Budownictwo
Jak na Europe warunki mieszkaniowe na wsi i w miescie II RP byly zawstydzajaco zle. Niemcy wojną zrujnowali Polske. Zycie po wojnie w Polsce bylo bardzo trudne. W planie 6 letnim realizowano glownie inwestycje w przemysle ciezkim i zbrojeniowym zaniedbujac przemysl lekki , budownictwo i rolnictwo.
Stosowano metody przywleczone niczym zaraza z ZSRR. Duże przedwojenne mieszkania dzielono często między kilka obcych sobie rodzin. Mieszkanie mial zajmowac sowiecki kolektyw ! Polacy patrzyli na te eksperymenty ze wstretem.
Aby uniknac scisku i wiecznych konfliktow ludzie mieli czesciej przebywac poza domem. Mieli przebywac w świetlicach i domów kultury, tworzonych przy zakładach pracy, szkołach, kółkach rolniczych, organizacjach społecznych. Nic to nie dalo.
Nowy I sekretarz PZPR po 1956 roku, Władysław Gomułka przywrócił spółdzielczość mieszkaniową, zwrócił zarekwirowane domy o powierzchni do 110 m2, wprowadził kredyty dla budowniczych domów jednorodzinnych.
Mieszkania budowano w bardzo niskim standarzie. Male pokoje , ciemna kuchnia. Budownictwem mieszkaniowym mialy sie zajac spoldzielnie mieszkaniowe. Te ulegly szybko korupcji czy wrecz zrakowaceniu. W domach wybudowanych w duzej mierze za srodki spoldzielcow mieszkania przydzielano osobom obcym - funkcjonariuszom partyjnym, milicjantom i esbekom oraz wojakom sowieckiego LWP. Nikt bez lapowki nie otrzymal mieszkania. W wielu miastach na mieszkanie spółdzielcze czekać trzeba było kilkanaście lat.
Wieksze srodki na budownictwo mieszkaniowe przeznaczono dopiero w epoce Gierka. W 1978 roku wybudowano szczytowe 284 tysiace mieszkan. Do konca meczarni PRL uzyskanie mieszkania bylo bardzo trudne lub wrecz niemozliwe.
Po 1978 roku ilosc budowanych mieszkan caly czas spadala z roznym natezeniem by osiagnac absolutne dno w 1996 roku juz w III RP, gdy wybudowano 60 tysiecy mieszkan.
17 sierpnia 1980 Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zgłosił slynna liste 21 postulatów. Postulat 19 brzmial "Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie."
Oto inne postulaty z tego okresu
"Punkt 15. Umożliwić częściowy zwrot pożyczki mieszkaniowej z funduszu socjalnego. Wynikał z postępującej pauperyzacji społeczeństwa, którego wielu przedstawicieli nie mogło spłacić pożyczki mieszkaniowej.
Punkt 30. Równolegle z oddawaniem do użytku nowych osiedli mieszkaniowych oddawać mieszkańcom do użytku przychodnie, apteki i żłobki. Był to skutek oszczędności przy budowach. Z planu skreślano punkty usługowe tak, by osiedla kosztowały jak najmniej, ale kosztem komfortu mieszkańców. W rezultacie na najprostsze zakupy musieli poświęcać wiele czasu."
"26. Żądamy przedstawienia przez rząd programu rozwiązania kwestii mieszkaniowej, z zagwarantowaniem, aby okres oczekiwania na mieszkanie nie trwał dłużej jak pięć lat"
W krajach europy zachodniej w czasach PRL budowano w przeliczeniu na ludnosc PRL 300-500 tysiecy mieszkan. Tak wiec nawet szczyt polskiego budownictwa z 1978 roku byl mierny jak na wyniki gospodarek zachodnich. Najpozniej zaleglosci mieszkaniowe odrobily Hiszpania i Irlandia gdzie budownictwo mieszkaniowe osiagnelo ogromne i przesadne rozmiary.
Pierwszy rzad ( ulica - ten rzad to sami Zydzi i jeden Syryjczyk ) powstaly po simulacrum okraglego stolu, mieszkaniowe potrzeby spoleczenstwa mial w glebokim powazaniu. Naklady na budownictwo mieszkaniowe spadly z 2% PKB do 0.08% !
czwartek, 11 sierpnia 2016
Archiwum - SENSORY 14
Archiwum - SENSORY 14
Sonda pH.
Pomiar pH jest niezbedny w laboratoriach, w przemysle chemicznym, spozywczym i innych, medycynie, wodociagach, oczyszczalniach sciekow, rolnictwie...
Skale pH kwasowosci i zasadowosci wodnych roztworow zwiazkow chemicznych wprowadził dunski chemik Soren Sorensen w 1909 roku. Zdefiniowal on pH jako ujemny logarytm dziesietny stezenia jonow wodorowych H+ czyli protonow, ktore przeciez tak naprawde w roztworach wodnych nigdy nie wystepuja bowiem ulegaja natychmiast solwatowaniu.
Scisle wiec nalezy mowic o aktywnosci jonów hydroniowych H3O+ a nie H+ , pH jest to zatem logarytm dziesiętny aktywnosci jonow hydroniowych wyrazonych w molach na decymetr sześcienny.
W chemicznie czystej wodzie cząsteczki wody ulegaja autodysocjacji, co prowadzi do powstawania jonów H3O+ i OH−.
Stężenie jonów H3O+ w czystej wodzie w temperaturze 25C wynosi 10E−7 mol/l, a jej pH = – log(10E−7) = 7. W czystej wodzie stężenie jonów wodorowych i wodorotlenowych jest takie samo, woda ma odczyn obojętny, pH= 7.
Teoria sformułowana przez Nernsta, mowi ze napiecie ogniwa o identycznych elektrodach, lecz umieszczonych w roztworach o różnych stężeniach jonów hydroniowych, jest proporcjonalne do logarytmu stosunku tych stężeń.
Napiecie wytworzane przez szklana dwuelektrodowa roznicowa sonde pH w roztworze o mierzonym "pH" podaje wzor Nersta
E= a - (2.303 * T * (pH - pHiso) ) / nF , gdzie:
E = napiecie sondy pH
a = ±30 mV, tolerancja punktu zerowego
T = temperatura roztworu w stopniach Kelwina
n = 1 w temperaturze 25C, walencja czyli liczb ladunkow na jeden jon
F = 96485 coulomb/mol, stala Faradaya
pHiso = 7, koncentracja odniesienia jonow w skali logarytnicznej
Skala pH byla zdefiniowana dla rozcieńczonych roztworów kwasów. Jej zastosowanie do stezonych kwasow i zasad poza zakresem aktywnosci jonow od 0 do 14 prowadzi do paradoksow i nonsensow.
Wedlug wzoru Nersta sonda w temperaturze 25C dla roztworow o pH -7..7 wytwarza napiecie -414..414 mV czyli -+59.14 mV/pH.
Czulosc jest proporcjonalna do temperatury w skali Kelvina. Dla temperatury 80C czulosc wynosi +-70mV/pH.
W 1934 roku Arnold Beckman zarejestrowal patent na kompletny miernik pH a w 1936 roku sprzedal juz blisko 500 pH-metrow (135 dolarow za sztuke ) co dowodzi jak bardzo ten pomiar jest uzyteczny.
Zostawmy budowe sondy na boku. Rezystancja sondy jest w przedziale 1Mohm do 1 Gohm. Bufor - wzmacniacz musi miec bardzo maly prad polaryzacji. Historyczne mierniki pH budowano na lampach o bardzo malym pradzie uplywowym siatki. Lampy byly celowo niedozarzone i pracowaly z mikroamperowym pradem anody. Ponizej schemat takiego historycznego miernika.
Na wejsciu zastosowano kondensator polistyrenowy ( ma bardzo maly uplyw ) 500pF. Daje on z opornoscia wewnetrzna sondy stala czasowa zalezna od jej opornosci co jest bardzo uzyteczne. Spotykane sa wartosci pojemnosci tego kondensatora do 2.2nF.
Pozniej zastosowano do budowy pH-metrow dyskretne tranzystory JFet i Mosfet a pozniej scalone wzmacniacze operacyjne BiFet i BiMOS.
Popularny wzmacniacz operacyjny CA3140 wykonany w technologi BiMOS nadaje sie do tego celu wybornie zwlaszcza z malymi napieciami zasilajacymi gdy ma wejsciowy prad polaryzacji w temperaturze pokojowej okolo 1pA.
Wzmacniacze BiFet typu TL081/2/4 w temperaturze pokojowej maja prad polaryzacji wejsc ca 30pA ale niestety on szybko rosnie wraz z temperatura. Jednak przy mniejszych wymaganiach rowniez moga byc stosowane ale przy rozsadnym napieciu zasilajacym aby ograniczyc doprowadzona moc i temperature i prad polaryzacji. Opornik na wejsciu jest wystarczajaca ochrona.
Sonde pH mozna wprost dolaczyc do wejscia przetwornika A/D ICL7106/7 sterujacego wyswietlacz LCD / LED. Jest on wykonany w technologi CMOS i ma maly prad polaryzacji wejscia. Wejscie napiecia odniesienia ukladu mozna uzyc do temperaturowej kompensacji wzmocnienia czyli skali.
Kabel do sondy jest wysokiej jakosci i nie jest tani. Dobrze byloby razem z sonda zintegrowac wtornik ze wzmacniaczem BiMOS oraz sensor temperatury.
Wzmacniacz do temperaturowej korekcji wzmocnienia pomiaru pH moze uzyc sensora RTD. Temperature mozna takze zmierzyc osobno . W tym przypadku dokonujemy korekcji programowo.
Podsystem wejsciowy do sondy pH czasem powinien byc izolowany.
Sonda pH.
Pomiar pH jest niezbedny w laboratoriach, w przemysle chemicznym, spozywczym i innych, medycynie, wodociagach, oczyszczalniach sciekow, rolnictwie...
Skale pH kwasowosci i zasadowosci wodnych roztworow zwiazkow chemicznych wprowadził dunski chemik Soren Sorensen w 1909 roku. Zdefiniowal on pH jako ujemny logarytm dziesietny stezenia jonow wodorowych H+ czyli protonow, ktore przeciez tak naprawde w roztworach wodnych nigdy nie wystepuja bowiem ulegaja natychmiast solwatowaniu.
Scisle wiec nalezy mowic o aktywnosci jonów hydroniowych H3O+ a nie H+ , pH jest to zatem logarytm dziesiętny aktywnosci jonow hydroniowych wyrazonych w molach na decymetr sześcienny.
W chemicznie czystej wodzie cząsteczki wody ulegaja autodysocjacji, co prowadzi do powstawania jonów H3O+ i OH−.
Stężenie jonów H3O+ w czystej wodzie w temperaturze 25C wynosi 10E−7 mol/l, a jej pH = – log(10E−7) = 7. W czystej wodzie stężenie jonów wodorowych i wodorotlenowych jest takie samo, woda ma odczyn obojętny, pH= 7.
Teoria sformułowana przez Nernsta, mowi ze napiecie ogniwa o identycznych elektrodach, lecz umieszczonych w roztworach o różnych stężeniach jonów hydroniowych, jest proporcjonalne do logarytmu stosunku tych stężeń.
Napiecie wytworzane przez szklana dwuelektrodowa roznicowa sonde pH w roztworze o mierzonym "pH" podaje wzor Nersta
E= a - (2.303 * T * (pH - pHiso) ) / nF , gdzie:
E = napiecie sondy pH
a = ±30 mV, tolerancja punktu zerowego
T = temperatura roztworu w stopniach Kelwina
n = 1 w temperaturze 25C, walencja czyli liczb ladunkow na jeden jon
F = 96485 coulomb/mol, stala Faradaya
pHiso = 7, koncentracja odniesienia jonow w skali logarytnicznej
Skala pH byla zdefiniowana dla rozcieńczonych roztworów kwasów. Jej zastosowanie do stezonych kwasow i zasad poza zakresem aktywnosci jonow od 0 do 14 prowadzi do paradoksow i nonsensow.
Wedlug wzoru Nersta sonda w temperaturze 25C dla roztworow o pH -7..7 wytwarza napiecie -414..414 mV czyli -+59.14 mV/pH.
Czulosc jest proporcjonalna do temperatury w skali Kelvina. Dla temperatury 80C czulosc wynosi +-70mV/pH.
W 1934 roku Arnold Beckman zarejestrowal patent na kompletny miernik pH a w 1936 roku sprzedal juz blisko 500 pH-metrow (135 dolarow za sztuke ) co dowodzi jak bardzo ten pomiar jest uzyteczny.
Zostawmy budowe sondy na boku. Rezystancja sondy jest w przedziale 1Mohm do 1 Gohm. Bufor - wzmacniacz musi miec bardzo maly prad polaryzacji. Historyczne mierniki pH budowano na lampach o bardzo malym pradzie uplywowym siatki. Lampy byly celowo niedozarzone i pracowaly z mikroamperowym pradem anody. Ponizej schemat takiego historycznego miernika.
Na wejsciu zastosowano kondensator polistyrenowy ( ma bardzo maly uplyw ) 500pF. Daje on z opornoscia wewnetrzna sondy stala czasowa zalezna od jej opornosci co jest bardzo uzyteczne. Spotykane sa wartosci pojemnosci tego kondensatora do 2.2nF.
Pozniej zastosowano do budowy pH-metrow dyskretne tranzystory JFet i Mosfet a pozniej scalone wzmacniacze operacyjne BiFet i BiMOS.
Popularny wzmacniacz operacyjny CA3140 wykonany w technologi BiMOS nadaje sie do tego celu wybornie zwlaszcza z malymi napieciami zasilajacymi gdy ma wejsciowy prad polaryzacji w temperaturze pokojowej okolo 1pA.
Wzmacniacze BiFet typu TL081/2/4 w temperaturze pokojowej maja prad polaryzacji wejsc ca 30pA ale niestety on szybko rosnie wraz z temperatura. Jednak przy mniejszych wymaganiach rowniez moga byc stosowane ale przy rozsadnym napieciu zasilajacym aby ograniczyc doprowadzona moc i temperature i prad polaryzacji. Opornik na wejsciu jest wystarczajaca ochrona.
Sonde pH mozna wprost dolaczyc do wejscia przetwornika A/D ICL7106/7 sterujacego wyswietlacz LCD / LED. Jest on wykonany w technologi CMOS i ma maly prad polaryzacji wejscia. Wejscie napiecia odniesienia ukladu mozna uzyc do temperaturowej kompensacji wzmocnienia czyli skali.
Kabel do sondy jest wysokiej jakosci i nie jest tani. Dobrze byloby razem z sonda zintegrowac wtornik ze wzmacniaczem BiMOS oraz sensor temperatury.
Wzmacniacz do temperaturowej korekcji wzmocnienia pomiaru pH moze uzyc sensora RTD. Temperature mozna takze zmierzyc osobno . W tym przypadku dokonujemy korekcji programowo.
Podsystem wejsciowy do sondy pH czasem powinien byc izolowany.
środa, 10 sierpnia 2016
Archiwum - SENSORY 13
Archiwum - SENSORY 13
Fotodioda i fotopowielacz
Fotopowielacz jest lampa elektronowa ( z reguly ksztaltu walca ) ktora ma fotokatode, wielostopniowy powielacz elektronów z dynodami i wyjsciowa anode. Elektron wyemitowany przez fotokatode pod wplywem swiatla w polu elektrostatycznym pada na pierwsza dynode gdzie wybija 2-4 elektrony wtórne, które są przyciągane przez nastepne dynodę gdzie znow nastepuje powielanie a w koncu przez anode.
Powielacze maja 6-13 dynod a wzmocnienie dochodzi do 10E8 razy.
Pierwszy fotopowielacz, taki jako obecnie znamy, skonstruowano w 1937 roku w laboratoriach koncernu RCA, ktory przez dlugi okres czas praktycznie monopolizowal badania i produkcje. RCA szeroko udostepnil ksiazke ( Photomultiplier Handbook , dalej rysunki z tej ksiazki ) bedaca na lata kompendium wiedzy o fotopowielaczach. Nie ma powodu aby powtarzac zawarte tam informacje.
