Niemcy blokuja zagraniczne przejecia swoich firm
https://www.reuters.com/article/us-health-coronavirus-germany-fund/germany-will-block-foreign-takeovers-to-avoid-economy-sell-out-idUSKBN21717T
"Germany will block foreign takeovers to avoid economy sell-out
BERLIN/FRANKFURT (Reuters) - Germany will protect domestic firms from foreign takeovers, two leading politicians said on Friday, after company valuations in Europe’s largest economy have been hammered by the coronavirus pandemic..."
Mówiąc jasno w prostych żołnierskich słowach:
-Niemcy w ŻADNEJ sytuacji nie dopuszczą (osłabienie ekonomi przez wirusa ) do wyprzedaży majątku narodowego. I w zasadzie to byłoby już wszystko na dzisiaj.
-Vaterland w kawałkach za łapówki i koraliki mogą sprzedawać Irokezi znad Wisły ale nie Herrenvolk
-Niedozwolona pomoc to jest polskim firmom ale nie niemieckim. Ograniczenia są dla Untermenschen a nie dla Herrenvolk
-Kapitał ma narodowość i to niemiecką narodowość
-Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego musi trwać dalej
-Protekcjonizm to nie jest protekcjonizm jeśli robi to rząd niemiecki i jego przybudówki
-Całkiem możliwe ze niemieckie firmy zlikwidują zagraniczne oddziały i sprowadzą produkcje do siebie. Zrewidują łańcuchy dostaw, w szczególności produktów farmaceutycznych i przeniosą " bliżej domu"
"Triumf Śmierci" Petera Breugel'a z 1562 roku.
poniedziałek, 23 marca 2020
Wzmacniacz. Przyklady 8
Wzmacniacz.
Przyklady 8
Fotokomórka
próżniowa została wynaleziona już w 1895 roku. Znalazła
zastosowanie w nauce i urządzeniach automatyki m.in. do liczenia
przedmiotów na taśmie produkcyjnej i automatycznego otwierania
drzwi oraz w włącznikach zmierzchowych. Wadą fotokomórki jest
bardzo mała jej czułość.
Wzmocnienie
fotopowielacza mającego katodę jak fotokomórka rośnie z ilością
powielających elektrony dynod i napięciem zasilania – może być
ogromne do celów detekcji pojedynczych fotonów. Wadą
fotopowielacza jest konieczny regulowany i bardzo stabilny zasilacz
wysokiego napięcia. Czas narastania prądu wyjściowego w
wykonaniach specjalnych fotopowielaczy może być mniejszy od 1 ns.
Czułość
fotodiod także jest mała i do detekcji szerokopasmowej używa się
fotodiody lawinowej. Jej wzmocnienie tak samo szybko rośnie z
napięciem wstecznej polaryzacji. Wymagane jest regulowane ręcznie i
automatycznie napięcie polaryzacji nawet ponad 200 V i konieczność
użycia extra zasilacza jest podobną wada
jak w przypadku fotopowielacza.
Wzmacniacz
obrazu czyli „Image Intensifier” to przyrząd elektronowo -
optyczny stosowany głównie w noktowizorach ale może też wzmocnić
obraz dla zwykłej kamery telewizyjnej której czułość jest
niewielka. Żołnierz w transporterze czy zamaskowany snajper
ciemną nocą doskonale widzą pole walki. Zogniskowany na
fotokatodzie obraz jest silnie wzmocniony ( do 50 000 razy ale szumy
wtedy są duże ) na ekranie luminescencyjnym umieszczonym przed
okiem obserwatora. Jak zawsze o czułości widmowej decyduje użyty
materiał fotokatody. W noktowizorach materiał katody wybiera się
tak aby obejmował promieniowanie widzialne i podczerwień do 900 nm.
Luminofor jest z reguły zielony jako że oko ma tam blisko maksimum
czułości.
Wzmacniacz
obrazu nie jest trwały co w zastosowaniach militarnych praktycznie
nie ma znaczenia. Przy oświetleniu o natężeniu 100 ulux trwałość
katody wynosi 1000 godzin. „Image Intensifier” to albo sama lampa
ważąca około 50 gram wymagająca zasilania 400-1000V
automatycznie regulowanego stosownie do jasności sceny. Ekran wymaga
napięcia przyspieszającego 6-8 KV. Moduł „Image Intensifier”
zasilany z baterii ma przetworniczkę i elektronikę. Jest kompletny
i nie potrzebuje żadnej dodatkowej elektroniki. Waży 400-600 gram i
jest dużo droższy niż sama lampa.
Oczywiście
w konstrukcji wymaganych regulowanych zasilaczy sporych napięć
stosowane są wzmacniacze ale jak widać najlepiej aby też sam
sensor miał wbudowane zjawiska dużego szerokopasmowego wzmocnienia.
Wszystkie
wzmacniacze w ogólności mają trojakie zastosowanie
A.Wzmacniają
sygnały z sensorów a w tym z anten
B.Są
elementem systemu przetwarzania sygnałów
C.Wzmacniacze
mocy dostarczają sygnałów organom „wykonawczym” a w tym
antenom. Pasmo wzmacnianych sygnałów w energoelektronice jest
wąskie ale moce zmierzają w kierunku 1 GW.
Wzmacniacze
logarytmiczne z tranzystorami bipolarnymi mają trojakie
zastosowanie.
A.Pozwalają
najlepiej jak obecnie można razem ze wzmacniaczem operacyjnym JFet o
bardzo małym prądzie polaryzacji wzmocnić bardzo słabe prądy z
sensorów „elektrometrycznych”. Tranzystor zawsze pracuje w
układzie z największą opornością wyjściową co jest korzystne z
uwago na dryft i szum. Zbędny jest chimeryczny i szumiący rezystor
o gigaomowych wartościach. Pasmo jest wąskie. Produkowane scalone
wzmacniacze logarytmiczne i razem eksponencjalne ( najbardziej znany
Intersil 8048 ) nie zyskały popularności z racji wysokiej ceny.
B.W
układach nieliniowych do logarytmowania, mnożenia dzielenia,
potęgowanie i generowania dość dowolnej funkcji nieliniowej. Pasmo
z reguły też nie jest szerokie
C.Na
końcu toru radiowego ostatniej częstotliwości pośredniej
kompresują sygnał o bardzo dużej dynamice m.in. w radarze i
Analizatorze Widma.
Zniekształcenia
wprowadzane parą różnicową zależnie od potrzeb szacowane są na
dwa sposoby.
-Przy
małych zniekształceniach sygnał wejściowy pary jest nie większy
niż kilka mV. Tangens hiperboliczny jest funkcją przejście pary
różnicowej. Wykorzystując tylko kilka pierwszych wyrazów jego
rozwinięcia w szereg potęgowy i wiedząc jak sinusoida jest
zniekształcana przez funkcje z potęgami 3,5.. bardzo łatwo jest
oszacować zniekształcenia. To jest łatwa i dość dokładna
ścieżka do obliczeń we wzmacniaczach o małych i bardzo małych
zniekształceniach.
-Przy
dużych sygnałach ( czyli w temperaturze pokojowej KT/q >>26
mV) trzeba zniekształcony sygnał z wyjścia pary rozwinąć w
szereg Fouriera. Współczynniki rozwinięcia są złożone ale
wystarczy pobieżna znajomość wykresu pokazującego jak rosną a
potem się stabilizują harmoniczne 1,3,5,7,9... Ładnie gładko
rosną i stabilizuję się. Wzmocnienie pierwszej harmonicznej spada
wraz z mocnym wysterowaniem. Mocno wysterowana para różnicowa jest
dobrym ogranicznikiem dając przy mocnym wysterowaniu sygnał
zbliżający się ku prostokątnemu.
Texas
Instrument produkuje układ wzmacniacza logarytmicznego RF typu
SN76502 o paśmie 40MHz wykorzystujący przesterowane pary różnicowe.
Na schemacie pokazano połówkę układu. W lewej ćwiartce sygnał
jest podany bezpośrednio do pary różnicowej T1, T2 a dzielnikiem
2.74 K i 590 Ohm ( z uwzględnieniem oporności wejściowej pary
tłumienie wynosi 15 dB ) do drugiej pary różnicowej T3, T4.
Zsumowane wyjścia dwóch par dają charakterystykę logarytmiczną z
dokładnością 0.5 dB w zakresie 30 dB. Wyjścia wszystkich par są
połączone równolegle i podane do nisko impedancyjnego punktu
wzmacniacz wyjściowego T9, T10 w konfiguracji WB.
Aby
z układem SN76502 uzyskać duży zakres dynamiczny konieczne są
niestety dodatkowe zewnętrzne wzmacniacze. Ich konstrukcja jest
bardzo trudna jako że musi być zachowana zgodność fazy bowiem
sygnały są na koniec równolegle sumowane. Tak więc układ jest
niedokończony. Jego rozbudowa wydaje się możliwa ale komplikacja
silnie wzrośnie. Poza tym charakterystyka par różnicowych zależy
od temperatury ale to jest mniejsza wada.
Rozwiązanie
a daje dynamikę 60 dB, b - 40 db, c - 70 dB a dopiero d – 90 db.
Przesterowany
tranzystor w konfiguracji WE ( także WB ) jest słabym
ogranicznikiem. Wzrasta jego prąd pracy DC a wejściowa oporność i
pojemność spadają co powoduje odkształcenie charakterystyki
roztrajanego selektywnego filtru LC sterującego tranzystor ! W
mniejszym stopniu odstrajany jest filtr wyjściowy LC.
Na
wykresach pokazano jak zmieniają się parametry przesterowanego
radzieckiego tranzystor RF KT339 i jak okropnie wygląda
selektywność stopnia IF 10.7 MHz tranzystorowego przy sygnale 10
uV, 1 mV przy którym stopień jest zestrojony i 50 mV.
Normalna
pentoda ( z odcięciem charakterystyki a nie regulacyjna do AGC z
siatką o zmiennym skoku) w układzie ogranicznika najlepiej pracuje
z małym napięciem siatki drugiej. Niestety też zmienia się prąd
stały DC punktu pracy.
Przerwa.
Zadanie:
„Belka
tensometryczna” o trzech wyprowadzeniach ma dwa szeregowo połączone
rezystory tensometryczne. Punkt wspólny rezystorów to nW a skraje
to n+ i n-, gdzie n to numer belki. Przy nacisku rezystor „+ , W”
zwiększa oporność a rezystor „–,W” zmniejsza oporność
Sztywny
kwadratowy stół wagi ciężkich przedmiotów ma pod rogami cztery
identyczne belki tensometryczne 1,2,3,4. Belka 1 ma zatem
wyprowadzenia „1+,1W,1-” Narysuj schematy połączenia belek w
mostki tensometryczne i uzasadnij matematycznie który mostek/mostki
jest/są najmniej czułe na miejsce położenia ważonego przedmiotu
na wadze. Czym mostki się różnią ? Chcemy aby pomiar był
niezależny od miejsca położenia przedmiotu na kwadratowym stole
wagi.
Genialny
Edwin Armstrong ( później profesor ) opracował generator z
niedawno odkrytą triodą - lampą elektronową, odbiór
superheterodynowy w 1918 roku, odbiór supereakcyjny w 1922 roku, po
czym od 1928 roku zajął się modulacją częstotliwości FM. W 1922
roku odkrywca modulacji jednowstęgowej SSB John Carson z AT&T
dał analizę matematyczną tego że wąskopasmowa czyli z małą
dewiacją w stosunku do częstotliwości sygnału modulującego,
modulacja FM nie ma zalet nad modulacją amplitudy i jest gorsza.
Natomiast analiza matematyczna modulacji z dużą dewiacją okazała
się trudna. Drogą eksperymentów Armstrong odkrył że duża (
znacznie większa od częstotliwości sygnału ) dewiacja daje
korzyści w obniżonych szumach przesyłu. Niestety rośnie też
zajęcia pasma fal radiowych. W 1935 roku nadając na wysokich
falach krótkich ( raczej początek UKF ) z modulacja FM z 85 piętra
wieżowca w Nowym Yorku osiągał odbiór dobrej jakości w
odległości aż 130 km. Mimo standaryzacji w USA radiofonia FM
przed wojną nie zyskała popularności. Wojna opóźniła
popularyzację radia UKF-FM dobrej jakości. Armstrong opracował
dyskryminator fazy do odbiornika i idee demodulacji koincydencyjnej.
W czasie wojny Armstrong opracował radar Dopplerowski z falą
ciągła z modulacją FM. Stereofoniczne kodowanie MPX opracowane
przez General Electric jeszcze bardziej spopularyzowało na świecie
radio UKF-FM Stereo. W ZSRR jest stosowany inny system kodowania
Stereo niż dominujący w całym świecie system MPX.
Współczynniki
rozwinięcia w szereg Fouriera sygnału FM z sinusoidalnym sygnałem
modulującym są funkcjami Bessela Jn pierwszego rodzaju, n - tego
rzędu. Prążkowe widmo ma teoretycznie nieskończoną szerokość.
Funkcje Bessela Jn są oscylacyjno – gasnące i stąd zmienność
współczynników widma i użytek z rozkładu nie jest duży.
Wykorzystując własności szeregów z funkcjami Bessela można
udowodnić że ponad 99% energii widma sygnału zmodulowanego FM
mieści się w paśmie df=2 x ( fm + F), gdzie F to dewiacja a fm
częstotliwość sygnału. Przy radiowej dewiacji F=50 KHz i
częstotliwości sygnału fm=15 KHz prawie (!) całość energii
czyli >99% mieści się w paśmie 2 x ( 15 + 50 ) =130 KHz.
Oczywiście widmo sygnału radiowego zmodulowanego FM sygnałem
stereofonicznym MPX jest szersze.
Obcięcie
filtrem nawet mniej niż 1% energii widma sygnału FM daje niestety
zniekształcenia nieliniowe i to trudne do oszacowania.
Gęstość
widma mocy radiofonicznego sygnału FM tylko trochę przypomina
krzywą dzwonową Gaussa.
Preemfaza
i deemfaza mają polepszyć stosunek Sygnał Szum S/N w całym torze.
Nielinowa
faza filtrów pośredniej częstotliwości IF ( rola filtra
wzmacniacza RF tunera jest marginalna ) powoduje dodatkową
niechcianą modulacje FM co skutkuje nieliniowymi zniekształceniami
harmonicznymi ! Dopiero zastosowanie m.in. filtrów ceramicznych dało
w radiu i odbiorniku TV dobry dźwięk FM.
Filtry
w IF nie mają idealnie płaskiej amplitudowej charakterystyki
częstotliwościowej i różnie tłumią harmoniczne w widmie sygnału
FM co skutkuje niechcianą pasożytniczą modulacja amplitudy AM. Bez
jej usunięcia pojawią się duże zniekształcenia nieliniowe przy
demodulacji. Aby ją usunąć przed demodulatorem konieczne jest
ograniczenie sygnału i tym samym eliminacja pasożytniczej modulacji
AM.
W
scalonym wzmacniaczu IF - FM kaskada par różnicowym stopniowo
ładnie ogranicza sygnał i eliminuje pasożytniczą modulacje AM.
Tłumienie modulacji AM może przekroczyć 45-60 dB co jest zupełnie
wystarczające.
Jedno
tranzystorowy ogranicznik zmienia w miarę amplitudy ograniczanego
sygnału swoją oporność i pojemność wejściową. Nie powinien
być sterowany z filtra pasmowego współ – tworzącego
selektywność toru IF ( wykres wcześniej ) bo go rozstraja.
