Holokaust Żydzi Polacy
https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/609563,norman-davies-historia-holokaust-zydzi-polacy-ii-wojna-swiatowa-niemcy-hitlerowcy.html
" - Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil" - tak o spotkaniu z 1974 roku mówi prof. Norman Davies w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.
Podobno cierpi pan na nałóg periodyzacji.
Prof. Norman Davies*: Może nie cierpię, ale dzielę wszystkie opowieści na okresy i podokresy. Każdy temat historyczny wymaga periodyzacji.
Sam pan jest tematem historycznym.
Dziwnie być tematem historycznym, bohaterem własnej książki, ale tak, jestem i jakoś to przeżyłem. Będę chciał za chwilę włączyć telewizor. Zbiera się brytyjski parlament. Chyba za godzinę. Będzie pani nagrywać? Na początku pracy nad tą książką też nagrywałem. Wiele godzin. A tak w ogóle, to nie był mój pomysł. Kiedy skończyłem 70. rok życia, wydawca zaczął wspominać, że warto zrobić książkę. Pojawiła się koncepcja, że ma to być autobiografia, po części może wywiad, po części strumień myśli, ale bez określonej struktury. Była maszyna do nagrywania, miałem mówić do tej maszyny. Siedziałem i mówiłem – i wyszło fatalnie.
Wiem, potem pan poprawiał, pisał, potem pan zachorował, wyzdrowiał i w tym roku skończył pan 80 lat.
Nie pamiętam, ile było rund poprawiania tego pierwotnego tekstu. W każdym razie po pięciu latach chciałem rezygnować. Wydawca był jednak uparty. Zaproponowałem więc, że napiszę kapsułki, krótkie historie, epizody, które trzeba będzie dopasować do kolejnych rozdziałów. Pisałem. Prosiłem jednak, żeby powiedziano mi, kiedy przestać. Siedziałem w Oksfordzie i... napisałem ich chyba z siedemset. Horror. Teraz patrzę na tę książkę jak na risotto. Jest baza z ryżu i są dodatki.
Nie widać, gdzie ryż, a gdzie dodatki.
Czytelnik nie widzi, a więc w tym sensie książka jest dobrze zrobiona. Prawie osiemset stron nauki, jak nie pisać pamiętnika. To bardzo ciekawe, jak działa pamięć. Kiedy zadałem sobie pytanie, co się działo w moim życiu w latach 50., to na początku niewiele mi przychodziło do głowy. Byłem w szkole, trochą grałem w piłkę. Miałem też jakieś wspomnienia o domu, rodzicach. Ale znalazłem metodę na przypominanie. Opowiem na przykładzie. Weźmy samochód. Zacząłem się zastanawiać nad pierwszym samochodem w mojej rodzinie i nam tym, co się z nim wiązało, potem zacząłem sobie przypominać wszystkie następne samochody: drugi, trzeci. Okazuje się, że mózg potrafi iść po szlaku.
Teraz dopiero zdał pan sobie z tego sprawę?
Nie! Mam w tym sporą praktykę. Ludzie, którzy czytali tę książkę, pytają, jak to możliwe, że pamiętam tak dużo szczegółów. One po prostu przychodzą. Choć i tak mam poczucie, że bardzo dużo ominąłem, zapomniałem. Każdy pamiętnik musi być subiektywny.
I jest.
Musi być także selektywny.
Jest też bardzo polityczny.
Ach, nie aż tak bardzo. Większość książki nie dotyczy polityki. Życie człowieka dzieje się zawsze w jakiejś erze, na tle różnych sytuacji politycznych. Pamiętam wojnę, to, co po wojnie, zimną wojnę, PRL, Polskę w 1989 roku. Życie poza systemem jest niemożliwe. Doświadczyłem różnych rzeczy. Był czas, że mieszkałem w Krakowie, było to w latach 60., trwało trzy lata, i dość szybko zorientowałem się, że nie jestem tak wolnym człowiekiem, jak mi się wydaje. Okazało się, że chodzą za mną, otwierają listy, które do mnie przychodzą. Byłem zagrożony. Już żeby dostać wizę do PRL-u, trzeba było pójść w Londynie do konsulatu na wywiad, a potem już w PRL-u co trzy miesiące stawiać się na milicji. W pewnym momencie Służba Bezpieczeństwa nakłaniała mnie do współpracy. Z drugiej strony, szybko zdałem sobie sprawę, że ludzie pracujący dla tego systemu, są bardzo niekompetentni. Próbują mieć oko na wszystko, więcej niż oko: kontrolę po prostu, ale są bardzo źle poinformowani. Kiedy już byłem dość znanym autorem, do konsula w Londynie przyszedł telegram tej treści: "Zjawił się w Krakowie niejaki Norman Davies, "nieznany i niezapraszany". Prawda, że to słowo: "niezapraszany", brzmi znakomicie? Pisał to esbek, którego zadaniem była opieka nad obcokrajowcami w Krakowie, a jednak nie miał pojęcia, kim jestem.
Pana autobiografia jest w dużej części historią Polski.
Znowu lekka przesada. Jest też historią Wielkiej Brytanii i mnóstwa innych krajów. Ale prawdą jest, że przez 50 lat pisałem o Polsce i ta wiedza o Polsce poszła w świat. Moje książki przetłumaczono na 30 języków.
Jest też historią relacji polsko-żydowskich, a w zasadzie opowieścią o Polakach w kontekście Holokaustu.
Z tym się do końca nie zgodzę, ale rzeczywiście jest tak, że kilka razy znalazłem się w sytuacjach, które tego tematu dotyczyły, pisałem też na temat.
Panie profesorze, opisuje pan spotkanie w Ambasadzie Izraela w Londynie, w 1974 roku.
Zamknięte spotkanie. Było przeznaczone dla zawodowych młodych historyków. Mówił głównie Yehuda Bauer, izraelski historyk. To miały być warsztaty nauczania o Holokauście. Początek wielkiej akcji, wielkiej kampanii promowania wiedzy o Holokauście na świecie. Profesor Bauer jasno przedstawił schemat historyczny. Opierał siś on na tym, że w czasie wojny, w Polsce, bo to wszystko odbyło się przecież w Polsce, byli wykonawcy, były ofiary i byli ci, którzy na to wszystko biernie patrzyli, tzw. "bystanders". Wykonawcy to hitlerowcy...
Niemcy.
Nie, nie Niemcy: naziści, hitlerowcy. Rzadko się mówi o Niemcach kolektywnie, stereotypowo, jak o Polakach. W tym schemacie nie występowało słowo "Niemcy". Byli hitlerowcy i kolaboranci, ofiary, ale wyłącznie Żydzi, i ci bierni, czyli Polacy. Powiedziałem wtedy: przepraszam, mój teść, Polak, w czasie Holokaustu siedział w dwóch obozach koncentracyjnych.
Wstał pan, rękę pan podniósł?
Tak. Wstałem. Mówiłem o teściu, który przeżył Dachau i Mauthausen. Zapytałem prof. Bauera, czy w związku z tym mój teść był biernym obserwatorem Holokaustu. Usłyszałem, że są wyjątki. Ja na to, że mój teść nie był jedynym Polakiem w obozach koncentracyjnych, tylko miliony Polaków cierpiały, ginęły, więc cały ten schemat nie bardzo pasuje do rzeczywistości.
Ilu było wtedy brytyjskich historyków w ambasadzie Izraela?
Może trzydziestu, może kilku więcej.
I tylko pan zaoponował?
Tylko ja, dlatego to pamiętam. Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil".
Te ostatnie jako obelgę?
Hm... To było 40 lat temu, ale tak, pamiętam. Tak niestety jest, że Polska została wpisana do tego schematu jakby z góry. I to ciągle wychodzi.
Gdzie jest ta "góra"?
Bardzo często w Ameryce, ale również w Izraelu. Każdy naród, każdy rząd mają pewne schematy w myśleniu o historii. Tylko że Izrael ma specyficzną politykę historyczną. Mogę tysiąc razy powiedzieć, że ten schemat jest nieprawdziwy, ale jeśli jest on powtarzany milion razy, to moje słowa pozostaną kroplą w oceanie. Niestety, ten schemat został przyjęty na Zachodzie, nie tylko na uczelniach, ale i na poziomie wiedzy powszechnej, i dominuje w narracjach o II wojnie światowej. Stało się to jednak dopiero w latach 70. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy byłem studentem w Oksfordzie, w końcu lat 50. i na początku 60., to Holokaust w programie studiów nie istniał. Nie istniał też jako temat w państwie Izrael przez pierwszych dwadzieścia lat po wojnie. Izraelczycy nie chcieli o tym mówić ani słuchać. Kiedy prawica izraelska zdobyła władzę, wymyślono ten schemat, który ja poznałem w 1974 roku. Teraz jest jak Biblia, jedyna niepodważalna prawda. Kiedy już byłem profesorem w Londynie, trudno mi było tłumaczyć, że to zło hitlerowskie, niemieckie, faszystowskie nie było jedyne.
Że był jeszcze komunizm, stalinizm?
Nie tylko, ale głównie. W czasie moich studiów o Stalinie mówiło się często jako o dobrym sojuszniku. Ci, co protestowali, mówili, że było inaczej, byli traktowani jak wariaci, nie liczono się z nimi. Kiedy zaczęto mówić o Holokauście, równocześnie zaczęły się pojawiać świadectwa, że i Stalin to nie był taki znowu miły wuj. Z tym że trzeba pamiętać, że nasze władze nie przyjęły do końca prawdy o Katyniu.
Pan miał wykład m.in. na temat Katynia na Uniwersytecie w Teksasie już w drugiej połowie lat 80.
Wygłosiłem gościnnie wykład o stosunkach polsko-sowieckich. Szefowa wydziału coś niecoś wiedziała o Stalinie, pisywała o nim. Kiedy powiedziałem o Katyniu, że za tą zbrodnią stał Stalin, to zaczęto mnie pytać, jakie mam na to dowody, dokumenty, czy nie powtarzam nazistowskiej propagandy, bo przecież Goebbels w tej kwestii kłamał. I wie pani, nie było dyskusji. To był 1986 rok. Teraz sytuacja się zmieniła. Świat wie o morderczym reżimie Stalina, tylko że emocjonalnie wciąż tego nie przyjmuje. Jest wiedza, są książki dla specjalistów, można o tym czytać, ale publiczność wciąż nie czuje, że to było takie samo zło, jakiego dokonali Niemcy. Albo jeszcze inaczej: tego stalinowskiego zła nie wolno porównywać z hitlerowskim. Każdy historyk, który mówi – tak jak ja – że były dwa mordercze systemy walczące ze sobą, III Rzesza i ZSRR, jest od razu potępiany. Słychać, że tak nie wolno mówić, że to jest przesada. Owszem, przyjmuje się, że Stalin nie był najlepszy, ale jednak walczył po dobrej stronie. To jest dalej polityczna wizja przeszłości. Muszę dodać, że wiele lat później, po powrocie do Teksasu, zostałem tam bardzo dobrze przyjęty. Miasto Houston ogłosiło Dzień Normana Daviesa. Młodszy profesor z Uniwersytetu w Teksasie napisał, że jestem "najwybitniejszym historykiem Europy".
Jednak żołnierze radzieccy nas wyzwolili – to Włodzimierz Czarzasty, szef SLD, kilka dni temu.
Tak? Wyzwolili i równocześnie ciemiężyli. Sami czerwonoarmiści byli niewolnikami. Przecież marszałkowie wojskowi nie kierowali armią... Co roku w styczniu jest uroczystość z okazji wyzwolenia Auschwitz.
Przez Armię Czerwoną.
Tak, i to jest prawda. Tylko że kilkaset kilometrów na wschód, koło Lublina, jest Majdanek, obóz koncentracyjny, który Sowieci wyzwolili, po czym NKWD wpakowało tam Polaków z Armii Krajowej. To dla świata jest za trudne do przyjęcia. Albo zostaje przyjęte tylko mechanicznie, ale emocjonalnie już nie.
Pan miał poczucie, że się zderza ze ścianą.
Miałem i mam.
14 grudnia 1981 roku wychodzi w Wielkiej Brytanii pana książka "Boże igrzysko. Historia Polski".
Prawda, że znakomity moment? Lepszego nie mógłbym sobie wybrać. W Polsce właśnie wprowadzono stan wojenny, a tu premierę ma książka o Polsce. Jednak muszę powiedzieć, że to był kompletny przypadek. Książka miała być wydrukowana rok wcześniej. To był duży tom, bardzo skomplikowany materiał. Redakcja trwała w nieskończoność. I rzeczywiście "Boże igrzysko" ukazało się 14 grudnia.
Potem pojechał pan do Kalifornii, na Uniwersytet Stanforda.
Nie od razu. Cztery lata później. W 1984 roku dostałem zaproszenie, by ubiegać się o Katedrę Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Stanforda. Prawie dwa lata trwał proces aplikacyjny. Zostałem wybrany jednogłośnie przez komisję kwalifikacyjną. I zaczęło się coś, co trudno zrozumieć. Było jak u Kafki. Po raz pierwszy opisałem to wszystko, w zasadzie dzień po dniu, w autobiografii. Trudno uwierzyć, że w słonecznej Kalifornii wydarzyło się coś, co przypomina Koreę Północną. Niewidzialne siły, zmowa milczenia. Niemożliwe do wyjaśnienia, do zrozumienia, działanie sił wyższych.
Ale nie Boga.
Nie, nie Boga. Ludzi. Kiedy w zasadzie wszystkie formalności zostały załatwione, kupowaliśmy już dom w kampusie, zadzwonił telefon. Pełniący obowiązki przewodniczącego Wydziału Historii w Stanfordzie powiedział grobowym głosem: "Pojawił się pewien problem. Na pana miejscu wróciłbym do Londynu i zapomniał o wszystkim. Nie dostanie pan tej posady". Kiedy zapytałem, o co chodzi, usłyszałem tylko: "Przepraszam, nie wolno mi więcej powiedzieć. Do widzenia". Potem, kiedy pytałem różnych ludzi, o co chodzi, słyszałem tylko: "Nie wolno mi o tym mówić". Jeden z emerytowanych profesorów zastąpił mi drogę i powiedział: "Na pańskim miejscu przekazałbym datek na Palestyńczyków". Dowiedziałem się po kilku tygodniach, że moja sprawa powiązana jest z kwestiami żydowskimi, a zasadzie z opisywanymi przeze mnie stosunkami polsko-żydowskimi.
Chodziło o to, że pan się przeciwstawił temu obowiązującemu schematowi dotyczącemu Holokaustu?
Tak jest. O to chodziło. Jestem przekonany, że mój grzech w ich oczach był taki, iż nie pisałem, że Polacy są antysemitami. Wszyscy Polacy. Bo w tym schemacie jest jeszcze antysemityzm Polaków. On ma być kolektywny, nie ma wyjątków. Polacy kolaborowali, Polacy są antysemitami, a więc popierali Hitlera. Owszem, walczyli przez miesiąc na początku, ale potem w zasadzie zgodzili się z polityką Hitlera. Oczywiście to jest strasznie niesprawiedliwe, ale jeśli jest milion razy powtarzane, to wiemy, jakie przynosi efekty.
Jeśli ten schemat ciągle obowiązuje, to pan się stawia w pozycji wroga.
Naturalnie. I zastanawiałem się, czy powinienem o tym mówić, czy nie. Doszedłem jednak do wniosku, że mam już tyle lat, iż czas to powiedzieć wprost. Ten czas był bardzo bolesny, trudno było to wszystko znieść. Moja żona była wtedy w ciąży, wkrótce urodził się nasz syn. Dlatego bardzo ważni byli dla mnie ci ludzie, którzy mnie wówczas wspierali, m.in. Piotr, Anita, Karolina z rodziną, Suzy i Chris, Paul McCloskey – prawnik, były kongresman, ówczesny członek Rady Nadzorczej Wydziału Prawa na Stanfordzie, wielokrotny bohater i wojenny, i cywilny, pułkownik piechoty morskiej. Zaproponował mi swoje usługi bezpłatnie. On sam spotykał się przez lata z różnymi problemami w kongresie. Niesłusznie nazywany był antysemitą. Koniec końców zostałem wygnany. Stałem się pariasem, formalnie wykluczonym.
