wtorek, 7 kwietnia 2026

Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 198

Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 198           
Spis treści
1.Energia
2.Nowe mądrości etapu

1.Energia
 Efekt skali w reaktorach jądrowych nie jest silny ale jednak jest istotny i buduje się reaktory tak duże jak pozwalają na to użyte materiały. 
 Szum wokół  małych modułowych rektorów jądrowych SMR był conajmniej dziwny
 W ciągu ostatnich sześciu miesięcy wiodąca  w dziedzinie SMR amerykańska spółka NuScale straciła ponad połowę swojej wartości rynkowej. Oklo  podobnie spadło w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a notowania Nano Nuclear Energy spadły w listopadzie 2025 o ponad 30 %.
Dziennik Financial Times (01.04.2026) przywołuje wyniki  badania z 2022 roku, z których wynika, że ilość wytwarzanych odpadów przez SMR może być znacząco wyższa niż w konwencjonalnych reaktorach, nawet dwukrotnie, a w najbardziej skrajnych scenariuszach aż do 30 razy większa ! A przecież odpady promieniotwórcze to najpoważniejszy zarzut pod adresem energetyki jądrowej. 
Nawet fani SMR dochodzą do wniosku że średni koszt wyprodukowania 1 MWh  energii przez mały reaktor modułowy mógłby wynosić około 182 dolarów o obecnej wartości.
Koszt ten jest ponad trzykrotnie wyższy niż obecny koszt energii słonecznej i dwukrotnie wyższy niż koszt energii słonecznej połączonej z magazynami energii. Możliwe że w ciągu 15 lat gdy SMR zaczną (?) pracować koszty PV razem z BESS jeszcze dalej spadną o połowę.
 Brak jest standardów a SMR-y mocno nie spełniają norm bezpieczeństwa. Do dojrzałości brakuje im jeszcze wielu lat prac.
Nie rozwiązana jest sprawa paliwa jądrowego. 75% światowej produkcji uranu pochodzi z zaledwie kilku krajów, a rynek wzbogacania paliwa jest zdominowany przez wrogie zachodowi Rosję i Chiny.
 SMR-y były więc fajnym hasłem do akcji oddzielenia na giełdzie leszczy od gotówki. 

 Jak donosi agencja Bloomberg, różnica w hurtowych cenach energii elektrycznej między Niemcami a Francją osiągnęła bezprecedensowy poziom. Niemiecki prąd jest obecnie niemal czterokrotnie droższy niż francuski. To efekt likwidacji niemieckiej energetyki jądrowej, odcięcia gazu z Rosji, odmiennych strategii energetycznych obu państw oraz napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie.

 W przeszłości w przypadku wielu udanych technologii wystąpił silny efekt uczenia się i silny efekt skali. Dotowanie dobrze predykowanych, rokujących technologii i firm produkujących zwłaszcza na eksport jest właściwe i opłacalne dla całego kraju. 
 W przeszłości nowsze technologie wyparły jednak udane starsze. Maszynę parową napędzającą rewolucje przemysłową wyparła turbina parowa i silnik Diesla. O ile parowozów używano dość długo to kariera ciężkich maszyn rolniczych i pojazdów drogowych napędzanych maszyną parową była krótka.
Moc maszyn parowych centralnie napędzających fabryki wynosiła od 50 do 2000 koni mechanicznych. Moc napędzanych maszyn była więc niewielka. Najszybciej wprowadzany indywidualny napęd elektryczny zastosowano w USA, Niemczech i ZSRR czyli u głównych graczy z czasów II Wojny. Nowe maszyny z silnym napędem elektrycznym były nawet kilkanaście razy wydajniejsze niż te wypierane napędzane pasami z systemu wałów maszyny parowej.    
 