Powinien być najlepiej sterowany aperiodycznie. Toteż w wysokiej
jakości tranzystorowych tunerach UKF-FM na wyjściu pierwszego nie
przesterowanego stopnia wzmacniacza IF dano 5-7 obwodowy filtr LC o
skupionej selektywności i dalej stopnie z dopasowującymi impedancje
obwodami LC o niewielkiej dobroci tak by ich rozstrajanie przez
przesterowane stopnie nie deformowało charakterystyki filtru IF. W
Polsce tych rozwiązań nie zastosowano przechodząc od razu na
filtry ceramiczne. Przeskoczyliśmy jeden stopień rozwoju.
Modulacja
częstotliwości FM stosowana jest w
-radiofonii
UKF - FM
-telewizji
do kodowania fonii
-do
kodowania różnicowych sygnałów kolorów w systemie TVC Secam
-radiotelefonii
-radioliniach
mikrofalowych do przesyłu telefonicznego sygnału nośnego i sygnału
telewizyjnego
-radioliniach
satelitarnych
-telewizji
satelitarnej
-magnetowidach
do zapisu sygnału luminancji
-rejestratorach
wolnych sygnałów analogowych na magnetofonowej taśmie magnetycznej
-radarach
dopplerowskich
-modemach
telefonicznych 1200 bits/sec
-radiomikrofonach
Częstotliwość
generatorów LC z modulacją FM dawniej modulowano triodą w
konfiguracji reaktancyjnej a później diodą pojemnościową. Gdy
głębokość modulacji jest bardzo dużą stosuje się symetryczny
tranzystorowy generator bez obwodu LC. Wadą takiego generator są
względnie duże szumy. Zaleta możliwość scalenia także w pętli
fazowej PLL.
Demodulatorami
FM są:
-Dyskryminator
fazy i jego wariacja w postaci detektora stosunkowego mająca pewną
niewielką zdolność tłumienia pasożytniczej modulacji AM
-Detektor
kwadraturowy
-Pętla
regulacji fazowej PLL której idea detekcji FM może mieć najlepsze
własności szumowe
-Proste
detektory liczące – impulsowe gdzie zróżniczkowany kondensatorem
sygnał prostokątny FM podany jest do diodowego podwajacza napięcia
z wyjściowym filtrem.
Scalony
detektor kwadraturowy co do idei jest odgrzanym kotletem. Tuż po
wojnie produkowano specjalnie dla niego lampy z dwoma siatkami
sygnałowymi ale został wyparty przez dyskryminator fazy.
Zastosowanie
w scalonym detektorze kwadraturowym „filtru pasmowego” zamiast
pojedynczego obwodu LC daje radykalne obniżenie wprowadzanych
zniekształceń nieliniowych.
W
pętli fazowej PLL pracuje generator. Najlepsze byłoby scalone
rozwiązanie bez zewnętrznych elementów LC. Generatory bez obwodów
LC mogą startować i być zatrzymane w dowolnym momencie co
wykorzystywane jest w konstrukcji przyrządów. Mogą pracować do
częstotliwości circa Ft/5
Na
schemacie ( HP ) pokazano bramkowany generator sprzężony emiterowo
w technice quasi ECL pracujący do częstotliwości 1 GHz. Użyto w
nim tranzystorów o Ft=5 GHz. Niezwykłe jest w nim przestrajanie
diodami pojemnościowymi.
Generator
taki można scalić w ECL ale ze znacznie mniejszym przesunięciem
poziomu ( na przykład wtórnikami emiterowymi o Ube ) niż diodami
Zenera 6V i mniejszymi prądami. Takie diody Zenera wybrano
prawdopodobnie dlatego są stabilne termicznie, mało szumią i mają
małą rezystancje dynamiczną. Diody Zenera na mniejsze napięcia
mają marne właściwości. Generatory emiterowe generalnie łatwiej
jest przestrajać źródłami prądowymi o zmiennej wydajności.
Mankamentem
generatorów bez obwodów LC są ich duże szumy. Generator na zakres
UKF szumi. Generator na zakres 10.7 MHz w PLL demodulatora FM (
schemat początkowy z książki ) szumi za mocno. Demodulator ładnie
działa ale za mocno szumi czyli na razie jest bezużyteczny.
Niemniej udoskonalenia autora mocno zmniejszyły szumy. Zatem trzeba
jeszcze trochę potu wylać.
W
radarze impulsowym odebrany sygnał odbity zależy od wielkości
przedmiotu i jego współczynnika odbicia fal i szybko maleje wraz
z odległością.
W
odbiornikach radarów stosowano 4-5 szerokopasmowych stopni
wzmocnienia IF początkowo wziętych z odbiorników TV. Na wyjściu
każdego stopnia dano diodowy detektor ( sygnał nazywany jest Video
) a ich wyjścia zsumowano osiągając w dużym zakresie siły
sygnału echa w przybliżeniu charakterystykę logarytmiczną. Przy
słabym sygnale nawet ostatni stopień wzmacniacza IF pracował
liniowo. Przy wzroście sygnału stopniowo nasycał się stopień
ostatni, przedostatni i tak dalej. Takie samo rozwiązanie stosowano
w Spectrum Analyzer. Oczywiście w finalnym, ostatnim torze IF.
Ogólnie
najbardziej użytecznym przyrządem pomiarowym w elektronice jest
oscyloskop. W dziedzinie komunikacji radiowej jego odpowiednikiem
jest Analizator Widma.
Początkowo
radar miał na wyjściu niewygodną lampę oscyloskopową ale szybko
zastosowano specjalną lampę o dość dużym ekranie pokazującą w
obrazie uzyskiwane echo wraz z obrotem anteny radaru. Kąt obrotu
wygodnie mierzono i użyto w wyświetlaczu resolverem ( synchro )
czyli selsynem. Mankamentem była m.in. energożerność wzmacniaczy
sterujących lampą radarową.
W
takim systemie przetwarzaniem sygnału i podejmowanie decyzji zajmuje
się człowiek. Ale już w amerykańskich systemach przeciwlotniczych
z 1944 roku radar współpracował z analogowym komputerem –
przelicznikiem ( dane podawał też człowiek ) a szybko wypracowany
sygnał drogą radiową zdalnie podano do automatycznych armat
przeciwlotniczych nastawianych serwomechanizmami. System skutecznie
zestrzeliwał niemieckie a potem japońskie samoloty.
Otoczony
chmarą mniejszych jednostek lotniskowiec o potężnej sile
uderzeniowej z bardzo silną obroną przeciwlotniczą a nawet
przeciwrakietową jest niemożliwy do zniszczenia. Flota lotniskowców
USA daje im projekcje siły na wszystkie oceany i morza na Ziemi.
Zatem
idea skomputeryzowanego radaru została zrealizowana zanim pojawiły
się komputery cyfrowe i wiadomo było od razu w jaką stronę
pójdzie (i poszedł ) rozwój systemów radarowych. Wyprostowany
sygnał Video ze wzmacniacza logarytmicznego podano do bardzo
szybkiego przetwornika A/D i zapisywano do pamięci RAM. Aby dane ze
współrzędnych polarnych radaru można było przedstawić we
współrzędnych X-Y na normalnym kineskopowym monitorze komputerowym
konieczna jest przy odczycie danych transformacja współrzędnych.
Nie jest ona specjalnie trudna. Mając dane w pamięci RAM szybki
komputer może je wydajnie przetwarzać posiłkując się
wyspecjalizowanym hardwarem. Wypracowane dane na bieżąco można
zapisać na dysku i archiwizować na taśmie magnetycznej.
Na
dużym lotnisku natężonym ruchem samolotów radiotelefonami VHF
sterują „kontrolerzy ruchu” oczywiście posługując się
wzrokiem do obserwacji płyty lotniska i samolotów, radarem na
lotnisku i mając bieżące dane z radaru pogodowego. Ale można
założyć że omylnego, zestresowanego człowieka niedługo zastąpią
algorytmy realizowane przez komputery. Na początek algorytmy mając
dane z radarów i decyzje kontrolerów ( na razie głosy pilotów
może rozpoznawać tylko człowiek ) mogą wypracować sygnały
ostrzeżeń i bezpieczne rekomendacje. Pierwszym i jak dotychczas
ostatnim samolotem w którym zautomatyzowano start, lot i lądowanie
jest Lookhead L1011. Ale automatyzacja prędzej czy później
zatriumfuje.
niedziela, 22 marca 2020
Dobry rzad PRL i dywersyjna Solidarnosc ? Czy Solidarnosc to byl rak ?
Dobry rzad PRL i dywersyjna Solidarnosc ? Czy Solidarnosc to byl rak ?
Czytelnik Przeglądu (51/2019) przypomniał:
„Okrągły Stół a globalne ocieplenie. 10 marca 1989 roku, obrady Okrągłego stołu, stolik ekologiczny:
„Podstawowym warunkiem niedopuszczenia w przyszłości do klęski ekologicznej jest natychmiastowe ograniczenie spalania węgla, zarówno jako źródło energii pierwotnej, jak i końcowej. (…) Proponowane warianty rozwoju energetyki powinny uwzględniać nie tylko doraźne ograniczenie emisji w gazach odlotowych SO2, NOX i pyłów, ale również ograniczenie emisji CO2, który niesie zagrożenie biosfery w skali globalnej. Należy przewidywać podpisanie w sprawach NOX i CO2 międzynarodowych konwencji, do których Polska powinna przystąpić. Program budowy elektrowni i ciepłowni jądrowych, w tym dalsze losy budowy elektrowni Żarnowiec, oraz niepodejmowanie budowy elektrowni Warta wymaga na tym tle wnikliwej analizy”. To głos strony rządowej.
Strona solidarnościowa jest przeciw: domaga się odłożenia dekarbonizacji na „10-20 lat”, a fundusze proponuje przekierować na modernizacje struktury węglowej. Strona rządowa walczy do końca, w końcu domaga się zapisania protokołu rozbieżności. Polska rezygnuje z ambicji dekarbonizacji energetyki i obiera trwały kurs na węgiel.
Nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Czasami dobrzy okazują się złymi, a źli – dobrymi. Pytacie, od kiedy wiemy o globalnym ociepleniu? Od dawna. Ale nigdy nie lubiliśmy o tym słuchać”
Rząd PRL od dawna chciał zbudować kilka elektrowni jądrowych i stopniowo odchodzić od węgla widząc jak bardzo wynikowo górnictwo szkodzi Polsce ale Związek Radziecki nalegał na bardzo duże wydobycie węgla i produkcje stali w Polsce. W końcu jednak elektrownia jądrowa w Zarnowcu w 1989 roku była już na prostej do ukończenia. Przybywało zakontraktowane wyposażenie. Wyposażenie jednego bloku tanio sprzedaliśmy Węgrom a drugiego Finlandii. Kolejne dwa bloki jak złom przetopiono.
Po 2000 roku małe Czechy wymieniły 6 reaktorów jądrowych a mała Słowacja wymieniła 4 reaktory.
Platforma Oszustów bawiła się w "budowę reaktorów" a partyjni kolesie z PiS po "tytanicznej" pracy doszli do wniosku ze najlepszą lokalizacją dla przyszłej elektrowni jądrowej jest "pas nadmorski o głębokości do 250 km" To dobrze że historycy, politolodzy, kulturoznawcy i inni absolwenci "Wyższej szkoły tego i owego " nie będą budować elektrowni jądrowej na dnie Pacyfiku ani na Marsie.
Czytelnik Przeglądu (51/2019) przypomniał:
„Okrągły Stół a globalne ocieplenie. 10 marca 1989 roku, obrady Okrągłego stołu, stolik ekologiczny:
„Podstawowym warunkiem niedopuszczenia w przyszłości do klęski ekologicznej jest natychmiastowe ograniczenie spalania węgla, zarówno jako źródło energii pierwotnej, jak i końcowej. (…) Proponowane warianty rozwoju energetyki powinny uwzględniać nie tylko doraźne ograniczenie emisji w gazach odlotowych SO2, NOX i pyłów, ale również ograniczenie emisji CO2, który niesie zagrożenie biosfery w skali globalnej. Należy przewidywać podpisanie w sprawach NOX i CO2 międzynarodowych konwencji, do których Polska powinna przystąpić. Program budowy elektrowni i ciepłowni jądrowych, w tym dalsze losy budowy elektrowni Żarnowiec, oraz niepodejmowanie budowy elektrowni Warta wymaga na tym tle wnikliwej analizy”. To głos strony rządowej.
Strona solidarnościowa jest przeciw: domaga się odłożenia dekarbonizacji na „10-20 lat”, a fundusze proponuje przekierować na modernizacje struktury węglowej. Strona rządowa walczy do końca, w końcu domaga się zapisania protokołu rozbieżności. Polska rezygnuje z ambicji dekarbonizacji energetyki i obiera trwały kurs na węgiel.
Nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Czasami dobrzy okazują się złymi, a źli – dobrymi. Pytacie, od kiedy wiemy o globalnym ociepleniu? Od dawna. Ale nigdy nie lubiliśmy o tym słuchać”
Rząd PRL od dawna chciał zbudować kilka elektrowni jądrowych i stopniowo odchodzić od węgla widząc jak bardzo wynikowo górnictwo szkodzi Polsce ale Związek Radziecki nalegał na bardzo duże wydobycie węgla i produkcje stali w Polsce. W końcu jednak elektrownia jądrowa w Zarnowcu w 1989 roku była już na prostej do ukończenia. Przybywało zakontraktowane wyposażenie. Wyposażenie jednego bloku tanio sprzedaliśmy Węgrom a drugiego Finlandii. Kolejne dwa bloki jak złom przetopiono.
Po 2000 roku małe Czechy wymieniły 6 reaktorów jądrowych a mała Słowacja wymieniła 4 reaktory.
Platforma Oszustów bawiła się w "budowę reaktorów" a partyjni kolesie z PiS po "tytanicznej" pracy doszli do wniosku ze najlepszą lokalizacją dla przyszłej elektrowni jądrowej jest "pas nadmorski o głębokości do 250 km" To dobrze że historycy, politolodzy, kulturoznawcy i inni absolwenci "Wyższej szkoły tego i owego " nie będą budować elektrowni jądrowej na dnie Pacyfiku ani na Marsie.
Czarne barwy września 1939 r.
Czarne barwy września 1939 r.
http://geopolityka.org/komentarze/eugeniusz-janula-czarne-barwy-wrzesnia-1939-r
"„Rocznicowe” publikacje są w Polsce na porządku dziennym. W okolicach 1 września dominują w publicystyce dwie tematyki. Jedna związana z szeroko pojętymi problemami edukacyjnymi, a druga to kampania wrześniowa. Ten drugi temat to jednak zwykle wałkowanie po raz n-ty, bo raczej nie chłodne analizy przebiegu wojny obronnej w 1939 roku.
