Indeks Złożoności Ekonomicznej
Złożoność dóbr eksportowych ( definicja owej złożoności jest osobnym tematem ) jest przedmiotem wzmożonego zainteresowania ekonomistów. Jest ona silnie skorelowana ze wzrostem gospodarczym i technologicznym. Ogólnoświatową tendencję jest wzrost poziomów złożoności dóbr eksportowych.
Wskazanie konkretnych towarów o najwyższej złożoności nie jest proste. Można bazować na rodzajach dóbr. Złożonymi towarami eksportowanymi są produkty przemysłu elektronicznego, maszynowego a zwłaszcza elektromaszynowego, niektóre produkty chemiczne, aparatura medyczna, optyczna i pomiarowa oraz wiele wyrobów medycznych.
Najniżej są klasyfikowane nieprzetworzone surowce naturalne, przede wszystkim spożywcze.
Pozycja Polski w rankingach złożoności ekonomicznej eksportu jest niezła i wynika z działalności zachodnich firm w Polsce, które wykonują praktycznie cały nowoczesny eksport a generalnie blisko 70% "polskiego" eksportu !
Krajami o największej złożoności eksportu ( wskaźnik ECI ) są generalnie Japonia, Szwajcaria, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania, Korea Południowa, Finlandia, Austria i Singapur. Polska otwiera trzecią dziesiątkę. Najprymitywniejszym państwem Unii Europejskiej jest Grecja, pod koniec piątej dziesiątki.
https://ourworldindata.org/how-and-why-econ-complexity
Na wykresie Indeks Złożoności Ekonomicznej i PKB dla Polski na tle innych krajów.
środa, 11 kwietnia 2018
Zawiadomienie o przestępstwie
Wydział
Spraw Wewnętrznych
Prokuratura
Krajowa
Ministerstwo
Sprawiedliwości
Al.
Ujazdowskie 11
00-950
Warszawa
Zawiadomienie o przestępstwie
Osoba wskazana jako podejrzana: Mazurek Dorota , Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym w Szczecinie.
Zawiadomienie dotyczy tylko tej osoby.
"Do zadań Wydziału Spraw Wewnętrznych należy:
1. Prowadzenie i nadzorowanie postępowań przygotowawczych w sprawach o umyślne przestępstwa ścigane z oskarżenia publicznego popełnione przez sędziów, prokuratorów lub asesorów sądowych i prokuratorskich"
W 2014 roku skierowałem do prokuratury apelacyjnej w Szczecinie, właściwej dla sprawy, Zawiadomienie o przestępstwie korupcji ( złożone wnioski dowodowe wskazują m.in. na łapownictwo ), popełnionym przez:
SSR Urszula Persak
SSO Iwona Siuta
SSO Violetta Osińska
SSO Małgorzata Grzesik.
Jednocześnie zwróciłem się niezależnie do właściwych zastępców rzecznika dyscyplinarnego w sądzie okręgowym i apelacyjnym w Szczecinie o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych w stosunku do podejrzanych.
Zastępca rzecznika w sądzie apelacyjnym przy ul. Mickiewicza zwrócił się do sądu okręgowego w Szczecinie przy ul. Piotra Skargi o wypożyczenie akt sprawy II Ca 1076 / 12 w której doszło do przestępstw. Sąd czterotomowe akta wypożyczył a zastępca rzecznika po pewnym czasie, wystarczającym na zapoznanie się z aktami, akta zwrócił. W aktach są pisma dotyczące wypożyczenia i zwrotu akt. Karty akt są ponumerowane i obecnie nic tam już nie można umieścić.
W aktach nie ma najmniejszego śladu po tym aby "podejrzana" Mazurek Dorota miała z aktami sądowymi jakikolwiek styk.
Normą jest wypożyczanie akt i szczegółowe dokumentowanie obiegu akt. Raz jeden widziałem w sekretariacie sądu jak akt zażadał prokurator i rownież musiał wypełnić stosowny wniosek. Trudno sobie wyobrazić aby Mazurek Dorota całymi dniami czy godzinami siedziała w sekretariacie sądu razem z interesantami zapoznając się z aktami.
"Podejrzana" Mazurek Dorota urzęduje w budynku sądu przy ul Kaszubskiej. Nieudokumentowany transport akt jest tam wykluczony.
Od zastępcy rzecznika Mazurek Doroty otrzymałem niezwykle krótkie, bezczelne i aroganckie pisemko stwierdzające że ona „nic w sprawie nie widzi”.
W pełni zgadzam sie ze stanowiskiem Ministra Sprawiedliwość i jego zastępców oraz poglądem szeroko prezentowanym w mediach co do tego że Tuskowa prokuratura nie działała i dlatego dopiero teraz zawiadamiam o przestępstwie popełnionym przez Mazurek Dorote. Postępowania dyscyplinarne były fikcyjne.
Na marginesie dodaje ze znam wypowiedzi stwierdzające że Mazurek Dorota bez zaznajomienia się z aktami spraw odpisuje tak wszystkim pokrzywdzonym.
Uprzejmie proszę o zbadanie wszystkich spraw, które prowadziła zastępca rzecznika dyscyplinarnego Dorota Mazurek pod kątem niezapoznawania się przez "podejrzaną" z aktami spraw i przedstawienie jest szeregu zarzutów z art 231 KK.
Sprawa ciężkich przestępstw popełnianych przez "zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi" wymaga m.in adekwatnych działań karnych. Sprawa jest wieloaspektowa. Jeśli Mazurek Dorota pobierając dodatek funkcyjny nie wykonywała swoich obowiązków to z powodu naruszenia powagi sądu powinna być dyscyplinarnie usunięta z urzędu.
Obecnie
"sędzią" I wydziału SO jest złodziej Paweł Marycz,
który ukradł część do wiertarki za 95 złotych.
Zawieszonym
„sędzią” II wydziału SO jest oszustka Wiesława
Buczek-Markowska, co to w markecie przeklejała etykiety na towarach.
Pijana
"sędzia" Małgorzata Jankowska spowodowała dwie kolizje i
w obu przypadkach była to jej wina, a w jednym z przypadków
odjechała z miejsca kolizji. Po jednej z nich, świadkowie wyrwali
sędzi kluczyki ze stacyjki jej samochodu. Sama Małgorzata J., po
spowodowaniu dwóch kolizji pojawiła się…w sądzie, gdzie
zostawiła zaświadczenie lekarskie!
To
jest właśnie obraz szczecińskiego sądu.
Z
poważaniem
Jerzy Matusiak
wtorek, 10 kwietnia 2018
Największa w historii grabież naszego kraju
Największa w historii grabież naszego kraju
http://biznes.interia.pl/podatki/news/modzelewski-czy-komisja-sledcza-do-spraw-vat-ujawni-kulisy,2563578,4211
"Modzelewski: Czy komisja śledcza do spraw VAT ujawni kulisy największej kradzieży w naszej historii?
Długo oczekiwane powołanie przez Sejm komisji śledczej, która ma zbadać przyczyny kradzieży tysiąclecia (nikt nigdy w czasie pokoju nie okradł naszego państwa na kwoty liczone w setkach miliardów złotych), będzie najważniejszym wydarzeniem o historycznym znaczeniu - napisał dla Interii Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych.
Długo oczekiwane powołanie przez Sejm komisji śledczej, która ma zbadać przyczyny kradzieży tysiąclecia (nikt nigdy w czasie pokoju nie okradł naszego państwa na kwoty liczone w setkach miliardów złotych), będzie najważniejszym wydarzeniem o historycznym znaczeniu - napisał dla Interii Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych.
Obywatele mają szanse dowiedzieć się, na czym polega cicha zmowa elit politycznych, części biznesu, firm konsultingowych, mediów, ekspertów oraz funkcjonariuszy publicznych (nie tylko urzędników), która przyczyniła się do tej kradzieży. Stracili przecież uczciwi obywatele, którzy legalnie wpłacali podatek od towarów i usług po to, aby beneficjenci tej zmowy mogli "legalnie" otrzymać te pieniądze w formie zwrotów wpłacanych im przez urzędy skarbowe. Wspólnotowa wersja tego podatku pozwala na tego rodzaju transfery: od co najmniej 10 lat działania te były jawne i nieukrywane przez najważniejszych graczy na tym rynku.
