyjnie juz funkcjonariuszka Platformy bez matury, Hanna Gronkiewicz Walc pieciokrotnie zawyzyła liczbe czerni w spędzie.
3. W intencji organizatorow spędu miało dojsc do krwawych incydentow i zaklocenia porzadku publicznego aby moc przedstawic nowy polski rzad jako bandytow o totalitarnych ciagotach. Na Węgrzech identyczne manifestacje trwały 9 miesięcy i nie dały żadnego rezultatu. W koncu znudzily sie i zaczeły budzic irytacje mieszkancow oraz kierowcow. Lekcewazenie i olewanie partyjnej hucpy opozycji jest jak najbardziej skuteczne.
Niemniej dobrze byłoby dla PR zorganizowac jako wyraz poparcia, prawdziwie wielki marsz ludzi dobrej woli popierajacych swoj rzad.
4. Funkowie Komisji Europejskiej wycofuje sie z hucpy i awantury, widzac ze naciski sa antyskuteczne i siłą rzeczy naciskany PIS i rzad beda musieli pojsc droga wegierska , podczas gdy mozna sie jednak dogadac i znalezsc kompromis a przynajmniej tak rzecz przedstawic, ze wzgledow pijarowskich.
Poza tym temat jest nudny i przestal byc nosny. To jest zaden news, no chyba ze dla niemieckich polskojezycznych gadzinowek. W strasznej wojnie domowej na Ukrainie gina codziennie ofiary i nikogo to juz nie podnieca.
5. Wszystkie masowe prostesty ostatnich lat w Europie odbywały sie wylacznie z powodow socjalnych. Tymczasem rzad błyskawicznie wdrozył program 500+ i bezplatne lekarstwa dla 75+, pracuje nad obnizka wieku emerytalnego i zwiekszeniem kwoty wolnej od podatku dochodowego PIT.
Z tych wzgledow miliony Polakow powinny popierac swoj rzad !
6. Pilnie potrzebna jest jak najszybciej Polska ustawa FARA o dzialalnosci obcej agentury w Polsce. Po ustaleniu ustawa maksymalnego udzialu kapitalu obcego w mediach na 10-15% polskie firmy za grosze odkupia od prusakow udzialy w portalach, wydawnictwach i gadzinowkach.
7. Takze w Niemczech zachowanie tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego budzi niesmak i sprzeciw. Szkoda ze polskojezyczne gadzinowki milcza o tym co pisze i mowi sie o tym w Niemczech -
http://wpolityce.pl/polityka/292084-brzmi-znajomo-niemiecki-faz-ostro-krytykuje-sedziokracje-i-tk-w-karlsruhe-sedziowie-to-trzecia-a-nie-pierwsza-wladza-pierwsza-jest-narod
1. W PRL 1 Maja odbywały sie co roku rytualne, masowe spędy - pochody przed trybunami na ktorych stała i przemawiała nomenklatura komunistyczna. Pochody czesto otwierała znienawidzona Milicja Obywatelska ( była tak samo Obywatelska jak Platforma Obywatelska ) oraz bezpieka i LWP.
Scenariusz ten totalniacy wdrozyli rowniez wczoraj. Członkowie Platformy bez matury, Staromodnej i ZSL, urzednicy oraz pozyteczni idioci popierajacy KOD zwalili sie z całego kraju zorganizowanymi autobusami, busikami i koleja. Przy dobrej pogodzie odbył sie wiec piknik. Platforma zafundowała suchy prowiant i napoje. Wodke musieli zapewnic sobie sami przyjezdni. Wyglada na to ze w autobusach odbyło sie pijanstwo. Wycieczka autobusowa przystaneła tez na sikanie i hot doga na stacji benzynowej.
Biorac pod uwage ze pod grozba sankcji dyscyplinarnych w pochodzie musieli wziac udzial czlonkowie PO, N i ZSL z rodzinami oraz udzial wzieli pozyteczni idioci popierajacy KOD to pogłowie 45 tysiecy czerni jest nedzne !
Jest jednak kilka zasadniczych roznic. W spędach komunistycznych srednia wieku byla taka jak srednia wieku spoleczenstwa. W spędzie platformianym srednia wieku oscylowała wokol szescdziesiatki. W spędach komunistycznych brali udzial wszyscy. W spedzie platformianym udzial wzieli funkowie partyjni i rozni urzednicy oraz utrzymankowie budzetu, ktorzy czuja sie zagrozeni na swoich synekurach. Byli urzednicy platformiani juz sa czesciowo bezrobotnymi a inni czuja sie zagrozeni i dlatego atakuja w Komitecie Obrony Dochodow.
2. Tradycyjnie juz funkcjonariuszka Platformy bez matury, Hanna Gronkiewicz Walc pieciokrotnie zawyzyła liczbe czerni w spędzie.
3. W intencji organizatorow spędu miało dojsc do krwawych incydentow i zaklocenia porzadku publicznego aby moc przedstawic nowy polski rzad jako bandytow o totalitarnych ciagotach. Na Węgrzech identyczne manifestacje trwały 9 miesięcy i nie dały żadnego rezultatu. W koncu znudzily sie i zaczeły budzic irytacje mieszkancow oraz kierowcow. Lekcewazenie i olewanie partyjnej hucpy opozycji jest jak najbardziej skuteczne.
Niemniej dobrze byłoby dla PR zorganizowac jako wyraz poparcia, prawdziwie wielki marsz ludzi dobrej woli popierajacych swoj rzad.
4. Funkowie Komisji Europejskiej wycofuje sie z hucpy i awantury, widzac ze naciski sa antyskuteczne i siłą rzeczy naciskany PIS i rzad beda musieli pojsc droga wegierska , podczas gdy mozna sie jednak dogadac i znalezsc kompromis a przynajmniej tak rzecz przedstawic, ze wzgledow pijarowskich.
Poza tym temat jest nudny i przestal byc nosny. To jest zaden news, no chyba ze dla niemieckich polskojezycznych gadzinowek. W strasznej wojnie domowej na Ukrainie gina codziennie ofiary i nikogo to juz nie podnieca.
5. Wszystkie masowe prostesty ostatnich lat w Europie odbywały sie wylacznie z powodow socjalnych. Tymczasem rzad błyskawicznie wdrozył program 500+ i bezplatne lekarstwa dla 75+, pracuje nad obnizka wieku emerytalnego i zwiekszeniem kwoty wolnej od podatku dochodowego PIT.
Z tych wzgledow miliony Polakow powinny popierac swoj rzad !
6. Pilnie potrzebna jest jak najszybciej Polska ustawa FARA o dzialalnosci obcej agentury w Polsce. Po ustaleniu ustawa maksymalnego udzialu kapitalu obcego w mediach na 10-15% polskie firmy za grosze odkupia od prusakow udzialy w portalach, wydawnictwach i gadzinowkach.
7. Takze w Niemczech zachowanie tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego budzi niesmak i sprzeciw. Szkoda ze polskojezyczne gadzinowki milcza o tym co pisze i mowi sie o tym w Niemczech -
http://wpolityce.pl/polityka/292084-brzmi-znajomo-niemiecki-faz-ostro-krytykuje-sedziokracje-i-tk-w-karlsruhe-sedziowie-to-trzecia-a-nie-pierwsza-wladza-pierwsza-jest-narod
sobota, 7 maja 2016
Niemcy rekordzistami bubli
Niemcy rekordzistami bubli
Niemcy sa rekordzistami w miedzynarodowej korupcji a ich okretem flagowym korupcji jest ich narodowy koncern elektrotechniczny Siemens.
Niemcy od czasow Propaganda Ministerium III Rzeszy pod wodza Gebelsa sa tez mistrzami falszywej propagandy i falszywej reklamy.
Trzeba byc osoba nieprzytomna aby brac na powaznie artykuly w niemieckiej prasie silace sie na rzekomo obiektywne porownania samochodow.
Autor lata temu sporadycznie uzywajac samochodu marki Merceds zwrocil uwage na to ze zuzycie paliwa tego samochodu jest gdzies 60-70% wieksze niz to podaje Instrukcja Obsługi. Niedawne rewelacje o koszmarnych oszustwach Volkswagena pozwolily tez ujawnic rabka prawdy o bublowatych Mercedesach.
Przed chwila z zakupami jechalem za Volkwagenem z silnikiem TSI, ktory cuchnał gorzej niz wszyskie dwusuwowe Syrenki, Trabanty i Wartburgi razem wziete na kupe. Musialem zwolnic aby truciciel - kopciuch sie oddalił. Olejozernosc wadliwych silnikow TSI jest ogolnie znana ale servis Volkswagena nie chce gratis usuwac wad fabrycznych.
Jesli chcecie kupic kosiarke do trawy Bosch, lodowke Liebherr czy piec gazowy Junkers to radze dobrze sie zastanowic. Co ciekawe droga, rzekomo bardzo energooszczedna lodowka Liebher pozera duzo energi. Po niedlugim czasie uzywania, niestety po gwarancji, sie popsuła. Pewnie ta deklaracja o poborze energi przez lodowke jest tyle samo warta co dane o emisji toksyn przez Volkswagena.
W 2003 roku dokonalismy na nieuzywanym pasie drogi rzetelnego porownania samochodow - Honda, Toyota, Skoda Octawia, Audi, Mercedes , Ford. Wyszło nam ze jeden japonski kon mechaniczny jest jak gdyby duzo ale to duzo silniejszy od koni mechanicznych Skody, Audi i Mercedesa.
http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/najwiecej-bubli-produkuja-niemcy,2318032,4199
"Najwięcej bubli produkują Niemcy
Niemcy biją rekord - tym razem w kategorii producentów bubli. Statystycznie. Tak wynika z najnowszego zestawienia niebezpiecznych produktów, opublikowanego przez ekspertów.
Z nieznanych ekspertom przyczyn w ostatnich latach niepokojąco wzrosła liczba niebezpiecznych dla zdrowia produktów "made in Germany". W produkcji bubli Niemcom udało się zdetronizować dotychczasowego lidera - Chiny. Na trzecim miejscu uplasowały się Stany Zjednoczone, przed Japonią i Włochami.
Według Federalnego Instytutu Bezpieczeństwa i Medycyny Pracy (BAuA) niemal jedna czwarta produktów, które trafiły na czarną listę Rapex, czyli do europejskiego systemu utworzonego dla zapewnienia ochrony zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów na obszarze UE, to produkty niemieckie (24,7 proc.). W sumie zgłaszane wątpliwości dotyczyły 227 niemieckich produktów. Dla porównania: polskich figuruje tam 19.
Wielokrotnie przekroczone normy i groźne alergeny
O ile chińskie buble to najczęściej sprzęt gospodarstwa domowego, o tyle fuszerki w niemieckich produktach dotyczą w przeważającej mierze przemysłu samochodowego oraz firm produkujących podzespoły na potrzeby tej branży, informuje BAuA.
Zasadniczo zastrzeżenia dotyczyły nietrzymania standardów bezpieczeństwa elementów mechanicznych, co stwierdzono np. w 74 modelach samochodów osobowych i 15 ciężarowych, ale także w autobusach, przyczepach kempingowych i motocyklach. Klienci skarżyli się również na wadliwe funkcjonowanie elektroniki i elementów bezpieczeństwa, takich jak poduszki powietrzne czy pasy.
W przypadku użytych do produkcji materiałów, niemiecki instytut mówi wprost o fatalnej jakości niektórych z nich. Szczególnie często w produkcji odzieży stosowane są alergizujące barwniki. Przekroczoną zawartość sześciowartościowego chromu stwierdzono np. w zatyczkach do uszu. Groźne są zabawki, z których odpadają drobne części. Połknięcie małych elementów może mieć dla dziecka dramatyczne konsekwencje zdrowotne.
Fuszerka nawet w mercedesach
Z powodu wad technicznych tylko w lutym ub. roku Mercedes-Benz musiał zaprosić do serwisów 22 tysiące właścicieli samochodów tej marki klasy E i CLS. Powodem było poluzowanie śruby uszczelnienia komory przegrody silnika, co w skrajnych przypadkach mogło doprowadzić do pożaru silnika.
Z kolei obecny również w Polsce, niemiecki dyskont tekstylny KiK musiał wycofać dziecięce kurtki przeciwdeszczowe, ponieważ zawierały barwnik dimetoksybenzydynę, uznawany za rakotwórczy.
Ogólnie BAuA opublikowała w ubiegłym roku 152 przypadki wycofywania produktów z rynku. Większość z nich to sprzęt sportowy i komunikacyjny, dystrybutory i transformatory, a także wyroby dla dzieci."
Niemcy sa rekordzistami w miedzynarodowej korupcji a ich okretem flagowym korupcji jest ich narodowy koncern elektrotechniczny Siemens.
Niemcy od czasow Propaganda Ministerium III Rzeszy pod wodza Gebelsa sa tez mistrzami falszywej propagandy i falszywej reklamy.
Trzeba byc osoba nieprzytomna aby brac na powaznie artykuly w niemieckiej prasie silace sie na rzekomo obiektywne porownania samochodow.
Autor lata temu sporadycznie uzywajac samochodu marki Merceds zwrocil uwage na to ze zuzycie paliwa tego samochodu jest gdzies 60-70% wieksze niz to podaje Instrukcja Obsługi. Niedawne rewelacje o koszmarnych oszustwach Volkswagena pozwolily tez ujawnic rabka prawdy o bublowatych Mercedesach.
Przed chwila z zakupami jechalem za Volkwagenem z silnikiem TSI, ktory cuchnał gorzej niz wszyskie dwusuwowe Syrenki, Trabanty i Wartburgi razem wziete na kupe. Musialem zwolnic aby truciciel - kopciuch sie oddalił. Olejozernosc wadliwych silnikow TSI jest ogolnie znana ale servis Volkswagena nie chce gratis usuwac wad fabrycznych.
Jesli chcecie kupic kosiarke do trawy Bosch, lodowke Liebherr czy piec gazowy Junkers to radze dobrze sie zastanowic. Co ciekawe droga, rzekomo bardzo energooszczedna lodowka Liebher pozera duzo energi. Po niedlugim czasie uzywania, niestety po gwarancji, sie popsuła. Pewnie ta deklaracja o poborze energi przez lodowke jest tyle samo warta co dane o emisji toksyn przez Volkswagena.
W 2003 roku dokonalismy na nieuzywanym pasie drogi rzetelnego porownania samochodow - Honda, Toyota, Skoda Octawia, Audi, Mercedes , Ford. Wyszło nam ze jeden japonski kon mechaniczny jest jak gdyby duzo ale to duzo silniejszy od koni mechanicznych Skody, Audi i Mercedesa.
http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/najwiecej-bubli-produkuja-niemcy,2318032,4199
"Najwięcej bubli produkują Niemcy
Niemcy biją rekord - tym razem w kategorii producentów bubli. Statystycznie. Tak wynika z najnowszego zestawienia niebezpiecznych produktów, opublikowanego przez ekspertów.
Z nieznanych ekspertom przyczyn w ostatnich latach niepokojąco wzrosła liczba niebezpiecznych dla zdrowia produktów "made in Germany". W produkcji bubli Niemcom udało się zdetronizować dotychczasowego lidera - Chiny. Na trzecim miejscu uplasowały się Stany Zjednoczone, przed Japonią i Włochami.
Według Federalnego Instytutu Bezpieczeństwa i Medycyny Pracy (BAuA) niemal jedna czwarta produktów, które trafiły na czarną listę Rapex, czyli do europejskiego systemu utworzonego dla zapewnienia ochrony zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów na obszarze UE, to produkty niemieckie (24,7 proc.). W sumie zgłaszane wątpliwości dotyczyły 227 niemieckich produktów. Dla porównania: polskich figuruje tam 19.
Wielokrotnie przekroczone normy i groźne alergeny
O ile chińskie buble to najczęściej sprzęt gospodarstwa domowego, o tyle fuszerki w niemieckich produktach dotyczą w przeważającej mierze przemysłu samochodowego oraz firm produkujących podzespoły na potrzeby tej branży, informuje BAuA.
Zasadniczo zastrzeżenia dotyczyły nietrzymania standardów bezpieczeństwa elementów mechanicznych, co stwierdzono np. w 74 modelach samochodów osobowych i 15 ciężarowych, ale także w autobusach, przyczepach kempingowych i motocyklach. Klienci skarżyli się również na wadliwe funkcjonowanie elektroniki i elementów bezpieczeństwa, takich jak poduszki powietrzne czy pasy.
W przypadku użytych do produkcji materiałów, niemiecki instytut mówi wprost o fatalnej jakości niektórych z nich. Szczególnie często w produkcji odzieży stosowane są alergizujące barwniki. Przekroczoną zawartość sześciowartościowego chromu stwierdzono np. w zatyczkach do uszu. Groźne są zabawki, z których odpadają drobne części. Połknięcie małych elementów może mieć dla dziecka dramatyczne konsekwencje zdrowotne.
