niedziela, 14 lutego 2021

Wiesci

 Wiesci

Mnożą się w kraju awarie sprywatyzowanych systemów ogrzewania miast. Ale za komuny też marzliśmy przy awariach.
Palacz odebrał telefon od kierowniczki ADM z pretensjami, że lokatorom jest zimno w mieszkaniach. „Słucham, pani kierowniczko, tak jest” – kontynuuje rozmowę palacz, jednocześnie wydając jakiemuś starszemu mężczyźnie butelkę wódki i inkasując za nią zegarek, który natychmiast wkłada do szuflady pełnej już innych głośno tykajacych zegarków. „Ale, ale, pani kierowniczko. Pani kierowniczko, ja to wszystko rozumie. Ja rozumie, że wam jest zimno. Ale jak jest zima – to musi być zimno, tak? Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury” –  Stockinger równocześnie odpala sobie kolejnego papierosa, wykorzystując do tego celu żar z gasnącego mu właśnie w ustach peta. „Czy ja palę? Pani kierowniczko! Ja palę przez cały czas, na okrągło” – zapewnia swoją rozmówczynię w momencie, w którym po alkohol zgłasza się jeden z członków ekipy filmowców. „Nie no, nie ma za co. Moje uszanowanie dla pani kierowniczki. Moje uszanowanie” – kończy rozmowę. „Dwie?” – pyta po chwili swojego interesanta. „Jedna. Wozem jestem” – odpowiada mu na to grany przez Fedorowicza filmowiec.

Česká zbrojovka Group to jeden z największych europejskich producentów broni strzeleckiej. W skład grupy wchodzą przedsiębiorstwa Česká Zbrojovka o 80-letniej historii, CZ-USA, Brno Rifles, 4M Systems i CZ Export. CZG ma fabryki w Czechach i Stanach Zjednoczonych, w których zatrudnia 1800 pracowników. W 2019 grupa ogłosiła plany budowy nowego zakładu produkcyjnego i dystrybucyjnego w Little Rock w stanie Arkansas. Produkty firmy cieszą się dobrą opinią. Są nowoczesne i niezawodne.
Firma poinformowała właśnie o udanych negocjacjach w sprawie zakupu amerykańskiego przedsiębiorstwa Colt's Holding Company. Osiągnięto ogólne porozumienie w sprawie kluczowych warunków handlowych i wyłączność na przejęcie 100% udziałów. Czesi zapłacą 220 milionów dolarów, oraz wesprą amerykańskie przedsiębiorstwo emisją akcji.
Tymczasem wadliwy polski karabinek Grot wyprodukowany w śmiesznej ilości 43 500 sztuk będzie przez "wojsko" partiami zwracany do producenta celem usuwania wad i modernizacji.

The Complete Short Stories of Mark Twain: Sójka ma równie mało zasad moralnych, co członek naszego Kongresu. Sójka kłamie, sójka kradnie, sójka oszukuje, sójka zdradza i w czterech wypadkach na pięć cofa najuroczystsze przyrzeczenie.

Propagandowa wolna prasa nie istniała i nie istnieje.Nie istnieją też wolne media. O tym że prasa tak jak każda inna firma przede wszystkim realizuje interes swoich właścicieli powszechnie wiadomo od dwóch wieków. Rozsądne elity dobrze wiedzą że samooszukiwanie siebie i oszukiwanie społeczeństw długofalowo nic dobrego nie daje i powoduje utratę kontaktu z rzeczywistością. Toteż w serwowaniu propagandy trzeba zachować umiar. Znaj proporcje mocium panie !

"Dlaczego ta „demokratyczna" prasa, uzależniona od ośrodków zagranicznych, nie dostrzega, jak wspaniale zmieniamy kraj? Dlaczego nie potrafi dostrzec, jak wiele dają programy socjalne ... jak przywracamy moralność po bałaganie stworzonym przez poprzedników?"
Joseph Goebbels, 7.02.1934 r.

W niemieckim landzie Meklemburgia - Pomorze Przednie brakuje m.in nauczycieli. Władze chcą w szkołach zatrudnić Polaków.
Na razie jest konkurs na 15 stanowisk. Oferowane wynagrodzenie od 3051,16 euro na miesiąc. Wymagana jest dobra znajomość języka niemieckiego B1 plus
W Niemczech już pracuje sporo polskich lekarzy a potrzeby są nadal duże.

czwartek, 11 lutego 2021

Wirus

 Wirus

 Zamykanie gospodarek w obronie przed epidemią z pewnością pozbawi wiele osób dochodu. Władze krajów skorumpowanych mają to w głębokim poważaniu. To klasyka gatunku bolszewickiego. Po rewolucji październikowej, kiedy Rosja przymierała głodem a po chodnikach miast masowo walały się trupy, komisarze "ludowi" żarli jak świnie kawior, przepiórki, francuskie gęsie wątróbki, pili drogiego szampana ( francuskiego) i najlepsze koniaki. Rzygali z przeżarcia.

Z raportu ogłoszonego niedawno przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju wynika, że gospodarka USA przegrywa rywalizację o zagraniczne inwestycje z Chinami. O wygranej w wyścigu zadecydował utrzymujący się pomimo epidemii wzrost PKB i lepsze zarządzanie pandemicznym kryzysem.
Atrakcyjność Stanów Zjednoczonych jako bezpiecznego i solidnego miejsca do inwestowania przez zagraniczne firmy była jedną z najważniejszych sił napędowych wzrostu gospodarczego USA w ciągu ostatnich kilku dekad. Jednak zdaniem ekspertów z ONZ w bieżącym roku, podobnie jak w poprzednim, nie będzie dobrego klimatu dla napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Stanów Zjednoczonych i innych wysoko rozwiniętych krajów. Do problemów jakie nastręcza pandemia Covid 19 eksperci dołożyli rosnącą niepewność gospodarczą na całym świecie.

Deficyt handlowy USA szybko rośnie. W 2020 roku wyniósł  679 miliardów dolarów. Jest to najgorszy wynik od przed-kryzysowego okresu z 2008 roku.
Ameryka konsumuje coraz bardziej na koszt reszty świata. Jak długo to potrwa i jakich środków przymusu i zachęt użyją Stany Zjednoczone aby świat nie porzucił drukowanego bez opamiętania dolara nie wiadomo. Historia uczy że systemy zaczynają się sypać w mało oczekiwanych momentach. Choć problemy ZSRR były ogólnie znane to sowietolodzy byli kompletnie zaskoczeni tym że ZSRR uznał się wobec USA za pokonanego w Zimnej Wojnie.  Rosja carska, ZSRR i obecna Rosja nie jest tak słaba jak widzą to jedni ani tak silna jak mówią drudzy. To samo dotyczy hegemona, któremu gromadzą się poważne problemy. 

Czasy kryzysowe sprzyjają kompromitacji stad wyjących "autorytetów". W 2020 roku w Gdyni zawarto 660 związków małżeńskich. 459 z nich to śluby cywilne. Ślubów wyznaniowych zawarto zaledwie 201. Tak samo jest w całym kraju.

wtorek, 9 lutego 2021

Korupcja sadow i skazanie niewinnego Komendy

 Korupcja sadow i skazanie niewinnego Komendy

W polskiej kulturze zabójstwo nie jest uważane za sposób rozwiązania problemu. Nawet obcy element nasłany tu w czasach stalinowskich zdecydowanie się ucywilizował. Natomiast w Rosji i w USA zabójstwo jest uważane za sposób rozwiązania problemu i ilość morderstw jest tam potworna. Znamienne jest powiedzenie Józefa Stalina - "Jest człowiek, jest problem. Nie ma człowieka nie ma problemu."

W ciągu ostatnich 20 lat liczba zabójstw w Polsce spadła o ponad połowę do circa 500 rocznie. Liczba zabójstw we Francji w tym samym okresie wzrosła o 90% do 4500 rocznie. Liczba zabójstw w Polsce jest prawdopodobnie większa ale część zabójstw jest kwalifikowana jako samobójstwa.
Policja w swoich fałszywych statystykach podaje taka zwaną wykrywalność. Jest to stek wulgarnych kłamstw i czysta fikcja. W przypadku znieważenia kulsona wykrywalność wynosi około 98%. Nie wiadomo dlaczego nie wynosi 100%. Ilość faktycznie wykrytych kradzieży samochodów w dużym mieście całymi latami jest zerowa. Gdy Policja ma w rękach nieletnich wystarczy ich pobić aby przyznali się do 60-200 włamań. Marzeniem policjantów są niepełnosprawni psychicznie z biedniejszych rodzin. Generalnie policja "wykrywa" sprawców których znali i wskazali świadkowie. Gdy sprawca jest anonimowy kulsony niczego nie wykryją. Wykrywalność służy oszustom kulsonom i prokuratorom do wyłudzania pieniędzy i awansów !
Wykrywalność zabójstw jest podejrzanie wysoka. Na circa 500 zabójstw w 2017 roku skazano 313 "winnych". Przynajmniej połowa z tych "winnych" nikogo nie zabiła !

Odszkodowanie to świadczenie, które należy się poszkodowanemu za wyrządzenie szkody od podmiotu, który tę szkodę wyrządził lub ponosi za nią odpowiedzialność. Stanowi finansową rekompensatę uszczerbku, który powstał u osoby poszkodowanej wskutek zdarzenia wywołującego szkodę. Wysokość odszkodowania powinna być równa powstałej szkodzie. Odszkodowanie powinno pokrywać tak szkodę rzeczywistą, jak i utracone korzyści, czyli to wszystko, co poszkodowany mógłby osiągnąć, gdyby nie doszło do zdarzenia. Szczególnym rodzajem odszkodowania jest zadośćuczynienie  przysługujące w razie wyrządzenia szkody niemajątkowej.
Odszkodowanie polega na  przywróceniu do stanu istniejącego przed wyrządzeniem szkody, o ile jest to w ogóle możliwe  lub zapłacie sumy pieniężnej.

W świecie cywilizowanym sprawy odszkodowań są sensownie regulowane ale nie w atrapie państwa z dykty i paździeżu. Uzasadnienie wyroku zasądzającego niewinnie skazanemu Komendzie bardzo wysokie odszkodowanie jest tajne.
Nie ma żadnego powodu aby społeczeństwo czyli podatnik płaciło odszkodowanie za działania mafijnych bandytów.
Do zbadania jest podejrzenie że bandyci fałszywie oskarżyli i skazali Komende za łapówki aby chronić rzeczywistego sprawcę tej i innych zbrodni. Do rozważenia jest oskarżenie bandytów o współudział w kolejnych zbrodniach których dopuścili się ochraniani zbrodniarze.
Do oskarżenia, skazania i płacenia zobowiązani są:
-Bandyci w mundurach katujący Komende
-Bandyci w mundurach którzy wymyślili fałszywe oskarżenie aby zyskać korzyści materialne
-Bandyci którzy sfałszowali prawie wszystkie dowody w sprawie
-Mafijny prokurator i mafijni sędziowie. Z licznych zeznań wynikało przecież że Komenda był kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zdarzenie. Gnojkom podobały się fałszywe zeznania i dowody ale odrzucili prawdziwe dowody stwarzając anty - sąd.
-Bandyta, dyrektor wiezienia gdzie przez 18 lat katowano Komende.

Już na etapie śledztwa należy zabezpieczyć majątek bandytów i ich rodzin aby było z czego regulować grzywny i odszkodowania.

Nic się nie przedawniło i nie przedawni do czasu oskarżenia i skazania mafijnego gnoju.
Konstytucja RP. II Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela.
Art. 44 Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn.

poniedziałek, 8 lutego 2021

Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 11

 Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 11

 Bezzałogowe samoloty i samochody pobudzają wyobraźnie ale niedawne przewidywania co do ich szybkiej popularyzacji się nie spełniły. W Chinach i w Rosji prywatne firmy są rzekomo gotowe do uruchomienia bezpilotowych aero - taxi.
Brakuje jednak infrastruktury fizycznej i prawnej. Latające obiekty muszą być łatwe do identyfikacji. Muszą mieć ubezpieczenie cywilne od szkód, które mogą spowodować. Powietrzne taksówki to jednak malutka nisza, wręcz margines.
Rozprzężonym sterowanie obiektów latających ( Noninteractive Control ) zajmiemy się dalej.
Okazuje się że „trywialne” optymalne ustalanie tras samolotów może obniżyć emisje CO2 z lotów do 16% ale średnio mniej.  Wiatry na dużych wysokościach mają decydujący wpływ na to, jak szybko samolot przelatuje przez Atlantyk i ile paliwa zużywa. O silnych wiatrach na dużych wysokościach wiadomo od dawna i pomysł aby je uwzględniać wydaje się trywialny.
"W każdym danym momencie istnieje cienka granica pomiędzy 'trywialne', a 'niemożliwe'. Odkrycia w matematyce dokonywane są na tej granicy".
Andriej Kołmogorow (1903-1987), Pamiętniki,1943.
 
Ogromną pracę przewozową wykonuje transport morski. Według  „Review of Maritime Transport 2019” UNCTAD na morski transport przypadało w 2018 roku ponad 80 % wolumenu przewozów w światowych obrotach towarowych ( 11 mld ton ) oraz ponad 70 % ich wartości. Równolegle z handlem międzynarodowym rozwijał się transport morski. Przewieziono m.in. 152 mln sztuk ekwiwalentu kontenerów 20 stopowych TEU o wadze  1,6 mld ton.
Koszty transportu morskiego stanowiły średnio 15 % wartości importowanych towarów, dlatego że większą część towarów stanowiły tanie surowce. Tam gdzie porty były mało zautomatyzowane koszt średnio wynosił aż 21%.
Statki zużywają ogromne ilości paliw. Rozwiązaniem dla dużych jednostek mogą być reaktory jądrowe a dla mniejszych żagle.
Heavy Fuel Oil ( po polsku mazut albo paliwo pozostałościowe ) może być brudny i statek ma automatyczny system z wirówką do jego oczyszczenia. Czynione są wysiłki aby zmniejszyć zasiarczenie tych paliw i podnieść ich jakość.
Załogi statków od dekad zmniejszano szeroko stosując automatyzacje.   

 Stowarzyszenia SAE International wyróżnia 6 poziomów automatyzacji w coraz bardziej autonomicznych pojazdach:
0.Brak automatyzacji
1.Asysta kierowcy
2.Częściowa automatyzacja
3.Warunkowa automatyzacja
4.Wysoka automatyzacja
5.Pełna automatyzacja
Przy poziomach 0,1,2, człowiek jako kierowca monitoruje środowisko jazdy i decyduje. Przy poziomach 3,4,5 zautomatyzowany system kierowania  monitoruje środowisko jazdy. Oczywiście jazda na autostradzie jest zadaniem łatwym przy jeździe w mieście zwłaszcza gdy trwają roboty drogowe i istnieją objazdy. Zadanie dodatkowo komplikują trudne warunki pogodowe. Pierwsze prawdziwie autonomiczne będą oczywiście  samochody luksusowe.
W rozwój technologi jazdy autonomicznej inwestują oczywiście wiodące koncerny samochodowe ale też wypożyczający samochody Uber i producent mikroelektroniki Intel. Firmy badają temat autonomicznej jazdy samodzielnie lub wspólnie ale także kupują udziały w firmach zajmujących się automatyzacją pojazdów.

Niedługo liczba sensorów w luksusowych pojazdach sięgnie setki. Liczba samochodowych systemów jest coraz większa co ma duży wpływ na wiele sektorów gospodarki wytwarzających elementy do samochodów.   
Mający już swoje lata samochodowy ECU ( Engine Control Unit ) steruje m.in. wtryskiwaczami i systemem zapłonu. Moduł posiada wbudowane interfejsy do wszystkich użytych sensorów. Używanie w konstrukcji coraz wydajniejszych mikrokontrolerów pozwoliło na użycie lepszych ale bardziej skomplikowanych funkcji i dodanie różnych funkcjonalności.
Opracowanie i produkcja kontrolerów do zastosowań wbudowanych jest rentowna i to z reguły wysoko rentowa. Mankamentem a jednocześnie plusem  jest konieczność zatrudnienia wysoko kwalifikowanych inżynierów od sprzętu i inżynierów - programistów
Tradycyjnie więc koncerny nowoczesnych państw mają mieć nowoczesną, rentowną produkcje a kraje peryferyjne mają ją kupować w samochodach i innych wyrobach same sprzedając na rynku światowym wyroby o niskiej rentowności. Idea  podziału pracy jest więc tradycyjna.