Temat oczywiście wdzięczny dla publicystyki niemniej właśnie jest ale... Trzeba bowiem zadać sobie w końcu pytanie, dlaczego tak szybko i w sposób niemalże haniebny przegraliśmy tę wojnę? Zgadzamy się oczywiście z tezą, że ta kampania wygraną być nie mogła. Przewaga ekonomiczna, demograficzna, infrastrukturalna czy wreszcie czysto militarna – są to czynniki, nad którymi nie można przejść do porządku dziennego, ani też błyskawicznie tych dysproporcji zniwelować. Jednak znając plany przeciwnika, można skutecznie paraliżować jego poczynania, opóźniać działania, licząc na interwencję sojuszników. Sojusznicy, czyli Francja tudzież Wielka Brytania z realną pomocą nam nie przyszli. Nie ma jednak wątpliwości, że gdyby Niemcy napotkali mądrze zorganizowany i potężny opór, sojusznicy uderzyliby skutecznie na linię Zygfryda. Wtedy Niemcy znalazłyby się w sytuacji walki na dwa fronty. W ramach rozmów sztabowych właśnie kategoria „jak długo Polska może się opierać” stanowiła podstawę dyskusji. Francja mobilizowała się bardzo wolno. Ograniczoną ofensywę przewidziano dopiero na trzeci tydzień mobilizacji, a większe akcje na około 22–24 dzień. To była wina przestarzałej doktryny i sposobu myślenia gen. Maurice’a Gamelina, który był w tej fazie wojny naczelnym dowódcą. Brytyjczycy z kolei posiadali bardzo niewielkie siły lądowe. Ich pomoc w tej formie mogła być tylko symboliczna. Bardziej można było liczyć na blokadę Niemiec ze strony Royal Navy, co też nastąpiło. Obok „dziwnej wojny” na Zachodzie, na morzach trwała od pierwszych dni września ostra i normalna wojna. Tyle, że ów front nie mógł w tej fazie konfliktu przynieść rozstrzygnięcia.
Polska, a ściślej mówiąc marszałek Edward Rydz-Śmigły i jego szef sztabu gen. Wacław Stachniewicz znali dość dokładnie niemiecki plan wojny. Było to zasługą pracy całego polskiego wywiadu, a nie tylko specjalistów od kryptologii, którzy „czytali” niemieckie szyfry, dzięki poznaniu budowy niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Tu cały polski ówczesny II Oddział Sztabu Generalnego ponosi wielkie zasługi. Natomiast zmysł strategiczny i operacyjny naczelnego wodza zupełnie zawiódł. E. Rydz-Śmigły teoretycznie posiadał dwie możliwości. Albo stoczyć jedną do trzech bitew w pobliżu granicy o zasięgu operacyjnym, z dużym prawdopodobieństwem przegrania lub też cofać się, opóźniając działania przeciwnika. Teoretycznie wybrał to drugie rozwiązanie, bo bitwa nad Bzurą była elementem wymuszonym. Jednak ten zamysł był realizowany fatalnie. Bo też marszałek żadnym wybitnym wodzem ani nawet talentem operacyjnym nie był. Raczej można go oceniać jako wojskowego dyletanta.
Ponadto zacofanie doktrynalne i sprzętowe polska armia zawdzięczała nie komu innemu, jak marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Ten z kolei był wybitnym politykiem, chociaż bardzo kontrowersyjnym, ale wodzem na pewno nie. W armii austriackiej dowodził tylko brygadą. Natomiast w czasie wojny polsko-bolszewickiej bardzo często puszczały mu po prostu nerwy, co dobremu wojskowemu zdarzać się nie może. W czasie bitwy warszawskiej był na skraju rozstroju nerwowego i załamania psychicznego. To nie J. Piłsudski, a ówczesny szef sztabu generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski dostrzegł szansę w odsłonięciu południowego skrzydła frontu Michaiła Tuchaczewskiego i szybko opracował plan wielkiej operacji, którą później określano „cudem nad Wisłą". J. Piłsudski aż do śmierci miał natomiast w pamięci uderzenie konnej armii Siemiona Budionnego na Ukrainie i jej dalsze udane działania, które doprowadziły stronę polską do pasma klęsk militarnych. Stąd uważał, że kawaleria jest najważniejszym, bo ruchomym elementem sił zbrojnych. Dlatego właśnie wielkie sumy łożono w międzywojennej Polsce na bardzo kosztowne utrzymanie tej formacji zbrojnej. Trzeba uczciwie przyznać, że E. Rydz-Śmigły coś niecoś rozumiał z potrzeby postępu i wydał decyzje, że kolejne brygady kawalerii miały przekształcać się w związki pancerno-zmotoryzowane. Powstały jednak tylko dwie takie brygady, co było przysłowiową kroplą w morzu potrzeb.
Kampanię, jak już pisano wyżej, przegrała Polska w sposób haniebny i próby składania winy na kiepskich oczywiście sojuszników na nic tu się nie zdadzą. Nawet z tymi siłami, które były – można było walczyć inaczej i nie marnotrawić żołnierskiego wysiłku, gdyż żołnierz polski walczył znakomicie. Mimo, że posiadał o dwie generacje gorsze uzbrojenie, dawał praktycznie na każdym kroku dowody swojego patriotyzmu. Zawodziło natomiast dowodzenie. Tylko niewielu dowódców armii zdało swój bojowy egzamin. Generałowie Tadeusz Kutrzeba – dowódca Armii Poznań oraz Franciszek Kleeberg – dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” zdali pozytywnie swój dowódczy egzamin. Do nich można jeszcze dołączyć kontradmirała Józefa Unruga – dowódcy obrony Wybrzeża. Na nieco niższym szczeblu nie zawiedli też generałowie Mikołaj Bołtuć, Edmund Knoll-Kownacki i Mieczysław Boruta-Spiechowicz i może jeszcze paru innych... Jednak istnieją niestety i to liczne przypadki po drugiej stronie wagi. Gen. Juliusz Rómmel – dowódca Armii Łódź opuścił swoją armię i zjawił się w Warszawie, gdzie szef Sztabu Naczelnego Wodza (i sam Wódz) rezydował już w Brześciu nad Bugiem. Zamiast oddać generała pod sąd wojenny i w konsekwencji rozstrzelać powierzył mu obronę stolicy. Pupilek Piłsudskiego gen. Stefan Dąb-Biernacki, na nieszczęście Polski, dowodził odwodową Armią Prusy, która mądrze kierowana mogłaby nie tyle zmienić losy kampanii, ile bardzo poważnie paraliżować ruchy przeciwnika. Niestety, dowodził nie jak generał, ale jak kapral. Osobiście prowadził do boju kompanie czy najwyżej bataliony. Cóż – braku odwagi osobistej nikt mu nie może zarzucać, tylko, że dowódca armii powinien i musi nią dowodzić, bo w czasie, kiedy dowódca prowadził wojnę kompaniami, jego dywizje rozpraszały się. Nic dobrego też nie można powiedzieć o szeregu innych dowódców wysokiego szczebla. „Pijaczyna” gen. Czesław Młot- Fijałkowski – dowódca SGO Narew, który miał słaby kontakt z rzeczywistością, czy też gen. Władysław Bortnowski, który „zdobył” wcześniej bez jednego strzału Zaolzie, podczas bitwy w Borach Tucholskich zupełnie załamał się psychicznie i przestał panować nad swoją armią...
Należy podkreślić, że polscy generałowie tamtej epoki niestety nie grzeszyli profesjonalizmem. Zamiast tego prezentowali „jedynie słuszne” przekonania polityczne. Ciągłe wędrówki generałów ze stanowisk wojskowych na polityczne i z powrotem powodowały nieuctwo, a z drugiej butę i arogancję. Symbolem tej grupy był premier II RP w 1939 r., wojskowy lekarz gen. Felicjan Sławoj-Składkowski. Nie lepsi byli także inni ministrowie w mundurach, których było bardzo wielu. Śmietankę ówczesnych salonów i władzy bardzo trafnie opisał Tadeusz Dołęga-Mostowicz w klasycznej już powieści „Kariera Nikodema Dyzmy”. Nic dodać, nic ująć. Trudno się dziwić, że na polu walki normalne dezercje wśród wyższych oficerów nie należały do rzadkości. Oczywiście np. wspomniany już uprzednio gen. T. Kutrzeba nie angażował się w politykę – był po prostu najwyższej klasy specjalistą wojskowym – niestety jednym z bardzo niewielu na tym szczeblu. Jednak wojskowi polityczni nie cenili tego generała właśnie za brak politycznego zaangażowania po stronie „reżimu”.
Na niższych szczeblach szczególnie kompanii i plutonu, dowodzenie było bardzo dobre. Młodsi oficerowie, podobnie jak i żołnierze, nie byli jednak w stanie nadrobić wojskowego nieuctwa wyższych przełożonych, bo po stronie niemieckiej zarówno dowodzenie, jak wyszkolenie było znakomite. Była to po prostu profesjonalna armia. Był co prawda niechlubny wyjątek. Jedyna biorąca udział w kampanii wrześniowej jednostka Waffen SS – pułk zmotoryzowany „Germania” w walkach pod Lwowem parę razy zupełnie bezzasadnie wycofała się, a raz nawet w wyniku polskiego ataku na bagnety bohaterzy z SS po prostu uciekli.
Musi zostać zadane pytanie, czy Polska tę wojnę mogła rozegrać znacznie lepiej niż to miało miejsce?
Oczywiście, że tak. Nieprawdą jest przecież, że w pełni zmobilizowani Niemcy napadli na Polskę, która pozostawała, jeżeli chodzi o armię, na stanach pokojowych itd. Niemcy mobilizowali się etapami przeszło dziewięć miesięcy, ale od marca 1939 r. strona polska również. Oczywiście, jak to po stronie polskiej często bywa, mobilizacja kartkowa była niedokończona, bo decydowały względy ekonomiczne typu utrzymywanie rezerwistów pod bronią. Natomiast rozpoczęcie mobilizacji powszechnej, a później jej odwołanie i znów po 24 godzinach jej wznowienie było straszliwą głupotą. To musiało spowodować wielki chaos. Za samo to marszałek E. Rydz-Śmigły powinien stanąć przed plutonem egzekucyjnym.
Pozostaje zadać pytanie, co zrobił i czego nie zrobił a mógł zrobić Naczelny Wódz? 1 września armie polskie były w polu na pozycjach i przyjmowały uderzenia niemieckie wcale nie będąc zaskoczone. Problem leżał gdzie indziej – skoro E. Rydz-Śmigły znał nie tylko główne, ale i pomocnicze kierunki niemieckich natarć, to strzelił kolejne okropne głupstwo. Ustawił mianowicie obronę na sposób kordonowy, czyli cienką w gruncie rzeczy linię obrony wzdłuż granic. Były oczywiście odwody jak np. Armia Prusy, którą tak nieudolnie dowodził gen. S. Dąb-Biernacki. Oczywiście były i inne dywizje odwodowe. Jednak obrona kordonowa musiała się załamać i to szybko. Mimo że Niemcy dysponowali znaczącą przewagą materiałowo-sprzętową, to z kolei przewaga w ludziach nie była już tak miażdżąca. Rozsądne ustawienie obrony musiałoby sprawić, że atakujący Niemcy zaczęliby dreptać w miejscu. Były i takie sytuacje. Ale tam, gdzie przeciwnik chciał przeciąć polską obronę, to po prostu przeszedł. Dalej już decydowała prosta logika wojny. Motory są szybsze od nóg i transportu konnego. Plan wycofania wojsk za linię Wisły i Sanu nie mógł się udać, bo po prostu Niemcy szybciej przekroczyli te rzeki niż szereg jednostek polskich, które miały rubieży tych rzek bronić.
Czy E. Rydz-Śmigły mógł wycofać wojska wcześniej, jeszcze przed rozpoczęciem działań?
Taki model też rozpatrywano. Tylko, że cofnięcie wojsk jeszcze przed uderzeniem właśnie na linie Wisła-San spowodowałoby, że w ręce przeciwnika wpadłoby bez walki prawie 55% polskiego terytorium z najważniejszymi ośrodkami ekonomicznymi. Zatem nie wchodziło to raczej w rachubę. Jedyną szansą E. Rydza-Śmigłego i Polski, było wykonanie uderzenia siłami Armii Poznań, notabene bardzo silnej i sprawnie dowodzonej, na kierunek Byczyna-Namysłów i dalej na Wrocław. Faktycznie to uderzenie byłoby skierowane w tyły i na zaplecze 10. Armii niemieckiej. Ta jednostka, dowodzona przez gen. Waltera von Reichenau była zdecydowanie najsilniejsza i to ona wykonywała główne strategiczne uderzenie. Polska Armia Poznań nie była w pierwszym odcinku wojny atakowana i dyslokowana była wprost idealnie do uderzenia w głębokie tyły niemieckiej 10. Armii. Tego typu operacja musiałaby przynieść po stronie zysków całkowitą dezorganizację tyłów i zaopatrzenia armii przeciwnika oraz znaczące straty w ludziach i sprzęcie. Odwrócenie frontów musiałoby po stronie niemieckiej zająć około czterech dób. Dywizje pancerne tej armii, które już w pierwszym dniu wojny wyforsowały się daleko do przodu, musiałyby zawrócić. Jeżeliby Polacy wprowadziliby do akcji drugi rzut, czyli co najmniej północne zgrupowanie Armii Prusy, to sytuacja Niemców stałaby się na przeciągu ok. 10 dni bardzo ciężka. Niełatwo bowiem odwracać fronty i osie zaopatrzenia szczególnie w warunkach chaosu. Summa summarum uzyskanoby tak potrzebny czas. W konsekwencji niemiecka 8. Armia gen. Johannesa Blaskowitza, maszerująca na północ od 10. Armii, uderzyłaby na lewą flankę atakujących Polaków. Ale też nie nastąpiłoby to zaraz i wielką siłą, bo gen. J. Blaskowitz dysponował tylko czterema dywizjami piechoty, które poruszały się podobnym tempem, co polskie, czyli maksimum, około 30 km dziennie. Uderzenie na Wrocław spowodowałoby też dezorganizację administracji, ekonomiki itd. Czyli zmieniłaby się też sytuacja polityczna. W takim wariancie sojusznicy, szczególnie Francja na lądzie oraz brytyjskie lotnictwo musiałyby mocno uderzyć i losy wojny już na samym wstępie mogłyby być inne. Nie wystąpiłaby też po stronie niemieckiej armia radziecka, bo Józef Stalin wolał wyciągać „kasztany z ognia cudzymi rękoma” bez obaw rewanżu.
Mógł być i wariant negatywny dla strony polskiej, czyli utrata Armii Poznań, o ile nie zostałaby wsparta dużą siłą i na czas przez co najmniej Armię Prusy. To również trzeba wziąć też pod uwagę. Jednak wojska gen. T. Kutrzeby i tak zostały zniszczone w wymuszonej bitwie nad Bzurą bez żadnych korzyści dla strony polskiej. Na dodatek w tej samej bitwie utracono jeszcze gros pozostałych sił Armii Pomorze. Ta bitwa zresztą rozstrzygnęła wszystko, bo Polska nie miała już możliwości odtworzenia straconych armii, a czas grał na naszą niekorzyść.
E. Rydz-Śmigły miał zatem pełną i realną szansę stoczyć kampanię inaczej i z lepszymi dla Polski perspektywami. Niestety wybrał, wskutek braku kwalifikacji, wariant najgorszy i dlatego przegrał w sposób haniebny. Dlatego też wszyscy ci, którzy jego nazwiskiem upamiętniają ulice, niech wiedzą, że gloryfikują wojskowego nieuka i miernotę…
Autor jest pułkownikiem i nauczycielem akademickim z tytułem doktora, niezależnym publicystą. Był posłem na Sejm RP II kadencji."
http://geopolityka.org/komentarze/eugeniusz-janula-czarne-barwy-wrzesnia-1939-r
"„Rocznicowe” publikacje są w Polsce na porządku dziennym. W okolicach 1 września dominują w publicystyce dwie tematyki. Jedna związana z szeroko pojętymi problemami edukacyjnymi, a druga to kampania wrześniowa. Ten drugi temat to jednak zwykle wałkowanie po raz n-ty, bo raczej nie chłodne analizy przebiegu wojny obronnej w 1939 roku.