Fuszerka nawet w mercedesach
Z powodu wad technicznych tylko w lutym ub. roku Mercedes-Benz musiał zaprosić do serwisów 22 tysiące właścicieli samochodów tej marki klasy E i CLS. Powodem było poluzowanie śruby uszczelnienia komory przegrody silnika, co w skrajnych przypadkach mogło doprowadzić do pożaru silnika.
Z kolei obecny również w Polsce, niemiecki dyskont tekstylny KiK musiał wycofać dziecięce kurtki przeciwdeszczowe, ponieważ zawierały barwnik dimetoksybenzydynę, uznawany za rakotwórczy.
Ogólnie BAuA opublikowała w ubiegłym roku 152 przypadki wycofywania produktów z rynku. Większość z nich to sprzęt sportowy i komunikacyjny, dystrybutory i transformatory, a także wyroby dla dzieci."
piątek, 6 maja 2016
Czy III RP jest panstwem narodowym 2 ?
Czy III RP jest panstwem narodowym 2 ?
Rzeczpospolita podaje że ponad 1 mln 75 tysiecy osób pracowało w Polsce w zeszłym roku w szeroko pojętej administracji publicznej. Tak wynika z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. "To o 12 tys. więcej niż w 2014 r., o 90 tys. więcej niż w 2008 r. i aż o 200 tysiecy więcej niż przed naszym wejściem do Unii Europejskiej zaledwie 12 lat temu".
Wyliczenia zawieraja zarówno urzędników administracji rządowej i samorządowej, jak i funkcjonariuszy służb mundurowych i wymiaru sprawiedliwości.
Zwiększa się liczba urzędników, ministerstwa planują zatrudnienie dodatkowych osób. Pojawia się urzędy kontrolujące jakość żywności. Ma w nich przybyć ponad 390 etatów, jeśli wejdzie w życie ustawa o ułatwianiu rolnikom sprzedaży żywności z własnych hodowli i upraw.
Zgodnie z projektem, około 4 tysiecy funkcjonariuszy Służbie Ochrony Kolei i ponad 400 pracowników cywilnych ma się stać częścią administracji rządowej.
Ponad 282 tysiecy osób w Polsce pobiera emerytury resortowe. Kosztują nas one 11,7 mld zł rocznie. Przeciętna emerytura i renta wypłacana przez resorty sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i obrony narodowej jest o ponad 60% wyższa niż świadczenie wypłacane z ZUS-u.
-111 628 osób pobiera emerytury z MON. Roczny koszt dla budżetu wynosi 4,4 mld zł
-148 509 osób pobiera emerytury z MSW. Roczny koszt dla budżetu wynosi 6,1 mld zł
-23 648 osób pobiera emerytury z Ministerstwa Sprawiedliwosci. Roczny koszt dla budżetu wynosi 1,1 mld zł
Średni wiek uzyskania świadczenia z ZUS-u wynosi 59 lat, a w przypadku młodziezonych resortowych emerytów z MON, MS i MSW - około 48 lat.
Resortowi emeryci zyja bardzo długo. W 2000 roku podano ze rekordzistami przezycia sa emeryci milicyjni.
Ciekawe jak długo zyja ofiary sowieckiej milicji obywatelskiej ?
Nie mamy co prawda wojska o realnej sile bojowej, ale za to mamy 112 tysiecy wypasionych posowieckich wojakow - emerytow !
Wojna na Ukrainie pokazała ze Ukraincy jak ognia unikaja poboru i nie chca isc na pewna smierc i bezsensownie umierac. Za kogo maja zreszta umierac. Moze za złodzieji - oligarchow ? A moze za niedawnego premiera Arszenika Jaceniuka co to zbiegł z ukradzionymi milionami do Argentyny ?
A za kogo mieliby umierac Polacy - za Bolese, za TW Alka i TW Litwina. A moze mieliby sie bic do ostatniego za utrzymanie pasozytow resortowych, za milion urzednikow, za Lidla i Biedronke i za majatek Kulczyka ?
Na program pomocy dla dzieci 500+ czekalismy 27 lat !
Z danych Ministerstwa Finansów wynika ze najwięcej beneficjentów będzie w grupie obejmującej rodziny, które mają do dyspozycji dochód na osobę nieprzekraczający 625 zł. Jest to 750 tysiecy gospodarstw domowych z ponad 1,2 mln dzieci. Z wyliczen MF wynika, że dochody z 500+ będą dla tych rodzin stanowiły przeciętnie 38,7% budżetu domowego, a dla znacznej czesci ponad połowę dochodów.
W sumie niewielkie pieniadze z programu 500+ pomogą wyjść z biedy około 20% rodzin !
Zawzietym krytkiem programu 500+ jest dr Mengele - Balecerowicz. Jemu wypasione emeryturki sowieckich milicjantow i wojakow nie przeszkadzaja.
Komunista - nazista Balcerowicz byl wykladowca "Marleny" ! III Rzesza i ZSRR byly w latach 1939 - 1941 serdecznymi przyjaciołmi. NKVD i Gestapo urzadzały wspolne konferencje na temat eksterminacji Polakow i przesiedlenia ich resztki za syberyjska rzeke Jane.
Bardzo ciekawa jest geneza ulubionego słowa dr Mengele - Balcerowicza - "prywatyzacja".
"Hiszpański ekonomista Germà Bel podawał, że słowo „prywatyzacja” pochodzi od niemieckiego słowa „reprivatisierung” użytego w 1936 r. przez korespondenta magazynu „The Economist”, piszącego z Berlina o polityce ekonomicznej nazistów. Słowo „prywatyzacja” pojawiło się po raz pierwszy w języku angielskim w opublikowanej w 1943 r. w „Quarterly Journal of Economics” analizie programu gospodarczego Hitlera. Sidney Merlin napisał, że przez prywatyzację Partia Nazistowska „ułatwia akumulację prywatnych fortun i imperiów przemysłowych jej członków."
Rzeczpospolita podaje że ponad 1 mln 75 tysiecy osób pracowało w Polsce w zeszłym roku w szeroko pojętej administracji publicznej. Tak wynika z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. "To o 12 tys. więcej niż w 2014 r., o 90 tys. więcej niż w 2008 r. i aż o 200 tysiecy więcej niż przed naszym wejściem do Unii Europejskiej zaledwie 12 lat temu".
Wyliczenia zawieraja zarówno urzędników administracji rządowej i samorządowej, jak i funkcjonariuszy służb mundurowych i wymiaru sprawiedliwości.
Zwiększa się liczba urzędników, ministerstwa planują zatrudnienie dodatkowych osób. Pojawia się urzędy kontrolujące jakość żywności. Ma w nich przybyć ponad 390 etatów, jeśli wejdzie w życie ustawa o ułatwianiu rolnikom sprzedaży żywności z własnych hodowli i upraw.
Zgodnie z projektem, około 4 tysiecy funkcjonariuszy Służbie Ochrony Kolei i ponad 400 pracowników cywilnych ma się stać częścią administracji rządowej.
Ponad 282 tysiecy osób w Polsce pobiera emerytury resortowe. Kosztują nas one 11,7 mld zł rocznie. Przeciętna emerytura i renta wypłacana przez resorty sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i obrony narodowej jest o ponad 60% wyższa niż świadczenie wypłacane z ZUS-u.
-111 628 osób pobiera emerytury z MON. Roczny koszt dla budżetu wynosi 4,4 mld zł
-148 509 osób pobiera emerytury z MSW. Roczny koszt dla budżetu wynosi 6,1 mld zł
-23 648 osób pobiera emerytury z Ministerstwa Sprawiedliwosci. Roczny koszt dla budżetu wynosi 1,1 mld zł
Średni wiek uzyskania świadczenia z ZUS-u wynosi 59 lat, a w przypadku młodziezonych resortowych emerytów z MON, MS i MSW - około 48 lat.
Resortowi emeryci zyja bardzo długo. W 2000 roku podano ze rekordzistami przezycia sa emeryci milicyjni.
Ciekawe jak długo zyja ofiary sowieckiej milicji obywatelskiej ?
Nie mamy co prawda wojska o realnej sile bojowej, ale za to mamy 112 tysiecy wypasionych posowieckich wojakow - emerytow !
Wojna na Ukrainie pokazała ze Ukraincy jak ognia unikaja poboru i nie chca isc na pewna smierc i bezsensownie umierac. Za kogo maja zreszta umierac. Moze za złodzieji - oligarchow ? A moze za niedawnego premiera Arszenika Jaceniuka co to zbiegł z ukradzionymi milionami do Argentyny ?
A za kogo mieliby umierac Polacy - za Bolese, za TW Alka i TW Litwina. A moze mieliby sie bic do ostatniego za utrzymanie pasozytow resortowych, za milion urzednikow, za Lidla i Biedronke i za majatek Kulczyka ?
Na program pomocy dla dzieci 500+ czekalismy 27 lat !
Z danych Ministerstwa Finansów wynika ze najwięcej beneficjentów będzie w grupie obejmującej rodziny, które mają do dyspozycji dochód na osobę nieprzekraczający 625 zł. Jest to 750 tysiecy gospodarstw domowych z ponad 1,2 mln dzieci. Z wyliczen MF wynika, że dochody z 500+ będą dla tych rodzin stanowiły przeciętnie 38,7% budżetu domowego, a dla znacznej czesci ponad połowę dochodów.
W sumie niewielkie pieniadze z programu 500+ pomogą wyjść z biedy około 20% rodzin !
Zawzietym krytkiem programu 500+ jest dr Mengele - Balecerowicz. Jemu wypasione emeryturki sowieckich milicjantow i wojakow nie przeszkadzaja.
Komunista - nazista Balcerowicz byl wykladowca "Marleny" ! III Rzesza i ZSRR byly w latach 1939 - 1941 serdecznymi przyjaciołmi. NKVD i Gestapo urzadzały wspolne konferencje na temat eksterminacji Polakow i przesiedlenia ich resztki za syberyjska rzeke Jane.
Bardzo ciekawa jest geneza ulubionego słowa dr Mengele - Balcerowicza - "prywatyzacja".
"Hiszpański ekonomista Germà Bel podawał, że słowo „prywatyzacja” pochodzi od niemieckiego słowa „reprivatisierung” użytego w 1936 r. przez korespondenta magazynu „The Economist”, piszącego z Berlina o polityce ekonomicznej nazistów. Słowo „prywatyzacja” pojawiło się po raz pierwszy w języku angielskim w opublikowanej w 1943 r. w „Quarterly Journal of Economics” analizie programu gospodarczego Hitlera. Sidney Merlin napisał, że przez prywatyzację Partia Nazistowska „ułatwia akumulację prywatnych fortun i imperiów przemysłowych jej członków."
środa, 4 maja 2016
Czy III RP jest panstwem narodowym ?
Czy III RP jest panstwem narodowym ?
Państwo to organizacja mająca monopol na stanowienie prawa i stosowanie przemocy na określonym terytorium.
Wspolczesnie panstwa istnieja jesli uznawane sa przez mocarstwa i wspolnoty miedzynarodowe.
Powstaly teorie kreacji panstw: Teistyczna, Teologiczna, Patriarchalna, Patrymonialna, Umowy społecznej, Podboju i przemocy, Solidarystyczna, Psychologistyczna, Marksistowska, Katolickiej nauki społecznej, Funkcjonalna.
Ostatnim słowem w histori jest panstwo narodowe jako wechikuł realizujacy interesy całej wspolnoty narodowej a nie tylko rzadzacego tyrana , kleptokratow czy monarchy i jego dworu. Nieomal wszyscy mieszkańcy panstwa narodowego stanowią jeden spojny naród i zdecydowana większość członków tego narodu zamieszkuje to właśnie państwo. Sytuacja taka znakomicie ułatwia zdefiniowanie celow strategicznych panstwa narodowego i ich upartą realizacje.
Stanowione prawo bywa rozne.
Legalne było niewolnictwo, panszczyzna, inkwizycja, oprycznina, gułag, hitlerowski obóz koncentracyjny przymusowej pracy i zagłądy, oboz láogǎi, obozy zagłady Khmer Rouge, komunizm, rasizm w USA i apartheid w RPA.
Zdaniem Immanuela Wallersteina wspolczesne "panstwa" tracac podmiotowosc gospodarcza traca suwerennosc i nie powinny byc nazywana panstwami. Polska wyzbyła sie za łąpowki przemyslowych enklaw rentownosci, nowoczesnosci, technologi i akumulacji kapitału. Za lapowki sprzedala tez sektor bankowy i ubezpieczeniowy. Polska straciła fundament gospodarczy suwerennosci. Tak jak pijak wynosi i sprzedaje wszystko z domu, tak zrobily "polskie" rzady.
Niezdekomunizowane, przezarte agentura i korupcja "wojsko" polskie prawdopodobnie jest nic niewarte.
Niemcy konsekwentnie realizuja program Mitteleuropy czyli srodkowoeuropejskich panstw fasadowych podporzadkowanych Niemcom.
Peryferyjna Polska jest Myrdalowskim "miekkim panstwem" o fasadowej, pozornej demokracji. Rozne sitwy i kamaryle poczynaja sobie w Polsce zupełnie dowolnie i bezwstydnie. Straszliwie skorumpowane jest stanowienie półpłynnego, cuchnacego "prawa" w procesie biegunki legislacyjnej. Za mała lapowke mozna sobie skroic ustawe i ustawic państwo pod siebie.
Postkomunistyczna konstytucja nie jest na codzien w ogole stosowana. W sadach rzadzi niepodzielnie korupcja.
Polska jest w sferze nawet pozornej niepodleglosci zdana na miecz i dobra wole USA. Zapozycza sie u finansowych grandziarzy na calym swiecie.
Polska nie zdefiniowała nawet swoich strategicznych narodowych interesow i ich nie realizuje.
Państwo to organizacja mająca monopol na stanowienie prawa i stosowanie przemocy na określonym terytorium.
Wspolczesnie panstwa istnieja jesli uznawane sa przez mocarstwa i wspolnoty miedzynarodowe.
Powstaly teorie kreacji panstw: Teistyczna, Teologiczna, Patriarchalna, Patrymonialna, Umowy społecznej, Podboju i przemocy, Solidarystyczna, Psychologistyczna, Marksistowska, Katolickiej nauki społecznej, Funkcjonalna.
Ostatnim słowem w histori jest panstwo narodowe jako wechikuł realizujacy interesy całej wspolnoty narodowej a nie tylko rzadzacego tyrana , kleptokratow czy monarchy i jego dworu. Nieomal wszyscy mieszkańcy panstwa narodowego stanowią jeden spojny naród i zdecydowana większość członków tego narodu zamieszkuje to właśnie państwo. Sytuacja taka znakomicie ułatwia zdefiniowanie celow strategicznych panstwa narodowego i ich upartą realizacje.
Stanowione prawo bywa rozne.
Legalne było niewolnictwo, panszczyzna, inkwizycja, oprycznina, gułag, hitlerowski obóz koncentracyjny przymusowej pracy i zagłądy, oboz láogǎi, obozy zagłady Khmer Rouge, komunizm, rasizm w USA i apartheid w RPA.
Zdaniem Immanuela Wallersteina wspolczesne "panstwa" tracac podmiotowosc gospodarcza traca suwerennosc i nie powinny byc nazywana panstwami. Polska wyzbyła sie za łąpowki przemyslowych enklaw rentownosci, nowoczesnosci, technologi i akumulacji kapitału. Za lapowki sprzedala tez sektor bankowy i ubezpieczeniowy. Polska straciła fundament gospodarczy suwerennosci. Tak jak pijak wynosi i sprzedaje wszystko z domu, tak zrobily "polskie" rzady.
Niezdekomunizowane, przezarte agentura i korupcja "wojsko" polskie prawdopodobnie jest nic niewarte.
Niemcy konsekwentnie realizuja program Mitteleuropy czyli srodkowoeuropejskich panstw fasadowych podporzadkowanych Niemcom.
Peryferyjna Polska jest Myrdalowskim "miekkim panstwem" o fasadowej, pozornej demokracji. Rozne sitwy i kamaryle poczynaja sobie w Polsce zupełnie dowolnie i bezwstydnie. Straszliwie skorumpowane jest stanowienie półpłynnego, cuchnacego "prawa" w procesie biegunki legislacyjnej. Za mała lapowke mozna sobie skroic ustawe i ustawic państwo pod siebie.
Postkomunistyczna konstytucja nie jest na codzien w ogole stosowana. W sadach rzadzi niepodzielnie korupcja.