Duza popularnosc zdobyl niedrogi 9 dynodowy fotopowielacz typu 931 firmy RCA wprowadzony w latach czterdziestych. Nastepnie byl i jest produkowany we wszystkich cywilizowanych krajach swiata. Ma on wzmocnienie do 1000 000 razy i umiarkowane maksymalne napiecie zasilania 950V. Na schemacie ponizej fragment orginalny ukladu zasilania. Szeregowym elementem regulacyjnym zasialcza jest pentoda EL81.
Liczne typy fotopowielaczy sa produkowane w ZSRR ( takze odpowiednik 931 i jego mutacje ) a takze NRD.
Pierwiastkowy sklad fotokatody oraz material "okna" przez ktore przechodzi promieniowanie determinuja odpowiedz spektralna fotopowielacza. Jest znormalizowany i podany za litera S1-S40. Typowo fotopowielacze maja maksimum czulosci widmowej przy 400, 440, 550, 700 i 870 nm ale znane sa fotokatody nawet na zakres 1700 nm. Umieszczony przed oknem fotopowielacza krysztal scyntylacyjny daje reakcje chocby na promieniowanie Gamma czy rentgenowskie X.
Typowy fotopowielacz ma czas odpowiedzi w granicach 1.5-15 ns ale sa tez typy szybsze. Jest niskoszumny i w tym wzgledzie nie do pobicia. Na jedna dynode nominalnie przypada ca 150V.
Fotopowielacz jest stosowany w dalmierzach laserowych, spektrometrach, przeroznych urzadzeniach pomiarowych, medycynie ( z filtrami optycznymi w analizatorach krwi ) i skanerach telewizyjnych.
Jest koniem roboczym atomistyki i fizyki czastek.
Fotopowielacze sa bardzo wrazliwe na pole magnetyczne, ktore szkodliwie odchyla strumien elektronow miedzy dynodami i czesto wyposazane sa w ekran ze stali lub mu-metalu.
Oprocz rozlicznych zalet fotopowielacze maja tez wady. Po silnym oswietleniu ( zwlaszcza zasilonego ) fotopowielacza dluga wraca on do swojej kondycji.
Najczesciej niewielki "ciagly" prad wyjsciowy z fotopowielacza podany jest do wzmacniacza - odpowiedniego do zastosowania. W fizyce czastek fotopowielacz pracuje z nieciaglym pradem wyjsciowym. Pracuje z najwiekszym dopuszczalnym wzmocnieniem czyli napieciem zasilajacym. Kazdy elektron wybity przez foton ( nie kazdy foton wybija elektron ) jest rejestrowany na wyjsciu powielacza jako impuls pradu ! Ten rodzaj pracy okresla sie jako "Geiger mode" przez analogie do licznika Geigera - Millera.
Producenci zawsze podaja zalecany lub zalecane dzielniki napiec do danego fotopowielacza. 4-5 rezystorow dzielnika od strony GND jest z reguly zbocznikowane kondensatorami aby mozliwa byla praca impulsowa ze sporym szczytowym pradem.
Koncern Philips dla malego fotopowielacza typu XP1911 proponuje dwa dzielniki. Dzielnik A daje maksimum wzmocnienia i 1% liniowosc do pradu wyjsciowego 20mA, oczywiscie impulsowego. Dzielnik B jest optymalny dla szybkosci i prog 1% liniowosci ma przy pradzie wyjsciowym 80mA. Wymaga jednak dla nominalnego wzmocnienia zasilania 1700V a nie jak dzielnik A 1500V.
Typ A
K D1 D2 D3 D4 D5 D6 D7 D8 D9 D10 A
2 1 1.5 1 1 1 1 1 1 1 1
Type B
K D1 D2 D3 D4 D5 D6 D7 D8 D9 D10 A
2 1 1.5 1 1.25 1.25 1.5 2.25 2.25 2.5 3
Wartosci jednostkowe rezystorow dzielnika ( czesto 100K , zakres 20K-5M ) musza byc tym mniejsze im wiekszy jest prad wyjsciowy fotopowielacza bowiem spadek napiecia na rezystorach daje nieliniowa odpowiedz redukujac wzmocnienie. W rezystorach wydziela sie niebanalna moc podgrzewajac podstawke fotopowielacza i przez nozki sam powielacz co jest bardzo niepozadane. Za dzielnikiem mozna dac lancuch tranzystorowych wtornikow emiterowych i obowiazkowo w nizszych stopniach dynod kondensatory blokujace.
Tam gdzie zalezy nam na ekstremalnie malym poborze mocy dajemy przetworniczke z tyloma uzwojeniami wtornymi ile jest dynod i tyloma prostownikami z diody i kondensatorka. Jesli przebieg wyjsciowy napiecia z transformatorka przetwornicy jest symetryczny wystarczy polowa tych uzwojen za ktorymi sa dwa prostowniki. Rozwiazanie to sprawdza sie doskonale ale ma jedna wade - przy zerowym promieniowaniu i pradzie wyjsciowym nie mozna obnizyc napiecia na kondensatorkach prostownikow ! Mozna je zbocznikowac duzymi rezystorami ale moc zasilania oczywiscie wzrosnie.
Napiecia quasi sinusoidalne na transformatorze musza byc gladkie aby malo obciazone prostowniki blisko katody nie prostowaly "szpilek"
Calosc sprowadza sie do pomyslowej realizacji wielouzwojeniowego transformatora przetworniczki.
Zmiana napiecia zasilajacego fotopowielacza z lancuchem - dzielnikiem rezystorow daje zmiane wzmocnienia i to w ogromnym zakresie. Jednak szybka regulacja napiecia zasilania dochodzacego do 2300V nie jest latwa, zwlaszcza jesli nie chcemy stosowac lamp elektronowych a tylko polprzewodniki w zasilaczu. Sprawe komplikuja takze bocznikujace dzielnik kondensatory.Totez wolna zgrubna regulacje wzmocnienia przeprowadza sie zmieniajac napiecie zasilajace a szybka regulacje przeprowadza sie regulujac napiecie na ostatniej czy ostatnich dynodach.
W dalmierzu laserowym promien lasera impulsowego przez uklad optyczy kierowany jest na obiekt. Odbity strumien promieniowania poprzez uklad optyczny trafia na katode fotopowielacza. Za fotopowielaczem umieszczamy wzmacniacz szerokopasmowy ktory komparatorem uruchomi bramke dla licznika zliczajacego czas od emisji impulsu lasera do powrotu promieniowania odbitego Uklad Automatycznej Regulacji Wzmocnienia ustala napiecie zasilania fotopowielacza na takim poziomie aby szumy zawsze istniejacego promieniowania tla nie otwieraly za czesto bramki. Z kolei napiecie na pierwszej czy pierwszych dynodach fotopowielacza po impulsie lasera stopniowo podnosimy ( w istocie podnosimy wzmocnienie tak samo jak w radarach impulsowych ) tak jak wzrasta tlumienia toru optycznego do i z obiektu. Przy duzych odleglosciach szumy sa juz podobne jak slabienki impuls odbity. Totez przy kazdym otwarciu bramki licznik przepisuje dane do pamieci procesora.
W czolgowym dalmierzu laserowym strzelec przy dalekim obiekcie moze sobie szybko wybrac jeden z trzech wynikow pomiarow lub ustawic zakres automatycznej selekcji, po jednym impulsie lasera, ktory uwaza za najbardziej prawdopodobny. Komputer momentalnie wlasciwie ustawi serwomechanizm armaty na podstawie pomiaru odleglosci, temperatury, wilgotnosci, sily i kierunku wiatru oraz polozenia kadluba czolgu i wektora jego predkosci. Strzelenie do poruszajacego sie dalekiego obiektu jest trudniejsze ale mozliwe.
Fotodiody uzywane sa do celow powolnych, przecietnych oraz szybkich. Czulosc fotodiod jest niewielka. Fotodioda BPW21 ma czulosc 9nA/lux. Do pomiarow powolnych fotodioda pracuje "na zwarcie" wejsciem ujemnym wzmacniacza operacyjnego w konfiguracji odwracajacej. Dzieki temu pomiar jest mozliwy znacznie pozniej wstecznego pradu ciemnego, ktory dla fotodiod BPW21 i BPW 32 wynosi typowo 2nA a maksymalnie 30 nA przy temperaturze 20C. Prad wsteczny fotodiody szybko rosnie wraz z temperatura.
Popularny wzmacniacz operacyjny CA3140 wykonany w technologi BiMOS ma prad polaryzacji wejsc ca 5pA przy zasilaniu 15V i tylko 1pA przy zasilaniu 5V. Najlepsze rezultaty uzyskuje sie w konfiguracji wzmacnicza logarytmujacego z tranzystorem bipolarnym. Zarazem mozna latwo wykonywac rozne funkcje nieliniowe.
Sa wzmcniacze o mniejszym pradzie wejsciowym niz CA3140 ale sa bardzo drogie a ich stosowanie moze byc niecelowe bowiem przy rezystancji uplywu fotodiowy odgrywac zaczyna coraz wieksza role napiecie niezrownowazenia wzmacniacza i jego temperaturowy dryft.
Fotodiody w "wolnym" zastosowaniu weszly w czesc zastosowan fotopowielaczy.
Fotodioda przy zerowym napieciu na niej ma duza pojemnosc co ogranicza szybkosc pracy wzmacniacza. Tam gdzie wystarcza znacznie mniejsza czulosc ale potrzebna jest szybsza odpowiedz dioda pracuje z napieciem wstecznym.
W diodach Zenera zjawisko Zenera wystepuje tyko ponizej napiecia 5V. Efekt Zenera występuje w silnie domieszkowanych złaczach p-n spolaryzowanych zaporowo. W diodach Zenera na wyzsze napiecie wystepuje efekt lawinowy. Przy napieciu 5V diody Zenera, wystepuje jednoczesnie efekt Zenera i lawinowy. Nazwa dioda Zenera jest wiec mocno niescisla.
Efekt lawinowy wystepuje w kazdej diodzie i kazdym tranzystorze bipolarnym. Dopuszczalna moc strat w diodzie spolaryzowanej wstecznie do niedawna byla bardzo mala z uwagi na niebezpieczna punktowa lokalizacje zjawiska przebicia lawinowego. Od niedawna producenci oferuja diody ktore maja podana katalogowo tolerancje energi impulsu pradu wstecznego. Dla diody o pradzie nominalnym 1A moze to byc energia 10mJ a wiec duza. Wymagana jest niewielka modyfikacja procesu technologicznego. Diody z tolerancja avalanche czyli lawinowa moga zwlaszcza w stanach awaryjnych cechowac sie duza odpornoscia i przezywalnoscia.
Philips w katalogu na 1986 rok podaje zdolnosc tolerowania energi impulsu przebicia lawinowego dla niektorych tranzystorow bipolarnych.
W fotodiodach lawinowych spolaryzowanych duzym napieciem wstecznym ( do 200V ) wykorzystuje sie zjawisko lawinowego powielania (do ca 1000 razy ) pradu efektu fotodiody. Wzmocnienie powielaniem zalezy tez od temperatury.
Wzmocnienie fotodiody lawinowej reguluje sie napieciem zasilania podobnie jak fotopowielacza. Fotodioda lawinowa jest stosowana w dalmierzach laserowych wypierajac fotopowielacz oraz w telekomunikacji swiatlowodowej. W obu wypadkach za fotodioda jest wzmacniacz szerokopasmowy.
Regulacja napiecia wstecznego fotodiody lawinowej czyli wzmocnienia nie jest prosta. Napiecie 100-200V uzyskujemy z zasilacza impulsowego czy transfomatora sieciowego. Jest ono podane do liniowego krzyzowego regulatora szeregowego pracujacego czesto w petli Automatycznej Regulacji Wzmocnienia. Znow kolejna analogia do fotopowielacza. Ograniczenie pradu sredniego jest konieczne bowiem fotodioda moze ulec uszkodzeniu lub stopniowej degradacji.
Jesli uklad ARW daje zbyt wysokie napiecie fotodiodzie to moze byc generowany sygnal alarmowy dla obslugi.
Suma sumarum.
- Wspolpracujace wzmacniacze szerokopasmowe. Oczywiscie ze sprzezeniem zwrotnym szeregowo - rownoleglym bowiem te maja najlepsze pole wzmocnienia. Z popularnymi tranzystorami BFR91 bez problemu dochodzi sie do granicy pasma 1 GHz.
- W ukladach powolnych i srednich stosuje sie operacyjne wzmacniacze BiMOS i BiFet
- Wysokonapieciowe zasilacze impulsowe sa rozwiazaniem najbardziej racjonalnym. Zasilacz impulsowy wielowyjsciowy do fotopowielacza moze pobierac znikoma moc ( z akumulatora ) co jest nowum.
Sa to tematy osobne.
Po uwagach ogolnych szczegolowe omowienia przy konkretnych urzadzeniach.
Fotodioda i fotopowielacz
Fotopowielacz jest lampa elektronowa ( z reguly ksztaltu walca ) ktora ma fotokatode, wielostopniowy powielacz elektronów z dynodami i wyjsciowa anode. Elektron wyemitowany przez fotokatode pod wplywem swiatla w polu elektrostatycznym pada na pierwsza dynode gdzie wybija 2-4 elektrony wtórne, które są przyciągane przez nastepne dynodę gdzie znow nastepuje powielanie a w koncu przez anode.
Powielacze maja 6-13 dynod a wzmocnienie dochodzi do 10E8 razy.
Pierwszy fotopowielacz, taki jako obecnie znamy, skonstruowano w 1937 roku w laboratoriach koncernu RCA, ktory przez dlugi okres czas praktycznie monopolizowal badania i produkcje. RCA szeroko udostepnil ksiazke ( Photomultiplier Handbook , dalej rysunki z tej ksiazki ) bedaca na lata kompendium wiedzy o fotopowielaczach. Nie ma powodu aby powtarzac zawarte tam informacje.
Duza popularnosc zdobyl niedrogi 9 dynodowy fotopowielacz typu 931 firmy RCA wprowadzony w latach czterdziestych. Nastepnie byl i jest produkowany we wszystkich cywilizowanych krajach swiata. Ma on wzmocnienie do 1000 000 razy i umiarkowane maksymalne napiecie zasilania 950V. Na schemacie ponizej fragment orginalny ukladu zasilania. Szeregowym elementem regulacyjnym zasialcza jest pentoda EL81.
Liczne typy fotopowielaczy sa produkowane w ZSRR ( takze odpowiednik 931 i jego mutacje ) a takze NRD.
Pierwiastkowy sklad fotokatody oraz material "okna" przez ktore przechodzi promieniowanie determinuja odpowiedz spektralna fotopowielacza. Jest znormalizowany i podany za litera S1-S40. Typowo fotopowielacze maja maksimum czulosci widmowej przy 400, 440, 550, 700 i 870 nm ale znane sa fotokatody nawet na zakres 1700 nm. Umieszczony przed oknem fotopowielacza krysztal scyntylacyjny daje reakcje chocby na promieniowanie Gamma czy rentgenowskie X.
Typowy fotopowielacz ma czas odpowiedzi w granicach 1.5-15 ns ale sa tez typy szybsze. Jest niskoszumny i w tym wzgledzie nie do pobicia. Na jedna dynode nominalnie przypada ca 150V.
Fotopowielacz jest stosowany w dalmierzach laserowych, spektrometrach, przeroznych urzadzeniach pomiarowych, medycynie ( z filtrami optycznymi w analizatorach krwi ) i skanerach telewizyjnych.
Jest koniem roboczym atomistyki i fizyki czastek.
Fotopowielacze sa bardzo wrazliwe na pole magnetyczne, ktore szkodliwie odchyla strumien elektronow miedzy dynodami i czesto wyposazane sa w ekran ze stali lub mu-metalu.
Oprocz rozlicznych zalet fotopowielacze maja tez wady. Po silnym oswietleniu ( zwlaszcza zasilonego ) fotopowielacza dluga wraca on do swojej kondycji.
Najczesciej niewielki "ciagly" prad wyjsciowy z fotopowielacza podany jest do wzmacniacza - odpowiedniego do zastosowania. W fizyce czastek fotopowielacz pracuje z nieciaglym pradem wyjsciowym. Pracuje z najwiekszym dopuszczalnym wzmocnieniem czyli napieciem zasilajacym. Kazdy elektron wybity przez foton ( nie kazdy foton wybija elektron ) jest rejestrowany na wyjsciu powielacza jako impuls pradu ! Ten rodzaj pracy okresla sie jako "Geiger mode" przez analogie do licznika Geigera - Millera.