Temat oczywiście wdzięczny dla publicystyki niemniej właśnie jest ale... Trzeba bowiem zadać sobie w końcu pytanie, dlaczego tak szybko i w sposób niemalże haniebny przegraliśmy tę wojnę? Zgadzamy się oczywiście z tezą, że ta kampania wygraną być nie mogła. Przewaga ekonomiczna, demograficzna, infrastrukturalna czy wreszcie czysto militarna – są to czynniki, nad którymi nie można przejść do porządku dziennego, ani też błyskawicznie tych dysproporcji zniwelować. Jednak znając plany przeciwnika, można skutecznie paraliżować jego poczynania, opóźniać działania, licząc na interwencję sojuszników. Sojusznicy, czyli Francja tudzież Wielka Brytania z realną pomocą nam nie przyszli. Nie ma jednak wątpliwości, że gdyby Niemcy napotkali mądrze zorganizowany i potężny opór, sojusznicy uderzyliby skutecznie na linię Zygfryda. Wtedy Niemcy znalazłyby się w sytuacji walki na dwa fronty. W ramach rozmów sztabowych właśnie kategoria „jak długo Polska może się opierać” stanowiła podstawę dyskusji. Francja mobilizowała się bardzo wolno. Ograniczoną ofensywę przewidziano dopiero na trzeci tydzień mobilizacji, a większe akcje na około 22–24 dzień. To była wina przestarzałej doktryny i sposobu myślenia gen. Maurice’a Gamelina, który był w tej fazie wojny naczelnym dowódcą. Brytyjczycy z kolei posiadali bardzo niewielkie siły lądowe. Ich pomoc w tej formie mogła być tylko symboliczna. Bardziej można było liczyć na blokadę Niemiec ze strony Royal Navy, co też nastąpiło. Obok „dziwnej wojny” na Zachodzie, na morzach trwała od pierwszych dni września ostra i normalna wojna. Tyle, że ów front nie mógł w tej fazie konfliktu przynieść rozstrzygnięcia.
Polska, a ściślej mówiąc marszałek Edward Rydz-Śmigły i jego szef sztabu gen. Wacław Stachniewicz znali dość dokładnie niemiecki plan wojny. Było to zasługą pracy całego polskiego wywiadu, a nie tylko specjalistów od kryptologii, którzy „czytali” niemieckie szyfry, dzięki poznaniu budowy niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Tu cały polski ówczesny II Oddział Sztabu Generalnego ponosi wielkie zasługi. Natomiast zmysł strategiczny i operacyjny naczelnego wodza zupełnie zawiódł. E. Rydz-Śmigły teoretycznie posiadał dwie możliwości. Albo stoczyć jedną do trzech bitew w pobliżu granicy o zasięgu operacyjnym, z dużym prawdopodobieństwem przegrania lub też cofać się, opóźniając działania przeciwnika. Teoretycznie wybrał to drugie rozwiązanie, bo bitwa nad Bzurą była elementem wymuszonym. Jednak ten zamysł był realizowany fatalnie. Bo też marszałek żadnym wybitnym wodzem ani nawet talentem operacyjnym nie był. Raczej można go oceniać jako wojskowego dyletanta.
Ponadto zacofanie doktrynalne i sprzętowe polska armia zawdzięczała nie komu innemu, jak marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Ten z kolei był wybitnym politykiem, chociaż bardzo kontrowersyjnym, ale wodzem na pewno nie. W armii austriackiej dowodził tylko brygadą. Natomiast w czasie wojny polsko-bolszewickiej bardzo często puszczały mu po prostu nerwy, co dobremu wojskowemu zdarzać się nie może. W czasie bitwy warszawskiej był na skraju rozstroju nerwowego i załamania psychicznego. To nie J. Piłsudski, a ówczesny szef sztabu generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski dostrzegł szansę w odsłonięciu południowego skrzydła frontu Michaiła Tuchaczewskiego i szybko opracował plan wielkiej operacji, którą później określano „cudem nad Wisłą". J. Piłsudski aż do śmierci miał natomiast w pamięci uderzenie konnej armii Siemiona Budionnego na Ukrainie i jej dalsze udane działania, które doprowadziły stronę polską do pasma klęsk militarnych. Stąd uważał, że kawaleria jest najważniejszym, bo ruchomym elementem sił zbrojnych. Dlatego właśnie wielkie sumy łożono w międzywojennej Polsce na bardzo kosztowne utrzymanie tej formacji zbrojnej. Trzeba uczciwie przyznać, że E. Rydz-Śmigły coś niecoś rozumiał z potrzeby postępu i wydał decyzje, że kolejne brygady kawalerii miały przekształcać się w związki pancerno-zmotoryzowane. Powstały jednak tylko dwie takie brygady, co było przysłowiową kroplą w morzu potrzeb.
Kampanię, jak już pisano wyżej, przegrała Polska w sposób haniebny i próby składania winy na kiepskich oczywiście sojuszników na nic tu się nie zdadzą. Nawet z tymi siłami, które były – można było walczyć inaczej i nie marnotrawić żołnierskiego wysiłku, gdyż żołnierz polski walczył znakomicie. Mimo, że posiadał o dwie generacje gorsze uzbrojenie, dawał praktycznie na każdym kroku dowody swojego patriotyzmu. Zawodziło natomiast dowodzenie. Tylko niewielu dowódców armii zdało swój bojowy egzamin. Generałowie Tadeusz Kutrzeba – dowódca Armii Poznań oraz Franciszek Kleeberg – dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” zdali pozytywnie swój dowódczy egzamin. Do nich można jeszcze dołączyć kontradmirała Józefa Unruga – dowódcy obrony Wybrzeża. Na nieco niższym szczeblu nie zawiedli też generałowie Mikołaj Bołtuć, Edmund Knoll-Kownacki i Mieczysław Boruta-Spiechowicz i może jeszcze paru innych... Jednak istnieją niestety i to liczne przypadki po drugiej stronie wagi. Gen. Juliusz Rómmel – dowódca Armii Łódź opuścił swoją armię i zjawił się w Warszawie, gdzie szef Sztabu Naczelnego Wodza (i sam Wódz) rezydował już w Brześciu nad Bugiem. Zamiast oddać generała pod sąd wojenny i w konsekwencji rozstrzelać powierzył mu obronę stolicy. Pupilek Piłsudskiego gen. Stefan Dąb-Biernacki, na nieszczęście Polski, dowodził odwodową Armią Prusy, która mądrze kierowana mogłaby nie tyle zmienić losy kampanii, ile bardzo poważnie paraliżować ruchy przeciwnika. Niestety, dowodził nie jak generał, ale jak kapral. Osobiście prowadził do boju kompanie czy najwyżej bataliony. Cóż – braku odwagi osobistej nikt mu nie może zarzucać, tylko, że dowódca armii powinien i musi nią dowodzić, bo w czasie, kiedy dowódca prowadził wojnę kompaniami, jego dywizje rozpraszały się. Nic dobrego też nie można powiedzieć o szeregu innych dowódców wysokiego szczebla. „Pijaczyna” gen. Czesław Młot- Fijałkowski – dowódca SGO Narew, który miał słaby kontakt z rzeczywistością, czy też gen. Władysław Bortnowski, który „zdobył” wcześniej bez jednego strzału Zaolzie, podczas bitwy w Borach Tucholskich zupełnie załamał się psychicznie i przestał panować nad swoją armią...
Należy podkreślić, że polscy generałowie tamtej epoki niestety nie grzeszyli profesjonalizmem. Zamiast tego prezentowali „jedynie słuszne” przekonania polityczne. Ciągłe wędrówki generałów ze stanowisk wojskowych na polityczne i z powrotem powodowały nieuctwo, a z drugiej butę i arogancję. Symbolem tej grupy był premier II RP w 1939 r., wojskowy lekarz gen. Felicjan Sławoj-Składkowski. Nie lepsi byli także inni ministrowie w mundurach, których było bardzo wielu. Śmietankę ówczesnych salonów i władzy bardzo trafnie opisał Tadeusz Dołęga-Mostowicz w klasycznej już powieści „Kariera Nikodema Dyzmy”. Nic dodać, nic ująć. Trudno się dziwić, że na polu walki normalne dezercje wśród wyższych oficerów nie należały do rzadkości. Oczywiście np. wspomniany już uprzednio gen. T. Kutrzeba nie angażował się w politykę – był po prostu najwyższej klasy specjalistą wojskowym – niestety jednym z bardzo niewielu na tym szczeblu. Jednak wojskowi polityczni nie cenili tego generała właśnie za brak politycznego zaangażowania po stronie „reżimu”.
Na niższych szczeblach szczególnie kompanii i plutonu, dowodzenie było bardzo dobre. Młodsi oficerowie, podobnie jak i żołnierze, nie byli jednak w stanie nadrobić wojskowego nieuctwa wyższych przełożonych, bo po stronie niemieckiej zarówno dowodzenie, jak wyszkolenie było znakomite. Była to po prostu profesjonalna armia. Był co prawda niechlubny wyjątek. Jedyna biorąca udział w kampanii wrześniowej jednostka Waffen SS – pułk zmotoryzowany „Germania” w walkach pod Lwowem parę razy zupełnie bezzasadnie wycofała się, a raz nawet w wyniku polskiego ataku na bagnety bohaterzy z SS po prostu uciekli.
Musi zostać zadane pytanie, czy Polska tę wojnę mogła rozegrać znacznie lepiej niż to miało miejsce?
Oczywiście, że tak. Nieprawdą jest przecież, że w pełni zmobilizowani Niemcy napadli na Polskę, która pozostawała, jeżeli chodzi o armię, na stanach pokojowych itd. Niemcy mobilizowali się etapami przeszło dziewięć miesięcy, ale od marca 1939 r. strona polska również. Oczywiście, jak to po stronie polskiej często bywa, mobilizacja kartkowa była niedokończona, bo decydowały względy ekonomiczne typu utrzymywanie rezerwistów pod bronią. Natomiast rozpoczęcie mobilizacji powszechnej, a później jej odwołanie i znów po 24 godzinach jej wznowienie było straszliwą głupotą. To musiało spowodować wielki chaos. Za samo to marszałek E. Rydz-Śmigły powinien stanąć przed plutonem egzekucyjnym.
Pozostaje zadać pytanie, co zrobił i czego nie zrobił a mógł zrobić Naczelny Wódz? 1 września armie polskie były w polu na pozycjach i przyjmowały uderzenia niemieckie wcale nie będąc zaskoczone. Problem leżał gdzie indziej – skoro E. Rydz-Śmigły znał nie tylko główne, ale i pomocnicze kierunki niemieckich natarć, to strzelił kolejne okropne głupstwo. Ustawił mianowicie obronę na sposób kordonowy, czyli cienką w gruncie rzeczy linię obrony wzdłuż granic. Były oczywiście odwody jak np. Armia Prusy, którą tak nieudolnie dowodził gen. S. Dąb-Biernacki. Oczywiście były i inne dywizje odwodowe. Jednak obrona kordonowa musiała się załamać i to szybko. Mimo że Niemcy dysponowali znaczącą przewagą materiałowo-sprzętową, to z kolei przewaga w ludziach nie była już tak miażdżąca. Rozsądne ustawienie obrony musiałoby sprawić, że atakujący Niemcy zaczęliby dreptać w miejscu. Były i takie sytuacje. Ale tam, gdzie przeciwnik chciał przeciąć polską obronę, to po prostu przeszedł. Dalej już decydowała prosta logika wojny. Motory są szybsze od nóg i transportu konnego. Plan wycofania wojsk za linię Wisły i Sanu nie mógł się udać, bo po prostu Niemcy szybciej przekroczyli te rzeki niż szereg jednostek polskich, które miały rubieży tych rzek bronić.
Czy E. Rydz-Śmigły mógł wycofać wojska wcześniej, jeszcze przed rozpoczęciem działań?
Taki model też rozpatrywano. Tylko, że cofnięcie wojsk jeszcze przed uderzeniem właśnie na linie Wisła-San spowodowałoby, że w ręce przeciwnika wpadłoby bez walki prawie 55% polskiego terytorium z najważniejszymi ośrodkami ekonomicznymi. Zatem nie wchodziło to raczej w rachubę. Jedyną szansą E. Rydza-Śmigłego i Polski, było wykonanie uderzenia siłami Armii Poznań, notabene bardzo silnej i sprawnie dowodzonej, na kierunek Byczyna-Namysłów i dalej na Wrocław. Faktycznie to uderzenie byłoby skierowane w tyły i na zaplecze 10. Armii niemieckiej. Ta jednostka, dowodzona przez gen. Waltera von Reichenau była zdecydowanie najsilniejsza i to ona wykonywała główne strategiczne uderzenie. Polska Armia Poznań nie była w pierwszym odcinku wojny atakowana i dyslokowana była wprost idealnie do uderzenia w głębokie tyły niemieckiej 10. Armii. Tego typu operacja musiałaby przynieść po stronie zysków całkowitą dezorganizację tyłów i zaopatrzenia armii przeciwnika oraz znaczące straty w ludziach i sprzęcie. Odwrócenie frontów musiałoby po stronie niemieckiej zająć około czterech dób. Dywizje pancerne tej armii, które już w pierwszym dniu wojny wyforsowały się daleko do przodu, musiałyby zawrócić. Jeżeliby Polacy wprowadziliby do akcji drugi rzut, czyli co najmniej północne zgrupowanie Armii Prusy, to sytuacja Niemców stałaby się na przeciągu ok. 10 dni bardzo ciężka. Niełatwo bowiem odwracać fronty i osie zaopatrzenia szczególnie w warunkach chaosu. Summa summarum uzyskanoby tak potrzebny czas. W konsekwencji niemiecka 8. Armia gen. Johannesa Blaskowitza, maszerująca na północ od 10. Armii, uderzyłaby na lewą flankę atakujących Polaków. Ale też nie nastąpiłoby to zaraz i wielką siłą, bo gen. J. Blaskowitz dysponował tylko czterema dywizjami piechoty, które poruszały się podobnym tempem, co polskie, czyli maksimum, około 30 km dziennie. Uderzenie na Wrocław spowodowałoby też dezorganizację administracji, ekonomiki itd. Czyli zmieniłaby się też sytuacja polityczna. W takim wariancie sojusznicy, szczególnie Francja na lądzie oraz brytyjskie lotnictwo musiałyby mocno uderzyć i losy wojny już na samym wstępie mogłyby być inne. Nie wystąpiłaby też po stronie niemieckiej armia radziecka, bo Józef Stalin wolał wyciągać „kasztany z ognia cudzymi rękoma” bez obaw rewanżu.
Mógł być i wariant negatywny dla strony polskiej, czyli utrata Armii Poznań, o ile nie zostałaby wsparta dużą siłą i na czas przez co najmniej Armię Prusy. To również trzeba wziąć też pod uwagę. Jednak wojska gen. T. Kutrzeby i tak zostały zniszczone w wymuszonej bitwie nad Bzurą bez żadnych korzyści dla strony polskiej. Na dodatek w tej samej bitwie utracono jeszcze gros pozostałych sił Armii Pomorze. Ta bitwa zresztą rozstrzygnęła wszystko, bo Polska nie miała już możliwości odtworzenia straconych armii, a czas grał na naszą niekorzyść.