Polska jest w sferze nawet pozornej niepodleglosci zdana na miecz i dobra wole USA. Zapozycza sie u finansowych grandziarzy na calym swiecie.
Polska nie zdefiniowała nawet swoich strategicznych narodowych interesow i ich nie realizuje.
poniedziałek, 2 maja 2016
Kolesie z tytulami profesora
Kolesie z tytulami profesora
http://salonowcy.salon24.pl/708191,kolesie-z-tytulami-profesora
""Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy" - powiedziała rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek. W ten sposób skomentowała wtorkową uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego o respektowaniu wszystkich wyroków TK, także nieopublikowanych.
Po tej wypowiedzi rzeczniczki PIS-u salon III RP wzorem starego prześcieradła rozdarł się z oburzenia i psy się rozwyły.
A ja nie dość, że się w pełni zgadzam z wypowiedzią pani rzeczniczki to jeszcze chcę dodać, że de facto prawie wszyscy ci kolesie posiadają tytuł profesora. Więc jako nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem chciałbym teraz nieco bliżej scharakteryzować menażerię polskich profesorów tworzących mafię opiniotwórczych instytucji prawnych, na przykładzie tego, co się dzieje na polskich uczelniach i w urzędach o mocy uchwałodawczej, a także, co, do czego nie mam wątpliwości, również w konstytucyjnym trybunale i najwyższym sądzie.
Otóż chciałbym przypomnieć ich magnificencjom rektorom, dziekanom i dozgonnym panom profesorom o naczelnej zasadzie ich posłannictwa, że instytucje, w których pracują mają służyć przede wszystkim studentom i obywatelom, a nie akademickiej biomasie wypasionej na studenckiej i obywatelskiej bryndzy, o czym znakomita większość obrosłych mchem sławy profesorskich tuzów zdaje się na śmierć zapominać. Tak. Tak. Trzeba powiedzieć otwarcie, że nasze kadry profesorskie to od wielu dekad nietykalne święte krowy.
Myślę także, iż już czas najwyższy żeby złamać tabu i powiedzieć na głos, iż gros ludzi zajmujących się nauką wykonuje swoją „pracę” kompletnie na darmo, gdyż albo im brak wyobraźni by spostrzec, że się do tej roboty krótko mówiąc nie nadają, albo, że pływają w środowisku naukowym jak pączuszki w maśle wyłącznie dzięki zespołom kolesi właśnie.
W czasie mojej blisko 40-letniej pracy na uczelni po wielokroć byłem świadkiem, jak tacy delikwenci silą się na „robienie nauki” grzęznąc w coraz to mniej istotnych szczegółach uznawszy, jakże błędnie, to, co robią, za zgłębianie wiedzy. I zaryzykuję tezę, że śmiertelnym grzechem umocowanych urzędowo polskich profesorów jest właśnie pozorowanie działań naukowych, a także wstręt do pracy dydaktycznej, która jest dla nich wyłącznie zawadą w nieustannej pogoni za szmalem. Oczywiście są chlubne wyjątki, lecz jedynie potwierdzające regułę.
Jutro mnie wbiją na pal, lecz cóż, ktoś w końcu musi się odważyć i uchylić rąbka tajemnicy, na jakiej zasadzie się kręci ta zakłamana karuzela.
Otóż trzeba sprawiedliwie przyznać, że prawie na każdej polskiej uczelni jest kilka katedr na prawdziwie europejskim bądź nawet światowym poziomie zarządzanych przez rzeczywiście mądrych ludzi. To dzięki nim nauka polska wciąż istnieje. Niestety te lokomotywy stanowią znakomitą mniejszość uczelnianych sił naukowych ciągnąc wagony pełne nieudacznych darmozjadów.
Jak to możliwe?
Otóż od wielu dekad naszymi uczelniami, instytutami naukowym i urzędami państwowymi o profilu opiniotwórczym rządzą akademickie miernoty z tytułami profesora, w znacznej mierze docenci marcowi o komuszym rodowodzie, bądź ich przefarbowani na różowo wychowankowie. Ludzie ci opletli te instytucje pajęczyną, którą na własny użytek nazywam „interaktywną mafią pseudonaukową”. I nic tu nie pomogła „Solidarność”, bo wtenczas, gdy jedni walczyli o uczciwą Polskę narażając życie i karierę, cwani marcowi dekownicy, obecnie trzęsący uczelniami i urzędami państwowymi, w zaciszu swoich gabinetów „naukowych” tworzyli na sępa obłudne pryncypia Trzeciej Rzeczypospolitej.
Ten para-feudalny system uprawomocniony jeszcze za komuny z powodzeniem prosperuje do dnia dzisiejszego dzięki prostej zasadzie. Zbiera się kilku takich utytułowanych dekowników i zakłada jakieś opłacane z budżetu ciało naukowe. Na uczelniach i w decyzyjnych urzędach państwowych aż się roi od przeróżnych „naukowych” stowarzyszeń, komitetów, komisji, asocjacji, rad… i tak dalej. Beneficjenci tych „szacownych” gremiów produkują, co roku tysiące artykułów „naukowych” na poziomie pism kolorowych dla lemingów, których szeregi, nota bene sami tworzą. Po czym te „dziejowe” prace wzajemnie sobie recenzują, hołdując zasadzie, że opinia jest tym lepsza, im mniej zrozumiałym językiem napisana - vide "Konstytucja 1997" napisana (dlaczego?) w sposób na tyle zawiły i niejednoznaczny by Ją można było w każdej sytuacji wielorako zinterpretować, w czym przodują instytucje prawne z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.
Następnie ten kakofoniczny bełkot publikują w przez siebie nadzorowanych monitorach, bo żadna szanująca się witryna by takich bredni do druku nie dopuściła. A potem czytamy: „autor kilkuset publikacji naukowych”. A jakie są te publikacje już nikogo nie obchodzi.
I o zgrozo, te rozbisurmanione stowarzyszenia wzajemnego zachwytu nad samymi sobą przyznają sobie nawzajem nagrody, medale i granty, nierzadko na sumy wielomilionowe, bo zwykle posiadają swoich popleczników w odpowiednich komisjach w Warszawie. A wszystko, jakże by inaczej – z budżetu państwowego, na koszt podatnika. I nie będzie w tym zbytniej przesady jak powiem, że gros polskiej literatury „naukowej” nadaje się wyłącznie na przemiał, czego dowodem są końcowe miejsca w górnej grupie stanów średnich czwartej setki europejskich rankingów, na jakich się plasują najbardziej „renomowane” nadwiślańskie szkoły.
Najgorszym jest jednak, że to właśnie ci profesorzy piastują nadal większość stanowisk decyzyjnych na naszych uczelniach i w co ważniejszych państwowych urzędach spychając rozmyślnie na margines rzeczywiście zdolnych ludzi, szczególnie tych młodych, nie daj Boże z kręgosłupem etyczno moralnym, którzy mogliby coś rzeczywiście pożytecznego zrobić. Obowiązuje szeptana zasada: „im zdolniejszy i młodszy, tym dalej należy go trzymać od stanowisk decyzyjnych”. O nepotyzmie i klanach rodzinnych nawet nie wspominam.
Innym, niemniej ważkim problemem jest powszechna prawidłowość, że zaledwie znikoma część profesorów odchodzi na emeryturę. Niestety, wciąż większość naszych spetryfikowanych „uczonych” z tytułami profesora trzyma się pazurami nieprzebranych fuch nie wiadomo, jakim cudem załatwianych zachowując intratne członkostwo w niezliczonych radach nadzorczych i geszeftach biznesowych. A w tajemnicy wam zdradzę, że, sic! - wcale nie rzadko ci sławni profesorowie bez mała pamiętający jeszcze wczesne zaranie jurajskiej epoki dinozaurów przychodzą do pracy zaledwie kilka razy w roku jedynie po to, żeby sobie za darmo zatelefonować do znajomych. I tak z roku na rok przybywa dożywotnich utytułowanych darmozjadów, którym coraz większą trudność sprawia wciśnięcie guzika od windy.
Słowem żyć nie umierać. Praca lżejsza od snu.
Bo na polskich uczelniach oraz w większości ważnych urzędów państwowych od lat nic się nie zmieniło i akademicy starszej generacji dzień w dzień drepczą do pracy tą samą ścieżyną, a świat bezlitośnie ucieka do przodu. A, sic! – ich notatki są pożółkłe ze starości. Zaś jedynym, co ich rzeczywiście rajcuje to spotkania towarzyskie odbywane, między innymi w specjalnie dla nich budowanych audytoriach i salach konferencyjnych przy okazji niezliczonych obron prac magisterskich, doktorskich i habilitacyjnych, a także obrzędowych imienin, urodzin i jubileuszy, gdzie można coś na sępa przekąsić i miło pogadać u dupie Marynie. I choć w to trudno uwierzyć, takich imprez wciąż zdarza się więcej niż dni w kalendarzu, a znam rekordzistów, którzy takich jubli potrafią obskoczyć kilkanaście dziennie. Bo nauka nie ucieknie przecież, a uczelnie i urzędy o profilu naukowym nadal pozostaną chronionymi ich autonomią nietykalnymi oazami.
Reasumując ośmielę się stwierdzić, że „praca” znakomitej większości utytułowanych nestorów nauki polskiej niezmiennie od lat przypomina błogą wegetację miło naćpanych i wiecznie zadowolonych z siebie niedźwiadków koala. Z tą jednak różnicą, że gatunek owych sympatycznych misiów zanika, a populacja rzeczonych alf i omeg pleni się w tempie, o jakim filozofom się nie śniło. A jednym, co te misie potrafią rzeczywiście dobrze robić, to tworzyć wokół siebie bombastycznie nadętą atmosferę światowej klasy uczonych i opiniotwórczych ekspertów wiekuiście niezastąpionych.
Tak jest na uczelniach. A w Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym jest jak przypuszczam jeszcze gorzej! Bo ostatnie wydarzenia pokazały, jak na dłoni, że jeszcze bardziej bezkarnie nietykalni niż profesorowie są sędziowie z tytułami profesora."
http://salonowcy.salon24.pl/708191,kolesie-z-tytulami-profesora
""Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy" - powiedziała rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek. W ten sposób skomentowała wtorkową uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego o respektowaniu wszystkich wyroków TK, także nieopublikowanych.
Po tej wypowiedzi rzeczniczki PIS-u salon III RP wzorem starego prześcieradła rozdarł się z oburzenia i psy się rozwyły.
A ja nie dość, że się w pełni zgadzam z wypowiedzią pani rzeczniczki to jeszcze chcę dodać, że de facto prawie wszyscy ci kolesie posiadają tytuł profesora. Więc jako nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem chciałbym teraz nieco bliżej scharakteryzować menażerię polskich profesorów tworzących mafię opiniotwórczych instytucji prawnych, na przykładzie tego, co się dzieje na polskich uczelniach i w urzędach o mocy uchwałodawczej, a także, co, do czego nie mam wątpliwości, również w konstytucyjnym trybunale i najwyższym sądzie.
Otóż chciałbym przypomnieć ich magnificencjom rektorom, dziekanom i dozgonnym panom profesorom o naczelnej zasadzie ich posłannictwa, że instytucje, w których pracują mają służyć przede wszystkim studentom i obywatelom, a nie akademickiej biomasie wypasionej na studenckiej i obywatelskiej bryndzy, o czym znakomita większość obrosłych mchem sławy profesorskich tuzów zdaje się na śmierć zapominać. Tak. Tak. Trzeba powiedzieć otwarcie, że nasze kadry profesorskie to od wielu dekad nietykalne święte krowy.
Myślę także, iż już czas najwyższy żeby złamać tabu i powiedzieć na głos, iż gros ludzi zajmujących się nauką wykonuje swoją „pracę” kompletnie na darmo, gdyż albo im brak wyobraźni by spostrzec, że się do tej roboty krótko mówiąc nie nadają, albo, że pływają w środowisku naukowym jak pączuszki w maśle wyłącznie dzięki zespołom kolesi właśnie.
W czasie mojej blisko 40-letniej pracy na uczelni po wielokroć byłem świadkiem, jak tacy delikwenci silą się na „robienie nauki” grzęznąc w coraz to mniej istotnych szczegółach uznawszy, jakże błędnie, to, co robią, za zgłębianie wiedzy. I zaryzykuję tezę, że śmiertelnym grzechem umocowanych urzędowo polskich profesorów jest właśnie pozorowanie działań naukowych, a także wstręt do pracy dydaktycznej, która jest dla nich wyłącznie zawadą w nieustannej pogoni za szmalem. Oczywiście są chlubne wyjątki, lecz jedynie potwierdzające regułę.
Jutro mnie wbiją na pal, lecz cóż, ktoś w końcu musi się odważyć i uchylić rąbka tajemnicy, na jakiej zasadzie się kręci ta zakłamana karuzela.
Otóż trzeba sprawiedliwie przyznać, że prawie na każdej polskiej uczelni jest kilka katedr na prawdziwie europejskim bądź nawet światowym poziomie zarządzanych przez rzeczywiście mądrych ludzi. To dzięki nim nauka polska wciąż istnieje. Niestety te lokomotywy stanowią znakomitą mniejszość uczelnianych sił naukowych ciągnąc wagony pełne nieudacznych darmozjadów.
Jak to możliwe?
Otóż od wielu dekad naszymi uczelniami, instytutami naukowym i urzędami państwowymi o profilu opiniotwórczym rządzą akademickie miernoty z tytułami profesora, w znacznej mierze docenci marcowi o komuszym rodowodzie, bądź ich przefarbowani na różowo wychowankowie. Ludzie ci opletli te instytucje pajęczyną, którą na własny użytek nazywam „interaktywną mafią pseudonaukową”. I nic tu nie pomogła „Solidarność”, bo wtenczas, gdy jedni walczyli o uczciwą Polskę narażając życie i karierę, cwani marcowi dekownicy, obecnie trzęsący uczelniami i urzędami państwowymi, w zaciszu swoich gabinetów „naukowych” tworzyli na sępa obłudne pryncypia Trzeciej Rzeczypospolitej.
Ten para-feudalny system uprawomocniony jeszcze za komuny z powodzeniem prosperuje do dnia dzisiejszego dzięki prostej zasadzie. Zbiera się kilku takich utytułowanych dekowników i zakłada jakieś opłacane z budżetu ciało naukowe. Na uczelniach i w decyzyjnych urzędach państwowych aż się roi od przeróżnych „naukowych” stowarzyszeń, komitetów, komisji, asocjacji, rad… i tak dalej. Beneficjenci tych „szacownych” gremiów produkują, co roku tysiące artykułów „naukowych” na poziomie pism kolorowych dla lemingów, których szeregi, nota bene sami tworzą. Po czym te „dziejowe” prace wzajemnie sobie recenzują, hołdując zasadzie, że opinia jest tym lepsza, im mniej zrozumiałym językiem napisana - vide "Konstytucja 1997" napisana (dlaczego?) w sposób na tyle zawiły i niejednoznaczny by Ją można było w każdej sytuacji wielorako zinterpretować, w czym przodują instytucje prawne z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.
Następnie ten kakofoniczny bełkot publikują w przez siebie nadzorowanych monitorach, bo żadna szanująca się witryna by takich bredni do druku nie dopuściła. A potem czytamy: „autor kilkuset publikacji naukowych”. A jakie są te publikacje już nikogo nie obchodzi.
I o zgrozo, te rozbisurmanione stowarzyszenia wzajemnego zachwytu nad samymi sobą przyznają sobie nawzajem nagrody, medale i granty, nierzadko na sumy wielomilionowe, bo zwykle posiadają swoich popleczników w odpowiednich komisjach w Warszawie. A wszystko, jakże by inaczej – z budżetu państwowego, na koszt podatnika. I nie będzie w tym zbytniej przesady jak powiem, że gros polskiej literatury „naukowej” nadaje się wyłącznie na przemiał, czego dowodem są końcowe miejsca w górnej grupie stanów średnich czwartej setki europejskich rankingów, na jakich się plasują najbardziej „renomowane” nadwiślańskie szkoły.
Najgorszym jest jednak, że to właśnie ci profesorzy piastują nadal większość stanowisk decyzyjnych na naszych uczelniach i w co ważniejszych państwowych urzędach spychając rozmyślnie na margines rzeczywiście zdolnych ludzi, szczególnie tych młodych, nie daj Boże z kręgosłupem etyczno moralnym, którzy mogliby coś rzeczywiście pożytecznego zrobić. Obowiązuje szeptana zasada: „im zdolniejszy i młodszy, tym dalej należy go trzymać od stanowisk decyzyjnych”. O nepotyzmie i klanach rodzinnych nawet nie wspominam.