Zjawisko to narastało od 2008 roku, osiągając swoje apogeum w 2015 roku. Kwota utraconych bezpowrotnie dochodów budżetowych przekroczyła 16 mld zł, a nienależne zwroty wynosiły ok. 19 mld zł - razem 35 mld zł. Działania te były (i jeszcze są) pozornie legalnie, bo w ustawie o podatku od towarów i usług znalazły się przepisy, które tworzą tu parasol ochronny.
Lista tych przepisów jest powszechnie znana, a część nich wprowadzono pod hasłem... uszczelnienia tego podatku. Tylko dzięki zmowie, w której uczestniczyli nie tylko eksperci, ale również media, można było wmówić opinii publicznej, że są to rozwiązania "zgodne z prawem unijnym", a podatek ten stał się "bardziej cywilizowany".
Komisja śledcza musi ustalić:
kto lobbował za wprowadzeniem tych przepisów,
dlaczego funkcjonariusze publiczni ulegli temu lobbingowi,
ile kosztowało załatwienie przepisów pozwalających na niepłacenie VAT-u (np. tzw. krajowego odwrotnego obciążenia),
czy wspierający te rozwiązania eksperci byli w rzeczywistości lobbystami uczestników tej zmowy,
dlaczego nikt nie kontrolował najważniejszych beneficjentów tej zmowy, mimo że władza dobrze wiedziała, komu i ile wpłaca zwroty tego podatku: warto przypomnieć opinii publicznej, że co rok milion deklaracji w tym podatku wykazuje prawo do zwrotu podatku, a wypłacenie z tego tytułu kwoty zbliżają się do 100 mld zł rocznie,
kto zarobił na wprowadzeniu w błąd opinii publicznej, że przepisy pozwalające na wyłudzenie zwrotów mają na celu... przeciwdziałanie oszustwom podatkowym,
ile Ministerstwo Finansów zapłaciło firmom doradczym, które zajmują się ucieczką od podatków za "doradztwo", a zwłaszcza za owe "instrumenty informatyczne", które dały jak dotąd zarobić biznesowi informatycznemu (ciekawe ile?),
dlaczego przez tyle lat tolerowano handel paragonami po to, aby wyłudzić wystawienie fałszywych faktur.
Największa w historii grabież naszego kraju, porównywalna tylko z rabunkiem okupujących nas najeźdźców w czasie wojen, musi zostać wyjaśniona, a winni muszą być osądzeni przez wymiar sprawiedliwości. Oczywiście nie odzyskamy wyłudzonych kwot, które już dawno zasiliły m.in. "międzynarodowe rynki finansowe". Najważniejsze, aby firmy oraz ludzie, którzy uczestniczyli w tej zmowie, przestali nas ogłupiać na temat tego podatku, zyskując co najwyżej sławę "twórców luki podatkowej".
Witold Modzelewski"
http://biznes.interia.pl/podatki/news/modzelewski-czy-komisja-sledcza-do-spraw-vat-ujawni-kulisy,2563578,4211
"Modzelewski: Czy komisja śledcza do spraw VAT ujawni kulisy największej kradzieży w naszej historii?
Długo oczekiwane powołanie przez Sejm komisji śledczej, która ma zbadać przyczyny kradzieży tysiąclecia (nikt nigdy w czasie pokoju nie okradł naszego państwa na kwoty liczone w setkach miliardów złotych), będzie najważniejszym wydarzeniem o historycznym znaczeniu - napisał dla Interii Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych.
Długo oczekiwane powołanie przez Sejm komisji śledczej, która ma zbadać przyczyny kradzieży tysiąclecia (nikt nigdy w czasie pokoju nie okradł naszego państwa na kwoty liczone w setkach miliardów złotych), będzie najważniejszym wydarzeniem o historycznym znaczeniu - napisał dla Interii Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych.
Obywatele mają szanse dowiedzieć się, na czym polega cicha zmowa elit politycznych, części biznesu, firm konsultingowych, mediów, ekspertów oraz funkcjonariuszy publicznych (nie tylko urzędników), która przyczyniła się do tej kradzieży. Stracili przecież uczciwi obywatele, którzy legalnie wpłacali podatek od towarów i usług po to, aby beneficjenci tej zmowy mogli "legalnie" otrzymać te pieniądze w formie zwrotów wpłacanych im przez urzędy skarbowe. Wspólnotowa wersja tego podatku pozwala na tego rodzaju transfery: od co najmniej 10 lat działania te były jawne i nieukrywane przez najważniejszych graczy na tym rynku.
Zjawisko to narastało od 2008 roku, osiągając swoje apogeum w 2015 roku. Kwota utraconych bezpowrotnie dochodów budżetowych przekroczyła 16 mld zł, a nienależne zwroty wynosiły ok. 19 mld zł - razem 35 mld zł. Działania te były (i jeszcze są) pozornie legalnie, bo w ustawie o podatku od towarów i usług znalazły się przepisy, które tworzą tu parasol ochronny.
Lista tych przepisów jest powszechnie znana, a część nich wprowadzono pod hasłem... uszczelnienia tego podatku. Tylko dzięki zmowie, w której uczestniczyli nie tylko eksperci, ale również media, można było wmówić opinii publicznej, że są to rozwiązania "zgodne z prawem unijnym", a podatek ten stał się "bardziej cywilizowany".
Komisja śledcza musi ustalić:
kto lobbował za wprowadzeniem tych przepisów,
dlaczego funkcjonariusze publiczni ulegli temu lobbingowi,
ile kosztowało załatwienie przepisów pozwalających na niepłacenie VAT-u (np. tzw. krajowego odwrotnego obciążenia),
czy wspierający te rozwiązania eksperci byli w rzeczywistości lobbystami uczestników tej zmowy,
dlaczego nikt nie kontrolował najważniejszych beneficjentów tej zmowy, mimo że władza dobrze wiedziała, komu i ile wpłaca zwroty tego podatku: warto przypomnieć opinii publicznej, że co rok milion deklaracji w tym podatku wykazuje prawo do zwrotu podatku, a wypłacenie z tego tytułu kwoty zbliżają się do 100 mld zł rocznie,
kto zarobił na wprowadzeniu w błąd opinii publicznej, że przepisy pozwalające na wyłudzenie zwrotów mają na celu... przeciwdziałanie oszustwom podatkowym,
ile Ministerstwo Finansów zapłaciło firmom doradczym, które zajmują się ucieczką od podatków za "doradztwo", a zwłaszcza za owe "instrumenty informatyczne", które dały jak dotąd zarobić biznesowi informatycznemu (ciekawe ile?),
dlaczego przez tyle lat tolerowano handel paragonami po to, aby wyłudzić wystawienie fałszywych faktur.
Największa w historii grabież naszego kraju, porównywalna tylko z rabunkiem okupujących nas najeźdźców w czasie wojen, musi zostać wyjaśniona, a winni muszą być osądzeni przez wymiar sprawiedliwości. Oczywiście nie odzyskamy wyłudzonych kwot, które już dawno zasiliły m.in. "międzynarodowe rynki finansowe". Najważniejsze, aby firmy oraz ludzie, którzy uczestniczyli w tej zmowie, przestali nas ogłupiać na temat tego podatku, zyskując co najwyżej sławę "twórców luki podatkowej".
Witold Modzelewski"
Zawiadomienie o przestępstwie
Wydział Spraw Wewnętrznych
Prokuratura Krajowa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa
Zawiadomienie o przestępstwie oraz
Wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego
Przeglądając w sekretariacie Sądu Okręgowego akta sprawy IC1046/01 stwierdziłem podłożenie sfałszowanego protokołu rozprawy na K. Niezwłocznie powiadomiłem o tym Przewodnicząca Wydziału I Cywilnego SSO Katarzynę Krasny.
Wnosiłem o zabezpieczenie dowodów i sporządzenie Zawiadomienia o przestępstwie. Mimo ponawiania żądań listem Email przewodnicząca raczej nie zawiadomiła prokuratury, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Postępowanie winno także wyjaśnić powody bezczynności przewodniczącej a zwłaszcza to czy zabezpieczyła ona dowody przestępstwa przed utratą lub zniekształceniem.
Głównym beneficjentem przestępstwa jest SSO Zbigniew Ciechanowicz. W mniejszym stopni także SSO Sławomir Krajewski oraz SSO Halina Musiał, która przecież kiedyś zarządziła przestępczą "kombinacją operacyjną".