 Uważano że w przypadku OZE także  wystąpi silny efekt uczenia się i efekt skali. Tą nadzieją były podyktowane ogromne subsydia i przywileje dla OZE. Ale zapomniano że w przypadkach porzuconych, nieudanych technologii, z którymi kiedyś łączono nadzieje, nie wystąpił oczekiwany efekt uczenia się i efekt skali.
W przypadku OZE w Europie efekty uczenia się i efekty skali są znacznie poniżej oczekiwań.
 Obecnie liderem w dziedzinie nowoczesnych akumulatorów (to kluczowa technologia dla OZE) stały się Chiny. Około dwóch trzecich istotnych w świecie publikacji z tej dziedziny pochodzi z chińskich uczelni i koncernów. Badacze w Chinach używają AI a Europa nie potrafi tego zadania ogarnąć ! Pojawiły się w Chinach pierwsze akumulatory do samochodów EV ładowane błyskawicznie prądem aż 12C. Tylko Chiny mają rozbudowaną sieć ładowarek o tak dużej mocy (1 - 1.5 MW dla „osobówek” ).
Chiny praktycznie zmonopolizowały produkcje akumulatorów do EV. Nonsensem jest kupowanie drogich EV VW, Mercedes czy Porsche skoro akumulator jest tam ten sam co w tańszych chińskich samochodach.  

 W przemyśle Chin zarabia się już niewiele mniej niż w polskim. Jego hiper konkurencyjność pochodzi z synergii, dobrego zarządzania, automatyzacji oraz taniości energii i surowców.  

Bez przymusu administracyjnego niestabilnej energii z OZE nikt nie kupi. 
Im większy jest udział OZE tym droższa jest Energia Elektryczna w świecie.
 
 Przywilej jest formą bardzo niebezpiecznej korupcji. Pozostała dyskryminowana większości płaci za przywileje wybrańców -pasożytów.
Z badania z marca 2026  Instytutu Allensbach wynika, że odsetek Niemców poważnie obawiających się skutków zmian klimatu spadł z 51 % w latach 2019–2022 do 33 % obecnie.
Coraz więcej Niemców jest sceptycznych wobec OZE. Aż 37 % badanych postrzega Energiewende głównie jako ryzyko a 28 % jako szansę. 
Niemieckie ministerstwo gospodarki przygotowało ustawy odchodzące od głównego  filaru transformacji energetycznej - rezygnuje z gwarantowanego i uprzywilejowanego dostępu odnawialnych źródeł energii do sieci energetycznej.
Konieczne jest bowiem ograniczenia kosztów i opanowania przeciążonych sieci.
Projekt stanowi że operatorzy nowych instalacji przez 10 lat rezygnują z rekompensat w przypadku przymusowego ograniczenia im produkcji. 
Projekt przewiduje  nakładanie na inwestorów dopłat do kosztów rozbudowy lub modernizacji sieci. Koszty te dotąd rozkładano na wszystkich odbiorców w taryfach sieciowych. Operatorzy mieliby  swobodę w wyborze najlepszych projektów dopuszczanych do sieci. Resort  argumentuje, że obecny model jest przestarzały, nieefektywny  i generuje nadmierne koszty.
Przedstawiciele sektora OZE wpadli w panikę !

 Polskie firmy (nie zachodnie firmy w Polsce) mają prostą, niskomarżowa produkcje. Szalone ceny energii wyzwolą fale upadłości tych firm i bezrobocia. 

 Produkcja Energii Elektrycznej pc jest w Polsce mniejsza niż na Zachodzie. Produkcja energii pc w Skandynawii jest ogromna i jest ona używana do ogrzewania. Tego poziomu Europa raczej nigdy nie osiągnie. 

 Ale  produkcja Energii Elektrycznej PC w Niemczech spada i jest na poziomie sprzed 30 lat co jest bardzo dziwne bo przecież ma nastąpić elektryfikacja transportu, przemysłu i ogrzewania.
 Euroelectic w połowie 2024 roku informował, że tylko 23% energii używanej w Unii Europejskiej było zaspokajane przez energię elektryczną.
Transport nadal opiera się o paliwa kopalne. Chemia używa energii z paliw. Paliwa służą do ogrzewania. Elektryfikacja powinna spowodować circa trzykrotny wzrost produkcji EE a jej produkcja u niemieckiego lidera spada !
 Zatem Zieloność ma po prostu drastycznie zmniejszyć konsumpcje.
  