Producenci zawsze podaja zalecany lub zalecane dzielniki napiec do danego fotopowielacza. 4-5 rezystorow dzielnika od strony GND jest z reguly zbocznikowane kondensatorami aby mozliwa byla praca impulsowa ze sporym szczytowym pradem.
Koncern Philips dla malego fotopowielacza typu XP1911 proponuje dwa dzielniki. Dzielnik A daje maksimum wzmocnienia i 1% liniowosc do pradu wyjsciowego 20mA, oczywiscie impulsowego. Dzielnik B jest optymalny dla szybkosci i prog 1% liniowosci ma przy pradzie wyjsciowym 80mA. Wymaga jednak dla nominalnego wzmocnienia zasilania 1700V a nie jak dzielnik A 1500V.
Typ A
K D1 D2 D3 D4 D5 D6 D7 D8 D9 D10 A
2 1 1.5 1 1 1 1 1 1 1 1
Type B
K D1 D2 D3 D4 D5 D6 D7 D8 D9 D10 A
2 1 1.5 1 1.25 1.25 1.5 2.25 2.25 2.5 3
Wartosci jednostkowe rezystorow dzielnika ( czesto 100K , zakres 20K-5M ) musza byc tym mniejsze im wiekszy jest prad wyjsciowy fotopowielacza bowiem spadek napiecia na rezystorach daje nieliniowa odpowiedz redukujac wzmocnienie. W rezystorach wydziela sie niebanalna moc podgrzewajac podstawke fotopowielacza i przez nozki sam powielacz co jest bardzo niepozadane. Za dzielnikiem mozna dac lancuch tranzystorowych wtornikow emiterowych i obowiazkowo w nizszych stopniach dynod kondensatory blokujace.
Tam gdzie zalezy nam na ekstremalnie malym poborze mocy dajemy przetworniczke z tyloma uzwojeniami wtornymi ile jest dynod i tyloma prostownikami z diody i kondensatorka. Jesli przebieg wyjsciowy napiecia z transformatorka przetwornicy jest symetryczny wystarczy polowa tych uzwojen za ktorymi sa dwa prostowniki. Rozwiazanie to sprawdza sie doskonale ale ma jedna wade - przy zerowym promieniowaniu i pradzie wyjsciowym nie mozna obnizyc napiecia na kondensatorkach prostownikow ! Mozna je zbocznikowac duzymi rezystorami ale moc zasilania oczywiscie wzrosnie.
Napiecia quasi sinusoidalne na transformatorze musza byc gladkie aby malo obciazone prostowniki blisko katody nie prostowaly "szpilek"
Calosc sprowadza sie do pomyslowej realizacji wielouzwojeniowego transformatora przetworniczki.
Zmiana napiecia zasilajacego fotopowielacza z lancuchem - dzielnikiem rezystorow daje zmiane wzmocnienia i to w ogromnym zakresie. Jednak szybka regulacja napiecia zasilania dochodzacego do 2300V nie jest latwa, zwlaszcza jesli nie chcemy stosowac lamp elektronowych a tylko polprzewodniki w zasilaczu. Sprawe komplikuja takze bocznikujace dzielnik kondensatory.Totez wolna zgrubna regulacje wzmocnienia przeprowadza sie zmieniajac napiecie zasilajace a szybka regulacje przeprowadza sie regulujac napiecie na ostatniej czy ostatnich dynodach.
W dalmierzu laserowym promien lasera impulsowego przez uklad optyczy kierowany jest na obiekt. Odbity strumien promieniowania poprzez uklad optyczny trafia na katode fotopowielacza. Za fotopowielaczem umieszczamy wzmacniacz szerokopasmowy ktory komparatorem uruchomi bramke dla licznika zliczajacego czas od emisji impulsu lasera do powrotu promieniowania odbitego Uklad Automatycznej Regulacji Wzmocnienia ustala napiecie zasilania fotopowielacza na takim poziomie aby szumy zawsze istniejacego promieniowania tla nie otwieraly za czesto bramki. Z kolei napiecie na pierwszej czy pierwszych dynodach fotopowielacza po impulsie lasera stopniowo podnosimy ( w istocie podnosimy wzmocnienie tak samo jak w radarach impulsowych ) tak jak wzrasta tlumienia toru optycznego do i z obiektu. Przy duzych odleglosciach szumy sa juz podobne jak slabienki impuls odbity. Totez przy kazdym otwarciu bramki licznik przepisuje dane do pamieci procesora.
W czolgowym dalmierzu laserowym strzelec przy dalekim obiekcie moze sobie szybko wybrac jeden z trzech wynikow pomiarow lub ustawic zakres automatycznej selekcji, po jednym impulsie lasera, ktory uwaza za najbardziej prawdopodobny. Komputer momentalnie wlasciwie ustawi serwomechanizm armaty na podstawie pomiaru odleglosci, temperatury, wilgotnosci, sily i kierunku wiatru oraz polozenia kadluba czolgu i wektora jego predkosci. Strzelenie do poruszajacego sie dalekiego obiektu jest trudniejsze ale mozliwe.
Fotodiody uzywane sa do celow powolnych, przecietnych oraz szybkich. Czulosc fotodiod jest niewielka. Fotodioda BPW21 ma czulosc 9nA/lux. Do pomiarow powolnych fotodioda pracuje "na zwarcie" wejsciem ujemnym wzmacniacza operacyjnego w konfiguracji odwracajacej. Dzieki temu pomiar jest mozliwy znacznie pozniej wstecznego pradu ciemnego, ktory dla fotodiod BPW21 i BPW 32 wynosi typowo 2nA a maksymalnie 30 nA przy temperaturze 20C. Prad wsteczny fotodiody szybko rosnie wraz z temperatura.
Popularny wzmacniacz operacyjny CA3140 wykonany w technologi BiMOS ma prad polaryzacji wejsc ca 5pA przy zasilaniu 15V i tylko 1pA przy zasilaniu 5V. Najlepsze rezultaty uzyskuje sie w konfiguracji wzmacnicza logarytmujacego z tranzystorem bipolarnym. Zarazem mozna latwo wykonywac rozne funkcje nieliniowe.
Sa wzmcniacze o mniejszym pradzie wejsciowym niz CA3140 ale sa bardzo drogie a ich stosowanie moze byc niecelowe bowiem przy rezystancji uplywu fotodiowy odgrywac zaczyna coraz wieksza role napiecie niezrownowazenia wzmacniacza i jego temperaturowy dryft.
Fotodiody w "wolnym" zastosowaniu weszly w czesc zastosowan fotopowielaczy.
Fotodioda przy zerowym napieciu na niej ma duza pojemnosc co ogranicza szybkosc pracy wzmacniacza. Tam gdzie wystarcza znacznie mniejsza czulosc ale potrzebna jest szybsza odpowiedz dioda pracuje z napieciem wstecznym.
W diodach Zenera zjawisko Zenera wystepuje tyko ponizej napiecia 5V. Efekt Zenera występuje w silnie domieszkowanych złaczach p-n spolaryzowanych zaporowo. W diodach Zenera na wyzsze napiecie wystepuje efekt lawinowy. Przy napieciu 5V diody Zenera, wystepuje jednoczesnie efekt Zenera i lawinowy. Nazwa dioda Zenera jest wiec mocno niescisla.
Efekt lawinowy wystepuje w kazdej diodzie i kazdym tranzystorze bipolarnym. Dopuszczalna moc strat w diodzie spolaryzowanej wstecznie do niedawna byla bardzo mala z uwagi na niebezpieczna punktowa lokalizacje zjawiska przebicia lawinowego. Od niedawna producenci oferuja diody ktore maja podana katalogowo tolerancje energi impulsu pradu wstecznego. Dla diody o pradzie nominalnym 1A moze to byc energia 10mJ a wiec duza. Wymagana jest niewielka modyfikacja procesu technologicznego. Diody z tolerancja avalanche czyli lawinowa moga zwlaszcza w stanach awaryjnych cechowac sie duza odpornoscia i przezywalnoscia.
Philips w katalogu na 1986 rok podaje zdolnosc tolerowania energi impulsu przebicia lawinowego dla niektorych tranzystorow bipolarnych.
W fotodiodach lawinowych spolaryzowanych duzym napieciem wstecznym ( do 200V ) wykorzystuje sie zjawisko lawinowego powielania (do ca 1000 razy ) pradu efektu fotodiody. Wzmocnienie powielaniem zalezy tez od temperatury.
Wzmocnienie fotodiody lawinowej reguluje sie napieciem zasilania podobnie jak fotopowielacza. Fotodioda lawinowa jest stosowana w dalmierzach laserowych wypierajac fotopowielacz oraz w telekomunikacji swiatlowodowej. W obu wypadkach za fotodioda jest wzmacniacz szerokopasmowy.
Regulacja napiecia wstecznego fotodiody lawinowej czyli wzmocnienia nie jest prosta. Napiecie 100-200V uzyskujemy z zasilacza impulsowego czy transfomatora sieciowego. Jest ono podane do liniowego krzyzowego regulatora szeregowego pracujacego czesto w petli Automatycznej Regulacji Wzmocnienia. Znow kolejna analogia do fotopowielacza. Ograniczenie pradu sredniego jest konieczne bowiem fotodioda moze ulec uszkodzeniu lub stopniowej degradacji.
Jesli uklad ARW daje zbyt wysokie napiecie fotodiodzie to moze byc generowany sygnal alarmowy dla obslugi.
Suma sumarum.
- Wspolpracujace wzmacniacze szerokopasmowe. Oczywiscie ze sprzezeniem zwrotnym szeregowo - rownoleglym bowiem te maja najlepsze pole wzmocnienia. Z popularnymi tranzystorami BFR91 bez problemu dochodzi sie do granicy pasma 1 GHz.
- W ukladach powolnych i srednich stosuje sie operacyjne wzmacniacze BiMOS i BiFet
- Wysokonapieciowe zasilacze impulsowe sa rozwiazaniem najbardziej racjonalnym. Zasilacz impulsowy wielowyjsciowy do fotopowielacza moze pobierac znikoma moc ( z akumulatora ) co jest nowum.
Sa to tematy osobne.
Po uwagach ogolnych szczegolowe omowienia przy konkretnych urzadzeniach.
wtorek, 9 sierpnia 2016
Reprywatyzacja-musicie sie wynosic
Reprywatyzacja-musicie sie wynosic
http://forsal.pl/artykuly/965633,jest-reprywatyzacja-musicie-sie-wynosic-fala-roszczen-przybiera-na-sile.html
"Niepozorna kamieniczka na Górnym Mokotowie w Warszawie. Z odpadającymi tynkami pokrytymi wiekowym brudem i liszajami wyrzeźbionymi przez grzyby. Tysiące takich zapuszczonych domów można spotkać we wszystkich polskich miastach. Historia tej konkretnej odzwierciedla wiele patologii ostatnich lat.
W 1935 r. mieszkający w Łodzi Stefan S. kupił dużą działkę budowlaną u zbiegu ulic Szustra i Bałuckiego w Warszawie. W planie miał budowę ekskluzywnej kamienicy z mieszkaniami do wynajęcia. To był czas boomu inwestycyjnego, więc banki ochoczo przyznawały na takie cele kredyty. Według skrupulatnych wyliczeń bankowców po kilku latach kamienicznik mógł spokojnie spłacić dług wraz z odsetkami i wspólnie z bankiem nieźle zarobić.
Stefan S. zamierzał wybudować 10 mieszkań. Trzy duże, powyżej 100 metrów, reszta miała być o połowę mniejsza. Koszty inwestycji zgodził się pokryć istniejący do dzisiaj Bank Gospodarstwa Krajowego. Na pierwszej stronie starej księgi wieczystej jeszcze na początku tego wieku widniał wykaligrafowany zszarzałym atramentem wpis o zaciągniętym w BGK kredycie na sumę 36 tys. zł, co stanowiło – jak zaznaczono – równowartość sześciu sztabek złota. Tego wpisu już nie ma, bo przedwojenna księga w tajemniczych okolicznościach zniknęła z Sądu Hipotecznego dla Warszawy-Mokotowa. Wraz z długiem i złotem.
Ciastko zjedzone na kredyt
Stefan S. budował dom porządnie: grube mury, półmetrowe stropy, solidna stolarka, wszędzie pod tynkami i podłogami izolacja z prawdziwego korka. Pieniędzy z kredytu starczyło na 2/3 inwestycji. W planie były jeszcze cztery mieszkania i garaż. Na dalsze zadłużanie nieruchomości nie było jednak szans. W 1937 r. Stefan S. zawarł umowę z właścicielem sklepu przy ul. Puławskiej – K. Sprzedał mu ponadstumetrowe lokum na parterze. Jednak sklepikarz też nie miał pieniędzy. W rozliczeniu oddał więc S. swoje małe mieszkanie po sąsiedzku na Mokotowie, zaś w gotówce zapłacił tylko różnicę w metrażu. Pieniędzy na dokończenie budowy ciągle było mało.
Kilka miesięcy później zgłosił się znakomity klient, znany adwokat, Andrzej Ż. Kupił od Stefana S. całe ówczesne pierwsze piętro oraz garaż, którego jeszcze nie było. Zapłacił gotówką i wkrótce sprowadził się z żoną. Obie transakcje nie mogły zostać wpisane do hipoteki, ponieważ pieniądze natychmiast przejąłby bank. Bo do czasu spłacenia ostatniego grosika z kredytu to on był właścicielem nieruchomości. Tak jest teraz i tak było przed wojną.
Latem 1939 r. kamienica tętniła życiem. Na parterze, w świeżo dobudowanej części, zamieszkała konsjerżka z rodziną. W suterenie przygotowano pokój dla dozorczyni. Mieszkania na piętrach zostały wynajęte. I kiedy już miały rozpocząć się spłaty rat bankowych, nad Warszawą pojawiły się samoloty ze swastyką. Ani jedna bomba nie trafiła w kamienicę Stefana S., choć na całej ulicy Szustra prawie każdy dom ucierpiał. Tu wojna pozostawiła tylko trochę dziur po kulach niemieckich snajperów, do dziś zresztą niezałatanych. Lokatorzy płacili czynsze, ale właściciel nie mógł spłacać kredytu, bo bank zniknął. Na czas wojny przeniesiono go do Paryża, a kiedy wrócił do kraju, Bierut zdążył wydać dekrety i przez kilka lat nikt nie wiedział, co do kogo należy.
Stefan S. na początku wojny zaadoptował dwóch chłopców – Jerzego i Andrzeja, synów swoich przyjaciół rozstrzelanych przez gestapo na łódzkiej ulicy. Mieszkał w Łodzi, ale w sprawie kamienicy na Szustra (potem gen. Jarosława Dąbrowskiego, bo tak przemianowano ulicę) trzymał cały czas rękę na pulsie. Po otrzymaniu decyzji o przejęciu przez gminę Warszawa-Mokotów działki, którą kupił przed wojną, w terminie złożył wniosek o wieczystą dzierżawę – występował w imieniu nieletnich pasierbów. Otrzymał odpowiedź taką samą jak wszyscy: odmowa. Wniosek wraz z decyzją został wpisany do księgi wieczystej w 1952 r., jeszcze w starym wolumenie, ale też zniknął. Jedyne, co w sprawie kamienicy udało się Stefanowi S. uzyskać i co pozostało w hipotece, to prawo dożywocia w tej posiadłości, z którego zresztą nigdy nie skorzystał. Zmarł w 1969 r. w Łodzi, nie spłaciwszy ani złotówki przedwojennych zobowiązań.