Z łatką antysemity?
Nie całkiem. Taką łatką czy bez niej, bardzo łatwo skończyć komuś karierę. Przeżyłem to wszystko, wróciłem do Europy, do Wielkiej Brytanii, i cała afera nie wpłynęła na moją dalszą karierę. Nikt do sprawy nie wracał. Ludzie wolą o tych rzeczach nie mówić.
Dlaczego?
Bo to skomplikowane, w pewnym sensie niebezpieczne, trudno o tym opowiadać krótko i przekonująco.
Nie było też wtedy internetu.
Przez jakiś czas o sprawie pisała prasa. Wiedziałem, że tabloidy są okrutne i lepiej nie być na pierwszych stronach tych szmatławców. Wytrzymałem, nie zmieniłem zdania, nie poddałem się presji.
Jak mówić o historii, uczyć jej, kiedy ma się do czynienia z takimi schematami?
Nie jestem sam. Są inni koledzy. Ostatnio bardzo dzielnie walczy prof. Timothy Snyder. Byłem egzaminatorem jego doktoratu, więc w pewnym sensie on jest...
Kontynuatorem pana pracy?
Ma podobne do mnie poglądy na II wojnę światową i jest dzielny. Tylko że kilku osobom ciężko jest przeciwstawić się tezom powielanym od kilkudziesięciu lat.
Obecny rząd polski powinien nosić pana na rękach za walkę z tym schematem.
Nie nosi i nad tym nie ubolewam. Swoją drogą, ciekaw jestem, jaka będzie reakcja publiczności na wszystko, co napisałem w tej książce. Polska ciągle przez ten schemat cierpi.
Ten dotyczący Holokaustu?
Problem jest dużo szerszy. Jest wielka próżnia, jeśli chodzi w ogóle o wiedzę o Polsce za granicą. Właściwie mało kto wie cokolwiek o Polsce. To nawet nie jest brak wiedzy. To jest indyferentyzm. Ostatnio stworzyłem małą fundację, której celem jest poprawienie stanu wiedzy o Polsce na świecie. Działamy.
Kilka lat temu, w 2013 roku, w Oksfordzie został powołany Programme on Modern Poland – badania nad współczesną Polską, którego pan był inicjatorem. Pieniądze na ten program przekazał Leszek Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków. I program nie działa.
Przykro mi to mówić, ale tak jest. Program już nie istnieje. W Oksfordzie jest przeszło stu profesorów historii. I prawie nikt z nich nie poświęca nawet jednej godziny na historię Polski. Jest gorzej niż wtedy kiedy ja byłem studentem. A to było 60 lat temu!
Nie chcą Polski w Oksfordzie.
Niezbyt chcą. Ale tu i tam są dobrzy specjaliści, tacy jak Antony Polonsky, który poświęcił długą karierę na poprawę stosunków polsko-żydowskich. To jest mój bliski kolega od lat, od czasów kiedy pracowaliśmy na uniwersytecie w Londynie. Jesteśmy mniejszością, mniej niż mniejszością, to zaledwie kilka osób, które chcą, żeby powstały solidne studia dotyczące Polski na światowych uniwersytetach. Mam poczucie, że Polska i jej region stanowią czarną dziurę pomiędzy Niemcami a Rosją. Rosjanie mają bardzo dobrą, wpływową politykę historyczną. Niemcy też.
Ostatnio również Ukraińcy.
Faktycznie, są dużo lepiej zorganizowani niż Polacy. Na Harvardzie jest Instytut Studiów Ukraińskich, polskich nie ma. I nie, to nie wynika z braku pieniędzy, tego jestem pewien. Są różne przyczyny.
Jest opór ze strony Zachodu?
Jest rodzaj muru. Na uniwersytetach pojawiła się tendencja w politologii, historii itd., która nie sprzyja promowaniu pojedynczych narodów. Trzeba umieszczać studia polskie w szerszym kontekście, np. europeistyki. Również slawistyka nie stwarza dobrego środowiska, ponieważ zawsze dominoważ tam będzie rusycystyka.
Sam pan często mówi, że historia Polski to nie jest historia narodowa.
Tak. Polska ma wielonarodowe dziedzictwo. Niestety niewielu naukowców troszczy się o to na tyle, by stworzyś program studiów. W tej chwili w Wielkiej Brytanii tylko w Cambridge funkcjonuje program polski. Działa tam pewien młody Australijczyk, taki trochę drugi Norman Davies, człowiek z zewnątrz, który kiedyś przypadkowo się znalazł w Polsce. Był lektorem języka angielskiego w Bielsku-Białej. Nazywa się Stanley Bill.
Pan też kiedyś uczył angielskiego.
Dlatego mówię, że to drugi Norman Davies (śmiech). Potem zrobił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Dzwoni do pana premier Gliński...
Nie dzwoni, nie zadzwoni.
Załóżmy. Dzwoni i proponuje współpracę w dobrze rozumianym interesie Polski. Co pan robi?
Rozmawiam. Zawsze chętnie z każdym rozmawiam. Mam swoje zasady i wiem, że nie pasuję do współpracy z rządami, ale nigdy nie powiem, że nie będę rozmawiać.
Zdarzało się przez te 30 lat wolnej Polski, że polscy politycy wyśmiewali politykę historyczną. Słychać było, że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie zajmować się historią. Pamięta pan?
Trzeba wyjaśnić, co to znaczy polityka historyczna. Moim zdaniem potrzebne było wypełnienie czarnych dziur po latach PRL-u, ale nie wprowadzanie historii sterowanej. Tak, pamiętam. Np. Powstanie Warszawskie, jedno z kluczowych wydarzeń w XX-wiecznej historii Polski. W 1994 roku, w 50. rocznicę Powstania, nie wyszła ani jedna nowa książka na ten temat. Funkcjonowało tylko przestarzałe "Powstanie Warszawskie" Jana Ciechanowskiego. Jednostronna analiza. Temat Powstania w zasadzie w ogóle się nie pojawiał w latach 90. Już było wolno, ale nikt nie chciał tym się zajmować. Czułem, że jeśli ja o tym wydarzeniu nie napiszę, to nikt tego nie zrobi. Kiedy na początku tego wieku zacząłem się przygotowywać do tej książki, już był internet. I kiedy się wpisało w wyszukiwarkę frazę "Warsaw Rising", to bez wyjątku wychodziły tylko informacje o powstaniu w getcie. Powstanie 1944 roku nie istniało. Moja książka wyszła w 2003 roku i nareszcie termin "Powstanie Warszawskie" pojawił się wysoko w wyszukiwarkach. To wielki sukces. Dokonała się jeszcze jedna ważna zmiana – teraz jest "Warsaw Getto Rising" i "Warsaw Rising". I jest porządek.
I jest Muzeum Powstania Warszawskiego.
I sam temat, i muzeum zostały niestety upolitycznione. Oczywiście, ja jestem za tym muzeum i uważam za skandal to, że wcześniej nie istniało, jednak trochę brakuje w nim równowagi, czasem jest przesadna gloryfikacja, wciągane są w to nawet dzieci. A przecież Powstanie Warszawskie było straszną tragedią.
Mam takie wrażenie, że publiczność nie chce niuansów, i nie mówię tego tylko w kontekście historii Polski. Ludzie chcą, żeby wszystko było czarne albo białe. Mity, redukcja do czystego dobra albo czystego zła to są powszechne zjawiska. A my, biedni historycy, nie dajemy sobie rady z mitami. One rosną szybciej. Nie nadążamy za nimi.
Przedmowę do swojej autobiografii pisał pan 29 marca 2019 roku.
Ten dzień był od dwóch lat wskazywany jako data wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Większość tej książki pisałem w erze brexitu. 20 lat temu napisałem, że Królestwo Zjednoczone jest zagrożone, że jesteśmy o wiele słabsi niż kiedyż – i brexit obnażył te wszystkie słabości. W tej chwili rodzi się nacjonalizm angielski (nie ogólnobrytyjski) i brexit jest owocem właśnie tego nacjonalizmu. Przecież ci zwolennicy brexitu nawet nie wiedzieli, że my mamy granicę międzynarodową z Irlandią i jeśli wyjdziemy z Unii, ta granica będzie granicą unijną. Taką jak ta Polski z Ukrainą. To jest brak edukacji, brak wyobraźni, do tego anglocentryzm. Zbliża się koniec tego Królestwa. Nacjonalizm i populizm jest widoczny w różnych krajach. To jest chyba skutek globalizacji, że budzi się jakaś fałszywa nostalgia za dawną wielkością. "Make America Great Again" – to jest hasło prezydenta Trumpa. W Wielkiej Brytanii wspomina się Imperium Brytyjskie. I zwykły człowiek czuje, że ktoś odebrał mu tę wielkość.
Pan ma w swoim środowisku zwolenników Brexitu?
U mnie w Oksfordzie 80 procent mieszkańców jest przeciw brexitowi, w Londynie też. Jednak niedawno byłem zaproszony na wykład do ważnego business clubu. Środowisko bogatych ludzi.
W Londynie?
Nie, w sercu Anglii. I 99 procent uczestników tego spotkania było za brexitem. Kiedy powiedziałem, że jestem przeciwnikiem wyjścia z Unii, usłyszałem, że pluję na Anglię, że nie jestem patriotą.
W Polsce też obserwujemy tęsknotę za wielkością.
I też za fałszywą. Widać to w edukacji, w tym, jak dzieci uczone są historii, patriotyzmu. Jako Brytyjczyk jestem jednak skrępowany, kiedy mówię o współczesnej Polsce.
Wiele razy pan o niej mówił.
Ale teraz nie chcę.
Panu z zewnątrz jest łatwiej.
Skorzystałem z tej łatwości i przez 50 lat pisałem o polskich sprawach. Mam nadzieję, że korzystnie. "
wtorek, 29 października 2019
poniedziałek, 28 października 2019
PE Preregulator tyrystorowy Archiwum
PE Preregulator
tyrystorowy Archiwum
Na
rynku światowym oferowanych jest kilkadziesiąt grup przyrządów
laboratoryjnych. Jednym z takich przyrządów jest regulowany
zasilacz o charakterystyce krzyżowej. Wszystkie przyrządy mają też
wbudowany nieregulowany zasilacz. Oferowane są komercyjne zasilacze
m.in. do kaset rozmiaru 19' o napięciach 5V do części cyfrowej,
+/-15V do części analogowej i 24V do części wykonawczej, w której
można umieścić karty budowanej dedykowanej elektroniki.
Stabilizowany
zasilacz liniowy o nieregulowanym napięciu wyjściowym ma sprawność
35-55% na co składa się marna sprawność prostownika
pojemnościowego, tętnienia napięcia z prostownika, minimalny
spadek napięcia na tranzystorze regulacyjnym oraz konieczność
stabilnej pracy przy obniżonym napięciu sieciowym. Spadek napięcia
na tranzystorze regulacyjnym musi wszystkie te czynniki pokryć. Już
w zasilaczu średniej mocy problemem jest rozproszenie ciepła
wydzielanego przez tranzystor regulacyjny.
Zasilacz
laboratoryjny ma z reguły charakterystykę krzyżową. Problemem
jest rozproszenie radiatorami ciepła w tranzystorze regulacyjnym i
zbyt wąski obszar pracy bezpiecznej tranzystora mocy SOA przy
wyższych napięciach. Przy braku układ Crow Bar przebicie
tranzystora powoduje pojawienie się na wyjściu pełnego napięcia
prostownika i najczęściej zniszczenie zasilanego systemu.
Trzeba
do zmiany napięcia wyjściowego prostownika stosować ręczne
przełączniki odczepów na uzwojeniu wtórnym transformatora
sieciowego lub automatyczne przełączanie napięć uzwojeń
przekaźnikami, tyrystorami lub triakami lub preregulator
tyrystorowy.
Poniżej
pokazano schemat bezzakłóceniowego przełącznika uzwojeń
transformatora czyli napięć na triakach w zasilaczu koncernu HP.
Preregulator
tyrystorowy był tak zwaną technologią przejściową.
Tranzystory
wysokonapięciowe o Uceo do 400V pojawiły się w komercyjnej
sprzedaży na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
Szybko też pojawiły się w USA ( napięcie sieciowe wynosi tam
115Vac i wystarczy tam dla SMPS napięcie tranzystora Uceo ca 400V )
zasilacze impulsowe w których je zastosowano. Tranzystory bipolarne
znacznie udoskonalono ale nadal wymagają one stratnego snubbera RCD
lub RC ograniczającego szybkość narastania napięcia na
wyłączanym tranzystorze poniżej 1000V/us i stratnego clippera
ograniczającego piki napięcia w układach asymetrycznych. Zasilacze
impulsowe SMPS z tranzystorami Mosfet mogą mieć znacznie lepszą
sprawność niż z tranzystorami bipolarnymi. Mogą pracować z
wyższą częstotliwością i mogą być mniejsze.
Dla
niezawodnej pracy tranzystor wysokonapięciowy musi mieć margines
napięcia i nie należy przekraczać 70-80% napięcia Uceo. Praca z
napięciem większym od Uceo ( tranzystor jest już wyłączony, ale
z napięciem oczywiście mniejszym od Ucbo) jest zawsze potencjalnie
niebezpieczna i niepolecana. Na powstawanie błędów w pamięciach
RAM, mylenie się procesorów ale także anomalie ( z braku
zabezpieczeń powstaną uszkodzenia ) w pracy tranzystorów /
tyrystorów wysokonapięciowych wpływ ma prawdopodobnie
promieniowanie kosmiczne. Tranzystory do stopni końcowych odchylania
poziomego w odbiornikach TVC mają napięcia Uceo=600-800 i
Ucbo=1500V ale tylko impulsowo. Są niestety powolne i mają małe
wzmocnienie.
Z
powodu przejściowości technologii preregulatora tyrystorowego temat
potraktowano sygnalizacyjnie.
W
zasilaczach udanych minikomputerów rodziny Hewlett Packard HP 2100
przed tranzystorowym mostkiem przetwornicy zastosowano preregulator
tyrystorowy ponieważ tranzystory mocy miały zbyt małe napięcie
Uceo i zbyt wąski obszar pracy bezpiecznej SOA aby zastosować je na
pełne wyprostowane napięcie sieciowe.
Tranzystory
mocy liniowego regulatora mimo iż zasilacz ma charakterystykę
krzyżową ( czyli ograniczenie prądu ) ma też ochronę
bezpiecznego obszaru pracy tranzystora SOA.
Zasilacz
z preregulatorem tyrystorowym na duże napięcia ( na przykład 300V
– 10A ) ma też dodatkowo sterowany układ szybkiego rozładowania
dużego kondensatora sterowanego tyrystorowego prostownika aby po
przejściu na regulacje prądu przy dużym napięciu na tranzystorze
regulatora nie uległ on zniszczeniu energią z dużego kondensatora
elektrolitycznego prostownika.
Zazwyczaj
od zasilacza oczekujemy małych tętnień i szumów i za
preregulatorem użyty jest regulator liniowy. Ale produkowane są też
zasilacze bez regulatora liniowego z fazową regulacją napięcia
tyrystorami. Powyżej schemat regulowanego stabilizowanego krzyżowego
zasilacza Hewlett Packard HP6434 40V-25A czyli o mocy 1 kW. Fazowo
sterowana jest antyrównoległa para tyrystorów po stronie
sieciowej. Impulsy bramkowe wykonuje generator samodławny. W latach
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych bramki tyrystorów
sterowały właśnie generatory samodławne i tranzystory
jednozłączowe.