E. Rydz-Śmigły miał zatem pełną i realną szansę stoczyć kampanię inaczej i z lepszymi dla Polski perspektywami. Niestety wybrał, wskutek braku kwalifikacji, wariant najgorszy i dlatego przegrał w sposób haniebny. Dlatego też wszyscy ci, którzy jego nazwiskiem upamiętniają ulice, niech wiedzą, że gloryfikują wojskowego nieuka i miernotę…
Autor jest pułkownikiem i nauczycielem akademickim z tytułem doktora, niezależnym publicystą. Był posłem na Sejm RP II kadencji."
sobota, 21 marca 2020
Masowa dezercja oficerow. Ucieczka wladz 1939
Masowa dezercja oficerow. Ucieczka wladz 1939
"Kto odpowiada za klęskę wrześniową" Paweł Dybicz, Józef Stepień, Warszawa 2019 rok.
"Kto odpowiada za klęskę wrześniową to prezentacja zbioru tekstów i dokumentów autorstwa polityków i wojskowych oraz prawników. Powstały one w większości na potrzeby rządu emigracyjnego i pochodzą z jego archiwów. Niektóre z nich pisane były za granicą, inne w kraju – w czasie wojny i bezpośrednio po niej. Dotyczą analiz przyczyn klęski wrześniowej, odpowiedzialności poszczególnych polityków (Składkowskiego, Becka, Rydza Śmigłego i innych), także ich wojennych losów.
Ich lektura dowodzi, że na emigracji sprawa odpowiedzialności za klęskę wrześniową, choć polityków i opinię publiczną interesowała, to została szybko rozmyta.
Na szczególna uwagę zasługują też dokumenty, które ujawniają okoliczności wywozu we wrześniu 1939 roku pieniędzy Skarbu Państwa i ich rozdziału między internowanymi w Rumunii oraz próby odzyskania ich przez rząd na emigracji."
….. Warszawę opuściłem 7 września w południe, w chwili największego popłochu. Za to, co się działo wówczas w Warszawie, ktoś powinien zawisnąć na szubienicy. Już 4 IX ewakuowano wprawdzie częściowo ministerstwa i ważniejsze urzędy, jednakże ogół społeczeństwa nic o tym nie wiedział. 5 IX wypłacono w ZUS dwumiesięczne pobory i nakazano opuścić Warszawę w kierunku na Wschód (Brześć nad Bugiem), dając każdemu wolną rękę. Ja tego dnia nie wyjechałem, gdyż musiałem zlikwidować niektóre swoje sprawy, zresztą zastanawiałem się, czy w ogóle wyjeżdżać z Warszawy, po co i gdzie. Następnego dnia poszedłem do biura. Naczelny Dyrektor miał przemówienie do wszystkich, że to niesłychane, żeby siać taki niepokój jak wczoraj, że wszyscy mają zostać na swoich miejscach, że on wyciągnie wobec tych, którzy już wyjechali, nieoczekiwane konsekwencje itd., itd. Byłem zadowolony z tego stanu rzeczy, gdyż nie miałem ochoty wyjeżdżać z Warszawy. W radio nie mówiło się w ogóle o ewakuacji Warszawy, zapewniało się ludność o zupełnym bezpieczeństwie. Naraz w nocy z 6 na 7 września, jak grom z jasnego nieba spadła na Warszawę wiadomość ogłoszona przez radio, że front jeszcze przedwczoraj tzn. 4 IX został koło Piotrkowa przerwany i Warszawie grozi niebezpieczeństwo. Wzywa się zatem ludność męską natychmiast do kopania rowów pod Warszawą. Ogłoszono również, że Prezydent i Rząd opuścił Warszawę. Radio przestało działać. W mieście tramwaje stanęły, taksówek nie było. Sznury ludzi z tobołami, dziećmi małymi na rękach szło ulicami Warszawy na prawy brzeg Wisły, na wschód siać dalej panikę. Policja chodziła po domach i nakazywała mężczyznom w wieku poborowym opuszczać Warszawę. Rankiem 7 IX rozmieszczone już były gniazda karabinów maszynowych na ulicach Warszawy. Wszyscy stracili głowy, nie wiedząc, co robić, gdzie się podziać. Zdawałem sobie sprawę, że piechotą na włóczęgę iść nie mogę, bo przy swym zdrowiu temu nie podołam. Wziąłem do teczki 2 koszule i coś tam jeszcze i wyszedłem z domu, kierując się w stronę biura. Trafiłem na moment wywożenia skarbca, to zn. papierów wartościowych. Znajomi koledzy zabrali mnie jako konwojenta kilkunastu skrzyń bezwartościowych właściwie papierów. Nie wiem jeszcze dziś, czy to było dla mnie szczęściem, czy nieszczęściem. Zaczęła się więc dla mnie tułaczka na ciężarowym odkrytym samochodzie, na skrzyniach trzęsących się w towarzystwie trzydziestu paru uczestników tej samej niedoli. Skierowaliśmy się w stronę Lublina. Możecie sobie wyobrazić, co się działo na tym szlaku. Była to bezładna ucieczka całego narodu, pieszo, samochodami, wozami, rowerami itd. Droga była kompletnie zatarasowana. Nad nami często krążyły niemieckie bombowce. Gdyby zechciały bombardować wówczas szosę – byłaby to jedna wspólna mogiła kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Jechaliśmy więc przez Lublin, Chełm, Hrubieszów, Włodzimierz, Łuck, Dubno, Równe. W drodze przeziębiłem się, jadąc we dnie i w nocy w odkrytym samochodzie; na sobie miałem letnie ubranie i letni płaszcz. Wiele nocy nie spałem lub spałem na słomie, na ławach, na barłogu.
Cierpieliśmy nieraz głód, bo trudno było dostać jedzenie. Koszule, które wziąłem, zginęły mi w drodze, o nowe było trudno. Słowem głód, brud i nędza. W gronie mych towarzyszy nie miałem przyjaciół. Każdy myślał tylko o sobie i był drugiemu wrogiem. Tu można było się przypatrzyć, jak mało współżycia, solidarności jest u Polaków. Rzadko kiedy jeden drugiemu przyszedł z pomocą. Kto mógł, ten uciekał na wschód, tak że zrobiło się tam w końcu ciasno, drogo i wszystkiego zabrakło. Wszystkie niemal miasta były zbombardowane, i to wielokrotnie. Niemcy nie liczyli się z niczym. Bombardowali poza tym pociągi ewakuacyjne, ostrzeliwując je z karabinów maszynowych. Z tychże karabinów strzelali do pasących się krów i koni, zabijali młodocianych pastuchów. Nie potrafię Wam wszystkiego wyliczyć i wymienić. Ja sam miałem szczęście uniknąć bomb niemieckich, ale jakże często musiałem wyskakiwać z samochodu przed nadlatującymi samolotami. Z naszym transportem jechaliśmy dość wolno. Pod wpływem rozmaitych wiadomości z frontu kierownictwo nie mogło się zdecydować na złożenie tego balastu w którymkolwiek z kresowych miast. Wiadomość o przyłączeniu się Sowietów do akcji rozbioru Polski zastała nas 17 IX w Równem. Stąd zdecydowaliśmy się jechać do granicy polsko-węgierskiej, przez Dubno, Radziwiłłów, Brody, Złoczów, Przemyślany, Rohatyn, Dolinę. W czasie przejazdu przez Złoczów zmieniliśmy początkowy plan i skierowaliśmy się w stronę Lwowa, ale później (6 kilometrów od Lwowa) zawróciliśmy. Na ostatnim odcinku Przemyślany – Dolina musieliśmy się nocą przebijać poprzez uzbrojone bandy dywersyjne Ukraińców. Pod wpływem rozwijających się warunków w armii, w policji panowało kompletne rozprzężenie. Na drodze między Złoczowem a Lwowem spotkaliśmy oddział 2-ch batalionów policji z Rzeszowa, oczywiście bez oficerów uciekających w bezładzie na wschód. Woleli się oddać bolszewikom niż Niemcom, płakali, mówiąc, że otrzymali rozkaz ucieczki na własną rękę, gdzie kto chce. Zawróciliśmy tę bandę płaczących niedołęgów do Lwowa, wiedząc, że Lwów się broni. Widzieliśmy, jak policja i wojsko rzucało broń po lasach, w kartofle, i dobrowolnie rozbrajało się. Broń tę zabierali skrzętnie Ukraińcy. Słowem działały się rzeczy nieprawdopodobne, do których wstyd się Polakowi przyznać. Początek jednak tej anarchii dała sławetna „góra”. Oficerowi nasi, począwszy od majorów, w nogi, wszyscy niemal porzucili samowolnie swoje posterunki; oni uciekli pierwsi ze swymi żonami i kochankami, siejąc panikę i dezorganizując armię. Widziałem sam pułkownika, który skonfiskował samochód, transportujący majątek państwowy, po to ażeby móc uciekać wraz ze swoją rodziną. Mówię Wam, działy się skandaliczne, potworne rzeczy, o których myśleć nie mogę, bo mam łzy w oczach. To, co się stało, to wina całego systemu, który w Polsce panował od 1926 r. To są skutki łamania charakterów i systemu protekcji. W ten sposób narodu się nie wychowuje. To jest następstwo tego, że nieodpowiedni ludzie byli na stanowiskach, które zajmowali...
"Kto odpowiada za klęskę wrześniową" Paweł Dybicz, Józef Stepień, Warszawa 2019 rok.
"Kto odpowiada za klęskę wrześniową to prezentacja zbioru tekstów i dokumentów autorstwa polityków i wojskowych oraz prawników. Powstały one w większości na potrzeby rządu emigracyjnego i pochodzą z jego archiwów. Niektóre z nich pisane były za granicą, inne w kraju – w czasie wojny i bezpośrednio po niej. Dotyczą analiz przyczyn klęski wrześniowej, odpowiedzialności poszczególnych polityków (Składkowskiego, Becka, Rydza Śmigłego i innych), także ich wojennych losów.
Ich lektura dowodzi, że na emigracji sprawa odpowiedzialności za klęskę wrześniową, choć polityków i opinię publiczną interesowała, to została szybko rozmyta.
Na szczególna uwagę zasługują też dokumenty, które ujawniają okoliczności wywozu we wrześniu 1939 roku pieniędzy Skarbu Państwa i ich rozdziału między internowanymi w Rumunii oraz próby odzyskania ich przez rząd na emigracji."
….. Warszawę opuściłem 7 września w południe, w chwili największego popłochu. Za to, co się działo wówczas w Warszawie, ktoś powinien zawisnąć na szubienicy. Już 4 IX ewakuowano wprawdzie częściowo ministerstwa i ważniejsze urzędy, jednakże ogół społeczeństwa nic o tym nie wiedział. 5 IX wypłacono w ZUS dwumiesięczne pobory i nakazano opuścić Warszawę w kierunku na Wschód (Brześć nad Bugiem), dając każdemu wolną rękę. Ja tego dnia nie wyjechałem, gdyż musiałem zlikwidować niektóre swoje sprawy, zresztą zastanawiałem się, czy w ogóle wyjeżdżać z Warszawy, po co i gdzie. Następnego dnia poszedłem do biura. Naczelny Dyrektor miał przemówienie do wszystkich, że to niesłychane, żeby siać taki niepokój jak wczoraj, że wszyscy mają zostać na swoich miejscach, że on wyciągnie wobec tych, którzy już wyjechali, nieoczekiwane konsekwencje itd., itd. Byłem zadowolony z tego stanu rzeczy, gdyż nie miałem ochoty wyjeżdżać z Warszawy. W radio nie mówiło się w ogóle o ewakuacji Warszawy, zapewniało się ludność o zupełnym bezpieczeństwie. Naraz w nocy z 6 na 7 września, jak grom z jasnego nieba spadła na Warszawę wiadomość ogłoszona przez radio, że front jeszcze przedwczoraj tzn. 4 IX został koło Piotrkowa przerwany i Warszawie grozi niebezpieczeństwo. Wzywa się zatem ludność męską natychmiast do kopania rowów pod Warszawą. Ogłoszono również, że Prezydent i Rząd opuścił Warszawę. Radio przestało działać. W mieście tramwaje stanęły, taksówek nie było. Sznury ludzi z tobołami, dziećmi małymi na rękach szło ulicami Warszawy na prawy brzeg Wisły, na wschód siać dalej panikę. Policja chodziła po domach i nakazywała mężczyznom w wieku poborowym opuszczać Warszawę. Rankiem 7 IX rozmieszczone już były gniazda karabinów maszynowych na ulicach Warszawy. Wszyscy stracili głowy, nie wiedząc, co robić, gdzie się podziać. Zdawałem sobie sprawę, że piechotą na włóczęgę iść nie mogę, bo przy swym zdrowiu temu nie podołam. Wziąłem do teczki 2 koszule i coś tam jeszcze i wyszedłem z domu, kierując się w stronę biura. Trafiłem na moment wywożenia skarbca, to zn. papierów wartościowych. Znajomi koledzy zabrali mnie jako konwojenta kilkunastu skrzyń bezwartościowych właściwie papierów. Nie wiem jeszcze dziś, czy to było dla mnie szczęściem, czy nieszczęściem. Zaczęła się więc dla mnie tułaczka na ciężarowym odkrytym samochodzie, na skrzyniach trzęsących się w towarzystwie trzydziestu paru uczestników tej samej niedoli. Skierowaliśmy się w stronę Lublina. Możecie sobie wyobrazić, co się działo na tym szlaku. Była to bezładna ucieczka całego narodu, pieszo, samochodami, wozami, rowerami itd. Droga była kompletnie zatarasowana. Nad nami często krążyły niemieckie bombowce. Gdyby zechciały bombardować wówczas szosę – byłaby to jedna wspólna mogiła kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Jechaliśmy więc przez Lublin, Chełm, Hrubieszów, Włodzimierz, Łuck, Dubno, Równe. W drodze przeziębiłem się, jadąc we dnie i w nocy w odkrytym samochodzie; na sobie miałem letnie ubranie i letni płaszcz. Wiele nocy nie spałem lub spałem na słomie, na ławach, na barłogu.