W 2000 r. pasierb Stefana S., Jerzy, rozpoczął starania o przejęcie kamienicy. Nieświadom umów odszkodowawczych (indemnizacyjnych), złożył w imieniu swoim i brata skargę w samorządowym kolegium odwoławczym, domagając się zwrotu nieruchomości przejętej dekretem Bieruta. Kolegium uznało, że nic się im nie należy. Na dodatek Andrzej S. od kilkudziesięciu lat jest obywatelem Kanady. A na mocy międzynarodowych traktatów Polska została zobowiązana do wypłacenia rządowi kanadyjskiemu 1,22 mln dol. kanadyjskich w ramach umów indemnizacyjnych. PRL wywiązała się z nich do ostatniego centa. W sumie podpisano 12 takich umów, które miały na celu zaspokojenie roszczeń osób, które pozostawiły w kraju przodków majątki i zmieniły obywatelstwo. Jeżeli więc Andrzejowi S. należało się odszkodowanie, to do jego wypłaty zobowiązany był rząd kanadyjski. Polska swoje długi wobec tego pana dawno spłaciła.
Wkrótce do Jerzego S. zgłosił się mecenas Krzysztof Ć., który obiecał sprawę załatwić. Wystarczyło niewiele ponad rok, by wszystkie formalności zostały dopełnione, a obaj bracia stali się kamienicznikami. Mecenas (którego próżno szukać wśród członków palestry czy absolwentów prawa) jako pełnomocnik prawowitych właścicieli rozpoczął porządki w przejętym budynku.
Adwokaci śmierci
Nim nastały rządy pełnomocników, większość mieszkań lokatorzy zdążyli wykupić i założyć wspólnotę mieszkańców. Pani Mirka, córka sklepikarza, która przeżyła 60 lat w przekonaniu, że mieszka u siebie, bo jej tata raz już za lokum zapłacił, nie wykupiła. Wyrzucono ją pierwszą. Trzy tygodnie później umarła. Jej serce stanęło, bo nie mogła się z tą decyzją pogodzić.
Dwa inne mieszkania o statusie komunalnych szybko wyczyszczono z lokatorów, podwyższając czynsze, które stały się wyższe niż ich emerytury. Z najemcami czterech lokali użytkowych w suterenie rozwiązano umowy i kazano się wynieść. Garaż i ogródek też poszły pod młotek. Sprzedano nawet więcej niż odzyskano. Strych, w którym do dziś mają swoje udziały wszyscy właściciele mieszkań, za ich plecami opchnięto za grosze artyście, który dobrze wiedział, że nie kupuje od prawowitych właścicieli.
Na tym działalność pełnomocników powinna się zakończyć. W sumie w czyszczeniu kamienicy uczestniczyło 5 osób oraz pani notariusz poświadczająca nieprawdę. Dwaj mecenasi, którzy nigdy nie studiowali prawa, w tym jeden książę herbu własnego, jego kumpel hrabia, pani zarządca nieruchomości oraz fotograf od celebrytów, który miał chrapkę na jedno z mieszkań. Posługując się produkowanymi na poczekaniu pełnomocnictwami, zarobili ok. 1,5 mln zł i błyskawicznie pozbyli się spuścizny po ojczymie panów S.
Niektórzy z tych pełnomocników dali się poznać także w innych kamienicach: na Nowym Świecie 24, Francuskiej 30, Dahlberga 5 czy Nabielaka 9, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska, bestialsko zamordowana działaczka lokatorska, która ostatnie lata życia spędziła na tropieniu nieprawidłowości przy zwrocie warszawskich kamienic.
– W Warszawie działa kilka grup przestępczych wyspecjalizowanych w odzyskiwaniu nieruchomości przejętych po wojnie dekretem Bieruta – mówi Piotr Ciszewski, prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. – Zbieramy na ich temat informacje, głównie od lokatorów, ale też od władz miasta. Jola Brzeska, współzałożycielka naszego stowarzyszenia, była osobą niezwykle dociekliwą, w dodatku biegle poruszającą się w gąszczu przepisów prawa. W naszym środowisku nikt nie ma wątpliwości, że motywem morderstwa było jej zaangażowanie w odkrywanie prawdy o reprywatyzacji, a także osobista sytuacja mieszkaniowa, w jakiej znalazła się nie z własnej winy i stanęła na drodze jednej z najbrutalniejszych grup przejmujących roszczenia.
Znikające sztabki złota
Kiedy dekretem Bieruta miasto odebrało prywatnym właścicielom grunty, przejęło je wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Nie tylko z gruzami, lecz także z długami hipotecznymi. W przedwojennej Polsce, podobnie jak obecnie, funkcjonowały filie niemal wszystkich dużych banków światowych, które po transformacji ustrojowej zaczęły domagać się od nowego właściciela, czyli państwa, spłaty wierzytelności. Długi były różnie zapisywane w księgach wieczystych. Najczęściej podawano ich wartość w sztabkach złota, ale też w dolarach amerykańskich lub markach niemieckich. W celu zminimalizowania zobowiązań wobec zachodnich banków Rada Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej wydała, a Rada Państwa zatwierdziła, dekret „o zaciąganiu nowych i określaniu wysokości nieumorzonych zobowiązań pieniężnych" (dekret z 27 lipca 1949 r.). Artykuł 6. dekretu pkt 2 stanowił: „W zobowiązaniach wyrażonych w złotych w złocie liczy się jeden złoty za jednego złotego w złocie”. Jeszcze lepsze brzmienie miał art. 7, który dotyczył hipotecznych zapisów w obcych walutach: „Zawarte w zobowiązaniach pieniężnych zastrzeżenia o walucie lub walutach obcych, mających alternatywnie z walutą polską stanowić środek zapłaty uważa się za nieistniejące”. Wyeliminowanie hipotecznych zapisów o sztabkach złota i obcych walutach sprawiło, że choć polski złoty ulegał przeobrażeniom, przedwojenne zobowiązania pozostały na niezmienionym poziomie. Jest to zgodne z obowiązującą w Polsce zasadą nominalizmu pieniężnego, która mówi o tym, że dłużnik zwalnia się ze zobowiązania przez zapłatę wierzycielowi długu w wysokości, w jakiej został on zaciągnięty, bez uwzględnienia zmian siły nabywczej pieniądza (art. 358 kodeksu cywilnego).
Pod koniec lat 40. w Polsce szalała inflacja. Ustawa z 28 października 1950 r. o zmianie systemu pieniężnego miała temu zaradzić. Przyjęto zasadę wymiany złotówki w stosunku 100 do 3. Jednocześnie minister sprawiedliwości ogłosił w obwieszczeniu, że temu samemu przelicznikowi podlegają przedwojenne długi hipoteczne. Z 36 tysięcy przedwojennych złotych, zaciągniętych na budowę kamienicy przy ul. Szustra w Warszawie, zrobiło się nagle 1080 złotych. To jednak nie koniec. W początkach III RP, kiedy wszyscy Polacy w wyniku galopującej inflacji stali się milionerami, dzięki ustawie z 7 lipca 1994 r. o denominacji złotego oraz kolejnemu obwieszczeniu ministra sprawiedliwości dług hipoteczny zaciągnięty przez ojczyma braci S. znów znacząco zmalał. Obowiązywał przelicznik 10 000 : 1. Z sześciu sztabek złota zrobiło się więc 10 groszy. Wystarczyło tę kwotę wpłacić do depozytu, by bank został zobowiązany do zwolnienia hipoteki ze starego długu. Wcale nie było konieczne unicestwianie księgi wieczystej."
http://forsal.pl/artykuly/965633,jest-reprywatyzacja-musicie-sie-wynosic-fala-roszczen-przybiera-na-sile.html
"Niepozorna kamieniczka na Górnym Mokotowie w Warszawie. Z odpadającymi tynkami pokrytymi wiekowym brudem i liszajami wyrzeźbionymi przez grzyby. Tysiące takich zapuszczonych domów można spotkać we wszystkich polskich miastach. Historia tej konkretnej odzwierciedla wiele patologii ostatnich lat.
W 1935 r. mieszkający w Łodzi Stefan S. kupił dużą działkę budowlaną u zbiegu ulic Szustra i Bałuckiego w Warszawie. W planie miał budowę ekskluzywnej kamienicy z mieszkaniami do wynajęcia. To był czas boomu inwestycyjnego, więc banki ochoczo przyznawały na takie cele kredyty. Według skrupulatnych wyliczeń bankowców po kilku latach kamienicznik mógł spokojnie spłacić dług wraz z odsetkami i wspólnie z bankiem nieźle zarobić.
Stefan S. zamierzał wybudować 10 mieszkań. Trzy duże, powyżej 100 metrów, reszta miała być o połowę mniejsza. Koszty inwestycji zgodził się pokryć istniejący do dzisiaj Bank Gospodarstwa Krajowego. Na pierwszej stronie starej księgi wieczystej jeszcze na początku tego wieku widniał wykaligrafowany zszarzałym atramentem wpis o zaciągniętym w BGK kredycie na sumę 36 tys. zł, co stanowiło – jak zaznaczono – równowartość sześciu sztabek złota. Tego wpisu już nie ma, bo przedwojenna księga w tajemniczych okolicznościach zniknęła z Sądu Hipotecznego dla Warszawy-Mokotowa. Wraz z długiem i złotem.
Ciastko zjedzone na kredyt
Stefan S. budował dom porządnie: grube mury, półmetrowe stropy, solidna stolarka, wszędzie pod tynkami i podłogami izolacja z prawdziwego korka. Pieniędzy z kredytu starczyło na 2/3 inwestycji. W planie były jeszcze cztery mieszkania i garaż. Na dalsze zadłużanie nieruchomości nie było jednak szans. W 1937 r. Stefan S. zawarł umowę z właścicielem sklepu przy ul. Puławskiej – K. Sprzedał mu ponadstumetrowe lokum na parterze. Jednak sklepikarz też nie miał pieniędzy. W rozliczeniu oddał więc S. swoje małe mieszkanie po sąsiedzku na Mokotowie, zaś w gotówce zapłacił tylko różnicę w metrażu. Pieniędzy na dokończenie budowy ciągle było mało.
Kilka miesięcy później zgłosił się znakomity klient, znany adwokat, Andrzej Ż. Kupił od Stefana S. całe ówczesne pierwsze piętro oraz garaż, którego jeszcze nie było. Zapłacił gotówką i wkrótce sprowadził się z żoną. Obie transakcje nie mogły zostać wpisane do hipoteki, ponieważ pieniądze natychmiast przejąłby bank. Bo do czasu spłacenia ostatniego grosika z kredytu to on był właścicielem nieruchomości. Tak jest teraz i tak było przed wojną.
Latem 1939 r. kamienica tętniła życiem. Na parterze, w świeżo dobudowanej części, zamieszkała konsjerżka z rodziną. W suterenie przygotowano pokój dla dozorczyni. Mieszkania na piętrach zostały wynajęte. I kiedy już miały rozpocząć się spłaty rat bankowych, nad Warszawą pojawiły się samoloty ze swastyką. Ani jedna bomba nie trafiła w kamienicę Stefana S., choć na całej ulicy Szustra prawie każdy dom ucierpiał. Tu wojna pozostawiła tylko trochę dziur po kulach niemieckich snajperów, do dziś zresztą niezałatanych. Lokatorzy płacili czynsze, ale właściciel nie mógł spłacać kredytu, bo bank zniknął. Na czas wojny przeniesiono go do Paryża, a kiedy wrócił do kraju, Bierut zdążył wydać dekrety i przez kilka lat nikt nie wiedział, co do kogo należy.
Stefan S. na początku wojny zaadoptował dwóch chłopców – Jerzego i Andrzeja, synów swoich przyjaciół rozstrzelanych przez gestapo na łódzkiej ulicy. Mieszkał w Łodzi, ale w sprawie kamienicy na Szustra (potem gen. Jarosława Dąbrowskiego, bo tak przemianowano ulicę) trzymał cały czas rękę na pulsie. Po otrzymaniu decyzji o przejęciu przez gminę Warszawa-Mokotów działki, którą kupił przed wojną, w terminie złożył wniosek o wieczystą dzierżawę – występował w imieniu nieletnich pasierbów. Otrzymał odpowiedź taką samą jak wszyscy: odmowa. Wniosek wraz z decyzją został wpisany do księgi wieczystej w 1952 r., jeszcze w starym wolumenie, ale też zniknął. Jedyne, co w sprawie kamienicy udało się Stefanowi S. uzyskać i co pozostało w hipotece, to prawo dożywocia w tej posiadłości, z którego zresztą nigdy nie skorzystał. Zmarł w 1969 r. w Łodzi, nie spłaciwszy ani złotówki przedwojennych zobowiązań.
W 2000 r. pasierb Stefana S., Jerzy, rozpoczął starania o przejęcie kamienicy. Nieświadom umów odszkodowawczych (indemnizacyjnych), złożył w imieniu swoim i brata skargę w samorządowym kolegium odwoławczym, domagając się zwrotu nieruchomości przejętej dekretem Bieruta. Kolegium uznało, że nic się im nie należy. Na dodatek Andrzej S. od kilkudziesięciu lat jest obywatelem Kanady. A na mocy międzynarodowych traktatów Polska została zobowiązana do wypłacenia rządowi kanadyjskiemu 1,22 mln dol. kanadyjskich w ramach umów indemnizacyjnych. PRL wywiązała się z nich do ostatniego centa. W sumie podpisano 12 takich umów, które miały na celu zaspokojenie roszczeń osób, które pozostawiły w kraju przodków majątki i zmieniły obywatelstwo. Jeżeli więc Andrzejowi S. należało się odszkodowanie, to do jego wypłaty zobowiązany był rząd kanadyjski. Polska swoje długi wobec tego pana dawno spłaciła.
Wkrótce do Jerzego S. zgłosił się mecenas Krzysztof Ć., który obiecał sprawę załatwić. Wystarczyło niewiele ponad rok, by wszystkie formalności zostały dopełnione, a obaj bracia stali się kamienicznikami. Mecenas (którego próżno szukać wśród członków palestry czy absolwentów prawa) jako pełnomocnik prawowitych właścicieli rozpoczął porządki w przejętym budynku.
Adwokaci śmierci
Nim nastały rządy pełnomocników, większość mieszkań lokatorzy zdążyli wykupić i założyć wspólnotę mieszkańców. Pani Mirka, córka sklepikarza, która przeżyła 60 lat w przekonaniu, że mieszka u siebie, bo jej tata raz już za lokum zapłacił, nie wykupiła. Wyrzucono ją pierwszą. Trzy tygodnie później umarła. Jej serce stanęło, bo nie mogła się z tą decyzją pogodzić.
Dwa inne mieszkania o statusie komunalnych szybko wyczyszczono z lokatorów, podwyższając czynsze, które stały się wyższe niż ich emerytury. Z najemcami czterech lokali użytkowych w suterenie rozwiązano umowy i kazano się wynieść. Garaż i ogródek też poszły pod młotek. Sprzedano nawet więcej niż odzyskano. Strych, w którym do dziś mają swoje udziały wszyscy właściciele mieszkań, za ich plecami opchnięto za grosze artyście, który dobrze wiedział, że nie kupuje od prawowitych właścicieli.
Na tym działalność pełnomocników powinna się zakończyć. W sumie w czyszczeniu kamienicy uczestniczyło 5 osób oraz pani notariusz poświadczająca nieprawdę. Dwaj mecenasi, którzy nigdy nie studiowali prawa, w tym jeden książę herbu własnego, jego kumpel hrabia, pani zarządca nieruchomości oraz fotograf od celebrytów, który miał chrapkę na jedno z mieszkań. Posługując się produkowanymi na poczekaniu pełnomocnictwami, zarobili ok. 1,5 mln zł i błyskawicznie pozbyli się spuścizny po ojczymie panów S.
Niektórzy z tych pełnomocników dali się poznać także w innych kamienicach: na Nowym Świecie 24, Francuskiej 30, Dahlberga 5 czy Nabielaka 9, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska, bestialsko zamordowana działaczka lokatorska, która ostatnie lata życia spędziła na tropieniu nieprawidłowości przy zwrocie warszawskich kamienic.
– W Warszawie działa kilka grup przestępczych wyspecjalizowanych w odzyskiwaniu nieruchomości przejętych po wojnie dekretem Bieruta – mówi Piotr Ciszewski, prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. – Zbieramy na ich temat informacje, głównie od lokatorów, ale też od władz miasta. Jola Brzeska, współzałożycielka naszego stowarzyszenia, była osobą niezwykle dociekliwą, w dodatku biegle poruszającą się w gąszczu przepisów prawa. W naszym środowisku nikt nie ma wątpliwości, że motywem morderstwa było jej zaangażowanie w odkrywanie prawdy o reprywatyzacji, a także osobista sytuacja mieszkaniowa, w jakiej znalazła się nie z własnej winy i stanęła na drodze jednej z najbrutalniejszych grup przejmujących roszczenia.