 Energia generowana przez wiatraki i ogniwa słoneczne jest niekontrolowalna i w systemie muszą dla równoważenia bilansu dodatkowo funkcjonować regulowane elektrownie cieplne o podobnej mocy maksymalnej jak źródła odnawialne lub akumulatory energii elektrycznej. Bloki jądrowe są w zasadzie nieregulowalne i pracują jako podstawa systemu energetycznego. Po szybkim wyłączeniu reaktora energetycznego z uwagi na powstające i ustępujące zatrucie rdzenia ponownie można go uruchomić po ca 21 godzinach. Elektrownia jądrowa wymaga niezawodnego systemu przesyłowego i jest totalnie niekompatybilna z „zieloną” energetyką. Regulacja mocy elektrowni cieplnych a także częste rozruchy i odstawianie bloków sprawia ze pracują ze znacznie mniejszą sprawnością niż optymalna a zmiany temperatur i ciśnień powodują zmęczenie materiałów i przedwczesne starzenie się kotłów i turbin oraz powiększoną zawodność. Wszystko to sprawia że zabawa w zieloną energetykę jest bardzo kosztowna.
Najtańszym akumulatorem energii są elektrownie wodne pompowo - szczytowe ale w Polsce poza paroma miejscami, nie ma ich gdzie zbudować. Tak samo jest w wielu innych krajach.
Technologia produkcji akumulatorów Litowo jonowych jest doskonalona a cena 1 kWh w dużych jednostkach zmierza do 100 dolarów. Spadek cen był więc ogromny i ostatnio trochę wyhamował. Pamiętać należy też o przyszłym koszcie utylizacji toksycznego złomu.
Przy trwałości akumulatorów 1000 pełnych cykli koszt jednorazowego przechowania 1 KWh energii wynosi 100/1000 czyli 0.1 dolara za KWh czyli więcej niż dostają obecnie elektrownie za wyprodukowanie jednej kilowatogodziny. Do tego dojdzie koszt inverterów i sieci energetycznej. Polskie gospodarstwo domowe zużywa około 2000 KWh energii rocznie czyli niewiele przy państwach bogatych.
Akumulator magazynujący energie na jeden dzień dla polskiego gospodarstwa ma mieć pojemność 2000/365 czyli 5.5 KWh ale pamiętać należy że dni bezwietrzne potrafią występować po sobie ! Tesla oferuje obudowany Power Wall czyli akumulator z inwerterem ale jest on prawie 10 razy droższy niż sam akumulator w ilościach wielko hurtowych !
O ile zmagazynowanie niewielkiej ilości energii dla gospodarstw domowych nie wygląda tragicznie to próba zmagazynowania energii dla przemysłu od razu 80 - 90% przemysłu wykończy cenami energii.

Straty energii elektrycznej w przesyle i dystrybucji zależą m.in. od odległości elektrowni do odbiorców oraz wielkości skupisk odbiorców. W USA straty w przesyle i dystrybucji liczone jako różnica sprzedanej ilości energii na rachunkach wytwórców i sprzedanej wszelkim „konsumentom” wynosi 6%. Liczba ta jest bardzo podatna na błędy licznych pomiarów a także na kradzież energii, która mimo iż traktowana jest jako przestępstwo występuje nieomal wszędzie.
W Europie straty przesyłu i dystrybucji winny być mniejsze bowiem dystanse do przesyłu i jego rozproszenie są mniejsze.

Transformatory energetyczne w przesyle i dystrybucji są zwymiarowane na szczytową moc a jałowy pobór mocy rośnie wraz z ich mocą nominalna. Wiatraki i ogniwa słoneczne cechuje bardzo duży stosunek mocy szczytowej do średniej. Zagospodarowanie tej rozproszonej generacji energii wymaga mocnej rozbudowy sieci energetycznych i zwiększenia sumy zainstalowanych mocy transformatorów energetycznych  czyli zwiększenia jałowego poboru mocy systemu. Szacunki wskazują że straty energii w przesyle i dystrybucji w „zielonym” systemie mogą się w najgorszym razie prawie podwoić w stosunku do systemu z dużymi konwencjonalnymi elektrowniami przy dużym udziale skupionych odbiorców. Oferowane coraz częściej transformatory energetyczne ( także rdzenie ze szkieł metalicznych ) o zmniejszonych stratach jałowych są oczywiście znacznie droższe niż typowe. Magiczne hasło „Smart Grid” oznaczające inteligentne zarządzanie siecią ma trochę straty obniżyć.

Ceny normalnej, towarowej energii elektrycznej na giełdach wahają się w ciągu doby osiągając najwyższe  wartości w szczytach energetycznych by rzadko, okresowo spaść poniżej zera !
„Zielona” energia jest niesprzedawalna na giełdzie czyli jako towar jest rynkowo  bezwartościowa. Regulacje państw administracyjnie zmuszają operatorów sieci do jej akceptowania za co w efekcie końcowym płacą nabywcy energii.

W prawej ścieżce na rysunku pokazano przepływ „zielonej” energii do ładowarki i akumulatorów a z akumulatorów do elektrycznego silnika samochodu. Wysokie straty w przesyle i dystrybucji już wyjaśniono. Podane sprawności procesu akumulacji energii są bardzo optymistyczne i na razie są faktycznie gorsze.
Kilogram oleju Diesla ma ponad 44 MJ energii a benzyny 47.5 MJ podczas gdy w pełni naładowany akumulator litowo - jonowy 0.4-0.7 MJ. Gęstość energii w akumulatorze jest więc okropnie mała ! To że silnik spalinowy ma mała sprawność podczas gdy elektryczny dużą niewiele zmienia obraz sytuacji.
Metr sześcienny benzyny waży 730 kg a oleju napędowego 850 kg natomiast skroplony wodór w temperaturze -253 C waży 71 Kg a w normalnej temperaturze 0.08 kg. Do sprężenia wodoru trzeba użyć energii a do jego skroplenia jeszcze więcej energii. Także transport wodoru rurociągiem lub cysternami jest energożerny. Wodór także dyfunduje przez ścianki !
Na lewych ścieżkach pokazano sprawność poszczególnych procesów do wytworzenia sprężonego / ciekłego wodoru i dalszy jego transport by „spalić” go w ogniwach paliwowych samochodu.
Oczywiście potężna elektrolizernia wytwarzająca z nadmiarowej energii elektrycznej wodór ma dużą moc szczytową a pracuje tylko gdy jest nadmiar zielonej energii.
Końcowe wyniki sprawności wyglądają na żart idioty ale niestety nim nie są

Wprowadzanie energii elektrycznej z ogniw słonecznych na dachach ( chroniąc dach przed promieniowaniem obniżają jego temperaturę !) i elewacjach domów do sieci  jest nonsensem. Winna być ona od razu zużyta do zasilania klimatyzatorów jako że intensywnemu promieniowaniu Słońca towarzyszą upały. W biurach mogą ją też konsumować komputery jako że w ciągu dnia gdy świeci słońce się pracuje. Nadmiarem energii można podgrzać wodę w tanim bojlerze ciepłej wody.

Oczywiście energii w systemie zacznie brakować w szczytach energetycznych modyfikowanych natężeniem promieniowania Słońca i siły wiatru. Domowi konsumenci energii przez całą dobę płacą ta samą stawkę za kilowatogodzinę. Kosztem niewielkiej komplikacji i znikomego kosztu  elektronicznego licznika energii elektrycznej mógłby on rejestrować w pamięci zużycie energii co 15 minut. Rozliczenie odbywałoby się po faktycznych kosztach energii. Urządzenia gospodarstwa domowego dla optymalnej pracy musiałyby jednak znać aktualne ceny energii i priorytet użytkownika. Przykładowo pralka rozpoczęłaby prać dopiero po godzinie 22 lub wyjątkowo później lub nawet następnego dnia. Narażony na niedogodność domownik musiałby mieć więcej zapasowych skarpet, podkoszulków ... ale nie pociągnęłoby to żadnych kosztów jako że rzadziej używane miałyby dłuższy żywot. 
Lodówka przed szczytem energetycznym trochę obniżyłaby swoją temperaturę aby nie brać drogiej energii w szczycie ale oszczędność zniweczy otwieranie lodówki.  Najważniejsze jednak aby była to lodówka energooszczędna. Jednak naczynia w zmywarce nie powinny za „długo” czekać aby brud mocno nie przywarł a bakterie nie rozwinęły nadmiernie.
Algorytmy oszczędności nie powinny jednak uczynić „Nosa dla tabakiery”
Oczywiście ładowanie akumulatora samochodu elektrycznego odbywałoby się tylko przy cenie energii poniżej ustalonej przez użytkownika lub innym algorytmem. Pewnie od czasu do czasu trzeba by do pracy udać się komunikacją miejską, rowerem lub piechotą !
Oszczędności energii w szczycie południowym poczynione w gospodarstwie domowym nie rozwiążą jednak problemu energii dla przemysłu.

Umieszczone na domu ogniwa słoneczne pracujące na lokalny system mają ogromną zaletę w czasie blackoutu czy wojny. Akumulator pojemności 1 KWh jest zupełnie wystarczający do zapewnienia oświetlenia ( w zimie oszczędnego ), pracy pompy wody ze studni ( ścieki szare zagospodarowane na miejscu ! ), zasilenia odbiornika radiowego czy nawet TVC z anteną satelitarną i Laptopa.  
Jednak z powodu niedziałania kanalizacji dla ścieków fekalnych potrzeba WC budki lub awaryjnego szamba.  

Energia elektryczna była kiedyś towar luksusowym dla bogatych i te czasy raczej nie wrócą. Niemniej bardzo wysokie podatki od paliw silnikowych były i są podstawowym wpływem w europejskim modelu podatkowym. Ponieważ energia elektryczna nie była obłożona podatkami jest  to „naprawiane”

Automatyka narodziła się długo przed elektroniką. Powolną przemysłową automatykę binarną długo realizowano na przekaźnikach a później na modułach tranzystorowych a później na scalonych układach logicznych. W 1968 roku Dick Morley zaproponował Modicon czyli  Modular Digital Controller czy prymitywny PLC z pamięcią programu i procesorem. PLC osiągnęły znaczny poziom doskonałości i niezawodności. Wyjścia dla prądu zmiennego realizowane są trwałymi optotriakami a dla stałego układami scalonymi z ochroną zwarciową i przepięciową. W drogich wykonaniach specjalnych wejścia binarne są okresowo testowane a wyjścia raportują swój stan.  Do programowania PLC  stosowany jest schemat drabinkowy i języki strukturalne. PLC mają zalety i wady. PLC w żadnym razie nie użyjemy w roli ECU bowiem sposób ich programowania ma potężne ograniczenia. Tylko niektórzy producenci PLC oferują oprogramowanie pozwalające umieścić w pamięci PLC okresowo wołany kod wykonawczy programu z asemblera lub kompilatora C do wykonania przez PLC ale i tak dużej części peryferii (praktycznie większości ) mikrokontrolera nie można użyć. Długi okres funkcjonowania urządzeń PLC na rynku dowodzi że grono użytkowników chce łatwego programowania i użycia wiedząc że system PLC jest mocno ograniczony w swojej roli.  Jednak producent maszyny jej system kontrolny wykona ma mikrokontrolerze lub nawet na miniaturowym komputerze PC a nie na PLC.
W przypadku automatyki a w tym PLC ma być tak jak z nowoczesnym systemami samochodu i maszyn – kraje peryferyjne mają kupować drogą automatykę od zachodnich koncernów.

Ciepła pierwotnie dostarczają paliwa kopalne ( także drewno), reakcje jądrowe w reaktorach energetycznych, reakcje egzotermiczne oraz Słońce. Szlachetną energie elektryczną można przetworzyć na inne rodzaje energii, także ciepło. Wymienniki ciepła realizują wymianę ciepła między mediami. Pompy ciepła jednocześnie chłodzą i grzeją pobierając ciepło z niższej temperatury i oddając przy wyższej.  Operowane serwonapędami zawory regulują strumienie ciepła w paliwie lub medium. Także pompy z regulowanymi napędami  ( silniki zasilane z falowników lub stratne regulowane sprzęgła hydrokinetyczne ) mogą dostarczać zmienne strumienie substancji. 

W dalszych ćwiczeniach dotyczących regulacji temperatury pokazano jakość regulacji różnych systemów.
A.Na jednym końcu paska blachy  zamontowano opornik mocy nagrzewający blachę a na drugim końcu różne sensory temperatury zamontowane tak by różnice temperatur między sensorami były małe. Zakłócenie wprowadza regulowany wentylator od zasilacza komputera PC i autotransformator regulujący sieciowe napięcie zasilania.
Dla komfortu zastosowano transformator bezpieczeństwa 230 / 42V.
Opornik mocy jest sterowany Mosfetem sygnałem PWM lub tyrystorem fazowo lub grupowo przez mikrokontroler lub „przekaźnikiem” dwupołożeniowo przez PLC.
Zakłóceniem które może być kompensowane ( synchroniczne z napięciem sieciowym próbkowanie przetwornikiem A/D wyprostowanego i zgrubnie odfiltrowanego napięcia zasilania 50 Hz lub napięcia circa RMS na oporniku mocy do regulacji kaskadowej ) lub eliminowane w regulacji kaskadowej  jest zmiana napięcia sieciowego autotransformatorem. Regulowany wentylator i temperatura otoczenia są  zakłóceniami wprost niemierzalnymi. Różnica w jakości regulacji podstawowych a kaskadowej i z kompensacją zakłóceń jest widoczna gołym okiem. Przy tym regulacja temperatury zajmuje średnio wydajnemu  32 bitowemu mikrokontrolerowi drobny ułamek czasu !
B.”Grzejnikiem” jest laboratoryjny palnik Bunsena nagrzewający płomieniem metalowy przedmiot. Sensorami są tylko termopara K i pirometr laserowy. 
Dla bezpieczeństwa są obecne dwa alarmy gazu w powietrzu. Serwozawór gazu jest regulowany regulatorem krokowym. Sekwencja zapłonu i nadzór płomienia to inny temat. 
C.W tematach złożonych zimowym źródłem ciepła jest kaloryfer ze sterowanym serwozaworem. Źródłem jest także elektryczny kaloryfer olejowy i termowentylator. Źródłem gorącej pary wodnej jest otwarty ( wyłącznik termiczny nie zadziała ) czajnik napełniony wodą

Wszystkie sensory temperatury są mniej lub bardziej nieliniowe. Tylko dla scharakteryzowania sensora liniowego wystarczające są wartości offsetu i czułość.
Użyto jednocześnie sensorów analogowych:
1.Dioda. Współczynnik temperaturowy napięcia Ud w temperaturze pokojowej wynosi dla małych gęstości prądu -2.2 mV spadając dla dużych gęstości do -1.4 mV/C. Czułość diody wzrasta przy malejących temperaturach. Połowiczną linearyzacja zapewnia odpowiednia rezystancja obciążenia. Nie jest sensorem ratiometrycznym. 
2.Tranzystor połączony jako dioda ( C z B ) jest bardziej liniowy niż dioda. W zastosowaniu miejscowym na PCB bez kabla połączeniowego sam może wzmacniać kilkanaście razy sygnał.
3.NTC. Zachowanie termistora NTC dobrze opisuje znane z fizyki równanie Steinhart–Harta. W zakresie 0-100C aproksymacja tym równaniem ma dokładność rzędu 0.02%. Uproszczony współczynnik względnej zmiany oporności NTC może wynosić ca 4%/C ( zawsze zawiera się w przedziale 3-4.5 %/C ) a więc są to elementy czułe ale mocno nieliniowe. Najlepsza dokładność w środku zakresu uzyskuje się zasilając termistor przez rezystor o wartości NTC ze środka zakresu temperatur. Linearyzacja programowa nie jest skomplikowana ale im dalej od środka zakresu tym gorsza jest całościowa dokładność. Zaletą NTC współpracującego z mikrokontrolerem z przetwornikiem A/D jest prostota dołączenia. NTC jest ratiometryczny.
4.KTY. Sensory te podobne są do NTC ale bardziej liniowe. Wykazują anomalie w funkcji prądu zasilania, które trzeba omijać
5.LM35. Trójkońcówkowy sensor ma wyjście napięciowe  10mV/C
6.AD590. Dwukońcówkowy sensor ma wyjście prądowe w skali Kelvina o czułości 1uA/K począwszy od 0K
7.PT100. Platynowa RTD o czułości 0.385%/C jest popularna z racji swojej stabilności i dokładności. Linearyzacje kwadratową można łatwo wykonać sprzętowo jak i programowo. Praktycznie zawsze konieczne jest zastosowanie konfiguracji trój lub cztero przewodowej dla eliminacji błędu od rezystancji przewodów.
8.Termopara K ma stosunkowo dużą czułość  40.4 uV/C. Jest dość liniowa i tania. Przy szerszym zakresie mierzonych temperatur wymaga programowej linearyzacji. Wszystkie TC wymagają kompensacji zimnego końca.
9.Pirometr laserowy. Wadą użytego typu jest stosunkowo szeroki kąt widzenia.
Sensory cyfrowe:
10.Układ DS16B20 w obudowie TO92 ale może pracować tylko z dwoma końcówkami Prosty interface 1-Wire. Dokładność 0.5C.
11.Termometr kwarcowy. Do starego polskiego miernika dodano interface komunikacyjny.