Podłożenie sfałszowanego protokołu jest skutkiem podjętych przeze mnie działań. Zbigniew Ciechanowicz i Sławomir Krajewski wpadli w panikę czego skutkiem były też inne działania a w tym fałszerstwo i podłożenie protokołu rozprawy.
Ponieważ istnieje ryzyko że moje zawiadomienie zostanie skierowane do szczecińskiej prokuratury nie załączam dowodów ponieważ przecież w Prokuraturze okręgowej funkcjonuje mafijny KRET !
Obecnie "sędzią" I wydziału SO jest złodziej Paweł Marycz, który ukradł część do wiertarki za 95 złotych.
Zawieszonym sędzia II wydziału SO jest oszustka Wiesława Buczek-Markowska, co to w markecie przeklejała etykiety na towarach.
Pijana "sędzia" Małgorzata Jankowska spowodowała dwie kolizje i w obu przypadkach była to jej wina, a w jednym z przypadków odjechała z miejsca kolizji. Po jednej z nich, świadkowie wyrwali sędzi kluczyki ze stacyjki jej samochodu. Sama Małgorzata J., po spowodowaniu dwóch kolizji pojawiła się…w sądzie, gdzie zostawiła zaświadczenie lekarskie!
To jest właśnie obraz szczecińskiego sądu.
Z poważaniem
Jerzy Matusiak
Prokuratura Krajowa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa
Zawiadomienie o przestępstwie oraz
Wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego
Przeglądając w sekretariacie Sądu Okręgowego akta sprawy IC1046/01 stwierdziłem podłożenie sfałszowanego protokołu rozprawy na K. Niezwłocznie powiadomiłem o tym Przewodnicząca Wydziału I Cywilnego SSO Katarzynę Krasny.
Wnosiłem o zabezpieczenie dowodów i sporządzenie Zawiadomienia o przestępstwie. Mimo ponawiania żądań listem Email przewodnicząca raczej nie zawiadomiła prokuratury, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Postępowanie winno także wyjaśnić powody bezczynności przewodniczącej a zwłaszcza to czy zabezpieczyła ona dowody przestępstwa przed utratą lub zniekształceniem.
Głównym beneficjentem przestępstwa jest SSO Zbigniew Ciechanowicz. W mniejszym stopni także SSO Sławomir Krajewski oraz SSO Halina Musiał, która przecież kiedyś zarządziła przestępczą "kombinacją operacyjną".
Podłożenie sfałszowanego protokołu jest skutkiem podjętych przeze mnie działań. Zbigniew Ciechanowicz i Sławomir Krajewski wpadli w panikę czego skutkiem były też inne działania a w tym fałszerstwo i podłożenie protokołu rozprawy.
Ponieważ istnieje ryzyko że moje zawiadomienie zostanie skierowane do szczecińskiej prokuratury nie załączam dowodów ponieważ przecież w Prokuraturze okręgowej funkcjonuje mafijny KRET !
Obecnie "sędzią" I wydziału SO jest złodziej Paweł Marycz, który ukradł część do wiertarki za 95 złotych.
Zawieszonym sędzia II wydziału SO jest oszustka Wiesława Buczek-Markowska, co to w markecie przeklejała etykiety na towarach.
Pijana "sędzia" Małgorzata Jankowska spowodowała dwie kolizje i w obu przypadkach była to jej wina, a w jednym z przypadków odjechała z miejsca kolizji. Po jednej z nich, świadkowie wyrwali sędzi kluczyki ze stacyjki jej samochodu. Sama Małgorzata J., po spowodowaniu dwóch kolizji pojawiła się…w sądzie, gdzie zostawiła zaświadczenie lekarskie!
To jest właśnie obraz szczecińskiego sądu.
Z poważaniem
Jerzy Matusiak
niedziela, 8 kwietnia 2018
Trochę z IPN-u.
Trochę z IPN-u.
Zdegradowanie ustawą członków WRON miało skrzywdzić "towarzysza kosmonautę Jaruzelskiego" czyli Hermaszewskiego, rzekomo przypadkowego członka WRON-u
Profesor Sławomir Cenckiewicz ujawnił że gen. Mirosław Hermaszewski to informator WSW o ps. Długi ! Cała jego donosicielska kariera w PRL to oddanie partii i lojalność wobec wojskowej bezpieki ! Akta "Długiego" ukryto w Zbiorze Zastrzeżonym IPN i do 2018 r. były nieznane.
Likwidacja Zbioru „Z” była konieczna. Dzięki temu można się sporo dowiedzieć o prominentach III RP.
Hermaszewski zabrał ze sobą w kosmos m.in. portret Edwarda Gierka, znaczki VI i VII Zjazdu PZPR, miniaturę Manifestu PKWN i Konstytucji PRL, proporce Wojska Polskiego, ZBoWiD-u, TPPR i Huty Katowice. W kraju całość przygotowań koordynował Wydział Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR, Główny Zarząd Polityczny WP i Komitet Badań Kosmicznych PAN.
Hermaszewski ma m.in medale Герой Советского Союза i Орден Ленина.
Czas na rozbicie gadzinowego kartelu medialnego III RP ! Bez likwidacji tej patologi nie będzie normalnej Polski. Walczyli z prawdą przez dziesięciolecia.
Mariusz Walter i Jan Wejchert są twórcami telewizji TVN za pieniądze ukradzione z FOZZ.
Mariusz Walter został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa w 1983 roku jako tajny współpracownik o pseudonimie „Mewa”, natomiast wyrejestrowanie nastąpiło w przełomowym roku 1989 gdy "likwidowano" komunizm.
Jan Wejchert według dokumentów komunistycznej bezpieki to tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Konarski”, pozyskany na zasadzie dobrowolności jeszcze 15 marca 1976 roku.
W 1984 roku Tajni Współpracownicy razem założyli spółkę ITI. Firma otrzymała od ówczesnych władz PRL arcydziwną koncesję na import sprzętu elektronicznego i dystrybucję filmów na kasetach video w Polsce.
Z zeznań, jakie złożył w sądzie Grzegorz Zemek – współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego o pseudonimie „Dik”, koncern medialny był finansowany poprzez Bank Handlowy Internationale w Luksemburgu, służący wywiadowi PRL do dokonywania nielegalnych operacji finansowych. Jasno też określono zadania operacyjne medialnego „konia trojańskiego” – firmy umożliwiającej wprowadzanie agentów służb PRL na teren Zachodu. „Dik” w czasie, gdy powstawało ITI, był dyrektorem pionu kredytowego Banku Handlowego Internationale, więc musiał być doskonale zorientowany, kogo kredytował.
Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. «raju podatkowego»... Ta firma finansowała się z kredytów Banku Handlowego International w Luksemburgu. Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste. W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w BHI. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejchertem jego współpracowników m.in. Waltera. Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania – znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego… Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek, że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi, którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować
– zeznał Żemek.
Po roku 1989 do władz ITI (jest właścicielem telewizji TVN, która w 1997 roku dostała koncesję ICRRiT) trafili m.in. ludzie wywodzący się z PZPR lub rodzinnie powiązani z komunistami i komunistycznymi służbami.
Zdegradowanie ustawą członków WRON miało skrzywdzić "towarzysza kosmonautę Jaruzelskiego" czyli Hermaszewskiego, rzekomo przypadkowego członka WRON-u
Profesor Sławomir Cenckiewicz ujawnił że gen. Mirosław Hermaszewski to informator WSW o ps. Długi ! Cała jego donosicielska kariera w PRL to oddanie partii i lojalność wobec wojskowej bezpieki ! Akta "Długiego" ukryto w Zbiorze Zastrzeżonym IPN i do 2018 r. były nieznane.
Likwidacja Zbioru „Z” była konieczna. Dzięki temu można się sporo dowiedzieć o prominentach III RP.
Hermaszewski zabrał ze sobą w kosmos m.in. portret Edwarda Gierka, znaczki VI i VII Zjazdu PZPR, miniaturę Manifestu PKWN i Konstytucji PRL, proporce Wojska Polskiego, ZBoWiD-u, TPPR i Huty Katowice. W kraju całość przygotowań koordynował Wydział Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR, Główny Zarząd Polityczny WP i Komitet Badań Kosmicznych PAN.
Hermaszewski ma m.in medale Герой Советского Союза i Орден Ленина.
Czas na rozbicie gadzinowego kartelu medialnego III RP ! Bez likwidacji tej patologi nie będzie normalnej Polski. Walczyli z prawdą przez dziesięciolecia.
