sobota, 13 października 2018

Parę faktów o "polskich" sądach 176

Parę faktów o "polskich" sądach 176

"Chwalą Nas ! My Was a Wy Nas !"

Polski profesor prawa. Prof. Rzepliński
Autorytet prawnicze. Prof. Hołyst
Autorytet prawnicze. Prof. Widacki

piątek, 12 października 2018

Parę faktów o "polskich" sądach 175

Parę faktów o "polskich" sądach 175

Polskie autorytety prawne. Prof. Hanna Gronkiewicz - Waltz.
Polskie autorytety prawne. Prof. Katner.
 Polskie autorytety prawne. Prof. Chmaj
 Polskie autorytety prawne. Prof. Płatek

Parę faktów o "polskich" sądach 174

Parę faktów o "polskich" sądach 174

 W okresie PRL sterowana z Moskwy wszechmogąca Partia decydowała o awansach naukowców i przyznawaniu im tytułów. W dziedzinie nauk społecznych najważniejszym kryterium były zasługi w umacnianiu władzy ludowej i Partii. Masowo fałszowano historie. Wypisywano brednie o "centralizmie demokratycznych" czyli czymś co nie istnieje. W procesie selekcji negatywnej kreowano załosne miernoty na autorytety.
W demokratycznym państwie ta grupa perwersyjnych "autorytetów" winna być osądzona i skazana za zdradę za kolaboracje z sowieckim okupantem.
W III RP kolesiowie sami decydują kto zostanie autorytetem. Nierzadko są to byli Tajni Współpracownicy sił ciemności.  Już tworząc "Peryferyjny Kapitalizm Zależny" ( dostępny w GoogleBooks) podniosłem że polskie nauki społeczne faktycznie nie istnieją. Nie ma żadnych cytowanych za granicą publikacji na przykład z dziedziny prawa w sytuacji gdy te dziedziny w światowej nauce żyją i trwa wymiana myśli. Nauki społeczne nie zauważyły Transformacji ustrojowej !
Obecnie https://twitter.com/Eric00001989, daje zrzuty ekranów z Web of Science o "Autorytetach prawniczych". Często profesorowie nie potrafią poprawnie sklecić jednego zdania złożonego. Nie wiadomo w jaki sposób zostali profesorami i czy może obecnie też wysługują się bezpieczniackiej mafii.

Autorytet prawnicze. Prof. Zbigniew Ćwiąkalski
Elity polskiego prawa. Prof. Stanisław Biernat, UJ
"Polski" profesor prawa. Prof. Andrzej Zoll.

Parę faktów o "polskich" sądach 173

Parę faktów o "polskich" sądach 173

https://niezalezna.pl/238603-pupile-bezpieki-i-entuzjasci-partii-komunistycznej-zobacz-liste-sedziow-sadu-najwyzszego
"Dosyć mówienia o samooczyszczeniu Sądu Najwyższego! Taki argument to farsa, co pokazuje publikowana po raz pierwszy przez portal Niezalezna.pl lista 41 sędziów, którzy do dziś są na liście Sądu Najwyższego nie respektującego zapisów obowiązującej ustawy o SN, oraz tych, którzy przeszli w stan spoczynku już po wybuchnięciu sporu o Trybunał Konstytucyjny w 2015 r. Lista zostanie uzupełniona, bo kolejne ciekawe materiały są w opracowaniu.

Lista sędziów Sądu Najwyższego od 2015 do 2018 r.

Tomasz Artymiuk - do składu SN dotarł w 2007 r. Dopiero publikacje „GP” ujawniły, że akces do PZPR zgłosił w listopadzie 1989 r. gdy znaczna część działaczy opuszczała tonący okręt. Ówczesny sędzia sądów wojskowych jednak mimo zmian ustrojowych ubiegał się o miejsce w partyjnych szeregach. Jako entuzjaście partii komunistycznej, łatwo przyszło mu uchronienie przed odpowiedzialnością karną partyjnego sędziego SN z lat 1985-1990 Leopolda Nowaka, który w stanie wojennym skazał przywódcę strajku. Nowak zastosował dekret o stanie wojennym, który w momencie czynu oskarżonego nie miał mocy prawnej.

Teresa Bielska-Sobkowicz - w PRL działacz ZSMP. W stanie wojennym wyjeżdżała do Moskwy do swojego brata Janusza Bielskiego, który od 1980 r. pracował tam jako ekspert w sekretariacie RWPG. W latach 80. zajmował on czołowe stanowiska w stołecznych komórkach aparatu ZSMP i PZPR. Sędzia Bielska-Sobkowicz orzeka w SN od 2002 r.

Wiesław Błuś – jest również od 2002 r. w składzie SN. W 2016 r. przejął rolę prezesa Izby Wojskowej po przejściu w stan spoczynku gen. Janusza Godynia. Jeszcze podczas jego studiów na wydziale prawa w Lublinie w 1975 r. zainteresowała się nim bezpieka. Choć chciano go zwerbować na TW, Błuś już na pierwszym spotkaniu wyraził wolę etatowej pracy w SB. Był kandydatem na funkcjonariusza wywiadu SB. Jednocześnie założono jego teczkę KO o ps. Ręczajski. Powodem fascynacji sędziego bezpieką miała być kariera jego ojca Czesława Błusia - oficera LWP ze Sztabu Wojskowego w Lublinie. Ostatecznie w 1980 r. Błuś rozmyślił się co do swojej przyszłości i odtąd zakończyły się kontakty jego z funkcjonariuszami MSW.

Marian Buliński - Od 1990 r. w Izbie Wojskowej SN orzekał Marian Buliński. W stanie wojennym będąc w stopniu porucznika, a następnie kapitana, Buliński pełnił rolę sędziego Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy i Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Skazywał m.in. za organizowanie strajków, rozpowszechnianie treści godzących w ustrój PRL czy za działalność w NZS. Jako porucznik LWP skazał w grudniu 1981 r. m.in. Józefa Orębskiego za rozpowszechnianie na plakatach napisów antypaństwowych i antypartyjnych. Zasądził karę roku pozbawienia wolności. Później dziwnie złagodniał. W 2014 r. należał do składu orzekającego, który uniewinnił stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim.

Krzysztof Cesarz – w latach 70. i 80. PRL łączył orzekanie z zaangażowaniem w działalność w PZPR. Władza dostrzegła go dając mu w 1985 r. Brązowy Krzyż Zasługi. Sędzia Cesarz był przewodniczącym składu SN, który w czerwcu 2018 r. odrzucił kasację drukarza pozwanego za odmowę aktywistom LGBT druku plakatu Z archiwów IPN wynika, że ojciec sędziego Marian Cesarz, zaraz po wojnie walczył w mundurze KBW z Żołnierzami Wyklętymi. Jako członek PPR, żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (w funkcji zastępcy dowódcy Zwiadu) Marian Cesarz zajmował się m.in. sprawami polityczno-wychowawczymi. W trakcie swojej służby był szkolony w Oficerskiej Szkole Informacji WP. Jego syn, sędzia Krzysztof Cesarz dał o sobie znać również niedawno, nie przyjmując do wiadomości, że zgodnie ze znowelizowaną ustawą o SN został odesłany w stan spoczynku. Złożył pozew do Izby Pracy SN domagając się orzeczenia wobec niego statusu czynnego sędziego. Sąd Najwyższy wykorzystał to do sformułowania 19 września kolejnych już pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE, które mają sparaliżować zmiany w SN. Orzekanie w tym sądzie Krzysztof Cesarz rozpoczął w 2004 r.

płk Józef Dołhy - od 1990 r. orzekał w SN. W PRL należał do Stronnictwa Demokratycznego. Uczestniczył w procesach politycznych jako sędzia Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni. Były to sprawy osób oskarżonych m. in. o czyny z pierwszych dni stanu wojennego, gdy nie obowiązywał dotyczący jego dekret. Wśród wyroków sędziego był ten wydany na Grzegorza Kukowskiego. Skazano go na 2 lata więzienia za sporządzenie napisu antykomunistycznego na terenie jednostki wojskowej. W innym wyroku wobec Stanisława Pszczółkowskiego orzeczono karę 4 lat pozbawienia wolności za wypowiedzenie słów „to ostatnie oddechy komuny”, czy o oficerach- politrukach - „powiesić takich politycznych” . W 2017 r. sędzia Dołhy przeszedł w stan spoczynku.

Dariusz Dończyk - w PRL człowiek ZSMP. Jeszcze ucząc się na wydziale prawa był aktywistą Związku. Został przedstawicielem ZSMP z wydziału Prawa i Administracji na forum UMK w Toruniu. Sędzia Dończyk orzeka w SN od 2009 r.

Tadeusz Ereciński – w PRL będąc pracownikiem naukowym na UW wyraził zgodę na kontakt z SB i przekazanie jej informacji. Choć w latach 70. był kandydatem na TW a nie tajnym współpracownikiem, podzielił się swoją wiedzą z bezpieką deklarując jako swój obowiązek lojalność wobec SB. Ereciński wyraził wobec funkcjonariusza SB oburzenie wobec zaobserwowania "wrogich poczynań" przeciwko PRL ze strony przebywających zagranicą prof. Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego. W SN orzekał w latach 1990-2016. Był prezesem izby cywilnej.