Cierpieliśmy nieraz głód, bo trudno było dostać jedzenie. Koszule, które wziąłem, zginęły mi w drodze, o nowe było trudno. Słowem głód, brud i nędza. W gronie mych towarzyszy nie miałem przyjaciół. Każdy myślał tylko o sobie i był drugiemu wrogiem. Tu można było się przypatrzyć, jak mało współżycia, solidarności jest u Polaków. Rzadko kiedy jeden drugiemu przyszedł z pomocą. Kto mógł, ten uciekał na wschód, tak że zrobiło się tam w końcu ciasno, drogo i wszystkiego zabrakło. Wszystkie niemal miasta były zbombardowane, i to wielokrotnie. Niemcy nie liczyli się z niczym. Bombardowali poza tym pociągi ewakuacyjne, ostrzeliwując je z karabinów maszynowych. Z tychże karabinów strzelali do pasących się krów i koni, zabijali młodocianych pastuchów. Nie potrafię Wam wszystkiego wyliczyć i wymienić. Ja sam miałem szczęście uniknąć bomb niemieckich, ale jakże często musiałem wyskakiwać z samochodu przed nadlatującymi samolotami. Z naszym transportem jechaliśmy dość wolno. Pod wpływem rozmaitych wiadomości z frontu kierownictwo nie mogło się zdecydować na złożenie tego balastu w którymkolwiek z kresowych miast. Wiadomość o przyłączeniu się Sowietów do akcji rozbioru Polski zastała nas 17 IX w Równem. Stąd zdecydowaliśmy się jechać do granicy polsko-węgierskiej, przez Dubno, Radziwiłłów, Brody, Złoczów, Przemyślany, Rohatyn, Dolinę. W czasie przejazdu przez Złoczów zmieniliśmy początkowy plan i skierowaliśmy się w stronę Lwowa, ale później (6 kilometrów od Lwowa) zawróciliśmy. Na ostatnim odcinku Przemyślany – Dolina musieliśmy się nocą przebijać poprzez uzbrojone bandy dywersyjne Ukraińców. Pod wpływem rozwijających się warunków w armii, w policji panowało kompletne rozprzężenie. Na drodze między Złoczowem a Lwowem spotkaliśmy oddział 2-ch batalionów policji z Rzeszowa, oczywiście bez oficerów uciekających w bezładzie na wschód. Woleli się oddać bolszewikom niż Niemcom, płakali, mówiąc, że otrzymali rozkaz ucieczki na własną rękę, gdzie kto chce. Zawróciliśmy tę bandę płaczących niedołęgów do Lwowa, wiedząc, że Lwów się broni. Widzieliśmy, jak policja i wojsko rzucało broń po lasach, w kartofle, i dobrowolnie rozbrajało się. Broń tę zabierali skrzętnie Ukraińcy. Słowem działały się rzeczy nieprawdopodobne, do których wstyd się Polakowi przyznać. Początek jednak tej anarchii dała sławetna „góra”. Oficerowi nasi, począwszy od majorów, w nogi, wszyscy niemal porzucili samowolnie swoje posterunki; oni uciekli pierwsi ze swymi żonami i kochankami, siejąc panikę i dezorganizując armię. Widziałem sam pułkownika, który skonfiskował samochód, transportujący majątek państwowy, po to ażeby móc uciekać wraz ze swoją rodziną. Mówię Wam, działy się skandaliczne, potworne rzeczy, o których myśleć nie mogę, bo mam łzy w oczach. To, co się stało, to wina całego systemu, który w Polsce panował od 1926 r. To są skutki łamania charakterów i systemu protekcji. W ten sposób narodu się nie wychowuje. To jest następstwo tego, że nieodpowiedni ludzie byli na stanowiskach, które zajmowali...
Wzmacniacz. Przyklady 7
Wzmacniacz.
Przyklady 7
Pamięci
ferrytowe wyparły w pierwszych „komputerach” pamięci na
lampowych liniach opóźniających. Idea jednobitowej pamięci na
rdzeniu ferrytowym znana była już tuż po wojnie. Pierwszym
produkowanym małoseryjnie komputerem gdzie zastosowano ferrytową
pamięć RAM był IBM 704 z 1954 roku. System pamięci ferrytowych
cały czas doskonalono. Energożerne lampowe klucze wybierające
prądy w drucikach matrycy rdzeni zastąpiły specjalnie do tego
celu wyprodukowane szybkie tranzystory domieszkowane złotem o małym
czasie wyjścia z nasycenia. Sterowane były także przez
zminiaturyzowane transformatorki umieszczone w obudowach DIL. Później
funkcje scalono. Duże lampowe wzmacniacze odczytu używające
transformatorów wpierw stranzystorowano a następnie scalono.
Stosunkowo wysokie napięcia jakich używano w logice komputera
lampowego były pochodną jeszcze większych napięć koniecznych w
układzie generującym prądy wyboru w matrycy ferrytowej.
Koszt
samego toroidalnego rdzenika ferrytowego spadł ponad stukrotnie z
1/3 dolara w 1955 roku do 0.3 centa w 1970 roku zaś koszt jednego
bita w macierzy rdzeni pamięci z 1 dolara na 1 centa i to mimo
niemałej inflacji w tym okresie. Wymagana energia podana do rdzenia
jest proporcjonalna do jego objętości i spadła bardzo mocno. Rosła
też gęstość wyrażona w bitach na cal sześcienny objętości
osiągając przyzwoite wartości.
Przewleczenie
drucików przez rdzeniki pod lupą czyli szycie wymagało
delikatności toteż do prac zatrudniano wyłącznie kobiety z
określonego przedziału wiekowego. Później rozwiązaniem stała
się tania praca w III Świecie w Azji i w końcu mechanizacja
„szycia” pamięci.
IBM
w 1970 roku wyprodukował ponad 2.5 GB pamięci ferrytowych czyli
użyto w nich 20 mld rdzeników toroidalnych o średnicy 0.33 mm. W
swoim czasie nazwę IBM utożsamiano z komputerem bowiem pozycja IBM
była nieomal monopolistyczna. Produkcja mikroprocesorów i
półprzewodnikowych pamięci mocno osłabia pozycje IBM. O ile
niedawno minikomputer miał m.in. kilkadziesiąt dużych płyt
drukowanych i wyprodukować go mogła tylko conajmniej średnia firma
to mikrokomputer może mieć tylko jedną duża płytę drukowaną
PCB ! Większym zadaniem i problemem staje się teraz wytworzenie
oprogramowania !
Pamięci
ferrytowe cały czas powoli się rozwijały. Czas cyklu spadł z 10
usec do 0.5 usec i pewnie dalej byłby skrócony. Ostatnią generację
stanowią ferrytowe pamięci hybrydowe. Pojawienie się
półprzewodnikowych pamięci DRAM (D - Dynamic czyli dynamiczna)
1103 Intela w 1972 roku wszystkim uświadomiło że jest nowy
nokautujący konkurentów gracz i momentalnie zmieniły się reguły
gry. Spadek cen DRAM-ów poniżej 1 centa za bit spowodował odwrót
od pamięci ferrytowych. W domowych mikrokomputerach zastosowano
tylko i wyłącznie pamięci RAM i ROM półprzewodnikowe.
Konstrukcja
pamięci dynamicznej DRAM jest bardzo pomysłowa. Natomiast
konstrukcja w nich „wzmacniacza odczytu” ( schemat i analiza
dalej ) i procesu odczytu będącego jednoczesnym odświeżeniem
jest genialna.
Logika
do odświeżania pamięci DRAM jest dość rozbudowana.
Równie
genialny był zatem pomysł dodania w procesorze Zilog Z80 będącym
ulepszonym procesorem Intel 8080, logiki odświeżania pamięci DRAM
co umożliwia budowę prostych mikrokomputerów z użyciem pamięci
DRAM, które są dużo tańsze niż pamięci statyczne SRAM.
II
Wojna Światowa przyniosła różne wynalazki ale gdyby jej nie było
rozwój byłby szybszy. Wynalazkiem wszech czasów są tranzystory.
Możliwe że bez wojny pojawiłyby się szybciej. W bardzo kosztownym
programie Apollo pojawiło się parę wynalazków ale użyte w
pojazdach komputery budziły politowanie gdy pojawił się pierwszy
mikroprocesor. Pierwsze mikroprocesory Intela powstały do
kalkulatorów biznesowych i rząd USA do tego sukcesu się w ogóle
nie przyłożył. Potężne koncerny USA często produkują na
rynek cywilny i dla rządu militaria. Mikroprocesory tych koncernów
są na tle Intela i Motoroli po prostu słabe. Tak więc problem
gospodarności a może raczej niegospodarności firm zbrojeniowych i
ich żerowania na społeczeństwie dotyczy całego świata. W czasie
wojny amerykańskie koncerny przyzwyczajone do rynku i wyścigu
technologicznego z konkurencją nie garnęły się do kontraktów
rządowych mając świadomość że w sztucznych cieplarnianych
warunkach stworzonych zamówieniami rządowymi po wojnie po prostu
stracą zamówienia i co gorsze kompetencje w porównaniu z
konkurencją i zbankrutują.
We
współczesnej elektronice najważniejsza jest mikroelektronika.
Nawet porządny japoński tranzystor mocy do wzmacniacza akustycznego
składa się z wielu połączonych równolegle małych scalonych
tranzystorków. Tranzystor ten jest w miarę liniowy, ma duży
obszar bezpiecznej pracy SOA i dużą częstotliwość graniczną Ft.
Rewelacyjne parametry japońskich wzmacniaczy Audio to skutek użycia
takich tranzystorów. Ale są „znawcy” twierdzący że one wcale
nie są takie dobre i w ogóle...
Tak
jak rozwijały się pamięci ferrytowe RAM tak samo rozwijają się
masowe pamięci dyskowe. Tak jak scalono układy wyboru i wzmacniacze
odczytu do pamięci ferrytowej RAM tak samo scalone są lub będą
całe tory odczytu do głowic dysków poczynając od wzmacniacza z
multiplexerem wybierającym potrzebną głowice dysku. Gęstość
zapisu informacji na dyskach magnetycznych cały czas rośnie i koszt
jednego bitu pojemności spada od lat a dyski są coraz pojemniejsze
i mniejsze. Niewykluczone że w razie bardzo dużego zwiększenia
rozdzielczości fotolitografii pamięci półprzewodnikowe staną się
konkurencją dla dysków magnetycznych i je wyprą.
Drugą
część skomplikowanej elektroniki dysków stanowi układ
pozycjonujący głowice dysków. Doskonale nadaje się on do
scalenia.
Na
razie koszt dysku jest zdecydowanie za wysoki do komputera domowego
ale gdy producenci zwietrzą tam miliardy dolarów to elektronika
zostanie scalona a cena spadnie.
Polska
gospodarka jest stosunkowo mała i siłą rzeczy powinna się
koncentrować na tematach w którym jest lub może być mocna.
Produkcja wielu rzeczy nie ma u nas żadnego sensu. Po co CEMI
miałoby produkować układ scalony do telefonu z klawiaturą i
wybieraniem tonowym skoro nie ma odpowiednich central a cała nasza
telekomunikacja to żałosna kpina. Trzeba zacząć od
telekomunikacji.
Dokumenty
jako obrazy systemem telefonicznym i radiem przesyłano już wiele
lat temu. Ale analogowe urządzenie Facsimile / Telefax pracujące
tak jak system telewizyjny jedną stronę formatu A4 z
rozdzielczością 96 pixeli / cal przesyła 6 minut. Amerykańska
firma Dacom opracowała wydajne algorytmy do kompresji zeskanowanego
obrazu i cyfrowe dane wyjściowe są przesyłane wbudowanym modemem
linią telefoniczną. Jej urządzenie na przesłanie strony
potrzebuje typowo tylko 15 sekund. Bez mikroprocesorów i pamięci
nie było by cyfrowych Facsimile / Telefax, które tanieją i już
nie mają prohibicyjnej ceny. Średnią amerykańską firmę już
stać na nie.
Kwestią
czasu jest zagoszczenie mocno skompresowanych obrazków w
mikrokomputerach.
Wiele
synergicznych technologi nawzajem się napędza.
Technologie
zmieniają świat. Obecnie wielkonakładowe gazety i czasopisma
drukuje się centralnie na następnie transportuje ciężarówkami i
koleją do województw i dalej rozwozi do kiosków.
Ale
informacje tekstowe i skompresowane obrazki można z redakcji
przesłać modemami do minikomputerów lokalnych drukarni i w
formacie gazety „wydrukować” matryce i z nich wydrukować same
gazety. Gazety mogą być aktualne i bez kosztów transportu.
Daleki
przesył informacji od dawna od wąskopasmowego cały czas zmierza do
szerokopasmowego.
-Po
licznych udoskonaleniach kablem transatlantyckim udało się
telegraficznie przesyłać 40 znaków ma minute !
-Od
radia AM do kolorowej telewizji z dekoderem Ceefax.
-Obecnie
cyfrowe radiolinie mają przepływność ponad 200 Mbits/sec.
Optymalna
alokacja środków w inwestycje i rozbudowę firm jest warunkiem
koniecznym ale nie dostatecznym wzrostu gospodarczego. Równie
istotny jest długookresowy podział produkcji na konsumpcje i
inwestycje.
Na
wzrost długości życia wielki wpływ miały wodociągi i
kanalizacja kończące z epidemiami chorób zakaźnych a następnie
„zielona rewolucja” kładąca kres głodom i niedożywieniu.
„Zielona rewolucja” to nawozy sztuczne i pestycydy oraz lepsze
genetycznie odmiany roślin. Produkcja nawozów sztucznych i
pestycydów na pierwotnej bazie ropy naftowej i gazu ziemnej jest
łatwa. Ale Polska nie ma wystarczających zasobów ropy naftowej i
kupuje ją głównie z ZSRR ale za dolary po cenach światowych.
Mając dolary ropę możemy równie dobrze kupić na rynku światowym.
Uproszczając wywód – aby Polacy mogli się najeść mięsa do
syta musimy wypracować eksportem środki na zakup ropy naftowej i
gazu ziemnego.
Wraz
z porzuceniem przez Niemcy Zachodnie po wojnie ciężkiej chemii
opartej o węgiel kamienny ona się już nie rozwija i jest
absolutnie przestarzała i niekonkurencyjna.
Nie
wchodząc w zawiłości historyczne stwierdzić należy że od XVI
wieku Europa Zachodnia wprowadzała u siebie wydajny kapitalizm
nowoczesny a Europa wschodnia za Łabą prymitywny kapitalizm ( to
wcale nie był feudalizm ) wyzysku i stagnacji. III Rzesza była
państwem unitarnym ( Niemcy zachodnie są państwem federalnym ) i
jej władze świadome różnic rozwojowych zachód – wschód robiły
wiele aby jej wyrównać i nie nie potrafiły tego szybko zapewnić.
Nie da się patologi z 400 lat od razu zwalczyć i odwrócić. Trzeba
wielu lat zdeterminowanej , dobrej pracy.
W
XIX wieku USA a za nimi „Niemcy” i Japonia z pełna determinacją
wkroczyły na ścieżkę szybkiego rozwoju. Deklaracja prezydenta
Monroe o tym że USA traktują Amerykę Łacińską jako swoja strefę
wpływów zlekceważono. Rozmiar wojny domowej w USA powinien
wszystkim politykom europejskim uświadomić że za oceanem rośnie
arcykolos. Kompromitujący pogrom jaki flota Japonii sprawiła flocie
carskiej odsłonił słabiznę i korupcje Rosji. Wywołał w Rosji
rewolucje 1905 roku. Zachód Europy wszystkie te sygnały lekceważył.
Niemcy
na koniec I Wojny poddali się nie dlatego że USA wprowadziły
wielką siłę militarną do boju bo nie wprowadziły, ale dlatego że
Niemcy już wiedzieli jak potwornie silne są zaoceaniczne USA.
Imperium Brytyjskie już zostało przerobione na dłużnika USA i
Europa zadłużała się w USA. Agresja Japonii na Chiny w 1932 roku
też została zlekceważona.
Nieuk
i narkoman Hitler wyobrażał sobie że zjednoczy pod przywództwem
Niemiec Europę Zachodnią i podbije Wschodnią i wymorduje jej
mieszkańców aby zabrać ich ziemie.
USA
częściowo przestawiły swoją maszynę produkcyjną na potrzeby II
Wojny. Tracąc w wojnie zaledwie 403 tysiące ludzi zostały jedynym
zwycięzcą strasznej wojny. Polska mając w 1939 roku 35.3 mln ludzi
po wojnie miała ich 23.5 mln i lezała w gruzach ! Najwyżej
rozwinięte zachodnie rejony Związku Radzieckiego doznały
apokaliptycznych zniszczeń a kraj stracił 27.5 mln najcenniejszych
w gospodarce pracowników. Gdy rozpoczął się konflikt i USA
wstrzymały dostawy żywności zaczął się w ZSRR śmiertelny
powojenny głód z milionami ofiar.