Istotnym
mankamentem użytego prostownika pojemnościowego jest duża wartość
skuteczna prądu i wynikająca z tego i duża „moc”
transformatora określana zawsze w VA. Dla zmniejszenia tętnień
napięcia wyjściowego użyto dodatkowego filtru LC. Aby przy małym
obciążeniu napięcie wyjściowe mogło spaść bez długiego
oczekiwania użyto rezystorów mocy do jałowego obciążenia.
Koncern General Electric w który wprowadził tyrystory odkryte w Bell Laboratories na rynek w swoim „SCR manual” w wydaniu z 1972 roku podał schemat regulowanego stabilizowanego zasilacza 20-60V o prądzie 20A. Do ograniczenia prądu wyjściowego w razie zwarcia potrzebny jest dodatkowy układ którego schemat podano w manualu. Ulubionym elementem GE w obszarze wyzwalania tyrystorów jest z kolei produkowany przez niego tranzystor jednozłączowy. Zastosowano sterowany fazowo prostownik tyrystorowy z diodą rozładowującą z wejściem indukcyjnym co powala ograniczyć moc transformatora sieciowego.
Zauważmy
że układy HP i GE wykonane na tranzystorach sprzed ery masowego
użycia układów scalonych są proste i zastosowanie wzmacniaczy
operacyjnych niewiele uprościłoby układ .
Philips od 1973 roku produkował udany zasilacz krzyżowy PE1512 o napięciu do 35V i prądzie maksymalnym 3.2A. Przy pełnej mocy wyjściowej sprawność zasilacza wynosi 59% a więc jest bardzo wysoka jak na zasilacz liniowy. W konstrukcji zasilacza zastosowano małosygnałowe tranzystory krzemowe ale tranzystorem szeregowym regulatora są trzy połączone równolegle tranzystory germanowe mocy typu ASZ1015 ( 60V / 6A / 20W) jako że tranzystory mocy krzemowe były jeszcze drogie i słabo dostępne. Oczywiście nie zastosowano żadnych układów scalonych bo dopiero się rodziły i wchodziły do użycia. Użyte tranzystory mocy są bardzo słabe jak na gabaryt zasilacza dlatego że użyto w nim preregulatora tyrystorowego. Preregulator utrzymuje na tranzystorze szeregowym określone napięcie, tym większe im większy jest pobierany z zasilacza prąd ( aby pokryć napięcie tętnień na kondensatorze o pojemności 7500 uF prostownika i spadek napięcia do kolejnego półokresu napięcia sieciowego ) aby zawsze utrzymać regulację. Germanowe tranzystory mocy są zawodne. Przy ustawieniu regulatora na maksymalne napięcie i prąd, tranzystory szeregowe ASZ1015 są po zwarciu wyjścia zasilacza , przez chwile do rozładowania kondensatora prostownika 7500 uF, bardzo mocno obciążone.
Do
wyzwalania tyrystora zastosowano analog tranzystora jednozłączowego
na tranzystorach komplementarnych.
Zasilacz
PE1512 którym posługiwał się autor uległ uszkodzeniu a zasilane
napięciem 5V urządzenie uległo destrukcji. Oczywiście uszkodził
się jeden z tranzystorów ASZ1015.
Zasilacz
ten winien mieć wbudowany układ CrowBar co tylko odrobinę
podniosłoby jego cenę.
Niestety
obszerny schemat preregulatora jest znów spleciony z całą resztą
zasilacza. Schemat niewiele by wniósł a jest obszerny.
Preregulatorów
tyrystorowych użyto też w krajowych zasilaczach krzyżowych o
parametrach 30V-1A i 60V-0.5A.
Preregulatora
triakowego użyto w mocnym akustycznym wzmacniaczu mocy Yamaha co
jest rozwiązaniem wysoce nietypowym i raczej zbędnym.
Firma
Linear Technology produkuje ulepszony trójkońcówkowy regulator
LT1038 w obudowie TO3 o mocy strat 100W wzorowany na popularnym
układzie LM317. Jego ciągły prąd wyjściowy wynosi aż 10A a
szczytowy przez 500 us aż 24A.
Na
schemacie pokazano zasilacz 0-35V, 0-10A z preregulatorem
tyrystorowym a za nim regulator ciągły z LT1038.
Rentgenowski
tomograf komputerowy z uzyskanych projekcji odtwarza obraz przekroju
ciała pacjenta. Jest bardzo użytecznym narzędziem diagnostyki
obrazowej. Jest niestety bardzo drogi ale niezastąpiony w pracy
lekarzy zwłaszcza w przypadku ciężkich chorób realnie
zagrażających życiu pacjenta.
Wymagania
na zasilacz wysokiego napięcia lampy rentgenowskiej X
konwencjonalnego aparatu medycznego są niewielkie i stosowane są
proste prostowniki w kadzi olejowej razem z podwyższającym napięcie
sieciowe jednofazowym transformatorem. Natomiast wymagania na
zasilacz wysokiego napięcia lampy rentgenowskiej X tomografu
komputerowego są bardzo ostre i trudne do spełnienia. Bardzo duża
jest wymagana moc na tle zwykłego aparatu rentgenowskiego i
wymagana stabilność napięcia. Trójfazowy transformator olejowy
podnoszący napięcie podane do prostownika mostkowego z
kondensatorem wygładzającym ( wszystko w kadzi olejowej
transformatora ) zasilany jest przez trójfazowy preregulator
tyrystorowy lub poprzez trójfazowy autotransformator (!) szybko
przestawiany serwomechanizmem.
Finalnie
wysokie napięcie ( do 120 KV czyli +/-60KV) jest dokładnie ciągle
regulowane tranzystorami mocy. Stosowane są łączone szeregowo
japońskie tranzystory mocy dedykowane do akustycznych wzmacniaczy
dużej mocy w gałęzi napięcia dodatniego i ujemnego ( lampa
rentgenowska X zasilana jest napięciami symetrycznymi ) od strony
masy. Mają bardzo szeroki obszar bezpiecznej pracy SOA i napięcie
Uceo=250V. Tranzystory mają układ chroniący ich obszar pracy
bezpiecznej dodatkowo współpracujący z chroniącymi tranzystory
warystorami. Ochrona jest bardzo trudna a wyładowania się zdarzają.
Całość
zasilacza jest bardzo skomplikowana. Napiecie lampy X czyli tez
pobierana przez nią moc zadane jest programowo poprzez przetwornik
cyfrowo – analogowy D/A stosownie do wykonywanego przekroju ciała.
Znacznie
lepszym rozwiązaniem jest ( będzie ) zasilacz impulsowy dużej mocy
ale z uwagi na filtrację tętnień i wymaganą precyzyjną regulacje
napięcia musi pracować z częstotliwością ponad 50 KHz. Obecnie
nie ma jeszcze szybkich tranzystorów tak dużej mocy ale to się
szybko zmienia.
Światowy
rynek diagnostyki obrazowej rośnie szybko i perspektywy są bardzo
dobre.
Zasilacze
średniej mocy są użyteczne. Przykładowo zamiast konstruowany /
badany zasilacz impulsowy SMPS do odbiornika TVC czy komputera
zasilać z sieci energetycznej gdzie napięcie cały czas się
zmienia zasilamy go stabilnym i regulowanym do potrzeb napięciem ca
160 – 320Vdc. Bez problemu możemy dokładnie zmierzyć sprawność
SMPS w różnych warunkach i różnym stadium nagrzania zasilacza.
Wreszcie zasilacz o napięciu wyjściowym zadanym interfejsem z
komputera PC wraz z innymi przyrządami z interfejsami pozwala
zautomatyzować eksperymenty i pomiary oraz tworzenie dokumentów z
wynikami eksperymentów.
W
preregulatorach stosowano także szybki wzmacniacz magnetyczny w
układzie Rameya. Elementem wykonawczym w miejsce tyrystora był
nasycany dławik. Sterowanie ich jest jednak zupełnie różne.
Dawniej stosowano też w preregulatorach na duże napięcia tyratrony
i ignitrony.
Mankamentem
preregulatorów z prostownikiem pojemościowym jest duża wartość
skuteczna prądu i konieczność „przewymiarowania”
transformatora. Prostownik z obciążeniem indukcyjnym zawiera
natomiast ciężki dławik. Wszystkie wprowadzają zakłócenia ale
nie stanowią one trudnego problemu.
Przyszłość
należy do zasilaczy impulsowych w każdym zakresie mocy. Nie są one
pozbawione wad. W porównaniu z regulatorami ciągłymi mają dużo
większe szumy i zakłócenia w napięciu wyjściowym.
Zastosowanie
w odbiornikach telewizyjnych TVC zasilaczy impulsowych i
tranzystorowych stopni odchylania poziomego H-Out obniżyło pobór
mocy z 300 W odbiorników lampowych do 60-100 W, zależnie od
wielkości ekranu kineskopu.
niedziela, 27 października 2019
Świat ucieka od gazu jak od węgla
Świat ucieka od gazu jak od węgla
https://energia.rp.pl/surowce-i-paliwa/gaz/18861-swiat-ucieka-od-gazu-jak-od-wegla
"Już niebawem Bruksela może zacząć traktować paliwo błękitne jak to czarne. To odebrałoby sens większości inwestycji związanych z tym surowcem.
– Gaz może być w przyszłości równie toksycznym aktywem w portfelach inwestycyjnych jak węgiel – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ekspertka instytutu Wise Europa Zofia Wetmańska. – Wiemy, że jest to paliwo zdecydowanie mniej emisyjne od węgla, ale jest traktowane w dotychczasowych politykach UE jako przejściowe – i tylko przejściowe – dodaje.
Jak wskazuje Wetmańska, w sytuacji gdy musimy szybko przekształcać systemy energetyczne, gaz ziemny jest pomostem między energetyką węglową a zeroemisyjnymi źródłami energii. Już w perspektywie 2050 r. musimy się jednak liczyć z tym, że gaz ziemny będzie musiał zostać niemal w całości zastąpiony paliwami alternatywami, takimi jak wodór, biogaz czy gaz syntetyczny. – Dlatego już dziś musimy mieć na uwadze, że duże unijne instytucje zaczną coraz bardziej zaostrzać swoje polityki inwestycyjne – wskazuje nasza rozmówczyni.
Przyczajona branża
Atmosfera wokół gazu gęstnieje już od wielu miesięcy, i to po obu stronach Atlantyku. Amerykanie zamykają w szybkim tempie elektrownie węglowe, za to chcą jeszcze szybciej otwierać instalacje oparte na gazie (korzystając z niskich cen, wynikających z rozkwitającej eksploatacji łupków). W najbliższych latach ma tam powstać co najmniej 150 instalacji generujących energię opartą na gazie. Z drugiej strony w stanie Nowy Jork przeforsowano przepisy, które zobowiązują władze do całkowitego przejścia na bezemisyjne, odnawialne źródła energii już w 2040 r. Podobne przepisy zostały przyjęte w Nowym Meksyku i Kalifornii. „Gaz będzie nowym polem klimatycznej bitwy” – głosi „The New York Times”.
W Europie wydarzenia rozwijają się w podobny sposób. „Podczas gdy ogólnounijna produkcja elektryczności opartej na węglu spadła o 16 proc. w II kwartale 2019 r. (w porównaniu z takim samym okresem ub.r.), produkcja oparta na gazie podskoczyła o 39 proc.” – czytamy w opublikowanym niedawno „Quarterly Report On European Electricity Markets 2Q 2019”. Innymi słowy, gaz w błyskawicznym tempie wypiera węgiel.
Ale nie wyciągajmy przedwczesnych wniosków. – Trend jest oczywisty, ale nie wynika z oddawania nowych inwestycji. To operacja na istniejącej infrastrukturze, znacznie większe wykorzystanie istniejących już elektrowni i zakładów gazowych – tłumaczy „Rzeczpospolitej” prof. Władysław Mielczarski, ekspert z Politechniki Łódzkiej. – O nowych inwestycjach na razie nie ma mowy, popyt na nowe turbiny wręcz spadł i ich producenci mają niemałe kłopoty.
Rynek najwyraźniej przyczaił się, czekając na rozwój sytuacji. – Nowe zielone porozumienie, jakie szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen chciałaby przeforsować już na początku swojej kadencji, minie się z celem, jeżeli nie obejmie gazu – przekonują eksperci londyńskiego „klimatycznego” think tanku E3G Jonathan Gaventa i Lisa Fischer. – Gaz jest najszybciej na świecie rosnącym pod względem zużycia paliwem kopalnym i jedynym o wciąż rosnącym zużyciu w Europie. Uporanie się z nim ma zasadnicze znaczenie dla walki ze zmianami klimatycznymi – dorzucają.
Zdjąć nogę z gazu
To podejście zaczyna się przenosić do europejskiej polityki. – Widać to w Europejskim Banku Inwestycyjnym: w ostatnim tygodniu finansowanie projektów gazowych było jednym z najważniejszych tematów – mówi Zofia Wetmańska. – Bank miał poddać pod głosowanie, czy będzie udzielać finansowania na nowe projekty związane z gazem. Głosowanie przesunięto na listopad, ale wydaje się, że taka decyzja ma szanse zapaść w najbliższej przyszłości – uzupełnia.
W gronie zwolenników radykalnego odcięcia się od błękitnego paliwa są Holandia, Francja czy Szwecja. Przeciwnicy z kolei to Niemcy i kraje wchodzące dopiero w proces transformacji, jak Polska. Na stanowisko Niemiec wpływa jednoczesne wycofywanie się z atomu i węgla w energetyce oraz duże inwestycje realizowane w sektorze gazowym.
– W polityce UE już teraz wykorzystanie gazu jest obwarowane licznymi rygorami. I musimy mieć świadomość, że obecny boom gazowy za 10–15 lat będzie musiał ustąpić szybkiemu kurczeniu się rynku. Decyzje inwestycje podejmowane dziś muszą więc uwzględniać perspektywę dekarbonizacji tego sektora – podkreśla Wetmańska.
Zarówno zagraniczni, jak i krajowi eksperci podkreślają, że w branży gazowej infrastrukturę buduje się na co najmniej 20–30 lat, co oznaczałoby, że dziś planowane inwestycje mogą się okazać niepotrzebne, gdy będą jeszcze w pełni operatywne. A budowanie w Polsce idzie pełną parą: zgodnie z informacjami podawanymi kilka tygodni temu przez Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, PSE, PERN i Gaz-System (operatorzy sieci przesyłowych, kolejno: energetycznych, paliwowych i gazowych) w ciągu najbliższych czterech lat wydadzą na inwestycje 23 mld zł. Największy udział będzie mieć w tym Gaz-System: 14 mld zł, co obejmuje m.in. gazociąg Baltic Pipe. Już w latach 2024–2025 na wodach Zatoki Gdańskiej miałby się pojawić terminal na gaz skroplony FSRU.
– W Polsce wciąż dominuje w sprawie gazu krótkowzroczne myślenie: nie doceniamy w pełni, jak dalekie zmiany będą potrzebne do głębokiej dekarbonizacji gospodarki – mówi Zofia Wetmańska. – Inwestycje gazowe na pewno są potrzebne w najbliższych latach jako rozwiązanie przejściowe, problem w tym, że nie ma strategii definiującej, czy i jak te inwestycje będą się wpisywać w realizację długoterminowej transformacji ku neutralności klimatycznej w połowie wieku – kwituje.