Teresa Flemming-Kulesza – była w podobnym okresie w SN jak prof. Ereciński. Przez ponad trzy lata pełniła funkcję prezesa izby. Jest córką płk LWP Mariana Flemminga, stalinowskiego prawnika, wieloletniego oficera śledczego Naczelnej Prokuratury Wojskowej z czasu najokrutniejszych represji. Pracował z Heleną Wolińską, był też z nią w POP PZPR. Domagał się od sądów pryncypialnych represji uzasadnionej potrzebą karności. W okresie powojennym zasłużył się też w walce z „bandami” czyli Żołnierzami Wyklętymi. Flemming-Kulesza w latach 2002-2010 zasiadała w KRS. Jej mąż Marian Kulesza był reżyserem jak i sekretarzem PZPR ds. propagandy.

Małgorzata Gersdorf - w latach 80. działała w komunistycznej młodzieżówce SZSP pełniąc funkcję w uczelnianej strukturze Związku. Jej matka, Alicja Nierychlewska-Gersdorf, sędzia okresu PRL, w 1980 r. przeniosła się do pracy w SN w funkcji starszego specjalisty. Mąż Małgorzaty Gersdorf - Bohdan Zdziennicki udzielał się w PZPR, pracował w resorcie sprawiedliwości. W jego rodzinie był czołowy prominent PRL Henryk Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa, który rozdawał i zabierał nominacje sędziowskie w minionym ustroju. Zdziennicki został po upadku komunizmu wiceministrem rządów lewicowych i prezesem TK. Prof. Gersdorf w SN znalazła się w 2008 r.

Janusz Godyń – gen. dywizji, który w pracy w Sądzie Najwyższym spędził lata 1990 - 2016 i przez cały ten okres był tam szefem Izby Wojskowej SN. Od początku lat 70. Rozwijał swoją karierę w PZPR. Od wtedy również służył w szeregach Wojsk Ochrony Pogranicza - organie bezpieki PRL. Szybko jako sędzia został szefem sądów wojskowych PRL. W opiniach służbowych oficera LWP wskazywano, że "W pełni uznaje i realizuje socjalistyczne ideały w każdej dziedzinie". Jego służba sądownicza przebiegała w zgodzie "z duchem idei marksistowsko- leninowskich". Przełożeni Godynia ze szczytów władz systemu komunistycznego chwalili go za postawę i zaangażowanie w okresie stanu wojennego.

Katarzyna Gonera – znalazła się w składzie SN w 2000 r. Sędzia zasłynęła w 2014 r. wypowiedzią, że w latach 80. sędziowie mieli łatwo, jeśli chcieli być niezawiśli a sąd był wówczas miejscem, który pozwalał sędziom na sporą niezależność. Sędzia Gonera miała taką perspektywę, jako córka komunistycznego generała dywizji MSW Zenona Trzcińskiego, który przez lata był komendantem Akademii Spraw Wewnętrznych szkolącej esbeków na jeszcze bardziej wydajnych i skutecznych w eksterminacji polskich patriotów. Pełnił także w latach 80 funkcję Komendanta Głównego MO.

Antoni Górski - od lat 70. orzekał w białostockich sądach: powiatowym i wojewódzkim. Doszedł do funkcji prezesa sądu wojewódzkiego. Od 1997 r. był delegowany do pełnienia czynności sędziego SN. W 2010 r. został przewodniczącym KRS i funkcję tę sprawował przez cztery lata. W 2017 r. przeszedł w stan spoczynku.

Beata Gudowska - w latach 70. łączyła orzekanie z udzielaniem się w PZPR i Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Jakby tego było mało, należała też do kontrolowanej przez prawników z wierchuszki MSW i LWP organizacji Zrzeszenie Prawników Polskich. Beata Gudowska pracowała w PRL w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Wcześniej orzekała w Okręgowym Sądzie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Krakowie i Sądzie Rejonowy w Myślenicach. Jej ojciec Jacek Albrecht był kierownikiem działu lokalnych organach ówczesnej władzy - w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Później pracował też w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie. Dostała się do SN w 1999 r.

Jacek Gudowski – podobnie jak żona - członek PZPR, TPPR. Pod koniec lat 70. był on przewodniczącym wydziału cywilnego w Sądzie Rejonowym w Bochni. Później powołano go na przewodniczącego wydziału w Sądzie Wojewódzkim w Tarnowie. Wreszcie pod koniec PRL został sędzią wizytatorem w krakowskim sądzie wojewódzkim. Był wieloletnim członkiem PZPR i tkwił w partii nawet po wyborach do Sejmu kontraktowego 4 czerwca 1989 r. W SN był o 9 lat wcześniej niż żona, w 1990 r. We wrześniu br. ignorując przeniesienie go w stan spoczynku ustawą o SN, przystąpił do orzekania.

Józef Iwulski – oficer LWP wyszkolony przez WSW. Uzyskał stopnień kapitana. Orzekał jako członek PZPR. Do 1989 r. tkwił w partii, wydając w sądzie wojskowym wyroki skazujące na opozycjonistów w okresie stanu wojennego. Jak ujawniono za archiwami IPN, sędzia orzekał w procesach politycznych łącznie 16 opozycjonistów. Sędzia ukrywał te fakty, a także to, że jego żona była w SB, a rodzice w MO. Zostały one upublicznione dopiero po podniesieniu jego kandydatury do rangi pierwszego prawnika w państwie. W Sądzie Najwyższym RP jest od początku, tj. od czerwca 1990 r. Sędzia Iwulski do czasu ujawnienia jego prawdziwego dossier, przedstawiał się jako prawnik związany w PRL z Solidarnością.

Przemysław Kalinowski - znalazł się w SN w 1997 r. W połowie lat 80. orzekał w warszawskim sądzie rejonowym. Udawał się też w tym okresie w delegację z ministerstwa sprawiedliwości do bratnich Węgier. Kalinowski był ekspertem publikującym prawne komentarze do dekretu o stanie wojennym. Publikował też w biuletynach Akademii Spraw Wewnętrznych i MO. Jego ojciec Stefan Kalinowski w okresie stalinizmu był delegowany do SN, orzekał tam później jako sędzia.

Anna Kozłowska - ur. Orzeka od 1978 r. W PRL była członkiem PZPR. W stanie wojennym pełniła funkcję przewodniczącego wydziału cywilnego SR w Radomiu. Została wówczas delegowana do Ministerstwa Sprawiedliwości do wydziału rewizji nadzwyczajnych. Podobną funkcję objęła w ministerstwie już w III RP, za rządów postkomunistów z SLD-PSL - gdy ministrami sprawiedliwości byli kolejno Jerzy Jaskiernia i Włodzimierz Cimoszewicz. Sędzia Kozłowska została nominowana do SN w 2011 r.

Jerzy Kuźniar - w PRL orzekał w Sądzie Wojewódzkim w Rzeszowie. Jego żona Marta Kuźniar pracowała w biurze podróży Almatur należącym do młodzieżówki komunistycznej ZSP. Była tam referentem. W 1988 r. Jerzy Kuźniar dosłużył się Srebrnego Krzyża Zasługi. Ojciec Marian Kuźniar był w Rzeszowie z-cą Naczelnika Urzędu Skarbowego, a siostra Barbara Kuźniar Jabłczyńska kierownikiem w Izbie Skarbowej. Od 1995 r. sędzia Kuźniar pozostawał w SN.

Michał Laskowski – rzecznik SN. Jego ojciec Mikołaj Laskowski po wojnie był podporucznikiem LWP. Został przeniesiony do rezerwy w 1952 r. Od 1962 r. ojciec sędziego należał do PZPR. Sędzia Michał Laskowski pozostaje od 2009 r. w SN. Zapamiętana została jego wypowiedź z konferencji prasowej w 2017 r. w której zaprzeczał tezie, że w SN są nadal sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów w procesach politycznych, sędziowie zbrodniarze komunistyczni.

ppłk Edward Matwijów był członkiem PZPR od 1970 r. W 1986 r. uchwałą Rady Państwa powołany na sędziego SN. Od tego czasu orzekał aż do 2015 r. w Izbie Wojskowej SN. Płk Edward Matwijów był wieloletnim członkiem PZPR i pozostał jej do końca wierny. Od 1976 r. współdziałał z SB, zarejestrowany jako właściciel lokalu kontaktowego, mający ps. „Marynarz”. Jego brat Zbigniew był funkcjonariuszem SB pracującym w Gdańsku. Funkcjonował on w kontrwywiadzie bezpieki. Ojciec braci Matwijów był funkcjonariuszem MO. Od 1978 r. Matwiejów był sędzią Sądu Marynarki Wojennej, później Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego. W obu tych sądach był kierownikiem grupy partyjnej. Już od 1986 r. orzekał w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego. W 1988 r. w ocenie służbowej podkreślano, że jest niezwykle „pryncypialny w zakresie oceny społecznej szkodliwości czynów". Zaznaczano, że potwierdził „swoje zalety” w okresie stanu wojennego. W 1982 r. ukończył WUML a w 1975 kurs prokuratorów i sędziów wojskowych. Sędzia Matwijów ma na swoim koncie liczne wyroki skazujące w stanie wojennym wrogów systemu komunistycznego. Skazał m.in. za głoszenie patriotycznych kazań księdza, prześladowanego za to samo przez bezpiekę. To że Matwijów był w 2008 r. nadal orzekającym sędzią, pozwoliło na odmowę za jego sprawą uchylenia przez SN immunitetu innego sędziego Zdzisława B., który, jak on, skazywał w 1981 r. B. skazał dwóch opozycjonistów stosując dekret o stanie wojennym, za nim to prawo zaczęło formalnie obowiązywać. Matwijów w SN był do połowy 2015 r.