Mariusz Walter i Jan Wejchert są twórcami telewizji TVN za pieniądze ukradzione z FOZZ.
Mariusz Walter został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa w 1983 roku jako tajny współpracownik o pseudonimie „Mewa”, natomiast wyrejestrowanie nastąpiło w przełomowym roku 1989 gdy "likwidowano" komunizm.
Jan Wejchert według dokumentów komunistycznej bezpieki to tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Konarski”, pozyskany na zasadzie dobrowolności jeszcze 15 marca 1976 roku.
W 1984 roku Tajni Współpracownicy razem założyli spółkę ITI. Firma otrzymała od ówczesnych władz PRL arcydziwną koncesję na import sprzętu elektronicznego i dystrybucję filmów na kasetach video w Polsce.
Z zeznań, jakie złożył w sądzie Grzegorz Zemek – współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego o pseudonimie „Dik”, koncern medialny był finansowany poprzez Bank Handlowy Internationale w Luksemburgu, służący wywiadowi PRL do dokonywania nielegalnych operacji finansowych. Jasno też określono zadania operacyjne medialnego „konia trojańskiego” – firmy umożliwiającej wprowadzanie agentów służb PRL na teren Zachodu. „Dik” w czasie, gdy powstawało ITI, był dyrektorem pionu kredytowego Banku Handlowego Internationale, więc musiał być doskonale zorientowany, kogo kredytował.
Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. «raju podatkowego»... Ta firma finansowała się z kredytów Banku Handlowego International w Luksemburgu. Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste. W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w BHI. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejchertem jego współpracowników m.in. Waltera. Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania – znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego… Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek, że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi, którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować
– zeznał Żemek.
Po roku 1989 do władz ITI (jest właścicielem telewizji TVN, która w 1997 roku dostała koncesję ICRRiT) trafili m.in. ludzie wywodzący się z PZPR lub rodzinnie powiązani z komunistami i komunistycznymi służbami.
Reprywatyzacja: Łapówki nie mieściły mi się w teczce
Reprywatyzacja: Łapówki nie mieściły mi się w teczce
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/reprywatyzacja-w-warszawie-zeznania-podejrzanego-lapowki-nie-miescily-mi-sie-w-teczce_1045333.html
"Reprywatyzacja w Warszawie. Zeznania podejrzanego: Łapówki nie mieściły mi się w teczce
Szokujące kulisy afery reprywatyzacyjnej w Warszawie! Urzędnik warszawskiego ratusza, a także jego matka, za załatwienie korzystnych decyzji dotyczących zwrotów nieruchomości mieli brać gigantyczne łapówki. Jedna z nich to 2 mln zł, upychane w aktówkach.
Do zeznań głównych podejrzanych dotarł tygodnik "Sieci". Wyłania się z nich wstrząsający obraz sitwy tworzonej przez prawników i urzędników, którzy za ogromne łapówki skupywali roszczenia do kamienic w Warszawie. Głównymi filarami przestępczego procederu byli Jakub R., były zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami warszawskiego ratusza, posiadający pełnomocnictwa do podejmowania decyzji reprywatyzacyjnych, oraz jego matka Alina D. - wpływowa warszawska prawniczka. To właśnie ona była pośrednikiem i negocjatorem w procesie ustalania łapówek dla syna Jakuba R. Za załatwienie sprawy Jakub R. i Alina D. brali od 10 do 25 proc. wartości odszkodowania lub roszczenia, często obejmowali też udziały w zagarniętych nieruchomościach albo przyjmowali łapówki za przychylność i sprawność w załatwianiu spraw.
Jednym z "kontrahentów" był mecenas Robert N., który z innymi osobami bezprawnie przejął działkę przy ul. Chmielnej 70 wartą ok. 160 mln zł. - Na początku 2011 r. na jednym z kolejnych spotkań z Aliną D. zaczęliśmy rozmawiać o kamienicy na Mokotowskiej 63. (.) Powiedziała, że jest możliwość zwrotu tej nieruchomości za kwotę 2 mln zł (.). Poinformowałem Alinę D., że przyjmuję jej propozycję. (.) ja z banku odebrałem w gotówce całą kwotę 2 mln zł. Prosiłem, żeby nominały były w banknotach 200-złotowych. (.) Ja pieniądze zapakowałem w torby - aktówki. (...) Pamiętam, że miałem problemy, żeby tę torbę dopiąć (.). Z pieniędzmi do Aliny D. przyjechałem sam swoim samochodem mercedesem ML - zeznał Robert N.
Cała trójka siedzi w areszcie. W prokuraturze toczy się obecnie 35 śledztw."
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/reprywatyzacja-w-warszawie-zeznania-podejrzanego-lapowki-nie-miescily-mi-sie-w-teczce_1045333.html
"Reprywatyzacja w Warszawie. Zeznania podejrzanego: Łapówki nie mieściły mi się w teczce
Szokujące kulisy afery reprywatyzacyjnej w Warszawie! Urzędnik warszawskiego ratusza, a także jego matka, za załatwienie korzystnych decyzji dotyczących zwrotów nieruchomości mieli brać gigantyczne łapówki. Jedna z nich to 2 mln zł, upychane w aktówkach.
Do zeznań głównych podejrzanych dotarł tygodnik "Sieci". Wyłania się z nich wstrząsający obraz sitwy tworzonej przez prawników i urzędników, którzy za ogromne łapówki skupywali roszczenia do kamienic w Warszawie. Głównymi filarami przestępczego procederu byli Jakub R., były zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami warszawskiego ratusza, posiadający pełnomocnictwa do podejmowania decyzji reprywatyzacyjnych, oraz jego matka Alina D. - wpływowa warszawska prawniczka. To właśnie ona była pośrednikiem i negocjatorem w procesie ustalania łapówek dla syna Jakuba R. Za załatwienie sprawy Jakub R. i Alina D. brali od 10 do 25 proc. wartości odszkodowania lub roszczenia, często obejmowali też udziały w zagarniętych nieruchomościach albo przyjmowali łapówki za przychylność i sprawność w załatwianiu spraw.
Jednym z "kontrahentów" był mecenas Robert N., który z innymi osobami bezprawnie przejął działkę przy ul. Chmielnej 70 wartą ok. 160 mln zł. - Na początku 2011 r. na jednym z kolejnych spotkań z Aliną D. zaczęliśmy rozmawiać o kamienicy na Mokotowskiej 63. (.) Powiedziała, że jest możliwość zwrotu tej nieruchomości za kwotę 2 mln zł (.). Poinformowałem Alinę D., że przyjmuję jej propozycję. (.) ja z banku odebrałem w gotówce całą kwotę 2 mln zł. Prosiłem, żeby nominały były w banknotach 200-złotowych. (.) Ja pieniądze zapakowałem w torby - aktówki. (...) Pamiętam, że miałem problemy, żeby tę torbę dopiąć (.). Z pieniędzmi do Aliny D. przyjechałem sam swoim samochodem mercedesem ML - zeznał Robert N.
Cała trójka siedzi w areszcie. W prokuraturze toczy się obecnie 35 śledztw."
sobota, 7 kwietnia 2018
Sowieckie łgarstwa
Sowieckie łgarstwa
Sowieci masowo fałszowali wybory i wszelkie dokumenty ! Mieli całą ekipę fałszerzy dokumentów.
Nikołaj Burdenko to rosyjski lekarz, chirurg, twórca rosyjskiej szkoły neurochirurgicznej. Naczelny Chirurg Armii Czerwonej, członek Akademii Nauk ZSRR, członek i pierwszy prezes Akademii Nauk Medycznych ZSRR.
"Komisja Burdenki" została powołana 13 stycznia 1944 przez Biuro Polityczne KC WPK w celu udowodnienia fałszywej tezy, że zbrodnia katyńska na oficerach Wojska Polskiego dokonana wiosną 1940 przez NKWD na polecenie tego samego Biura Politycznego KC WKP(b) została popełniona przez Niemców w 1941.
Rosja dopiero w 1990 roku w oficjalnym komunikacie agencji TASS, zatwierdzonym uchwałą Biura Politycznego KC KPZR z 7 kwietnia 1990, przyznała, że zbrodnia katyńska jest jedną z ciężkich zbrodni stalinizmu.