Znikające sztabki złota
Kiedy dekretem Bieruta miasto odebrało prywatnym właścicielom grunty, przejęło je wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Nie tylko z gruzami, lecz także z długami hipotecznymi. W przedwojennej Polsce, podobnie jak obecnie, funkcjonowały filie niemal wszystkich dużych banków światowych, które po transformacji ustrojowej zaczęły domagać się od nowego właściciela, czyli państwa, spłaty wierzytelności. Długi były różnie zapisywane w księgach wieczystych. Najczęściej podawano ich wartość w sztabkach złota, ale też w dolarach amerykańskich lub markach niemieckich. W celu zminimalizowania zobowiązań wobec zachodnich banków Rada Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej wydała, a Rada Państwa zatwierdziła, dekret „o zaciąganiu nowych i określaniu wysokości nieumorzonych zobowiązań pieniężnych" (dekret z 27 lipca 1949 r.). Artykuł 6. dekretu pkt 2 stanowił: „W zobowiązaniach wyrażonych w złotych w złocie liczy się jeden złoty za jednego złotego w złocie”. Jeszcze lepsze brzmienie miał art. 7, który dotyczył hipotecznych zapisów w obcych walutach: „Zawarte w zobowiązaniach pieniężnych zastrzeżenia o walucie lub walutach obcych, mających alternatywnie z walutą polską stanowić środek zapłaty uważa się za nieistniejące”. Wyeliminowanie hipotecznych zapisów o sztabkach złota i obcych walutach sprawiło, że choć polski złoty ulegał przeobrażeniom, przedwojenne zobowiązania pozostały na niezmienionym poziomie. Jest to zgodne z obowiązującą w Polsce zasadą nominalizmu pieniężnego, która mówi o tym, że dłużnik zwalnia się ze zobowiązania przez zapłatę wierzycielowi długu w wysokości, w jakiej został on zaciągnięty, bez uwzględnienia zmian siły nabywczej pieniądza (art. 358 kodeksu cywilnego).
Pod koniec lat 40. w Polsce szalała inflacja. Ustawa z 28 października 1950 r. o zmianie systemu pieniężnego miała temu zaradzić. Przyjęto zasadę wymiany złotówki w stosunku 100 do 3. Jednocześnie minister sprawiedliwości ogłosił w obwieszczeniu, że temu samemu przelicznikowi podlegają przedwojenne długi hipoteczne. Z 36 tysięcy przedwojennych złotych, zaciągniętych na budowę kamienicy przy ul. Szustra w Warszawie, zrobiło się nagle 1080 złotych. To jednak nie koniec. W początkach III RP, kiedy wszyscy Polacy w wyniku galopującej inflacji stali się milionerami, dzięki ustawie z 7 lipca 1994 r. o denominacji złotego oraz kolejnemu obwieszczeniu ministra sprawiedliwości dług hipoteczny zaciągnięty przez ojczyma braci S. znów znacząco zmalał. Obowiązywał przelicznik 10 000 : 1. Z sześciu sztabek złota zrobiło się więc 10 groszy. Wystarczyło tę kwotę wpłacić do depozytu, by bank został zobowiązany do zwolnienia hipoteki ze starego długu. Wcale nie było konieczne unicestwianie księgi wieczystej."
Archiwum - SENSORY 12
Archiwum - SENSORY 12
Indukcyjny sensor zblizeniowy czyli inductive proximity detector lub switch
ma generator pracujacy w pasmie pomiedzy zakresem dlugo a sredniofalowym lub ponizej zakresu dlugofalowego z cewka wykonana na polowce rdzenia kubkowego. W zaleznosci od polozenia ruchomego metalowego aktuatora wzgledem otwartego rdzenia kubkowego generator generuje drgania lub nie. W zaleznosci od uzytego rozmiaru rdzenia oraz materialu aktuatora oraz ustawionego wzmocnienia tranzystora generatora, szczelina przy przelaczeniu miedzy rdzeniem a aktuatorem moze typowo wynosic 1-15mm
Koncern Philips produkuje sensory zblizeniowe typu OM2860 ( na schemacie powyzej ) w technologi hybrydowej. Blok "Trigger" na schemacie to przerzutnik Schmidta wykonany na dwoch tranzystorach PNP.
Czestotliwosc generacji wyznacza tez czas wzbudzenia i tlumienia drgan. Dla sensorow Philipsa pewnie detekowalna gorna czestotliwosc akcji aktuatora wynosi 5 kHz.
Siemens produkuje proste uklady scalony TCA305 i TCA335 realizujacy identycznie funkcje sensora zblizeniowego. Sa o tyle wygodniejszy ze cewka nie musi miec odczepu. Proponuje do niego cewki na rdzeniach kubkowych M12 ( czestotliwosc generacji ca 350KHz, cewka ma 100 zwoi, kondensator 1 nF ), M18 ( 280 kHz, 80 zwoi , 1.2nF ) i M30 ( 115 kHz, 100zwoi, 3.3nF ). Z ostatnim duzym polkubkiem ferrytowym odleglosc dzialania siega 15 mm.
Wada ukladu jest maly dopuszczalny prad wyjscia wynoszacy tylko 50mA.
Sensor ma z reguly ksztalt walca dogodnego do montazu a wiec z gwintem.
Przelaczniki zblizeniowe sa uzywane w przemysle motoryzacyjnym, metalowym, maszynowym, spozywczym, ruchomych maszynach, hydraulice. Przykladowo przelaczniki zblizeniowe sa uzywane na tasmach lini produkcyjnych. Moga tez detekowac zblizanie sie przedmiotow przy zaladunku i transporcie.
Moga byc uzyte w silniku tlokowym alternatywnie do sensora reluktancyjnego nie wymagajac magnesu w obwodzie.
Pelna lista zastosowan jest bardzo szeroka.
Indukcyjny sensor zblizeniowy czyli inductive proximity detector lub switch
ma generator pracujacy w pasmie pomiedzy zakresem dlugo a sredniofalowym lub ponizej zakresu dlugofalowego z cewka wykonana na polowce rdzenia kubkowego. W zaleznosci od polozenia ruchomego metalowego aktuatora wzgledem otwartego rdzenia kubkowego generator generuje drgania lub nie. W zaleznosci od uzytego rozmiaru rdzenia oraz materialu aktuatora oraz ustawionego wzmocnienia tranzystora generatora, szczelina przy przelaczeniu miedzy rdzeniem a aktuatorem moze typowo wynosic 1-15mm
Koncern Philips produkuje sensory zblizeniowe typu OM2860 ( na schemacie powyzej ) w technologi hybrydowej. Blok "Trigger" na schemacie to przerzutnik Schmidta wykonany na dwoch tranzystorach PNP.
Czestotliwosc generacji wyznacza tez czas wzbudzenia i tlumienia drgan. Dla sensorow Philipsa pewnie detekowalna gorna czestotliwosc akcji aktuatora wynosi 5 kHz.
Siemens produkuje proste uklady scalony TCA305 i TCA335 realizujacy identycznie funkcje sensora zblizeniowego. Sa o tyle wygodniejszy ze cewka nie musi miec odczepu. Proponuje do niego cewki na rdzeniach kubkowych M12 ( czestotliwosc generacji ca 350KHz, cewka ma 100 zwoi, kondensator 1 nF ), M18 ( 280 kHz, 80 zwoi , 1.2nF ) i M30 ( 115 kHz, 100zwoi, 3.3nF ). Z ostatnim duzym polkubkiem ferrytowym odleglosc dzialania siega 15 mm.
Wada ukladu jest maly dopuszczalny prad wyjscia wynoszacy tylko 50mA.
Sensor ma z reguly ksztalt walca dogodnego do montazu a wiec z gwintem.
Przelaczniki zblizeniowe sa uzywane w przemysle motoryzacyjnym, metalowym, maszynowym, spozywczym, ruchomych maszynach, hydraulice. Przykladowo przelaczniki zblizeniowe sa uzywane na tasmach lini produkcyjnych. Moga tez detekowac zblizanie sie przedmiotow przy zaladunku i transporcie.
Moga byc uzyte w silniku tlokowym alternatywnie do sensora reluktancyjnego nie wymagajac magnesu w obwodzie.
Pelna lista zastosowan jest bardzo szeroka.
Archiwum - SENSORY 11
Archiwum - SENSORY 11
Sensor reluktancyjny czyli "Pickup coil"
wykonywany jest technologia elektromaszynowa znana od dekad. Produkcja jest zautomatyzowana co rzutuje na dosc niska cene sensora i jego popularnosc.
W technice motoryzacyjnej czujnik reluktancyjny ( crankshaft position sensor ) daje informacje o polozeniu walu korbowego silnika spalinowego, ktore sluza ukladowi zaplonowemu a takze ewentualnie ukladowi wtrysku paliwa.
Indukcja strumienia magnetycznego obwodu z magnesem stalym w sensorze uzależniona jest od opornosci magnetycznej obwodu czyli położenia koła impulsowego z zebami względem czujnika. Bliskosc stalowego zeba zamykajacego obwod zmniejsza opor zas jego brak zwieksza opor magnetyczny poniewaz przenikalnosc magnetyczna materialu obwodu sensora jest duza a szczeliny powietrznej wynosi 1.
Kształtów zebów koła impulsowego wyznacza ksztalt napiecia z sensora. W technice motoryzacyjnej nie jest on sinusoidalny ale ma spore piki i dlugie okresy dosc plaskiego sygnalu. Amplituda sygnalu jest proporcjonalna do predkosci katowej obwodowej kola impulsowego.
Zaleta sensora reluktancyjnego jest brak elementow stykowych, brak starzenia i dryftu oraz dobra tolerancja temperatury. W sensorach niskoimpedancyjnych amplituda sygnalu przy maksymalnej szybkosci silnika wynosi kilkanascie woltow a wysokoimpedancyjnych moze przekraczac 100 V.
Charakter obciazenia uzwojenia sensora raluktancyjnego w pewnym stopniu zmienia ksztal napiecia i relacje fazowe o czym nalezy pamietac. Dodajac do sygnalu z sensora sygnal poziomujacy mozna zmieniac relacje fazowe. Sygnal sensora poprzez opornik ograniczajacy prad mozna podac do scalonego komparatora ( trzeba sygnal obciac diodami lub dioda zenera ) lub komparatora w wielofunkcyjnym ukladzie.
Na schemacie pokazano uklad zaplonowy z ukladem scalonym Motorola MC3334 sterowany sensorem reluktancyjnym. Napiecie z sensora na wejsciu gornego komparatora jest wewnatrz ukladu ograniczone diodami do poziomu GND i VCC a wplywajacy prad jest ograniczony rezystorami na wejsciu. Napiecie przelaczania gornego komparatora jest tak poziomowane aby powyzej srednich obrotow wydluzac czas zalaczania tranzystora Darlingtona tak aby przerwa jego zalaczenia wynosila tylko ponad 1 ms co jest konieczne do zakonczenia wyladowania indukcyjnego na swiecy zaplonowej. Chodzi o to aby czas narastania pradu w cewce zaplonowej byl jak najdluzszy. Koncowy prad klucza - tranzystora odpowiada za energie iskry, ktora powinna byc jak najwieksza.
Rownolegly do sensora kondensator tlumi zaklocenia radiowe.
Komparator mozna wykonac takze na tranzystorach.
Na schemacie pokazano uklad zaplonowy z sesnorem reluktancyjnym stosowany przez koncern Toyota od 1980 roku. Polaczony jako dioda tranzystor Tr1 kompensuje termicznie napiecie Ube tranzystora Tr2. Uklad przelacza juz przy napieciu z sensora 200mV , ktore istnieje nawet przy najslabszym rozruchu. Prostownik D2,C3 z opornikiem R4 daje napiecie poziomujace ktore przedluza czas zalaczenia tranzystora Darlington tak jak poprzednio. Z kolektora tranzystora Darlingtona jest wziety sygnal do obrotomierza.
Parametry ukladu zaplonowego silnika beznynowego z sensorem reluktancyjnym sa znacznie lepsze niz z przerywaczem.
Sensor reluktancyjny jest takze zamontowany w silnikach Diesela w agregatach pradotworczych. Sluzy do stabilizacji obrotow silnika oraz dla procesu automatycznego rozruchu. Uruchamia takze uklad zabezpieczajacy na wypadek rozbiegniecia sie silnika co mogloby spowodowac jego zniszczenie.
Sensor reluktancyjny czyli "Pickup coil"
wykonywany jest technologia elektromaszynowa znana od dekad. Produkcja jest zautomatyzowana co rzutuje na dosc niska cene sensora i jego popularnosc.
W technice motoryzacyjnej czujnik reluktancyjny ( crankshaft position sensor ) daje informacje o polozeniu walu korbowego silnika spalinowego, ktore sluza ukladowi zaplonowemu a takze ewentualnie ukladowi wtrysku paliwa.
Indukcja strumienia magnetycznego obwodu z magnesem stalym w sensorze uzależniona jest od opornosci magnetycznej obwodu czyli położenia koła impulsowego z zebami względem czujnika. Bliskosc stalowego zeba zamykajacego obwod zmniejsza opor zas jego brak zwieksza opor magnetyczny poniewaz przenikalnosc magnetyczna materialu obwodu sensora jest duza a szczeliny powietrznej wynosi 1.
Kształtów zebów koła impulsowego wyznacza ksztalt napiecia z sensora. W technice motoryzacyjnej nie jest on sinusoidalny ale ma spore piki i dlugie okresy dosc plaskiego sygnalu. Amplituda sygnalu jest proporcjonalna do predkosci katowej obwodowej kola impulsowego.
Zaleta sensora reluktancyjnego jest brak elementow stykowych, brak starzenia i dryftu oraz dobra tolerancja temperatury. W sensorach niskoimpedancyjnych amplituda sygnalu przy maksymalnej szybkosci silnika wynosi kilkanascie woltow a wysokoimpedancyjnych moze przekraczac 100 V.
Charakter obciazenia uzwojenia sensora raluktancyjnego w pewnym stopniu zmienia ksztal napiecia i relacje fazowe o czym nalezy pamietac. Dodajac do sygnalu z sensora sygnal poziomujacy mozna zmieniac relacje fazowe. Sygnal sensora poprzez opornik ograniczajacy prad mozna podac do scalonego komparatora ( trzeba sygnal obciac diodami lub dioda zenera ) lub komparatora w wielofunkcyjnym ukladzie.
Na schemacie pokazano uklad zaplonowy z ukladem scalonym Motorola MC3334 sterowany sensorem reluktancyjnym. Napiecie z sensora na wejsciu gornego komparatora jest wewnatrz ukladu ograniczone diodami do poziomu GND i VCC a wplywajacy prad jest ograniczony rezystorami na wejsciu. Napiecie przelaczania gornego komparatora jest tak poziomowane aby powyzej srednich obrotow wydluzac czas zalaczania tranzystora Darlingtona tak aby przerwa jego zalaczenia wynosila tylko ponad 1 ms co jest konieczne do zakonczenia wyladowania indukcyjnego na swiecy zaplonowej. Chodzi o to aby czas narastania pradu w cewce zaplonowej byl jak najdluzszy. Koncowy prad klucza - tranzystora odpowiada za energie iskry, ktora powinna byc jak najwieksza.
Rownolegly do sensora kondensator tlumi zaklocenia radiowe.
Komparator mozna wykonac takze na tranzystorach.
Na schemacie pokazano uklad zaplonowy z sesnorem reluktancyjnym stosowany przez koncern Toyota od 1980 roku. Polaczony jako dioda tranzystor Tr1 kompensuje termicznie napiecie Ube tranzystora Tr2. Uklad przelacza juz przy napieciu z sensora 200mV , ktore istnieje nawet przy najslabszym rozruchu. Prostownik D2,C3 z opornikiem R4 daje napiecie poziomujace ktore przedluza czas zalaczenia tranzystora Darlington tak jak poprzednio. Z kolektora tranzystora Darlingtona jest wziety sygnal do obrotomierza.