Anna Owczarek – została sędzią za sprawą uchwały Rady Państwa PRL-u z 1979 r. Była w partii jeszcze od lat 70-tych jako asesor sądowy. Na początku lat 80. nie tylko orzekała ale i kierowała partyjną organizacją w kaliskim sądzie rejonowym. W stanie wojennym delegowano ją do ministerstwa sprawiedliwości. Pracowała w departamencie nadzorującym, czy sądy wydają wyroki zgodne z wytycznymi partii. Za pracę była w PRL nagradzana krzyżami zasługi komunistycznego państwa. Została nominowana na sędziego Sądu Najwyższego w 2012 r. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego

Lech Paprzycki – w PRL wpływowy członek ZSL zasiadający w lokalnych władzach tej formacji politycznej zależnej całkowicie od PZPR. Był m.in. zastępcą szefa ZSL w Pruszkowie. W latach 70. był delegowany do ministerstwa sprawiedliwości. W 1988 r. został doceniony Złotym Krzyżem Zasługi dla PRL. Został posłem z ramienia Stronnictwa do Sejmu X kadencji. W latach 90. był nominatem PSL w roli zastępcy przewodniczącego Trybunału Stanu. Od 1999 r. kierował Izbą Karną SN. W stan spoczynku przeszedł dopiero w połowie 2016 r.

Marek Pietruszyński – został sędzią izby wojskowej SN. Jest współautorem uchwały ograniczającej moc dowodów uzyskanych z kontroli operacyjnej, co oznacza utrudnienie w zwalczaniu korupcji. W 2015 r. Pietruszyński oddalił skargę rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, którzy żalili się na przewlekłość prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Pietruszyński uznał, że prokuratura nie łamie żadnych praw pokrzywdzonych ani nie ogranicza im dostępu do materiałów śledztwa. Ojciec sędziego Henryk Pietruszyński – był w latach 1975-1984 zarejestrowany przez SB jako TW ps. „Jeleń”. Pracował w Hucie "Warszawa", „Jeleń” napisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką a później w jej trakcie przekazał jej pięć donosów. Dotyczyły one m. in. interesującego SB doktoranta PAN Leszka Świętochowskiego wobec którego prowadziła sprawę o krypt. „Kronikarz”.Bezpieka z Wydziału III-1 KSMO zbierała też dane o głosach niezadowolenia wśród zatrudnionych w hucie. W 1982 r. stracił chęć do dalszych kontaktów z SB i został wyrejestrowany.

Henryk Pietrzkowski - W 1998 r. dokooptowano go do grona sędziowskiego w SN. Wcześniej, w latach 80., grał pierwsze skrzypce w komórkach partyjnych w łódzkim sądzie rejonowym jak i w Komitecie Łódzkim PZPR. Dał się też poznać jako bohater afery korupcyjnej w Sądzie Najwyższym, którą ujawniono w 2012 r. Jak wynika z zebranych z podsłuchu materiałów CBA, sędzia Pietrzkowski udzielał innemu sędziemu z NSA wskazówek, jak napisać skuteczną kasację dla jednego z biznesmenów.

Krzysztof Pietrzykowski - Również w 2005 r. do grona sędziowskiego SN dotarł Krzysztof Pietrzykowski - działacz młodzieżówek komunistycznych a później członek PZPR. Jego ojciec Janusz Pietrzykowski w PRL był w latach 60-tych sędzią SN.

Tadeusz Płóciennik - od 2005 r. jest wydającym wyroki w SN. Nie przeszkodziło w powołaniu go do tak zaszczytnej funkcji, że w stanie wojennym orzekał w sprawach politycznych przeciwko opozycjonistom. Płóciennik zrealizował w PRL karierę sędziowskiego działacza komunistycznego udzielającego się nie tylko w PZPR ale i jako szef koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Po 1989 r. nie tylko awansował do SN, ale i pełnił dotąd funkcję przewodniczącego wydziału w Izbie Karnej SN. W 2010 r. przewodniczył składowi SN, który podjął uchwałę, że zbrodnie komunistyczne,w tym zbrodnie sądowe, podlegają przedawnieniu zgodnie z postanowieniami Kodeksu karnego, a więc najczęściej po 15 latach. W 2007 r. Płóciennik był też współautorem uchwały SN, podjętej dla zwolnienia z odpowiedzialności sędziów, którzy skazywali opozycjonistów za strajki w dniach 13-16 grudnia 1981 r. gdy dekret o stanie wojennym nie był jeszcze obowiązującym prawem.

Zbigniew Puszkarski - wydał w 1986 r. wyrok w procesie zmanipulowanym przez SB. Kierownictwu MSW zależało, by w toku postępowania sądowego nie wyszły na jaw metody pracy milicji. Chodzi o sprawę, w której Puszkarski skazał milicjanta za przyjęcie od tajnego informatora kradzionych przedmiotów. Media sugerowały już w 2006 r., że Puszkarski został wybrany jako zaufany sędzia resortu. Puszkarski już po zmianach ustrojowych udzielił odnowy lustracji Zyty Gilowskiej uzasadniając, że po zdymisjonowaniu nie podlega lustracji z urzędu. Zaś w 2014 r. jako sędzia ze składu SN Puszkarski utrzymał w mocy umorzenie z powodu przedawnienia karalności procesu dawnego oficera śledczego UB Tadeusza K., oskarżonego przez IPN o to, że w okresie stalinowskim stosował bestialskie metody przesłuchań. Od 2010 r. pozostawał w SN.

Krzysztof Rączka - W latach 1984–1993 był zatrudniony w Radzie Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów, w której powierzono mu funkcje sekretarza Zespołu Prawa Pracy i Ubezpieczeń Społecznych oraz członka Zespołu Prawa Cywilnego. Premierami byli wówczas tacy dygnitarze PRL jak gen. Wojciech Jaruzelski, Zbigniew Messner, Mieczysław Rakowski czy Czesław Kiszczak. W latach 2008–2016 Rączka pełnił funkcję dziekana Wydziału Prawa i Administracji UW. W 2016 powołany został na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego.

Jan Bogdan Rychlicki z Izby Wojskowej SN od 1990 r. w stanie wojennym zostawał członkiem składów sędziowskich w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w Koszalinie oraz w Sądzie Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. Skazywał za działalność opozycyjną wrzucając na lata do więzień działaczy niepodległościowych. W 2013 r. sędzia Rychlicki znalazł się w składzie sądu SN, który zamknął sprawę przeciwko Tomaszowi Turowskiemu - po tym jak zataił on swoją pracę dla wywiadu PRL w oświadczeniu lustracyjnym. Sędziowie uznali, że Turowski mógł skłamać, bo „działał w stanie wyższej konieczności”.

Dorota Rysińska – orzekała w latach 80. w procesach politycznych. To żona sędziego Sądu Apelacyjnego w st. spoczynku Pawła Rysińskiego, który uniewinnił prawomocnie Beatę Sawicką i Mirosława Wądołowskiego w głośnej sprawie o korupcję. Jej matka Danuta Sandomierska również była znaną sędzią, członkiem PZPR. Od roku 1967 była wiceprezesem a od 1972 r. prezesem Sądu Powiatowego w Płocku. W stanie wojennym była prezesem Sądu Wojewódzkiego w tym mieście. Sędzia Sandomierska zbierała medale i odznaczenia PRL. Złoty Krzyż Zasługi czy Medal brązowy za Zasługi dla Obronności Kraju, czy Medal Brązowy "Za zasługi w ochronie porządku publicznego". Była członkiem KW PZPR w Płocku, zasiadała tam w komisji rewizyjnej. Jej córka, sędzia Dorota Rysińska rozpoczęła pracę w SN w 2000 r. Orzekała w nim do lipca 2018 r.

Andrzej Siuchniński – od 1998 r. orzeka w SN i stara się pozostać w jego składzie. Złożył prezydentowi oświadczenie o woli dalszego orzekania powołując się jednak nie na ustawę o SN ale bezpośrednio na konstytucję. Siuchniński orzekał w procesach politycznych w stanie wojennym. W grudniu 1981 r. skazał w Sądzie Wojewódzkim w Bydgoszczy Marka Kunickiego na rok pozbawienia wolności. Innym razem skazał Ewę Nowicką - przewodniczącą NSZZ "S" w bydgoskich zakładach "Ema-Belma". Skazano ją z dekretu o stanie wojennym na 10 miesięcy pozbawienia wolności. Z kolei na rok więzienia skazał w 1982 r. Zbigniewa Wierzbickiego za organizowanie strajku.