 Elektrownie jądrowe sprawnie budują Rosja, Chiny i Korea. Rosja szybko zbuduje w Wietnamie elektrownie jądrową z dwóch bloków po 1200 MWe czyli taką jak dobrze pracująca elektrownia na Białorusi. „Komunistyczny Wietnam powrócił do planów rozwoju energetyki jądrowej w 2024 r., reagując na groźbę niedoborów energii wywołanych rosnącym popytem przemysłowym i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi”
Rozwój gospodarczy Wietnamu jest szybki. Mimo iż Chiny i Wietnam nie przepadają za sobą to Wietnam z powodzeniem naśladuje rozwojowy model chiński.
 Nie tylko Bangladesz nas wyprzedził. Także Wietnam będzie miał szybciej elektrownie atomową niż Polska. Zresztą budowa szalenie drogiej elektrowni jądrowej w Polsce jest nonsensem.

 W USA masowa motoryzacja istniała już przed II Wojną ale w Europie pojawiła się dopiero po wojnie. Cały system zaopatrzenia w paliwo doskonalono dekadami. 
System zaopatrzenia EV w EE też będzie  doskonalony dekadami o ile oczywiście EV nie zostaną porzucone.
 
 Komitet Nagrody Nobla w 2019 roku uznał że prace nad wynalezieniem i komercjalizacją ogniwa Litowo Jonowego zasługują na nagrodę w dziedzinie chemii. 
Dalej trwają prace nad powiększeniem masowej gęstości energii, poprawą żywotności ( normy uznają  że utrata pojemności do 80% początkowej to koniec życia. Wzrasta też oporność wewnętrzna ) i bezpieczeństwa. Nadzieje stwarzają ogniwa z niepalnym elektrolitem i ogniwa półprzewodnikowe. Niemniej szybkość uczenia w tej dziedzinie spada i przełom może przynieść dopiero ważny wynalazek.
 Ogniwa Litowo Jonowe mają najlepszą żywotność w pracy i przechowywaniu w temperaturze pokojowej. Naładowane w 100% (a nawet więcej gdy końcowe napięcie ładowania przekroczyło najczęstsze 4.2 V !) ogniwo w temperaturze >50C szybko traci trwałość a nawet może pojawić się niebezpieczne wydzielenie gazu.
Stworzono modele pokazujące wizualnie różne procesy degradacji zachodzące w ogniwach. 

 Całkowity ładunek jaki może w cyklach przechować ogniwo w ciągu życia maleje jednak przy ładowaniu powyżej 80% nominalnej pojemności i rozładowaniu poniżej 20% pojemności czyli przy korzystaniu powyżej 60% nominalnej pojemności. Stosowanie wartości naładowania ponad 90% i rozładowania poniżej  10% jest już widocznym nonsensem.
 Ponieważ akumulatory Litwo Jonowe produkowane są wielko masowo, ich optymalne użycie jest poważnym problemem ekonomicznym i środowiskowym tym bardziej że nie ma jeszcze wydajnych metod recyklingu. 
 Żywotność akumulatorów do samochodu elektrycznego równoważna 1000 ich pojemności wydaje się wystarczająca ale do magazynów energii musi być ona wielokrotnie większa.
 Akumulatory LiFePO4 mają niższą gęstość energii ale są tańsze i bezpieczniejsze co powoduje że stosowane są w magazynach energii. Nowe tego rodzaju akumulatory do tego celu mają rzekomo trwałość aż 6000-8000 cykli czyli 20 letnią ale... w temperaturze pokojowej, w cyklu 80-20% i przy prądach ładowania i rozładowania poniżej 0.2 C bo taki jest w BESS.   
Cena jednostki o pojemności  energii 1 MWh ( moc 250 KWh czyli 4 godzinna czyli 0.25 C) dużego magazynu energii  z 500 tysięcy dolarów w 2019 roku spadła do 90 tysięcy obecnie. Niemniej koszt wielkiego magazynu EE jest potężny.

2.Nowe mądrości etapu
 Mamy obecnie 4 Imperia rewizjonistyczne:
-USA roszczą pretensje terytorialne do Grenlandii i  Kanady. Za swój wyłączny obszar oddziaływanie uznają Amerykę Południową i naftowy Bliski Wschód. Chcą dalej świat zalewać drukowanym dolarem  (to ich główny export !) bogacącym oligarchie. Chcą lichwą dalej okradać świat.
-Chiny chcą w świecie miejsca które im się słusznie należy. Do początka XIX wieku ich produkcja sięgała 40% produkcji światowej. Czyli świat wraca do historycznej normy. 
-Indie  chcą w świecie miejsca które im się słusznie należy. Kolonializm zniszczył Chiny i Indie. 
-Rosja chce osadzić w Kijowie swój rząd. Chce upokorzyć NATO i odzyskać pewność siebie. Chce się modernizować i wyjść ze strefy kolonialnej.
 Indie i Chiny to ogromne cywilizacje ubrane do postaci państw. Obie cywilizacje zostały zniszczone przez zbrodniczych  kolonialistów. 