Sowieci przedstawili Trybunałowi Norymberskiemu kłamliwy dokument USSR-8, zwany "Raportem Burdenki dotyczący obozu w Auschwitz. Podano w nim zmyślone "fakty". Fantastyczna liczba 4 mln zamordowanych podana w tym raporcie funkcjonowała w propagandzie aż do roku 1991.
Trybunał nie dał wiary "Raportowi Katyńskiemu", dokument USSR-54.
Borys Polewoj ( naprawdę Kampow ) był pułkownikiem w Armii Czerwonej i jednocześnie korespondentem wojennym. Tworzył nowele i powieści utrzymane w nurcie poetyki stalinowskiego socrealizmu. Jego "Opowieść o prawdziwym człowieku" była szkolną lekturą obowiązkową w czasach PRL. Był deputowanym do Rady Najwyższej ZSRR trzech kadencji.
Po wyzwoleniu obozu Auschwitz Polewoj przedstawił zmyślony reportaż „Комбинат смерти в Освенциме“ - "Kombinat śmierci w Oświęcimiu".
Sowieci tym razem przeszli samych siebie pokonując jednocześnie granice śmieszności i głupoty.
www.fpp.co.uk/Auschwitz/docs/Pravda020245.html#Anchor3
Oto konfabulacje Polewoja:
1. "Ślady elektrycznego pasa transmisyjnego, na którym setki ludzi były jednocześnie rażone prądem, ich ciała padały na powoli poruszający się pas transmisyjny, który prowadził ciała na szczyt, gdzie wpadały do wielkiego pieca [coś jak piec hutniczy], tam były całkowicie spalane, a ich kości następnie były mielone i wysyłane na okoliczne pola."
2. "Przewoźne aparaty do zabijania dzieci."
3. "Stacjonarne komory gazowe we wschodniej części obozu które były [dla ukrycia przeznaczenia] zmodyfikowane i architektonicznie upiększone w min. wieżyczki żeby wyglądały jak niewinne garaże"
Gdy sowieci zorientowali się że przekroczyli granice śmieszności ukryli propagitkę - dzieło Polewoja i za trzy miesiące wprowadzili do obrotu "Raport Burdenki" z fantastyczną liczbą 4 mln ofiar Auschwitz.
Wasylij Grosman w książeczce „Piekło Treblinki” wydanej w 1945 roku, podał że zamordowano tam 3 mln Żydów ! Grossman był także fantazjującym korespondentem wojennym Armii Czerwonej i pisał głownie do "Krasnej Zwiezdy". Artykuł Piekło Treblinki z roku 1944 został wykorzystany podczas procesu norymberskiego przez sowieckich prokuratorów.
Ustalenie liczby ofiar Treblinki okazało się trudne i w sumie do dziś dnia nie wiadomo ile ich było.
Fantazją w stylu Polewoja, Burdenki i Grossmana jest "ustalenie" że ofiary mordowano w Treblince gazami spalinowymi z silników Diesela.
Grossman brał udział w tworzeniu Czarnej Księgi powstałej z inicjatywy Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego w celu dokumentowania nazistowskich zbrodni na Żydach. Sowieci po wojnie zaczęli wprowadzać w niej poprawki i w końcu w 1948 roku wycofali u siebie Czarną Księgę aby się nie ośmieszać. Grossman od razu zaczął krytykować reżim stalinowski.
Sowieci masowo fałszowali wybory i wszelkie dokumenty ! Mieli całą ekipę fałszerzy dokumentów.
Nikołaj Burdenko to rosyjski lekarz, chirurg, twórca rosyjskiej szkoły neurochirurgicznej. Naczelny Chirurg Armii Czerwonej, członek Akademii Nauk ZSRR, członek i pierwszy prezes Akademii Nauk Medycznych ZSRR.
"Komisja Burdenki" została powołana 13 stycznia 1944 przez Biuro Polityczne KC WPK w celu udowodnienia fałszywej tezy, że zbrodnia katyńska na oficerach Wojska Polskiego dokonana wiosną 1940 przez NKWD na polecenie tego samego Biura Politycznego KC WKP(b) została popełniona przez Niemców w 1941.
Rosja dopiero w 1990 roku w oficjalnym komunikacie agencji TASS, zatwierdzonym uchwałą Biura Politycznego KC KPZR z 7 kwietnia 1990, przyznała, że zbrodnia katyńska jest jedną z ciężkich zbrodni stalinizmu.
Sowieci przedstawili Trybunałowi Norymberskiemu kłamliwy dokument USSR-8, zwany "Raportem Burdenki dotyczący obozu w Auschwitz. Podano w nim zmyślone "fakty". Fantastyczna liczba 4 mln zamordowanych podana w tym raporcie funkcjonowała w propagandzie aż do roku 1991.
Trybunał nie dał wiary "Raportowi Katyńskiemu", dokument USSR-54.
Borys Polewoj ( naprawdę Kampow ) był pułkownikiem w Armii Czerwonej i jednocześnie korespondentem wojennym. Tworzył nowele i powieści utrzymane w nurcie poetyki stalinowskiego socrealizmu. Jego "Opowieść o prawdziwym człowieku" była szkolną lekturą obowiązkową w czasach PRL. Był deputowanym do Rady Najwyższej ZSRR trzech kadencji.
Po wyzwoleniu obozu Auschwitz Polewoj przedstawił zmyślony reportaż „Комбинат смерти в Освенциме“ - "Kombinat śmierci w Oświęcimiu".
Sowieci tym razem przeszli samych siebie pokonując jednocześnie granice śmieszności i głupoty.
www.fpp.co.uk/Auschwitz/docs/Pravda020245.html#Anchor3
Oto konfabulacje Polewoja:
1. "Ślady elektrycznego pasa transmisyjnego, na którym setki ludzi były jednocześnie rażone prądem, ich ciała padały na powoli poruszający się pas transmisyjny, który prowadził ciała na szczyt, gdzie wpadały do wielkiego pieca [coś jak piec hutniczy], tam były całkowicie spalane, a ich kości następnie były mielone i wysyłane na okoliczne pola."
2. "Przewoźne aparaty do zabijania dzieci."
3. "Stacjonarne komory gazowe we wschodniej części obozu które były [dla ukrycia przeznaczenia] zmodyfikowane i architektonicznie upiększone w min. wieżyczki żeby wyglądały jak niewinne garaże"
Gdy sowieci zorientowali się że przekroczyli granice śmieszności ukryli propagitkę - dzieło Polewoja i za trzy miesiące wprowadzili do obrotu "Raport Burdenki" z fantastyczną liczbą 4 mln ofiar Auschwitz.
Wasylij Grosman w książeczce „Piekło Treblinki” wydanej w 1945 roku, podał że zamordowano tam 3 mln Żydów ! Grossman był także fantazjującym korespondentem wojennym Armii Czerwonej i pisał głownie do "Krasnej Zwiezdy". Artykuł Piekło Treblinki z roku 1944 został wykorzystany podczas procesu norymberskiego przez sowieckich prokuratorów.
Ustalenie liczby ofiar Treblinki okazało się trudne i w sumie do dziś dnia nie wiadomo ile ich było.
Fantazją w stylu Polewoja, Burdenki i Grossmana jest "ustalenie" że ofiary mordowano w Treblince gazami spalinowymi z silników Diesela.