O stałej czasowej sensora decyduje głównie jego obudowa pewnie izolująca go od medium. Aby pokazać jak szybka jest termopara:
-Wkładamy ją szybko do czajnika z gorącą wodą
-Do rezystora drutowego przymocowano termoparę K. Po podaniu rezystorowi drutowemu krótkiego impulsu potężnej mocy momentalnie się on nagrzeje a wraz z nim sprzężona termopara.
-Termopara momentalnie nagrzeje się włożona w płynne lutowie


Sprawdzenie.
Różnym zjawiskom fizycznym z elementami skupionymi opowiadają takie same lub bardzo podobne równania różniczkowe. Program do modelowanie układów elektronicznych można także wykorzystać do „mechaniki”, hydrauliki i przepływu ciepła po to by równolegle modelować sprzężone zjawiska. 
Kolumny w tabeli odpowiadają różnym dziedzinom fizyki a wiersze ogólnej nazwie danej kategorii fizycznej lub nazwie prawa. Wypełnij tabele.
Dla naprowadzenie jeden wiersz jest wypełniony.

Ćwiczenie
1.Krzywa magnesowania blachy elektrotechnicznej transformatora jest silnie nieliniowa. Przejściowy prąd załączenia transformatora zależy od kombinacji resztkowego namagnesowania rdzenia i kąta fazowego załączenia napięcia dla transformatora. Z reguły prąd rozruchu ma bardzo dużą wartość.
 Przy podaniu do transformatora mocy 400 VA napięcia sieciowego przez kondensator 1.41 uF ( czyli trzy kondensatory 0.47 uF połączone równolegle ) zniekształcone napięcie na nim wynosi około 240 V (oscyloskop dołączony do izolowanego uzwojenia wtórnego ) zaś napięcie na kondensatorze wynosi aż 420 V. 
Mająca teoretycznie wiele zalet szeregowa kompensacja współczynnika mocy kondensatorem może być stosowana tylko i wyłącznie gdy klucz mocy z szeregową  indukcyjnością równolegle kontroluje napięcie ( taką kompensacje z tyrystorami z mikrokontrolerem sterującym zastosowano w innym ćwiczeniu ) na kondensatorze kompensującym.
Napięcie do transformatora mocy 400 VA podano przez szeregowy kondensator 100 uF / 450 Vac i bezpiecznik automatyczny 3A, który w miarę szybko rozłącza obwód chroniąc transformator przed zniszczeniem bowiem pobierany prąd przekracza 12 A. Oczywiście napięcie na transformatorze jest jeszcze bardziej zniekształcone.
Gdy kondensator jest zbocznikowany rezystorem bezpieczeństwa który go powoli rozładuje po wyłączeniu rzadko udaje się załączyć transformator także że bezpiecznik od razu nie zadziała. Natomiast bez tego rezystora nigdy się to nie udaje. Dlaczego ?  
 
2.Przy stałych Ic i Uce w części „pentodowej” charakterystyki wyjściowej napięcie Ube tranzystorów bipolarnych spada wraz z temperaturą Tj. Przy małej gęstości prądu współczynnik termiczny tego napięcia  wynosi -2.2 mV/C a przy dużej spada do 1.4 mV/C. Transkonduktancja tranzystora ( pomijając rezystancje rozproszenia bazy ) jest proporcjonalna do prądu kolektora. Dla tranzystora Darlingtona jest ona w przybliżeniu dwukrotnie mniejsza. Skutkiem zjawiska Earlyego charakterystyka jest nachylona tym mocniej im mniejsze jest napięcia Ua wynoszące  20 - 200 V. Własności wzmocnieniowe tranzystora mocno spadają już w pobliżu obszaru nasycenia.
W skupionym modelu termicznym bardzo mała pojemność cieplna struktury tranzystora połączona jest z metalem obudowy o dużo większej pojemności cieplnej rezystancją termiczna Rthjc. Z kolei metalowa obudowa tranzystora przez niewielką rezystancje podkładki łączy się z radiatorem ( jeśli jest zastosowany ) o dużej pojemności cieplnej odprowadzającym swoją rezystancją ciepło do  otoczenia. Różnica pojemności cieplnej struktury a radiatora jest ogromna !
W modelu przeliczono pojemności cieplne na farady a oporności na Ohmy dzięki czemu łatwo jest różnymi programami zamodelować obserwowane praktycznie zjawisko - Dodatnie elektrotermiczne sprzężenie zwrotne w tranzystorze. Do eksperymentu celowo wybrano tranzystor Darlingtona ( można  z nim użyć zasilacza bez precyzera z dzielnikiem rezystorowym o rozsądnej wartości ) o dużym obszarze SOA. Rthjc obudowy TO218 wynosi 35C/W zaś Rthjc=0.667 C/W a Pmax=150 W.
Do C-E podano napięcie 30V z zasilacza o charakterystyce krzyżowej z ograniczeniem ustawionym na 1.5A. Do B-E podano poprzez dzielnik napięcie z drugiego zasilacza.
Podnosząc napięcie Ube tranzystor zaczyna przewodzić. Ponieważ transkonduktancja tranzystora będąca wzmocnieniem w elektrotermicznej pętli dodatniego sprzężenia zwrotnego rośnie proporcjonalnie z prądem kolektora do pewnej wartości prądu sprzężenie zwrotne jest zbyt słabe do wywołania niestabilności.
W stanie ustalonym temperaturze Tc=90C przy temperaturze pokojowej 20C odpowiada  w tranzystorze wydzielana moc 2 W. Mocy 2W odpowiada przy napięciu 30V prąd 66.6.. mA.
Podnosząc a następnie zmniejszając napięcie Ube ustalamy taki prąd Ic lub odrobinę inny z nagrzanym do circa 90C tranzystorem. Przy odrobinie wprawy znajdziemy taki prąd kolektora który będzie się wolno zmieniał, także przy niższych temperaturach Tc. Jeśli ochładzająco delikatnie dmuchniemy na tranzystor to prąd i temperaturą zaczną spadać – to efekt motyla czyli w matematyce bifurkacja. Jeśli natomiast na tranzystor trochę gorąco dmuchniemy suszarką lub napięcie Ube troszkę podniesiemy to prąd zacznie wykładniczo rosnąć i zasilacz szybko przejdzie na stabilizacje prądu a napięcie Uce mocno się obniży. Całość zachowania tłumaczy dodatnie elektrotermiczne sprzężenie zwrotne z transkonduktancją i dUbe/dTj jako wzmocnieniem, efekt Earlyego i i pogorszenie własności tranzystora przy małych napięciach Uce. Przy prądzie 1.5A napięcie Uce spadnie na tyle że choć temperatura Tj przekroczy 125C to tranzystor jest bezpieczny. Gdy ograniczenie prądu zasilacza ustawimy na 3A to tranzystor mocno się przegrzeje ale nie uszkodzi. Gdyby nie mocne pogorszenie własności tranzystora w pobliżu nasycenia tranzystor by się sam ochronił.
Należy porównać przebiegi zarejestrowane oscyloskopem z efektami modelowania. Zgodność powinna być znakomita.     
W scalonych i dyskretnym wzmacniaczach operacyjnych i wzmacniaczach mocy klasy AB zachodzi potrzeba stabilizacji prądu spoczynkowego w komplementarnym wtórniku emiterowym stopnia końcowego mocy w sytuacji gdy w wysterowanych tranzystorach wydzielana jest spora moc nagrzewająca struktury, obudowy i radiatory.
Dodatnie sprzężenie elektrotermiczne  jest osłabiane szeregowym ujemnym sprzężeniem zwrotnym rezystorami w emiterach Re. Gdy wzrostowi temperatury Tj nie towarzyszy wzrost wzmocnienia prądowego tranzystora także rezystor umieszczony szeregowo w bazie Rb działa stabilizująco.
Na pokazanym schemacie hybrydowego wzmacniacza dużej mocy STK4048XI rezystory Re są na zewnątrz układu a rezystory Rb to R10 i R11. W aplikacji miedzy bazami dano kondensator elektrolityczny dający z rezystorami bazowymi stałą czasową podobną jak krótka stała czasowa z maleńkiej pojemności cieplnej struktury tranzystora i oporności do metalu obudowy tranzystora. Kompensacja ta jest wysoce niedoskonała z racji nieliniowości wzmocnienia tranzystorów i funkcji mocy strat w miarę wysterowania. Rezystory Re zmniejszają moc wyjściową i powiększają zniekształcenia ale nie można z nich zrezygnować.

Tranzystor TR8 wytwarza malejące z temperaturą napięcie do polaryzacji wyjściowego wtórnika komplementarnego stabilizując prąd spoczynkowy w funkcji temperatury metalowej podstawy układu Ale czas przepływu ciepła do niego przez metalową podstawę układu hybrydowego  jest tak duży że bez rezystorów Re i Rb oczywiście zadziała dodatnie elektrotermiczne sprzężenie zwrotne z wiadomym skutkiem.
Przy wysterowaniu prąd spoczynkowy wzmacniaczy hybrydowych i dyskretnych z reguły wzrasta czyli punkt pracy przesuwa się bardziej w stronę A w klasie AB. Dla wzmacniaczy najwyższej jakości opracowano pomysłowe metody stabilizacji prądu spoczynkowego.
Innowacyjny układ monolityczny TDA7250 ( Patent - „Very Low Distortion Automatic Quiescent Current Control ...” ) steruje w każdym kanale dwa wyjściowe komplementarne wtórniki na tranzystorach mocy Darlingtona w kolektorach których dano rezystory 0.15 Ohm. W każdym kanale w układzie dwa komparatory o progu 10 mV, którym podano spadki napięć na tych rezystorach  sterują integrator wyznaczający prąd spoczynkowy obu tranzystorów tak że jest on obniżany gdy obydwa komparatory detekują napięcia powyżej 10 mV.   

3.System regulacji składa się z wentylatora od zasilacza komputera PC oraz sensora - anemometru termicznego na stabilizatorze LM317 oraz regulatora na PLC w dwóch konfiguracjach programowo - sprzętowych  i regulatora analogowego.
W wentylatorze na napięcie 12V zastosowano uproszczony silnik BLDC z hallotronem dostarczającym informacji wbudowanemu prościutkiemu systemowi komutacji.
Charakterystyczne są pulsacje pobieranego prądu silnika umożliwiające pomiar obrotów oscyloskopem ale próg trigger trzeba zmieniać wraz z napięciem zasilania silnika. Teoretycznie jest możliwy pomiar prędkości.

Dla niższych napięć wentylator pobiera średni prąd jak rezystor circa 100 Ohm a przy wyższych trochę mniejszy. Wentylator rusza przy napięciu zasilania 4V a staje przy 3.8V czyli istnieje niewielka histereza. Przy napięciu 4V zatrzymany wentylator pobiera około 20% więcej prądu niż obracający się. Nominalnie wentylator pracuje przy napięciu 12V ale dopuszczalne jest napięcie 15V. Moment napędu wentylatora  w przybliżeniu rośnie z kwadratem prędkości ale moment  hamujący mają też łożyska.
Stosując rezystor nieśmiertelny stabilizator LM317 zamienia się w źródło prądowe o wydajności 1.25V / R. Odchylenie od przeciętnego napięcia 1.25V jest też miarą jakości technologi produkcji. Z reguły jest ono znacznie mniejsze niż graniczne wartości podane w katalogach. Z zastosowanym konkretnym rezystorem 3.3 Ohm i egzemplarzem LM317 źródło ma zmierzoną wydajność 375 mA czyli nieomal taką jaką oczekiwano. Układ posiada ochronę obszaru pracy bezpiecznej SOA tranzystora wykonawczego. Przy spadku napięcia na układzie aż DU=40V prąd graniczny wynosi 0.45A a przy mniejszych spadkach jest większy. Czyli obszar SOA jest szeroki i zabezpieczenie się nie aktywuje. Maksymalna robocza temperatura struktury układu wynosi Tjmax=125 C. Układ ma dodatkowo zabezpieczenie temperaturowe działające przy Tj około150 C. Oporność termiczna złącze – otocznie Rthja dla obudowy TO220 układu LM317 podawana jest w granicach 50-65 C/W. Masa metalu, plastiku... obudowy TO220 z typowym chipem wraz z jednostkowymi pojemnościami cieplnymi są w załączniku. Można wyliczyć „stałą czasową”. 
Po zasileniu źródła prądowego napięciem 25V pobierany prąd 375 mA po silnym nagrzaniu układu zaczyna maleć do circa 90mA z czego przy temperaturze otoczenia 22C wynika że oporność cieplna Rthja wynosi ca 58 C /W czyli jest w połowie podawanych wartości granicznych. Po dmuchnięciu na układ pobierany prąd wzrasta – skonstruowaliśmy anemometr termiczny. 
 Ciepło od gorącego układu LM317 odbiera konwekcyjnie ( lub z wymuszeniem przepływu wentylatorem ) powietrze i ciepło oddawane jest też promieniowaniem podczerwonym jak widać na wyświetlaczu termokamery. Zwrócić należy uwagę na prawidłowy sposób posługiwania się pirometrem laserowym. Współczynnik przejmowania ciepła początkowo szybko rośnie wraz z prędkością wymuszonego nadmuchu by rosnąć coraz wolniej z szybkością. Rośnie on też wraz z różnicą temperatur obudowa ( radiator ) a otoczenie czyli rośnie z oddawaną mocą. Doskonale widać to na wykresach oporności termicznej radiatorów, która spada wraz z oddawaną mocą czyli wzrostem temperatury i prędkością wymuszonego chłodzenia.
N.B. Tematu przejmowania ciepła dotyczą różne empiryczne wzory i budując model można by z  nich korzystać. Optymalizacją budowy radiatora się też nie zajmujemy.
W naszym obiekcie regulacji przy wejściowym napięciu zasilania wentylatora V , wyjściowy sensor - anemometr pobiera prąd A: 4 V– 0.11 A, 5 – 0.16,  7- 0.21,  9 – 0.25, 11 – 0.27, 13 – 0.29, 15 V – 0.31 A. Zatem system jest nieliniowy statycznie i jest też nieliniowy dynamicznie ponieważ stała czasowa sensora – anemometru spada z prędkością powietrza bowiem Rthja maleje wraz szybkością strumienia powietrza z wentylatora.   
Zastosowany PLC ma tylko analogowe wejścia 2 AI o zakresie 0-10V. Napięcie z rezystora 3.3 Ohm anemometru termicznego wzmocniono więc dla wejścia PLC wzmacniaczem operacyjnym  trochę mniej niż 8 razy ( 10 V / 1.25V ) dla zachowania marginesu. PLC ma tylko wyjścia binarne i w najprostszym programowo rozwiązaniu konieczne jest zastosowanie dodatkowego nietaniego modułu przetwornika cyfrowo / analogowego D/A o wyjściu 0-10V. Sygnał z wyjścia D/A wzmocniono 1.5 raza wzmacniaczem operacyjnym „mocy” i podano do wentylatora.
W rozwiązaniu bez przetwornika D/A zastosowano w PLC programowy regulator krokowy a jego dwa wyjścia binarne sterują zewnętrzny integrator ( tak jak powszechnie w przemyśle robi to całkujący actuator ), którego wyjście 0-10V podano do wzmacniacza mocy sterującego silnik wentylatora.
Alternatywnie zastosowano analogowy regulator PI na jednym wzmacniaczu operacyjnym mocy to znaczy analogowy regulator jest dużo prostszy niż interface do PLC ! 
Wartością zadaną jest prąd na wyjściu sensora będący nieliniową miarą szybkości strumienia powietrza z wentylatora.
Załadowany do PLC program jest zwykłym ( lub krokowym ) regulatorem PI.
Ponieważ najwolniej pracujący wentylator daje prąd wyjściowy sensora 0.11 A a stojący 0.09 A widać uzasadnienie pracy systemu z oscylacjami przy wartościach zadanych w tym zakresie. Wydaje się że prosty program PLC działa gorzej niż regulator analogowy a zwłaszcza w wersji krokowej z symulatorem całkującego aktuatora ! 
Ulepsz program PLC ( linearyzacja statyczna i dynamiczna, PID, inne pomysły  ) aby w całym zakresie wartości zadanej uzyskać dobrą odpowiedź obiektu. 

niedziela, 7 lutego 2021

Wielka Platforma, wielcy ludzie

 Wielka Platforma, wielcy ludzie
https://www.salon24.pl/u/benevolus/1110835,wielka-platforma-wielcy-ludzie
"Borys Budka jest bez wątpienia znakomitym politykiem. Błyskotliwe riposty, garść merytorycznych oskarżeń pod adresem władzy w każdym momencie. Celnie i dobitnie. Mógłby z powodzeniem kierować największymi partiami europejskimi, niezależnie od ich barwy politycznej. Zawsze potrafi znaleźć słaby punkt u przeciwnika, który bezlitośnie wykorzysta. Miażdżąca przewaga intelektu nad pozostałymi rywalami wewnątrz Platformy Obywatelskiej. Do tego uśmiech, który tak przyciąga do niego kobiecy elektorat. I co najważniejsze, zawsze pozytywna wizja państwa i program na lata, a nie - zbędne u polityka - małostkowe polemiki, które są domeną pisowskich liderów.