 Chiny są już dużo mocniejsze gospodarczo od USA ale są słabe militarnie przy USA, które mają ogromną ilość broni po Zimnej Wojnie i wyprodukowanej po 1990 roku. Rosja która otrzymuje od Chin gigantyczną pomoc w wojnie od 2022 roku buduje militarny potencjał jądrowy Chin. Chiny w 2022 roku miały około 350 głowic jądrowych już mają ich 650 a do 2035 roku będą miały tyle co USA, ponad 5000. Powstaje cała infrastruktura do tych głowic. Rakiety, silosy, system dowodzenia.  Już za parę lat USA przestaną rozważać wojnę jądrową z Chinami. 
USA chcą odciągnąć Rosję od Chin ale ta brzydzi się nimi. Przy dostarczaniu przez Rosję surowców Chiny są odporne na morską blokadę USA. 

 Nowy Porządek Świata ustabilizuje się w ciągu 15-20 lat. Miejmy nadzieje że obecne konflikty na Ukrainie i z Iranem nie są wstępną fazą III Wojny. Jak dotąd wyparcie hegemona z jego uprzywilejowanej,umocnionej  pozycji wymagało jednak wojen. 
-Wielki kryzys długu uderzy szczególnie boleśnie w USA ale zaszkodzi też Europie. Niedawno dług publiczny USA przebił 39 bln dolarów (cały dług jest wielokrotnie większy ) i kieruje się na 40 bln. Utrata zaufania do dolara spowoduje m.in. niemożliwość finansowania wojny. 
-Tkanka społeczna w USA jest zniszczona. USA są skrajnie skorumpowaną oligarchią i państwem bandytów. Nawet udawana demokracja jest w kryzysie. Industralizacja USA raczej jest już niemożliwa. Trwa chaos i przestępczość. 
-Europa już przegrała swoją pozycje i wypada z gry mocarstw. Problemy społeczne ( szczególnie imigracja zasiłkowa z najgorszego III Świata ) wykańczają Europą Zachodnią. Szkodzi wojna z Rosją. Narasta szokująca korupcja. Drapieżne państwa opiekuńcze wykańczają gospodarkę Europy. Narasta chaos i przestępczość. Niemcy a co dopiero reszta słabików nie są strukturalnie w stanie konkurować z Chinami. Poddają się.  51% niemieckiego przemysłu poważnie rozważa wyniesienie się z Niemiec. VW może zamknąć 8 z 10 swoich fabryk w Europie i zostawić tylko 2 największe. W ciągu ledwie 5 lat udział VW w chińskim rynku motoryzacyjnym spadł z 25% do 14%.

 Już widać że demografia szybko (!) nie zaszkodzi Chinom. Postępuje łagodząca problemy demograficzne automatyzacja i robotyzacja. Tylko w Chinach jest wielka flota samochodów autonomicznych i robotów humanoidalnych. Chiny są najmocniejsze w świecie w stosowaniu narzędzia jakim jest AI. Ogromnie skrócono dzięki niej czas projektowania samochodów EV i ich wirtualnych testów.
 Jest prawdopodobne że nowa cyfrowa waluta Chin będzie oparta o złoto. W takiej sytuacji dolar będzie miał wartość papieru.  
 