Jacek Sobczak – sędzia SN w latach 1999-2016, który skazywał w stanie wojennym za działalność wrogą wobec systemu komunistycznego. W wolnej Polsce został uczyniony ekspertem od różnego rodzaju wolności demokracji - wolności słowa, wolności ekspresji artystycznej, wolności badań naukowych. Tych wolności uczył się także zasądzając w PRL wyroki i redagując pismo "Nowe Prawo" będące jednym z ważniejszych organów propagandy komunistycznej dla prawników. Sobczak redagował ten periodyk w wąskim gronie z z płk. Kryspinem Mioduskim na czele. Mioduski jako komunistyczny zbrodniarz sądowy w okresie stalinowskim był zastępcą szefa Naczelnego Sądu Wojskowego. Zasądzał w nim też wyroki i trafił na listę Mazura stalinowskich zbrodniarzy. Naczelnym pisma był komunistyczny prominent, minister sprawiedliwości i I prezes SN Jerzy Bafia, który we wcześniejszych latach Polski Ludowej orzekał w sekcji tajnej Sądu Najwyższego.

Ppłk Jerzy Steckiewicz - Od 1976 w PZPR. Pracę w sądownictwie wojskowym rozpoczął w 1974 r. Został sędzią Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie. Od grudnia 1981 do maja 1983 r. pełnił obowiązki szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Białymstoku. W stanie wojennym był w składach sędziowskich w procesach politycznych, w których skazano opozycjonistów. W 1986 r. został sędzią SN. Był wielokrotnie wyróżniany przez komunistyczne władze. Jego brat Andrzej Steckiewicz był przewodniczącym wydziału prokuratury rejonowej w Elblągu.

Andrzej Stępka - w stanie wojennym był członkiem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. W PRL swojej kariery prawniczej nie zaczynał od pracy w sądzie. Wcześniej był specjalistą ds. pracowniczych w zakładach przemysłu skórzanego „Chełmek”. W 1982 r. został dopuszczony do prac tajnych o charakterze obronnym spraw wojskowych. Takie kwestie rozstrzygała bezpieka. Od 2013 r. pozostaje sędzią SN.

Maria Szulc - w składzie uniewinniającym sędziego oskarżonego o kradzież starszej kobiecie 50 zł na stacji benzynowej. W uzasadnieniu wyroku uznano, że to nie kradzież, tylko roztargnienie. Szulc powołano na sędziego uchwałą Rady Państwa PRL z 1980 r. Na kolejne szczeble kariery sędziowskiej powoływał ją zwierzchnik reżimu komunistycznego gen. Wojciech Jaruzelski. Szulc została nominowana na sędziego Sądu Najwyższego w 2012 r. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Krzysztof Startyk - w PRL członek Stronnictwa Demokratycznego. Jego matka była pracownikiem przedsiębiorstwa Konsumy w Olsztynie. Od 2012 r. w SN.

Katarzyna Tyczka-Rote – to sędzia SN od 2007 r., która zmieniła wyrok usuwający dyscyplinarnie z zawodu sędziego ze Szczecina, Pawła M., oskarżonego o kradzież elementu wkrętarki ze sklepu. Jej zdaniem, to byłaby kara zbyt surowa jak dal sędziego. Sędzia Katarzyna Tyczka-Rote w PRL była arbitrem Państwowej Komisji Arbitrażowej. Mąż Sędzi – Marek Rote – był w PRL wiceprokuratorem rejonowym w Kościanie. Dzisiejszy prokurator Prokuraury Regionalnej w Poznaniu, Rote, oskarżał w PRL działając jednocześnie w ZSMP i PZPR. Po ośmiu latach pracy w Kościanie dosłużył się Brązowego Krzyża Zasługi. Ojciec sędzi Katarzyny Tyczki- Rote, Mieczysław Tyczka, to znany jeszcze z PRL prof. prawa z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie kierował Katedrą Postępowania Cywilnego. Nie zamierzał wtedy być neutralny politycznie, ale działał w Stronnictwie Demokratycznym. W 1989 r. został nominowany ze strony rządowej na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Eugeniusz Wildowicz - W 2009 r. skład SN powiększył Eugeniusz Wildowicz. Jak wynika z akt IPN, był on zarejestrowany jako kontakt operacyjny SB w latach 1987-90 . Działał pod ps. „Gienek”. W styczniu 1990 zdjęto go z ewidencji, a materiały zniszczono „we własnym zakresie”. Bogumiła Ustjanicz - w 2010 r. uchyliła prawomocny wyrok, że prezes PiS-u nie powinien przepraszać wydawcy "Gazety Wyborczej" za porównanie jej do "Trybuny Ludu". Ustjanicz stwierdziła, że proces trzeba powtórzyć. Jest sędzią SN od 2009 r.

Dariusz Zawistowski - znany też jako wieloletni szef KRS, tworzył w niej duet z sędzią Waldemarem Żurkiem walczący z reformą wymiaru sprawiedliwości . Zawistowski został powołany do orzekania w SN w 2005 r. Jego ojciec był w latach 80. działaczem PZPR a zarazem szefem prokuratury wojewódzkiej w Legnicy i do dziś jest czynnym prawnikiem. Również matka pełniąca w PRL funkcje kierownicze, była w PZPR. Sędzia, pełniąca w SN inne funkcje niż orzekanie:

Urszula Daniuk – sędzia, Główny Specjalista Zespołu ds korespondencji SN. Początkowo - w latach 60. i 70. - pracowała jako asesor w Prokuraturze Powiatowej w Koszalinie. Później była sędzią w Okręgowym Sądzie Pracy i Ubezp. Społ. w Koszalinie a stamtąd trafiła na przełomie lat 80. do Sądu Okręgowego Pracy w Warszawie. W 1983 r. została przewodniczącym wydziału. Była członkiem PZPR. Jej mąż Piotr Daniuk – był w PRL prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w latach 80. Jeden z braci sędzi Urszuli Daniuk - Ryszard Pinis – był oficerem MO a drugi - Dariusz Pinis - asesorem Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. Dariusz Pinis był w prok. rejonowej w Jeleniej Górze jeszcze po 2000."

Parę faktów o "polskich" sądach 172

Parę faktów o "polskich" sądach 172

https://www.salon24.pl/u/pawel-janowski/846341,nie-zlodziej-bo-roztargniony
"Wtorek 20 lutego przeszedł do historii. Każdy młody prawnik będzie o tym się uczył, a na egzaminach nikt nie uniknie pytania o orzeczenie Sądu Najwyższego z tego dnia. To wielkie wydarzenie, tak wielkie, jak zdumienie, które rozlało się po Polsce.

Oto Sąd Najwyższy orzekał w sprawie dyscyplinarnej sędziego Mirosława Topyły. Decyzją sędziów, czyli przedstawicieli Kasty Nieomylnych, wspomniany pan został uznany niewinnym zarzutu kradzieży 50 zł. Tym samym SN zmienił wyrok sądu dyscyplinarnego I instancji, który usunął Topyłę ze stanu sędziowskiego w związku z tym zarzutem. I co teraz myślą sędziowie I instancji? Koniec ich kariery czy początek?

Jak wyznał przewodniczący składu orzekającego sędzia SN Wiesław Kozielewicz – 4 godziny rozpoznawano sprawę. Rzeczpospolita jest im bardzo wdzięczna za te 4 godziny. Wynik analizy ma kopernikańskie znaczenie, można tak powiedzieć. Hrubieszów, Lublin i Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej jest bardzo dumny z pana Wiesława Kozielewicza. W tych miastach rodził się, stawiał pierwsze kroki i słuchał uważnie wykładów z marksizmu-leninizmu. Tam żył i orzekał. Był młody i bardzo zdolny, gdy został członkiem Sądu Najwyższego w 1999. Strach pomyśleć, jak orzekał. Żeby było niezbyt wesoło, to trzeba dodać, że od 2014 r. jest Zastępcą Przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej. A wybory tuż, tuż. PSL może spać spokojnie, Platforma jeszcze spokojniej, jak taki sędzia będzie bronił rzetelności wyborów. Wieje grozą.

Zwłaszcza, gdy czytamy uzasadnienie tego historycznego wyroku. „SN poczynił odmienne ustalenia faktyczne i doszedł do wniosku, że należy obwinionego uniewinnić. (…) Z dopuszczonej opinii biegłego wynika, że obwiniony jest osobą odpowiedzialną, introwertyczną, natomiast charakteryzująca się dużym stopniem roztargnienia” — powiedziała sędzia SN Agnieszka Piotrowska.  Dodała, że opinia ta została skonfrontowana z pozostałymi dowodami, w tym zeznaniami świadków, i znalazła w nich potwierdzenie. Zdolni sędziowie i odważni. Skonfrontowali dowody ze świadkami, świadków z dowodami, kastę z rzeczywistością i wyszło, jak zawsze. Kasta ma rację, zwłaszcza gdy adwokat płacze, oskarżony płacze, oskarżyciel się wzrusza. To są przytłaczające argumenty.