Gaz nie do końca czystszy
Od 50 do 60 proc. mniej dwutlenku węgla w porównaniu z tradycyjną węglową elektrownią mają emitować nowoczesne instalacje, produkujące energię na bazie gazu naturalnego. Dlatego w debacie o transformacji energetycznej mówi się o gazie jako paliwie niskoemisyjnym. Ale specjaliści wskazują też, że nie można ograniczać opisu wpływu gazu na środowisko tylko do procesów produkcyjnych. Przy eksploatacji złóż dochodzi do wycieków znacznie bardziej szkodliwego dla klimatu metanu. Wydobycie oraz transport surowca wiąże się z podobnym stopniem zanieczyszczenia środowiska. Paradoksalnie, gwałtowny rozwój energetyki opartej na gazie w miejsce węglowej potrafi też doprowadzić do nagłego wzrostu emisji – tak miało stać się m.in. w Australii."
https://energia.rp.pl/surowce-i-paliwa/gaz/18861-swiat-ucieka-od-gazu-jak-od-wegla
"Już niebawem Bruksela może zacząć traktować paliwo błękitne jak to czarne. To odebrałoby sens większości inwestycji związanych z tym surowcem.
– Gaz może być w przyszłości równie toksycznym aktywem w portfelach inwestycyjnych jak węgiel – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ekspertka instytutu Wise Europa Zofia Wetmańska. – Wiemy, że jest to paliwo zdecydowanie mniej emisyjne od węgla, ale jest traktowane w dotychczasowych politykach UE jako przejściowe – i tylko przejściowe – dodaje.
Jak wskazuje Wetmańska, w sytuacji gdy musimy szybko przekształcać systemy energetyczne, gaz ziemny jest pomostem między energetyką węglową a zeroemisyjnymi źródłami energii. Już w perspektywie 2050 r. musimy się jednak liczyć z tym, że gaz ziemny będzie musiał zostać niemal w całości zastąpiony paliwami alternatywami, takimi jak wodór, biogaz czy gaz syntetyczny. – Dlatego już dziś musimy mieć na uwadze, że duże unijne instytucje zaczną coraz bardziej zaostrzać swoje polityki inwestycyjne – wskazuje nasza rozmówczyni.
Przyczajona branża
Atmosfera wokół gazu gęstnieje już od wielu miesięcy, i to po obu stronach Atlantyku. Amerykanie zamykają w szybkim tempie elektrownie węglowe, za to chcą jeszcze szybciej otwierać instalacje oparte na gazie (korzystając z niskich cen, wynikających z rozkwitającej eksploatacji łupków). W najbliższych latach ma tam powstać co najmniej 150 instalacji generujących energię opartą na gazie. Z drugiej strony w stanie Nowy Jork przeforsowano przepisy, które zobowiązują władze do całkowitego przejścia na bezemisyjne, odnawialne źródła energii już w 2040 r. Podobne przepisy zostały przyjęte w Nowym Meksyku i Kalifornii. „Gaz będzie nowym polem klimatycznej bitwy” – głosi „The New York Times”.
W Europie wydarzenia rozwijają się w podobny sposób. „Podczas gdy ogólnounijna produkcja elektryczności opartej na węglu spadła o 16 proc. w II kwartale 2019 r. (w porównaniu z takim samym okresem ub.r.), produkcja oparta na gazie podskoczyła o 39 proc.” – czytamy w opublikowanym niedawno „Quarterly Report On European Electricity Markets 2Q 2019”. Innymi słowy, gaz w błyskawicznym tempie wypiera węgiel.
Ale nie wyciągajmy przedwczesnych wniosków. – Trend jest oczywisty, ale nie wynika z oddawania nowych inwestycji. To operacja na istniejącej infrastrukturze, znacznie większe wykorzystanie istniejących już elektrowni i zakładów gazowych – tłumaczy „Rzeczpospolitej” prof. Władysław Mielczarski, ekspert z Politechniki Łódzkiej. – O nowych inwestycjach na razie nie ma mowy, popyt na nowe turbiny wręcz spadł i ich producenci mają niemałe kłopoty.
Rynek najwyraźniej przyczaił się, czekając na rozwój sytuacji. – Nowe zielone porozumienie, jakie szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen chciałaby przeforsować już na początku swojej kadencji, minie się z celem, jeżeli nie obejmie gazu – przekonują eksperci londyńskiego „klimatycznego” think tanku E3G Jonathan Gaventa i Lisa Fischer. – Gaz jest najszybciej na świecie rosnącym pod względem zużycia paliwem kopalnym i jedynym o wciąż rosnącym zużyciu w Europie. Uporanie się z nim ma zasadnicze znaczenie dla walki ze zmianami klimatycznymi – dorzucają.
Zdjąć nogę z gazu
To podejście zaczyna się przenosić do europejskiej polityki. – Widać to w Europejskim Banku Inwestycyjnym: w ostatnim tygodniu finansowanie projektów gazowych było jednym z najważniejszych tematów – mówi Zofia Wetmańska. – Bank miał poddać pod głosowanie, czy będzie udzielać finansowania na nowe projekty związane z gazem. Głosowanie przesunięto na listopad, ale wydaje się, że taka decyzja ma szanse zapaść w najbliższej przyszłości – uzupełnia.
W gronie zwolenników radykalnego odcięcia się od błękitnego paliwa są Holandia, Francja czy Szwecja. Przeciwnicy z kolei to Niemcy i kraje wchodzące dopiero w proces transformacji, jak Polska. Na stanowisko Niemiec wpływa jednoczesne wycofywanie się z atomu i węgla w energetyce oraz duże inwestycje realizowane w sektorze gazowym.
– W polityce UE już teraz wykorzystanie gazu jest obwarowane licznymi rygorami. I musimy mieć świadomość, że obecny boom gazowy za 10–15 lat będzie musiał ustąpić szybkiemu kurczeniu się rynku. Decyzje inwestycje podejmowane dziś muszą więc uwzględniać perspektywę dekarbonizacji tego sektora – podkreśla Wetmańska.
Zarówno zagraniczni, jak i krajowi eksperci podkreślają, że w branży gazowej infrastrukturę buduje się na co najmniej 20–30 lat, co oznaczałoby, że dziś planowane inwestycje mogą się okazać niepotrzebne, gdy będą jeszcze w pełni operatywne. A budowanie w Polsce idzie pełną parą: zgodnie z informacjami podawanymi kilka tygodni temu przez Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, PSE, PERN i Gaz-System (operatorzy sieci przesyłowych, kolejno: energetycznych, paliwowych i gazowych) w ciągu najbliższych czterech lat wydadzą na inwestycje 23 mld zł. Największy udział będzie mieć w tym Gaz-System: 14 mld zł, co obejmuje m.in. gazociąg Baltic Pipe. Już w latach 2024–2025 na wodach Zatoki Gdańskiej miałby się pojawić terminal na gaz skroplony FSRU.
– W Polsce wciąż dominuje w sprawie gazu krótkowzroczne myślenie: nie doceniamy w pełni, jak dalekie zmiany będą potrzebne do głębokiej dekarbonizacji gospodarki – mówi Zofia Wetmańska. – Inwestycje gazowe na pewno są potrzebne w najbliższych latach jako rozwiązanie przejściowe, problem w tym, że nie ma strategii definiującej, czy i jak te inwestycje będą się wpisywać w realizację długoterminowej transformacji ku neutralności klimatycznej w połowie wieku – kwituje.
Gaz nie do końca czystszy
Od 50 do 60 proc. mniej dwutlenku węgla w porównaniu z tradycyjną węglową elektrownią mają emitować nowoczesne instalacje, produkujące energię na bazie gazu naturalnego. Dlatego w debacie o transformacji energetycznej mówi się o gazie jako paliwie niskoemisyjnym. Ale specjaliści wskazują też, że nie można ograniczać opisu wpływu gazu na środowisko tylko do procesów produkcyjnych. Przy eksploatacji złóż dochodzi do wycieków znacznie bardziej szkodliwego dla klimatu metanu. Wydobycie oraz transport surowca wiąże się z podobnym stopniem zanieczyszczenia środowiska. Paradoksalnie, gwałtowny rozwój energetyki opartej na gazie w miejsce węglowej potrafi też doprowadzić do nagłego wzrostu emisji – tak miało stać się m.in. w Australii."
PE Przykłady zastosowań energoelektroniki Archiwum
PE Przykłady zastosowań
energoelektroniki Archiwum
Przykładów
zastosowań energoelektroniki jest wiele. Poniżej tylko
kilkanaście z nich.
A.Z
czego wynika maksymalny moment i moc serwonapędów stosowanych w
sterowanych komputerowo maszynach CNC i robotach ? Wynika z masy
całego obiektu do przesunięcia i podtrzymania pozycji i
ewentualnego podniesienia oraz żądanego czasu wykonania operacji.
Na całkowitą masę obiektu do przesunięcia w dużej części
składa się moment bezwładności wirnika silnika serwonapędu.
Zatem im lepszy dynamicznie jest silnik tym mniejsza jest wymagana
moc invertera i silnika. Stąd też bierze się forsowanie
intensywnie pracującego tylko chwilami celowo „niedowymiarowanego”
silnika serwomechanizmu. Komutatorowy silnik prądu stałego ze
wzbudzeniem elektromagnesami jest circa dwukrotnie cięższy niż
silnik asynchroniczny i silnik synchroniczny ( także jego odmiana
BLDC ) z magnesami o dużej energii. Stąd pożądane przejście z
silników prądu stałego DC na silniki prądu zmiennego AC. Masa
przesuwanych części maszyn CNC wynika z wymaganej sztywności,
koniecznej dla zachowania dokładności obróbki. W maszynach CNC
stosowane są z reguły 3 serwonapędy. W czasie skrawania
serwonapędy pracują powoli co wynika z charakterystyki materiału
obrabianego detalu i możliwości narzędzia. Czas na przesuwanie osi
X,Y,Z bez obróbki jest jałowy i stąd chęć jego skracania. Często
maszyny na hali w procesie pracują synchronicznie według taktu
linii produkcyjnej z czego wynika nieprzekraczalny czas na kompletną
operacje.
N.B.
W nowoczesnych maszynach stosuje się wydajne narzędzia obróbcze.
W
robotach przemysłowych regułą jest stosowanie do 6 serwonapędów
osi. Na przemieszczane przez serwomechanizmy obiekty składa się
przenoszony obiekt, szkielet robota z silnikami z przekładniami,
drążkami, paskami itp. Stad do budowy szkieletu robota i jego
mechanizmów stosowane są materiały wysokiej jakości celem
zmniejszenia przesuwanych mas.
Główną
domeną zastosowania robotów jest przemysł motoryzacyjny gdzie
roboty malują i zgrzewają - spawają. Pistolet malarski i przewody
biegnące do niego nie są ciężkie.
Wymagany
prąd zgrzewania punktowego wynika z grubości blach i średnicy
spoiny. Prąd może przekraczać 20 KA. Robot ramieniem przenosi
transformator zgrzewarki zasilany z inwertera o średniej
częstotliwości rzędu 500Hz aby ograniczyć ciężar
transformatora. Rdzeń transformatora jest zbudowany z cienkich blach
nierzadko permalloyowych ( są drogie ) i chłodzony
zdemineralizowaną wodą płynącą kanalikami. Uzwojenia
transformatora też są chłodzone wodą. Mimo tego transformator
wraz z napędzanym pneumatycznie mechanizmem silnie zaciskanych
szczęk zgrzewarki może ważyć 80 kg lub więcej. Zatem potrzebny
jest silny robot z mocnymi napędami aby swoje zadanie wykonania
wielu zgrzewów zrealizował w czasie cyklu linii produkcyjnej
Robot
może też odbierać opakowane towary z linii i je paletyzować. Może
odbierać z wtryskarki odlewki plastikowe lub metalowe i obcinać (
nóż, szlifierka) pozostałe randy.
Współcześnie
elementy elektroniczne montowane są automatycznie maszynami CNC na
płytach drukowanych. Końcówki tradycyjnych elementów wkładane są
w otwory w płycie drukowanej PCB a elementy do montażu
powierzchniowego SMD kładzie na płycie SMD wcześniej przez maskę
pokrytą we właściwych miejscach klejem.
Niezgodne
z technologią automatycznego montażu metalowe obudowy tranzystorów
mocy TO3 i TO66 zostały zastąpione przez połowicznie z nimi zgodne
( historia zgodności w dół szeroko występuje w komputerach i
systemach ) „plastikowe” obudowy TOP3 i TO220. Ponieważ obudowy
te nadal wymagały izolacyjnych podkładek montażowych to metalowy
spód tych obudów pokryto cienką warstwą specjalnego plastiku
eliminując potrzebę izolacyjnych podkładek.
Koszt
płyty drukowanej szybko rośnie z ilością jej warstw. Toteż
projektowanie taniej jednowarstwowej PCB do towaru produkowanego
masowo wymaga dużej inteligencji ludzkiej i maszynowej. Produkowane
są zwory wyglądu opornika aby można je było automatycznie
montować na PCB. Zwór na dużej jednowarstwowej płycie PCB może
być dużo.
Moc
serwonapędów wynika z wymaganej szybkości pracy maszyny. W małej
nie szybkiej maszynie do automatycznego montażu elementów
elektronicznych można zastosować nawet nawet silne hybrydowe
silniki krokowe z dobrymi sterownikami mikrokrokowymi. Silnik krokowy
nie wymaga sensora położenia i mały serwomechanizm z nim jest tani
na tle normalnego serwomechnizmu.
N.B.
Zwróćmy uwagę że same maszyny obróbcze wykonują coraz więcej
elementarnych czynności i opracowano wiele metod transportu
powstających detali między kolejnymi maszynami bez udziału ludzi i
drogich robotów przemysłowych. Przykładowo detale można
odpowiednio transportować i wypozycjonować strumieniem sprężonego
powietrza czy ich potrząsaniem lub polem magnetycznym.
Od
początku lat osiemdziesiątych trwa ofensywa przemysłowa Japonii
kasująca nowoczesne branże na zachodzie.
Maszyny
NC a później CNC narodziły się w USA głównie dla przemysłu
lotniczego ale w miarę dezindustralizacji USA dominacje uzyskała
Japonia.
B.W
„drapaczach chmur” stosuje się szybkie windy dalekobieżne i
wolniejsze windy strefowe. Winda dalekobieżna zatrzymuj się tylko
na pietrach przesiadkowych. Pasażer windą dalekobieżną dojeżdża
do pietra przesiadkowego i tam wsiada do windy strefowej obsługującej
przykładowo 10 kolejnych pieter. Do zasilania silników napędowych
prądu stałego DC stosowano wzmacniacz dwu maszynowy amplidynę
(silnik asynchroniczny i prądnica DC ) lub zbliżony układ Ward
Leonarda. Silnik dla bezpieczeństwa ma hamulec aktywny bez
zasilania. System zapewniał płynne ruszanie i hamowanie oraz dużą
prędkość ale był mało sprawny, kosztowny i zawodny. Moc napędu
windy wynika z szybkości podróży lub wymaganego przyspieszenia i
ciężaru pasażerów jako że typowy ciężar windy jest
skompensowany przeciwwagą. Wzmacniacz maszynowy zastąpiono
czterokwadrantowym układem dwóch sześciotyrystorowych mostków
włączonych antyrównolegle i zasilających silnik prądu stałego
DC.
W
dużym drapaczu chmur może być zatrudnionych bardzo dużo ludzi i
wymagana wydajność systemu transportowego wind jest wysoka. System
sterowania windami jest od dawna skomputeryzowany.
Tak
samo moc napędów dźwigów wynika z masy i szybkości podnoszenia
ładunków. W potężnych portowych suwnicowych dźwigach
kontenerowych napęd podnoszący ma moc sięgająca 250 KW jako że
wymagana jest szybka obsługa czyli załadowanie i rozładowanie
statku kontenerowca w myśl zasady że czas to pieniądz.
Przyspieszenie przy podnoszeniu ciężkich kontenerów może być
ograniczone stabilnością konstrukcji dźwigu. Do krajów mało
cywilizowanych gdzie nie ma portów kontenerowych przybywają statki
z własnymi potężnymi dźwigami ale mają one słabsze napędy niż
dźwigi suwnicowe. Alternatywą dla serwomechanizmów elektrycznych
są serwomechanizmy hydrauliczne. Dla poprawienia precyzji ruchów na
automatycznym chwytaku kontenerów może być zainstalowana kamera
dla operatora dźwigu. Wymagane są całkiem dokładne ruchy.