 Chiny się rozwijają i to nie tylko w kreatywnej  statystyce. To widać ! Kraje które naśladują Chiny też się szybko rozwijają.
 Na czym polega fenomen rozwoju gospodarczego Chin i ich naśladowców. Co to jest za zwierze ten socjalizm rynkowy ? W socjalizmie rynkowym  państwo kontroluje strategiczne sektory (20-30% gospodarki) a w tym energetykę, infrastrukturę, banki, ubezpieczenia. Natomiast na dominującym w gospodarce  rynku, prywatne firmy mają  swobodę w sferach inwestycji, produkcji i sprzedaży. Jest normalny konkurencyjny rynek ! Czasem najbardziej konkurencyjny w świecie. Jak sobie nie radzisz to bankrutujesz i lądujesz na bruku. Banki finansują firmy ! Jest to świetna symbioza państwowej kontroli i kapitalistycznych mechanizmów wolnorynkowych. Jest tam autentyczna wolność gospodarcza i pchają się tam firmy ze świata. Płace w sektorze państwowym są regulowane. Dużo i bardzo dużo można zarobić tylko w sektorze prywatnym ! Z obu systemów wzięto to co najlepsze ! Kraj się rozwija a ludzie są zadowoleni. Gardzą lewacką ideologią i złodziejską plutokracją. Rząd dba o dobrostan obywateli i nie daje ich okradać zachodnim „inwestorom”.

 Wszyscy widzą że Hegemon słabnie. Rosja metodycznie bez pośpiechu niszczy Ukrainę jako pośrednika [Proxy] Zachodu w wojnie aby go kompromitować.  
 Litwa chciała lepiej robić łaski wujowi Samowi niż agresywna Polska. Ale wynikały z tego  tylko straty gospodarcze. Litwa wraz z dwoma Wymieratami Bałtyckimi szczekała też na Rosję ale od pewnego czasu ucichła.
 Oderwanego od  Chin Tajwanu nikt normalny w świecie nie uznaje za państwo.  Republika Chińska uznawana jest obecnie  tylko przez 11 „państw”  - Watykan, Paragwaj oraz słabo rozwinięte ekonomicznie wyspiarskie mikro  kraje rejonu Pacyfiku, kraje Ameryki Środkowej i Morza Karaibskiego. Kraje te robią to na rozkaz USA, które same jednak nie uznają Tajwanu.
Otwarcie Biura Przedstawicielskiego Tajwanu na Litwie [2021, poprzedni wojowniczy rząd Litwy ] było dużym błędem – oświadczyła obecna premier Inga Ruginiene. Nie przyniosło żadnych oczekiwanych korzyści gospodarczych, za to pogorszyło relacje jej kraju z Chinami. Powiedziała że zgadzając się na otwarcie tajwańskiej placówki, Litwa działała zbyt pospiesznie i bez odpowiedniej koordynacji z partnerami międzynarodowymi.
"Popełniliśmy zasadniczy błąd, gdy w pośpiechu (...) otworzyliśmy przedstawicielstwo pod nazwą, której do tej pory nikt w Unii Europejskiej nie używał. Tym samym ostatecznie zerwaliśmy wszelkie, nawet biznesowe, stosunki z Chinami" – powiedziała Ruginiene. Litwa bardzo chce teraz odbudować relacje z Chinami.
Kiedy Reset Litwy z Putinem ?  Po cichu zrobią laskę Putinowi ? 

 Aż do rozpoczęcia wojny Rosji z Ukrainą publicystyka kreowana przez inspirowanych agenturą przygłupów żyła ideą Międzymorza. Fantasmagorie o Trójmorzu pomijały rolę silnej przecież Rosji i silnych Niemiec. Majaczono tak jak by ich wcale nie było. Wraz z rozpoczęciem wojny na Ukrainie temat umarł. 
 Własna gospodarka, a nie cudza gospodarka na swoim terenie, jest fundamentem siły gospodarczej i politycznej. Z tego względu nikt, nigdzie  Polski nie uważał i nie uważa za lidera zmyślonego Międzymorza. Teraz Czechy, Słowacja, Węgry i inne kraje mają zupełnie inne poglądy niż Polski rząd. Nie zwracają uwagi na Polskę. A w pijanych narracjach o Międzymorzu mieli być wasalami mocarstwowej Polski.


Sprawdzenie
1.Jest dzielnik rezystorowy o podziale K = R1/R2 + 1. Kondensator równoległy do R1 czyni obwód wyprzedzającym Lead. Maksymalne wyprzedzenie fazy rośnie z K i asymptotycznie dąży do Pi/2.
Jest kaskada dwóch dzielników. Za dzielnikiem R1 i R2 dano R3 i R4 o takim samym podziale równym pierwiastkowi z K. Dzielniki są NonInteractive to znaczy R1<<R3. Równolegle do R1 i R3 dano kondensatory otrzymując obwód Lead o potencjalnie optymalnie większym maksymalnym wyprzedzeniu niż Pi/2.
-Przy jakim K bardziej skomplikowany, podwójny obwód ma większe maksymalne wyprzedzenie fazy
Niech dzielniki w kaskadzie mają identyczne rezystory R1=R3 a R2=R4 i całkowity podział wynosi K.
-O ile mniejsze jest optymalne maksymalne wyprzedzenie fazy w stosunku do kaskady NonInteractive.  