Przypomnijmy, że w marcu zeszłego roku sędzia Topyła, ówczesny wiceprezes Sądu Rejonowego w Żyrardowie, buchnął 5 dych z lady. Działo się to pod Sochaczewem na stacji paliw. Starsza pani położyła banknot i na chwilę odwróciła się od kasy. „Znalezione nie kradzione” - mawiają szczęśliwcy.

Jednak ku zdziwieniu kasty nadzwyczajnej w lipcu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi - jako sąd dyscyplinarny I instancji - ukarał Topyłę usunięciem ze stanu sędziowskiego, czyli najwyższą karą dyscyplinarną – „sędzia dokonujący zaboru cudzych pieniędzy traci nieodwołalnie i na zawsze moralne prawo osądzania cudzych uczynków”. No i się sąd łódzki zdziwił we wtorek, bo Sąd Najwyższy, czyli Nieomylność Chodząca widzi to inaczej, ponieważ „z całkowitą pewnością nie da się wykluczyć tezy o „automatyzmie działania i roztargnieniu” obwinionego sędziego.

Gdzie kończy się roztargnienie, a gdzie się zaczyna? Zależy od rodzaju banknotu czy statusu osoby oskubanej? Biegli z psychologii pobiegli do biegłych z układów sędziowskich. Kasta z kastą lepią ciasto. Zakalec jaki jest każdy widzi, ale kasta karze nam wierzyć, że ciacho jest jak się patrzy – świeże i wyrośnięte. A raczej jak się nie patrzy. Bo takie wyroki to trzeba zjadać z zamkniętymi oczami, przyjmować na kolanach i połykać bez popijania."

czwartek, 11 października 2018

Królowie stołecznej reprywatyzacji. Zobacz, kto uzyskiwał największe odszkodowania w Warszawie

Królowie stołecznej reprywatyzacji. Zobacz, kto uzyskiwał największe odszkodowania w Warszawie

http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1297118,reprywatyzacja-miasto-jest-nasze-kto-uzyskiwal-najwieksze-odszkodowania-w-warszawie.html
"Królowie stołecznej reprywatyzacji. Zobacz, kto uzyskiwał największe odszkodowania w Warszawie

Wybitny cywilista i ekspert prawny czterech premierów otwiera listę pełnomocników, którzy od 2008 r. uzyskali w stolicy najwyższe odszkodowania.

Wyliczeń dokonało stowarzyszenie Miasto Jest Nasze (MJN) na podstawie oficjalnych danych stołecznego ratusza. Dziś zaprezentuje je podczas konferencji prasowej.
Lista najskuteczniejszych pełnomocników zaskakuje.

– Raport komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego okazuje się, mówiąc oględnie, niepełny. Opinia publiczna nie poznała osoby, która w procesie dzikiej reprywatyzacji uzyskała dla swoich klientów największą sumę odszkodowań – twierdzi Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej, związany z MJN. Chodzi o prof. Macieja Kalińskiego, numer jeden na liście. W ciągu ostatniej dekady był on pełnomocnikiem w ponad 80 sprawach. Dla klientów uzyskał odszkodowania w wysokości ponad 236 mln zł. To więcej niż drugi (Robert N.) i trzeci (Michał Sobański) razem wzięci. Dopiero piąte miejsce w zestawieniu zajmuje nestor polskiej reprywatyzacji mecenas Jan Stachura.

Profesor Kaliński, wykładowca w Instytucie Prawa Cywilnego UW, przez ostatnie osiem lat był członkiem rady legislacyjnej przy kolejnych premierach. W 2011 r. sporządził dla stołecznego ratusza opinię prawną, która stanowiła jedną z podstaw decyzji o zwrocie działki przy dawnej Chmielnej 70.

– Tę sprawę należy natychmiast wyjaśnić. Okazuje się, że najbardziej obrotnym prawnikiem był doradca premiera Morawieckiego – twierdzi Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO. Nie dodaje, że Kaliński doradzał też premierom Tuskowi i Kopacz. Z kolei o konieczności sprawdzenia powiązań prawnika z ratuszem mówi wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta: komisja poprosiła już miasto o wykaz spraw prowadzonych przez profesora. Odnośnie do kilkunastu z nich wszczęła też postępowania.

Sam prof. Kaliński przekonuje, że nigdy nie ukrywał zaangażowania w reprywatyzację. Nie przyjmował zleceń od handlarzy roszczeniami, a w licznych postępowaniach, w których brał udział, tylko raz wystąpił kurator osoby nieznanej z miejsca pobytu. A czy zlecenie przyjęte od ratusza i działalność w radzie legislacyjnej przy premierze nie narażały go na konflikt interesów?

– Opinia sporządzona na zlecenie Urzędu m.st. Warszawy dotyczyła kwestii umów indemnizacyjnych (to umowy, które w założeniu zamykały kwestie rozliczeń PRL z majątku pozostawionego w Polsce przez obywateli innych państw – red.). Ja zaś reprezentowałem osoby, które z indemnizacją nie miały nic wspólnego i nie podlegały tym układom. Fakt sporządzenia przeze mnie opinii nie stanowił więc żadnej przeszkody. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią rady legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej zaś się wyłączyłem – zapewnia Kaliński. Nie przeczy, że w tym, co robi, jest skuteczny. – Pamiętam jednak też o wielu sprawach, w których nie udało mi się doprowadzić do decyzji o odszkodowaniu. Niektórzy klienci mają do mnie o to pretensje – podkreśla.
Eksperci od reprywatyzacji

Najczęściej wymieniany w kontekście reprywatyzacji prawnik – adwokat Robert N. (w ostatnich dniach skierowano przeciwko niemu akt oskarżenia w związku ze sprawą Chmielnej 70) uzyskał łącznie 127 mln zł odszkodowań od 2008 r. Jego dawny patron, który zeznawał już przed komisją weryfikacyjną, adwokat Jan Stachura jest dopiero piąty w zestawieniu (38,7 mln zł uzyskanych odszkodowań). Co ciekawe, nestor polskiej reprywatyzacji jeszcze niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” nie przypominał sobie dobrze Roberta N., który terminował u niego w kancelarii. W latach 2008–2017 jednak panowie w 10 sprawach byli równocześnie ustanowionymi pełnomocnikami.

Pamiętać przy tym należy, że zestawienie obejmuje jedynie uzyskane odszkodowania. Natomiast Stachura oraz Robert N. wiele nieruchomości odzyskiwali w naturze.
Profesor numerem jeden

Największe kontrowersje wzbudza jednak „jedynka” na liście. Świetny polski cywilista, ekspert służący swą wiedzą czterem kolejnym premierom w ramach Rady Legislacyjnej, brał udział w uzyskaniu dla swych klientów 236 mln zł – czyli więcej niż dwóch kolejnych na liście razem wziętych (trzeci na liście Michał Sobański prowadził kilka spraw wraz z rankingową „jedynką”). Sam prof. Maciej Kaliński mówi, że nic złego nie robił. Reprezentował swoich klientów zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Nie brał też udziału w działaniach, które dziś są określane mianem dzikiej reprywatyzacji: nie reprezentował handlarzy roszczeniami ani nie działał metodą „na kuratora”.

– Kwota ponad 200 mln zł uzyskanych odszkodowań może robić wrażenie, ale proszę pamiętać, że sprawy, w których występowałem, dotyczyły najczęściej nieruchomości położonych w bardzo atrakcyjnych rejonach Warszawy, a nie na jej obrzeżach, ponieważ ich dawni właściciele należeli do osób niezwykle majętnych. Często kilka eksponowanych nieruchomości należało przed 1945 r. do jednej osoby – tłumaczy prof. Kaliński.

Aktywistów i polityków to jednak nie przekonuje. Większość jest zaskoczona, że najskuteczniejszym prawnikiem od reprywatyzacji okazuje się człowiek, którego z reprezentowaniem klientów w sprawach reprywatyzacyjnych w ogóle nie wiązano.

– Dzięki naszym ustaleniom wiemy, że to nie Robert N., którego często przywoływał Patryk Jaki, jest najskuteczniejszym fachowcem od odzyskiwania odszkodowań. Prawie ćwierć miliarda złotych, niemal dwukrotnie więcej od Roberta N., odzyskał Maciej Kaliński, który doradzał rządowi PiS w procesie legislacji – zauważa Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze uważa, że przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki po prostu zataił ten przypadek przed opinią publiczną.

– Pokazuje to dobitnie, jak politycy grają reprywatyzacją i zamienili ją w oręż politycznej walki, zamiast rzetelnie i transparentnie wyjaśniać proces reprywatyzacji w Warszawie – podkreśla Popławski.

Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO, nie ukrywa, że w ogóle nie wiedział o istnieniu prof. Macieja Kalińskiego.