C.Zdalnie
radiowo ustawiane przez radary SCR-584
( pierwszy z 1942 roku ) z
przelicznikami (komputery analogowe ) amplidyny sterowały
silniki DC serwomechanizmów ustawiające działa przeciwlotnicze.
W
dniach 17 lipca - 31 sierpnia 1943 roku automatyczne działa
zestrzeliły nad Anglią 1286 nadlatujących rakiet V-1. Było to 34
% rakiet wystrzelonych na Anglię. Wynik prawdopodobnie zostałby
później znacznie poprawiony ale nie było już kolejnych ataków
rakiet V-1.
Podczas
rozpoczętego 22 stycznia 1944 roku desantu aliantów pod Anzio we
Włoszech automatyczny system dział strącił ponad 100 samolotów
niemieckich. Podczas inwazji w Normandii (D-Day) 6 czerwca 1944 roku
39 dział automatycznych ochraniało desant przed atakami Luftwaffe.
Okazało się że elektronika czyli radary i sterowanie automatyczne
jest znakomicie komplementarna z produktami przemysłu ciężkiego.
Obecnie czołg bez elektroniki jest nieomal bezbronny w starciu z
czołgiem wyposażonym w nowoczesną elektronikę. Ale do
pozycjonowania dział stosuje się jednak serwomechanizm
hydrauliczny. Także mechanikę skrzydeł samolotów poruszają
silniki hydrauliczne dlatego że są znacznie lżejsze od napędu
elektrycznego co jest bardzo ważne.
Wydajne
systemy przeciwlotnicze na okrętach eskadry chroniącej bardzo
drogiego lotniskowca z samolotami i na nim samym czyniły go
niemożliwym do zniszczenia. Flota potężnych i drogich lotniskowców
pozwoliła po wojnie rozciągnąć USA projekcje siły praktycznie na
cały świat.
D.Moc
amplidyn sterujących potężne ( do 10 MW) napędy prądu stałego
DC walcarek stalowniczych (mniejsze napędy do innych zastosowań w
stalowni ) wynikała z wymagań procesu walcowania. Regulowane są
też napędy turbinowych sprężarek dużej mocy i wentylatorów w
hutach.
E.
Moc klucza odchylania poziomego H-Out w odbiorniku telewizyjnym TVC
zdefiniowana jako iloczyn szczytowego prądu i napięcia klucza
mierzy się już w kilowatach !
Energia
pola magnetycznego odchylającego w kineskopie wiązki elektronów w
kineskopie rośnie wraz z kątem odchylania, średnicą szyjki
kineskopu i napięciem anodowym. Napięcie anodowe waha się wraz z
pobieranym przez kineskop prądem czyli jasnością obrazu ( nie
mylić z regulacją jasności obrazu) ale w nowoczesnym układzie
odchylania wahania te są możliwe do zaakceptowania bez bardzo
kłopotliwej triody stabilizatora równoległego. Zmiana napięcia
anodowego powoduje m.in. zmianę względnej wydajności emisyjnej
luminoforów RGB i niepożądaną zmianę kolorów obrazu. Stąd
nominalne napięcie anodowe dla kineskopu kolorowego 25KVdc musi być
dość dokładnie przestrzegane. Zbyt wysokie napięcie anodowe grozi
pogorszeniem niezawodności i zwiększa prawdopodobieństwo wyładowań
w kineskopie oraz powiększa emisję promieniowania rentgenowskiego
X. Za małe napięcie m.in. obniża jasność obrazu i fałszuje
kolory oraz pogarsza zbieżność kolorów. Pobór prądu przez
kineskop jest w odbiorniku celowo ograniczony. Napięcie powrotu na
kluczu H-Out rośnie wraz ze skracaniem czasu powrotu ale czas ten
nie może być za długi bowiem większy od czasu odbieranego w
sygnale TV impulsu synchronizacji powoduje finalnie utratę treści
granicznej lewej i prawej części obrazu. Możliwości manewru z
czasem powrotu są małe. Zatem użyty kineskop i standard
telewizyjny wyznaczają cyrkulującą moc bierną i gabarytową
klucza H-out. Podawane w katalogach parametry tranzystorów BU208 (w
obudowie TOP3 BU508 ) odpowiadają pracy z kineskopem 26 cali o kącie
odchylania 110 stopni z prądem kineskopu 1.5 mA. Mniejsza jest moc
odchylania kineskopów o kącie 90 deg ale odbiornik TVC jest
głęboki, niepraktyczny i źle widziany przez klientów. Układ
odchylania poziomego jest największym pożeraczem energii w
odbiorniku TV-TVC i decyduje o poborze mocy z sieciowego zasilacza
impulsowego. Im lepszy jest tranzystor H-Out i bardziej optymalne
jego sterowanie tym mniejsze są straty mocy w nim i mniejsza
pobierana moc. Pobór mocy przez część sygnałową odbiornika jest
niewielki. Wzmacniacze wideo RGB pracujące w klasie AB lub B
redukują pobór mocy w stosunku do klasy A. Drugim konsumentem mocy
w odbiorniki TV jest układ odchylania pionowego jako że
statystycznie wzmacniacz audio w klasie AB pobiera mało mocy.
Zastosowanie dynamicznego podwajania w czasie powrotu napięcia
zasilania wzmacniacza końcowego odchylania pionowego jak w układach
TDA1170 pozwala znacznie zmniejszyć pobieraną moc. Nowoczesny
odbiornik TVC ( w tym sprawny zasilacz impulsowy SMPS ) z kineskopem
21 cali pobiera około 80 watt mocy z sieci.
Oczywiście
możliwe zmniejszenie średnicy szyjki kineskopu kolorowego dalej
zmniejszy pobór mocy. Kineskop jest już blisko granic swojej
doskonałości a on sam jako lampa elektronowa jest co do idei
przestarzały. Z badań prowadzonych w świecie wynika ze domownicy
spędzają przed telewizorami dużo czasu. Zatem oszczędność
energii jest spora.
F.
Wzmacniacz audio z modulacją PWM nazwany jako „cyfrowy” był
elementem składowym systemu z wypromowanym przez Sony – Philips
standardem cyfrowego zapisu /odtwarzania płyt Compact Disc.
„Cyfrowy”, stereofoniczny wzmacniacz Sony TAN-88 o mocy ponad
150W na kanał stosował jako klucze mocy tranzystory V-Fet.
Częstotliwość modulacji PWM wynosiła 500 KHz.
Urządzenie
to w prohibicyjnej cenie wyprzedziło swoje czasy. Moc szczytowa
zasilacza impulsowego wynosi aż 600 Wat. Cenną i unikalną cechą
cwanego zasilacza jest wysoka sprawność przy małej mocy obciążenia
co wynika z braku snubberów i zastosowania prądowego sterowania
proporcjonalnego tranzystorów mostka nieregulowanej przetwornicy
choć całość jest regulowana.
Czy
produkcja domowych wzmacniaczy mocy przekraczającej nawet 100-200 W
na kanał nie jest szaleństwem ? Pamiętać należy że hałas ale
także głośna muzyka uszkadza słuch narażony już w halach
fabrycznych i na ulicach przemierzanych przez hałaśliwe pojazdy.
W
zachodnim systemie rynkowym koncerny opracowują i produkują to co
chce kupić rynek czyli konsumenci.
Efektywność
głośników wynika m.in. z indukcji w szczelinie magnesu czyli z
energii magnesu oraz udziału długości cewki w polu magnetycznym
magnesu. W głośnikach basowych cewka jest znacznie dłuższa niż
długość szczeliny magnesu aby przy maksymalnych wychyleniach cewki
– membrany stała część cewki była w polu magnetycznym co
zapobiega dużym zniekształceniom. Wynika z tego słaba efektywność
głośników niskotonowych a zatem i całego zestawu głośnikowego
kolumny Hi-Fi. Wyższą efektywność można uzyskać stosując
większy czyli droższy magnes i dodatkowo magnes o większej
energii. Magnesy z ziem rzadkich są drogie. Głośnik byłby drogi i
ciężki
Sygnał
akustyczny ma duże wartości szczytowe (Crest Factor) i sprawność
akustycznych wzmacniaczy mocy przy normalnych małych mocach jest
znikoma. Wzmacniacz jałowo pobiera prąd spoczynkowy konieczny dla
małych zniekształceń. Moc jałowa pobierana z zasilacza DC jest
proporcjonalna do prądu i napięcia a to proporcjonalne do
pierwiastka ze szczytowej mocy wzmacniacza. Duży transformator
sieciowy wzmacniacza nagrzewa się nawet jałowo. Zmierzony jałowy
pobór mocy z sieci przez wzmacniacz 2 x 100 W wynosi prawie 20 Wat.
Zdaniem
autora znakomitym pod każdym względem rozwiązaniem jest
zastosowanie zasilacza impulsowego o wysokiej sprawności przy małym
obciążeniu jak we wzmacniaczu TAN-88 ale dodatkowo o regulowanym
napięciu. Mikrokontroler odbierający rozkaz o zmianie wzmocnienia -
głośności jednocześnie regulowałby napięcie zasilacza
adekwatnie do potrzeb. Algorytm regulacji i uczenia się to osobny
temat do rozważań. Zwróćmy uwagę że maksymalny sygnał z
odtwarzacza CD ( norma) i radia FM (dewiacja jest ustalona normami )
oraz gramofonu (norma) i magnetofonu ( nasycenie taśmy i
zniekształcenia) jest dokładnie określony. Nieokreśloność
maksymalnej amplitudy wnosi regulacja tonów i regulacja
fizjologiczna. N.B. Regulacja tonów z reguły psuje brzmienie i jej
głębokość w urządzeniach wysokiej jakości jest mała. Z
zadaniem poradzi sobie prosty algorytm na procesorze DSP, który jak
się wydaje niedługo zagości w każdym urządzeniu. Algorytm mógłby
też zadbać o nieprzesterowanie wzmacniacza i trwałość głośników.
Ta
regulacja napięcia zasilania obniży pobieraną moc przy normalnym
odsłuchu i rewelacyjnie polepszy trwałość tranzystorów mocy i
całości poprzez obniżenie temperatury. Konstrukcja wzmacniacza
musi jednak zapewnić stałość prądu spoczynkowego w funkcji
napięcia zasilania co nie jest trudne. Fabryczny wzmacniacz o
jałowym napięciu zasilania +-27.5V zasilony napięciem
stabilizowanym +-28V (celowo odrobinę większe od jałowego aby
wykluczyć udział zasilacza z transformatorem 50Hz ) z zasilacza
impulsowego dosłownie ryczy i niby przewymiarowane kolumny
głośnikowe są za słabe !
Philips
produkuje znakomity scalony wzmacniacz audio TDA1514. Ale nawet
taniutki układ wzmacniacza TDA2030 zasilony napięciem
stabilizowanym +-18V gra całkiem głośno.
G.Cena
godziny pracy ( lub związana z nią wartość godziny dojazdu do
pracy i wypoczynku po pracy ) rośnie w miarę rozwoju
gospodarczego. Stąd popularność w bogatych krajach szybkiej,
masowej drogiej komunikacji lotniczej.
Pomysł
szybkiego pociągu Shinkansen pojawił się w Japonii na początku
lat czterdziestych ale zaczęto go realizować w 1959 roku. Pierwszą
linie Shinkansen eksploatowano od 1964 roku. Użyto
standardowej w świecie szerokości torowiska 1435 mm. Stosowane jest
standardowe torowisko podsypane lub żelbetowe płyty gąsienicowe
długości około 4.92 metra, szerokości 2.23 metra i 160–200 mm
grubości. Płyta waży około 5 ton. Stosowane są długie odcinki
szyn. Są one starannie spawane i połączone złączami
dylatacyjnymi. Wymagania na torowisko są bardzo wysokie. Zastosowano
trakcje 25KVac bowiem stosowana w Japonii trakcja 1500 Vdc była
dużo za słaba. Półsztywno połączone w pociąg wagony mają
napęd na każdą oś co pozwala uzyskać duże przyśpieszenie i
małe obciążenie toru bowiem nie ma ciężkiej lokomotywy.
Serie
pociągów Shinkansen 0 wprowadzono w 1964 roku, serie 200 w 1982 a
serie 100 w 1985 roku.
Wymagana
moc napędów wynika z oporu aerodynamicznego oraz nachylenia
torowiska i oporów toczenia i wymaganego przyspieszenia. W pracach
nad nowymi seriami pociągów pojawiła się potrzeba kluczy dużej
mocy do inwerterów. W 1980 roku koncerny Japonii wyprodukowały
wyłączane bramką tyrystory GTO 1000A / 3000V. Zastosowano silniki
prądu zmiennego. Uszkodzenie jednego falownika i napędu jest
niezauważalne i pociąg pełni służbę do końca dnia. Specjalne
pociągi serwisowe diagnozują stan torowiska i szyn. Stosowane jest
skomputeryzowane sterowanie ruchem. Pociągi mają punktualność do
kilkunastu sekund. Mimo przewozu gigantycznej ilości pasażerów nie
było ani jednego śmiertelnego wypadku.
Na
krótkich odcinkach szybkie pociągi są konkurencyjne dla samolotów
bowiem przystanki są w centrach miast i nie ma czasochłonnego
dojazdu na podmiejskie lotnisko i odprawy bagażu.
Produkowana
w Polsce na licencji English Electric lokomotywa uniwersalna EU07 (i
pochodne od niej) ma cztery silniki komutatorowe mocy po 500 kW.
Zbudowana jest w technologi początka lat pięćdziesiątych.
Zastosowano w niej stratny rozruch oporowy wraz z przełączaniem
konfiguracji silników. Energia hamowania jest rozpraszana. Pociągi
PKP częściowo jeżdżą wolniej niż przed wojną.
Z
czego wynika optymalna prędkość kolejowego transportu osobowego i
towarowego ?
-Z
rynkowej decyzji pasażerów chcących drożej płacić za szybkie
połączenia
-Z
rosnącego wraz z prędkością zużycia energii
-Z
rosnącego wraz z prędkością prawdopodobieństwa zaistnienia
wypadku o rosnącym koszcie co wymaga inwestycji w nowoczesny tabor
i linie oraz dbałości o tabor i torowiska i sterowania
automatycznego ruchem
-Z
malejącego z prędkością czasu zaangażowania taboru i linii
kolejowej do wykonania określonej usługi przewozu
-Z
malejącego z prędkością prawdopodobieństwa kradzieży towaru.
Czas transportu towaru ma zwykle małe znacznie poza produktami
rolnymi i spożywczymi
Zatem
bogaci Japończycy jeżdżą szybkimi pociągami Shinkansen a biedni
Hindusi starymi, zdezelowanymi pociągami po starych zdemolowanych
torowiskach z prędkością do 30 km/h.
Warto
zauważyć ze dobre „skomunikowanie” pociągów a także pociągów
i autobusów i komunikacji miejskiej ma duży wpływ na czas całej
podróży. Główne strumienie podróżnych powinny trafiać na
skomunikowane środki transportu. Przewaga Japonii nad krajami III
Świata w tym skomunikowaniu jest jeszcze bardziej miażdżąca.
H.Skomplikowany
stabilny zasilacz wysokiego napięcia dla lampy rentgenowskiej
tomografu komputerowego X może mieć moc ( pracuje dorywczo z
przerwami ) maksymalną do 100 KW. Musi być przy tym maksymalnie
lekki bowiem porusza się na gantry w trakcie wykonywania setek
kolejnych projekcji.