2.Układ regulacji kaskadowej ma sens gdy wewnętrzna pętla Slave jest przynajmniej 3 (czasem i 10 ) razy szybsza od zewnętrznej pętli Master. Ponieważ ważna jest szybkość można w petli Slave rozważyć użycie regulatora P zamiast PI.  
 W przykładowym obiekcie inercyjnym (Slave) w układzie regulacji „mała stała czasowa” jest p razy mniejsza od głównej inercji. Stała czasowa regulatora PI jest równa inercji i mamy klasyczne skracanie bieguna przez Zero. Z taką samą dobrocią Q odpowiedzi na skok wartości zadanej (tożsama z przeregulowaniem ) wzmocnienie G regulatora P jest trochę większe niż z regulatorem PI ale odpowiedź ma statyczny błąd. W regulacji kaskadowej będzie musiał się z tym borykać regulator Master, który jest dużo wolniejszy i całościowy efekt może być marny. Pętla z regulatorem PI jest natomiast ( cecha pozytywna) astatyczna. Tylko przy dużych częstotliwościach otwarta pętla z regulatorem P ma trochę większe wzmocnienie ( czyli tłumienie szybkich zakłóceń) ale przy niższych o wiele większe i lepsza jest przy tych częstotliwościach pętla z regulatorem PI. W pokazanym przykładzie z p=10 dla Q=0.707 odpowiedź z regulatorem PI od razu wydaje się lepsza niż z regulatorem P.
 
-Dla danych p i Q podaj wzór/funkcje na iloraz (wzmocnienie P przez PI ) wzmocnień obu  regulatorów. 
-Sporządź wykresy tej funkcji z Q jako parametrem 0.5, 0.6, 0.7, 0.8, 09, 1.   
-Sporządź trójwymiarowy wykres ilorazu wzmocnień 
-Sporządź  wykres ilorazu wzmocnień otwartej pętli z Q jako parametrem 0.5, 0.6, 0.7, 0.8, 09, 1 i z p=10 w funkcji częstotliwości

3. Mianownik Transmitacji T(s) filtrów dolnoprzepustowych, środkowoprzepustowych i górnoprzepustowych drugiego rzędu o takim samym Wo i Q jest ten sam. Licznik wynosi zaś odpowiednio 1, s,  s^2. Niektóre filtry są od razu filtrem  dolnoprzepustowym, środkowoprzepustowym i górnoprzepustowym to znaczy mają trzy wyjścia. Ale układ może mieć trzy wejścia  dolnoprzepustowe, środkowoprzepustowe i górnoprzepustowe i jedno wyjście z ich ważoną  sumą.
Na rysunku pokazano filtr środkowoprzepustowy. Niech rezystor R2 (nie jest konieczny) będzie nieobecny.

Wejście rezystorem R1 jest środkowoprzepustowe. Gdybyśmy dodatkowym rezystorem podali sygnał do wejścia ujemnego OPA to na wyjściu mamy sumę filtru dolnoprzepustowego i środkowoprzepustowego. Po przepuszczeniu tej sumy przez inercje za wyjściem todostaniemy filtr dolnoprzepustowy.
 Układ miernika „ICL7106” w technologii CMOS z wyświetlaczem LCD podwójnie całkującym przetwornikiem ADC jest nadal produkowany.
Błąd Zera wnosiłyby tu niezrównoważone OPA Buffer i Integrator oraz Comparator. Komparator ma oczywiście wejście różnicowe dołączone do wejścia „+” Integratora. Pokazana część Komparatora to wzmacniacz transkonduktancyjny w czasie załączenia klucza A/Z czyli w fazie Autozerowania. W fazie AutoZerowania jest on więc opornikiem jak R3 jak w filtrze środkowoprzepustowym ! 
Dla zachowania dokładności rezystor wejściowy integratora (jest to w filtrze środkowoprzepustowym odpowiednik R1) powinien być odwrotnie proporcjonalny do zakresu napięcia ADC aby piła na wyjściu integratora była optymalnie  jak największa. Producent zalecał aby kondensator Caz w przybliżeniu był odwrotnie proporcjonalny do zakresu (Cint jest stały) i optymalna charakterystyka częstotliwościowa i odpowiedź czasowa  filtrów w procesie Autozerowania zostanie w przybliżeniu zachowania. 
-Udowodnij matematycznie że zalecenie to jest  poprawne   