Grossman brał udział w tworzeniu Czarnej Księgi powstałej z inicjatywy Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego w celu dokumentowania nazistowskich zbrodni na Żydach. Sowieci po wojnie zaczęli wprowadzać w niej poprawki i w końcu w 1948 roku wycofali u siebie Czarną Księgę aby się nie ośmieszać. Grossman od razu zaczął krytykować reżim stalinowski.
czwartek, 5 kwietnia 2018
SPRYTNY TRUP ŻARNOWCA
SPRYTNY TRUP ŻARNOWCA
http://naszeblogi.pl/50079-sprytny-trup-zarnowca
"Denat zali Elektrownia Jądrowa Żarnowiec po likwidacji, spoczywa dostojnie na obrzeżu jeziora i morenowych wzgórz porośniętych grabem i bukiem. Przy bezwietrznej pogodzie w tafli wody odbija się widmo rozpapranej budowy. 220 hektarów scenografii z filmu science fiction, nazywanych przez tubylców żartobliwie „Irakiem” ze względu na bywające tu zamiecie piaskowe. Ekologiczny ruch franciszkański (walczący dzielnie o śmierć EJŻ) powinien być usatysfakcjonowany. Na wielkiej hali bez okien w rejonie ZEZ-1 zgodnie egzystują zające, kuropatwy, bażanty i zabłąkane psy. Jak u św.Franciszka. Najdroższe energetyczne widmo – kosztowało 2 mld $. Okolice Jeziora Żarnowieckiego to miejsca o wielkiej urodzie dla wybrednego nawet turysty, a zarazem enigmatyczne, zagadkowe i owiane legendami. Nad „budową” wznosi się góra zamkowa ze śladami wałów obronnych. Zamek ongiś zapadł się i można go odczarować, przebiegając w Niedzielę Palmową zeń do wsi Żarnowiec, ale w czasie pomiędzy podniesieniem hostii i kielicha…Na dnie rynnowego, głębokiego jeziora leży skarb, który ujawni się wtedy, kiedy żarnowiecki klasztor tak zubożeje, że wartość jego będzie równa cenie jednego konia i jednego wołu. Ludzie powiadają, że z klasztoru idą podziemne tunele do Mechowej i do Wejherowa. Po okolicznych wzgórzach diabeł porozrzucał potężne głazy, które w Czymanowie tworzą grób Stolema. Tu, snuje opowieść wiekowy Kaszub, tuż przed wojną pływał łodzią prezydent Mościcki z marszałkiem rzeszy Goeringiem, który podarował gospodarzowi psa wodołaza. Ale królową legend jest ta, co mówi że będzie tutaj wielka budowa, która nigdy nie będzie ukończona. Jako signum temporis spełniania się tej przepowiedni odczytuję nawet zdarzenie sprzed ponad ćwierćwiecza w Redzie. Na Budowę EJŻ ciągnęła kawalkada niskopodwoziowych przyczep z potężnymi srebrnymi (chromoniklowa stal austenityczna), skomplikowanie orurowanymi zbiornikami. Monstrualne techno stwory niczym z powieści J.Verne`a. Manifest technologii XXI-go wieku. I nagle z bocznej uliczki wjechała w ten transport niepozorna kaszubska furka załadowana gnojem. I wszystko stanęło. Tak, to był znak..;) Od 1990r. budowę poczęto likwidować, ale czyniono to tak przemyślnie, że pieniędzy starczało zaledwie na likwidację. Z tamtych czasów pamiętam jak uruchomiono na atomówce w agonii – fabrykę chipsów. Czy dziwny przypadek z ptężnąb wieżą pomiarów, którą chciał kupić do emisji programu Nicola Grauso, ówczesny właściciel stacji Polonia1. Ktoś poluzował odciągi i wieża runęła po części do jeziora. Gwarantuję, że Grek Zorba stwierdziłby – piękna katastrofa! Po 10 latach trup ożył. Urodziła się koncepcja elektrowni, ale tym razem gazowej. Podpisana umowa ŻEG z Polskimi Sieciami Energetycznymi przewidywała dostawę energii w I-szej połowie 2003r. Cykl budowy jednego bloku (a miało być 4x250MW przewidziany był na 22 miesiące. Problem był z wydłużeniem magistrali gazowej, bo jeden blok spalać miał ~1 mln m3, co przeliczając na docelowe 4 bloki dawało ponad 1 mld m3 gazu. Fundusze pozyskiwane z banków na realizację projektu pochodzić miały z polskiego i międzynarodowego rynku finansowego. Opóźnienie w negocjacjach nad warunkami umowy gazowej , spowodowało problemy z harmonogramem prac wdrożeniowych . Dostarczenie opracowań dotyczących ochrony środowiska, wymaganych przez władze lokalne i centralne, jest warunkiem uzyskania zezwolenia na budowę. W tym czasie finalizowały się rozmowy akcesyjne do UE, a już były zastrzeżenia co do sposobu finansowania ze strony Brukseli. To wszystko zniechęciło zaangażowaną w budowę firmę Failure Analisys Associates, która wycofała się z projektu. Potem powstała koncepcja budowy elektrowni (sic!) węglowej i na szczęście nie żyła długo. Zanieczyszczenie powietrza nad Polską świadczy, że w energetykę węglową (jakakolwiek by ona nie była) iść nie ma sensu. Francuzi mają 75% energii z atomu, my O! Trzeba zatem bezwzględnie budować energetyczne bloki jądrowe. I nie oglądać się na „zielonych”. Ekomedianctwo to też sposób na życie. Premier Morawiecki zapowiada inwestycje, przemysł rusza a to wszystko potrzebuje energii. A moc, co ją mamy zainstalowaną, to niebawem starczy na oświecenie tych na świeczniku politycznym. Ktoś zapyta – a co z odpadami? Z Żarnowca mieli je zabierać Rosjanie. A teraz sami Pluton możemy wzbogacać i mieć legalną bombę atomową. I co pan na to – ministrze Błaszczak?"
http://naszeblogi.pl/50079-sprytny-trup-zarnowca
"Denat zali Elektrownia Jądrowa Żarnowiec po likwidacji, spoczywa dostojnie na obrzeżu jeziora i morenowych wzgórz porośniętych grabem i bukiem. Przy bezwietrznej pogodzie w tafli wody odbija się widmo rozpapranej budowy. 220 hektarów scenografii z filmu science fiction, nazywanych przez tubylców żartobliwie „Irakiem” ze względu na bywające tu zamiecie piaskowe. Ekologiczny ruch franciszkański (walczący dzielnie o śmierć EJŻ) powinien być usatysfakcjonowany. Na wielkiej hali bez okien w rejonie ZEZ-1 zgodnie egzystują zające, kuropatwy, bażanty i zabłąkane psy. Jak u św.Franciszka. Najdroższe energetyczne widmo – kosztowało 2 mld $. Okolice Jeziora Żarnowieckiego to miejsca o wielkiej urodzie dla wybrednego nawet turysty, a zarazem enigmatyczne, zagadkowe i owiane legendami. Nad „budową” wznosi się góra zamkowa ze śladami wałów obronnych. Zamek ongiś zapadł się i można go odczarować, przebiegając w Niedzielę Palmową zeń do wsi Żarnowiec, ale w czasie pomiędzy podniesieniem hostii i kielicha…Na dnie rynnowego, głębokiego jeziora leży skarb, który ujawni się wtedy, kiedy żarnowiecki klasztor tak zubożeje, że wartość jego będzie równa cenie jednego konia i jednego wołu. Ludzie powiadają, że z klasztoru idą podziemne tunele do Mechowej i do Wejherowa. Po okolicznych wzgórzach diabeł porozrzucał potężne głazy, które w Czymanowie tworzą grób Stolema. Tu, snuje opowieść wiekowy Kaszub, tuż przed wojną pływał łodzią prezydent Mościcki z marszałkiem rzeszy Goeringiem, który podarował gospodarzowi psa wodołaza. Ale królową legend jest ta, co mówi że będzie tutaj wielka budowa, która nigdy nie będzie ukończona. Jako signum temporis spełniania się tej przepowiedni odczytuję nawet zdarzenie sprzed ponad ćwierćwiecza w Redzie. Na Budowę EJŻ ciągnęła kawalkada niskopodwoziowych przyczep z potężnymi srebrnymi (chromoniklowa stal austenityczna), skomplikowanie orurowanymi zbiornikami. Monstrualne techno stwory niczym z powieści J.Verne`a. Manifest technologii XXI-go wieku. I nagle z bocznej uliczki wjechała w ten transport niepozorna kaszubska furka załadowana gnojem. I wszystko stanęło. Tak, to był znak..;) Od 1990r. budowę poczęto likwidować, ale czyniono to tak przemyślnie, że pieniędzy starczało zaledwie na likwidację. Z tamtych czasów pamiętam jak uruchomiono na atomówce w agonii – fabrykę chipsów. Czy dziwny przypadek z ptężnąb wieżą pomiarów, którą chciał kupić do emisji programu Nicola Grauso, ówczesny właściciel stacji Polonia1. Ktoś poluzował odciągi i wieża runęła po części do jeziora. Gwarantuję, że Grek Zorba stwierdziłby – piękna katastrofa! Po 10 latach trup ożył. Urodziła się koncepcja elektrowni, ale tym razem gazowej. Podpisana umowa ŻEG z Polskimi Sieciami Energetycznymi przewidywała dostawę energii w I-szej połowie 2003r. Cykl budowy jednego bloku (a miało być 4x250MW przewidziany był na 22 miesiące. Problem był z wydłużeniem magistrali gazowej, bo jeden blok spalać miał ~1 mln m3, co przeliczając na docelowe 4 bloki dawało ponad 1 mld m3 gazu. Fundusze pozyskiwane z banków na realizację projektu pochodzić miały z polskiego i międzynarodowego rynku finansowego. Opóźnienie w negocjacjach nad warunkami umowy gazowej , spowodowało problemy z harmonogramem prac wdrożeniowych . Dostarczenie opracowań dotyczących ochrony środowiska, wymaganych przez władze lokalne i centralne, jest warunkiem uzyskania zezwolenia na budowę. W tym czasie finalizowały się rozmowy akcesyjne do UE, a już były zastrzeżenia co do sposobu finansowania ze strony Brukseli. To wszystko zniechęciło zaangażowaną w budowę firmę Failure Analisys Associates, która wycofała się z projektu. Potem powstała koncepcja budowy elektrowni (sic!) węglowej i na szczęście nie żyła długo. Zanieczyszczenie powietrza nad Polską świadczy, że w energetykę węglową (jakakolwiek by ona nie była) iść nie ma sensu. Francuzi mają 75% energii z atomu, my O! Trzeba zatem bezwzględnie budować energetyczne bloki jądrowe. I nie oglądać się na „zielonych”. Ekomedianctwo to też sposób na życie. Premier Morawiecki zapowiada inwestycje, przemysł rusza a to wszystko potrzebuje energii. A moc, co ją mamy zainstalowaną, to niebawem starczy na oświecenie tych na świeczniku politycznym. Ktoś zapyta – a co z odpadami? Z Żarnowca mieli je zabierać Rosjanie. A teraz sami Pluton możemy wzbogacać i mieć legalną bombę atomową. I co pan na to – ministrze Błaszczak?"