Parametry ukladu zaplonowego silnika beznynowego z sensorem reluktancyjnym sa znacznie lepsze niz z przerywaczem.
Sensor reluktancyjny jest takze zamontowany w silnikach Diesela w agregatach pradotworczych. Sluzy do stabilizacji obrotow silnika oraz dla procesu automatycznego rozruchu. Uruchamia takze uklad zabezpieczajacy na wypadek rozbiegniecia sie silnika co mogloby spowodowac jego zniszczenie.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Modernizacja a chciejstwo i konfabulacja
Modernizacja a chciejstwo i konfabulacja
Niemcy produkuja dobre samochody ( ich reputacja ucierpiala ostatnio na skutek oszustwa Volkswagena i chocby Mercedsa ), drogie specjalistyczne statki, maszyny i urzadzenia oraz cale linie produkcyjne. We wspolpracy produkuja samoloty. Byli najwiekszym eksporterem swiata. Obecnie maja potezne nadwyzki eksportowe.
Pierwszy elektroniczny uklad wtrysku paliwa wprowadzil w swoich samochodach Volkswagen w 1967 roku. Kontroller systemu zaprojektowal i produkowal koncern Bosch.
Od poczatka lat osiemdziesiatych robiono niezbyt udane kontrollery wtrysku paliwa z mikrokontrollerami do samochodow wyczynowych i luksusowych. Potrzebny byl mikrokontroller majacy bardzo rozbudowane uklady peryferyjne i w miare wydajny. Mikrokontroller taki zreszta potrzebny byl w wielu dziedzinach. Siemens jako narodowy koncern elektrotechniczny kupil w 1986 roku od amerykanskiego giganta AMD licencje na mikrokontroller 80515 i 80C515 wykonany w technologi CMOS oraz na wydajny mikrokontroller 16 bitowy rodziny C165. Z pamiecia ROM uklad mial oznaczenie 83 zamiast 80. Byl to mikrokontroller Intela 8051 z dodanymi licznymi i bardzo uzytecznymi peryferiami. Jeszcze bardziej rozbudowane peryferia mial uklad 80C517.
Jednak interface do sensorow i elementow wykonawczych kontrollera wtrysku zbudowane na wzmacniaczach operacyjnych, komparatorach i nnych ukladach i tranzystorach byly bardzo rozbudowane. Totez Bosch zaprojektowal w sumie dosc proste uklady w ktorych scalil funkcje intefejsowe.
Bosch-owy Electronic Control Unit do samochodu rodziny M1.8 mial procesor 80C535 od 1989. Potem ECU M4.3 - M4.4.1 procesor 80C517 od 1991. Potem ME7 procesor C167 ( z rodziny C165 ) od 1998. Wreszcie ME9 procesor MPC555 rodziny Power od 2004 roku
W ramach urzadzenia z kazdym procesorem zwiekszano szybkosc taktowania i ilosc zewnetrznej pamieci. Pojemnosc pamieci programu wzosla od od 32kB do 2.5MB a szybkosc zegara od 12 do 55 Mhz. Procesor MPC nie jest produkowany przez wydzielony z Siemensa Infineon.
Jaki z tego wniosek. Inzynierowie i naukowcy z koncernow samochodowych a zwlaszcza Boscha i Siemensa byli swiadomi ze potrzebny jest im do wielu zastosowan mikrokontroller aby zrobic dobry ECU do dobrego samochodu i zalac samochodami swiat i odstawic na lata konkurencje. Ale wiedzieli ze sa intelektualnie i technologicznie za slabi aby go szybko opracowac. Kupili wiec licencje. Siemens we wszystkich swoich urzadzeniach masowo stosowal procesory 80C515 i 537 oraz rodziny C165, ktore produkuje do dzis dnia. Procesory z rodziny C165 Siemens zastosowal nawet w telefonach komorkowych.
Bosch od 30 lat produkuje uklady interfejsowe do zastosowan samochodowych. ECU Boscha mozna spotkac w samochodach wszelkich marek.
Uklady procesorow MPC555 i MPC565 rodziny PowerPC sa bardzo chetnie stosowane w elektronice samochodowej. Gigantyczne Delphi Corporation uzywa MPC561 i MPC565 w ECU dla silnikow General Motors i innych. Prawie wszystkie nowe modele samochodow w polnocnej ameryce w 2009 roku mialy mikrokontroller MPC5xx na pokladzie ECU.
Z koncernu Philips wydzielono oddzial mikrolektroniczny NXP ktory scalil sie z Freescale wydzielonym z Motoroli. Produkuja one procesory MPC5xx opracowane kiedys przez Motorole.
Czy do biznesu elektroniki samochodowej mozna latwo wejsc ? Wykluczone. Gdyby Polska miala wlasna fabryke samochodow to nasz narodowy koncern elektrotechniczno - elektroniczny moglby produkowac ECU do niego i na eksport. W ECU najdrozsze jest obecnie oprogramowanie !
I tak jest ze wszystkim !
Niemcy produkuja dobre samochody ( ich reputacja ucierpiala ostatnio na skutek oszustwa Volkswagena i chocby Mercedsa ), drogie specjalistyczne statki, maszyny i urzadzenia oraz cale linie produkcyjne. We wspolpracy produkuja samoloty. Byli najwiekszym eksporterem swiata. Obecnie maja potezne nadwyzki eksportowe.
Pierwszy elektroniczny uklad wtrysku paliwa wprowadzil w swoich samochodach Volkswagen w 1967 roku. Kontroller systemu zaprojektowal i produkowal koncern Bosch.
Od poczatka lat osiemdziesiatych robiono niezbyt udane kontrollery wtrysku paliwa z mikrokontrollerami do samochodow wyczynowych i luksusowych. Potrzebny byl mikrokontroller majacy bardzo rozbudowane uklady peryferyjne i w miare wydajny. Mikrokontroller taki zreszta potrzebny byl w wielu dziedzinach. Siemens jako narodowy koncern elektrotechniczny kupil w 1986 roku od amerykanskiego giganta AMD licencje na mikrokontroller 80515 i 80C515 wykonany w technologi CMOS oraz na wydajny mikrokontroller 16 bitowy rodziny C165. Z pamiecia ROM uklad mial oznaczenie 83 zamiast 80. Byl to mikrokontroller Intela 8051 z dodanymi licznymi i bardzo uzytecznymi peryferiami. Jeszcze bardziej rozbudowane peryferia mial uklad 80C517.
Jednak interface do sensorow i elementow wykonawczych kontrollera wtrysku zbudowane na wzmacniaczach operacyjnych, komparatorach i nnych ukladach i tranzystorach byly bardzo rozbudowane. Totez Bosch zaprojektowal w sumie dosc proste uklady w ktorych scalil funkcje intefejsowe.
Bosch-owy Electronic Control Unit do samochodu rodziny M1.8 mial procesor 80C535 od 1989. Potem ECU M4.3 - M4.4.1 procesor 80C517 od 1991. Potem ME7 procesor C167 ( z rodziny C165 ) od 1998. Wreszcie ME9 procesor MPC555 rodziny Power od 2004 roku
W ramach urzadzenia z kazdym procesorem zwiekszano szybkosc taktowania i ilosc zewnetrznej pamieci. Pojemnosc pamieci programu wzosla od od 32kB do 2.5MB a szybkosc zegara od 12 do 55 Mhz. Procesor MPC nie jest produkowany przez wydzielony z Siemensa Infineon.
Jaki z tego wniosek. Inzynierowie i naukowcy z koncernow samochodowych a zwlaszcza Boscha i Siemensa byli swiadomi ze potrzebny jest im do wielu zastosowan mikrokontroller aby zrobic dobry ECU do dobrego samochodu i zalac samochodami swiat i odstawic na lata konkurencje. Ale wiedzieli ze sa intelektualnie i technologicznie za slabi aby go szybko opracowac. Kupili wiec licencje. Siemens we wszystkich swoich urzadzeniach masowo stosowal procesory 80C515 i 537 oraz rodziny C165, ktore produkuje do dzis dnia. Procesory z rodziny C165 Siemens zastosowal nawet w telefonach komorkowych.
Bosch od 30 lat produkuje uklady interfejsowe do zastosowan samochodowych. ECU Boscha mozna spotkac w samochodach wszelkich marek.
Uklady procesorow MPC555 i MPC565 rodziny PowerPC sa bardzo chetnie stosowane w elektronice samochodowej. Gigantyczne Delphi Corporation uzywa MPC561 i MPC565 w ECU dla silnikow General Motors i innych. Prawie wszystkie nowe modele samochodow w polnocnej ameryce w 2009 roku mialy mikrokontroller MPC5xx na pokladzie ECU.
Z koncernu Philips wydzielono oddzial mikrolektroniczny NXP ktory scalil sie z Freescale wydzielonym z Motoroli. Produkuja one procesory MPC5xx opracowane kiedys przez Motorole.
Czy do biznesu elektroniki samochodowej mozna latwo wejsc ? Wykluczone. Gdyby Polska miala wlasna fabryke samochodow to nasz narodowy koncern elektrotechniczno - elektroniczny moglby produkowac ECU do niego i na eksport. W ECU najdrozsze jest obecnie oprogramowanie !
I tak jest ze wszystkim !
Archiwum - SENSORY 10
Archiwum - SENSORY 10
Temperatura - Dioda, termistor NTC, KTY.
Wyrazona w mV/C czulosc zwyklej krzemowej diody polprzewodnikowej jako sensora temperatury zalezy od gestosci pradu w jej zlaczu. Sensor jest troche nieliniowy i czulosc wzrasta przy niskich temperaturach. Zakres pradow pomiarowych moze byc duzy - taki w jakim zlacze ma charakterystyke scisle logarytmiczna - od dolu ograniczona pradem uplywu a od gory rezystancja rozproszona. Przy malych gestosciach pradu w zlaczu czulosc (w temperaturze pokojowej) diody wynosi -2.2 mV/C by przy duzych gestosciach pradu spasc do -1.4 mV/C. W dosc szerokim zakresie pradow diody czulosc przyjmuje sie jako -2mV/C.
Na wykresie pokazano czulosc diody 1N4154 ( 35V , 300mA ) jako sensora temperatury w funkcji jej pradu.
Stosujac przewodowe przylaczenie diody - sensora wybieramy male prady pracy takze po to aby zminimalizowac wplyw rezystancji przewodu. W praktyce lepiej niz diody sprawuja sie tranzystory polaczone w diode.
Diody wprost do mikrokontrollera nie mozna w zasadzie dolaczyc w przeciwienstwie do termistora NTC i sensora rodziny KTY. W ogolnosci wymagania na uklad kondycjonujacy dla kazdego sensora sa tym wieksze im wiekszy jest offset na tle uzytecznego sygnalu z sensora i im mniejsza jest czulosc sensora. Poniewaz napiecie na diodzie (offset) spada a czulosc rosnie wraz ze zmniejszaniem pradu pomiarowego to nalezy stosowac raczej male gestosci pradu (co troche zmniejsza wymagania dla kondycjonera i jego koszt) ale pamietajac ze dioda jest nieliniowa i prostowane silne zaklocenia elektromagnetyczne wywoluja bledy DC !
Wolne diody prostownicze serii 1N400X nie prostuja sygnalow radiowych, zwlaszcze te wolniejsze na wyzsze napiecia.
Opornosc zrodla zasilania diody - sensora wynika z procesu linearyzacji. Bledem jest zasilanie diody ze zrodla pradowego ! Dla sensora PT100 opornosc zrodla zasilania jest dla linearyzacji kwadratowej ujemna dla diody zas dodatnia. Jesli zakres obejmuje ujemne temperatury to dobra linearyzacje osiagamy przy zasileniu diody poprzez opornik z napiecie około 8*Ud, gdzie Ud to napiecie na diodzie w temperaturze 20C.
Mostek z dioda jako sensorem nie jest ratiometryczny i to jest wada diody.
Dioda do zastosowan w cieplownictwie nadaje sie znakomicie !
Diody z jednej tasmy od renomowanego producenta wykazuja rozrzut mniejszy od 1C zalezny od starannosci i poziomu technologi producenta. Zatem konieczna jest indywidualna - programowa korekcja offsetu.
Tranzystor moze byc stosowany jako dioda lub od razu moze ( polaczenie trzyprzewodowe ) wzmacniac sygnal 10-30 razy czyniac zbednym wzmacniacz operacyjny. W tym drugim rozwiazaniu wykluczone sa dlugie przewody a wiec sensor musi byc w samym urzadzeniu na PCB lub blisko niego. Tam gdzie w regulatorze odczyt temperatury jest zbedny tranzystor sensor jest od razu stopniem wzmacniacza sygnalu bledu.
Interface ze wzmacniaczem operacyjnym dla diody i sensora PT100 moze byc taki sam ( inne wartosci rezystorow ) ale pamietac nalezy w programie o zmianie znaku czulosci.
Obecnie od lat zdecydowanie najpopularniejsze sa termistory o ujemnym wspolczynniku temperaturowym czyli NTC. Sa uzyteczne w zakresie temperatur -50...200 (300)C.
Niemniej szybko zdobywaja popularnosc sensory rodziny KTY zblizone do termistorow ale o dodatnim wspolczynniku temperaturowym.
Termistory sa wykonane z polprzewodnikow.
Zachowanie termistora NTC dobrze opisuje znane z fizyki rownanie Steinhart–Harta. W zakresie 0-100C aproksymacja tym rownaniem ma dokladnosc rzedu 0.02%. Uproszczony wspolczynnik wzglednej zmiany opornosci NTC moze wynosic ca 4%/C ( zawsze zawiera sie w przedziale 3-4.5 %/C ) a wiec sa to elementy czule ale mocno nieliniowe.
Znane sa uklady analogowe sluzace do linearyzacji termistorow NTC ale w rozwazanym zastosowaniu "przemyslowym" nie ma dla czegos takiego zastosowania. NTC nie jest dokladnym sensorem.
Termistor ( jest ratiometryczny ale uwaga na samopodgrzanie ) linearyzujemy zasilajac go poprzez rezystor (moze byc przelaczany programowo) ktory ma taka wartosc jaka opornosc termistor w punkcie srodkowym zakresu pomiarowego ! To cala madrosc linearyzacji NTC.
Stosujac zasilanie +5V (to samo co napiecie odniesienia dla przetwornika A/D w mikrokontrolerze ) i podajac sygnal z NTC bez zadnego dodatkowego ukladu aktywnego wprost na przetwornik A/D w mikrokontrolerze jednoukladowym uzyskujemy teoretycznie pomiar ( linearyzacja programowa dla pomiaru w scislym znaczeniu jest wtedy wymagalna ale normalnie nie jest stosowana ) od temperatury zero do nieskonczonosci co jest bardzo wygodne ale o dobrej liniowosci i rozdzielczosci oraz stabilnosci tylko wokol temperatury srodkowej zakresu. W punkcie srodkowym zakresu na wyjsciu termistora - opornika jest napiecie 1/2 x 5V = 2.5V co stwarza mozliwosc latwej kontroli. Termistory sa tanie, niezawodne i masowo stosowane w samochodach w praktycznych obudowach. Maja duza czulosc i z reguly zbedny jest kondycjoner.
Popularny termistor NTC o opornosci 10K ma opornosc podana w temperaturze 25C. W temperaturze 0C ma opornosc 32.65 K a przy 50C, 3.601 K.
Zatem optymalny opornik zasilajacy termistor bedzie dosc mocno zmienial wartosc przy zmianie srodkowej termperatury zakresu pomiarowego - roboczego.
Polprzewodnikowe sensory rodziny KTY maja dodatni wspolczynnik temperaturowy okolo 0.78%/C. Sa wiec znacznie mniej czule niz termistory NTC. Zakres temperatur -50...150C lub do 300C. Oznaczenie sensora jest dosc ciekawe. Na przyklad KTY81-Xyy, gdzie X oznacza 1 dla nominalnej rezystancji w temperaturze 25C wynoszacej 1K a 2 dla 2K. Zas yy oznacza tolerancje nominalnej opornosci. Zatem KTY81-110 ma nominalna opornosc w temperaturze 25% 990-1010 Ohm. Sensor KTY81-250 ma nominalna opornosc 1900-2100 Ohm.