4.W jakim celu zastosowano tranzystor „3” w pokazanym fragmencie (jest on w układzie powtórzony 12 razy) mnożącego 12 bitowego drabinowego przetwornika CMOS DAC 7521 (pdf) ?
5.Różne odmiany źródła napięcia odniesienia Band Gap na tranzystorach bipolarnych i CMOS są  bardzo popularne we współczesnych  układach scalonych. Elementarz tematu jest ogólnie znany.  
Jakie jest napięcie Ube tranzystora Q1 w temperaturze 25C w źródle napięcia odniesienia Band Gap  1.22 V LM113 (pdf) ?
-Jaki jest w temperaturze 25C spadek napięcia na rezystorze R3=170 w kolektorze Q1.  
-Ile razy większa jest powierzchnia tranzystora Q2 od Q1 ?

6.W tanim multimetrze mierzone napięcie zmienne podane jest do wejściowego rezystancyjnego dzielnika zakresów poprzez diodę. Stąd ma on tylko zakresy 200 Vac i 750Vac gdzie napięcie przewodzenia diody jeszcze rażąco nie fałszuje wyniku.  Dokładnie mierzy jednak wartość zmiennego napięcia sieciowego 230 Vac. Gdy jednak mierzymy na zakresach AC napięcie stałe DC to miernik przy jednej polaryzacji wskazuje Zero lub przy drugiej mocno „zawyżoną” (porównywanie jabłek i śliwek) wartość  AC choć podaliśmy DC. Niech napięcie przewodzenia diody wynosi 0 Vdc lub 0.5 Vdc.
-Jakie będzie wskazanie miernika gdy podamy mu na zakresie 200 Vac (jest wyskalowany na napięciu sieciowym 120Vac) napięcie 60 Vdc ?

7.Silnik odrzutowy samolotu wojskowego może mieć dopalacz. Silnik z dopalaczem jest niewiele droższy. Po włączeniu modu dopalania ciąg rośnie do 30% ale kosztem szalonego zużycia paliwa. Pilot włącza dopalacz uciekając /manewrując  przed atakującą go rakietą i przy starcie z krótkiego pasa. Jakby odpowiednikiem tego modu w samochodzie wyścigowym jest podanie silnikowi z butli tlenku azotu. 
Samochód w modzie Ekonomicznym jest trwalszy i oszczędniejszy. Czuli na ceny paliw kierowcy w USA decydują o wyniku wyborów. 
Szczególną rolę do spełnienia ma mod Ekonomiczny oszczędzający akumulator w EV, który jest najdroższą jego częścią, której sens wymiany jest mały.
-Daj przykłady innych takich modów  
 
Cwiczenie
1.Tranzystorom  mocy i układom mocy często a układom scalonym rzadziej, podawany jest schemat równoważnego układu elektrotermicznego ilustrujący dynamikę procesu odprowadzania ciepła.
Na rysunku pokazano model termiczny tranzystora Mosfet mocy w programie SPICE. 
Bardziej złożony model może też ilustrować przepływ ciepła między fragmentami chipa układu scalonego. 