Rafał Trzaskowski, choć nie trzyma dziś sterów Platformy, może z powodzeniem być znacznie kimś więcej, niż tylko szefem PO czy całej Koalicji Obywatelskiej. Wyróżnia go wręcz mordercza pracowitość i poświęcenie w każdej sprawie, której się podejmuje. Potrafi stracić dwa, a nawet trzy weekendy, żeby tylko coś co ma być, rzeczywiście było. Mógłby z powodzeniem zostać już teraz szefem Komisji Europejskiej, ale Warszawa i jej problemy pochłaniają Rafała Trzaskowskiego bez reszty. Jest nadzieją całej „wspólnoty ludzi, którzy wierzą w demokrację”. Chwilami można odnieść wrażenie, że wystarczyłoby jego jedno polityczne pstryknięcie, a system autorytarny w Polsce rozpadłby się między wschodem a zachodem słońca. Wydaje się, że czeka jedynie na odpowiedni moment, by tego wreszcie dokonać.

Donald Tusk już przeszedł do historii światowej polityki, ale on sam nie jest przecież historią. Znany z niebywałej wręcz empatii, potrafi zrozumieć każdą, najmniejszą nawet ludzką bolączkę. Udowodnił to, gdy jako premier rozganiał chmury nad krajem, by przedostały się do nas promienie słońca. Nigdy nie przechodzi obojętnie wobec problemu. Staje, rozważa i znajduje rozwiązanie. To jego bodaj największa zaleta. Bez złośliwości, z troską o losy Polski, wytyka każdy błąd autorytarnej władzy. A ponieważ błędów jest co niemiara, serdecznie, ale i godnie, karci swoich przeciwników, pokazuje im drogi naprawy. Jest jak przewodnik po ciemnym lesie, w którym co chwilę spotykasz wygłodniałego wilka. Najwięksi politycy globu czują przed nim respekt, niektórzy wręcz unikają jego oczu, bo mają świadomość tego, czym może się to dla nich skończyć. Jego ojcowska troska o Polskę nie pozwala mu teraz szarpnąć politycznymi cuglami i wyrwać kraj z opresji. Chce, co absolutnie zrozumiałe, by jego wierni kamraci z Ojczyzny przygotowali wreszcie spójną strategię odsunięcia reżimu od władzy. Co wtedy zrobi? Cokolwiek by nie zrobił, pozostanie przewodnikiem polskiej demokracji.

Ktoś powie, że brakuje w tym gronie wybitnych kobiet. Nic bardziej mylnego. Małgorzata Kidawa- Błońska już pokazała całej Polsce, jak można dzielnie i dostojnie walczyć o najpiękniejsze wartości demokracji, jak można celnie pogrążać przeciwnika błyskotliwymi ripostami. Jest jednak w Platformie kobieta, która już teraz mogłaby z powodzeniem piastować najwyższe stanowiska w światowej elicie biznesowej, a więc tym bardziej mogłaby też przeprowadzić swoją partię i Polskę przez dramatyczny czas pandemii i zapaści gospodarczej. Nie bryluje na salonach, nie aspiruje tak otwarcie o przywództwo, co wynika oczywiście z jej niebywałej wprost skromności. W domowym zaciszu obserwuje przeciwnika i bezlitośnie obnaża każdy błąd władzy. Codziennie pokazuje Polsce i światu, że PiS kłamie. Dysponując znakomitą wiedzą ekonomiczną i wręcz matematycznym umysłem, obraca w pył gospodarcze urojenia rządu Morawieckiego. Dziś każdy szanujący się ekonomista zaczyna dzień od czytania najnowszych diagnoz i raportów Izabeli Leszczyny. Jeśli własny obóz nie wykorzysta jej wiedzy, odejdzie zapewne do Międzynarodowego Funduszy Walutowego. Byłaby to olbrzymia strata dla całej polskiej gospodarki.

Niech nikt nie czuje się pokrzywdzony, bo lista znakomitych polityków Platformy Obywatelskiej jest znacznie dłuższa, bo można oczywiście zapytać: a dlaczego nie ma tu Radosława Sikorskiego? Oczywiście, to znowu jest ten format polityczny, który odnaleźć można jedynie w waszyngtońskich salonach czy na brukselskich rautach. Rzecz w tym, że Platforma ma znakomitych liderów, znakomity program dla Polski, jest znakomicie przygotowana do przejęcia władzy. Nie traci czasu na zbędne dywagacje, idzie jak taran, po zwycięstwo. Jeśli chce w najbliższą sobotę powiedzieć coś Polsce i Polakom, to bardzo dobrze, bo Polska i Polacy na to czekają. Niepotrzebnie jednak ulega chwilami tej medialnej i obrzydliwej nagonce TVN, że nie ma ponoć programu. Ma znakomitych liderów, znakomity program, jeden z najlepszych programów na świecie, a może nawet najlepszy. Po prostu, Kielce."

piątek, 5 lutego 2021

Wladza w panstwie teoretycznym

 Wladza w panstwie teoretycznym

Polska jest w Europie na 2 miejscu pod względem ilości nadmiarowych zgonów na mln mieszkańców. Uciążliwe, bezprawne obostrzenia są najzwyczajniej w świecie zupełnie nieskuteczne. Nie wiadomo jak na przykład miał działać zakaz wchodzenia do lasu i inne podobne wynalazki. Przestawienie systemu ochrony zdrowia na leczenie jednej choroby spowodowało totalną niewydolność służby zdrowia i umieranie niediagnozowanych i nieleczonych chorych.
Gdy firmy bankrutują, ludzie tracą pracę a medycy nie otrzymali dodatku covidowego Ministerstwo Zdrowia wypłaciło ponad 4 mln złotych nagród swoim urzędnikom. To pewnie nagroda za respiratory, maseczki i szczepionki.

Wojna gangów na szczytach władzy trwa dalej.
ABW cofnęła Marianowi Banasiowi poświadczenie bezpieczeństwa dostępu do tajemnic państwowych, bowiem  istnieje ryzyko podatności szefa NIK na szantaż lub wywieraną presję. Ciekawe jak "kryształ" odparuje cios.
Banaś raczej nie nagrywał swoich figli w swoim burdeliku ale innych polityków jak najbardziej nagrywał. Stąd decyzja ABW jest po prostu głupia i z pewnością bezprawnie motywowana politycznie.

wtorek, 2 lutego 2021

30 lat minelo jak… jedna noc. Przespalismy je

 30 lat minelo jak… jedna noc. Przespalismy je
https://nowakonfederacja.pl/30-lat-minelo-jak-jedna-noc-przespalismy-je/
"Za rojeniami o „najlepszym okresie w historii Polski” i prostej metodzie na „wstanie z kolan” kryje się bardziej skomplikowana prawda o polskiej peryferyjności

W książce „Prześniona rewolucja” Andrzej Leder opisał swoisty gwałt modernizacyjny, jakiego dokonali na Polakach totalitarni najeźdźcy. W latach 1939-56 z jednej strony podbili nas i zmasakrowali, a z drugiej wprowadzili w nowoczesność, wyprowadzając z „przedłużonego średniowiecza”. Ostatecznie likwidując feudalizm, alfabetyzując ludność, industrializując kraj, budując jednolity naród. Polacy obserwowali ten proces „jakby we śnie”. Jako świadkowie i odbiorcy, ale przecież nie autorzy.To trudne do przecenienia ustalenie (niepozbawione poważnych wad szczegółowych, o czym mówiliśmy innym razem) dotyczy czasów dość już odległych, choć założycielskich dla polskiego społeczeństwa w nowoczesnej formie. Tymczasem zdołaliśmy prześnić kolejną rewolucję – przejście z nowoczesności komunistycznej do kapitalistycznej.

W reinkarnującym się od początku transformacji sporze o to, czy doświadczamy „najlepszego okresu w historii Polski”, czy też jej „rujnowania”, nagminnie pomijany jest fakt podstawowy. Fakt, że ramy przemian zostały wytyczone na zewnątrz.

Spieramy się o reformy Leszka Balcerowicza, ignorując, że były jedynie uszczegółowieniem „terapii szokowej” Jeffreya Sachsa. Spieramy się o to, kto nas bardziej wprowadził do NATO i UE, tak jakby nie było to wtórne wobec zewnętrznej decyzji o przyjęciu nowych członków. Spieramy się o zasługi w budowaniu demokracji liberalnej i kapitalizmu, zapoznając brak realnych alternatyw tak dla nas, jak i innych krajów regionu.

Najbardziej pierwszorzędne polskie spory są od 30 lat drugorzędne. Brak rozpoznania własnej peryferyjności spycha nas w jeszcze głębszy prowincjonalizm niż niedostatek kapitału, wiedzy technicznej, instytucji. W niekończącej się historii co jakiś czas najlepsi ze słabych stają się silni. Trudno o to, gdy wypiera się sam fakt istnienia swoich podstawowych ograniczeń.

Nieprzygotowani do zmian

Piszę ten tekst w okrągłą rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca. Ale nie będę tu roztrząsał, kto z kim wtedy pił wódkę, ani kto kogo ograł. Zgłębianiem przeszłości dla niej samej niech się zajmą historycy-archiwiści. Dla nas ważne jest, co z ostatnich trzech dekad wynika na przyszłość.To szczególny moment w dziejach świata. Porządek międzynarodowy, do którego z takim entuzjazmem przystąpiliśmy po 1989 roku, ulega szybkim zmianom. Za jego destabilizacją stoi hegemoniczna rywalizacja Stanów Zjednoczonych i Chin, dwóch najważniejszych aktorów, supermocarstw. Żadne nie chce utrzymania porządku w dotychczasowym kształcie. Chiny dążą do zmiany ewolucyjnej, konsumującej dotychczasową, korzystną dla ich hegemonicznych ambicji dynamikę. USA – do bardziej gwałtownej, reorganizującej ład światowy na zasadzie „zmienić wszystko, by nie zmienić nic”, jak to określił Jacek Bartosiak. Odwracającej złe dla nich tendencje, zabezpieczające ich dominującą rolę, powstrzymujące pretendenta do supremacji. To sprawia, że dotychczasowy ład ma nikłe szanse na przetrwanie.

To zaś oznacza niezliczone zmiany we wszystkich częściach świata, w tym naszej. Otwarcie nowych okien możliwości, ale też – uruchomienie brutalnej logiki degradacji słabych i ociężałych. To właśnie jeden z tych momentów, gdy możliwe są skokowe awanse, ale i – gwałtowne upadki. To epickie czasy, gdy wykuwane są kontury następnego ładu światowego.

Jak na ten moment (który przecież prędzej czy później musiał nadejść) przygotowały nas dominujące w ostatnich 30 latach elity?

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz powiedział w chwili szczerości, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. Wyraził się zbyt delikatnie. Bardziej odpowiednie dał rzeczy słowo prof. Rafał Matyja, mówiąc mi kiedyś, że nasze państwo nie istnieje nawet teoretycznie. Nie ma doktryny wyznaczającej ramy działania polityków i urzędników. Doniesienia krajowych i zagranicznych specjalistów o obniżaniu się jakości rządzenia nie wzbudzają istotnego zainteresowania poza ich (bardzo wąskim) gronem. Gros literatury naukowej spod znaku analiz polskiego systemu politycznego to „bajeczki dla grzecznych dzieci” (musiałem je studiować, niestety): parlament stanowi prawo, rząd je wykonuje, sądy strzegą – nauczają w szczegółach na podstawie lektury konstytucji, bez śladu refleksji nad realnym układem interesów, koniecznym przecież, aby poszczególne mechanizmy rzeczywiście działały.

Tupolewizm zamiast doktryny

„Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria” – głosi znana maksyma. Nieuchronnie, nie ma też nic bardziej praktycznego niż brak teorii. „Miękkie państwo”, „słabe państwo”, „płytkie państwo” – brak poważnego zainteresowania elit politycznych, gospodarczych i intelektualnych tymi opisami powoduje, że pozostają one „diagnozami bez konsekwencji”.

III Rzeczpospolita to w istocie struktura parapaństwowa, twór państwopodobny. Na pozór nie różni się specjalnie od organizacji politycznych społeczeństw wysokorozwiniętych. Wypłaca emerytury, utrzymuje policję i służby ratownicze, urzędy skarbowe i reprezentacje sportowe. To jednak „funkcje niższego rzędu”, co do zasady możliwe do wypełnienia przez struktury samorządowe czy administrację kolonialną. Gdy ma realizować długofalowe plany lub przedsięwzięcia wymagające ponadministerialnej koordynacji (co dziś oznacza wszelkie ambitniejsze projekty) – okazuje się w najlepszym przypadku nieefektywne, a często zwyczajnie bezradne. Nieprzypadkowo nie ma w ostatnich 30 latach żadnego odpowiednika takich dokonań II Rzeczypospolitej jak budowa Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Polska polityka to zatem permanentne pozorowanie mocy. Gdy słabość państwa jest tak dojmująca, że uniemożliwia nie tylko realizację zapowiedzianych przedsięwzięć modernizacyjnych, ale nawet wymianę dowodów osobistych czy likwidację obowiązku meldunkowego, rosną wyceny takich akcji pokazowych jak chemiczna kastracja pedofilów czy kampania przeciwko stadionowym chuliganom. Gdy służby nie potrafią sobie poradzić z plagą fałszywych alarmów bombowych w szkołach, szczególnie użyteczne okazuje się przesłuchanie w aurze ogólnonarodowego wzmożenia marginalnej aktywistki profanującej wizerunek Matki Boskiej. I tak dalej, i tym podobne.

Nie jest też przypadkiem, że to Polsce przydarzyła się tragedia smoleńska. W państwach rozwiniętych takie katastrofy po prostu się nie zdarzają. W 2010 roku jednoznacznie już stanęliśmy u boku takich krajów jak Rwanda, Bośnia czy Panama, które miały analogiczne doświadczenia. Można wierzyć w zamach lub błąd pilotów, ale o wiele bardziej znamienne jest powszechne zignorowanie całego szeregu ewidentnych faktów, jasno pokazujących niedziałanie państwa przed i podczas tej katastrofy. Dysfunkcje kancelarii premiera i Biura Ochrony Rządu, „zinstytucjonalizowana nieodpowiedzialność” i ogólny, kompromitujący bałagan – były tu tyleż oczywiste, co nieinteresujące dla elit. Nie przekuto tej wiedzy w żadne zasadnicze działania naprawcze. Nikt nie poniósł też za tragiczne zaniedbania odpowiedzialności.