Innym, niemniej ważkim problemem jest powszechna prawidłowość, że zaledwie znikoma część profesorów odchodzi na emeryturę. Niestety, wciąż większość naszych spetryfikowanych „uczonych” z tytułami profesora trzyma się pazurami nieprzebranych fuch nie wiadomo, jakim cudem załatwianych zachowując intratne członkostwo w niezliczonych radach nadzorczych i geszeftach biznesowych. A w tajemnicy wam zdradzę, że, sic! - wcale nie rzadko ci sławni profesorowie bez mała pamiętający jeszcze wczesne zaranie jurajskiej epoki dinozaurów przychodzą do pracy zaledwie kilka razy w roku jedynie po to, żeby sobie za darmo zatelefonować do znajomych. I tak z roku na rok przybywa dożywotnich utytułowanych darmozjadów, którym coraz większą trudność sprawia wciśnięcie guzika od windy.
Słowem żyć nie umierać. Praca lżejsza od snu.
Bo na polskich uczelniach oraz w większości ważnych urzędów państwowych od lat nic się nie zmieniło i akademicy starszej generacji dzień w dzień drepczą do pracy tą samą ścieżyną, a świat bezlitośnie ucieka do przodu. A, sic! – ich notatki są pożółkłe ze starości. Zaś jedynym, co ich rzeczywiście rajcuje to spotkania towarzyskie odbywane, między innymi w specjalnie dla nich budowanych audytoriach i salach konferencyjnych przy okazji niezliczonych obron prac magisterskich, doktorskich i habilitacyjnych, a także obrzędowych imienin, urodzin i jubileuszy, gdzie można coś na sępa przekąsić i miło pogadać u dupie Marynie. I choć w to trudno uwierzyć, takich imprez wciąż zdarza się więcej niż dni w kalendarzu, a znam rekordzistów, którzy takich jubli potrafią obskoczyć kilkanaście dziennie. Bo nauka nie ucieknie przecież, a uczelnie i urzędy o profilu naukowym nadal pozostaną chronionymi ich autonomią nietykalnymi oazami.
Reasumując ośmielę się stwierdzić, że „praca” znakomitej większości utytułowanych nestorów nauki polskiej niezmiennie od lat przypomina błogą wegetację miło naćpanych i wiecznie zadowolonych z siebie niedźwiadków koala. Z tą jednak różnicą, że gatunek owych sympatycznych misiów zanika, a populacja rzeczonych alf i omeg pleni się w tempie, o jakim filozofom się nie śniło. A jednym, co te misie potrafią rzeczywiście dobrze robić, to tworzyć wokół siebie bombastycznie nadętą atmosferę światowej klasy uczonych i opiniotwórczych ekspertów wiekuiście niezastąpionych.
Tak jest na uczelniach. A w Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym jest jak przypuszczam jeszcze gorzej! Bo ostatnie wydarzenia pokazały, jak na dłoni, że jeszcze bardziej bezkarnie nietykalni niż profesorowie są sędziowie z tytułami profesora."
niedziela, 1 maja 2016
Bledy w Application Note 301 , "Signal Conditioning for Sophisticated Transducers" NS
Bledy w Application Note 301 , "Signal Conditioning for Sophisticated Transducers" NS
Oryginalny tekst - Tasword na ZX Spectrum 1984.
Zasilacz do fotopowielacza, ktorego schemat znajduje sie w Application Note 301 , "Signal Conditioning for Sophisticated Transducers" koncernu National Semiconductor, jako pierwszy, rzekomo nia dziala. Wzbudza sie czy raczej generuje impulsy a tranzystory sie po czasie uszkadzaja.
Zasilacze wysokich napiec stalych powszechnie stosowane sa w oscyloskopach. Wymagania na stabilnosc napiecia sa bardzo liberalne. Stosowany jest stabilizowany zasilacz impulsowy flyback lub nieregulowany o wypelnieniu 100% przeciwsobny forward. Wystarczy ze jest on zasilany ze stabilizowanego napiecia. Alternatywnie napiecie kilkuset voltow z uzwojenia transformatora sieciowego podane jest do powielaczy napiecia.
Wysokie napiecie stosowane jest w gazowych laserach laboratoryjnych.
"Wysokim" napieciem jest zasilany dzielnik fotopowielacza a z niego fotopowielacz. Fotopowielcz ma wiele zalet. Jest bardzo trwaly. Ma ogromna czulosc i male szumy. Moze byc wykonany jako szerokopasmowy o pasmie przekraczajacym GHz. Im wiecej stopni powielania czyli dynod ma fotopowielacz tym wieksza jest wrazliwosc pradu wyjsciowego na napiecie zasilania . Wynosi ona typowo, lokalnie ( jest nieliniowosc ) kilkanascie razy co stawia wysokie wymagania na stabilnosc napiecia zasilania.
Zmieniajac napiecie zasilania zmieniamy wzmocnienie fotopowielacza w duzym zakresie ale zmiana ta ( chocby kondensatory filtru prostownika ) jest sila rzeczy dosc wolna. Gdy potrzebujemy szybkiej automatycznej regulacji wzmocnienia fotopowielacza to celowo zaburzamy podzial napiec w przedostatnich stopniach dzielnika fotopowielacza i wzmocnienie radykalnie spada.
Taka szybka regulacja stosowana jest przykladowo w impulsowych dalmierzach laserowych cywilnych i militarnych. Uklad regulacji wzmocnienia ustala wzmocnienie tak duze ze odbierane szumy ( zaleznie od ustawionego zakresu odleglosci ) w czasie oczekiwania na odbicie od obiektu sa na poziomie 5-50% oczekiwanej odpowiedzi. Przy krancowych zasiegach bramka jest otwierana kilkakrotnie i operator przegladajac 3 wyniki pomairu odleglosci wybiera wlasciwy. Przy malych odleglosciach pewnosc pomiaru jest o wiele wieksza.
W "Polprzewodnikowe uklady impulsowe i cyfrowe", Jerzy Baranowski , WNT 1976 na stronie 767 znajduje sie schemat zasilacza wysokiego napiecia 300..2000V. Szkoda ze autor nie podał zrodła. Zasilacz taki jest w USA produkowany od 1957 roku. Dobrze chociaz ze przy przedruku nie popelniono bledow co jest powszechne.
Tak w ogole to w Polsce czy szerzej w innych krajach niz w USA , Japoni czy Europie zachodniej nic oryginalnego nie powstaje. Tak zwana polska tworczosc naukowa to plagiaty i wtornosci. Dokumentacje nowszych urzadzen sa, jak mowi plotka , kradzione przez wywiad ZSRR.
Na pierwszy rzut oka wszystko w schemacie zasilacza fotopowielacza w AN-301 wydaje sie w porzadku. Podejrzenia kieruja sie w strone transformatora ktory ma zastepowac oryginalny model PE6197. Ale ten transformator sterowany generatorem G432 wydaje sie nawet lepszy niz potrzeba.
Kondensator 1 uF z wyjscia z wtornika emiterowago Q4 darlingtona do wejscia ujemnego wzmacniacza operacyjnego to element regulatora - integratora. Jednak ze zdumieniem stwierdzamy ze sprzezenie zwrotne przez niego jest dodatnie !
Przerobienie tego na dzialajacy uklad nie jest proste. Transformator typu PE6197 przeznaczony jest do przetwornicy przeciwsobnej zasilanej napieciem max 28V i daje napiecie 1250 V. Tymczasem przetwornica w AN-301 zasilana jest maksymalnie napieciem -15 ... +28V. Tlumaczy to uszkadzanie tranzystorow
W koncu tworze mocno zmieniony schemat zasilacza. Pracuje bardzo ladnie i jest stabilny. Tranzystory przetwornicy sa zimne. Q4 musi sie grzac bo pracuje stratnie jako liniowy regulator szeregowy.
Czulosc uzytego fotopowielcza jest niewiarygodnie wielka !
Skoro byl jeden blad to moze ich byc wiecej. Skoro to jest takie Sophisticated czyli wymyslne, wyrafinowane.
Kolejny schemat pokazuje dokladny uklad do wspolpracy z transformatorem roznicowym do pomiaru polozenia - przesuniec LVDT. Napiecie sinusoidalne generuje prosty uklad z tranzystorem Q1 objety trzystopniowym gornoprzepustowym filtrem - przesuwnikiem RC napiecia. Generator taki ma stosunkowo niewielkie znieksztalcenia nieliniowe, kilka procent. Napiecie z generatora podane jest do wzmacniacza operacyjnego A1 o wzmocnieniu ustalonym na 5 i steruje LVDT. Napiecie to jest tez podane do detektora idealnego na wzmacniaczach A1B i A1C i porownane z napieciem odniesienia w regulatorze calkujacym na wzmacniaczu A1D ustala napiecie zasilania generatora na Q1 tak aby uzyskac na LVDT stabilne napiecie zasilania LVDT.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje sie byc w porzadku. Ale do wzmacniacza A1A sygnal podano z kolektora tranzystora Q1. Na tle wiekszego napiecia stalego jest mniejsze napiecie zmienne ! Wzmacniacz A1A bedzie nasycany lub nasycony i na pewno nie bedzie to dzialac wlasciwie. Wystarczy napiecie dla niego wziac za piewszym ogniwem RC przesuwnika. Czyli blad popelnil skladacz i nikt go nie wylapal. Co ciekawe wadliwe polaczenie jest ukosne i jest tylko jedno ukosne polaczenie w calym ukladzie ! A wystarczy tylko krotka kreske pionowa dac z punktu polacznia rezystora 2.7K i kondensatora 0.05. czyli ktos wykazal sie poczuciem humoru ale zarazem dal naprowadzajaca wskazowke.
Kolejny schemat do czulego i dokladnego akcelerometru ma ta sama wade z generatorem, znow jedyna ukosna kreska ! Akcelerometr taki moze byc integralna czescia cennego systemu Rate Gyro, na przyklad w systemie nawigacji inercjalnej. W schemacie jest kolejna bzdura. Napiecie do komparatora A2B wytwarzajacego sygnal kluczujacy dla FETa demodulatora synchronicznego jest wziety z wejscia ujemnego wzmacniacza A1D gdzie jest przeciez virtual ground. Galaz rezystor 10K , kondensator 0.1 , trymer 25k i kondensator nalezy przesunac w strone LVDT o ca 2 cm i zasilic sinusoida z rezystora - bocznika 100 Ohm.
Schemat dotyczacy zasilania dla sensora Flux Gate czyli po polsku transduktora pomiarowego. Flux Gate jest niezwykle czulym i dosc dokladnym sensorem pola magnetycznego. Ma mnostwo zastosowan, takze w nawigacji.
Wyjscia ukladu CMOS CD 4047 zasilanego napieciem 15V bezposrednio steruja bazy tranzystorow ? To prawie zwarcie do GND. Uklad bedzie cieply lub goracy i po czasie sie uszkodzi. Napiecie za rezystorem zasilajacym transformator 10 Ohm teoretycznie bedzie mialo 7.5V i uklad bedzie pobieral prad az 0.75A . Nie z tym tranzystorami. To jest chyba raczej szkic a nie schemat ideowy.
O ile mozna podejrzewac ze bledy w dwoch poprzednich schematach powstaly przy edycji rysunkow to ten schemat to kompletna bzdura.
Oryginalny tekst - Tasword na ZX Spectrum 1984.
Zasilacz do fotopowielacza, ktorego schemat znajduje sie w Application Note 301 , "Signal Conditioning for Sophisticated Transducers" koncernu National Semiconductor, jako pierwszy, rzekomo nia dziala. Wzbudza sie czy raczej generuje impulsy a tranzystory sie po czasie uszkadzaja.
Zasilacze wysokich napiec stalych powszechnie stosowane sa w oscyloskopach. Wymagania na stabilnosc napiecia sa bardzo liberalne. Stosowany jest stabilizowany zasilacz impulsowy flyback lub nieregulowany o wypelnieniu 100% przeciwsobny forward. Wystarczy ze jest on zasilany ze stabilizowanego napiecia. Alternatywnie napiecie kilkuset voltow z uzwojenia transformatora sieciowego podane jest do powielaczy napiecia.
Wysokie napiecie stosowane jest w gazowych laserach laboratoryjnych.
"Wysokim" napieciem jest zasilany dzielnik fotopowielacza a z niego fotopowielacz. Fotopowielcz ma wiele zalet. Jest bardzo trwaly. Ma ogromna czulosc i male szumy. Moze byc wykonany jako szerokopasmowy o pasmie przekraczajacym GHz. Im wiecej stopni powielania czyli dynod ma fotopowielacz tym wieksza jest wrazliwosc pradu wyjsciowego na napiecie zasilania . Wynosi ona typowo, lokalnie ( jest nieliniowosc ) kilkanascie razy co stawia wysokie wymagania na stabilnosc napiecia zasilania.
Zmieniajac napiecie zasilania zmieniamy wzmocnienie fotopowielacza w duzym zakresie ale zmiana ta ( chocby kondensatory filtru prostownika ) jest sila rzeczy dosc wolna. Gdy potrzebujemy szybkiej automatycznej regulacji wzmocnienia fotopowielacza to celowo zaburzamy podzial napiec w przedostatnich stopniach dzielnika fotopowielacza i wzmocnienie radykalnie spada.
Taka szybka regulacja stosowana jest przykladowo w impulsowych dalmierzach laserowych cywilnych i militarnych. Uklad regulacji wzmocnienia ustala wzmocnienie tak duze ze odbierane szumy ( zaleznie od ustawionego zakresu odleglosci ) w czasie oczekiwania na odbicie od obiektu sa na poziomie 5-50% oczekiwanej odpowiedzi. Przy krancowych zasiegach bramka jest otwierana kilkakrotnie i operator przegladajac 3 wyniki pomairu odleglosci wybiera wlasciwy. Przy malych odleglosciach pewnosc pomiaru jest o wiele wieksza.
W "Polprzewodnikowe uklady impulsowe i cyfrowe", Jerzy Baranowski , WNT 1976 na stronie 767 znajduje sie schemat zasilacza wysokiego napiecia 300..2000V. Szkoda ze autor nie podał zrodła. Zasilacz taki jest w USA produkowany od 1957 roku. Dobrze chociaz ze przy przedruku nie popelniono bledow co jest powszechne.
Tak w ogole to w Polsce czy szerzej w innych krajach niz w USA , Japoni czy Europie zachodniej nic oryginalnego nie powstaje. Tak zwana polska tworczosc naukowa to plagiaty i wtornosci. Dokumentacje nowszych urzadzen sa, jak mowi plotka , kradzione przez wywiad ZSRR.
Na pierwszy rzut oka wszystko w schemacie zasilacza fotopowielacza w AN-301 wydaje sie w porzadku. Podejrzenia kieruja sie w strone transformatora ktory ma zastepowac oryginalny model PE6197. Ale ten transformator sterowany generatorem G432 wydaje sie nawet lepszy niz potrzeba.
Kondensator 1 uF z wyjscia z wtornika emiterowago Q4 darlingtona do wejscia ujemnego wzmacniacza operacyjnego to element regulatora - integratora. Jednak ze zdumieniem stwierdzamy ze sprzezenie zwrotne przez niego jest dodatnie !
Przerobienie tego na dzialajacy uklad nie jest proste. Transformator typu PE6197 przeznaczony jest do przetwornicy przeciwsobnej zasilanej napieciem max 28V i daje napiecie 1250 V. Tymczasem przetwornica w AN-301 zasilana jest maksymalnie napieciem -15 ... +28V. Tlumaczy to uszkadzanie tranzystorow
W koncu tworze mocno zmieniony schemat zasilacza. Pracuje bardzo ladnie i jest stabilny. Tranzystory przetwornicy sa zimne. Q4 musi sie grzac bo pracuje stratnie jako liniowy regulator szeregowy.
Czulosc uzytego fotopowielcza jest niewiarygodnie wielka !
Skoro byl jeden blad to moze ich byc wiecej. Skoro to jest takie Sophisticated czyli wymyslne, wyrafinowane.