– Ubolewam nad tym, że Patryk Jaki ukrywa takie informacje. Ten przypadek to najlepszy dowód na to, że prezentowane przez niego zestawienia są rażąco niekompletne, a przez to nierzetelne – zaznacza Kropiwnicki.
Szokująca liczba spraw

O sprawę zapytaliśmy Sebastiana Kaletę, wiceprzewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Jakkolwiek bowiem nie stawiamy żadnego zarzutu prof. Maciejowi Kalińskiemu (stąd zainteresowanie prowadzonymi przez niego sprawami może być mniejsze niż przypadkami, w których wyrzucano na bruk lokatorów), tak zastanawiające jest, że choć wymieniano nazwiska wielu pełnomocników, a część z nich wzywano przed oblicze komisji, nazwisko prof. Kalińskiego nie padło publicznie z ust członków komisji ani razu. Zdaniem Roberta Kropiwnickiego to efekt tego, że wówczas wyszłoby na jaw, że „największym reprywatyzatorem” jest doradca premiera Mateusza Morawieckiego.

– Komisja weryfikacyjna nie ukrywa swoich działań, zresztą bardzo intensywnych. Nie były one przedstawiane opinii publicznych jedynie dlatego, że analiza się nie zakończyła, a skala prowadzonych przez prof. Kalińskiego spraw była ogromna – przekonuje Sebastian Kaleta. I dodaje, że dla komisji bez znaczenia jest to, jakie ktoś sprawuje funkcje publiczne, czego – jak przekonuje wiceprzewodniczący – wielokrotnie już dowiedziono.

Fakty są takie, że komisja wystąpiła do ratusza o listę spraw, w których pełnomocnikiem był prof. Maciej Kaliński. Liczba ta – jak mówi Kaleta – „jest szokująca”. Chodzi o ponad 80 postępowań, w zdecydowanej większości dotyczą odszkodowań, a nie zwrotów w naturze.

– Nasze zainteresowanie wzbudziło m.in. to, że osoba, która sporządziła opinię dotyczącą reprywatyzacji dla miasta, jednocześnie była pełnomocnikiem, czyli wnioskowała w sprawach, których efektem było uszczuplenie miejskiego majątku – wskazuje Sebastian Kaleta.
Konflikt interesów

Na tę okoliczność zwraca uwagę także Jan Popławski. Mówi on o konflikcie interesów.

– Ekspert, który pisał na zlecenie ratusza korzystne dla handlarzy roszczeń opinie, jest liderem zestawienia najskuteczniejszych pełnomocników. Człowiek, który był członkiem Rady Legislacyjnej, która zastopowała prace nad dużą ustawą reprywatyzacyjną, odzyskał największą sumę odszkodowań z tytułu warszawskiej reprywatyzacji – podkreśla Popławski.

Maciej Kaliński wyjaśnia jednak, że przecież opinia prawna zamówiona przez ratusz i sporządzona w 2011 r. dotyczyła umów indemnizacyjnych. On zaś reprezentował klientów, którzy nic wspólnego z tymi umowami nie mieli. Tym samym nie może być mowy o konflikcie interesów.

– Gdybym prowadził sprawy osób podlegających tym układom, na pewno nie podjąłbym się sporządzenia opinii, gdyż byłoby to w mojej ocenie nieetyczne. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią Rady Legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej się wyłączyłem – zaznacza prof. Kaliński.

Jednocześnie nie może być mowy o naruszeniu zasad etyki zawodowej, jako że prof. Kaliński nie jest ani adwokatem, ani radcą prawnym. Aby być pełnomocnikiem w reprywatyzacyjnych sprawach o odszkodowania od ratusza, nie trzeba być nawet prawnikiem. Klientów prof. Kaliński znajdował przez Michała Sobańskiego (trzeci na liście, ekspert ds. reprywatyzacji z arystokratycznej rodziny). Zdecydowana większość klientów Kalińskiego to bliższa lub dalsza rodzina Sobańskiego, ewentualnie znajome rodziny arystokratyczne.

Adwokat Jerzy Naumann, ekspert ds. etyki adwokackiej, uważa, że gdyby sprawa dotyczyła adwokata, byłby to „wręcz akademicki przykład działania w warunkach konfliktu interesów, którego bezwzględne unikanie stanowi jedną z elementarnych zasad profesji adwokackiej”.

– Tego rodzaju przewinienie stawia pod znakiem zapytania przydatność osoby w ten sposób wykonującej zawód do palestry – uważa mec. Naumann (zapytany ogólnie, a nie o sytuację prof. Kalińskiego).

Kłopotu jednak nie ma, jako że prof. Kaliński członkiem palestry nie jest.
Tajemnica skuteczności

Z naszych informacji wynika, że sprawą w najbliższym czasie zajmie się i komisja weryfikacyjna, i prokuratura. Ta druga będzie chciała wyjaśnić m.in., czy zbiegiem okoliczności jest to, że w ciągu pięciu miesięcy od dnia przedłożenia zamówionej przez ratusz opinii (była ona jedną z podstaw do wydania decyzji korzystnej dla nabywców roszczeń do nieruchomości przy dawnej Chmielnej 70) prof. Maciej Kaliński uzyskał 24 korzystne dla swoich klientów decyzje o odszkodowaniach na sumę ok. 100 mln zł.

– Nie stawiamy żadnego zarzutu, nawet medialnego, panu profesorowi. Zastanawiamy się jedynie, czy w sytuacji, w której wiele osób musiało płacić za korzystne dla siebie lub swoich klientów decyzje, takie propozycje nie były kierowane pod adresem pana profesora – słyszymy od osoby dobrze zorientowanej w sprawie. Słyszymy też, że zaskakujące jest to, iż prof. Kaliński był w stanie doprowadzać do złożenia wniosku do uzyskania korzystnej decyzji w średnio 2,5 roku, podczas gdy wielu pełnomocników czekało po 8–10 lat.

– Standardowym działaniem było kierowanie zażaleń i skarg na przewlekłość do wojewody i sądu administracyjnego. Dopiero wyroki sądu wymuszały w niektórych sprawach wydanie decyzji, ale w pozostałych nadal czekam na rozstrzygnięcie organu. Tytułem przykładu mogę wskazać nieruchomość, za którą odszkodowanie biegły powołany przez organ wycenił już dawno temu na kilkadziesiąt milionów złotych, a mimo pięciu wyroków sądu nie doszło do wydania decyzji – wyjaśnia prof. Maciej Kaliński.

Komisja weryfikacyjna z kolei jest na etapie analizowania kilkunastu spraw, w których występował prof. Maciej Kaliński.

– Gdyby chcieć je sprawdzić wszystkie jednocześnie, departament obsługujący działalność komisji przez kilka miesięcy nie zajmowałby się niczym innym, tylko zbieraniem dokumentów i wysyłaniem pism w sprawach prowadzonych przez prof. Kalińskiego. Dlatego zdecydowaliśmy się w pierwszej kolejności zająć szczegółowo kilkunastoma sprawami – wyjaśnia Sebastian Kaleta.

Dla Jana Popławskiego cała sytuacja to natomiast najlepszy dowód na to, że problem reprywatyzacji został upolityczniony, podczas gdy w rzeczywistości nie ma on barw partyjnych.

– Problem reprywatyzacji, powiązań na styku polityki, prawa i biznesu reprywatyzacyjnego powinni badać wyłącznie niezależni eksperci, a nie politycy – konkluduje Popławski."

niedziela, 7 października 2018

10 SPOSOBÓW MANIPULACJI SPOŁECZEŃSTWEM, O KTÓRYCH MUSISZ WIEDZIEĆ!

10 SPOSOBÓW MANIPULACJI SPOŁECZEŃSTWEM, O KTÓRYCH MUSISZ WIEDZIEĆ!

https://www.odkrywamyzakryte.com/10-sposobow-manipulacji-spoleczenstwem-o-ktorych-musisz-wiedziec/
"W latach osiemdziesiątych Noam Chomsky, amerykański profesor lingwistyki, krytyk polityki zagranicznej i przemysłu medialnego opracował listę „10 strategii manipulacji medialnych” dokonywanych przez władzę polityczną i korporacje biznesowe. Jego praca po upływie wielu lat wciąż jest aktualna. Poznajcie 10 sposobów powszechnie wykorzystywanych manipulacji społeczeństwem.
Władza może wszystko

Nie od dziś wiadomo, że głównym założeniem władzy w dążeniu do osiągnięcia założonych celów jest manipulowanie naiwnym społeczeństwem, oszukiwanie, mamienie, opowiadanie barwnych historyjek i uśpienie ich czujności.

Wraz z kolejnymi latami to zaślepianie się pogłębia i przybiera na sile.

Noam Chomsky wybitny amerykański filozof, działacz polityczny i profesor lingwistyki, medioznawca i krytyk amerykańskiego systemu korporacyjnego w mediach, analizując rozwój największych koncernów informacyjnych w Stanach Zjednoczonych, w latach osiemdziesiątych ujawnił strategie manipulacji, jakimi posługują się “elity” władzy, aby kontrolować społeczeństwo.

Rzekomo wolne media są w rzeczywistości sterowane przez władzę polityczną, ekonomiczną i gospodarczą.

W związku z tym stosują skuteczne strategie manipulacji, które działają nawet na społeczności wysoko wykształcone i inteligentne.

Chomsky uważa, że w głównej mierze za taki stan rzeczy odpowiadają media prywatne, które promują najlepszych dziennikarzy, obiecują im wysokie wynagrodzenia i sami mimochodem podsuwają im interesujące kąski, plotki, historie i przecieki.