Ponadpartyjnym substytutem doktryny państwowej jest w Polsce tupolewizm: praktyka dojutrkizmu, przechodzącego do porządku dziennego nad półanarchicznym stanem narodowej organizacji politycznej. III RP jest zaś jak tupolew: mało kogo zadowalając, jakoś działa – aż do pierwszego poważnego testu. W sensie politycznym dzisiejszej Polsce bliżej do dawnego Trzeciego niż Pierwszego Świata.Między Etiopią a Ekwadorem

Ostatecznym miernikiem podmiotowości państwa jest zdolność do obrony przed zewnętrzną agresją. III RP nie przeszła dotąd takiego egzaminu dojrzałości, jaki był udziałem jej przedwojennej poprzedniczki zaraz po powstaniu. Konieczność zmierzenia się z bolszewicką inwazją zmuszała wówczas do narodowej mobilizacji wokół spraw najważniejszych, egzystencjalnych. Choć i tak na dłuższą metę ta lekcja została zmarnowana, stając się dla elit asumptem do nadmiernej pewności siebie w 1939 r.

Brak sprawdzianu nie usprawiedliwia braku przygotowania. Tymczasem w dość powszechnej opinii specjalistów Polska jest dziś niezdolna do samodzielnej obrony przed ewentualną rosyjską agresją. Może przetrwalibyśmy tydzień, może dłużej. W możliwość defensywy o własnych siłach nikt nie wierzy. Elity dały się uśpić rosyjskiej smucie lat 90. i natowskim gwarancjom sojuszniczym. Dziś, po jedenastu latach od wojny w Gruzji i pięciu od konfliktu na Ukrainie, po wielokrotnym kwestionowaniu przez Stany Zjednoczone długofalowych perspektyw przetrwania Sojuszu Północnoatlantyckiego i ich obecności wojskowej w Europie, narodowa mobilizacja do nadgonienia straconego czasu jest na poziomie najwyżej miernym.

Są różne rodzaje politycznej słabości. Niekiedy koncentracja na „twardych” walorach, jak właśnie sterowność i siła militarna, czyni państwa nieludzkimi, jak np. w Korei Północnej. I odwrotnie: prymat opiekuńczości, dbałości o obywatela, prowadzi czasem do zaniedbania owych „twardych” spraw, co widzimy zwłaszcza w Europie Zachodniej. III RP udało się połączyć złe cechy obu rodzajów słabości, czego dowodem uzupełniającym niech będzie pewna mało znana informacja.

Światowe Forum Ekonomiczne w Davos bada konkurencyjność gospodarczą krajów, rozbierając ją na czynniki pierwsze. Za szczególnie godne uwagi uważam podkategorie zdolności do zatrzymywania własnych talentów i przyciągania ich z zagranicy. W ostatniej edycji rankingu (2017-18) Polska plasuje się tu odpowiednio na 89. i 113. pozycji. Na 137 badanych krajów, przy miejscu 39. w klasyfikacji ogólnej. To wynik tylko trochę lepszy od Albanii (116. i 121.), Egiptu (103. i 116.) czy Ukrainy (129. i 106.). Nieco gorszy niż Bangladeszu (85. i 102.) czy Maroka (90. i 69.). Zbliżony do Kongo (108. i 97.), Czarnogóry (100. i 107.) czy Ekwadoru (95. i 92.). Dużo gorszy od Etiopii (71. i 53.), Pakistanu (58. i 65.), Tadżykistanu (46. i 44.) czy Ghany (43. i 36.), a także Rosji (59. i 77.) czy Arabii Saudyjskiej (27. i 24.).

Za łącznik między wątkami słabości pod względem walorów „twardych” i „miękkich” niech posłużą historie polskich inwalidów wojennych. Media wielokrotnie opisywały losy weteranów ciężko rannych na misjach zagranicznych, bezskutecznie ubiegających się o finansowe zadośćuczynienie. A następnie – okpiwanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej w sądach za pomocą prawnych kruczków i wybiegów, takich jak przeciąganie procesu, aby doprowadzić do przedawnienia. Najofiarniejsi synowie Rzeczypospolitej nie tylko nie mogli liczyć na wdzięczność państwa. Nie tylko musieli dochodzić swoich oczywistych praw w sądach. Gdy już do tego dochodziło, byli traktowani jak namolni petenci w PRL-owskim urzędzie. Dopiero niedawna, głośna historia weterana z Afganistanu Mariusza Mańczaka skłoniła ministra obrony do próby zmiany polityki wobec inwalidów wojennych. Przez wiele wcześniejszych lat MON-owi ten stan rzeczy najwyraźniej odpowiadał.

Przykłady można by mnożyć. Krótko mówiąc: pod względem stosunku do talentów i do służby dla kraju jesteśmy głębokim światowym interiorem. III RP systemowo gardzi człowiekiem i obywatelem. Trudno się w tej sytuacji dziwić 2,5-milionowej emigracji i pełzającej katastrofie demograficznej. A jednak wciąż słyszymy polityków chwalących się… spadkiem bezrobocia. Cóż, we śnie kontakt z rzeczywistością jest pod każdym względem ograniczony.

Niewykorzystane szanse

Znacznie lepiej poradziliśmy sobie w dziedzinie gospodarki. Wzrost PKB na głowę o 125 proc. w latach 1989-2016 to ogromny postęp i drugi (po Albanii) wynik w postkomunistycznej Europie. Podobnie, wzrost relacji polskiego PKB do niemieckiego z 4 do 14 proc. (lata 1991-2017). Jesteśmy dziś w innej lidze niż trzydzieści lat temu.

Trzeba to jednak widzieć we właściwych proporcjach. Średnio trzyprocentowy wzrost gospodarczy na głowę przez ponad ćwierćwiecze to dobry wynik, zwłaszcza na tle regionu. Jednak cała Europa Środkowo-Wschodnia rozwijała się w tym czasie sporo wolniej niż reszta świata, a nawet udział Polski w globalnej produkcji spadł w latach 1989-2017 z 1,03 proc. do 0,88 proc. (PKB wg PPP, dane MFW). Nadmieńmy też, że przy wspomnianych już, dramatycznych wynikach, gdy idzie o stosunek do talentów, wiele krajów regionu ma jeszcze gorsze, łącznie ze stosunkowo bogatą Słowenią. Próżno też szukać jakichkolwiek środkowoeuropejskich uniwersytetów na liście najlepszych uczelni świata. To daje pewne wyobrażenie o miejscu naszego regionu w międzynarodowym podziale pracy.

Na starcie transformacji Polska była najbiedniejszym (w sensie PKB na głowę) po Bułgarii krajem tej części świata, rozumianej jako późniejsze środkowoeuropejskie kraje członkowskie UE. Biedniejszym nawet od Ukrainy i Rumunii, nieco tylko bogatszym od Białorusi. Prawie dwukrotnie biedniejszym od Rosji, o jedną trzecią biedniejszym od Węgier. Startując z bardzo niskiego poziomu, łatwiej osiągnąć imponujące wskaźniki.Są one efektem przede wszystkim trzech rzeczy: włączenia w zachodni obieg gospodarczy i polityczny, eksplozji przedsiębiorczości i pracowitości Polaków oraz efektu skali połączonego ze względnym ubóstwem. Pomijanie pierwszego skutkuje często absurdalnymi porównaniami do Ukrainy, którą ten proces dotknął w nieporównanie mniejszym stopniu i znacznie później. Kraju nie tylko cierpiącego na znacznie silniejsze uzależnienie od Rosji, ale będącego w radykalnie gorszej sytuacji geopolitycznej; jak nikt w regionie doświadczającego ostatnio przekleństwa położenia w „strefie zgniotu”.

Pomijanie drugiego, oczywistego przecież faktu eksplozji przedsiębiorczości i pracowitości Polaków, przenosi dominantę zasług na elity polityczne, i zapewne dlatego jest tak popularne w debacie. Pomijanie trzeciego (efektu skali połączonego ze względnym ubóstwem) uniemożliwia zrozumienie strategicznych przewag Polski na początku transformacji.

Mając największy rynek i jedne z najniższych kosztów pracy w Europie Środkowo-Wschodniej, byliśmy najlepszym miejscem dla inwestycji zagranicznych w regionie. Za sennymi majakami o nic niewartej gospodarce stała też w rzeczywistości spora, nieźle wykształcona i głodna awansu populacja, wielomilionowa rzesza Polaków. Znając proporcje, można powiedzieć, że Polska była Chinami tej części świata. To dawało możliwość negocjacji z zachodnim kapitałem z pozycji pięknej panny z dużym posagiem. Zamiast tego architekci transformacji traktowali zagraniczne inwestycje jak mannę z nieba, błyskawicznie wyprzedając srebra rodowe za ułamki wartości rynkowej. W imię „satysfakcji tu i teraz”, polegającej wówczas na szybkim zmniejszeniu braków kapitału, zaprzepaścili szanse na lepszą transformację i bardziej zrównoważony rozwój.

Transformacja pod dyktando

Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli uwzględnić tyleż podstawowy, co – ponownie – permanentnie nieobecny w polskiej debacie fakt, że rzeczywistym architektem polskiej metamorfozy gospodarczej był działający z ramienia globalnych instytucji finansowych Sachs, a Balcerowicz et consortes – jedynie jego podwykonawcami. Polska transformacja gospodarcza była z naszej perspektywy spełnieniem marzeń o dołączeniu do wolnego świata. Ale z perspektywy tego ostatniego była przede wszystkim wdrożeniem nad Wisłą (i w całym regionie, a w mniejszym stopniu też w reszcie dawnego bloku komunistycznego) zasad Konsensusu waszyngtońskiego. A więc dziesięciu reguł nowego ładu światowego, będących podstawą polityki Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, spisanych pod koniec lat 80. przez amerykańskiego ekonomistę Johna Williamsona. Zasady te to przede wszystkim likwidacja barier dla zagranicznych inwestycji, liberalizacja rynków finansowych i handlu zagraniczneg oraz prywatyzacja. A także: utrzymanie dyscypliny finansowej, jednolitego kursu walutowego, gwarancja praw własności i deregulacja.

Oficjalnie Konsensus waszyngtoński miał służyć szerzeniu „stabilnego i zrównoważonego wzrostu i rozwoju gospodarczego”. Realnie – był reorganizacją globalnego porządku wobec konstatacji o upadku ładu jałtańskiego pod dyktando zwycięskich mocarstw zachodnich, zmierzających teraz do (neo)kolonizacji dawnego Drugiego Świata, czyli bloku komunistycznego.

Staliśmy się częścią Zachodu jako jego peryferia. Wraz z przystąpieniem do jego struktur neoimperialnych: NATO i UE, awansowaliśmy do rangi półperyferii, uzyskując ochronę i pewien wpływ na kształt jednego z trzech największych organizmów gospodarczo-politycznych i najpotężniejszego sojuszu wojskowego. Trafiliśmy do lepszego świata, bogatego i bezpiecznego – jako jego przedmieście. Do przedsionka Kryształowego Pałacu (mówiąc Dostojewskim i Sloterdijkiem): światowej cieplarni, gdzie rezydują i oddają się orgiastycznej konsumpcji zwycięzcy globalizacji.

Nienajgorsze to z pewnością miejsce. Miliony, a może i miliardy ludzi mogą o nim tylko marzyć. Jednak obecność w nim oznacza także koszty. Peryferyjność, podrzędność w międzynarodowym podziale pracy, drenaż kapitałowy, masowa emigracja – wysuwają się tu na czoło.

Co więcej, ledwie zdołaliśmy się w Kryształowym Pałacu rozgościć, zaczął się trząść i kruszyć. Za symboliczną cezurę można tu uznać rok 2008, z wybuchem kryzysu finansowego i wojny w Gruzji, z olimpiadą w Pekinie. Jedność Zachodu jest coraz bardziej wątpliwa, pod znakiem zapytania stoi utrzymanie jego światowej hegemonii. Przyszłość UE i NATO jest niepewna. Rywalizacja amerykańsko-chińska zaostrza się. Po złudzeniach „końca historii” i „wiecznego pokoju” nie zostało nic. W tych warunkach tak „abstrakcyjne” kwestie jak jakość państwa, siła armii, miejsce w łańcuchu dostaw – przypominają o sobie w kategoriach palącej pilności.

Niestety, dominujące po 1989 roku nad Wisłą elity dały się uśpić cieplarnianemu klimatowi Kryształowego Pałacu lub skorumpować tym z wyższych pięter. Nie zbudowały silnego państwa ani armii, liczącej się nauki ani techniki, sensownej edukacji ani mediów. Nie znalazły też innych sposobów na identyfikację i rozwiązywanie największych problemów społecznych, takich jak bomba demograficzna, masowa emigracja czy wysokie nierówności. Zadowoliły się zarządzaniem procesami integracji ze strukturami zachodnimi oraz wysoce imitacyjnej modernizacji. Uwierzyły we własną propagandę sukcesu, prymitywnie skoncentrowaną na wskaźnikach wzrostu gospodarczego.

Śniąc sen o „najlepszym okresie w historii Polski”, wyparły polskie uwikłanie w peryferyjność. III RP jest w dziedzinie bezpieczeństwa de facto amerykańskim protektoratem, w obszarze gospodarki – kondominium europejsko-amerykańskim, ze szczególnym wskazaniem na Niemcy. To niesamodzielny, parapaństwowy byt, podwykonawca i przedmieście systemu-świata.

Ignorowanie tych zasadniczych ograniczeń z pewnością dodaje animuszu prowincjonalnym sporom politycznym. Ale w szerszym obrazie – tylko utrwala peryferyjność, usuwając podstawowe problemy z widoku publicznego.

Trzeba było ponad dwudziestu lat, by mówienie o tych zależnościach przestało się wiązać ze statusem „oszołoma”. Do dziś nie przeszliśmy jednak – w „Nowej Konfederacji” trwającej od lat – poważnej debaty na ten temat. Pod względem rozumienia samych siebie dopiero raczkujemy.

W warunkach znakomitej koniunktury gospodarczej i geopolitycznej zapadliśmy więc w zbiorowy sen, zapoznając na długo podstawową zmienną polskiej sytuacji. Jak to ujął Matyja: „Słabości państw peryferyjnych najlepiej widać w tym, co one same są w stanie dostrzec. O ile mocarstwa – Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja – starają się rozumieć cały świat, a potęgi regionalne – najbliższe otoczenie, państwa peryferyjne mają kłopot z rozumieniem samych siebie” („Wyjście awaryjne”).
Peryferyjna trzynastka

W tych ramach warto patrzeć na polską politykę po 1989 roku. Widać wtedy, jak wiele jałowych, prowincjonalnych, wtórnych lub pozornych dostarczała i dostarcza podniet. Można też wyraźniej dostrzec pewien zestaw jej cech systemowych.

Po pierwsze, polska polityka obywa się bez państwa. Tak w sensie teoretycznym, jak i praktycznym. Politycy opanowali sztukę udawania myślenia państwowego i ukrywania rzeczywistego stanu władzy przed wyborcami, a może i samymi sobą. „Awaria systemu”, jaką było ujawnienie wspomnianych słów Bartłomieja Sienkiewicza, spotkała się z adekwatnym do tego stanu rzeczy spłyceniem i niezrozumieniem.

Jest to, po drugie, spójne ze sposobem działania współczesnego porządku międzynarodowego. System światowy nie potrzebuje peryferii jako „pełnowymiarowych” państw. Wystarczą podstawowe struktury, które Gunnar Myrdal nazwał właśnie „miękkimi państwami”.

Podobnie jest z gospodarką. Jak już wiele lat temu pisała prof. Jadwiga Staniszkis: „kraje postkomunistyczne, próbujące doprowadzić do końca rewolucję kapitalistyczną, muszą zdać sobie sprawę, że świat tego nie oczekuje i nie potrzebuje” („Władza globalizacji”).

Po trzecie, silnie skażony mentalnością kolonialną dyskurs o interesie publicznym. Bliskość (polityczna, intelektualna, towarzyska, estetyczna) do krajów centrum jest tu wartością samą w sobie, a nie – jak w krajach podmiotowych – środkiem do celu. A same kategorie dyskusji są często bezrefleksyjnie imitacyjne, powtarzane za zachodnimi źródłami bez zderzania z lokalną specyfiką.

Po czwarte, zjawisko elit kompradorskich, nastawionych na współpracę z centrum w interesie jego i swoim, ze szkodą dla lokalnego interesu publicznego. Szeroko zaangażowanych w rabunkową prywatyzację, z karierami takimi jak nieżyjącego już Jana Kulczyka – jednego z najbogatszych Polaków, który zbił fortunę nie na produkcji, a na pośrednictwie w wielkich prywatyzacjach.