Sensory KTY maja pewna anomalie o ktorej nalezy pamietac. Sa nieliniowe ( takze pewna utrata ratiometrycznosci w zwiazku z tym ) w funkcji pradu przy duzych temperaturach. Dolaczenie sensora KTY do przetwornika A/D jest takie samo jak termistora NTC. To samo z linearyzacja opornikiem o wartosci opornosci sensora ze srodka zakresu. Przy wyborze rezystora zasilajacego upewniamy sie ze nie wkraczamy w obszar nieliniowosci.
Tam gdzie system musi byc ekstremalnie energooszczedny diode , NTC czy KTY zasilamy impulsowo tylko w czasie pomiaru.
Temperatura - Dioda, termistor NTC, KTY.
Wyrazona w mV/C czulosc zwyklej krzemowej diody polprzewodnikowej jako sensora temperatury zalezy od gestosci pradu w jej zlaczu. Sensor jest troche nieliniowy i czulosc wzrasta przy niskich temperaturach. Zakres pradow pomiarowych moze byc duzy - taki w jakim zlacze ma charakterystyke scisle logarytmiczna - od dolu ograniczona pradem uplywu a od gory rezystancja rozproszona. Przy malych gestosciach pradu w zlaczu czulosc (w temperaturze pokojowej) diody wynosi -2.2 mV/C by przy duzych gestosciach pradu spasc do -1.4 mV/C. W dosc szerokim zakresie pradow diody czulosc przyjmuje sie jako -2mV/C.
Na wykresie pokazano czulosc diody 1N4154 ( 35V , 300mA ) jako sensora temperatury w funkcji jej pradu.
Stosujac przewodowe przylaczenie diody - sensora wybieramy male prady pracy takze po to aby zminimalizowac wplyw rezystancji przewodu. W praktyce lepiej niz diody sprawuja sie tranzystory polaczone w diode.
Diody wprost do mikrokontrollera nie mozna w zasadzie dolaczyc w przeciwienstwie do termistora NTC i sensora rodziny KTY. W ogolnosci wymagania na uklad kondycjonujacy dla kazdego sensora sa tym wieksze im wiekszy jest offset na tle uzytecznego sygnalu z sensora i im mniejsza jest czulosc sensora. Poniewaz napiecie na diodzie (offset) spada a czulosc rosnie wraz ze zmniejszaniem pradu pomiarowego to nalezy stosowac raczej male gestosci pradu (co troche zmniejsza wymagania dla kondycjonera i jego koszt) ale pamietajac ze dioda jest nieliniowa i prostowane silne zaklocenia elektromagnetyczne wywoluja bledy DC !
Wolne diody prostownicze serii 1N400X nie prostuja sygnalow radiowych, zwlaszcze te wolniejsze na wyzsze napiecia.
Opornosc zrodla zasilania diody - sensora wynika z procesu linearyzacji. Bledem jest zasilanie diody ze zrodla pradowego ! Dla sensora PT100 opornosc zrodla zasilania jest dla linearyzacji kwadratowej ujemna dla diody zas dodatnia. Jesli zakres obejmuje ujemne temperatury to dobra linearyzacje osiagamy przy zasileniu diody poprzez opornik z napiecie około 8*Ud, gdzie Ud to napiecie na diodzie w temperaturze 20C.
Mostek z dioda jako sensorem nie jest ratiometryczny i to jest wada diody.
Dioda do zastosowan w cieplownictwie nadaje sie znakomicie !
Diody z jednej tasmy od renomowanego producenta wykazuja rozrzut mniejszy od 1C zalezny od starannosci i poziomu technologi producenta. Zatem konieczna jest indywidualna - programowa korekcja offsetu.
Tranzystor moze byc stosowany jako dioda lub od razu moze ( polaczenie trzyprzewodowe ) wzmacniac sygnal 10-30 razy czyniac zbednym wzmacniacz operacyjny. W tym drugim rozwiazaniu wykluczone sa dlugie przewody a wiec sensor musi byc w samym urzadzeniu na PCB lub blisko niego. Tam gdzie w regulatorze odczyt temperatury jest zbedny tranzystor sensor jest od razu stopniem wzmacniacza sygnalu bledu.
Interface ze wzmacniaczem operacyjnym dla diody i sensora PT100 moze byc taki sam ( inne wartosci rezystorow ) ale pamietac nalezy w programie o zmianie znaku czulosci.
Obecnie od lat zdecydowanie najpopularniejsze sa termistory o ujemnym wspolczynniku temperaturowym czyli NTC. Sa uzyteczne w zakresie temperatur -50...200 (300)C.
Niemniej szybko zdobywaja popularnosc sensory rodziny KTY zblizone do termistorow ale o dodatnim wspolczynniku temperaturowym.
Termistory sa wykonane z polprzewodnikow.
Zachowanie termistora NTC dobrze opisuje znane z fizyki rownanie Steinhart–Harta. W zakresie 0-100C aproksymacja tym rownaniem ma dokladnosc rzedu 0.02%. Uproszczony wspolczynnik wzglednej zmiany opornosci NTC moze wynosic ca 4%/C ( zawsze zawiera sie w przedziale 3-4.5 %/C ) a wiec sa to elementy czule ale mocno nieliniowe.
Znane sa uklady analogowe sluzace do linearyzacji termistorow NTC ale w rozwazanym zastosowaniu "przemyslowym" nie ma dla czegos takiego zastosowania. NTC nie jest dokladnym sensorem.
Termistor ( jest ratiometryczny ale uwaga na samopodgrzanie ) linearyzujemy zasilajac go poprzez rezystor (moze byc przelaczany programowo) ktory ma taka wartosc jaka opornosc termistor w punkcie srodkowym zakresu pomiarowego ! To cala madrosc linearyzacji NTC.
Stosujac zasilanie +5V (to samo co napiecie odniesienia dla przetwornika A/D w mikrokontrolerze ) i podajac sygnal z NTC bez zadnego dodatkowego ukladu aktywnego wprost na przetwornik A/D w mikrokontrolerze jednoukladowym uzyskujemy teoretycznie pomiar ( linearyzacja programowa dla pomiaru w scislym znaczeniu jest wtedy wymagalna ale normalnie nie jest stosowana ) od temperatury zero do nieskonczonosci co jest bardzo wygodne ale o dobrej liniowosci i rozdzielczosci oraz stabilnosci tylko wokol temperatury srodkowej zakresu. W punkcie srodkowym zakresu na wyjsciu termistora - opornika jest napiecie 1/2 x 5V = 2.5V co stwarza mozliwosc latwej kontroli. Termistory sa tanie, niezawodne i masowo stosowane w samochodach w praktycznych obudowach. Maja duza czulosc i z reguly zbedny jest kondycjoner.
Popularny termistor NTC o opornosci 10K ma opornosc podana w temperaturze 25C. W temperaturze 0C ma opornosc 32.65 K a przy 50C, 3.601 K.
Zatem optymalny opornik zasilajacy termistor bedzie dosc mocno zmienial wartosc przy zmianie srodkowej termperatury zakresu pomiarowego - roboczego.
Polprzewodnikowe sensory rodziny KTY maja dodatni wspolczynnik temperaturowy okolo 0.78%/C. Sa wiec znacznie mniej czule niz termistory NTC. Zakres temperatur -50...150C lub do 300C. Oznaczenie sensora jest dosc ciekawe. Na przyklad KTY81-Xyy, gdzie X oznacza 1 dla nominalnej rezystancji w temperaturze 25C wynoszacej 1K a 2 dla 2K. Zas yy oznacza tolerancje nominalnej opornosci. Zatem KTY81-110 ma nominalna opornosc w temperaturze 25% 990-1010 Ohm. Sensor KTY81-250 ma nominalna opornosc 1900-2100 Ohm.
Sensory KTY maja pewna anomalie o ktorej nalezy pamietac. Sa nieliniowe ( takze pewna utrata ratiometrycznosci w zwiazku z tym ) w funkcji pradu przy duzych temperaturach. Dolaczenie sensora KTY do przetwornika A/D jest takie samo jak termistora NTC. To samo z linearyzacja opornikiem o wartosci opornosci sensora ze srodka zakresu. Przy wyborze rezystora zasilajacego upewniamy sie ze nie wkraczamy w obszar nieliniowosci.
Tam gdzie system musi byc ekstremalnie energooszczedny diode , NTC czy KTY zasilamy impulsowo tylko w czasie pomiaru.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Archiwum - SENSORY 9
Archiwum - SENSORY 9
Monolitic membrane pressure sensor KP101A
Wykonane technologia monolityczna sensory "Monolitic membrane pressure sensor" wykorzystuja efekt zmiany rezystancji rezystorow wytworzonym w chipe krzemowym pod wpływem działającego naprezenia odksztalcajacego material chipa - membrane. Krzem ma duzy wspolczynnik piezorezystancyjny co jest jego zaleta.
W krzemowej membranie - podłozu typu n wytworzone są cztery zagrzebane piezorezystory typu p skladajace sie na mostek pomiarowy. Chip ma pady polaczeniowe tak jak kazdy uklad scalony. Rezystory sa wytworzone w takim miejscu chipa aby uzyskac jak najlepsza czulosc i liniowosc mostka.
Powierzchnia chipa sensora jest pokryta ochronna warstwa pasywujaca z SiO2 lub Si3N4 i jeszcze dodatkowo chroniona przed czynnikami srodowiskowymi conajmniej zelem silikonowym.
Pomyslowe jest zamocowanie chipa w obudowie i w wypadku sensorow mierzacych cisnienie absolutne stworzenie komory odniesienia z zerowym cisnieniem.
Idea dojrzala do produkcji i kilka czolowych koncernow wypuscilo juz sensory cisnienia.
Znane sa technologie z odksztalcana cienkowarstwowa metalowa membrana na ktorej przymocowany jest krzemowy chip. Membrana taka jest dobrym izolatorem od srodowiska. Sensory moga byc produkowane technologia Silicon On Saphire czyli SOS gdzie na szafirowym podlozu - membrane, krzem w ktorym wykonane sa rezystory urosl epitaksjalnie. Szafir jest dobrym materialem na membrane.
Koncern Philips w katalogu na 1987 rok oferuje cztery "Monolitic membrane pressure sensor". Sensory KP100A i KP101A mierza cisnienie absolutne w zakresach odpowiednio 0..2 bar i 0..1.2 bar. Zas sensory KPZ20G i KPZ21G mierza roznice cisnien w zakresie odpowiednio -1..2 bar i -1..10 bar.
Sensor KP101A w typowej obudowie DIL6 przeznaczonej do wlutowania w plytke drukowana PCB ma dodatkowo z gory kruciec o srednicy 3mm na ktory mozna nalozyc gietka plastikowa rurke doprowadzajaca mierzone cisnienie. KP101A ma wbudowany uklad kompensacji zmian czulosci mostka w funkcji temperatury - podnosi on po prostu napiecie zasilajace mostek przy wzroscie temperatury. Korzystanie z kompensacji temperaturowej nie jest jednak konieczne. Zasilajac wprost mostek piezorezystancyjny bez kompensacji napieciem 5V przy cisnieniu 1.2 bara otrzymujemy napiecie wyjsciowe 140mV przy temperaturze -40C, 122mV ( wartosc typowa ) przy 25C i tylko 88mV przy 125C. Zmiana czulosci jest wiec spora. Mostek pracuje ratiometrycznie.
Podajac zasilanie dokladnie 5V do ukladu kompensacji czulosci z tranzystorem jako sensorem temperatury czulosc wynosi 62mV przy cisnieniu 1.2 bara, w kazdej temperaturze. Kompensacja dziala dobrze ale tylko z napieciem zasilania dokladnie 5V ! System nie jest niestety ratiometryczny !
Sensor nie ma natomiast temperaturowej kompensacji zera. Im mniejsze napiecie przy zerowym cisnieniu tym dokladniejsze beda pomiary.
Wada ta z pewnoscia zostanie usnieta w kolejnej generacji sensorow. Do galezi mostka nowoczesniejszego sensora mozna dodac rezystory trymowane laserowo do zrownowazenia mostka i wyeliminowania dryftu temperaturowego co jednak podniesie cene sensora.
Mozna tez sensor KP101A zasilac dokladnie stabilizowanym pradem ( a nie napieciem ! ) wykorzystujac fakt ze rosnie wraz z temperatura opornosc mostka i to tak jak spada jego czulosc. W systemie z jednym napieciem 5V z uwagi na zakres napiec wspolnych i wyjsciowych ukladu wzmacniacza operacyjnego LM324 nie jest to latwe a jednak wykonywalne. System jest ratiometryczny.
Sa wiec trzy sposoby zasilania sensora KP101A. Od wybranego sposobu zasilania wiele zalezy. Uzycie wewnetrznej kompensacji sensora lub zasilanie pradem pozwala lepiej wykorzystac zakres przetwornika A/D mikrokontrollera co przy ograniczonej jego rozdzielczosci jest bardzo wazne.
Jesli w systemie jest mikokrontroller z wysokiej jakosci przetwornikiem A/D i sensor temperatury to mozna kompensacje przeprowadzic programowo i jest to najlepsze i polecane rozwiazanie tym bardziej ze kompensuje sie temperaturowo tez punkt zerowy.
Poniewaz opornosc wyjsciowa sensora rosnie z temperatura to nie mozna stosowac do wzmocnienia sygnalu z niego prostego wzmacniacza roznicowego ( = Instrumental Amplifier ) na jednym OPA. Doskonale sprawuja sie natomiast IA wykonane na dwoch lub trzech wzmacniaczach operacyjnych i w miare dokladnych rezystorach. Przy nieuzywaniu wbudowanej kompensacji temperaturowej napiecie wspolne na wyjsciu sensora zmienia sie niewiele i wymagania na tlumienie sygnalu wspolnego CMRR sa liberalne. Uklad jest ratiometryczny czyli wymagania na stabilnosc napiecia odniesienia - zasilania sa niewielkie bowiem jest one tez uzywane przez przetwornik A/D.
Gdy uzywamy wbudowanej w sensor kompensacji temperaturowej to napiecie wspolne sie zmienia i wymagany wspolczynnik CMRR IA jest wyzszy.
Sensor KP101A nie wykazuje dryfu temperaturowego spowodowanego podaniem zasilania a wiec mozna go zasilac impulsowo wtedy gdy jest akurat uzywany. Oczywiscie pasmo IA musi byc takie aby sygnal zdarzyl sie dokladnie ustalic.
Do sprawdzenie i skalibrowania systemu z sensorem KP101A mozna uzyc barometru dokladnie pokazujacego cisnienie atmosferyczne oraz strzykawki lekarskiej polaczonej z sensorem krociutka rurka. Faktycznie krocce sensora i strzykawki powinny sie dotykac dla minimalizacji martwej pojemnosci. Cisnienie po przesunieciu tloczka strzykawki od pojemnosci zerowej do pelnej powinno spasc nieomal do zera. Im lepsza czyli szczelniejsza strzykawka tym wolniej zacznie ono powoli rosnac.
Monolitycze sensory moga znalezsc zastosowania w przemysle ( konieczna jest obudowa z fizyczna izolacja sensora od substancji ktorej cisnienie mierzymy, chocby wody czystej lub brudnej ) takze do pomiaru poziomu cieczy w zbiornikach, w zdalnej stacji pogodowej czy w malo dokladnym altimetrze lotniczym. Zaleznosc miedzy cisnieniem a wysokoscia nie jest liniowa a okresla ja tak zwany wzor barometryczny. Cisnienie zmienia sie pod wpływem zjawisk pogodowych i z tego wzgledu altimetr jest tylko jednym z przyrzadow do okreslenia wysokosci na jakiej jest samolot.
Sensor moze mierzyc roznicowe podcisnienie zasysanego powietrza w silnikach spalinowych w komputerowym systemie wtrysku paliwa. Moza mierzyc cisnienie oleju w silniku. Mozna wyobrazic sobie miniaturowy sensor zintegrowany z prostym CMOS-owym mikrokontrollerem i nadajniczkiem radiowym zamontowany na feldze kola samochodu (chocby razem z zaworkiem ) do mierzenia cisnienia i temperatury w oponie w kazdej sytuacji. Energooszczedne urzadzenie zasilane bateryjnie uruchamialoby sie do jakis czas wysylajac meldunek. Zywotnosc bateryjki musialaby byc przynajmniej taka jak opony. Mikrokontroller musialaby miec takze wbudowany Instrumental Amplifier do wspolpracy z sensorem lub takowy moglby miec sam sensor cisnienia. CMOS-owa realizacje IA jest rozwazona w innym miejscu.