Kolejny schemat pokazuje dokladny uklad do wspolpracy z transformatorem roznicowym do pomiaru polozenia - przesuniec LVDT. Napiecie sinusoidalne generuje prosty uklad z tranzystorem Q1 objety trzystopniowym gornoprzepustowym filtrem - przesuwnikiem RC napiecia. Generator taki ma stosunkowo niewielkie znieksztalcenia nieliniowe, kilka procent. Napiecie z generatora podane jest do wzmacniacza operacyjnego A1 o wzmocnieniu ustalonym na 5 i steruje LVDT. Napiecie to jest tez podane do detektora idealnego na wzmacniaczach A1B i A1C i porownane z napieciem odniesienia w regulatorze calkujacym na wzmacniaczu A1D ustala napiecie zasilania generatora na Q1 tak aby uzyskac na LVDT stabilne napiecie zasilania LVDT.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje sie byc w porzadku. Ale do wzmacniacza A1A sygnal podano z kolektora tranzystora Q1. Na tle wiekszego napiecia stalego jest mniejsze napiecie zmienne ! Wzmacniacz A1A bedzie nasycany lub nasycony i na pewno nie bedzie to dzialac wlasciwie. Wystarczy napiecie dla niego wziac za piewszym ogniwem RC przesuwnika. Czyli blad popelnil skladacz i nikt go nie wylapal. Co ciekawe wadliwe polaczenie jest ukosne i jest tylko jedno ukosne polaczenie w calym ukladzie ! A wystarczy tylko krotka kreske pionowa dac z punktu polacznia rezystora 2.7K i kondensatora 0.05. czyli ktos wykazal sie poczuciem humoru ale zarazem dal naprowadzajaca wskazowke.
Kolejny schemat do czulego i dokladnego akcelerometru ma ta sama wade z generatorem, znow jedyna ukosna kreska ! Akcelerometr taki moze byc integralna czescia cennego systemu Rate Gyro, na przyklad w systemie nawigacji inercjalnej. W schemacie jest kolejna bzdura. Napiecie do komparatora A2B wytwarzajacego sygnal kluczujacy dla FETa demodulatora synchronicznego jest wziety z wejscia ujemnego wzmacniacza A1D gdzie jest przeciez virtual ground. Galaz rezystor 10K , kondensator 0.1 , trymer 25k i kondensator nalezy przesunac w strone LVDT o ca 2 cm i zasilic sinusoida z rezystora - bocznika 100 Ohm.
Schemat dotyczacy zasilania dla sensora Flux Gate czyli po polsku transduktora pomiarowego. Flux Gate jest niezwykle czulym i dosc dokladnym sensorem pola magnetycznego. Ma mnostwo zastosowan, takze w nawigacji.
Wyjscia ukladu CMOS CD 4047 zasilanego napieciem 15V bezposrednio steruja bazy tranzystorow ? To prawie zwarcie do GND. Uklad bedzie cieply lub goracy i po czasie sie uszkodzi. Napiecie za rezystorem zasilajacym transformator 10 Ohm teoretycznie bedzie mialo 7.5V i uklad bedzie pobieral prad az 0.75A . Nie z tym tranzystorami. To jest chyba raczej szkic a nie schemat ideowy.
O ile mozna podejrzewac ze bledy w dwoch poprzednich schematach powstaly przy edycji rysunkow to ten schemat to kompletna bzdura.
sobota, 30 kwietnia 2016
Polisolokaty - panstwo teoretyczne
Polisolokaty - panstwo teoretyczne
http://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/768380,polisolokaty-to-tylko-reklamowe-foldery-a-tracimy-na-nich-oszczednosci-zycia.html
"Pułapka polisolokat. To tylko reklamowe foldery, a tracimy na nich oszczędności życia
Polisolokaty to tylko reklamowe foldery i diabelskie sztuczki agentów. Większość państw Unii już sobie z nimi poradziła. Tylko Polska, Bułgaria, Litwa i Luksemburg nic nie zrobiły, by uregulować ich sprzedawanie.
Spójrz tylko, co moja żona z córkami kupiły za fantastyczny produkt finansowy – stary przyjaciel, jednocześnie klient mec. Anny Lengiewicz, był wyraźnie poirytowany, wyciągając z aktówki papiery. Tłumaczył: kobiety wpłaciły 5 tys. zł w coś, co miało być ubezpieczeniem, zarazem bezpieczną lokatą na przyszłość. Po roku okazało się, że kwota stopniała do 3,5 tys. zł, a ubezpieczyciel żąda, aby wpłacić kolejne 5 tys., bo inaczej stracą wszystko tytułem „opłaty likwidacyjnej”. – Nie jestem idiotą, nie dam już im ani grosza. Ale to wielki skandal, trzeba coś z tym zrobić – mówił. Prawniczka słuchała z zainteresowaniem.
Lengiewicz, która jest współwłaścicielką kancelarii LWB, do tej pory zajmowała się niemal wyłącznie sprawami gospodarczymi oraz doradzała firmom. Niejedną bardzo skomplikowaną umowę widziała w życiu. Ale ten „produkt” był szczególny – na jego analizie spędziła wiele nocy. W końcu podjęła się zadania i po 3,5 roku udało się jej uzyskać prawomocny wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie, uznający za bezprawne pobieranie opłaty likwidacyjnej przez Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA – bo właśnie w tej firmie żona jej pierwszego klienta zakupiła owo ubezpieczenie. Ale to nie koniec.
Kancelaria przygotowała i złożyła w imieniu 168 klientów w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew zbiorowy przeciwko Aegon TU na Życie SA (kolejne 40 osób zamierza do niego dołączyć) – domagają się zwrotu opłat likwidacyjnych. W przygotowaniu są kolejne pozwy. Drugi będzie dotyczył ustalenia, że klauzula o opłatach likwidacyjnych nie wiąże, czyli ubezpieczycielowi nie wolno ich pobierać. Trzeci będzie związany z ubezpieczeniami grupowymi na życie. A potem przyjdzie kolej na pozwy przeciwko kolejnym firmom – Skandii, Axie, Generali, Nordei, Europie, Copmpensie, Open Life. Skala przedsięwzięcia jest ogromna. Ale też wielka jest skala ludzkich tragedii, straconych majątków, złamanych żyć. Ilu osób dotyczy, trudno oszacować. Pewnie kilkuset tysięcy Polaków, którzy zainwestowali pieniądze w coś, czego nie rozumieli, ale wierzyli, że będzie ich zabezpieczeniem na przyszłość, wierzyli instytucjom zaufania publicznego. Mówi się, że tylko Aegon sprzedał ok. 170 tys. osobom swoje ubezpieczeniowe „produkty”.
„Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA otrzymało oficjalne powiadomienie ze strony sądu, informujące o złożonym wniosku, który dotyczy pozwu zbiorowego. Obecnie podejmujemy działania, które umożliwią nam zbadanie zasadności zgłaszanych roszczeń” – napisała firma w oświadczeniu dla prasy. Jest w nim jeszcze i to, że „poczucie stabilności i bezpieczeństwa obecnych oraz przyszłych klientów jest naszym priorytetem”.
Jak to działało i działa
Aby zrozumieć mechanizm, który sprawił, że tyle osób podpisało niekorzystne dla nich umowy, posłużmy się kolejnym przykładem z akt.
Pewna kobieta dostała spadek, dużą dla niej kwotę 100 tys. zł. Przedsiębiorcza, zaradna, nie chciała przejeść pieniędzy. Postanowiła je zainwestować, a że sama się nie bardzo orientowała, udała się do doradcy finansowego. Ten zaczął namawiać ją na „fantastyczny produkt”, dzięki któremu na starość nie będzie musiała się martwić o pieniądze. Rysował na kartce wykresy, pokazywał kolorowe katalogi, w których roiło się od uśmiechniętych twarzy, wyliczał kilkucyfrowe stopy zysku. Podpisała umowę. Po roku dostała pismo, w którym firma wzywała ją do zapłaty kolejnej raty – 100 tys. zł. Oniemiała. Kiedy spotykała się z doradcą, poinformowała, że to spadek, sama miała o wiele mniejsze dochody. O tym, że co roku będzie musiała wpłacać taką samą kwotę, nie było mowy. Ani o tym, że jeśli nie będzie jej stać albo jeśli zechce zlikwidować lokatę, będzie musiała uiścić „opłatę manipulacyjną” wynoszącą 100 proc. kwoty, którą miała na koncie. Teraz okazało się, że jej spadek przeszedł na rzecz firmy ubezpieczeniowej, której zaufała.
Nie czytała umowy? Na słowo zawierzyła obcemu człowiekowi? Moja pierwsza refleksja – dobrze jej tak. Ponosimy konsekwencje swoich decyzji, głupota kosztuje. – Nie ma prawa zabraniającego ludziom podpisywać umowy, w których zrzekają się praw do własnych pieniędzy, a innym brać tego, co im ktoś podaruje – mówię.
Mecenas Lengiewicz macha niecierpliwie ręką. – Wśród naszych klientów są prości ludzie, ale także bardzo dobrze wykształceni. Prawnicy i ekonomiści – mówi. I tłumaczy, że oni wszyscy zostali wprowadzeni w błąd. Doradcy mówili im to, co ci chcieli usłyszeć – o zyskach. O ryzyku, wysokich opłatach manipulacyjnych, możliwości straty nie wspominali albo robili to w taki sposób, aby bagatelizować te kwestie. W dodatku powszechną praktyką było to, że klient nie dostawał do ręki OWU, czyli ogólnych warunków ubezpieczenia. – Tłumaczono im, że są one integralną częścią polisy, więc razem z nią przyjdą pocztą. I przychodziły, ale po upływie miesiąca. Wtedy było już za późno, żeby człowiek wycofał się z umowy, bo zgodnie z prawem ma na to tylko 30 dni – wyjaśnia prawniczka. A jeśli nawet dostali wcześniej do ręki taki dokument, nie mieli wiedzy, żeby go zrozumieć. Był sporządzony w tak pokrętny sposób, że potrzebowaliby kilku dni i pomocy dobrego prawnika. A mieli na to np. 15 minut.
– Zwyczajny człowiek jest bezradny w starciu z firmą. Ta ma do dyspozycji wielkie środki finansowe, najlepszych prawników. Trudno mieć pretensje do inżyniera, jeśli odkurzacz, który kupi, okaże się szmelcem. Ubezpieczenie na życie jest czymś, co każdy rozsądny człowiek chce dziś kupić. I tak jak kupując odkurzacz, ufa, że firma dokonała wszelkich starań, aby był jak najlepszy, tak samo kupując polisę, wierzy, że jest to coś, co mu pomoże w trudnych chwilach, a nie ograbi – tłumaczy.
Kiedy nastąpi zetknięcie takiego klienta z firmą reprezentowaną przez świetnie wyszkolonego specjalistę do spraw sprzedaży, efekt jest łatwy do przewidzenia.
Ni pies, ni wydra
Żeby być dobrze zrozumianym: ubezpieczenia na życie i na dożycie są potrzebne. Od lat funkcjonują z pożytkiem dla klientów i firm je oferujących. Ich mechanizm jest prosty i dobrze znany. Klient co jakiś czas wpłaca ubezpieczycielowi pewną kwotę pieniędzy. W zamian zyskuje pewność, że np. w razie nieszczęśliwego wypadku on sam lub jego bliscy dostaną określoną sumę pieniędzy. Ubezpieczenia, zwłaszcza na życie, jako bardzo wrażliwy produkt związany z egzystencją ludzką, są obwarowane rygorystycznymi przepisami, krajowymi i unijnymi. Doradcy ubezpieczeniowi muszą nie tylko zdać trudne egzaminy, ale jako osoby zaufania publicznego w swoją pracę mają wpisany etos dbania o dobro klientów. Muszą ich informować o wszystkich szczegółach zawieranych umów, tłumaczyć niejasności. Tak było do momentu, kiedy pojawił się nowy produkt: indywidualne ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK). Nazwa brzmi podobnie, gwarantuje pewność i bezpieczeństwo, ale to już nie jest to samo.
Bo jak to działa? Oferuje się klientowi ubezpieczenie, które przedstawia się jako długoterminowy produkt oszczędnościowo-inwestycyjny, bezpieczny i zyskowny z roczną stopą zysku sięgającą nawet 15 proc. O ryzyku nikt nie informuje. Następnie tylko nieznaczna część składki jest przekazywana na ubezpieczenie, gros inwestowane w UFK. Klient dostaje dostęp do aplikacji komputerowej i ma sam sobie zarządzać swoimi pieniędzmi. Przy czym firma pobiera wysokie opłaty – za wszystko. Za dostęp do aplikacji, za każdą operację, którą wykona klient itp. Do tego dochodzi normalne ryzyko rynkowe. To dlatego z 5 tys. pierwszego klienta po roku zrobiło się 3,5 tys. zł. Kiedy człowiek zorientuje się, w czym rzecz, i chce się wycofać, dowiaduje się o „opłacie likwidacyjnej”, w zależności od firmy wahającej się między 90 a 100 proc. w pierwszych latach. Potem spada ona np. do 60 proc. i dopiero po 10 lub 25 latach wynosi 0.
To tylko mechanizm, bo tego typu produktów jest mnóstwo, szytych na miarę zasobności portfeli klientów. Aegon miał ponad 50 wzorców umów, Skandia kilkanaście. Są produkty VIP-owskie, gdzie klient wpłaca np. po 5–10 tys. miesięcznie. Są też dla ubogich zjadaczy chleba, ze składką np. 100 zł co 30 dni. Łączy je to, że w zasadzie każdy na nich traci.
Polisy oferują osoby, które nie mają licencji pośredników ubezpieczeniowych i w dodatku są lojalne wobec firmy i jej zysków, a nie wobec klienta
Ale te indywidualne ubezpieczenia to jeszcze nic. O wiele ryzykowniejsze i dziwniejsze, żeby nie użyć innego słowa, są grupowe ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. Rzecz w tym, że tutaj klient nie jest nawet stroną umowy. Nie ma żadnych praw. No poza tym, że ma prawo przystąpić i płacić. Jeśli przy tych indywidualnych ma prawo domagać się pokazania przed podpisaniem umowy OWU (i albo dostanie, albo nie), tutaj może sobie o tym tylko pomarzyć. Jak to działa? Konsument podpisuje deklarację przystąpienia do ubezpieczenia, którą składa różnego rodzaju pośrednikom: bankom, firmom doradztwa finansowego, brokerom etc., i nie ma dostępu do umowy zawartej pomiędzy ubezpieczycielem a pośrednikiem, bo jest ona tajna. Otrzymuje jedynie wyciąg z tejże umowy, z którego wynikają jedynie jego obowiązki, głównie do płacenia składki. Nie dostał jej nawet rzecznik ubezpieczonych, choć o to prosił. Tym bardziej nie dostanie Kowalski czy Nowak. Może liczyć co najwyżej na prospekt reklamowy lub ulotkę. Nie dostaje też polisy. Ma tylko certyfikat o przystąpieniu do ubezpieczenia grupowego. Różnica między grupowymi a indywidualnymi jest jeszcze taka, że w grupowych klient sam nie zarządza inwestowaną w UFK kwotą. Robią to za niego inni, pobierając sowite opłaty, ale z różnym skutkiem. Oczywiście w każdej chwili można się wycofać, tylko trzeba zapłacić opłatę likwidacyjną. – Ludzie są w pułapce. Widzą, że tracą pieniądze, ale kiedy zerwą umowę, stracą wszystko lub znaczną część oszczędności życia. Więc część płaci, mając nadzieję na cud – kwituje prawniczka.
Jej zdaniem w przypadku tych produktów obchodzone jest, jeśli nie łamane prawo. Bo po pierwsze, choć wcześniej forma ubezpieczenia grupowego także była znana, ale zawsze dotyczyła konkretnego zdarzenia i grupy ludzi – np. pracodawca ubezpiecza swoich pracowników, przewoźnik pasażerów, spedytor przewożone bagaże. A co łączy ludzi, którzy przystępują do grupowego ubezpieczenia w UFK? – De facto pośrednik, czyli np. bank, jest tutaj ubezpieczającym. Bierze zresztą za to wysoką prowizję – mówi mecenas. Jak wysoką, nie wiadomo, bo umowy są tajne. Na rynku mówi się, że prowizja wynosi tyle, ile roczna składka złapanego na taką polisę człowieka. Zresztą same firmy tłumaczą wysokość opłat likwidacyjnych tym, że w razie wycofania się klienta muszą zwracać prowizję, którą za niego wzięli pośrednicy.
– To obejście przepisów o pośrednictwie ubezpieczeniowym – irytuje się prawniczka. Nie dość, że polisy oferują osoby, które nie mają licencji pośredników ubezpieczeniowych, w dodatku są lojalne wobec firmy i jej zysków, a nie wobec klienta.
Jest jeszcze trzecia grupa produktów oferowanych klientom, znana pod nazwą polisolokat wieloletnich. Przedstawianych nie tylko jako skuteczne narzędzie do pomnażania pieniędzy, ale także dających korzyści podatkowe. W ich przypadku wpłaca się tylko jedną ratę, odpowiednio wysoką. Przy czym opłatę za zarządzanie nią uiszcza się z góry za 10 lat. To, bagatela, jakieś 30 proc. od całości wpłaconej kwoty. – W przypadku jednego z ubezpieczycieli pierwsze notowania towarzystw ubezpieczeniowych były takie, że po miesiącu ludzie mieli na kontach już tylko połowę wpłaconej kwoty. Po trzech latach zostało im zaledwie 25–30 proc. – opisuje mec. Lengiewicz.