Po piąte, jednym z kluczowych skutków peryferyjności jest – jak znów słusznie podnosi Matyja – uwikłanie elit zdominowanego kraju w podwójną rolę. Są one nie tylko strażnikami lokalnego interesu, ale także interesu systemu światowego. To, w przypadkach rozbieżności, czyni ich rolę problematyczną. Prof. Andrzej Zybertowicz, w innym kontekście, nazywał to sytuacją podwójnej lojalności i strukturalnego konfliktu interesów.

Warto w tym kontekście spojrzeć na przykład na politykę wschodnią III RP. Gdy polska racja stanu wymagała maksymalizacji polskich wpływów i propolskiego nastawienia na Białorusi i Ukrainie, nasze elity polityczne koncentrowały się na pseudoprometejskim szerzeniu tam demokracji liberalnej i praw człowieka, osiągając dla Polski mniej niż zero: wpychając Mińsk głębiej w ramiona Moskwy, w Kijowie uzyskując naprzemiennie albo efekt podobny, albo, jak ostatnio – zwiększając głównie wpływy amerykańskie, niemieckie i francuskie.

Po szóste, siła praktyk pasożytniczych, składających się na pasożytniczy system. Od „prywatyzacji państwa policyjnego” jeszcze w PRL-u, przez „kapitalizm polityczny” wczesnego postkomunizmu, aż po utrwalone, ponadpartyjne, szeroko tolerowane społecznie metody żerowania na społeczeństwie – kleptokracja niezmiennie ma się w Polsce dobrze.

Po siódme, naskórkowość demokratyczno-liberalnego ładu instytucjonalnego. Wprowadzany pod presją zachodnich aspiracji i samych państw centrum oraz międzynarodowych instytucji, a nie na bazie silnego zakorzenienia społecznego i autonomicznej ewolucji, jest w dużej mierze imitacyjny, często chaotyczny i nieprzemyślany (jak Senat na wzór federalnych Stanów Zjednoczonych, w unitarnej przecież Polsce). Ostatnia seria kryzysów konstytucyjnych ukazała nie tylko słabości ustawy zasadniczej, ale słabą legitymizację państwa prawa i jego silną zależność od presji centrum (zwłaszcza instytucji unijnych). W ciągu ostatnich dekad widać wyraźną tendencję: wraz ze spadkiem potęgi zachodnich centrów i spadkiem zainteresowania „eksportem demokracji” w nich samych, rośnie fala odwrotu od liberalnej demokracji na peryferiach i półperyferiach. Modelowy jest tu przykład Węgier.

Po ósme, silny prowincjonalizm. Odwrotnie do (wypieranej) rzeczywistości, gdzie dominują silne zależności od ośrodków zewnętrznych, w debacie publicznej wszystko lub prawie wszystko jest zasługą miejscowych herosów, mniej lub bardziej wielbionych przez lud. To my (a nie USA) obaliliśmy komunizm, to my zbudowaliśmy (a nie zaimportowaliśmy pod zewnętrzną presją i pośród wielu innych krajów) demokrację i kapitalizm, to my weszliśmy do WTO, NATO, UE (a nie one nas przyjęły) itd.

Jednocześnie uderza omówiona wcześniej niezdolność elit do definiowania długofalowych interesów kraju i rozwiązywania problemów, na które akurat mają realny wpływ. Innymi słowy: króluje zasada przywłaszczania sobie zewnętrznych zasług, a zarazem wypierania kosztów zależności. Wszystko oparte o zaprzeczenie uwikłania w peryferyjność.

Po dziewiąte, infantylizm. Jak to ujęła prof. Ewa Thompson: „Patrząc z Ameryki, odnoszę wrażenie, że polska polityka wewnętrzna to gwarzenie dzieci w przedszkolu, kłótnia o rzeczy mało ważne, dziecinne: kto o kim co powiedział (i kiedy), kto kogo obraził, kto kradł, a kto nie. Właśnie tak samo określił polską politykę Czesław Miłosz na początku lat 90.”.

Nie jest to problem chwilowy, kwestia tego czy tamtego rządu. To głęboki element polskości widzianej w perspektywie długiego trwania: w ciągu ostatnich ponad 300 lat w pełni samodzielnym bytem byliśmy przez zaledwie dwie dekady międzywojnia. To sprawia, że polskie elity są po prostu co do zasady „ewolucyjnie niedostosowane” do zajmowania się sprawami najważniejszymi dla narodu. Te bowiem od wieków załatwiali „dobrzy wujkowie” z zewnętrznych stolic, miejscowym liderom zostawiając głównie technikalia. Stąd właśnie pełne żalu ubolewania nad „polską niedojrzałością” ze strony takich autorów jak Mochnacki, Brzozowski czy Stanisław Mackiewicz.

Po dziesiąte, od początku silny i narastający z czasem podział: globaliści vs lokaliści, jak nazwał go Michał Kuź. Idący częściowo w poprzek podziału prawica-lewica. Pierwsi zorientowani bardziej na globalizację, integrację z Zachodem i zewnętrzną aprobatę, drudzy – na lokalność i rzeczywiste lub wyobrażone korzyści z zachowania odrębności. Widać zarazem silne sprzężenie globalistów z żywiołem liberalnym (państwo prawa, ochrona mniejszości, gwarancje wolności i własności), lokalistów – z demokratycznym (wola ludu) w obrębie demokracji liberalnej. Do tego można dodać obserwację Łukasza Maślanki o dużym podobieństwie do krajów latynoamerykańskich ze słabo zorganizowaną większością, reprezentowaną przez „popularów” i dobrze zorganizowaną mniejszością, której przewodzą współcześni optymaci.

W ostatnich latach widać coraz wyraźniejsze przechylenie lokalistyczne. Wraz ze słabnięciem uniformizującej presji z centrum, dawni ostentacyjni globaliści odkrywają, że kapitał ma narodowość, stawiają na kapitalizm państwowy, repolonizują banki. A mimo to w 2015 roku nastąpił jeszcze mocniejszy zwrot w stronę lokalizmu.

Po jedenaste, duża nadreprezentacja tzw. lewicy laickiej wśród elit, przy bardzo konserwatywnym obyczajowo jak na Europę społeczeństwie. Połączona z jej silnym ekskluzywizmem, „gettoizującym” lokalistyczną prawicę obyczajową i lokalistyczną lewicę gospodarczą.

Po dwunaste, paradoksalne przecięcie dwóch sprzecznych tendencji: nadreprezentowany w obrębie elit globalizm słabnie, urealniając się w zderzeniu z lokalnymi warunkami, a jednocześnie postępuje westernizacja i globalizacja społeczeństwa.

Wreszcie, wyraźny podział na stronnictwo proamerykańskie i proeuropejskie (z silnym akcentem na Niemcy) – traktowane jako alternatywne źródła legitymizacji i siły w obrębie centrum. Gdy szansą awansu peryferii jest rozgrywanie sprzeczności interesów zewnętrznych ośrodków potęgi, wyrazistość tego podziału jest dla Polski dysfunkcjonalna, a korzystna dla tychże zewnętrznych ośrodków, bo odwraca kierunek rozgrywania.
Przebudzenie?

Ostatnie trzydzieści lat było okresem świetnej koniunktury gospodarczej i politycznej. Było długim okresem pokoju i rozwoju. Wykorzystaliśmy ten okres miernie. Wbrew propagandzie sukcesu nie zbudowaliśmy niczego istotnego więcej niż maleńka Łotwa, była republika sowiecka. Niczego istotnego więcej niż Słowacja, długo będąca symbolem regionalnego zacofania.

Za rojeniami o „najlepszym okresie w historii Polski” i prostej metodzie na „wstanie z kolan” kryje się bardziej skomplikowana prawda o polskiej peryferyjności. Wypieranie jej uniemożliwia dostrzeżenie realnych szans i zagrożeń. Polska przygoda z kapitalizmem po 1989 roku to była kolejna „prześniona rewolucja”.

Tymczasem koniunktura się kończy. Świat robi się znów niebezpieczny. Wkrótce mogą nadejść poważne testy realnej, a nie deklamowanej zaradności.

Peryferie można w pewnym sensie podzielić na dwa rodzaje. Te świadome swoich ograniczeń, i te uporczywie im zaprzeczające. Pierwsze mają znacznie większe szanse awansować w międzynarodowej hierarchii niż drugie. Należymy do tej gorszej kategorii.

Jest jeszcze czas na obudzenie się, wybicie na mentalną suwerenność. Ale nie należy się spodziewać, by było go dużo."

niedziela, 31 stycznia 2021

Zima-20. Gorsza powtorka z 1939

 Zima-20. Gorsza powtorka z 1939

Zakończyły się ćwiczenia dowódczo-sztabowe Zima-20. W ćwiczeniach wzięto pod uwagę wyposażenie, które dopiero będzie dostarczone przez hegemona ( lub nie ) i które osiągnie całkowitą gotowość  za ponad 10 lat.

https://menway.interia.pl/militaria/news-zima-20-czy-manewry-obnazyly-slabosc-polski,nId,5017281,nPack,1
"Potężne straty

Według naszych informatorów już piątego dnia wirtualnego konfliktu przeciwnik znalazł się na linii Wisły, trwały walki o Warszawę, strategiczne porty zostały zablokowane lub zajęte. Lotnictwo i Marynarka Wojenna przestały istnieć, mimo wsparcia NATO.

Na wschód od Wisły polskie jednostki miały ponieść druzgocącą klęskę. Pierwszorzutowe bataliony miały stracić od 60 do 80 procent stanów. Jedna z doborowych brygad, broniąca strategicznego miasta straciła jeden z trzech batalionów.

W zasadzie po pięciu dniach wojna była przegrana a Siły Zbrojne RP de facto przestały istnieć.

Wysłaliśmy do Ministerstwa Obrony Narodowej i Kancelarii Prezydenta pytania:
    Czy prawdą jest, że podczas ćwiczeń Zima 20 już po pięciu dniach wirtualny przeciwnik wyeliminował Siły Powietrzne i MW?
    Czy prawdą jest, że po pięciu dniach symulowanego konfliktu SZ RP zostały zepchnięte na linię Wisły?
    Czy prawdą jest, że ćwiczenia wykazały, iż decyzja o przeniesieniu Leopardów z 11 LDKP okazała się błędna?
    Czy prawdą jest, że ćwiczenia wykazały, iż przy obecnym rozmieszczeniu jednostek i "wzmocnieniu wschodniej flanki", jej obrona jest niewykonalna?
    Czy prawdą jest, że niektóre brygady straciły ponad 60 procent stanów osobowych?
Obie instytucje odpowiedziały, że nie skomentują i proszą o wyrozumiałość."

Aferalne respiratory. Przypomnienie

 Aferalne respiratory. Przypomnienie
Feralne respiratory. Co łączy handlarza bronią z kręgiem bliskim PiS
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1961434,1,feralne-respiratory-co-laczy-handlarza-bronia-z-kregiem-bliskim-pis.read
"Dotarliśmy do kolejnego wątku tzw. afery respiratorowej. Co łączy właściciela firmy E&K, z którą resort zdrowia podpisał umowę na sprzęt, ze środowiskiem „Gazety Polskiej”?

Żeby wyjaśnić, o co chodzi w „aferze respiratorowej”, należy nieco cofnąć się w czasie. W 2009 r. groźba epidemii świńskiej grypy skłoniła instytucje kierowane przez Unię Europejską do opracowania modelu wspólnych zakupów na wypadek zagrożenia. Polska dołączyła do niego dopiero na początku marca 2020 r., gdy w kraju stwierdzono już pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem. Przez opieszałość Ministerstwa Zdrowia ominęły nas przetargi na zamówienia masek, rękawic, okularów ochronnych i kombinezonów. Wciąż mogliśmy jednak wziąć udział w przetargu na zakup respiratorów. Unia przeznaczyła na ten cel ponad 1 mld euro, dzięki czemu ponad 100 tys. sztuk sprzętu miało trafiać do Europy przez następny rok.
Poszczególne kraje mogły składać zamówienia na respiratory u sześciu zwycięskich producentów. Polska z tego przywileju nie skorzystała. 14 kwietnia resort zdrowia podpisał kontrakt na dostarczenie 1,2 tys. sztuk sprzętu za łączną kwotę – tu padają różne liczby – nawet 250 mln zł z lubelską firmą E&K. Jej właścicielem jest Andrzej Izdebski, który nigdy dystrybucją aparatury medycznej się nie zajmował, za to przez lata handlował bronią.
Kim jest Andrzej Izdebski?

Podobno agenci CBA – oczka w głowie szefa MSW Mariusza Kamińskiego – mieli dać zielone światło interesom z Izdebskim. Tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, choć żadnych dowodów nie przedstawiają. CBA odmawia zaś komentarza.

A o Izdebskim kilkakrotnie było głośno. Pierwszy raz w 2002 r., gdy „Rzeczpospolita” ujawniła, że mający udziały w lubelskim porcie lotniczym biznesmen zajmował się w latach 90. handlem bronią do objętych embargiem rejonów świata, takich jak Angola czy Liberia. Według doniesień zezwolenie na handel dostał od MSW, a posługiwał się fałszywymi „świadectwami końcowego użytkowania”, czyli dokumentami, które jakieś państwo wydaje, aby potwierdzić, że to ono zamawia sprzęt. W ten sposób np. broń zakontraktowana rzekomo przez Burkina Faso trafiała choćby na Bliski Wschód. Dowody wyglądały na mocne, a nazwisko Izdebskiego pojawiało się w oficjalnych dokumentach ONZ.

Sprzęt pochodził głównie z zakładów radomskiego Łucznika. Transakcje odbywały się gotówkowo, więc próżno szukać ich śladu w papierach. Badający wówczas sprawę Urząd Ochrony Państwa szybko stracił zainteresowanie Izdebskim, zupełnie przeoczając, że od trzech lat miał podpisaną z Komitetem Badań Naukowych umowę na budowę prototypu samolotu „Bielik”. O przyjęciu projektu zdecydowała m.in. osobista rekomendacja lotnika i kosmonauty gen. Mirosława Hermaszewskiego. Później samolot, według projektu znanego w branży wizjonera Edwarda Margańskiego, wojsko uznało za „zrobiony w garażu”. Na inwestycji – mimo że kompletnie nieprzydatnej – Izdebski miał zarobić pół miliona złotych (zakładając, że 2,5 mln wydał na konstrukcję).

Z kolei w 2011 r. kierowana przez niego spółka Unimesko miała dostarczyć trotyl do kontrolowanych przez państwo zakładów Nitro-Chem. Miała, bo dostarczyła 20 proc. towaru. Izdebski przekonał właściciela Nitro-Chemu, że sprowadzony z Albanii ładunek to okazja, która może uciec sprzed nosa. Dlatego pieniądze chciał z góry (resort zdrowia za respiratory też płacił awansem). W 2017 r. państwo zawarło z Unimeskiem umowę, na mocy której dług firmy rozłożono na raty. I to nie przyniosło rezultatu, a rząd nie mógł się doprosić należności.
Katastrofalna umowa z handlarzem bronią

Umowę z resortem zdrowia E&K zawarło 14 kwietnia. Z ujawnionych przez posłów KO Michała Szczerbę i Dariusza Jońskiego faktur wynika, że pospiesznie. Ministerstwo podpisało umowę ramową, a następnie wykonawczą, według której E&K zobowiązało się dostarczyć 1241 respiratorów w ciągu trzech najbliższych miesięcy za 44 mln euro. Tego samego dnia resort wystawił cztery faktury na kwotę o łącznej wartości 35 mln euro. Przez kolejne tygodnie sprzęt jednak nie docierał. Jak informuje „Politykę” poseł Szczerba, za każdy dzień zwłoki resort miał prawo naliczać odsetki w wysokości 0,2 proc. wartości sprzętu, ale tego nie robił.

4 czerwca firma E&K przywozi do Agencji Rezerw Materiałowych w Lublińcu 50 respiratorów. To jednak produkt zupełnie innej firmy niż ten, o jakim była mowa w umowie. Mimo to cena za sztukę się nie zmienia – 45 tys. euro. Palety ze sprzętem nie zostały do tej pory rozpakowane, nie wiadomo więc, czy we wszystkich są respiratory. Nie wiadomo też, czy jakikolwiek szpital jest nimi zainteresowany. Na podstawie numerów seryjnych jednego z respiratorów stwierdzono, że zostały w marcu kupione przez rząd Pakistanu. Jego producent – Draeger – nie ma żadnych relacji biznesowych z firmą Izdebskiego i nie wie, w jaki sposób wytransferowany do Azji sprzęt trafił do Polski.