Wymagania
na zasilacz HV konwencjonalnego urządzenia rentgena ( tak zwany
rentgen operacyjny ze wzmacniaczem obrazu ) są niskie i łatwe do
spełnienia. Z kolei mały gabarytami zasilacz HV dla lampy
rentgenowskiej aparatu dentystycznego X ma wiele zalet.
I.Pompy
wody zasilającej w elektrowniach cieplnych są największym odbiorcą
potrzeb własnych.
Wymagana
ilość pompowanej wody zależy od oddawanej przez generator mocy do
sieci energetycznej. Pompa może być napędzana dodatkową
regulowaną turbiną parową zasilaną tą samą parą co główna
turbina bloku. Jest to jednak rozwiązanie skomplikowane i drogie
oraz wymaga na czas uruchomienia bloku elektrycznego napędu pompy. W
przypadku napędu elektrycznego między silnikiem a pompą umieszcza
się regulowane, stratne sprzęgło hydrokinetyczne. W elektrowniach
amerykańskich zastosowano niedawno regulowany napęd z silnikiem
asynchronicznym zasilanym z tyrystorowego invertera prądu ( a nie
napięcia ). Koszt invertera zwraca się z oszczędności zużytej
energii elektrycznej po 2-3 latach.
J.Moc
do wzbudzenia generatora synchronicznego ( ciągle nawet więcej niż
6 MW a chwilowo więcej ) bloku energetycznego może dostarczać 6
tyrystorowy mostek trójfazowy w regulatorze napięcia i mocy biernej
AVR– Automatic Voltage Regulator. Jego zaletą jest m.in. możliwość
szybkiego odwzbudzenia maszyny przy przejściu do pracy falownikowej
celem uniknięcia jej przeciążenia
K.
Przesył energii prądem stałym HVDC jest opłacalny na dystans
powyżej 1000 km. Linia prądu stałego wysokiego napięcia HVDC może
połączyć asynchronicznie pracujące systemy energetyczne krajów.
Po obu stronach linii zastosowano 12 pulsowe konwertery tyrystorowe.
Jeden pracuje jako prostownik a drugi jako falownik. Kierunek
przepływu mocy jest dowolny. Zastosowano złożone filtry LC do
usunięcia harmonicznych aby nie zaśmiecały one obu sieci
energetycznych.
System
przesyłowy HVDC w Brazylii ma mieć moc aż 6300 MW. Stosowane
dawniej wielkie i zawodne ignitrony zostały wyparte przez łączone
szeregowo tyrystory największych mocy.
Przesył
wielkich mocy jest prawie zawsze uwarunkowany geograficznym
położeniem elektrowni ( na przykład ogromnej hydroelektrowni ) i
odbiorców.
L.Regulowane
napędy elektryczne ( to nie są serwomechanizmy ) o znośnej cenie
mogą znaleźć w przemyśle i usługach ponad 90 zastosowań !
Falowniki do regulacji obrotów silników asynchronicznych pomp,
wentylatorów, młynów, taśmociągów, maszyn... w zakresie 1:10.
Moce katalogowych falowników tyrystorowych dochodzą do 500KW.
M.Zasilacze
bezprzerwowe UPS ( Uninteruptable Power Suplly ) do zasilania
krytycznych odbiorców a w szczególności układów automatyki,
alarmów i komputerów oraz krytycznych procesów na przykład w
chemii ( w chemii pestycydów używane są ekstremalnie toksyczne dla
człowieka substancje ) czy sali chirurgicznej. Przy awarii sieci
zasilającej momentalnie załączony falownik wytwarza napięcie
zasilające pobierając moc z naładowanych wcześniej akumulatorów.
Do
mocy dwóch kilowatów przełącznikiem napięcia sieciowego (dostawa
energii z sieci lub falownika) jest szybki przekaźnik a przy
większych mocach antyrównoległa para tyrystorów jako że
styczniki są zdecydowanie za wolne. Starsze falowniki wykonywano na
tyrystorach a obecnie na tranzystorach Darlingtona.
UPS
ma zintegrowaną ładowarkę precyzyjnie ładująca akumulatory z
sieci i dbającą o jak największą żywotność akumulatorów. Przy
mniejszych mocach ładowarek stosuje się tranzystory przy dużych
tyrystory.
UPS
może dostarczać moc do czasu wejścia na obroty szybko
uruchomionego generacyjnego agregatu Diesla i możliwości jego
stopniowego obciążenia. N.B. Agregat Diesla winien być raz na
miesiąc uruchomiony i z pełną mocą pracować do osiągnięcia
pełnej temperatury na sieć państwowa aby był wiarygodny w chwili
próby. Owa chwila próby odróżnia państwa poważne zdolne do
skutecznej obrony od państw pasożytniczych które rozpadają się
przy ataku jak domek z kart.
N.Systemy
kompensacji mocy biernej. W szczególności regulacja do dużych
pieców łukowych zapobiega zmianom napięcia w sieci dystrybucyjnej
a nawet przesyłowej
O.Wózki
elektryczne do transportu wewnątrz fabryk często jako podnoszące
– widłowe. Wózki do obsługi towarów na dworcach kolejowych
P.Regulowane
zasilacze Wysokiego Napięcia HV do nadawczych tetrod RTV na zakres
do VHF i klistronów na zakres UHF. Klistrony wymagają ochrony. W
zagrożeniu zwiera się błyskawicznie wyzwalanym Spark Gap (
„ceramiczna” przerwa iskrowa z elektrodą wyzwalającą)
zasilacz HV.
Proste
zasilacze do lamp RTG. Stabilne, regulowane zasilacze do lamp RTX w
tomografach komputerowych.
Regulowane
zasilacze HV do triod KF / niski VHF do nagrzewnic pojemnościowych i
indukcyjnych. Zasilacze HV do przemysłowych generatorów
mikrofalowych z magnetronami i klistronami. Zasilacze impulsowe do
radarowych magnetronów. Zasilacze impulsowe do laserów dużej
mocy.
Q.Tranzystorowe
i lampowe falowniki do myjek i zgrzewarek ultradźwiękowych
R.Nagrzewnice
indukcyjne średniej częstotliwości z falownikiem tyrystorowym
S.Zasilacze
do elektrolizy w procesie produkcji miedzi, aluminium i magnezu mają
wyjściowe prądy przekraczające 50KA przy napięciu kilkuset woltów
jako że wiele wanien jest połączonych szeregowo.
T.Spawarki
i zgrzewarki pracujące w automatach lub razem z robotami
przemysłowymi. W sterowanych prostownikach stosowane są tyrystory.
W falownikach stosowano szybkie tyrystory ale obecnie dominują już
tranzystory Darlingtona.
U.Szerokie
zastosowanie ma energoelektronika na nowoczesnych statkach morskich.
„Energoelektronika na statkach ” Sławomira Wyszkowskiego,
Wydawnictwo Morskie 1981 roku, pokazuje stan rzeczy z 1976 roku:
napęd główny, wciągarki i żurawie ładunkowe, wciągarki
kotwiczne i cumownicze, wciągarki trałowe, napęd steru, dynamiczna
stabilizacja kołysań statku, AVR generatora, ładowarki
akumulatorów , UPS, sprzęgło silnika głównego.
Silnik
główny zasilany jest tanim paliwem pozostałościowym czyli mazutem
a w języku światowym HFO: Heavy Fuel Oil. Na wzór elektrowni
potężny silnik główny ma spore potrzeby własne zaspokajane przez
agregaty prądotwórcze ( 380V-50Hz lub 440V-60Hz ) napędzane
silnikami (mocy do 2500 KM ) na drogie paliwo Diesla.
W
nowoczesnych statkach silnik główny napędza generator
synchroniczny, z którego napięcie jest prostowane i podane do
tyrystorowego falownika komutowanego siecią. Gdy silnik główny na
oceanie pracuje z dużą mocą agregaty Diesla są wyłączone i
używana jest „prądnica wałowa” bowiem tak skomplikowany system
jest potocznie nazywany. Dzięki niemu małe jest zużycie drogiego
paliwa i małe jest zużycie mechaniczne agregatów. Generator
napędzany silnikiem głównym pracuje ze zmiennymi obrotami i
oczywiście nie może wprost zasilać energetycznej sieci pokładowej.
Systemy pracują asynchronicznie podobnie jak to ma miejsce przy
łączeniu różnych pracujących asynchronicznie systemów układem
HVDC.
Nowoczesne
jednostki specjalistyczne są drogie i poszukiwane na rynku
światowym. Jest na nich dużo energoelektroniki. Produkcja kadłuba
statku polega na pospawaniu ( automat spawalniczy długie spawy
wykonuje 4 razy szybciej niż doświadczony spawacz ) pociętych (
maszyna CNC ) i trochę pogiętych prasą grubych blach. Najdroższa
na statku jest siłownia. Zautomatyzowane bezdozorowe siłownie
wymagają niewielkiego personelu i statek jest w rezultacie tani w
eksploatacji. Niestety w Polsce mało produkuje się elektroniki i
automatyki statkowej. Kupowanie za waluty nowoczesnego i drogiego
wyposażenie statku czyni całą produkcje statku ekonomicznym
nonsensem. Obecnie na prostym cięciu i spawaniu blach nie da się
już zarobić choćby robić to najsprawniej w świecie a Polskie
stocznie są dalekie od sprawności.
Niemcom
w czasie wojny starczyło pół roku na budowę skomplikowanego
U-boota. Miano produkować 40 sztuk miesięcznie ale alianci
skutecznie bombardowali różne zakłady III Rzeszy zakłócając
produkcje. 32 zakłady produkowały wtedy tak zwane sekcje
które w stoczni łączono w okręt podwodny.
Bardzo
sprawnie w dużej ilości produkowano wtedy statki w stoczniach USA –
zarówno proste statki handlowe jak i obłędnie skomplikowane
lotniskowce.
Silne
servonapędy elektryczne stosowane są w dźwigach portowych. Ważący
650 ton dźwig suwnicowy szybko przeładowujący kontenery ma napęd
wciągarki mocy 250 kW. Zatem produkując energoelektronikę i
maszyny elektryczne przy okazji można sprzedać wielką ilość
stali i produkcji przemysłu metalowego.
V.W
nowoczesnych świetlówkach stosuje się miniaturowe falowniki. Taka
świetlówka ma sprawność świetlną 4-5 razy lepszą niż
zwyczajna żarówka !
W.Tyrystorowe
sterowniki fazowe regulują moc grzałek i temperaturę w
precyzyjnych i czystych piecach procesowych. Są stosowane w domowych
ściemniaczach żarówek oraz w kinach i teatrach.
X.Ładowarki
dużych akumulatorów rezerwowych stosuje się w urządzeniach UPS,
telekomunikacji, elektrowniach...
Z
przykładów widać że energoelektronika to domena najwyżej
rozwiniętych i najbogatszych krajów świata.
Polska
w poziomie dochodu narodowego per capita jeszcze długo nie będzie
potrzebować szybkich pociągów takich jak Shinkansen. Niemniej
podniesienie prędkości pociągów musi nastąpić.
Ale
wieloma dziedzinami zastosowań wypada się zająć.
Światowe
perspektywy energoelektroniki są bardzo dobre i jest pewne ze coraz
większa część produkowanej energii elektrycznej będzie w krajach
cywilizowanych przechodzić przez inwertery i zasilacze impulsowe.
Pretendentem do tronu lidera światowego przemysłu jest teraz
Japonia która może zdetronizować USA. W Japonii pracuje bardzo
dużo maszyn CNC i rośnie liczba robotów.
Polska
i kraje RWPG mogą odpaść od cywilizacji elektroniki, robotów
przemysłowych i maszyn CNC.
Człowiek
od dawna korzysta z energii wytwarzanej z zasobów przyrody. Od
połowy XVIII wieku intensywnie zaczęła rozwija się mechanizacja
produkcji. Automatyzacja produkcji jest kolejnym krokiem w
podnoszeniu wydajności pracy czyli finalnie dobrobytu społeczeństwa.
Elementem urządzeń automatycznych i półautomatycznych są
urządzenia energoelektroniczne.
"Momentami odnosilam wrazenie, ze cały ten proces to byla farsa"
"Momentami odnosilam wrazenie, ze cały ten proces to byla farsa"
Gazeta Wyborcza publikuje artykuły za zaoraniem obecnego sądownictwa i osądzeniem gangsterów udających sędziów. Ktoś zrobił z GW tubę pisowską ! Nowa mądrość etapu ?
Jawnie fałszywe zeznania. Preparowanie dowodów. Ukrywanie dowodów. Grożenia świadkom. Sądy w Szczecinie wydają wyroki całkowicie ignorując materiał dowodowy. Potworność. Proces Kafki i bezprawie gorsze niż za Stalina. Ten proces to ustawka i farsa.
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25338231,momentami-odnosilam-wrazenie-ze-caly-ten-proces-to-byla-farsa.html
""Momentami odnosiłam wrażenie, że cały ten proces to była farsa". Sprawa Arkadiusza Kraski
W 1999 roku na stacji CPN w Szczecinie zamordowano dwóch złodziei samochodów: Marka Cisonia i Roberta Sajdaka. Dwa lata później za tę zbrodnię został skazany - mimo braku dowodów - Arkadiusz Kraska. Wyrok - dożywocie. Po osiemnastu latach spędzonych w więzieniu Sąd Najwyższy uchylił wyrok szczecinianina. Sprawę, w której cały czas jest pełno znaków zapytania, od kilku lat śledzi Ewa Ornacka. Rozmowy z niesłusznie skazanym, jego rodziną i innymi osobami zaangażowanymi w tę sprawę znajdziemy w książce dziennikarki "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski".
Taśma
- Momentami odnosiłam wrażenie, że cały ten proces to była farsa - powiedziała w 2016 roku pani Ewa Cisoń, matka Marka, gdy po raz pierwszy opowiadała przed kamerą o swoim dramacie. - Do tej pory mam odczucia, że sprawa była zakłamana. Świadkowie plątali się w zeznaniach lub nic nie mówili, bo się bali. Jako matka czuję, że było inaczej.
Nie byłoby wrażenia farsy, gdyby podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ujawniono kluczowy dowód, jakim była taśma z monitoringu ze stacji CPN. Przez niemal dwadzieścia lat kaseta VHS z zapisem zbrodni przeleżała w sądowym magazynie dowodów rzeczowych i nikt - poza Arkadiuszem Kraską - nigdy się o nią nie upominał. To chyba pierwszy taki przypadek w Polsce, gdy sąd wydał wyrok dożywocia, mając pod nosem dowód niewinności oskarżonego.
Co wynika z tej taśmy? Przede wszystkim strzały padły z zupełnie innego kierunku, niż twierdzili świadkowie. Dwa strzały do stojącego na trawniku Marka Cisonia oddano z parku, zza czarnego mercedesa, którego numery rejestracyjne znalazły się w kadrze i są możliwe do odczytania.
Na taśmie widać też wystrzelone pociski. Ten drugi, oddany w klatkę piersiową, uderzył z siłą huraganu - odrzucił mężczyznę w tył, wstrząsając całym ciałem. Marek runął na ziemię. Po szesnastu sekundach padają kolejne trzy strzały, tym razem do nadchodzącego Roberta Sajdaka. Chwilę wcześniej Sajdak spojrzał w stronę parku i czarnego mercedesa. Na jego twarzy widać osłupienie. Po chwili on też upada na trawnik. Podnosi się na kolana, słabnie, nie daje rady, ale nie odpuszcza. Czołga się do leżącego kolegi, zwija się z bólu. Jego konwulsje trwają na taśmie około pięciu minut, aż do przyjazdu policji.
Zapodziana kaseta VHS zawdzięcza swoje drugie życie prokurator Barbarze Zapaśnik z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, która przez ponad rok gromadziła dowody niewinności Arkadiusza Kraski. Opis zarejestrowanych na taśmie zdarzeń - sekunda po sekundzie - widniejący w "Protokole oględzin kasety wideo" dokonanych w prokuraturze w obecności biegłego liczy blisko dwieście stron. Analiza taśmy zajęła śledczym dwa miesiące.