Pewne jak w banku
Tym, co może oburzać, jest fakt, że w procederze biorą udział – jako pośrednicy – banki. Te wykorzystują lukę prawną w polskich przepisach. Bo jeśli produkty stricte ubezpieczeniowe obwarowane są ścisłymi przepisami, jeśli nad inwestycjami czuwają nawet unijne dyrektywy, to produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne nie są nimi objęte. Wspomina o nich jedynie art. 13 ustawy o działalności ubezpieczeniowej. Mówiąc inaczej: w rzeczywistości nie są w ogóle uregulowane. Czyli hulaj dusza, piekła nie ma. Nie ma nadzoru. Nie ma limitów. O problemie z UFK, nagannych praktykach, skargach ludzi traktuje obszerny raport rzecznika ubezpieczonych z 2012 r. (rzu.gov.pl/pdf/Raport_UFK.pdf). Wątpliwości co do takich praktyk wielokrotnie wyrażał przewodniczący KNF. I co? Jest jak było.
– Choć przy okazji sprawy pierwszego klienta udało się wpisać zawyżone opłaty likwidacyjne na listę klauzul abuzywnych, czyli niedozwolonych, wciąż umowy z takimi opłatami likwidacyjnymi są zawierane – relacjonuje mec. Anna Lengiewicz. Mało tego, choć wygrali przed sądem, Aegon do tej pory nie zwrócił jego żonie i córkom nieprawnie zabranych pieniędzy. Trwa korespondencja. – Tymczasem gdyby prezes UOKiK chciał, ma narzędzia, by ukrócić takie praktyki – tłumaczy prawniczka. Tak jak zrobił to np. w przypadku deweloperów, uznając opłaty pobierane przez nich za odstąpienie od umowy przez klienta za zbyt wygórowane. Trwają rozmowy, 4 proc. nie przeszło, zapewne skończy się na 2 proc. A w przypadku polisolokat w grę wchodzi nawet 100 proc.!
Zapytałam UOKiK o stanowisko. Rzecznik Małgorzata Cieloch odpowiedziała: „W tej chwili prowadzimy kilka postępowań – większość to postępowania wyjaśniające (sprawdzamy, czy doszło do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów, gromadzimy skargi konsumentów, analizujemy wzorce umowne, regulaminy, tabele opłat i prowizji). Postępowania dotyczą zarówno umów indywidualnych, jak i grupowych. W tych działaniach przyglądamy się różnym produktom inwestycyjnym dystrybuowanym przez różnych przedsiębiorców (banki, ubezpieczycieli, pośredników), warunkom w umowach i regulaminach, materiałom reklamowym, a także metodom oferowania tych produktów – ich sprzedaży.
Ludzie są w pułapce. Widzą, że tracą pieniądze, ale kiedy zerwą umowę, stracą wszystko lub znaczną część oszczędności życia. Więc część płaci, mając nadzieję na cud
Jeśli chodzi o opłaty likwidacyjne – w ostatnich dniach roku wszczęliśmy postępowanie administracyjne dotyczące działań jednego z ubezpieczycieli. Kwestionujemy przede wszystkim stosowanie nieekwiwalentnych opłat likwidacyjnych za wycofanie środków pieniężnych zainwestowanych np. w ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Ze wstępnej analizy dokumentów ponadto nie wynika, że w hipotetycznym przypadku wypowiedzenia umowy przez ubezpieczyciela, konsumenci nie mogliby liczyć na podobne opłaty. W związku z tym, że przedsiębiorca nie otrzymał jeszcze postanowienia o wszczęciu, nie mogę podać, wobec kogo zostało ono wszczęte”. I tyle.
W zasadzie jedynie KNF stara się położyć tamę niekorzystnym dla klientów praktykom. Widząc, że nie ma co liczyć na samoregulację branży w tym zakresie, przygotował projekt rekomendacji dotyczącej dobrych praktyk w zakresie bancassurance. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ma wejść w życie do listopada.
Problemy z „produktami” ubezpieczeniowo-inwestycyjnymi miały wszystkie kraje Wspólnoty. Tyle że większość już sobie z nimi poradziła. W Niemczech np. klauzule o opłatach likwidacyjnych (m.in. w firmach Deutscher Ring, Generali, Allianz, Iduna) zaskarżyła do sądu tamtejsza izba gospodarcza. Wyrok był korzystny dla klientów – sąd, powołując się na ustawę zasadniczą, orzekł, że jest to bezprawne pozbawianie ludzi ich pieniędzy. Porównał to do wywłaszczeń. A w przypadku niemieckim chodziło o opłaty wynoszące ledwie 4 proc. od ulokowanej sumy. I firmy grzecznie zwracają ludziom pieniądze. Inna sprawa, że w Niemczech bardzo sprawnie działa nadzór finansowy, a niezastosowanie się do sentencji wyroku zagrożone jest wysoką sankcją: do 2 lat więzienia dla członków zarządu i grzywny do 250 tys. euro. W lipcu 2013 r. w Holandii Aegon przegrał z podobnego powodu pozew zbiorowy, który dotyczył 30 tys. osób. Pieniądze swoim klientom oddawały również firmy w Wielkiej Brytanii, we Francji, Włoszech. W 2012 r. Komisja Europejska – zdając sobie sprawę z wagi i powszechności problemu tego typu produktów – skierowała zapytanie do państw członkowskich, w jaki sposób radzą sobie i regulują rynek. Okazało się, że tylko cztery państwa – Polska, Bułgaria, Litwa i Luksemburg – nie zrobiły nic. Dlaczego?
Naganiacze
Pytanie, dlaczego nasze państwo nie reaguje, kiedy setki tysięcy osób są skłaniane do niekorzystnego rozporządzania swoim mieniem, zawiśnie w próżni. I poczeka na odpowiedź. Tak samo jak to, gdzie są mózgi tego przedsięwzięcia. I dlaczego mogą swobodnie i bezkarnie funkcjonować. Dla porównania: szefom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie – zarzuca się m.in. prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia, poświadczanie nieprawdy i naruszenie ustawy o rachunkowości oraz kodeksu spółek handlowych. Mieli doprowadzić ponad 10,5 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia swoimi pieniędzmi.
Kiedy w USA zaczął się kryzys spowodowany wielką bańką kredytową, pośrednicy udzielający pożyczek klientom stali się obiektem nienawiści. „Skaczcie, s...syny” – to było jedno z popularniejszych haseł internetowych memów, przedstawiających ludzi w garniturach, z wyżelowanymi włosami, stojących na krawędzi dachów. Zastanawiali się nad samobójstwem, bo ich świat, ich dochody, wygodne życie się kończyły. A może niektórych zjadały wyrzuty sumienia... W przypadku osób sprzedających produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne może być podobnie. Tyle że w gruncie rzeczy oni także są ofiarami. Swojej chciwości, to prawda. Ale także wielkich firm, które w mistrzowski sposób wykorzystują ludzkie słabości i trudną sytuację.
Przenieśmy się zatem na „konferencję” jednej z firm, która rekrutuje i zatrudnia takich agentów sprzedażowych. Jesteśmy w bardzo dobrym hotelu w centrum Warszawy, przed którym zaparkowano stado aut marki Porsche z logo firmy. Na widowni mnóstwo ludzi: młode kobiety w niemodnych sukienkach, mężczyźni z wąsami w stylu wujka Stefana, w zaciasnych garniturach. Na mównicy wyluzowany mężczyzna w szytym na miarę garniturze. Perfekcyjna mowa ciała, ustawiony głos. Przekaz brzmi: nieważne, kim jesteś. Nieważne, jakie masz wykształcenie i jakie umiejętności. Możesz zarabiać duże pieniądze. Kto nie chce? Każdy by chciał. Chętni zostaną nauczeni technik sprzedaży. Odpowiada na pytania klientów tak, by nie skłamać, ale i nie powiedzieć prawdy. Warunek: sami muszą najpierw wykupić „produkt”. Mając świadomość, że co miesiąc są zobowiązani uiszczać składkę, prędko pozbędą się obiekcji moralnych.
Podobnie ma się rzecz z pracownikami banków. Jedna z takich osób opowiada: każdego miesiąca muszę sprzedać tyle a tyle kont, tyle kart kredytowych, tyle ubezpieczeń. Jeśli nie wyrobię normy, nie dostanę premii. A moja pensja to minimalna płaca. Nie wyżyję. Jest mi przykro, kiedy wkręcam w takie historie ludzi, ale mam na utrzymaniu siebie i dziecko. A do tego kredyt. Jak w ciągu trzech miesięcy nie zrealizuję zadania, to mnie zwolnią. Chodzę do spowiedzi, płaczę nocami, ale sprzedaję.
Ofiary
O tym, co mają do powiedzenia ofiary podobnych praktyk, można się przekonać, choćby przechadzając się po internetowych forach. Jedni walczą przed sądami, inni zwijają się w kłębek i rezygnują. Ale zanim sami, drodzy czytelnicy, zaczniecie szukać, na koniec przytoczę kilka przykładów. Z akt sprawy wziętych.
Pewna kobieta, bizneswoman, przychodzi do banku z wnioskiem o pożyczkę – 50 tys. zł. Pracownik, po wypytaniu jej o sytuację finansową, dochody, posiadane nieruchomości itp. załamuje ręce. Droga pani, mam dla pani fantastyczną propozycję. 50 tys. to za mało, mogę pani oferować kredyt hipoteczny na kwotę 330 tys. zł. Te 50 tys. weźmie sobie pani i wykorzysta zgodnie z planami, a resztę włożymy w polisolokatę. Kredyt sam się spłaci! Polisolokata zapracuje. (Tutaj w ruch idą foldery oraz kolorowe flamastry, którymi doradca wykreśla zyski, jakie musi, bo innej możliwości nie ma, odnieść kobieta). Kobieta złapała przynętę. Więcej – tak nakręciła swoje dorosłe dzieci, że i one zastawiły cały swój majątek. Dostali 1 mln zł, z czego 850 tys. zł wylądowało na polisolokacie. Teraz nie mają nic. Kobieta leczy się psychiatrycznie. Dzieci rozważają emigrację. Kwota kredytu urosła do 2 mln zł.
Wykształcony, przedsiębiorczy mężczyzna po sześćdziesiątce, chory na nowotwór. Do TU przyszedł razem z żoną. Opowiedział historię życia i choroby. Podkreślał, że chce tak zainwestować swoje pieniądze, żeby w każdej chwili mieć do nich dostęp. Że nie chce zamrażać gotówki, bo może potrzebować terapii za granicą. Wcisnęli mu „produkt” na 10 lat. „W każdej chwili może pan zlikwidować lokatę”. Pod warunkiem że zapłaci „opłatę likwidacyjną”, a wtedy nie zostanie nic. Ale tego już nie powiedzieli.
Kobieta, profesor, ulokowała tylko 10 tys. zł. Mówiła pośrednikowi, że jest stara, że pieniądze mogą jej być potrzebne na leczenie. I pech sprawił, że potrzebna była operacja kolana. – W przypadku tej pani akurat udało się skutecznie reklamować i pieniądze zostały jej zwrócone – przyznaje pani mecenas. Może sprawiła to siła znanego w świecie elit nazwiska, może przypadek. Inne osoby nie miały tego szczęścia. Czekają na to, co postanowi sąd.
Biznes musi zarabiać. Za wszelką cenę. Maksymalizować zyski. Kiedy w krajach Europy Zachodniej wokół produktów ubezpieczeniowo-inwestycyjnych zaczęło się robić gorąco, firmy zaczęły przenosić się z nimi do nowych krajów członkowskich. Kiedy i tutaj atmosfera zgęstniała, a sądy zaczęły wydawać niekorzystne dla nich werdykty, idą dalej – do Europy Wschodniej. Ostatnio bardzo aktywne są na Ukrainie"
http://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/768380,polisolokaty-to-tylko-reklamowe-foldery-a-tracimy-na-nich-oszczednosci-zycia.html
"Pułapka polisolokat. To tylko reklamowe foldery, a tracimy na nich oszczędności życia
Polisolokaty to tylko reklamowe foldery i diabelskie sztuczki agentów. Większość państw Unii już sobie z nimi poradziła. Tylko Polska, Bułgaria, Litwa i Luksemburg nic nie zrobiły, by uregulować ich sprzedawanie.
Spójrz tylko, co moja żona z córkami kupiły za fantastyczny produkt finansowy – stary przyjaciel, jednocześnie klient mec. Anny Lengiewicz, był wyraźnie poirytowany, wyciągając z aktówki papiery. Tłumaczył: kobiety wpłaciły 5 tys. zł w coś, co miało być ubezpieczeniem, zarazem bezpieczną lokatą na przyszłość. Po roku okazało się, że kwota stopniała do 3,5 tys. zł, a ubezpieczyciel żąda, aby wpłacić kolejne 5 tys., bo inaczej stracą wszystko tytułem „opłaty likwidacyjnej”. – Nie jestem idiotą, nie dam już im ani grosza. Ale to wielki skandal, trzeba coś z tym zrobić – mówił. Prawniczka słuchała z zainteresowaniem.
Lengiewicz, która jest współwłaścicielką kancelarii LWB, do tej pory zajmowała się niemal wyłącznie sprawami gospodarczymi oraz doradzała firmom. Niejedną bardzo skomplikowaną umowę widziała w życiu. Ale ten „produkt” był szczególny – na jego analizie spędziła wiele nocy. W końcu podjęła się zadania i po 3,5 roku udało się jej uzyskać prawomocny wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie, uznający za bezprawne pobieranie opłaty likwidacyjnej przez Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA – bo właśnie w tej firmie żona jej pierwszego klienta zakupiła owo ubezpieczenie. Ale to nie koniec.
Kancelaria przygotowała i złożyła w imieniu 168 klientów w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew zbiorowy przeciwko Aegon TU na Życie SA (kolejne 40 osób zamierza do niego dołączyć) – domagają się zwrotu opłat likwidacyjnych. W przygotowaniu są kolejne pozwy. Drugi będzie dotyczył ustalenia, że klauzula o opłatach likwidacyjnych nie wiąże, czyli ubezpieczycielowi nie wolno ich pobierać. Trzeci będzie związany z ubezpieczeniami grupowymi na życie. A potem przyjdzie kolej na pozwy przeciwko kolejnym firmom – Skandii, Axie, Generali, Nordei, Europie, Copmpensie, Open Life. Skala przedsięwzięcia jest ogromna. Ale też wielka jest skala ludzkich tragedii, straconych majątków, złamanych żyć. Ilu osób dotyczy, trudno oszacować. Pewnie kilkuset tysięcy Polaków, którzy zainwestowali pieniądze w coś, czego nie rozumieli, ale wierzyli, że będzie ich zabezpieczeniem na przyszłość, wierzyli instytucjom zaufania publicznego. Mówi się, że tylko Aegon sprzedał ok. 170 tys. osobom swoje ubezpieczeniowe „produkty”.
„Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA otrzymało oficjalne powiadomienie ze strony sądu, informujące o złożonym wniosku, który dotyczy pozwu zbiorowego. Obecnie podejmujemy działania, które umożliwią nam zbadanie zasadności zgłaszanych roszczeń” – napisała firma w oświadczeniu dla prasy. Jest w nim jeszcze i to, że „poczucie stabilności i bezpieczeństwa obecnych oraz przyszłych klientów jest naszym priorytetem”.
Jak to działało i działa
Aby zrozumieć mechanizm, który sprawił, że tyle osób podpisało niekorzystne dla nich umowy, posłużmy się kolejnym przykładem z akt.
Pewna kobieta dostała spadek, dużą dla niej kwotę 100 tys. zł. Przedsiębiorcza, zaradna, nie chciała przejeść pieniędzy. Postanowiła je zainwestować, a że sama się nie bardzo orientowała, udała się do doradcy finansowego. Ten zaczął namawiać ją na „fantastyczny produkt”, dzięki któremu na starość nie będzie musiała się martwić o pieniądze. Rysował na kartce wykresy, pokazywał kolorowe katalogi, w których roiło się od uśmiechniętych twarzy, wyliczał kilkucyfrowe stopy zysku. Podpisała umowę. Po roku dostała pismo, w którym firma wzywała ją do zapłaty kolejnej raty – 100 tys. zł. Oniemiała. Kiedy spotykała się z doradcą, poinformowała, że to spadek, sama miała o wiele mniejsze dochody. O tym, że co roku będzie musiała wpłacać taką samą kwotę, nie było mowy. Ani o tym, że jeśli nie będzie jej stać albo jeśli zechce zlikwidować lokatę, będzie musiała uiścić „opłatę manipulacyjną” wynoszącą 100 proc. kwoty, którą miała na koncie. Teraz okazało się, że jej spadek przeszedł na rzecz firmy ubezpieczeniowej, której zaufała.