Parę faktów o "polskich" sądach 124
Parę faktów o "polskich" sądach 124
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/wroclaw/tomasz-komenda-byl-wrabiany-takze-w-inne-przestepstwo/3fweb51
"Fakt ujawnia: Tomasza Komendę wrabiano też w inny gwałt
Szokujące nowe fakty w sprawie zaniedbań i nieudolności śledczych zajmujących się zbieraniem dowodów na Tomasza Komendę (42 l.). Nie dość, że niewinnego mężczyznę wrobiono w mord na 15-letniej Małgosi, to próbowano mu też przypisać kolejny potworny czyn: brutalny gwałt na 39-letniej Bożenie H.! Tomasz Komenda z Wrocławia odzyskał w marcu wolność po 18-latach gehenny w więzieniu.
Okazało się, że zbrodni na nastoletniej Małgosi w 1996 roku dokonał ktoś inny. Fakt opisywał już, jak nieprofesjonalnie podeszli śledczy do zbierania dowodów w tej sprawie. Wystarczy przypomnieć, że uwierzyli słowom prostytutki, która – jak się okazało – kłamała jak z nut, wrabiając niewinnego człowieka! Tomasz Komenda miał stać się też kozłem ofiarnym w kolejnej sprawie, której nie mogli rozwikłać policjanci.
Chodzi o dwukrotny gwałt na kobiecie w nocy z 10 na 11 sierpnia 1996 roku w Jelczu-Laskowicach. Jeden z oprawców już kilka miesięcy później trafił na ławę oskarżonych. Choć policja miała ślady DNA i rysopis drugiego sprawcy od pierwszych dni śledztwa, to poszukiwania stanęły w miejscu. I wtedy śledczy uznali, że tym drugim gwałcicielem może być właśnie Tomasz Komenda.
Szokuje to, że sama zgwałcona kobieta kategorycznie zaprzeczyła, że rozpoznaje w nim swojego kata! W maju 2002 roku prokurator Renata Procyk-Jonczyk (53 l.) – ta sama, która początkowo wyjaśniała też sprawę zabójstwa 15-letniej Małgosi – oskarżyła Komendę o gwałt na Bożenie H. Dwa lata później, gdy niewinny chłopak odsiadywał już wyrok za morderstwo, sąd skazał go na 4 lata więzienia za gwałt.
Z tego co ustalili nasi dziennikarze, 5 miesięcy później uchylono ten wyrok, wytykając skandaliczne pomyłki w ustalaniu prawdy. To nie spodobało się prokurator Procyk, która w apelacji nazwała niewinnego mężczyznę „seryjnym gwałcicielem”. W 2008 roku sąd okręgowy we Wrocławiu ostatecznie zakończył sprawę, uniewinniając Tomasza Komendę. Potrzebne było kolejnych 10 lat, aby okazało się, że jest też niewinny w sprawie zamordowanej 15-latki! "
Przedwczoraj rzecznik Sądu Najwyższego sędzia Laskowski w programie "Minęła 20" skomentował sprawę sędziego z USA przyłapanego na kradzieży bielizny swojej sąsiadki: "Sędzia jeśli ukradł, to nie może być sędzią".
Himalaje hipokryzji, zakłamania, bezczelności i głupoty... a co z sędzią Topyłą co ukradł 50 złotych ze stacji benzynowej i co z sędzią Maryczem co ukradł cześć do wiertarki za 95 złotych ?
Więzień polityczny III RP, Zygmunt Miernik, to bohater "tortowego protestu". W 2013 r. na procesie generała Czesława Kiszczaka rzucił tortem w prowadzącą sprawę sędzię Annę Wielgolewską. Za ten "happening" został skazany na 10 miesięcy więzienia.
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/wroclaw/tomasz-komenda-byl-wrabiany-takze-w-inne-przestepstwo/3fweb51
"Fakt ujawnia: Tomasza Komendę wrabiano też w inny gwałt
Szokujące nowe fakty w sprawie zaniedbań i nieudolności śledczych zajmujących się zbieraniem dowodów na Tomasza Komendę (42 l.). Nie dość, że niewinnego mężczyznę wrobiono w mord na 15-letniej Małgosi, to próbowano mu też przypisać kolejny potworny czyn: brutalny gwałt na 39-letniej Bożenie H.! Tomasz Komenda z Wrocławia odzyskał w marcu wolność po 18-latach gehenny w więzieniu.
Okazało się, że zbrodni na nastoletniej Małgosi w 1996 roku dokonał ktoś inny. Fakt opisywał już, jak nieprofesjonalnie podeszli śledczy do zbierania dowodów w tej sprawie. Wystarczy przypomnieć, że uwierzyli słowom prostytutki, która – jak się okazało – kłamała jak z nut, wrabiając niewinnego człowieka! Tomasz Komenda miał stać się też kozłem ofiarnym w kolejnej sprawie, której nie mogli rozwikłać policjanci.
Chodzi o dwukrotny gwałt na kobiecie w nocy z 10 na 11 sierpnia 1996 roku w Jelczu-Laskowicach. Jeden z oprawców już kilka miesięcy później trafił na ławę oskarżonych. Choć policja miała ślady DNA i rysopis drugiego sprawcy od pierwszych dni śledztwa, to poszukiwania stanęły w miejscu. I wtedy śledczy uznali, że tym drugim gwałcicielem może być właśnie Tomasz Komenda.
Szokuje to, że sama zgwałcona kobieta kategorycznie zaprzeczyła, że rozpoznaje w nim swojego kata! W maju 2002 roku prokurator Renata Procyk-Jonczyk (53 l.) – ta sama, która początkowo wyjaśniała też sprawę zabójstwa 15-letniej Małgosi – oskarżyła Komendę o gwałt na Bożenie H. Dwa lata później, gdy niewinny chłopak odsiadywał już wyrok za morderstwo, sąd skazał go na 4 lata więzienia za gwałt.
Z tego co ustalili nasi dziennikarze, 5 miesięcy później uchylono ten wyrok, wytykając skandaliczne pomyłki w ustalaniu prawdy. To nie spodobało się prokurator Procyk, która w apelacji nazwała niewinnego mężczyznę „seryjnym gwałcicielem”. W 2008 roku sąd okręgowy we Wrocławiu ostatecznie zakończył sprawę, uniewinniając Tomasza Komendę. Potrzebne było kolejnych 10 lat, aby okazało się, że jest też niewinny w sprawie zamordowanej 15-latki! "
Przedwczoraj rzecznik Sądu Najwyższego sędzia Laskowski w programie "Minęła 20" skomentował sprawę sędziego z USA przyłapanego na kradzieży bielizny swojej sąsiadki: "Sędzia jeśli ukradł, to nie może być sędzią".