W rzeczywistości chodzi o odwrócenie uwagi od prawdziwego przedstawienia stanu rzeczy.

Media pod pręgierzem rządowych władz filtrują informacje, stosują prywatną cenzurę i selekcję, którą potem karmią naiwnego obywatela.
10 sposobów manipulacji

W toku swoich analiz Noam Chomsky opracował 10 strategii manipulacji, które stosują media w omamianiu społeczeństwa.
Wiele z nich obecnych jest w naszym codziennym życiu.

    Odwracanie uwagi – jeśli chcesz odwrócić społeczeństwo od zainteresowania podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki, oddalić ich od spraw istotnych i wszelkich zmian wprowadzanych przez rząd, odwróć ich uwagę. Ta strategia to klucz do manipulowania społeczeństwem. Jej celem jest zaprzątanie myśli obywatela informacjami błahymi, nieistotnymi – takimi, które „wypełnią głowę” i nie pozwolą na myślenie.

    Jest problem, jest rozwiązanie – „problem – reakcja – rozwiązanie”, czyli strategia, w której tworzony jest problem (np. kryzys ekonomiczny), mający na celu wywołanie u odbiorców określonych oczekiwań i reakcji (sprzeciw, obawy, protesty). Następnie podawane jest gotowe rozwiązanie (obniżenie zasiłków itp.). W taki oto sposób władza się usprawiedliwia i jest bez winy, bo przecież problem trzeba było jakoś rozwiązać.

    Stopniowanie zmian – zmiany należy wprowadzać stopniowo, krok po kroku, długotrwale, przez lata. Jednoczesne zaostrzenie przepisów, wzrost kar, odebranie świadczeń, podniesienie wieku emerytalnego itp. byłoby szokiem i wywołało bunt oraz rewolucję. A tak – powoli i do celu.

    Odraczanie, czyli wszystko będzie dobrze – jeśli jakaś zmiana jest niemile widziana przez społeczeństwo, należy ją odroczyć i wprowadzić w przyszłości. Wówczas ludzie przyzwyczają się myśli, że „jakoś to będzie”, „przetrawią” to co ma im do zaproponowania rząd i bezboleśnie przyjmą wprowadzane zmiany.

    Traktowanie dorosłych jak dzieci – infantylne słownictwo, uproszczony język, łagodność komunikatów, wypowiedzi w tonie skierowanym do dzieci i osób chorych umysłowo, stosowane w większości reklam i komunikatów przekazywanych opinii publicznej są sposobem na skuteczną manipulację. To proste działanie w myśl zasady: „Jeśli będziesz mówić do osoby, jakby miała ona 12 lat, to po wpływem sugestii prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat”.

    Przywoływanie emocji – kolejną strategią jest manipulowanie emocjami i odrzucenie racjonalnego podejścia do życia. Emocjonalnie nacechowane komunikaty, budzące lęki, pragnienia, niepokoje itp. i odrzucające trzeźwość racjonalnej analizy i myślenia, sprzyjają wywoływaniu u odbiorcy określonych, pożądanych przez władzę zachowań.

    Ignorowanie społeczeństwa – w dążeniu do celu należy skupić się na obniżeniu poziomu inteligencji społeczeństwa. Obywatel musi stać się niezdolny do zrozumienia technik oraz metod stosowanych kontroli i zniewolenia.

    Przeciętność mile widziana – kim się najlepiej manipuluje? Ludźmi przeciętnymi. Dlatego też media muszą promować wulgaryzmy, głupotę, brak wykształcenia oraz przeciętność jako elementy bycia „na topie”, „cool”, „ekstra” itd.

    Bunt kontra poczucie winy – jeśli ludzie zaczną się buntować, zmień ich agresję w poczucie winy. Taka strategia pozwala wytworzyć w jednostce poczucie bycia winnym za wszelkie niepowodzenia, obniżyć jej poczucie własnej wartości, a w konsekwencji doprowadzić do depresji i zahamowania podejmowania jakiejkolwiek aktywności w kierunku zmian.

    Poznaj bliźniego swego lepiej, niż on zna siebie samego – współczesna, zaawansowana technologia i postęp w każdej dziedzinie nauki pozwoliły systemowi poznać jednostkę lepiej, niż ona sama zna siebie. Dzięki temu władza w większości przypadków wie o swoich społeczeństwach więcej i może sprawować większą kontrolę.

Ile z tych technik jest stosowanych współcześnie?

Ile razy dajemy się tak łatwo zmanipulować systemowi?

I wreszcie – czas najwyższy na koniec takiego traktowanie ludzi!"

czwartek, 4 października 2018

Kler - temat zastępczy w wojnie przeciw Polsce

Kler - temat zastępczy w wojnie przeciw Polsce

1. Polskie sądy w sprawach oskarżonych o pedofilie w przypadkach użycia przemocy i okrucieństwa skazują na bezwzględne więzienie. Skazują nawet gdy dowody nie są mocne. Sędziowie boją się oskarżenia że uniewinniony oskarżony może w przyszłości znów zgwałcić a nawet zabić.
Temat pedofilii w 2013 roku podjął portal natemat.pl, należący do Tomasza Lisa, przytaczając informacje Ministerstwa Sprawiedliwości.
https://natemat.pl/85477,kim-sa-polscy-pedofile-okazuje-sie-ze-nie-ksiezmi-ani-nauczycielami
"Dotychczas wielu sądziło, że najwięcej ich wśród katolickich księży, pedagogów a nawet - psychologów dziecięcych... Najczęściej to osoby bez żadnego wyuczonego zawodu. Głównie murarze, ślusarze i rolnicy... w więzieniach osadzonych jest obecnie 1468 skazanych... Najciekawsze dane dotyczą jednak tego, kim są skazani pedofile. Aż 900 osób z 1468 osadzonych nie ma żadnego wyuczonego zawodu. Prawie 70 z nich było murarzami, 40 pracowało dorywczo, 30 wykonywało zawód ślusarza, 30 to rolnicy, a 25 mechanicy samochodowi. Jedynie "pojedyncze osoby" wykonywały zawody takie jak inżynier, lekarz, nauczyciel, pedagog, wychowawca czy duchowny kościoła katolickiego."
Circa 600 skazańców dopuściło się pedofilii homoseksualnej czyli zgwałciło chłopców.

2. W przypadkach bez przemocy i okrucieństwa wszyscy winni pedofile, poza wyjątkami, dostają wyrok w zawieszeniu ale tylko za pierwszym razem. W ostatnich 10 latach w Polsce skazano za pedofilię circa 6 tysięcy oskarżonych, z czego 27 księży czyli 0.45%.
Księżą generalnie nie używają przemocy. Używają autorytetu, szantażu moralnego, kłamstwa, manipulacji, siły instytucji i pieniądza. Według algorytmu polskich sądów księdza który nie użył przemocy nie można skazać na bezwzględne więzienie. Tak wygląda równość wszystkich wobec prawa.

3. W 1937 roku w rozprawie III Rzeszy z nieposłusznym Kościołem Katolickim  sfabrykowano oskarżenie o pedofilię przeciwko 325 księżom. Nawet rozgrzane sądy totalitarnego państwa odrzuciły idiotyczne pomówienia. Za winnych uznano 21 księży z całych Niemiec a to głównie dlatego że oskarżenie widząc swoją klęskę zaczęło fałszować dowody. Skazano prawdopodobnie niewinnych ludzi bo tak chcieli naziści.

4. Pedofilia w świecie od dawna nie jest tematem tabu i wiadomo kto jej się faktycznie dopuszcza.
Studium z 2004 John Jay College of Criminal Justice podaje dane za okres 1960 – 2002. O pedofilie oskarżono 956 księży z czego zaledwie 54 księży skazano ! Duchownych jest w USA około 109 tysięcy.
W tym okresie w USA skazano za pedofilię około 6 tysięcy nauczycieli wychowania fizycznego !

Raport the Commission to Inquire into Child Abuse dotyczy 1090 osób w systemie edukacyjnym Irlandii od 1914 do 2000 roku, dotkniętych przemocą seksualną, fizyczną i psychiczną.
Oskarżono o wykorzystywanie seksualne dzieci 23 duchownych a w szkołach żeńskich oskarżono 3 pracownice świeckie.
W ogromnej większości przypadków przemoc była dziełem starszych kolegów, personelu, wizytatorów i ich znajomych.

W Niemczech od 1995 roku na 210 tysięcy przypadków nadużyć wobec nieletnich 94 przypadki miały związek z Kościołem Katolickim.

5. To nie Kościół Katolicki ma problem z pedofilią i homoseksualizmem ale Żydzi. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Google słów "pedofilia żydzi" otrzymujemy blisko 80 tysięcy linków !
Pierwszy link http://yelita.pl/artykuly/art/lista-zydowskich-homoseksualnych
"Lista żydowskich rabinów molestujących dzieci, o czym nie donoszą żadne media, a żydowscy homoseksualni pedofile żyją sobie dalej przez nikogo nie niepokojeni.

Yehuda Nussbaum - kontroler tkanin rytualnych i rabin molestujący dzieci, wciąż ma dostęp do chłopców w jesziwie Brooklyn’skiej.