Nie czytała umowy? Na słowo zawierzyła obcemu człowiekowi? Moja pierwsza refleksja – dobrze jej tak. Ponosimy konsekwencje swoich decyzji, głupota kosztuje. – Nie ma prawa zabraniającego ludziom podpisywać umowy, w których zrzekają się praw do własnych pieniędzy, a innym brać tego, co im ktoś podaruje – mówię.
Mecenas Lengiewicz macha niecierpliwie ręką. – Wśród naszych klientów są prości ludzie, ale także bardzo dobrze wykształceni. Prawnicy i ekonomiści – mówi. I tłumaczy, że oni wszyscy zostali wprowadzeni w błąd. Doradcy mówili im to, co ci chcieli usłyszeć – o zyskach. O ryzyku, wysokich opłatach manipulacyjnych, możliwości straty nie wspominali albo robili to w taki sposób, aby bagatelizować te kwestie. W dodatku powszechną praktyką było to, że klient nie dostawał do ręki OWU, czyli ogólnych warunków ubezpieczenia. – Tłumaczono im, że są one integralną częścią polisy, więc razem z nią przyjdą pocztą. I przychodziły, ale po upływie miesiąca. Wtedy było już za późno, żeby człowiek wycofał się z umowy, bo zgodnie z prawem ma na to tylko 30 dni – wyjaśnia prawniczka. A jeśli nawet dostali wcześniej do ręki taki dokument, nie mieli wiedzy, żeby go zrozumieć. Był sporządzony w tak pokrętny sposób, że potrzebowaliby kilku dni i pomocy dobrego prawnika. A mieli na to np. 15 minut.
– Zwyczajny człowiek jest bezradny w starciu z firmą. Ta ma do dyspozycji wielkie środki finansowe, najlepszych prawników. Trudno mieć pretensje do inżyniera, jeśli odkurzacz, który kupi, okaże się szmelcem. Ubezpieczenie na życie jest czymś, co każdy rozsądny człowiek chce dziś kupić. I tak jak kupując odkurzacz, ufa, że firma dokonała wszelkich starań, aby był jak najlepszy, tak samo kupując polisę, wierzy, że jest to coś, co mu pomoże w trudnych chwilach, a nie ograbi – tłumaczy.
Kiedy nastąpi zetknięcie takiego klienta z firmą reprezentowaną przez świetnie wyszkolonego specjalistę do spraw sprzedaży, efekt jest łatwy do przewidzenia.
Ni pies, ni wydra
Żeby być dobrze zrozumianym: ubezpieczenia na życie i na dożycie są potrzebne. Od lat funkcjonują z pożytkiem dla klientów i firm je oferujących. Ich mechanizm jest prosty i dobrze znany. Klient co jakiś czas wpłaca ubezpieczycielowi pewną kwotę pieniędzy. W zamian zyskuje pewność, że np. w razie nieszczęśliwego wypadku on sam lub jego bliscy dostaną określoną sumę pieniędzy. Ubezpieczenia, zwłaszcza na życie, jako bardzo wrażliwy produkt związany z egzystencją ludzką, są obwarowane rygorystycznymi przepisami, krajowymi i unijnymi. Doradcy ubezpieczeniowi muszą nie tylko zdać trudne egzaminy, ale jako osoby zaufania publicznego w swoją pracę mają wpisany etos dbania o dobro klientów. Muszą ich informować o wszystkich szczegółach zawieranych umów, tłumaczyć niejasności. Tak było do momentu, kiedy pojawił się nowy produkt: indywidualne ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK). Nazwa brzmi podobnie, gwarantuje pewność i bezpieczeństwo, ale to już nie jest to samo.
Bo jak to działa? Oferuje się klientowi ubezpieczenie, które przedstawia się jako długoterminowy produkt oszczędnościowo-inwestycyjny, bezpieczny i zyskowny z roczną stopą zysku sięgającą nawet 15 proc. O ryzyku nikt nie informuje. Następnie tylko nieznaczna część składki jest przekazywana na ubezpieczenie, gros inwestowane w UFK. Klient dostaje dostęp do aplikacji komputerowej i ma sam sobie zarządzać swoimi pieniędzmi. Przy czym firma pobiera wysokie opłaty – za wszystko. Za dostęp do aplikacji, za każdą operację, którą wykona klient itp. Do tego dochodzi normalne ryzyko rynkowe. To dlatego z 5 tys. pierwszego klienta po roku zrobiło się 3,5 tys. zł. Kiedy człowiek zorientuje się, w czym rzecz, i chce się wycofać, dowiaduje się o „opłacie likwidacyjnej”, w zależności od firmy wahającej się między 90 a 100 proc. w pierwszych latach. Potem spada ona np. do 60 proc. i dopiero po 10 lub 25 latach wynosi 0.
To tylko mechanizm, bo tego typu produktów jest mnóstwo, szytych na miarę zasobności portfeli klientów. Aegon miał ponad 50 wzorców umów, Skandia kilkanaście. Są produkty VIP-owskie, gdzie klient wpłaca np. po 5–10 tys. miesięcznie. Są też dla ubogich zjadaczy chleba, ze składką np. 100 zł co 30 dni. Łączy je to, że w zasadzie każdy na nich traci.
Polisy oferują osoby, które nie mają licencji pośredników ubezpieczeniowych i w dodatku są lojalne wobec firmy i jej zysków, a nie wobec klienta
Ale te indywidualne ubezpieczenia to jeszcze nic. O wiele ryzykowniejsze i dziwniejsze, żeby nie użyć innego słowa, są grupowe ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. Rzecz w tym, że tutaj klient nie jest nawet stroną umowy. Nie ma żadnych praw. No poza tym, że ma prawo przystąpić i płacić. Jeśli przy tych indywidualnych ma prawo domagać się pokazania przed podpisaniem umowy OWU (i albo dostanie, albo nie), tutaj może sobie o tym tylko pomarzyć. Jak to działa? Konsument podpisuje deklarację przystąpienia do ubezpieczenia, którą składa różnego rodzaju pośrednikom: bankom, firmom doradztwa finansowego, brokerom etc., i nie ma dostępu do umowy zawartej pomiędzy ubezpieczycielem a pośrednikiem, bo jest ona tajna. Otrzymuje jedynie wyciąg z tejże umowy, z którego wynikają jedynie jego obowiązki, głównie do płacenia składki. Nie dostał jej nawet rzecznik ubezpieczonych, choć o to prosił. Tym bardziej nie dostanie Kowalski czy Nowak. Może liczyć co najwyżej na prospekt reklamowy lub ulotkę. Nie dostaje też polisy. Ma tylko certyfikat o przystąpieniu do ubezpieczenia grupowego. Różnica między grupowymi a indywidualnymi jest jeszcze taka, że w grupowych klient sam nie zarządza inwestowaną w UFK kwotą. Robią to za niego inni, pobierając sowite opłaty, ale z różnym skutkiem. Oczywiście w każdej chwili można się wycofać, tylko trzeba zapłacić opłatę likwidacyjną. – Ludzie są w pułapce. Widzą, że tracą pieniądze, ale kiedy zerwą umowę, stracą wszystko lub znaczną część oszczędności życia. Więc część płaci, mając nadzieję na cud – kwituje prawniczka.
Jej zdaniem w przypadku tych produktów obchodzone jest, jeśli nie łamane prawo. Bo po pierwsze, choć wcześniej forma ubezpieczenia grupowego także była znana, ale zawsze dotyczyła konkretnego zdarzenia i grupy ludzi – np. pracodawca ubezpiecza swoich pracowników, przewoźnik pasażerów, spedytor przewożone bagaże. A co łączy ludzi, którzy przystępują do grupowego ubezpieczenia w UFK? – De facto pośrednik, czyli np. bank, jest tutaj ubezpieczającym. Bierze zresztą za to wysoką prowizję – mówi mecenas. Jak wysoką, nie wiadomo, bo umowy są tajne. Na rynku mówi się, że prowizja wynosi tyle, ile roczna składka złapanego na taką polisę człowieka. Zresztą same firmy tłumaczą wysokość opłat likwidacyjnych tym, że w razie wycofania się klienta muszą zwracać prowizję, którą za niego wzięli pośrednicy.
– To obejście przepisów o pośrednictwie ubezpieczeniowym – irytuje się prawniczka. Nie dość, że polisy oferują osoby, które nie mają licencji pośredników ubezpieczeniowych, w dodatku są lojalne wobec firmy i jej zysków, a nie wobec klienta.
Jest jeszcze trzecia grupa produktów oferowanych klientom, znana pod nazwą polisolokat wieloletnich. Przedstawianych nie tylko jako skuteczne narzędzie do pomnażania pieniędzy, ale także dających korzyści podatkowe. W ich przypadku wpłaca się tylko jedną ratę, odpowiednio wysoką. Przy czym opłatę za zarządzanie nią uiszcza się z góry za 10 lat. To, bagatela, jakieś 30 proc. od całości wpłaconej kwoty. – W przypadku jednego z ubezpieczycieli pierwsze notowania towarzystw ubezpieczeniowych były takie, że po miesiącu ludzie mieli na kontach już tylko połowę wpłaconej kwoty. Po trzech latach zostało im zaledwie 25–30 proc. – opisuje mec. Lengiewicz.
Pewne jak w banku
Tym, co może oburzać, jest fakt, że w procederze biorą udział – jako pośrednicy – banki. Te wykorzystują lukę prawną w polskich przepisach. Bo jeśli produkty stricte ubezpieczeniowe obwarowane są ścisłymi przepisami, jeśli nad inwestycjami czuwają nawet unijne dyrektywy, to produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne nie są nimi objęte. Wspomina o nich jedynie art. 13 ustawy o działalności ubezpieczeniowej. Mówiąc inaczej: w rzeczywistości nie są w ogóle uregulowane. Czyli hulaj dusza, piekła nie ma. Nie ma nadzoru. Nie ma limitów. O problemie z UFK, nagannych praktykach, skargach ludzi traktuje obszerny raport rzecznika ubezpieczonych z 2012 r. (rzu.gov.pl/pdf/Raport_UFK.pdf). Wątpliwości co do takich praktyk wielokrotnie wyrażał przewodniczący KNF. I co? Jest jak było.
– Choć przy okazji sprawy pierwszego klienta udało się wpisać zawyżone opłaty likwidacyjne na listę klauzul abuzywnych, czyli niedozwolonych, wciąż umowy z takimi opłatami likwidacyjnymi są zawierane – relacjonuje mec. Anna Lengiewicz. Mało tego, choć wygrali przed sądem, Aegon do tej pory nie zwrócił jego żonie i córkom nieprawnie zabranych pieniędzy. Trwa korespondencja. – Tymczasem gdyby prezes UOKiK chciał, ma narzędzia, by ukrócić takie praktyki – tłumaczy prawniczka. Tak jak zrobił to np. w przypadku deweloperów, uznając opłaty pobierane przez nich za odstąpienie od umowy przez klienta za zbyt wygórowane. Trwają rozmowy, 4 proc. nie przeszło, zapewne skończy się na 2 proc. A w przypadku polisolokat w grę wchodzi nawet 100 proc.!
Zapytałam UOKiK o stanowisko. Rzecznik Małgorzata Cieloch odpowiedziała: „W tej chwili prowadzimy kilka postępowań – większość to postępowania wyjaśniające (sprawdzamy, czy doszło do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów, gromadzimy skargi konsumentów, analizujemy wzorce umowne, regulaminy, tabele opłat i prowizji). Postępowania dotyczą zarówno umów indywidualnych, jak i grupowych. W tych działaniach przyglądamy się różnym produktom inwestycyjnym dystrybuowanym przez różnych przedsiębiorców (banki, ubezpieczycieli, pośredników), warunkom w umowach i regulaminach, materiałom reklamowym, a także metodom oferowania tych produktów – ich sprzedaży.
Ludzie są w pułapce. Widzą, że tracą pieniądze, ale kiedy zerwą umowę, stracą wszystko lub znaczną część oszczędności życia. Więc część płaci, mając nadzieję na cud
Jeśli chodzi o opłaty likwidacyjne – w ostatnich dniach roku wszczęliśmy postępowanie administracyjne dotyczące działań jednego z ubezpieczycieli. Kwestionujemy przede wszystkim stosowanie nieekwiwalentnych opłat likwidacyjnych za wycofanie środków pieniężnych zainwestowanych np. w ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Ze wstępnej analizy dokumentów ponadto nie wynika, że w hipotetycznym przypadku wypowiedzenia umowy przez ubezpieczyciela, konsumenci nie mogliby liczyć na podobne opłaty. W związku z tym, że przedsiębiorca nie otrzymał jeszcze postanowienia o wszczęciu, nie mogę podać, wobec kogo zostało ono wszczęte”. I tyle.
W zasadzie jedynie KNF stara się położyć tamę niekorzystnym dla klientów praktykom. Widząc, że nie ma co liczyć na samoregulację branży w tym zakresie, przygotował projekt rekomendacji dotyczącej dobrych praktyk w zakresie bancassurance. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ma wejść w życie do listopada.
Problemy z „produktami” ubezpieczeniowo-inwestycyjnymi miały wszystkie kraje Wspólnoty. Tyle że większość już sobie z nimi poradziła. W Niemczech np. klauzule o opłatach likwidacyjnych (m.in. w firmach Deutscher Ring, Generali, Allianz, Iduna) zaskarżyła do sądu tamtejsza izba gospodarcza. Wyrok był korzystny dla klientów – sąd, powołując się na ustawę zasadniczą, orzekł, że jest to bezprawne pozbawianie ludzi ich pieniędzy. Porównał to do wywłaszczeń. A w przypadku niemieckim chodziło o opłaty wynoszące ledwie 4 proc. od ulokowanej sumy. I firmy grzecznie zwracają ludziom pieniądze. Inna sprawa, że w Niemczech bardzo sprawnie działa nadzór finansowy, a niezastosowanie się do sentencji wyroku zagrożone jest wysoką sankcją: do 2 lat więzienia dla członków zarządu i grzywny do 250 tys. euro. W lipcu 2013 r. w Holandii Aegon przegrał z podobnego powodu pozew zbiorowy, który dotyczył 30 tys. osób. Pieniądze swoim klientom oddawały również firmy w Wielkiej Brytanii, we Francji, Włoszech. W 2012 r. Komisja Europejska – zdając sobie sprawę z wagi i powszechności problemu tego typu produktów – skierowała zapytanie do państw członkowskich, w jaki sposób radzą sobie i regulują rynek. Okazało się, że tylko cztery państwa – Polska, Bułgaria, Litwa i Luksemburg – nie zrobiły nic. Dlaczego?
Naganiacze
Pytanie, dlaczego nasze państwo nie reaguje, kiedy setki tysięcy osób są skłaniane do niekorzystnego rozporządzania swoim mieniem, zawiśnie w próżni. I poczeka na odpowiedź. Tak samo jak to, gdzie są mózgi tego przedsięwzięcia. I dlaczego mogą swobodnie i bezkarnie funkcjonować. Dla porównania: szefom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie – zarzuca się m.in. prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia, poświadczanie nieprawdy i naruszenie ustawy o rachunkowości oraz kodeksu spółek handlowych. Mieli doprowadzić ponad 10,5 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia swoimi pieniędzmi.
Kiedy w USA zaczął się kryzys spowodowany wielką bańką kredytową, pośrednicy udzielający pożyczek klientom stali się obiektem nienawiści. „Skaczcie, s...syny” – to było jedno z popularniejszych haseł internetowych memów, przedstawiających ludzi w garniturach, z wyżelowanymi włosami, stojących na krawędzi dachów. Zastanawiali się nad samobójstwem, bo ich świat, ich dochody, wygodne życie się kończyły. A może niektórych zjadały wyrzuty sumienia... W przypadku osób sprzedających produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne może być podobnie. Tyle że w gruncie rzeczy oni także są ofiarami. Swojej chciwości, to prawda. Ale także wielkich firm, które w mistrzowski sposób wykorzystują ludzkie słabości i trudną sytuację.
Przenieśmy się zatem na „konferencję” jednej z firm, która rekrutuje i zatrudnia takich agentów sprzedażowych. Jesteśmy w bardzo dobrym hotelu w centrum Warszawy, przed którym zaparkowano stado aut marki Porsche z logo firmy. Na widowni mnóstwo ludzi: młode kobiety w niemodnych sukienkach, mężczyźni z wąsami w stylu wujka Stefana, w zaciasnych garniturach. Na mównicy wyluzowany mężczyzna w szytym na miarę garniturze. Perfekcyjna mowa ciała, ustawiony głos. Przekaz brzmi: nieważne, kim jesteś. Nieważne, jakie masz wykształcenie i jakie umiejętności. Możesz zarabiać duże pieniądze. Kto nie chce? Każdy by chciał. Chętni zostaną nauczeni technik sprzedaży. Odpowiada na pytania klientów tak, by nie skłamać, ale i nie powiedzieć prawdy. Warunek: sami muszą najpierw wykupić „produkt”. Mając świadomość, że co miesiąc są zobowiązani uiszczać składkę, prędko pozbędą się obiekcji moralnych.