Resort zdrowia poza umową z Izdebskim zawarł jeszcze jedną – właśnie z niemieckim producentem, który zresztą ma swoje przedstawicielstwo w Warszawie. 26 czerwca Draeger dostarczy nam kolejne 50 respiratorów, tym razem bez pośredników i z gwarancją jakości.

Więc po co w ogóle korzystano z usług Izdebskiego? Ministerstwo broni się, tłumacząc, że jest z nim w stałym kontakcie i ostatecznie udało się zrezygnować z części zamówień (E&K zwróciła ponoć 10 mln euro). Rzecznik resortu Wojciech Andusiewicz zapewniał, że na transakcji ministerstwo „na 200 proc.” nie straci. To jednak nie tłumaczy, dlaczego nie skorzystano z usług potentatów branży rekomendowanych przez UE, sprzęt kupiono po wysokich cenach, nie jest zgodny z zamówionym, nie wyjaśnia też, czemu dostarczono tylko 50 sztuk i co robiły wcześniej w Pakistanie.
Cieszyński zachowa stanowisko?

Umowę z E&K podpisał Janusz Cieszyński, 32-letni wiceminister w resorcie Łukasza Szumowskiego. Wcześniej pracował m.in. dla dużej firmy telekomunikacyjnej, dla firmy zajmującej się pozyskiwaniem funduszy unijnych i agencji marketingowej. Sam z kolei prowadził firmę zajmującą się doradztwem dla firm technologicznych.
Uważa się, że to człowiek Morawieckiego. Janusz jest synem Przemysława, który angażował się w działalność Solidarności Walczącej, i wnukiem Zenona Wysłoucha, który w 1990 r. miał konkurować z Bogdanem Zdrojewskim o fotel pierwszego niekomunistycznego prezydenta Wrocławia. Wiceminister wyznał zresztą w rozmowie z Polskim Radiem, że Morawiecki rozmawiał z jego ojcem, zanim trafił do rządu.

Cieszyńskiego można by traktować jak kozła ofiarnego w tej historii, oddelegowanego do złożenia podpisu. Ale jest mały szkopuł. Jak ujawniła „Gazeta Wyborcza”, to on stał za wprowadzeniem do specustawy koronawirusowej zapisu zapewniającego bezkarność sprawcom przestępstw z art. 231 i 296 kk. Mowa o „nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego” oraz „wyrządzeniu szkody majątkowej w obrocie gospodarczym”. W normalnych warunkach groziłoby za to nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Co łączy Izdebskiego ze środowiskiem „Gazety Polskiej”?

W całej „aferze respiratorowej” nikt do tej pory nie odpowiedział, jak właściwie Izdebski znalazł się w orbicie Ministerstwa Zdrowia. W tym kontekście warto się przyjrzeć jego pozostałym biznesom. E&K ma 7720 udziałów Ultra Trend o łącznej wartości 360 tys. zł. To firma oficjalnie zajmująca się „produkcją statków powietrznych”, co łączy ją z poprzednimi aktywnościami Izdebskiego – budową prototypu „Bielika” i obecnością w radzie nadzorczej Portu Lotniczego Lublin.

Ultra Trend, choć współtworzona m.in. przez Bełchatowsko-Kleszczowski Park Technologiczny, upadła, zanim na dobre rozpoczęła działalność. Firma od lat nic nie robi, siedzi na niej komornik, a patrząc na jej siedzibę w podwarszawskim Płochocinie, trudno uwierzyć, że ktokolwiek chciał tam tworzyć prototypy maszyn lotniczych.

Warto zwrócić uwagę, że w jej radzie nadzorczej zasiadał mec. Sławomir Sawicki. To znana w środowisku „Gazety Polskiej” postać. Mecenas od lat reprezentuje w sprawach sądowych naczelnego Tomasza Sakiewicza i pismo. W 2009 r. Sakiewicz z Sawickim założyli Fundację Niezależne Media. W rozmowie z „Polityką” Sawicki zastrzegł, że nie zna Izdebskiego i nigdy nie słyszał o firmie E&K. Podkreślił też, że z Ultra Trendem nie ma do czynienia od dekady, a fakt, że dalej figuruje jako członek rady nadzorczej, to po prostu błąd.

Przyglądając się aferze respiratorowej, trudno wskazać jedną osobę, którą można by obarczyć odpowiedzialnością za feralny kontrakt. Dymisja Cieszyńskiego być może pozwoliłaby ukręcić sprawie łeb, ale nie dałaby odpowiedzi na pytanie, jak Izdebski znalazł się w resorcie zdrowia. Cały skandal jawi się zaś jako splot trudnych do wyjaśnienia zbiegów okoliczności, na który składałoby się zatrudnianie ministrów z klucza towarzyskiego czy wręcz rodzinnego, indolencja CBA i lekceważenie UE."

sobota, 30 stycznia 2021

Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 10

 Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 10

Pierwsze telefoniczne Centrale AUTOMATYCZE na wybierakach i przekaźnikach pracowały już na początku XX wieku i wtedy też automatyka przekaźnikowa zawitała w przemyśle.
Pierwsze regulatory pneumatyczne do procesów ciągłych zastosowano już w 1933 roku. Pneumatyka została wyparta przez elektronikę.
Pierwszy komputer zastosowano w przemyśle w 1959 roku. Komputery stosowano zarówno do sterowania ciągłego i binarnego oraz do Centralnej Rejestracji i Przetwarzania Danych.
Centrale telefoniczne Bella dostarczały klientom blisko 500 usług. Masowa obsługa złożonych procesów ma już swoją długą historie.
Odpowiednie narzędzia do tworzenia programów dla usług nie pozwalały na naruszenie elementarnego bezpieczeństwa systemu i nawet przyuczona osoba mogła być programistą.

Równolegle do wydajności procesorów rośnie ( co prawda wolniej ) też szybkość komunikacji światłowodami. Koncern Hewlett Packard pod koniec lat siedemdziesiątych wprowadził względnie tanie, montowane na PCB  kompletne odbiorniki i nadajniki do światłowodów o szybkości 5-10 Mbps promując też swój standard złącz do światłowodów.
Obecnie Analog Devices  oferuje pokazany na rysunku scalony odbiornik optyczny (  Integrated SiGe PIN photodiode, transimpedance amplifier TIA, and limiting amplifier )  do szybkoœci 11.3 Gbps.

Po stronie nadawczej modulatory AD pracują do szybkości 28 Gbps. Pokazany na rysunku wzmacniacz ogranicznik pracuje do szybkości 43 Gbps

 Od narodzin komputery stosowano też w "biznesie".
Bywało tak że stosowanie  komputerów w biznesie i administracji nie tylko nie powodowało redukcji pracowników których prace „automatyzowano” ( to znaczy próbowano automatyzować )  ale zwiększało zatrudnienie ! Tak było i jest w Polsce.
Po automatyzacji samej produkcji przyszła kolej na automatyzacje procesów dostaw i procesów dystrybucji produkcji oraz ich rozliczenia.
Robert Solow, laureat Nagrody Nobla z 1987 roku, będący przedstawicielem ekonomii neoklasycznej, jest twórcą modelu wzrostu opartego o neoklasyczną funkcje produkcji. Profesor MIT (Massachusetts Institute of Technology) był doradcą ekonomicznym prezydentów Kennedy’ego oraz Johnsona. Badając wydajność pracy stwierdził : "Komputery widać wszędzie, poza statystykami wydajności". Ale to się potem zmieniło.
Solow i Rowthorn analizując dane z 59 głównych gałęzi gospodarki USA i Wielkiej Brytanii za okres 1987–2000 ustalili, ze rzeczywisty wzrost produkcyjności nastąpił zaledwie w 6 gałęziach. Oto one:
• sprzedaż hurtowa,
• sprzedaż detaliczna,
• giełdy towarowe.
Gałęzie te miały trzykrotnie większy wkład we wzrost niż trzy następne gałęzie:
• produkcja urządzeń elektronicznych,
• produkcja informatycznych urządzeń elektronicznych (w tym komputerów),
• telekomunikacja.
Co spowodowało tak fantastyczne wyniki w branży handlu, który poprawił wskaźniki produktywności? Odpowiedz – potencjał zintegrowanej komputerowo techniki logistycznej i handlowej. Zastosowanie komputerów do automatyzacji przepływu i nadzoru towarów, centralizacja magazynów lub ich pomijanie oraz lepsze zarządzanie. W uproszczeniu można to nazwać fenomenem Wall-Mart.
Komputery stosowano w handlu od lat. Poszczególne kasy pracowały on-line i centralny komputer w dużym markecie miał na bieżąco wszelkie dane o sprzedaży i stanie magazynu. Dopiero jednak przekroczenie masy krytycznej komputeryzacji oraz upowszechnienie Internetu, zastosowanego do integracji całości systemu oraz zastosowanie zintegrowanych narzędzi do zarządzania, dało spektakularny wynik.

Komputerowy system księgowy musi się stosować do odpowiednich ustaw. System kadrowy musi mieć zakodowane reguły wynikające z Kodeksu Pracy oraz innych ustaw i rozporządzeń.  
Regulacje wewnętrznie sprzeczne i niespójne powodują niemożność ich poprawnego przetworzenia w program. Nadmierne skomplikowane regulacje również stwarzają problemy.

W erze przed komputerowej nośnikiem informacji był papierowy dokument. Sfałszowanie ważnego dokumentu karane było więzieniem. Obywatele i firmy dysponowali tylko odpisami oryginałów dokumentów przechowywanych w instytucjach, które je sporządziły. W razie zagubienia dokumentu można było uzyskać odpis.
Procedury operacyjne firm i instytucje nastawione były na papierowe dokumenty.
Obecnie każda nowoczesna firma ma procedury operacyjne korzystające z możliwości szybkiego przesyłania internetem plików.  

Koszty wypadków drogowych i kolizji są ogromne. Toteż dyscyplinuje się kierowców i właścicieli pojazdów:
-Pojazd musi mieć  ważne okresowe badania techniczne sprawności a w tym właściwą emisje toksyn
-Pojazd i kierowca muszą być ubezpieczeni od Odpowiedzialności Cywilnej
-Kierowca nie może być pod wpływem alkoholu lub środka odurzającego. Nie może przekroczyć dopuszczalnego czasu pracy. Prowadzi się masowe kontrole.
-Automatycznie kontroluje się przestrzeganie ograniczenia prędkości i zakaz wjazdu na skrzyżowanie  na czerwonym świetle     

Stosowany od lat sześćdziesiątych fotoradar zdjęcia pojazdów i kierowców przekraczających dozwoloną prędkość i wjeżdżających na czerwonym świetle na skrzyżowanie  wykonywał na błonie fotograficznej, która po przewiezieniu do siedziby urzędu po wywołaniu była analizowana przez urzędnika odczytującego numer rejestracyjny pojazdu oraz stwierdzającego czy twarz kierowcy należy do właściciela pojazdu. Gdy kierował właściciel pojazdu otrzymywał pocztą mandat. W przeciwnym razie był zobowiązany do wskazania osoby kierującej pojazdem pod rygorem nałożenia grzywny za niewskazanie. Mandat opłacało się na poczcie lub w banku lub w urzędzie. Od Mandatu jako rodzaju Decyzji administracyjnej można się było odwołać. Procedury operacyjne instytucji nastawione były na papierowe dokumenty.
W dobie Internetu, telefonów i smartfonów w sytuacji gdy zdjęcia fotoradaru to pliki opisana procedura jest anachroniczna. Plik zdjęcia winien natychmiast być przesłany do komputera urzędu. Po automatycznym rozpoznaniu tablicy rejestracyjnej i twarzy z baz danych, w tej samej sekundzie wysyłany jest jednocześnie Email, SMS, MMS, głos z syntezatora  zawierające pouczenie o możliwości odwołania lub żądanie podania danych kierowcy pod groźbą grzywny dwukrotnie wyższej niż to wynika z przekroczenia prędkości.  Ogromna większość winnych wykroczenia przy okazji wykonywania innych płatności w banku internetowym kliknie też zapłacenie mandatu tym bardziej że niczego nie trzeba wpisywać a tylko kliknąć.

Przeładowane ciężarówki niszczą drogi. Przed automatyczną wagą drogową jest ograniczenie prędkości do 70 km /h i polecenie zjazdu ciężarówek na prawy pas a pasy rozdzielone są liniami ciągłymi aby pojazdy były na swoich pasach i nie dochodziło do  manipulacji. Po przejechaniu przeładowanej ciężarówki jej zdjęcia są w tej samej chwili wysyłane do serwera a ten po identyfikacji natychmiast wysyła Email, SMS, MMS do właściciela pojazdu / kierowcy z odpowiednimi instrukcjami. Dopiero jeśli pojazd nie zjedzie na wskazany parking (są na nim kamery ) do akcji bezpośredniej musi wkroczyć policja.

Tradycyjnie przy „masowym” testowaniu kierowców na alkohol w oddechu, winny dawał Policji dokumenty a ta sporządzała stosowaną papierową dokumentacje mandatową lub kierowała papierową sprawę do sądu co zabierało sporo czasu. Obecnie alkomat powinien być zintegrowany z aparatem fotograficznym robiącym zdjęcie twarzy winnego ( tylko i wyłącznie ) oraz czytnikiem do dokumentu i podpisu winnego. Dane natychmiast są przekazane do serwera. Gdy winny nie ma dokumentu policja może go zwolnić tylko gdy zdjęcie twarzy potwierdza podane przez winnego dane. Nie ma żadnej możliwości manipulacji bowiem policjanci nie mają żadnej swobody działania. Zdjęcie winnego nie może przepaść. W ciągu dnia można przetestować kilka tysięcy kierowców i o to właśnie chodzi.
Wysokie prawdopodobieństwo „wpadki” wielu amatorów kieliszka skutecznie powstrzyma.
W Polsce jest około 4-5 mln starszych osób nie posługujących się internetem. Nie wiadomo jak wielu z nich jest kierowcami i czy w ogóle dłużej powinno być kierowcami. Wymóg podania numeru telefonu i adresu Email przez kierowców i właścicieli pojazdów nie pociąga za sobą praktycznie żadnych kosztów.
Właścicielom pojazdów i kierowcom można przypomnieć o badaniu technicznym pojazdów i opłaceniu ubezpieczenia OC.   

Ogromne możliwości Internetu szybko rozpoznał Amazon, Alibaba, Google oraz portale społecznościowe... Za nimi wloką się spóźnialscy a za nimi daleko są skorumpowane „państwa”. Istoty dwunożne i dwurękie w parlamentach tych parapaństw dla korzyści swojej i władców marionetek wydalają półpłynne „prawo”.  
W normalnym świecie prawo ma służyć całemu społeczeństwu. I tam automatyzacja zadań państwa przebiega całkiem sprawnie.
Natomiast w krajach komunistycznych i postkomunistycznych obowiązuje zasada „dajcie mi obywatela a znajdę na niego paragraf”. Tam automatyzacja – informatyzacja państwa oznacza chaos i korupcje.

Od kiedy Bell na początku lat osiemdziesiątych zastosował w telefonii procesor sygnałowy DSP stało się jasne że częstotliwość sygnałów które będą przetwarzane przez DSP a nie analogowo będzie cały czas rosnąć. I tak jest.
 
W Monitorze Pacjenta jest m.in. proste EKG, NIBP i pulsoksymetr.
W EKG mały sygnał od serca jest razem z dużym sygnałem DC polaryzacji elektrod. Analogowy filtr górnoprzepustowy ( 0.05 Hz dla pacjenta nieruchomego i 0.5 Hz dla ruchomego ale EKG jest już trochę zniekształcone przez filtr ) eliminował sygnał polaryzacji i wystarczał przetwornik A/D rozdzielczości 12 bitów jakie są w mikrokontrolerach. Ale są już EKG gdzie filtru górnoprzepustowego nie ma ale przetwornik A/D jest 18-20 bitowy.
W NIBP sygnał z sensora ciśnienia zawiera małe pulsacje na tle zmiany ciśnienia i stosowany jest filtr środkowoprzepustowy czyli kaskadowe połączenie filtru dolno i górnoprzepustowego. Wystarczał przetwornik A/D 10 bitowy w mikrokontrolerze a przy dość wolnym próbkowaniu radę dawał mało wydajny mikrokontroler. Są już NIBP bez filtru ze znacznie dokładniejszym przetwornikiem A/D a wydajny mikrokontroler radzi sobie z gęściej próbkowanym sygnałem.
W pulsoksymetrze (dalej się nim zajmiemy) jest dokładnie tak samo !  
 