Rabin Elior Chen i jego zwolennicy są podejrzani o czyny drastycznego maltretowania dzieci w wieku 3 i 4 lat, które były wściekle i systematycznie bite młotkiem, kaleczone nożem i innymi narzędziami, przy czym czyny te miały charakter przestępstwa ciągłego, bowiem trwały miesiącami, dopóki młodsze z dzieci nie straciło przytomności."

6. Załuję że obejrzałem słaby film Kler. Propagandowy film Kler został zamówiony przez tych samych obrońców korupcji i "polskich" sadów co prowadzą przeciwko Polsce niemiecką nagonkę o łamanie praworządności. Przez tych samych przestępców którym przeszkadzają polskie starania o niemieckie odszkodowania za zbrodnie wojenne.

niedziela, 30 września 2018

Żydzi cytaty 18

Żydzi cytaty 18

„Tajemnice Talmuda, czyli zasady Żydów względem Boga, wiary, chrześcijan”, August Rohling. Wydawnictw 3DOM, 2018.

Talmud o Mesjaszu:
„Mesjasz odda żydom królewską władzę, i będą jemu poddane wszystkie narody i wszystkie królestwa. Wtedy każdy żyd będzie miał 2800 sług „.

Talmud o gojach:
„Żyd tylko żyda uważa za bliźniego, każdego człowieka innej wiary nazywa obcym (mochrim), a nadto uważa go jako bydło, bo: nasienie obcego jest nasieniem bydła”.

Talmud o chrześcijanach:
„Ile razy Talmud mówi o chrześcijanach, nazywa ich mochrim (obcymi) albo gojami (poganami). Czytamy także w Talmudzie: że groby gojów (chrześcijan) nie plugawią ziemi, ponieważ tylko żyd jest człowiekiem, a reszta narodów należy do gatunków zwierząt!”

sobota, 29 września 2018

Pasozytniczy sektor publiczny 31

Pasozytniczy sektor publiczny 31
http://forsal.pl/praca/wynagrodzenia/artykuly/1275863,zarobki-nauczyciela-2018-ile-zarabia-nauczyciel-wynagrodzenia-nauczycieli.html
"Niskie zarobki nauczycieli to mit? Rekordziści wyciągają nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie
Wysokie dodatki, godziny ponadwymiarowe, zastępstwa. Nauczyciele z najwyższym stopniem awansu zawodowego mogą zarobić nawet dwukrotnie więcej, niż gwarantuje im Karta.
Reklama

Rozpoczynający karierę w oświacie, na początku mogą liczyć na niewielkie wynagrodzenie sięgające niespełna 2 tys. zł na rękę. Z kolei nauczyciele z 10-letnim stażem mogą dojść do najwyższego awansu zawodowego i zarabiać całkiem przyzwoicie.

By zobaczyć, jak duża jest rozpiętość płac, przeprowadziliśmy sondę wśród samorządowych szkół. Zapytaliśmy, jakie miesięczne pensje otrzymywali nauczyciele i dyrektorzy w poszczególnych regionach. Zastrzegliśmy, że nie interesują nas nagrody jubileuszowe czy odprawy. Okazało się, że wśród pedagogów rekordziści zarabiali nawet 11 tys. zł brutto miesięcznie, a dyrektorzy – o tysiąc złotych więcej.
Gdzie jest najlepiej

Z sondy wynika, że np. w Żywcu i Oławie najlepiej zarabiający nauczyciele mogli liczyć na pensje rzędu 6–7 tys. zł brutto. Z kolei w Częstochowie, Kobierzycach, Suchej Beskidzkiej, Inowrocławiu najwyższe nauczycielskie płace plasowały się między 7 a 8 tys. zł brutto. W Pruszkowie, Tychach, Białymstoku, Rzeszowie i Warszawie (Wola) nauczyciel otrzymywał maksymalne wynagrodzenie w przedziale 8–9 tys. zł. W szkołach w Łomży i Bydgoszczy najlepiej opłacani pedagodzy mogli liczyć na 10–11 tys. zł brutto. Z kolei w Ciechanowie nauczyciele mogli zarobić do 10 tys. zł, ale byli też tacy, którzy jednorazowo otrzymywali nawet 16 tys. zł.

– Wynagrodzenia powyżej 10 tys. zł wynikają z wypłacenia jednorazowych składników, takich jak odprawa emerytalna, nagrody, ekwiwalent za urlop, nagroda jubileuszowa – wyjaśnia Olga Zmudczyńska-Pabich z urzędu miasta w Ciechanowie.

Skąd jeszcze biorą się takie kwoty? Jedna z nauczycielek dyplomowanych wychowania wczesnoszkolnego ze stołecznej podstawówki (dane do wiadomości redakcji) przyznała w rozmowie z DGP, że poza 18-godzinnym pensum zajęć dydaktycznych ma dodatkowe godziny pracy w świetlicy i na rękę zarabia blisko 5 tys. zł. Na takie wynagrodzenie wpływają też odpowiednio wysoki dodatek motywacyjny i stażowy. Ten ostatni wynosi u niej 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego (czyli maksymalną stawkę przewidzianą przez Kartę nauczyciela). Na początku roku szkolnego z tytułu 30-letniego stażu pracy dostała też nagrodę jubileuszową, która wnosi 150 proc. wynagrodzenia, czyli ok. 7 tys. zł na rękę. I jak zaznaczyła, nie jest w czołówce najlepiej zarabiających nauczycieli.
Więcej dla specjalistów

Związkowcy bagatelizują te kwoty.

– Osobiście nie znam nauczycieli, którzy zarabialiby takie pieniądze. Ale zakładając, że jest ich w skali całego kraju góra 1 proc., to mamy ok. 6 tys. osób na ponad 600 tys. wszystkich nauczycieli. To są wyjątki, które potwierdzają regułę, że uczący zarabiają słabo – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

– Należy jednak przyznać, że przepisy Karty nauczyciela nie zabraniają zawierania z nauczycielami umów o pracę, które zakładają wyższe wynagrodzenie. A tak się dzieje w sytuacji, gdy w szkole brakuje określonych specjalistów – dodaje.

I właśnie na takie rozwiązania decyduje się coraz więcej gmin, które chcą do szkół przyciągnąć najlepszych, aby podwyższyć jakość kształcenia.

– Znacznie więcej płacimy nauczycielom, którzy są lingwistami oraz uczą informatyki – mówi Krzysztof Chaciński, burmistrz Radzymina. – Na tej podstawie dochodzimy do wniosku, że KN jest archaiczna, bo gwarantuje wynagrodzenie, za które osoby z określonymi kwalifikacjami nie chciałyby u nas pracować – dodaje.

– W naszym mieście średnie wynagrodzenia nauczycieli (wszystkie stopnie awansu zawodowego) są najwyższe w całej Polsce, jeśli weźmie się pod uwagę samorządy zatrudniające więcej niż 750 pedagogów. Do tego zestawienia nie liczyliśmy, ile dodatkowo dorabiają w innych naszych placówkach czy też w niepublicznym szkolnictwie – mówi Maciej Krzemiński, dyrektor Zarządu Jednostek Oświatowych – Jednostka Budżetowa Urzędu miasta w Płocku.
Kontrowersyjny motywacyjny

Samorządowcy przyznają, że nauczyciel z co najmniej 20-letnim stażem ma szanse na dobre zarobki, jeśli otrzymuje dodatkowe godziny ponadwymiarowe i zastępstwa. Na wysokość miesięcznej pensji w znacznym stopniu wpływa też dodatek motywacyjny. Ten jest indywidualnie określany przez samorządy. Na przykład w Warszawie w ubiegłym roku był wypłacany w wysokości do 2,4 tys. zł. O ten składnik wynagrodzenia najczęściej mają pretensje nauczyciele. Uważają, że dyrektorzy przyznają go zaufanym osobom. W jednej ze szkół na Mazowszu nauczyciele domagali się od swojego przełożonego ujawnienia jego wysokości i uzasadnienia kwot. Niestety ich żądanie nie zostało spełnione.

– Dodatek motywacyjny powinien być ujawniony, bo jego wysokość zależy najczęściej od tego, kogo dyrekcja lubi bądź nie. Ludzie kierownictwa mogą liczyć na wysokie wynagrodzenia. W każdym roku szkolnym otrzymujemy jednak informacje, że nie ma podstaw prawnych do upubliczniania tych kwot i na tym dyskusja się kończy – mówi Katarzyna Waśkiewicz, nauczycielka.

Resort edukacji stoi w tej kwestii murem za szefami placówek.

– Zgodnie z obowiązującymi przepisami dyrektor szkoły ma obowiązek ochrony informacji o wynagrodzeniu pracowników, co wynika m.in. z art. 111 k.p., który stanowi, że pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika – przekonuje Anna Ostrowska, rzecznik MEN. – W świetle przepisów art. 23 i 24 k.c. podanie przez dyrektora do publicznej wiadomości wysokości dodatku motywacyjnego przyznawanego poszczególnym pracownikom stanowiłoby więc naruszenie ich dóbr osobistych – dodaje. "