Podobnie ma się rzecz z pracownikami banków. Jedna z takich osób opowiada: każdego miesiąca muszę sprzedać tyle a tyle kont, tyle kart kredytowych, tyle ubezpieczeń. Jeśli nie wyrobię normy, nie dostanę premii. A moja pensja to minimalna płaca. Nie wyżyję. Jest mi przykro, kiedy wkręcam w takie historie ludzi, ale mam na utrzymaniu siebie i dziecko. A do tego kredyt. Jak w ciągu trzech miesięcy nie zrealizuję zadania, to mnie zwolnią. Chodzę do spowiedzi, płaczę nocami, ale sprzedaję.
Ofiary
O tym, co mają do powiedzenia ofiary podobnych praktyk, można się przekonać, choćby przechadzając się po internetowych forach. Jedni walczą przed sądami, inni zwijają się w kłębek i rezygnują. Ale zanim sami, drodzy czytelnicy, zaczniecie szukać, na koniec przytoczę kilka przykładów. Z akt sprawy wziętych.
Pewna kobieta, bizneswoman, przychodzi do banku z wnioskiem o pożyczkę – 50 tys. zł. Pracownik, po wypytaniu jej o sytuację finansową, dochody, posiadane nieruchomości itp. załamuje ręce. Droga pani, mam dla pani fantastyczną propozycję. 50 tys. to za mało, mogę pani oferować kredyt hipoteczny na kwotę 330 tys. zł. Te 50 tys. weźmie sobie pani i wykorzysta zgodnie z planami, a resztę włożymy w polisolokatę. Kredyt sam się spłaci! Polisolokata zapracuje. (Tutaj w ruch idą foldery oraz kolorowe flamastry, którymi doradca wykreśla zyski, jakie musi, bo innej możliwości nie ma, odnieść kobieta). Kobieta złapała przynętę. Więcej – tak nakręciła swoje dorosłe dzieci, że i one zastawiły cały swój majątek. Dostali 1 mln zł, z czego 850 tys. zł wylądowało na polisolokacie. Teraz nie mają nic. Kobieta leczy się psychiatrycznie. Dzieci rozważają emigrację. Kwota kredytu urosła do 2 mln zł.
Wykształcony, przedsiębiorczy mężczyzna po sześćdziesiątce, chory na nowotwór. Do TU przyszedł razem z żoną. Opowiedział historię życia i choroby. Podkreślał, że chce tak zainwestować swoje pieniądze, żeby w każdej chwili mieć do nich dostęp. Że nie chce zamrażać gotówki, bo może potrzebować terapii za granicą. Wcisnęli mu „produkt” na 10 lat. „W każdej chwili może pan zlikwidować lokatę”. Pod warunkiem że zapłaci „opłatę likwidacyjną”, a wtedy nie zostanie nic. Ale tego już nie powiedzieli.
Kobieta, profesor, ulokowała tylko 10 tys. zł. Mówiła pośrednikowi, że jest stara, że pieniądze mogą jej być potrzebne na leczenie. I pech sprawił, że potrzebna była operacja kolana. – W przypadku tej pani akurat udało się skutecznie reklamować i pieniądze zostały jej zwrócone – przyznaje pani mecenas. Może sprawiła to siła znanego w świecie elit nazwiska, może przypadek. Inne osoby nie miały tego szczęścia. Czekają na to, co postanowi sąd.
Biznes musi zarabiać. Za wszelką cenę. Maksymalizować zyski. Kiedy w krajach Europy Zachodniej wokół produktów ubezpieczeniowo-inwestycyjnych zaczęło się robić gorąco, firmy zaczęły przenosić się z nimi do nowych krajów członkowskich. Kiedy i tutaj atmosfera zgęstniała, a sądy zaczęły wydawać niekorzystne dla nich werdykty, idą dalej – do Europy Wschodniej. Ostatnio bardzo aktywne są na Ukrainie"
Glos przeciw imigracji Ukraincow
Glos przeciw imigracji Ukraincow
Procesy biznesowe w gospodarce plyna tak jak woda czyli po najmniejszej lini oporu. Taka po prostu jest ludzka natura przedsiebiorcow. Nigdzie w swiecie przedsiebiorcy nie przymuszeni okolicznosciami nie modernizowali szybko technologicznie i organizacyjnie swoich firm i nie podnosili płac pracownikom. W tej mierze magiczne zaklecia nic nie dadza.
W Chinach rosnacy blyskawicznie przemysl "fabryki swiata" zatrudniał masowo wiesniakow ktorzy emigrowali do miast. Ale ten proces ten został obecnie zachamowany brakiem nowych chetnych rak do pracy. Rzad czynił tez wiele aby podniesc atrakcyjnosc zycia na wsi. W ostatnim cwiercwieczu 277 mln obywateli Chin przeniosło sie z rolnictwa do miast. Ruch ludnosci w 2015 roku spadł z 8-10 mln rocznie do zaledwie 0,4 mln !
Pracodawcy od dekady maja coraz wieksze problemy z rekrutacja pracownikow. Skutkiem tego srednie place 1340 juanów czyli $200 miesięcznie w 2008 roku wzrosły do do 3072 juanow czyli $460 w 2015 roku a zatem liczone w dolarach wzrosły 2.3 raza !
Przykladowo wzrost plac w chinskim budownictwie czesciowo wynikał z uzycia lepszego, bardziej wydajnego sprzetu i lepszej organizacji pracy a czesciowo z wyzszych cen budowanych lepszych nieruchomosci.
Wszystko to sie odbyło z inspiracji rzadu Chin, ktory uwaza ze Chinczycy maja konsumowac wypracowane owoce swojej ciezkiej pracy a nie zalewany chinska produkcja swiat. W Chinach gwałtownie rozbudowuje sie sektor usług i sektor socjalny. Rzad Chin godzi sie z tym ze spadnie szybkosc wzrostu PKB ciagnionego w dotychczasowym modelu wzrostu eksportem. Chiny powoli, stopniowo porzucaja model taniej siły roboczej. Siła robocza przemieszcza sie do branz o wyzszej wartosci dodanej.
Procesy zmian strukturalnych w gospodarce musza miec wlasciwa dynamika. Nie moga byc gwaltowne bowiem zaskoczone firmy musza miec czas na zastanowienie, reakcje i stopniowe zmiany. Z drugiej strony musza byc na tyle szybkie i wyczuwalne aby przedsiebiorcy zdali sobie sprawe z dramatyzmu sytuacji w ktorej brak zmian ich zbankrutuje.
"Terapia szokowa" firmowana nazwiskiem dr Mengele - Balcerowicza a inspirowana przez m.in przez grandziarza Sorosa byla zbrodnia na gospodarce. Ale obecne tolerowanie wyzysku pracownikow tez jest niemadre.
W Polsce na skutek spadku kursu złotowki przecietne place liczone w dolarach i Euro sa obecnie nizsze niz byly w 2008 roku !
W Polsce rowniez istnieja okolicznosci ktore moga zdynamizowac bardzo pozadany wzrost płac i przesuwanie sie gospodarki w strone branz o wyzszej wartosci dodanej. W aktywnosc zawodowa wchodza coraz mniej liczne roczniki pracownikow. Ogromna dysproporcja plac w Polsce i na zachodzie dodatkowo drenuje chetnych do pracy. Gdyby nie imigracja miliona Ukraincow to procesy te juz wymoglyby radykalny spadek bezrobocia i ciagle wzrosty płac.
Wazna role spełnia minimalna płaca i jej egzekucja. Jej poziom musi byc taki aby w zadnym wypadku nie wplynal negatywnie na poziom bezrobocia. Musi ona informowac najslabsze technologicznie firmy na rynku i firmy prowadzace bezlitosny wyzysk pracownikow ze sa przestarzale i nie ma na nie miejsca w gospodarce.
W Polskim "panstwie teoretycznym" istnieje fasadowa Panstwowa Inspekcja Pracy ale nie ma ona swiszczacego bata w reku i jest skorumpowana. Za wystepek przeciwko prawu pracy we Francji mozna zaplacic poł miliona euro grzywny a w Polsce ... 500 złotych.
Jak zawsze potrzebny jest kompromis, umiar i rozsadek. Nie mozna w Polsce wprowadzic minimalnej płacy takiej jak w Luksemburgu ale obecnie 12 złotych za godzine pracy wydaje sie byc rozsadne.
Najwazniejsze jest jednak uzdrowienie Panstwowowej Inspekcji Pracy i danie jej narzedzi do reki. Grzywny za lamanie prawa pracy musza byc adekwatne do szkodliwosci podejmowanych dzialan i sytuacji / wielkosci firmy. W małej firmie za ciezkie naruszenia prawa pracy wystarczy mandat w wysokosci kilkunastu tysiecy zlotych. Hipemarket mozna kazdorazowo ukarac grzywna w wysokosci pol miliona euro.
Nie chodzi bynajmniej o represjonowanie i kryminalizowanie przedsiebiorcow. Chodzi o zmuszenie ich do pracy głową ! Zmiany technologiczne sa korzystne dla modernizujaych sie firm ale lenistwo ludzkie trzeba poskramiac.
Po co firmy maja sie modernizowac skoro pod reka maja tanich Ukraincow chetnych do pracy ?
W Polsce funkcjonuje wadliwy model gospodarki. Naszą ambicja powinno byc dazenie do cywilizowanego, wydajnego i niekonfliktowego modelu niemieckiego a nie dzikiego i prymitywnego modelu poludniowoeuropejskiego.
Biurokratyzacja, koncesje, zezwolenia, pozwolenia, klientyzm, podwieszenia, korupcja, lapowkarstwo i oszustwa podatkowe - wszystko to jest ochydne.
Na podmioty gospodarcze ma odzialywac odpowiedni systemu bodźców. Obecny system prowokuje przedsiebiorcow do nieuczciwosci i nieuczciwosc popłaca. System ma odciazyc przedsiebiorcow z bzdurnych i debilnych ograniczen i obowiazkow biurokratycznych. Maja sie zajac swoja praca a nie kombinowaniem.
Potrzebna jest skokowa poprawa jakości otoczenia biznesowego.
Procesy biznesowe w gospodarce plyna tak jak woda czyli po najmniejszej lini oporu. Taka po prostu jest ludzka natura przedsiebiorcow. Nigdzie w swiecie przedsiebiorcy nie przymuszeni okolicznosciami nie modernizowali szybko technologicznie i organizacyjnie swoich firm i nie podnosili płac pracownikom. W tej mierze magiczne zaklecia nic nie dadza.
W Chinach rosnacy blyskawicznie przemysl "fabryki swiata" zatrudniał masowo wiesniakow ktorzy emigrowali do miast. Ale ten proces ten został obecnie zachamowany brakiem nowych chetnych rak do pracy. Rzad czynił tez wiele aby podniesc atrakcyjnosc zycia na wsi. W ostatnim cwiercwieczu 277 mln obywateli Chin przeniosło sie z rolnictwa do miast. Ruch ludnosci w 2015 roku spadł z 8-10 mln rocznie do zaledwie 0,4 mln !
Pracodawcy od dekady maja coraz wieksze problemy z rekrutacja pracownikow. Skutkiem tego srednie place 1340 juanów czyli $200 miesięcznie w 2008 roku wzrosły do do 3072 juanow czyli $460 w 2015 roku a zatem liczone w dolarach wzrosły 2.3 raza !
Przykladowo wzrost plac w chinskim budownictwie czesciowo wynikał z uzycia lepszego, bardziej wydajnego sprzetu i lepszej organizacji pracy a czesciowo z wyzszych cen budowanych lepszych nieruchomosci.
Wszystko to sie odbyło z inspiracji rzadu Chin, ktory uwaza ze Chinczycy maja konsumowac wypracowane owoce swojej ciezkiej pracy a nie zalewany chinska produkcja swiat. W Chinach gwałtownie rozbudowuje sie sektor usług i sektor socjalny. Rzad Chin godzi sie z tym ze spadnie szybkosc wzrostu PKB ciagnionego w dotychczasowym modelu wzrostu eksportem. Chiny powoli, stopniowo porzucaja model taniej siły roboczej. Siła robocza przemieszcza sie do branz o wyzszej wartosci dodanej.
Procesy zmian strukturalnych w gospodarce musza miec wlasciwa dynamika. Nie moga byc gwaltowne bowiem zaskoczone firmy musza miec czas na zastanowienie, reakcje i stopniowe zmiany. Z drugiej strony musza byc na tyle szybkie i wyczuwalne aby przedsiebiorcy zdali sobie sprawe z dramatyzmu sytuacji w ktorej brak zmian ich zbankrutuje.
"Terapia szokowa" firmowana nazwiskiem dr Mengele - Balcerowicza a inspirowana przez m.in przez grandziarza Sorosa byla zbrodnia na gospodarce. Ale obecne tolerowanie wyzysku pracownikow tez jest niemadre.
W Polsce na skutek spadku kursu złotowki przecietne place liczone w dolarach i Euro sa obecnie nizsze niz byly w 2008 roku !
W Polsce rowniez istnieja okolicznosci ktore moga zdynamizowac bardzo pozadany wzrost płac i przesuwanie sie gospodarki w strone branz o wyzszej wartosci dodanej. W aktywnosc zawodowa wchodza coraz mniej liczne roczniki pracownikow. Ogromna dysproporcja plac w Polsce i na zachodzie dodatkowo drenuje chetnych do pracy. Gdyby nie imigracja miliona Ukraincow to procesy te juz wymoglyby radykalny spadek bezrobocia i ciagle wzrosty płac.
Wazna role spełnia minimalna płaca i jej egzekucja. Jej poziom musi byc taki aby w zadnym wypadku nie wplynal negatywnie na poziom bezrobocia. Musi ona informowac najslabsze technologicznie firmy na rynku i firmy prowadzace bezlitosny wyzysk pracownikow ze sa przestarzale i nie ma na nie miejsca w gospodarce.
W Polskim "panstwie teoretycznym" istnieje fasadowa Panstwowa Inspekcja Pracy ale nie ma ona swiszczacego bata w reku i jest skorumpowana. Za wystepek przeciwko prawu pracy we Francji mozna zaplacic poł miliona euro grzywny a w Polsce ... 500 złotych.
Jak zawsze potrzebny jest kompromis, umiar i rozsadek. Nie mozna w Polsce wprowadzic minimalnej płacy takiej jak w Luksemburgu ale obecnie 12 złotych za godzine pracy wydaje sie byc rozsadne.
Najwazniejsze jest jednak uzdrowienie Panstwowowej Inspekcji Pracy i danie jej narzedzi do reki. Grzywny za lamanie prawa pracy musza byc adekwatne do szkodliwosci podejmowanych dzialan i sytuacji / wielkosci firmy. W małej firmie za ciezkie naruszenia prawa pracy wystarczy mandat w wysokosci kilkunastu tysiecy zlotych. Hipemarket mozna kazdorazowo ukarac grzywna w wysokosci pol miliona euro.
Nie chodzi bynajmniej o represjonowanie i kryminalizowanie przedsiebiorcow. Chodzi o zmuszenie ich do pracy głową ! Zmiany technologiczne sa korzystne dla modernizujaych sie firm ale lenistwo ludzkie trzeba poskramiac.
Po co firmy maja sie modernizowac skoro pod reka maja tanich Ukraincow chetnych do pracy ?
W Polsce funkcjonuje wadliwy model gospodarki. Naszą ambicja powinno byc dazenie do cywilizowanego, wydajnego i niekonfliktowego modelu niemieckiego a nie dzikiego i prymitywnego modelu poludniowoeuropejskiego.
Biurokratyzacja, koncesje, zezwolenia, pozwolenia, klientyzm, podwieszenia, korupcja, lapowkarstwo i oszustwa podatkowe - wszystko to jest ochydne.
Na podmioty gospodarcze ma odzialywac odpowiedni systemu bodźców. Obecny system prowokuje przedsiebiorcow do nieuczciwosci i nieuczciwosc popłaca. System ma odciazyc przedsiebiorcow z bzdurnych i debilnych ograniczen i obowiazkow biurokratycznych. Maja sie zajac swoja praca a nie kombinowaniem.
Potrzebna jest skokowa poprawa jakości otoczenia biznesowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)