„Fale radiowe” są dobrem rzadkim którym trzeba racjonalnie gospodarować.
Zasilacze impulsowe oraz inwertery generują zakłócenia radiowe.
Zakłócenia w paśmie radiowym umownie podzielono na przewodzone siecią zasilająca w zakresie 0.15 – 30 MHz i promieniowanie o częstotliwościach powyżej 30 MHz.
Standardów dotyczących EMC jest kilkadziesiąt i szerokie ich omawianie jest jałowe tym bardziej że na przestrzeni dekad standardy ewoluują wraz  z rozwojem technologii.  Obecnie normy dotyczące pomiarów zakłóceń wydają się trochę dziwne bowiem norma dla zakłóceń przewodzonych wprost nawiązuje do stosowanej w radiofonii modulacji AM a norma na wyższe częstotliwości ji zakłócenia promieniowane jest jej pochodną.

Na wykresach pokazano maksymalny poziom zakłóceń.
W zakresie do 30 MHz zakłócenia przewodzone mierzy się na wtyczce ( jeśli jest ) przewodu zasilającego urządzenie. Dla ustabilizowania warunków pomiaru i stłumienia zakłóceń z sieci stosuje się LISN – Line Impedance Stabilisation Network. Prosty LISN ( są też bardziej skomplikowane pozwalające osobno mierzyć zakłócenia różnicowe - symetryczne i asymetryczne - wspólne ) można łatwo wykonać samemu pamiętając aby dławik nie miał rezonansu szeregowego poniżej F < 30MHz. Indukcyjność dławika nie jest krytyczna.

W zakresie powyżej 30 MHz pomiaru dokonuje się opisanymi w normach antenami w komorze bezechowej znacznego rozmiaru.
Pomiary wykonywane są w radiofonicznym pasmie 9 KHz ( w USA 10 KHz ) odbiornikiem AM z detektorem quasi- szczytowym o stałej czasowej narastania 1 ms i opadania 160 ms
Zatem poziom w paśmie 0.15-30 MHz obrazuje uciążliwość zakłóceń dla słuchaczy radiostacji AM w tych zakresach.
Dziwne jest stosowanie tej metody pomiaru także przy wyższych częstotliwościach i to ze stałą czasowa opadania 550 ms mimo iż w tych zakresach nie działa przecież radiofonia AM.
Na rysunku pokazano schemat blokowy odbiornika pomiarowego zakłóceń na zakres od 9 KHz do 3.3 GHz. Superheterodyna ma podwójną przemianę częstotliwości.  
Stosując jako heterodynę syntezer częstotliwości PLL pomiar można zautomatyzować ale i tak jest on czasochłonny.

Sprawa zakłóceń jest złożona. Zakłócenia z jednej strony w konkretnym kanale komunikacyjnym degradują sygnał. Z kilku powodów filtry wejściowe za anteną i we wzmacniaczu wejściowym RF mają z reguły małą selektywność. Oczywiście sygnał złożony powoduje intermodulacje w stopniu wzmacniacza RF i w mieszaczu. Sygnał składający się z wielu elementarnych sygnałów ma z reguły bardzo dużą wartość szczytowa w stosunku do wartości skutecznej i średniej. Są to bardzo  trudne sygnały. Dotyczy to zbioru elementarnych sygnałów w konkretnym zakresie radiowym, sygnału CATV i dawniej sygnałów telefonii nośnej. Obecne normy nie biorą tego problemu pod uwagę.
Identycznie jak zakłócenia powodują intermodulacje w odbiorniku UKF FM i telefonie komórkowym powinny być wzięte pod uwagę przy analizie zakłóceń.
Zasilacz Flyback Quasi resonanse pracuje ze zmienną częstotliwością w funkcji napięcia na kondensatorze prostownika i obciążenia. Jego widmo zakłóceń jest rozmyte a nie prążkowe jak przy stałej częstotliwości modulacji PWM ale tak samo szkodliwy.   

Postęp w dziedzinie przetworników analogowo- cyfrowych jest duży. Przetworniki A/D mają duża rozdzielczość i zdumiewająco wysoką szybkość próbkowania. Zatem analizator zakłóceń przewodzonych mógłby  pracować jako cyfrowy oscyloskop z przetwornikiem o dużej rozdzielczości z dość dużą pamięcią próbek.
Zakładając nieidealny filtr antyaliasingowy po przyjęciu w ciągu 0.1 sekundy 0.1*3* 30 =9 M próbek analiza FFT dałby nam obraz zakłóceń przewodzonych.  
Przewodzone zakłócenie różnicowe /symetryczne X występuje między L1-L2/N ( w układzie trójfazowym L1-L2, L2-L3 i L3-L1)  a zakłócenie wspólne/asymetryczne Y między L1+L2 a PE zaś w systemie trójfazowym L1+L2+L3 a PE.
Zakłócenia X to pierwotnie najczęściej spadek napięcia na ESR+ESL kondensatora prostownika sieciowego powstający po wpływem przepływu prądów o modulacji PWM.
Zakłócenie Y generowane jest przez „pojemność” między uzwojeniami pierwotnym a wtórnym w transformatorze zasilacza i napięcie PWM  na nich i przez „pojemność” uzwojeń do żelaza w silniku  i napięcie  PWM na nich.  
Słowo pojemność definicyjnie dotyczy elementów skupionych podczas gdy uzwojenie jest elementem rozłożonym o dość skomplikowanym zachowaniu.
Zakłócenia X tłumione są w filtrze indukcyjnością rozproszenia dławika  Common, która z reguły wynosi 0.7-1% indukcyjności wspólnej oraz kondensatorami X.  
Zakłócenia Y tłumione są indukcyjnością wspólną dławika Common oraz kondensatorami Y wnoszącymi w urządzeniu jednofazowymi prąd upływu płynący do PE a w wypadku odbiornika radiowego i TVC do anteny ! W filtrze trójfazowym przy identycznych wartościach kondensatorów Y w fazach i symetrycznym zasilaniu  ustalony prąd upływu jest zerowy ale po uszkodzeniu jednego z kondensatorów prąd upływu się pojawia. Pojemność kondensatorów Y w urządzeniach trójfazowych jest z reguły znacznie większa niż w jednofazowych w urządzeniach „domowych” i tam dbałość o stan instalacji i przewodu PE i uziemienia jest szczególnie ważny.
Duże wartości kondensatory Y są w inverterach dużej mocy do silników.
Na rysunku pokazano trójfazowy filtr sieciowy do zasilacza tomografu komputerowego o mocy około100 KW. Wartości pojemności kondensatorów Y są naprawdę bardzo duże ! Przy dużych prądach z uwagi na rozmiar, wagę i cenę dławików Common ich indukcyjność jest niewielka i konieczne jest stosowanie filtra dwustopniowego. Dodatkowo dano w każdej fazie dla zakłóceń symetrycznych pojedyncze dławiki 10 uH.

Modelując osobno zachowanie filtrów X i Y trzeba uwzględnić indukcyjności szeregowe kondensatorów (rezonans szeregowy ) i rezonanse równoległe i szeregowe dławika filtru.

Na wykresie pokazano przykładowe „widmo”mierzonych osobno przewodzonych zakłóceń X i Y.

Stosując dławik/i Common oraz kondensatory X i Y stosowane w produkowanych wyrobach koncernów oraz dla nowego projektu elementy użyte w projektach koncernów mamy pewność że zakłócenia przewodzone będą w normie o ile rozsądnie rozplanujemy położenie elementów zasilacza / invertera i ich  połączenia. 

Wracając do analizy w dziedzinie częstotliwości i czasu. 
Rozważmy zakłócenia napięcia na odbiorniku mocy ( na przykład ściemniacz i żarówka )  przy sterowaniu fazowych w sieci 230 V – 50 Hz przy kącie wysterowania 90 stopni gdy są one największe. Załóżmy ze czas załączania triaka jest zerowy. Dla początka zakresu długofalowego harmoniczna 3001 o częstotliwości 150050 Hz ma  amplitudę 76 mV. Oczywiście zakłócenie symetryczne (!) nawet bez filtru EMC  wnoszone do sieci jest dużo mniejsze. Ale w paśmie radiofonicznym AM szerokości 9 KHz mieści się kolejnych 180 harmonicznych. Jak je zsumować i co z tego powstanie ? Droga ta prowadzi donikąd.
Odpowiedzią filtru środkowoprzpustowego RLC na skok jest  oscylacja. Jednak selektywność odbiornika jest wyższa niż prostego filtru RLC. Niemniej odpowiedź filtru środkowoprzepustowego na skok to narastająca i gasnąca oscylacja. Czasy narastania i opadania są circa  odwrotnie proporcjonalne do szerokości kanału. Czyli odpowiedzią radioodbiornika AM ( po wyprostowaniu  tych oscylacji detektorem ) na każde załączenie triaka będzie impuls - trzask czyli przy 100 zakłóceniach na sekundę charakterystyczne nieprzyjemne warczenie.  

Na wykresach pokazano moduł impedancji common rodziny dławików TDK-Siemens na takim samym ferrytowym rdzeniu toroidalnym. Impedancja mierzona jest nie  tanim przyrządem Agilent 4284. Dławik o indukcyjności 47 mH znosi prąd obciążenia 0.3 A a dławik o indukcyjności 1 mH prąd 2 A. Czyli iloczyny kwadratu prądu i indukcyjności są podobne.
Oczywiście rezonans równoległy dławików o dużej indukcyjności jest tym niżej im wyższa jest indukcyjność. Przy mniejszych indukcyjnościach maksimum impedancji jest szerokie bowiem rdzeń ferrytowy ma już dużą stratność przy wysokich częstotliwościach.
Dławiki do urządzeń większej mocy wykonywane są też na rdzeniach ze szkieł metalicznych. Cena rośnie wraz z mocą i może być spora.
Zaopatrując się w drogi dławik od zachodniego koncernu możemy założyć że ma on podane parametry. Natomiast dużo tańszy, dobrze wyglądający dławik od chińskiej firmy nie koniecznie musi mieć podane parametry.
Jak to skontrolować bez zaopatrywania się w drogi przyrząd który później będzie bezużyteczny.
Najbardziej uniwersalnym przyrządem jest oscyloskop. Sygnał z generatora podajemy do szeregowego dolnoprzepustowego filtru LR z rezystorem 75 Ohm i sygnał wyjściowy mierzymy oscyloskopem. Maksymalne tłumienie przy maksymalnej impedancji będzie spore i natykamy się na pierwszą przeszkodę. O ile sygnał o częstotliwości 0.5-2 MHz jest mocno stłumiony to zakłócenia o niskiej częstotliwości z generatora funkcyjnego przechodzą nietłumione co niweczy pomiar ! Włączamy w szereg z dławikiem kondensator 100 nF aby zrobić filtr środkowoprzepustowy CLR o asymptotycznej odpowiedzi  przy dużych F identycznej jako dolnoprzepustowy. Filtr odetnie zakłócenia o małej częstotliwości. 
Rezonans jest przy F=4.1 KHz czyli dławik ma odrobinę większą indukcyjność niż podał chiński producent. To dobrze. Zwiększając częstotliwość generatora i czułość oscyloskopu znajdujemy maksimum impedancji Z. Jest ono zbliżone jak dla TDK – Siemens. Rodzi się podejrzenie że produkcja odbywa się w Chinach a koncerny są tylko pośrednikiem handlowym.
Szukając rezonansu zauważamy ciekawe zjawisko. Przy dużej amplitudzie sygnału z generatora sygnał na wyjściu filtru jest mocno zniekształcony i ferro-rezonans występuje przy częstotliwości około 8 KHz. Momentowi szybkiego narastania sygnału odpowiada nasycenie rdzenia ferrytowego. Na płaskich odcinkach nienasycony rdzeń ma dużą przenikalność.
Łącząc uzwojenia dławika Common antyszeregowo znajdujemy  rezonans o małej dobroci przy F=42 KHz czyli zgodnie z przewidywaniem indukcyjność różnicowa X jest trochę mniejsza od 1% indukcyjności wspólnej common.    
Ferro-rezonans jest zjawiskiem zdumiewającym i niestety z reguły wrednym. Zwiększając odrobinę częstotliwość, sygnał wyjściowy nagle maleje i przechodzi w sinusoidę a chcąc powtórnie wejść w ferro-rezonans częstotliwość trzeba sporo obniżyć czyli występuje histereza. Przy odpowiedniej częstotliwości, pojemności i mocy źródła sygnału  proces jest nieomal szumowy !

Własności częstotliwościowe rodzajów ferrytów są dopasowane do zastosowania. Warto zwrócić uwagę że dla przykładu ferryty używane w dławikach SMD w cyfrowych torach sygnałowych w istotnym zakresie mają charakter rezystancyjny a nie indukcyjny !

Cwiczenie

1.Filtr sieciowy dla składowej różnicowej - symetrycznej zakłóceń X składa się z kondensatora prostownika 220 uF / 400V ( jego model w dokumentacji )  antyszeregowo połączonych uzwojeń dławika Common i kondensatora X-220 nF. Prąd „zakłóceń” ( zamiast inwertera lub klucza zasilacza ) do kondensatora prostownika doprowadza generator. Wcześniej zmierz moduł impedancji dławika w tym modzie stosując oscyloskop i generator oraz stwórz przybliżony model dla programu symulacyjnego. Ponieważ rezonanse dławika w tym modzie są niestety poza zakresem częstotliwości generatora należy je pominąć. Łatwy do znalezienia rezonans szeregowy kondensatora 220nF występuje przy częstotliwości około 3.4 MHz. Porównaj wyniki pomiaru z symulacją.
Ponieważ tłumienie filtru jest w interesującym zakresie częstotliwości  duże a prąd generatora znacznie mniejszy niż prąd klucza w SMPS / Inwerterze zastosowano przedwzmacniacz przed oscyloskopem.

2.Filtr dla składowej wspólnej – asymetrycznej - common  zakłóceń Y składa się z kondensatora Y - 2.2 nF między „izolowanym GND urządzenia” a „stroną sieciową zasilacza”  czyli między początkami uzwojeń pierwotnego i wtórnego, oraz równolegle połączonych uzwojeń dławika Common . Prąd „zakłóceń” ( zamiast inwertera lub SMPS) powstaje dzięki efektywnej umownej „pojemności” między uzwojeniami pierwotnym a wtórnym ( lub „pojemności” uzwojeń silnika do żelaza) skutkiem zasilania uzwojenia pierwotnego transformatora poprzez generator. Dla modułu impedancji dławika pokazanego na wykresie w katalogu  stwórz przybliżony model układu dla programu symulacyjnego.  Szeregowy rezonans kondensatora Y jest poza interesującym zakresem. Porównaj wyniki pomiaru z symulacją. Duża rozbieżność oczywiście wynika z faktu że uzwojenie transformatora jest rozłożone a jego odpowiedź w zakresie radiowym jest bardzo złożona, a nie jest skupioną pojemnością jak w modelu. Przy zasilaniu uzwojenia pierwotnego generatorem  obserwując oscyloskopem napięcie na uzwojeniu pierwotnym i wtórnym wyznacz  częstotliwości ( tylko ) pierwszych rezonansów transformatora. 

3.Stosując LISN można zakłócenia przewodzone oglądać oscyloskopem lub Analizatorem Widma - Spectrum Analyser. Użyty LISN własnego pomysłu ma ochronę wejść oscyloskopu i analizatora. Można zbadać wiele urządzeń. Na przykład zasilacz z komputerem Laptop. Sygnał z LISN do oscyloskopu przechodzi przez jeden z trzech wybieranych mało selektywnych filtrów o paśmie odpowiednio 0.15-1, 1-6 i 6-30 MHz. Należy zwrócić uwagę że oceniana oscyloskopem moc zakłóceń w tych pasmach jest w zdumiewająco dobrej zgodności z pomiarem SA.
Uwaga – Niedopuszczalne jest zasilanie z gniazda sieciowego bez kołka uziemiającego !