USA
jako jedyny zwycięzca cały powojenny system światowy ustawiły pod
swoje potrzeby i interesy. Są one w dużej mierze zbieżne z
interesami Zachodniej Europy ale wcale nie są tożsame. Europa
Zachodnia jest tylko klientem USA ( w żadnym razie partnerem )
zapewniającym jej bezpieczeństwo.
Mając
wiedzę niepełną łatwo jest popełnić błąd a mając wiedzę
fałszywą robi się same głupstwa.
Kraje
RWPG na dogonienie Zachodu Europy potrzebują conajmniej 50 lat jeśli
zadanie to jest w ogóle możliwe. Szybciej dogonić może (?) NRD i
Czechosłowacja. Obietnice dobrobytu składane przez socjalistyczne
rządy były puste i niemożliwe do wykonania. Polacy w ubiegłej
dekadzie zobaczyli Zachód i są zachwyceni jego bogactwem. Są
zarazem zatruci nadmiernymi oczekiwaniami. Są zawiedzeni i
rozczarowani. Czują się oszukani.
Kraje
RWPG mają o wiele trudniejsze zadanie w szybkim rozwoju niż kiedyś
miały USA, Niemcy i Japonia.
W
ZSRR i krajach oddanych mu pod kuratele działa obsesja tajemnicy i
kontroli informacji. Bez wymiany informacji nie rozwija się nauka i
technologia !
Motorola
w książce z 1962 roku (!) obszernie, szczegółowo opisuje proces
planarny do produkcji układów scalonych. W przypisach wymieniono
serie patentów. W książce z 1971 roku omawia proces i wymagania
projektowe na projekt i maski do procesu MOS. To są rzetelne
informacje a nie dezinformacja. W umyśle czytelnika ma powstać
obraz potężnej firmy ciągnącej technologie narodu do przodu.
Koncerny
USA i Europejskie chcąc zachęcić producentów wyrobów finalnych
do stosowania ich układów podają różne ciekawe schematy i
rozwiązania.
Philips
do radiotelefonu VHF produkuje niedrogie układy licznikowe
„Uniwersal Counter” HEF4751 sterowany klawiaturą do wyboru
kanału łączności i „”Frequency Synthesizer” HEF 4750 z
dodatkowym modulatorem fazy. Układy LSI ( to nie są układy VLSI ,
są względnie proste ) wykonano w technologi CMOS.
Zbuforowany
sygnał z generatora przestrajanego diodą pojemnościową podano do
przerzutnika ECL 10231 ( jest on dziwnie zasilony co powoduje
początkową dezorientacje ) a następnie do preskalera 10/11 (
dzieli przez 10 lub 11 zależnie od podanego sygnału z HEF4751 ) i
układu HEF4751.
Generator
o małych szumach fazy na Mosfecie z podwójną bramka wykonano tak
jak w technice lampowej na pentodzie. W generatorze pracuje dolny
Mosfet a górny jest buforem. Odbiór sygnału generatora z drenu
tranzystora generatora bardzo mało zakłóca generator. Mimo tego
sygnał do preskalera wzmacnia i izoluje mało selektywny
dwustopniowy wzmacniacz na TR2 i TR3 aby nic nie przedostało się
wstecznie do generatora. Sygnał do części radiowej wzmacnia
tranzystor TR4.
Filtr
sygnału pętli PLL wykonano na wzmacniaczu operacyjnym podobnie jak
układ wypracowujący sygnały do modulacji FM (podano do diody
pojemnościowej w generatorze ) który oddziałowując także na
scalony detektor fazy nie zakłóca działania pętli PLL, która
przecież starałaby się modulację częstotliwości eliminować.
Wzmacniacze są w każdej elektronice.
Z
racji szybkiej popularyzacji mikrokontrolerów układy licznikowe są
raczej spóźnione !
czwartek, 19 marca 2020
Wirtualna Rada Ocalenia Narodowego - WRON
Wirtualna Rada Ocalenia Narodowego - WRON
Suchar ale znów aktualny: funt rubli = dolar.
Płynny kurs walutowy jest teoretycznie automatycznym stabilizatorem koniunktury. Płynne kursy walutowe przy załamaniu gospodarczym teoretycznie automatycznie obniżają nam pensje, zwiększają zyski z eksportu i podnoszą ceny towarów importowanych. Zmniejszają deficyt poprzez inflację... Ratują sytuacje. Wszyscy są jednak brutalnie ograbieni z siły nabywczej i z oszczędności. W rzeczywistości wielcy spekulanci kołyszą kursami walut aby zarobić. Warto o tym poczytać w Peryferyjny Kapitalizm Zależny, dostępny w Google Books, bowiem przez minione 15 lat nic w tej mierze się nie zmieniło.
W 2008 roku bank wampir Goldman Sachs zeszmacił nam złotówkę co dało Polsce apokaliptyczne straty !
Premier Morawiecki staje się mistrzem nowomowy.
Polski rząd przygotował tarcze antykryzysową ze...styropianu. To aluzja do pana OTUA. Dla firm są koła ratunkowe z.. betonu. Filary .. A wszystko to razem jest mokrym kapiszonem przygotowanym do narracji propagandy sukcesu w TVP przed wyborami prezydenckimi.
Tęgie umysły zasiadają w tym rządzie. Gowin, Sasin, Morawiecki, Błaszczak, Kamiński, Dworczyk, to historycy. Adamczyk jest po Społecznej Akademii Nauk w Olkuszu. Gliński socjolog, Czaputowicz, Emilewicz, politolodzy, Schreiber magister administracji. Gęby pełne frazesów i pomysły rodem z komedii genialnego SP Barei.
Hongkong wszystkim stałym rezydentom wypłacił po 10 000 HKD.
Bawaria od piątku wypłaca 5-30 tysięcy euro dla samozatrudnionych, małych biznesów i artystów.
Administracja prezydenta Trumpa zamierza przeznaczyć aż 500 mld dolarów na bezpośrednie wsparcie Amerykanów. Kwota zostanie rozdysponowana w dwóch transzach - pierwsza w ciągu trzech tygodni, a następna po kolejnych sześciu tygodniach. Każdy dorosły Amerykanin miałby otrzymać 1000 dolarów, a dziecko - 500 dolarów. Półtora miesiąca później miałyby dotrzeć kolejne czeki na takie same kwoty. Propozycja musi teraz uzyskać poparcie Kongresu ale ten może ją zwiększyć !
Francuski rząd zawiesił obywatelom wszystkie opłaty. Dania dołoży 75 % pracowniczych świadczeń dla firm. Wegry dają prolongaty wpłat "ZUS" i podatków.
Polski "patriotyczny" rząd każe brać mikropożyczki i "obiecuje" przesunięcia płatności na wniosek z oprocentowaniem 8%.
Suchar ale znów aktualny: funt rubli = dolar.
Płynny kurs walutowy jest teoretycznie automatycznym stabilizatorem koniunktury. Płynne kursy walutowe przy załamaniu gospodarczym teoretycznie automatycznie obniżają nam pensje, zwiększają zyski z eksportu i podnoszą ceny towarów importowanych. Zmniejszają deficyt poprzez inflację... Ratują sytuacje. Wszyscy są jednak brutalnie ograbieni z siły nabywczej i z oszczędności. W rzeczywistości wielcy spekulanci kołyszą kursami walut aby zarobić. Warto o tym poczytać w Peryferyjny Kapitalizm Zależny, dostępny w Google Books, bowiem przez minione 15 lat nic w tej mierze się nie zmieniło.
W 2008 roku bank wampir Goldman Sachs zeszmacił nam złotówkę co dało Polsce apokaliptyczne straty !
Premier Morawiecki staje się mistrzem nowomowy.
Polski rząd przygotował tarcze antykryzysową ze...styropianu. To aluzja do pana OTUA. Dla firm są koła ratunkowe z.. betonu. Filary .. A wszystko to razem jest mokrym kapiszonem przygotowanym do narracji propagandy sukcesu w TVP przed wyborami prezydenckimi.
Tęgie umysły zasiadają w tym rządzie. Gowin, Sasin, Morawiecki, Błaszczak, Kamiński, Dworczyk, to historycy. Adamczyk jest po Społecznej Akademii Nauk w Olkuszu. Gliński socjolog, Czaputowicz, Emilewicz, politolodzy, Schreiber magister administracji. Gęby pełne frazesów i pomysły rodem z komedii genialnego SP Barei.
Hongkong wszystkim stałym rezydentom wypłacił po 10 000 HKD.
Bawaria od piątku wypłaca 5-30 tysięcy euro dla samozatrudnionych, małych biznesów i artystów.
Administracja prezydenta Trumpa zamierza przeznaczyć aż 500 mld dolarów na bezpośrednie wsparcie Amerykanów. Kwota zostanie rozdysponowana w dwóch transzach - pierwsza w ciągu trzech tygodni, a następna po kolejnych sześciu tygodniach. Każdy dorosły Amerykanin miałby otrzymać 1000 dolarów, a dziecko - 500 dolarów. Półtora miesiąca później miałyby dotrzeć kolejne czeki na takie same kwoty. Propozycja musi teraz uzyskać poparcie Kongresu ale ten może ją zwiększyć !
Francuski rząd zawiesił obywatelom wszystkie opłaty. Dania dołoży 75 % pracowniczych świadczeń dla firm. Wegry dają prolongaty wpłat "ZUS" i podatków.
Polski "patriotyczny" rząd każe brać mikropożyczki i "obiecuje" przesunięcia płatności na wniosek z oprocentowaniem 8%.
Wzmacniacz. Przyklady 6
Wzmacniacz.
Przyklady 6
Duże
znaczenie w systemie ogólnokrajowej telekomunikacji mają radiowe
linie mikrofalowe będące alternatywą do rozbudowanej sieci
kablowych linii współosiowych.
Analogową
radiolinią z modulacją FM przesyła się sygnał telefonii nośnej
wysokiego rzędu.
Cyfrową
radiolinią z modulacją fazową przesyła się sygnał telefonii
cyfrowej PCM wysokiego rzędu. Im więcej jest przesyłanych kanałów
telefonicznych tym mniejsza jest w pojemności w kanałach przewaga
radiolinii analogowej nad cyfrową dlatego że sygnał telefonii
nośnej ma tym większe szczyty im więcej ma kanałów
telefonicznych i z tego względu sygnał jest bardzo trudny do
przesyłania. Niemniej obecnie radiolinia analogowa przesyła
przynajmniej 4 razy tyle kanałów telefonicznych co cyfrowa o takim
samym ( to znaczy mocno zbliżonym ) torze RF.
Radiolinie
używają anten o dużej kierunkowości i wzmocnieniu co pozwala
pracować z małą mocą nadawania. Obie dokładnie ustawione anteny
muszą się widzieć. Silny deszcz sporo osłabia sygnał mikrofalowy
co musi być uwzględnione w bilansie aby poziom szumów / błędów
nie był za wysoki.
Funkcjonują
mikrofalowe radiolinie naziemno – satelitarne. Duża antena
naziemna zapewnia dużą kierunkowość i wzmocnienie. Antena na
satelicie siłą rzeczy ma ograniczony rozmiar.
Siły
zbrojne używają do komunikacji przewoźnych radiolinii z antenami
na masztach. Wystrzelone rakiety przeciwlotnicze mogą mieć łączność
mikrofalową ze stanowiskiem naziemnym lub samolotem.
Łączność
z satelitami badającymi kosmos odbywa się radioliniami o małej
przepływności.
Radioastronomia
analizuje sygnały odebrane radioteleskopami.
Mikrofal
używa się w nawigacji.
Radary
impulsowe i dopplerowskie pracują na zakresach mikrofalowych.
Stosowane są w lotnictwie cywilnym i wojskowym oraz w systemach
obrony przeciwlotniczej i antybalistycznej. Moc impulsowa radaru może
być ogromna.
Bardzo
użyteczne radary pogodowe są zarówno impulsowe jak i
dopplerowskie. Mogą ostrzec o nadchodzącym kataklizmie pogodowym.
Prawdopodobnie
w radary na bardzo wysokie częstotliwości ( mały rozmiar anteny)
wyposażone są najnowsze rakiety przeciwlotnicze które w końcowej
fazie lotu starają się trafić w cel co jest trudno wykonalne z
uwagi na bardzo dużą wzajemną prędkość samolotu ( lub rakiety
do zestrzelenia ) i rakiety i ładunek wybuchowy ze szrapnelami jest
aktywowany radarem przy najmniejszej wzajemnej odległości.
Stosunkowo
mała jest moc ręcznego radaru policyjnego (u nas milicyjnego ). W
innej obudowie radar inicjuje wykonanie zdjęcia samochodu - kierowcy
specjalnym aparatem fotograficznym z dużą kasetą na film w
fotoradarze.
Udoskonalony
i zastosowany w czasie wojny w radarach magnetron jest lampą
generacyjną pokrywającą duży zakres mocy. Częstotliwość
generacji wynika z rozmiaru wielownękowej komory rezonansowej.
Sprawność magnetronu dużej mocy przekracza 60%. W USA popularność
zdobywają kuchenki mikrofalowe z magnetronem zasilanym mocą do 800
W. Mikrofale nagrzewają w kuchence przygotowywaną potrawę.
Odkryty
przed wojną przez braci Varian klistron jest lampą wzmacniającą o
bardzo dużych możliwościach. Po wielu udoskonaleniach klistron
osiągnął znaczny poziom doskonałości. Klistron refleksowy
stosowany jest w generatorach heterodyn.
W
radarach tuż po zakończeniu wojny bardzo szybko ustaliło się
stosowane dość długo rozwiązanie. Nadajnikiem impulsowym radaru
był magnetron zasilany krótkim impulsem sporego napięcia. Szybkim
włącznikiem mocy był tyratron wodorowy. Odebrany anteną sygnał
odbity echa radarowego kierowano do mieszacza z diodą germanową
razem z sygnałem heterodyny wytwarzanym oscylatorem z klistronem
refleksowym. Częstotliwość pośrednia była niewielka, rzędu
60MHz. Nie mogła być mniejsza z uwagi na wymaganą szerokopasmowość
i „kanał” lustrzany. Stosowano falowody i wnęki rezonansowe o
dużej dobroci co pozwalało na przykład stłumić sygnał lustrzany
przed mieszaczem.
Jedna
z pierwszych regularnie produkowanych diod germanowych 1N21 ( 1945 )
stosowana była jako mieszacz w odbiorniku radaru.
N.B
W USA standardowe diody znakowane są od początku jako 1N.... a
tranzystory jako 2N....
Stosunkowo
szybko zastosowano lepszy mieszacz na dwóch diodach a diody
germanowe zostały wyparte przez lepsze diody Schottky.
W
stosunku do odbiornika superheterodynowego stosowanego do zakresu UHF
i niższych zakresów mikrofalowych zwraca uwagę brak wzmacniacza
wejściowego który polepsza czułość i tłumi kanał lustrzany.
Toteż poziom szumów odbiornika mikrofalowego bez wzmacniacza
wejściowego jest duży.
W
ZSRR długo kopiowano dostarczone w 1945 roku ramach programu Lend
Lease amerykańskie radary SCR 584 i są one nadal w użytku.
Później
w radioliniach źródłem sygnału heterodyny mocy były mikrofalowe
diody generacyjne. Ich wadą jest duży poziom szumów. Moc
heterodyny w torze nadawczym była duża i znacznie większa niż moc
sygnału wyjściowego podanego z mieszacza mocy toru nadawczego do
anteny. Także moc sygnału pośredniej częstotliwości podanego do
mieszacza nadawania jest duża.