Dwadzieścia lat wcześniej nagranie VHS (w oparciu o analizę z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie) opisano zaledwie w kilku zdaniach: "Oględzinom poddano kasetę wideo (...) Jest to standardowa kaseta wideo wykonana z tworzywa sztucznego w kolorze czarnym. Po odtworzeniu kasety na standardowym magnetowidzie widnieje zapis magnetyczny obejmujący okres zdarzenia w dniu 08.09.1999 roku i okresy przyległe wstecz i po zdarzeniu. Zapis jest w kolorze czarno-białym wykonany w longplay. Przedstawia obraz stacji z ujęcia dwóch kamer umiejscowionych od strony kościoła i wyjazdu ze stacji. Obraz przekazywany jest automatycznie z kamery lewej do prawej i odwrotnie. Rzuty obrazu trwają kilka sekund. Na obrazie widoczny jest teren stacji, parkujące na niej samochody i przemieszczający się i stojący na niej ludzie. Pod koniec zapisu widoczne są dwie osoby wbiegające na trawnik położony na stacji przy ulicy Kopernika i kładące się na podłożu. Pod koniec widoczne są radiowozy".
(...) - Dlaczego obrona nie wykorzystała tak ważnego dowodu? - pytam Arkadiusza Kraskę.
- Kiedy się dowiedziałem, że na stacji były kamery, zwróciłem się do prokuratora, żeby załączył do akt sprawy zapis z monitoringu.
- I załączył?
- Odpisał, że taśma nie nadaje się do wykorzystania, ponieważ są na niej tylko sylwetki, których nie można zidentyfikować. Widniała w wykazie dowodów rzeczowych, ale nigdy nie odtworzono jej na procesie. W aktach sądowych jest opinia biegłego, który opisał dla śledczych, co zarejestrował monitoring: że są jakieś samochody, jacyś ludzie, a potem dwaj mężczyźni leżący na trawniku.
- W sierpniu 2019 roku, kiedy Prokuratura Krajowa nakazała szczecińskiej prokuraturze wycofać swój wniosek o wznowienie postępowania w pańskiej sprawie, podano do publicznej wiadomości, że nagranie z monitoringu nie wnosi do sprawy nic nowego i potwierdza zeznania świadków incognito.
- Całe szczęście, że pani prokurator Barbara Zapaśnik z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie zdążyła już dostarczyć sędziom prawdziwy opis wydarzeń na poszczególnych stop-klatkach. Świadomość, że mam jej wsparcie, pozwoliła mi nie zwariować, gdy jej przełożeni z Prokuratury Krajowej w Warszawie chcieli mnie z powrotem wpakować za kratki.
Pobieżna analiza taśmy sprzed lat, której dokonał powołany do sprawy biegły, nie mogła wykazać, że strzelców prawdopodobnie było dwóch. Jeden z nich odjechał białym mercedesem spod dystrybutorów. Nie dziwię się, że prawdziwi świadkowie milczeli przez tyle lat. To oczywiste, że się bali.
- Kim według pana byli ludzie, którzy to zorganizowali?
- Wojna w mieście sięgnęła wtedy zenitu. Mówiono, że dla jednej ze stron ściągnięto z Poznania zawodowe wsparcie, ludzi od mokrej roboty, ale nie wiem, czy to nie zwykłe plotki. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda się ustalić prawdę o tamtych wydarzeniach.
Izabela
Mirela o alibi Willy'ego: - Od momentu aresztowania Arka konsekwentnie powtarzałam śledczym, że w czasie strzelaniny Willy był w domu i oglądał mecz. Jedyną osobą, która mi uwierzyła, była Izabela, moja bliska koleżanka.
- Mirelka, przecież to jakaś bzdura z tymi zarzutami dla niego - powiedziała mi.
- Przecież ja tam byłam i wszystko widziałam. To na pewno nie był Willy.
- O czym ty mówisz, dziewczyno? Gdzie byłaś? - dociekałam.
- Przechodziłam koło pasażu A-Z, wracałam z dzieciakiem z przychodni na Wojciecha - odpowiedziała. - Byłam na wysokości schodów, przy wejściu do pasażu, gdy usłyszałam strzały. Akurat w tamtym momencie kucnęłam, żeby zawiązać małemu sznurowadło. Całe szczęście, że byłam pochylona, bo może sama bym oberwała.
- Widziałaś kogoś?
- Tak, zapamiętałam faceta z długimi włosami związanymi w kucyk. Potem jechał za mną ciemny samochód, ale nie gonił mnie, tylko jakby sprawdzał, gdzie idę.
- A gdzie poszłaś?
- Weszłam w pierwszą lepszą bramę na Łokietka i skrótami, przez podwórka na tyłach kamienic, dotarłam do teściowej. Mieszka nieopodal, a ja potrzebowałam pieniędzy na wykupienie recepty dla dzieciaka.
- Iza, musisz z tym koniecznie iść na policję. Ty byłaś na miejscu podwójnej zbrodni! Pójdziesz? - nalegałam, a emocje rozsadzały mi głowę.
- Oczywiście - potwierdziła Izabela. - Powiem im, że Willy'ego tam nie było, tego jestem pewna.
- Dziękuję, to jest cholernie ważne. Los Arka może być w twoich rękach.
- Nie musisz dziękować, przecież to jest prawda, co mówię.
Umówiłam ją na spotkanie z policjantem - nie osobiście, bo takich możliwości nie miałam, ale za pośrednictwem Prezesa z Parkowej. Wydawał się żywo zainteresowany całą historią. Prezes dobrze znał tego gliniarza, który w Komendzie Wojewódzkiej Policji prowadził sprawę zabójstwa przy stacji paliw. Podejrzewam, że był jego informatorem. Izabela poprosiła, żebym poszła z nią na spotkanie, to będzie jej raźniej.
Policjant czekał w samochodzie w umówionym miejscu. Przywitałam się tylko i facet od razu mnie odprawił. Próbowałam później skontaktować się z Izabelą, ale stała się nieuchwytna. Z czasem zrozumiałam dlaczego - zamiast świadkiem obrony została świadkiem oskarżenia. Już po wyroku tłumaczyła mi, że to policjanci wymusili na niej całkiem inne zeznania. W sądzie powiedziała, że to Willy strzelał.
Izabela o przesłuchaniach w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie: "Policjant czekał na nas w samochodzie" - czytamy w jej oświadczeniu podpisanym u notariusza. - "Mirela odeszła zaraz po wymianie uprzejmości. Opowiedziałam mu na gorąco przebieg zdarzenia, którego byłam świadkiem. Już na wstępie podkreśliłam, że to nie był Arek. Policjant słuchał bez słowa komentarza. Następnie zabrał mnie do Komendy Wojewódzkiej. (...)
Podczas przesłuchania oznajmił, że mam nie kłamać, bo sprawcą jest Arek. Zaprzeczyłam stanowczo. On na to, że jeśli będę się upierać i kryć mordercę, to będę miała postawione zarzuty współudziału w zbrodni, że mam się zastanowić, co robię, bo przecież mam dziecko i kto się nim zaopiekuje, kiedy matka pójdzie siedzieć, a ojciec już siedzi. Mój mąż rzeczywiście był wtedy za kratami.
Przesłuchiwano mnie w tej sprawie kilkakrotnie (...) Dwa lub trzy razy konsekwentnie upierałam się przy swoim. Irytowałam policjanta swoją postawą. Krzyczał na mnie, wygrażał, że 'jak wciąż będę kłamać, to pójdę na dołek i już nie zobaczę syna'. Płakałam. Przysięgałam, że mówię prawdę, ale on wciąż to samo: 'prawda jest jedna - strzelał Arkadiusz Kraska'. Ten człowiek mnie sterroryzował. Psychicznie to była dla mnie masakra. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam - ani wcześniej, ani później, chociaż w życiu wielokrotnie miałam do czynienia z policją, przez męża kryminalistę.
Ja mówiłam swoje, a on swoje. Nie pamiętam teraz, czy to on sporządzał protokoły z przesłuchania. Chcę podkreślić, że nie dawał mi ich do czytania, chociaż go o to prosiłam. Mówił: 'Po co ci to czytać? Przecież wiesz, co powiedziałaś'. Poddałam się na ostatnim przesłuchaniu. Miałam dość krzyków, zastraszania. To wszystko trwało tak długo, każde przesłuchanie ciągnęło się wiele godzin. Chciałam wracać do domu, do dziecka. Wtedy powiedziałam, że to był Arek. Policjant odetchnął z ulgą, mówiąc: 'Trzeba było tak od razu. Zaoszczędziłabyś sobie wizyt na komendzie i tych nerwów'. Był dla mnie zdecydowanie milszy, zaproponował nawet kawę czy herbatę, ale odmówiłam".
Bluszcz
Wspomnienia wydarzeń poprzedzających burzliwe rozstanie Mireli z Arkiem, przywoływane przez nich chaotycznie i z częstymi przerwami na papierosa, obudziły w obojgu ogromną traumę, skrywaną skrzętnie przez lata.
Wspomnienia Mireli:
- Najgorsze zdarzyło się krótko przed wyrokiem Arka. Był chyba styczeń lub luty 2001 roku, przed drugimi urodzinami Bartka. Wynajmowałam pokój w mieszkaniu starszego mężczyzny w zamian za opiekę nad nim. Mówiłam na niego dziadek. Prezes z Parkowej podsunął mi to mieszkanie. Byłam biedna jak mysz kościelna, nie miałam na jedzenie. Koleżanki zerwały ze mną kontakt, naprawdę nikogo nie interesował mój los.
Pewnego dnia zadzwonił Prezes i powiedział, żebym do niego natychmiast przyjechała, bo sprawa jest ważna. Odpowiedziałam, że nie mogę ot tak sobie wyjść. Musiałam najpierw położyć syna do łóżeczka i poczekać, aż zaśnie. Zazwyczaj miał twardy sen. Dostawał na noc butelkę z mlekiem i spał grzecznie do rana. Pomyślałam, że teoretycznie na godzinę mogłabym się wyrwać.
Zadzwoniłam do koleżanki. Poprosiłam, żeby posiedziała z Bartkiem. Odmówiła. Druga tak zwana przyjaciółka też nie miała czasu. Wtedy dziadek zaproponował, że przecież on może zająć się dzieckiem.
- To taki grzeczny chłopiec, nie sprawia problemów. Jeśli musisz załatwić coś naprawdę ważnego, co może dotyczyć Arka, to idź i niczym się nie martw - zachęcał.
Prezes z Parkowej zadzwonił po raz drugi. - Pospiesz się, bo facet czeka - rzucił do słuchawki. Nie wiedziałam, o jakim facecie mówi. Na miejscu okazało się, że umówił mnie ze znajomym policjantem, który rzekomo mógł pomóc. Prezes prosił, żebym powiedziała temu człowiekowi wszystko, jak na spowiedzi. Nie chciał znać treści naszej rozmowy, dlatego z jego mieszkania przenieśliśmy się z policjantem do kawalerki przy tej samej ulicy.
To był ten sam funkcjonariusz, który przyjechał po Izabelę i zabrał ją na przesłuchanie do Komendy Wojewódzkiej. Od początku wyczuwałam jego negatywne nastawienie do mnie. W mieszkaniu, gdzie mieliśmy porozmawiać, zorientowałam się, że zaciągnął mnie tam na seks i bez tego nawet nie będzie mnie słuchał.
Policjant zaproponował mi drinka, ale odmówiłam, chcąc mieć to szybko z głowy. Wykorzystał mnie seksualnie, przy czym nie musiał używać siły. Sytuacja była czytelna, wiedziałam, że stawianie oporu nic nie da. Poddałam się, byłam bez szans. Ostentacyjnie położył broń przy mojej głowie, czym mnie skutecznie zastraszył. Co dziesięć minut dzwonił telefon stacjonarny. Policjant podnosił słuchawkę i mówił tylko, że "jest OK". Widać ktoś sprawdzał, czy wszystko przebiega według planu.
Podczas stosunku wciąż myślałam o tym, że w sztucznym bluszczu przy kanapie znajduje się ukryta kamera i ten człowiek będzie miał na mnie taśmę.
Po wszystkim nie silił się na uprzejmości. Chciałam skorzystać z toalety i poprosiłam o ręcznik - kontynuuje Mirela - a on huknął na mnie: - Co ty, kurwo, myślisz, że jesteś w pięciogwiazdkowym hotelu?!
Uświadomił mi bez ogródek, że dla dobra własnego i dziecka mam siedzieć cicho i w ogóle nie wracać do sprawy strzelaniny. Próbowałam przekonywać go o niewinności Arka, a on chwycił mnie za włosy, wystawił mi głowę za okno i krzyczał: - Nawet jak znikniesz bez śladu, to i tak nikt się nie zorientuje. Jesteś szmatą. Będziesz się stawiać, to nigdy nie zobaczysz swojego dzieciaka. Syn trafi do placówki opiekuńczej, a ciebie znajdą zaćpaną na Głębokim [jezioro w Szczecinie - przyp. aut.].
Wybiegłam na klatkę schodową w popłochu, korzystając z chwili jego nieuwagi. Nie zdążyłam włożyć butów, uciekałam boso po schodach, uruchomiwszy wcześniej windę. Słyszałam, jak policjant krzyczał do kogoś:
- Kurwisko uciekło, stój przy drzwiach!
Widziałam na dole jakiegoś mężczyznę, ale wolałam uciekać, niż mu się przyglądać. Byłam śmiertelnie przerażona. Przerażała mnie świadomość, że nikomu nie mogę o tym powiedzieć. Upokorzenie było tak wielkie, że nie byłabym w stanie powierzyć komuś swojej tajemnicy. Zresztą pewnie nikt by mi nie uwierzył. Strach i wstyd podziałały jak paralizator.
Ale najgorsze było jeszcze przede mną.
*Fragmenty książki "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski" Ewy Ornackiej."
Gazeta Wyborcza publikuje artykuły za zaoraniem obecnego sądownictwa i osądzeniem gangsterów udających sędziów. Ktoś zrobił z GW tubę pisowską ! Nowa mądrość etapu ?
Jawnie fałszywe zeznania. Preparowanie dowodów. Ukrywanie dowodów. Grożenia świadkom. Sądy w Szczecinie wydają wyroki całkowicie ignorując materiał dowodowy. Potworność. Proces Kafki i bezprawie gorsze niż za Stalina. Ten proces to ustawka i farsa.
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25338231,momentami-odnosilam-wrazenie-ze-caly-ten-proces-to-byla-farsa.html
""Momentami odnosiłam wrażenie, że cały ten proces to była farsa". Sprawa Arkadiusza Kraski
W 1999 roku na stacji CPN w Szczecinie zamordowano dwóch złodziei samochodów: Marka Cisonia i Roberta Sajdaka. Dwa lata później za tę zbrodnię został skazany - mimo braku dowodów - Arkadiusz Kraska. Wyrok - dożywocie. Po osiemnastu latach spędzonych w więzieniu Sąd Najwyższy uchylił wyrok szczecinianina. Sprawę, w której cały czas jest pełno znaków zapytania, od kilku lat śledzi Ewa Ornacka. Rozmowy z niesłusznie skazanym, jego rodziną i innymi osobami zaangażowanymi w tę sprawę znajdziemy w książce dziennikarki "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski".
Taśma
- Momentami odnosiłam wrażenie, że cały ten proces to była farsa - powiedziała w 2016 roku pani Ewa Cisoń, matka Marka, gdy po raz pierwszy opowiadała przed kamerą o swoim dramacie. - Do tej pory mam odczucia, że sprawa była zakłamana. Świadkowie plątali się w zeznaniach lub nic nie mówili, bo się bali. Jako matka czuję, że było inaczej.