Himalaje hipokryzji, zakłamania, bezczelności i głupoty... a co z sędzią Topyłą co ukradł 50 złotych ze stacji benzynowej i co z sędzią Maryczem co ukradł cześć do wiertarki za 95 złotych ?
Więzień polityczny III RP, Zygmunt Miernik, to bohater "tortowego protestu". W 2013 r. na procesie generała Czesława Kiszczaka rzucił tortem w prowadzącą sprawę sędzię Annę Wielgolewską. Za ten "happening" został skazany na 10 miesięcy więzienia.
niedziela, 1 kwietnia 2018
Bezpłatne posiłki w szkołach są świetna inwestycją
Bezpłatne posiłki w szkołach są świetna inwestycją
Naukowcy Instytutu IZA poważnie zbadali sprawę bezpłatnych posiłków dobrej jakości w szkołach podstawowych, http://ftp.iza.org/dp11234.pdf
Long-Term Effects of Childhood Nutrition: Evidence from a School Lunch Reform. Jesper Alex-Petersen, Petter Lundborg, Dan-Olof Rooth
Niedożywienie dzieci skutkuje niedoborem wzrostu, wagi, wydolności fizycznej, inteligencji a także ogólnym spadkiem odporności na infekcje.
Wielki Kryzys dosłownie niszczył Polskę, także biologicznie. Prowadzone przez lekarzy badania wykazywały że dzieci biedaków mają spory niedobór masy i wzrostu i są ogólnie chorowite.
Polski żołnierz w wojnie obronnej 1939 roku był niższy, lżejszy i mniej wytrzymały niż napastnik, nierzadko będący dodatkowo pod wpływem narkotyków.
Przeprowadzenie wiarygodnych badań nie jest łatwe z uwagi na niepełne i fragmentaryczne dane. Do badań bardzo użyteczne są przykładowo dane z poboru do służby wojskowej. Każdemu rekrutowi mierzy się wzrost i wagę. Ocenia się stan jego zdrowia. Znana jest ścieżka edukacyjna tych osób a także status społeczny ich rodziców. Niestety dane wojskowe dotyczą w zasadzie tylko męższczyzn.
Nierzadko niedożywione dzieci mają jako dorośli nadwagę lub są chorobliwie otyli.
I tak w Szwecji:
"Our estimates suggest that exposing a child to 9 years of healthy school meals will increase the child's lifetime earnings by approximately SEK 102,000 ($11,700), discounting future earnings at a 3-percent interest rate and counting earnings from age 21 to 65. This is almost four times the total discounted cost of the program, which amounts to SEK 26,900 ($3,080). The benefit-cost ratio increases substantially if we single in on the children in poor families (bottom quartile of household income). For these children, 9 years of exposure increased earnings by 5.45 percent, meaning that the discounted bene ts were seven times larger than the discounted costs. One should keep in mind that this simple back-of-the envelope calculation only counts the income benefits of the school lunch program and that other important benefits are not accounted for."
Bezpłatne posiłki dobrej jakości w szwedzkich szkołach podstawowych zwiększyły zarobki dzieci jako aktywnych osób dorosłych w okresie 21-65 lat o 3%, a o 5.45% tych dzieci, które korzystały od wcześniejszego wieku i z biedniejszych rodzin.
Opłacalność inwestycji w szkolne posiłki jest wprost szalona. Z każdej zainwestowanej korony otrzymano 3.8 korony a w przypadku dzieci z rodzin biedniejszych dużo więcej.
Zacytowana publikacja zawiera sporo unikalnych danych użytecznych dla badaczy tematu.
To prawda że repertuar potraw w szkolnych stołówkach PRL nie był duży. Niektóre stołówki szkolne był brudne i zaniedbane i Sanepid je zamykał ale rzadko dochodziło do zatruć pokarmowych bowiem potrawy były gotowane. Na dużej przerwie zapach obiadu roznosił się po całej szkole. Ja nie korzystałem ze stołówki ale nie pamiętam żeby ktoś powiedział że obiad mu nie smakował albo że dalej jest głodny.
W PRL było sporo dobrych rzeczy i rozwiązań, które z rozmysłem porzucono zaszczepiając zabójcze patologie.
Autor będąc w latach dziewięćdziesiątych pierwszy dzień w koncernie mikroelektronicznym referował temat, dostrzegając że dyskretnie pokazano mu zegarek. Nadeszła pora na przerwę obiadową i wszyscy co do jednego, poszliśmy do STOŁÓWKI na obiad !
Naukowcy Instytutu IZA poważnie zbadali sprawę bezpłatnych posiłków dobrej jakości w szkołach podstawowych, http://ftp.iza.org/dp11234.pdf
Long-Term Effects of Childhood Nutrition: Evidence from a School Lunch Reform. Jesper Alex-Petersen, Petter Lundborg, Dan-Olof Rooth
Niedożywienie dzieci skutkuje niedoborem wzrostu, wagi, wydolności fizycznej, inteligencji a także ogólnym spadkiem odporności na infekcje.
Wielki Kryzys dosłownie niszczył Polskę, także biologicznie. Prowadzone przez lekarzy badania wykazywały że dzieci biedaków mają spory niedobór masy i wzrostu i są ogólnie chorowite.
Polski żołnierz w wojnie obronnej 1939 roku był niższy, lżejszy i mniej wytrzymały niż napastnik, nierzadko będący dodatkowo pod wpływem narkotyków.
Przeprowadzenie wiarygodnych badań nie jest łatwe z uwagi na niepełne i fragmentaryczne dane. Do badań bardzo użyteczne są przykładowo dane z poboru do służby wojskowej. Każdemu rekrutowi mierzy się wzrost i wagę. Ocenia się stan jego zdrowia. Znana jest ścieżka edukacyjna tych osób a także status społeczny ich rodziców. Niestety dane wojskowe dotyczą w zasadzie tylko męższczyzn.
Nierzadko niedożywione dzieci mają jako dorośli nadwagę lub są chorobliwie otyli.
I tak w Szwecji:
"Our estimates suggest that exposing a child to 9 years of healthy school meals will increase the child's lifetime earnings by approximately SEK 102,000 ($11,700), discounting future earnings at a 3-percent interest rate and counting earnings from age 21 to 65. This is almost four times the total discounted cost of the program, which amounts to SEK 26,900 ($3,080). The benefit-cost ratio increases substantially if we single in on the children in poor families (bottom quartile of household income). For these children, 9 years of exposure increased earnings by 5.45 percent, meaning that the discounted bene ts were seven times larger than the discounted costs. One should keep in mind that this simple back-of-the envelope calculation only counts the income benefits of the school lunch program and that other important benefits are not accounted for."
Bezpłatne posiłki dobrej jakości w szwedzkich szkołach podstawowych zwiększyły zarobki dzieci jako aktywnych osób dorosłych w okresie 21-65 lat o 3%, a o 5.45% tych dzieci, które korzystały od wcześniejszego wieku i z biedniejszych rodzin.
Opłacalność inwestycji w szkolne posiłki jest wprost szalona. Z każdej zainwestowanej korony otrzymano 3.8 korony a w przypadku dzieci z rodzin biedniejszych dużo więcej.
Zacytowana publikacja zawiera sporo unikalnych danych użytecznych dla badaczy tematu.
To prawda że repertuar potraw w szkolnych stołówkach PRL nie był duży. Niektóre stołówki szkolne był brudne i zaniedbane i Sanepid je zamykał ale rzadko dochodziło do zatruć pokarmowych bowiem potrawy były gotowane. Na dużej przerwie zapach obiadu roznosił się po całej szkole. Ja nie korzystałem ze stołówki ale nie pamiętam żeby ktoś powiedział że obiad mu nie smakował albo że dalej jest głodny.
W PRL było sporo dobrych rzeczy i rozwiązań, które z rozmysłem porzucono zaszczepiając zabójcze patologie.
Autor będąc w latach dziewięćdziesiątych pierwszy dzień w koncernie mikroelektronicznym referował temat, dostrzegając że dyskretnie pokazano mu zegarek. Nadeszła pora na przerwę obiadową i wszyscy co do jednego, poszliśmy do STOŁÓWKI na obiad !
Subskrybuj:
Posty (Atom)