Użyteczne
w układach mikrofalowych są też specjalne diody Step Recovery w
których czas momentalnego opadania prądu przy wyłączeniu może
być około 5 ps.
Diodę
tą można zastosować w powielaczu częstotliwości wysokiego rzędu.
Układy
mikrofalowe wykonywane są w technice falowodowej, w ograniczonych
zakresach częstotliwości koncentrycznej i w paskowej. Frezowanie
odlewów nie jest tanie i przyszłość należy do techniki paskowej
i mikropaskowej.
Częstotliwość
graniczna Ft tranzystora wynika z rozmiarów bazy i emitera czyli z
rozdzielczości technologi planarnej i użytego materiału
półprzewodnika. Częstotliwość Ft tranzystorów krzemowych cały
czas rośnie wraz doskonaleniem fotolitografii.
Przy
tej samej rozdzielczości procesu większą częstotliwość
graniczną mają tranzystory z Arsenku Galu w którym ruchliwość
elektronów jest większa niż w krzemie Jest on jednak trudniejszym
materiałem procesowym niż krzem.
Polowy
tranzystor złączowy ze złączem Schottky nazywa się MESFET.
Tranzystory te przy wysokich częstotliwościach mikrofalowych mają
w tej chwili najwyższe osiągalne wzmocnienia i moce. Teoria nie do
końca tłumaczy zdumiewająco niskie szumy tych tranzystorów.
W
technologi paskowej odpowiednikiem uziemionego kondensatora w
wąskopasmowym filtrze LC jest szeroki odcinek ścieżki a
indukcyjności wąski odcinek ścieki. Najprostszym sposobem
projektowania wąskopasmowych paskowych filtrów mikrofalowych jest
prosta transformacja układu dyskretnego LC filtru i układu
dopasowującego na ścieżki w technologi paskowej.
Opracowano
też metody szerokopasmowego dopasowania impedancji w technice
paskowej.
Na
zakresach częstotliwości powyżej 1 GHz zdecydowanie najłatwiejsze
są pomiary parametrów S czyli macierzy rozproszenia czwórników i
skalara dwójników. Hewlett Packard oferuje przyrządy z wbudowanym
mikroprocesorem, współpracujące z mini lub mikrokomputerem do
szybkiego automatycznego pomiaru parametrów S w funkcji
częstotliwości
W
każdym elemencie aktywnym istnieje zwrotna pojemność między
wyjściem a wejściem i wzmocniony sygnał z wyjścia przecieka do
wejścia.
Składowe
urojone impedancji wejściowej i wyjściowej elementu aktywnego
ograniczają
jego wzmocnienie aperiodyczne. We wzmacniaczu z układem
dopasowującym „LC” są one zmniejszane i wzmocnienie elementu
silnie rośnie. Część elementów aktywnych przy optymalnym dla
maksymalnego wzmocnienia dopasowaniu wejścia i wyjścia jest
niestabilna i stałby się generatorem. Ale nawet bez generacji
przeciek sygnału z wyjścia na wejście powoduje zniekształcenie
charakterystyki częstotliwościowej filtru wejściowego i
wyjściowego. Przyjmuje się że wzmocnienie od punktu generacji
winno być obniżone circa 4 razy ( czasem więcej w wymagających
układach ) i tyle ma wynosić współczynnik niedopasowania wejścia
i wyjścia Stearnsa s.
Do
średnich częstotliwości pojemność zwrotną można neutralizować
i podwyższyć (w praktyce do 2 razy ) stabilne wzmocnienie.
Aby
uprościć konstrukcje wzmacniaczy pośredniej częstotliwości do
odbiorników TV wyprodukowano lampy o bardzo małej pojemności
zwrotnej i później tranzystorów o bardzo małe pojemności Cbc
zwrotnej. Wystarczają 3 stopnie wzmocnienia a można by nawet
rozważyć dwa stopnie !
Sprawa
wzmacniacza pośredniej częstotliwości dla odbiornika TVC jest dużo
trudniejsza.
Mosfety
z podwójna bramka do głowic VHF – UHF mają bardzo małą
pojemność zwrotną i duże wzmocnienie. Z obu stron mogą być one
dopasowane.
Nowoczesne
tetrody ceramiczne mocy na zakres VHF są liniowe i mają duże
wzmocnienie. Konstrukcja z nimi na przykład nadajnika UKF-FM jest
łatwa. Konstrukcja specjalnej podstawki tetrody zapewnia jej
neutralizacje. Ale i tak wejście – siatka 1 ma być celowo
niedopasowana i w aplikacji tetrod w wejściowym układzie
dopasowującym LC widać w obwodzie siatki bezindukcyjny rezystor
mocy. Producent uważa że ma być odpowiedni margines stabilności
aby nadajnik bez problemu ładnie pracował i łatwe było jego
zestrojenie. Niedopasowanie wejścia siatki wcale nie oznacza ze
wejście wzmacniacza jest niedopasowane do lini 50/75 Ohm. Wręcz
odwrotnie !
Problem
przecieku sygnału pojemnością zwrotną jak najbardziej dotyczy też
tranzystorów mikrofalowych.
Sprzęgacz
kierunkowy jest czterowrotnikiem o kierunkowych własnościach
przesyłania i rozdziału sygnału mikrofalowego.
Sprzęgacze
zbliżeniowe składają się z odcinków linii paskowych sprzężonych
elektrycznie i magnetycznie. Mankamentem sprzęgaczy zbliżeniowych
jest wymagana bardzo wąska i precyzyjna szczelina między paskami -
ścieżkami. Jest trudna technologicznie. Sprzęgacz kierunkowy
Lange'a wyróżnia się szerokopasmowością, dochodzącą do 1:6.
Kilka (najczęściej 4 ) odcinków sprzężonych linii paskowych jest
połączonych na długości krzyżującymi się drucikami.
Częstotliwość
heterodyny lub sygnału wyjściowego można kontrolować na dwa
sposoby:
-Powielając
częstotliwość sygnału ze stabilnego generatora ( może być
trochę modulowany FM ) prostą kaskadą selektywnych powielaczy tak
jak przykładowo czyniono to w radiotelefonach VHF - FM
-Pętlą
PLL gdzie kontrolowana częstotliwość przed podaniem do detektora
fazowo - częstotliwościowa jest dzielona. Wysoka częstotliwość
jest dzielona „preskalerem”. Obecnie ich zakres nie przekracza
1500 MHz a więc jak na mikrofale jest wąski
W
USA najlepsze przyrządy pomiarowe produkują Hewlett Packard i
Tektronix. HP produkuje użyteczne przyrządy do techniki
mikrofalowej do 40 GHz.
Lepsze
przyrządy niszowe są wytwarzane w pojedynczych sztukach za
horrendalną cenę. HP pierwszy w świecie wyprodukował dla siebie
scalony mikroprocesor 16 bitowy będący ekwiwalentem procesora
minikomputera HP-2100.
HP
ma własną fabrykę półprzewodników i produkcje katalogową
oferuje w sprzedaży. Oferuje m.in. mikrofalowe tranzystory krzemowe
i z Arsenku Galu. Publikuje informacje o ich zastosowaniach.
Pasmo
wzmacniacza szerokopasmowego z definicji powinno być conajmniej 20%.
Wzmacniacze do telewizji kablowej CATV są ultraszerokopasmowe.
Ekstremalna ultraszerokopasmowość może sięgać prądu stałego
czyli zera Hz.
Od
wzmacniacza szerokopasmowego RF oczekujemy dobrego dopasowania
falowego wejścia i wyjścia bowiem odbicia sygnałów są szkodliwe
jako degradujące informacje w sygnale. We wzmacniaczach CATV celem
uzyskania płaskiej charakterystyki częstotliwościowej i
kontrolowanej impedancji wejściowej i wyjściowej stosowane jest
ujemne sprzężenie zwrotne szeregowe ( opornik emiterowy Re ) i
równolegle dwójnikiem RL z kolektora na bazę.
Ponieważ
transkonduktacja MESFETa z arsenku galu jest mało zmienna to
traktujemy ją jako rezystor sprzężenia zwrotnego Re. Wystarczy
dodać sprzężenie zwrotne równolegle czyli dwójnik „RL”z
drenu na bramkę i odcinakami linii jak najmocniej odjąć składowych
urojonych impedancji wejścia i wyjścia.
Innym
rozwiązaniem wzmacniacza szerokopasmowego ( ale w żadnym razie nie
ultraszerokopasmowego jak wyżej ) jest wzmacniacz zrównoważony.
Sygnał wejściowy poprzez sprzęgacz kierunkowy podany jest na dwie
bramki tranzystorów a wzmocniony sygnał z drenów stopni na
wyjściowy sprzęgacz kierunkowy. Niedopasowania impedancji
tranzystorów przy idealnych sprzęgaczach kierunkowych skutkują
wytraceniem części mocy w rezystorze dołączonym do jednej
końcówki sprzęgacza.
Na
schemacie pokazano hybrydowy szerokopasmowy liniowy wzmacniacz mocy
500 mW na zakres 2-7 GHz. Długość bramek MESFETów wynosi 0.5 um a
ich szerokość podano na schemacie. Pobór mocy wzmacniacza wynosi
10 W. Najbardziej interesującym elementem w tym wzmacniaczu są
sprzęgacze kierunkowe.
Cztery
przeplecione ścieżki - palce w sprzęgaczu kierunkowym są w
odległości 30um z tolerancja 2 um. Sprzęgacze wykonane są na
płytce z szafiru grubości 0.64 mm. HP lubi szafir bowiem stosuje
też technologie CMOS SOS gdzie SOS to Silicon on Saphire. Szafir
jako jubilerski kamień szlachetny jest drogi.
Ale
MESFETy HP wzmacniają nawet przy częstotliwości 26.5 GHz.
Na
schemacie pokazano szerokopasmowy podwajacz częstotliwości sygnału
i wzmacniacz na zakres 18-26.5 GHz. MESFETy można wykonać także
jako dwubramkowe gdy istotna jest mała pojemność zwrotna.
Podwajacz działa podobnie jak prostownik dwupołówkowy. MESFETy z
podwójną bramką celowo spolaryzowano tak aby były nieliniowe.
Wejściowe odwrócenie fazy jednego sygnału uzyskano w liniach
co-planarnych. Sygnał z powielacza jest wzmocniony i poprzez
modulator amplitudy z dwoma diodami PIN o głębokości 15 dB podany
do stopnia końcowego. Na wyjściu część sygnału ze sprzęgacza
mikropaskowego podano do detektora z diodą Schottky i dalej do
układu regulacji poziomu.
Kraje
RWPG nie opanowały technologi telefonii nośnej dużej krotności.
Jest to trudna technologia rozwijana od lat trzydziestych.
Ale
cyfrowa technologia telefonii PCM ( a przecież produkujemy na
francuskiej licencji centrale PCM E-10 ) umożliwia budowę krajowej
czy kontynentalnej sieci łączności siecią cyfrowych radiolinii
mikrofalowych. Mimo użycia elementów mikrofalowych i szybkich
układów logicznych ta radiolinia jest znacznie prostsza niż
skomplikowany element (!) systemu telefonii nośnej krotności ca 10
tysięcy.
Pierwszą
radiolinie do przesyłu sygnału telefonii nośnej Bell Laboratories
oddał w 1946 roku gdy zaczęto budować całą sieć. W Polsce
zniszczonej okrutną okupacją trwała wtedy wojna domowa.
Prawdopodobnie
kolejnym medium transmisyjnym będzie raczej światłowód. Artykuł
z 1975 roku omawia eksperymentalne sterowanie MESFETem nadawczej
diody laserowej i odbiornik ze wzmacniaczem transkonduktancyjnym dla
przepływności 200 Mbits/s. W 1980 roku jest już przepływność 1
Gbits/s. Do kompletu brakuje światłowodów o małej stratności i
dyspersji ale rzekomo już jest uruchamiana ich produkcja. Możliwe
że trzeba będzie wymyślić laser na pasmo gdzie tłumienie
światłowodu i dyspersja są bardzo małe. To tylko kwestia czasu
jako że pomysłowość ludzka jest nieskończona. Potencjalna
pojemność światłowodu przekracza granice obecnej wyobraźni i
potrzeby. Coś się stworzy aby powstałe możliwości wykorzystać !
Każda
generacja systemów transmisji informacji rozwijała się i rozwija
dość długo.
Mamy
więc szanse przespania trzeciej generacji szerokopasmowowego systemu
przesyłu informacji. Mamy naprawdę mocny sen !
Obserwacja
sygnałów mikrofalowych jest trudna. Pasmo oscyloskopów nie sięga
nawet 1 GHz i nie należy się spodziewać dużego postępu w tej
mierze jako że wąskim gardłem jest sama lampa oscyloskopowa i tak
już bardzo udoskonalona z elektrodami odchylającymi z dopasowaniem
falowym.
Pierwszy
szybki oscyloskop próbkujący powstał w 1959 roku i miał pasmo
300 MHz a więc wówczas szerokie jako że pasmo oscyloskopów rzadko
przekraczało 20 MHz. HP produkował i produkuje wkładki próbkujące
do oscyloskopów o bardzo szerokim paśmie. Układ synchronizacji z
sygnałem wykonywano na Diodach Tunelowych bowiem tylko one były
wystarczająco szybkie w zakresie mikrofalowym. DT jest diodą
mikrofalową z odcinkiem ujemnej dynamicznej rezystancji. Sygnał z
układu synchronizacji jest wzmocniony a finalny bardzo krótki
impuls próbkujący dla mostka próbkującego sygnał z diodami
Schottky wykonany jest najczęściej wspomnianą diodą Step
Recovery. Częstotliwość próbkowania jest stosunkowo niewielka na
tle sygnału mikrofalowego i jeśli sygnał jest zmodulowany
aliasing daje absurdalne oscylogramy.
Analizatorem
Spectrum można obserwować widmo sygnału pośredniej częstotliwości
IF w pracującej radiolinii mikrofalowej lub wyrafinowanym przyrządem
nawet widmo nadawanego sygnału mikrofalowego.
Trudnym
zadaniem jest dokładny pomiar wysokich częstotliwości
mikrofalowych.
HP
w skomputeryzowanym przyrządzie wykorzystał wiedzę z oscyloskopów
próbkujących. Do głowicy próbkującej sygnał mikrofalowy z
diodami Schottky podaje się z syntezatora z pętlą PLL sygnał
heterodyny ( faktycznie harmonicznej ) w przedziale 885.2 do 1056
MHz. Dioda Step Recovery w głowicy wykonuje bardzo szybko
narastające impulsy próbkujące z tą częstotliwością podane do
głowicy próbkującej czy jak kto woli mieszającej na
harmonicznych. Widmo tych impulsów próbkujących – mieszających
spada bardzo powoli wraz z częstotliwością aż do 40 GHz. Uzyskany
sygnał pośredniej częstotliwości IF po wzmocnieniu jest zliczany
szybkim licznikiem. Ponieważ pomiar jest niejednoznaczny dopiero po
pomiarach z serią częstotliwości „heterodyny” sprytny algorytm
wyznacza mierzoną częstotliwość do 40 GHz z rozdzielczością 1
Hz i dużą dokładnością jako że użyto jako podstawy
częstotliwości bardzo dokładny generator kwarcowy. Oczywiście
przyrząd ma interfejs do minikomputera.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