Sensor moze uruchomic lotnicza bomba jadrowa na optymalnej wysokosci 500 m nad ziemia. Oczywiscie system taki musi wiele sensorow i zabezpieczen.
Monolitic membrane pressure sensor KP101A
Wykonane technologia monolityczna sensory "Monolitic membrane pressure sensor" wykorzystuja efekt zmiany rezystancji rezystorow wytworzonym w chipe krzemowym pod wpływem działającego naprezenia odksztalcajacego material chipa - membrane. Krzem ma duzy wspolczynnik piezorezystancyjny co jest jego zaleta.
W krzemowej membranie - podłozu typu n wytworzone są cztery zagrzebane piezorezystory typu p skladajace sie na mostek pomiarowy. Chip ma pady polaczeniowe tak jak kazdy uklad scalony. Rezystory sa wytworzone w takim miejscu chipa aby uzyskac jak najlepsza czulosc i liniowosc mostka.
Powierzchnia chipa sensora jest pokryta ochronna warstwa pasywujaca z SiO2 lub Si3N4 i jeszcze dodatkowo chroniona przed czynnikami srodowiskowymi conajmniej zelem silikonowym.
Pomyslowe jest zamocowanie chipa w obudowie i w wypadku sensorow mierzacych cisnienie absolutne stworzenie komory odniesienia z zerowym cisnieniem.
Idea dojrzala do produkcji i kilka czolowych koncernow wypuscilo juz sensory cisnienia.
Znane sa technologie z odksztalcana cienkowarstwowa metalowa membrana na ktorej przymocowany jest krzemowy chip. Membrana taka jest dobrym izolatorem od srodowiska. Sensory moga byc produkowane technologia Silicon On Saphire czyli SOS gdzie na szafirowym podlozu - membrane, krzem w ktorym wykonane sa rezystory urosl epitaksjalnie. Szafir jest dobrym materialem na membrane.
Koncern Philips w katalogu na 1987 rok oferuje cztery "Monolitic membrane pressure sensor". Sensory KP100A i KP101A mierza cisnienie absolutne w zakresach odpowiednio 0..2 bar i 0..1.2 bar. Zas sensory KPZ20G i KPZ21G mierza roznice cisnien w zakresie odpowiednio -1..2 bar i -1..10 bar.
Sensor KP101A w typowej obudowie DIL6 przeznaczonej do wlutowania w plytke drukowana PCB ma dodatkowo z gory kruciec o srednicy 3mm na ktory mozna nalozyc gietka plastikowa rurke doprowadzajaca mierzone cisnienie. KP101A ma wbudowany uklad kompensacji zmian czulosci mostka w funkcji temperatury - podnosi on po prostu napiecie zasilajace mostek przy wzroscie temperatury. Korzystanie z kompensacji temperaturowej nie jest jednak konieczne. Zasilajac wprost mostek piezorezystancyjny bez kompensacji napieciem 5V przy cisnieniu 1.2 bara otrzymujemy napiecie wyjsciowe 140mV przy temperaturze -40C, 122mV ( wartosc typowa ) przy 25C i tylko 88mV przy 125C. Zmiana czulosci jest wiec spora. Mostek pracuje ratiometrycznie.
Podajac zasilanie dokladnie 5V do ukladu kompensacji czulosci z tranzystorem jako sensorem temperatury czulosc wynosi 62mV przy cisnieniu 1.2 bara, w kazdej temperaturze. Kompensacja dziala dobrze ale tylko z napieciem zasilania dokladnie 5V ! System nie jest niestety ratiometryczny !
Sensor nie ma natomiast temperaturowej kompensacji zera. Im mniejsze napiecie przy zerowym cisnieniu tym dokladniejsze beda pomiary.
Wada ta z pewnoscia zostanie usnieta w kolejnej generacji sensorow. Do galezi mostka nowoczesniejszego sensora mozna dodac rezystory trymowane laserowo do zrownowazenia mostka i wyeliminowania dryftu temperaturowego co jednak podniesie cene sensora.
Mozna tez sensor KP101A zasilac dokladnie stabilizowanym pradem ( a nie napieciem ! ) wykorzystujac fakt ze rosnie wraz z temperatura opornosc mostka i to tak jak spada jego czulosc. W systemie z jednym napieciem 5V z uwagi na zakres napiec wspolnych i wyjsciowych ukladu wzmacniacza operacyjnego LM324 nie jest to latwe a jednak wykonywalne. System jest ratiometryczny.
Sa wiec trzy sposoby zasilania sensora KP101A. Od wybranego sposobu zasilania wiele zalezy. Uzycie wewnetrznej kompensacji sensora lub zasilanie pradem pozwala lepiej wykorzystac zakres przetwornika A/D mikrokontrollera co przy ograniczonej jego rozdzielczosci jest bardzo wazne.
Jesli w systemie jest mikokrontroller z wysokiej jakosci przetwornikiem A/D i sensor temperatury to mozna kompensacje przeprowadzic programowo i jest to najlepsze i polecane rozwiazanie tym bardziej ze kompensuje sie temperaturowo tez punkt zerowy.
Poniewaz opornosc wyjsciowa sensora rosnie z temperatura to nie mozna stosowac do wzmocnienia sygnalu z niego prostego wzmacniacza roznicowego ( = Instrumental Amplifier ) na jednym OPA. Doskonale sprawuja sie natomiast IA wykonane na dwoch lub trzech wzmacniaczach operacyjnych i w miare dokladnych rezystorach. Przy nieuzywaniu wbudowanej kompensacji temperaturowej napiecie wspolne na wyjsciu sensora zmienia sie niewiele i wymagania na tlumienie sygnalu wspolnego CMRR sa liberalne. Uklad jest ratiometryczny czyli wymagania na stabilnosc napiecia odniesienia - zasilania sa niewielkie bowiem jest one tez uzywane przez przetwornik A/D.
Gdy uzywamy wbudowanej w sensor kompensacji temperaturowej to napiecie wspolne sie zmienia i wymagany wspolczynnik CMRR IA jest wyzszy.
Sensor KP101A nie wykazuje dryfu temperaturowego spowodowanego podaniem zasilania a wiec mozna go zasilac impulsowo wtedy gdy jest akurat uzywany. Oczywiscie pasmo IA musi byc takie aby sygnal zdarzyl sie dokladnie ustalic.
Do sprawdzenie i skalibrowania systemu z sensorem KP101A mozna uzyc barometru dokladnie pokazujacego cisnienie atmosferyczne oraz strzykawki lekarskiej polaczonej z sensorem krociutka rurka. Faktycznie krocce sensora i strzykawki powinny sie dotykac dla minimalizacji martwej pojemnosci. Cisnienie po przesunieciu tloczka strzykawki od pojemnosci zerowej do pelnej powinno spasc nieomal do zera. Im lepsza czyli szczelniejsza strzykawka tym wolniej zacznie ono powoli rosnac.
Monolitycze sensory moga znalezsc zastosowania w przemysle ( konieczna jest obudowa z fizyczna izolacja sensora od substancji ktorej cisnienie mierzymy, chocby wody czystej lub brudnej ) takze do pomiaru poziomu cieczy w zbiornikach, w zdalnej stacji pogodowej czy w malo dokladnym altimetrze lotniczym. Zaleznosc miedzy cisnieniem a wysokoscia nie jest liniowa a okresla ja tak zwany wzor barometryczny. Cisnienie zmienia sie pod wpływem zjawisk pogodowych i z tego wzgledu altimetr jest tylko jednym z przyrzadow do okreslenia wysokosci na jakiej jest samolot.
Sensor moze mierzyc roznicowe podcisnienie zasysanego powietrza w silnikach spalinowych w komputerowym systemie wtrysku paliwa. Moza mierzyc cisnienie oleju w silniku. Mozna wyobrazic sobie miniaturowy sensor zintegrowany z prostym CMOS-owym mikrokontrollerem i nadajniczkiem radiowym zamontowany na feldze kola samochodu (chocby razem z zaworkiem ) do mierzenia cisnienia i temperatury w oponie w kazdej sytuacji. Energooszczedne urzadzenie zasilane bateryjnie uruchamialoby sie do jakis czas wysylajac meldunek. Zywotnosc bateryjki musialaby byc przynajmniej taka jak opony. Mikrokontroller musialaby miec takze wbudowany Instrumental Amplifier do wspolpracy z sensorem lub takowy moglby miec sam sensor cisnienia. CMOS-owa realizacje IA jest rozwazona w innym miejscu.
Sensor moze uruchomic lotnicza bomba jadrowa na optymalnej wysokosci 500 m nad ziemia. Oczywiscie system taki musi wiele sensorow i zabezpieczen.
sobota, 6 sierpnia 2016
Swiete krowy. Przywileje to korupcja.
Swiete krowy. Przywileje to korupcja.
Beczace stado polinteligentow i cwiercinteligentow, pouczone przez gadzinowke Michnika o tym co maja myslec, wprost nie moze sie doczekac publikacji prywatnych opini politykow z trybunalu konstytucyjnego, nazywanych nie wiadomo dlaczego sedziami. Wszystko to w dodatku dzieje sie po okrutnej utracie „skarbow narodowych” czyli „drogiego Bronisława” czyli pana prof. Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego, ktoren to byl jedyna osoba zwolniona z obozu Auschitz z powodow zdrowotnych. a nastepnie nachalnie promowaną przez niemieckie organizacje.
Politycy trybunalu zwani sedziami ciesza sie nieznanymi nigdzie w swiecie przywilejami. Średnio sędzia TK zarabia obecnie blisko 31 tysiecy złotych brutto, czyli około 25 tysiecy złotych netto, ponieważ sędziowie nie płacą składki emerytalnej. Po dziewieciu latach nierobstwa politycy-sedziowie przechodza w stan spoczynku z gigantyczna emerytura. Odchodzący w stan spoczynku sędzia otrzymuje także odprawę w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia. Pobieraja spore dodatki funkcyjne oraz dodatek za korzystanie z prywatnego samochodu do celów służbowych. Sędziowie spoza Warszawy mają wynajęte na koszt trybunału mieszkania w Warszawie przy Alei Szucha. Sędziowie otrzymują też zwrot kosztów podróży.
Taki stan rzeczy musi oburzac trzezwo myslacego Polaka.
"Sedziowie" tylko rzadko bywaja w trybunale podobnie jak ich asystenci. Każdy sędzia ma do dyspozycji 2,5 etatu na asystentów, czyli dwoch asystentow na pelen etat oraz trzeci asystent na niepełny etat. Asystenci zarabiaja ponad 10 tysiecy złotych. Asystenci sędziów TK w "pracy" w trybunale bywaja raz, dwa razy w miesiącu, bo mają zgodę prezesa Rzeplińskiego, że mogą pracować poza trybunałem.
Obecnie na etacie w trybunale jest „kawiarka”, która na telefon przygotowuje i roznosi sędziom kawę i herbatę. Na etatach są zatrudnieni pracownicy obsługujące bar przygotowujący posiłki dla sędziów i pracowników administracji trybunalu. Jest mnóstwo etatów o blizej niesprecyzowanych lub bardzo waskich zadaniach.
Tak wlasnie "święte krowy " trybunalu szanuja Polske i Polakow. Skutecznie doją Rzeczypospolita na wszelkie sposoby.
Wikipedia:
"Wydatki i dochody Trybunału Konstytucyjnego są realizowane części 06 budżetu państwa.
W 2015 wydatki Trybunału Konstytucyjnego wyniosły 30,4 mln zł, a dochody – 0,2 mln zł Przeciętne zatrudnienie w przeliczeniu na pełne etaty wyniosło 135 osób (15 sędziów oraz 120 pracowników merytorycznych i pomocniczych Biura TK), a średnie miesięczne wynagrodzenie brutto 10 472 zł (w tym przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto sędziego Trybunału 30 695 zł)"
Jest wiele zastrzezen do pracy TK. Trybunal ma ogromne zaleglosci ( okolo 200 spraw ) w pracy. Średni czas oczekiwania na rozprawę wynosi około 18 miesięcy. Działa wybiórczo bez zadnych jawnych kryteriow i wybiera sobie , jakie sprawy rozpozna szybko, a jakie mogą czekać wiele lat na rozpoznanie.
Trybunaly w panstwach europejskich, tam gdzie istnieja, nie maja takich zaleglosci.
Beczace stado polinteligentow i cwiercinteligentow, pouczone przez gadzinowke Michnika o tym co maja myslec, wprost nie moze sie doczekac publikacji prywatnych opini politykow z trybunalu konstytucyjnego, nazywanych nie wiadomo dlaczego sedziami. Wszystko to w dodatku dzieje sie po okrutnej utracie „skarbow narodowych” czyli „drogiego Bronisława” czyli pana prof. Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego, ktoren to byl jedyna osoba zwolniona z obozu Auschitz z powodow zdrowotnych. a nastepnie nachalnie promowaną przez niemieckie organizacje.
Politycy trybunalu zwani sedziami ciesza sie nieznanymi nigdzie w swiecie przywilejami. Średnio sędzia TK zarabia obecnie blisko 31 tysiecy złotych brutto, czyli około 25 tysiecy złotych netto, ponieważ sędziowie nie płacą składki emerytalnej. Po dziewieciu latach nierobstwa politycy-sedziowie przechodza w stan spoczynku z gigantyczna emerytura. Odchodzący w stan spoczynku sędzia otrzymuje także odprawę w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia. Pobieraja spore dodatki funkcyjne oraz dodatek za korzystanie z prywatnego samochodu do celów służbowych. Sędziowie spoza Warszawy mają wynajęte na koszt trybunału mieszkania w Warszawie przy Alei Szucha. Sędziowie otrzymują też zwrot kosztów podróży.
Taki stan rzeczy musi oburzac trzezwo myslacego Polaka.
"Sedziowie" tylko rzadko bywaja w trybunale podobnie jak ich asystenci. Każdy sędzia ma do dyspozycji 2,5 etatu na asystentów, czyli dwoch asystentow na pelen etat oraz trzeci asystent na niepełny etat. Asystenci zarabiaja ponad 10 tysiecy złotych. Asystenci sędziów TK w "pracy" w trybunale bywaja raz, dwa razy w miesiącu, bo mają zgodę prezesa Rzeplińskiego, że mogą pracować poza trybunałem.
Obecnie na etacie w trybunale jest „kawiarka”, która na telefon przygotowuje i roznosi sędziom kawę i herbatę. Na etatach są zatrudnieni pracownicy obsługujące bar przygotowujący posiłki dla sędziów i pracowników administracji trybunalu. Jest mnóstwo etatów o blizej niesprecyzowanych lub bardzo waskich zadaniach.
Tak wlasnie "święte krowy " trybunalu szanuja Polske i Polakow. Skutecznie doją Rzeczypospolita na wszelkie sposoby.
Wikipedia:
"Wydatki i dochody Trybunału Konstytucyjnego są realizowane części 06 budżetu państwa.
W 2015 wydatki Trybunału Konstytucyjnego wyniosły 30,4 mln zł, a dochody – 0,2 mln zł Przeciętne zatrudnienie w przeliczeniu na pełne etaty wyniosło 135 osób (15 sędziów oraz 120 pracowników merytorycznych i pomocniczych Biura TK), a średnie miesięczne wynagrodzenie brutto 10 472 zł (w tym przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto sędziego Trybunału 30 695 zł)"
Jest wiele zastrzezen do pracy TK. Trybunal ma ogromne zaleglosci ( okolo 200 spraw ) w pracy. Średni czas oczekiwania na rozprawę wynosi około 18 miesięcy. Działa wybiórczo bez zadnych jawnych kryteriow i wybiera sobie , jakie sprawy rozpozna szybko, a jakie mogą czekać wiele lat na rozpoznanie.
Trybunaly w panstwach europejskich, tam gdzie istnieja, nie maja takich zaleglosci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