Nie byłoby wrażenia farsy, gdyby podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ujawniono kluczowy dowód, jakim była taśma z monitoringu ze stacji CPN. Przez niemal dwadzieścia lat kaseta VHS z zapisem zbrodni przeleżała w sądowym magazynie dowodów rzeczowych i nikt - poza Arkadiuszem Kraską - nigdy się o nią nie upominał. To chyba pierwszy taki przypadek w Polsce, gdy sąd wydał wyrok dożywocia, mając pod nosem dowód niewinności oskarżonego.
Co wynika z tej taśmy? Przede wszystkim strzały padły z zupełnie innego kierunku, niż twierdzili świadkowie. Dwa strzały do stojącego na trawniku Marka Cisonia oddano z parku, zza czarnego mercedesa, którego numery rejestracyjne znalazły się w kadrze i są możliwe do odczytania.
Na taśmie widać też wystrzelone pociski. Ten drugi, oddany w klatkę piersiową, uderzył z siłą huraganu - odrzucił mężczyznę w tył, wstrząsając całym ciałem. Marek runął na ziemię. Po szesnastu sekundach padają kolejne trzy strzały, tym razem do nadchodzącego Roberta Sajdaka. Chwilę wcześniej Sajdak spojrzał w stronę parku i czarnego mercedesa. Na jego twarzy widać osłupienie. Po chwili on też upada na trawnik. Podnosi się na kolana, słabnie, nie daje rady, ale nie odpuszcza. Czołga się do leżącego kolegi, zwija się z bólu. Jego konwulsje trwają na taśmie około pięciu minut, aż do przyjazdu policji.
Zapodziana kaseta VHS zawdzięcza swoje drugie życie prokurator Barbarze Zapaśnik z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, która przez ponad rok gromadziła dowody niewinności Arkadiusza Kraski. Opis zarejestrowanych na taśmie zdarzeń - sekunda po sekundzie - widniejący w "Protokole oględzin kasety wideo" dokonanych w prokuraturze w obecności biegłego liczy blisko dwieście stron. Analiza taśmy zajęła śledczym dwa miesiące.
Dwadzieścia lat wcześniej nagranie VHS (w oparciu o analizę z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie) opisano zaledwie w kilku zdaniach: "Oględzinom poddano kasetę wideo (...) Jest to standardowa kaseta wideo wykonana z tworzywa sztucznego w kolorze czarnym. Po odtworzeniu kasety na standardowym magnetowidzie widnieje zapis magnetyczny obejmujący okres zdarzenia w dniu 08.09.1999 roku i okresy przyległe wstecz i po zdarzeniu. Zapis jest w kolorze czarno-białym wykonany w longplay. Przedstawia obraz stacji z ujęcia dwóch kamer umiejscowionych od strony kościoła i wyjazdu ze stacji. Obraz przekazywany jest automatycznie z kamery lewej do prawej i odwrotnie. Rzuty obrazu trwają kilka sekund. Na obrazie widoczny jest teren stacji, parkujące na niej samochody i przemieszczający się i stojący na niej ludzie. Pod koniec zapisu widoczne są dwie osoby wbiegające na trawnik położony na stacji przy ulicy Kopernika i kładące się na podłożu. Pod koniec widoczne są radiowozy".
(...) - Dlaczego obrona nie wykorzystała tak ważnego dowodu? - pytam Arkadiusza Kraskę.
- Kiedy się dowiedziałem, że na stacji były kamery, zwróciłem się do prokuratora, żeby załączył do akt sprawy zapis z monitoringu.
- I załączył?
- Odpisał, że taśma nie nadaje się do wykorzystania, ponieważ są na niej tylko sylwetki, których nie można zidentyfikować. Widniała w wykazie dowodów rzeczowych, ale nigdy nie odtworzono jej na procesie. W aktach sądowych jest opinia biegłego, który opisał dla śledczych, co zarejestrował monitoring: że są jakieś samochody, jacyś ludzie, a potem dwaj mężczyźni leżący na trawniku.
- W sierpniu 2019 roku, kiedy Prokuratura Krajowa nakazała szczecińskiej prokuraturze wycofać swój wniosek o wznowienie postępowania w pańskiej sprawie, podano do publicznej wiadomości, że nagranie z monitoringu nie wnosi do sprawy nic nowego i potwierdza zeznania świadków incognito.
- Całe szczęście, że pani prokurator Barbara Zapaśnik z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie zdążyła już dostarczyć sędziom prawdziwy opis wydarzeń na poszczególnych stop-klatkach. Świadomość, że mam jej wsparcie, pozwoliła mi nie zwariować, gdy jej przełożeni z Prokuratury Krajowej w Warszawie chcieli mnie z powrotem wpakować za kratki.
Pobieżna analiza taśmy sprzed lat, której dokonał powołany do sprawy biegły, nie mogła wykazać, że strzelców prawdopodobnie było dwóch. Jeden z nich odjechał białym mercedesem spod dystrybutorów. Nie dziwię się, że prawdziwi świadkowie milczeli przez tyle lat. To oczywiste, że się bali.
- Kim według pana byli ludzie, którzy to zorganizowali?
- Wojna w mieście sięgnęła wtedy zenitu. Mówiono, że dla jednej ze stron ściągnięto z Poznania zawodowe wsparcie, ludzi od mokrej roboty, ale nie wiem, czy to nie zwykłe plotki. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda się ustalić prawdę o tamtych wydarzeniach.
Izabela
Mirela o alibi Willy'ego: - Od momentu aresztowania Arka konsekwentnie powtarzałam śledczym, że w czasie strzelaniny Willy był w domu i oglądał mecz. Jedyną osobą, która mi uwierzyła, była Izabela, moja bliska koleżanka.
- Mirelka, przecież to jakaś bzdura z tymi zarzutami dla niego - powiedziała mi.
- Przecież ja tam byłam i wszystko widziałam. To na pewno nie był Willy.
- O czym ty mówisz, dziewczyno? Gdzie byłaś? - dociekałam.
- Przechodziłam koło pasażu A-Z, wracałam z dzieciakiem z przychodni na Wojciecha - odpowiedziała. - Byłam na wysokości schodów, przy wejściu do pasażu, gdy usłyszałam strzały. Akurat w tamtym momencie kucnęłam, żeby zawiązać małemu sznurowadło. Całe szczęście, że byłam pochylona, bo może sama bym oberwała.
- Widziałaś kogoś?
- Tak, zapamiętałam faceta z długimi włosami związanymi w kucyk. Potem jechał za mną ciemny samochód, ale nie gonił mnie, tylko jakby sprawdzał, gdzie idę.
- A gdzie poszłaś?
- Weszłam w pierwszą lepszą bramę na Łokietka i skrótami, przez podwórka na tyłach kamienic, dotarłam do teściowej. Mieszka nieopodal, a ja potrzebowałam pieniędzy na wykupienie recepty dla dzieciaka.
- Iza, musisz z tym koniecznie iść na policję. Ty byłaś na miejscu podwójnej zbrodni! Pójdziesz? - nalegałam, a emocje rozsadzały mi głowę.
- Oczywiście - potwierdziła Izabela. - Powiem im, że Willy'ego tam nie było, tego jestem pewna.
- Dziękuję, to jest cholernie ważne. Los Arka może być w twoich rękach.
- Nie musisz dziękować, przecież to jest prawda, co mówię.
Umówiłam ją na spotkanie z policjantem - nie osobiście, bo takich możliwości nie miałam, ale za pośrednictwem Prezesa z Parkowej. Wydawał się żywo zainteresowany całą historią. Prezes dobrze znał tego gliniarza, który w Komendzie Wojewódzkiej Policji prowadził sprawę zabójstwa przy stacji paliw. Podejrzewam, że był jego informatorem. Izabela poprosiła, żebym poszła z nią na spotkanie, to będzie jej raźniej.
Policjant czekał w samochodzie w umówionym miejscu. Przywitałam się tylko i facet od razu mnie odprawił. Próbowałam później skontaktować się z Izabelą, ale stała się nieuchwytna. Z czasem zrozumiałam dlaczego - zamiast świadkiem obrony została świadkiem oskarżenia. Już po wyroku tłumaczyła mi, że to policjanci wymusili na niej całkiem inne zeznania. W sądzie powiedziała, że to Willy strzelał.
Izabela o przesłuchaniach w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie: "Policjant czekał na nas w samochodzie" - czytamy w jej oświadczeniu podpisanym u notariusza. - "Mirela odeszła zaraz po wymianie uprzejmości. Opowiedziałam mu na gorąco przebieg zdarzenia, którego byłam świadkiem. Już na wstępie podkreśliłam, że to nie był Arek. Policjant słuchał bez słowa komentarza. Następnie zabrał mnie do Komendy Wojewódzkiej. (...)
Podczas przesłuchania oznajmił, że mam nie kłamać, bo sprawcą jest Arek. Zaprzeczyłam stanowczo. On na to, że jeśli będę się upierać i kryć mordercę, to będę miała postawione zarzuty współudziału w zbrodni, że mam się zastanowić, co robię, bo przecież mam dziecko i kto się nim zaopiekuje, kiedy matka pójdzie siedzieć, a ojciec już siedzi. Mój mąż rzeczywiście był wtedy za kratami.
Przesłuchiwano mnie w tej sprawie kilkakrotnie (...) Dwa lub trzy razy konsekwentnie upierałam się przy swoim. Irytowałam policjanta swoją postawą. Krzyczał na mnie, wygrażał, że 'jak wciąż będę kłamać, to pójdę na dołek i już nie zobaczę syna'. Płakałam. Przysięgałam, że mówię prawdę, ale on wciąż to samo: 'prawda jest jedna - strzelał Arkadiusz Kraska'. Ten człowiek mnie sterroryzował. Psychicznie to była dla mnie masakra. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam - ani wcześniej, ani później, chociaż w życiu wielokrotnie miałam do czynienia z policją, przez męża kryminalistę.
Ja mówiłam swoje, a on swoje. Nie pamiętam teraz, czy to on sporządzał protokoły z przesłuchania. Chcę podkreślić, że nie dawał mi ich do czytania, chociaż go o to prosiłam. Mówił: 'Po co ci to czytać? Przecież wiesz, co powiedziałaś'. Poddałam się na ostatnim przesłuchaniu. Miałam dość krzyków, zastraszania. To wszystko trwało tak długo, każde przesłuchanie ciągnęło się wiele godzin. Chciałam wracać do domu, do dziecka. Wtedy powiedziałam, że to był Arek. Policjant odetchnął z ulgą, mówiąc: 'Trzeba było tak od razu. Zaoszczędziłabyś sobie wizyt na komendzie i tych nerwów'. Był dla mnie zdecydowanie milszy, zaproponował nawet kawę czy herbatę, ale odmówiłam".
Bluszcz
Wspomnienia wydarzeń poprzedzających burzliwe rozstanie Mireli z Arkiem, przywoływane przez nich chaotycznie i z częstymi przerwami na papierosa, obudziły w obojgu ogromną traumę, skrywaną skrzętnie przez lata.
Wspomnienia Mireli:
- Najgorsze zdarzyło się krótko przed wyrokiem Arka. Był chyba styczeń lub luty 2001 roku, przed drugimi urodzinami Bartka. Wynajmowałam pokój w mieszkaniu starszego mężczyzny w zamian za opiekę nad nim. Mówiłam na niego dziadek. Prezes z Parkowej podsunął mi to mieszkanie. Byłam biedna jak mysz kościelna, nie miałam na jedzenie. Koleżanki zerwały ze mną kontakt, naprawdę nikogo nie interesował mój los.
Pewnego dnia zadzwonił Prezes i powiedział, żebym do niego natychmiast przyjechała, bo sprawa jest ważna. Odpowiedziałam, że nie mogę ot tak sobie wyjść. Musiałam najpierw położyć syna do łóżeczka i poczekać, aż zaśnie. Zazwyczaj miał twardy sen. Dostawał na noc butelkę z mlekiem i spał grzecznie do rana. Pomyślałam, że teoretycznie na godzinę mogłabym się wyrwać.
Zadzwoniłam do koleżanki. Poprosiłam, żeby posiedziała z Bartkiem. Odmówiła. Druga tak zwana przyjaciółka też nie miała czasu. Wtedy dziadek zaproponował, że przecież on może zająć się dzieckiem.
- To taki grzeczny chłopiec, nie sprawia problemów. Jeśli musisz załatwić coś naprawdę ważnego, co może dotyczyć Arka, to idź i niczym się nie martw - zachęcał.
Prezes z Parkowej zadzwonił po raz drugi. - Pospiesz się, bo facet czeka - rzucił do słuchawki. Nie wiedziałam, o jakim facecie mówi. Na miejscu okazało się, że umówił mnie ze znajomym policjantem, który rzekomo mógł pomóc. Prezes prosił, żebym powiedziała temu człowiekowi wszystko, jak na spowiedzi. Nie chciał znać treści naszej rozmowy, dlatego z jego mieszkania przenieśliśmy się z policjantem do kawalerki przy tej samej ulicy.
To był ten sam funkcjonariusz, który przyjechał po Izabelę i zabrał ją na przesłuchanie do Komendy Wojewódzkiej. Od początku wyczuwałam jego negatywne nastawienie do mnie. W mieszkaniu, gdzie mieliśmy porozmawiać, zorientowałam się, że zaciągnął mnie tam na seks i bez tego nawet nie będzie mnie słuchał.
Policjant zaproponował mi drinka, ale odmówiłam, chcąc mieć to szybko z głowy. Wykorzystał mnie seksualnie, przy czym nie musiał używać siły. Sytuacja była czytelna, wiedziałam, że stawianie oporu nic nie da. Poddałam się, byłam bez szans. Ostentacyjnie położył broń przy mojej głowie, czym mnie skutecznie zastraszył. Co dziesięć minut dzwonił telefon stacjonarny. Policjant podnosił słuchawkę i mówił tylko, że "jest OK". Widać ktoś sprawdzał, czy wszystko przebiega według planu.
Podczas stosunku wciąż myślałam o tym, że w sztucznym bluszczu przy kanapie znajduje się ukryta kamera i ten człowiek będzie miał na mnie taśmę.
Po wszystkim nie silił się na uprzejmości. Chciałam skorzystać z toalety i poprosiłam o ręcznik - kontynuuje Mirela - a on huknął na mnie: - Co ty, kurwo, myślisz, że jesteś w pięciogwiazdkowym hotelu?!
Uświadomił mi bez ogródek, że dla dobra własnego i dziecka mam siedzieć cicho i w ogóle nie wracać do sprawy strzelaniny. Próbowałam przekonywać go o niewinności Arka, a on chwycił mnie za włosy, wystawił mi głowę za okno i krzyczał: - Nawet jak znikniesz bez śladu, to i tak nikt się nie zorientuje. Jesteś szmatą. Będziesz się stawiać, to nigdy nie zobaczysz swojego dzieciaka. Syn trafi do placówki opiekuńczej, a ciebie znajdą zaćpaną na Głębokim [jezioro w Szczecinie - przyp. aut.].
Wybiegłam na klatkę schodową w popłochu, korzystając z chwili jego nieuwagi. Nie zdążyłam włożyć butów, uciekałam boso po schodach, uruchomiwszy wcześniej windę. Słyszałam, jak policjant krzyczał do kogoś:
- Kurwisko uciekło, stój przy drzwiach!
Widziałam na dole jakiegoś mężczyznę, ale wolałam uciekać, niż mu się przyglądać. Byłam śmiertelnie przerażona. Przerażała mnie świadomość, że nikomu nie mogę o tym powiedzieć. Upokorzenie było tak wielkie, że nie byłabym w stanie powierzyć komuś swojej tajemnicy. Zresztą pewnie nikt by mi nie uwierzył. Strach i wstyd podziałały jak paralizator.
Ale najgorsze było jeszcze przede mną.
*Fragmenty książki "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski" Ewy Ornackiej."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