Monolityczną parę różnicową tranzystorów z układu UL1111 (=CA3046, pdf, tranzystorów jest 5 ) można użyć do zbudowania wzmacniacza operacyjnego o małym temperaturowym dryfcie napięcia niezrównoważania, źródła napięcia odniesienia BandGap (+OPA) i układów logarytmujących wolnego lub szerokopasmowego. W układzie stabilizacji temperatury chipa (na poziomie 30 C ) jeden z tranzystorów tego układu jest sensorem temperatury chipa i wzmacniaczem sygnału błędu a drugi wzmacniaczem - grzejnikiem. Temperaturę otoczenia symulujemy suszarką do włosów i oddechem.
Jednak w przypadku precyzyjnego wzmacniacza dryft temperaturowy nie tylko nie zmalał ale mocno wzrósł i wzrosło też niezrównoważanie. 
W źródle napięcia odniesienia nie ma poprawy dryftu. 
-Dlaczego tak jest ?
Gdy do napięcie zadającego stabilizowaną temperaturę chipa dodamy skok jednostkowy (o + lub - 1 C) to za tranzystorem – sensorem - wzmacniaczem oscyloskopem zobaczymy circa jego błąd temperatury a prąd (moc grzania) pobierany przez tranzystor - grzejnik to wyjście regulatora w tej pętli.
-Jakie w przybliżeniu są parametry elektrotermiczne regulowanego obiektu (pojemności i rezystancje termiczne elementów (także między nimi) chipa) i jego schemat zastępczy 
-Wytłumacz (symulacją komputerową) widoczną dynamikę odpowiedzi pętli regulacji i jej błąd statyczny.

2.Zasymuluj układ wzmacniacza pokojowej aktywnej anteny UHF TVC. Użyty tranzystor BFP 420  (pdf) jest już w bibliotece SPICE tak jak rezystory i indukcyjności i pojemności SMD. Jest to model tranzystora podany przez jego producenta. Jest adekwatny do częstotliwości 6 GHZ czyli tu jest bardzo dobry.  Podejrzane o istotność ścieżki płytki drukowanej należy zmierzyć suwmiarką lub sfotografować lub w inny sposób.
Obserwując znane sygnały TV (wiadomo skąd są nadane i z jaką mocą i jakie jest tłumienie) przy pomocy Spectrum Analysera oceń wzmocnienie anteny i wzmacniacza.

3.Przed drugą wojną światową popularne były radiowe odbiorniki reakcyjne i superreakcyjne. Wraz z tanieniem lamp elektronowych zostały wyparte przez zdecydowanie lepszą superheterodynę. W odbiornikach tych część radiowa jest wykonana na jednej lampie. W odbiorniku reakcyjnym człowiek ustawia pokrętłem dodatnie sprzężenie na pograniczu generacji. W odbiorniku supereakcyjnym gdy drgania okresowo (tu ca 40 KHz)  narastają (jak gdyby automatyzacja doboru wzmocnienia w odbiorniku reakcyjnym ale też powyżej progu generacji. ) jego wzmocnienie sięga kilkuset tysięcy a nawet miliona razy ale jakość odbioru jest podła!  Odbiorniki superreakcyjne stosowano też w zdalnych sterowaniach amatorskich modeli. 
Testowy słuchawkowy odbiornik UKF FM wykonany jest na dwóch tranzystorach. Drugi tranzystor to już wzmacniacz sygnału akustycznego. Po dołączeniu do  anteny  oscyloskopu widzimy tam paczki drgań o częstotliwości zbliżonej do odbieranej stacji. Odbiornik ten zakłóca odbiór normalnego odbiornika UKF FM pracującego w pobliżu !
 W USA od 1943 roku produkowano FUSE (nazwa wprowadzająca w błąd, pdf dotyczy raczej późniejszej produkcji ) do armatnich pocisków przeciwlotniczych. FUSE aktywujący wybuch pocisku w pobliżu wykrytego samolotu ogromnie zwiększył skuteczność ich zwalczania. Z kolei pocisk spadający pod koniec wojny na Ziemie eksplodując kilkadziesiąt metrów nad ziemią siał szrapnelami śmierć. Jak na funkcjonalność konstrukcja z lampami (także specjalnymi do zastosowania) była niezwykle prosta i genialna a technologia wykonania szalenie zaawansowana (po raz pierwszy użyto odkrytej płytki drukowanej) skoro FUSE wytrzymywał wystrzał z armaty przeciwlotniczej. Po wojnie FUSE miały rakiety przeciwlotnicze USA wystrzeliwane z Ziemi i z samolotów. Związek Radziecki mimo desperacji nie był w stanie opracować czegoś podobnego (Niemcy próbowali bezskutecznie w czasie wojny ) i dopiero skopiował rozwiązanie gdy wpadły mu w ręce rakiety, które nie eksplodowały.
FUSE ma radar działający (nagrzanie lamp)  dopiero dość wysoko nad Ziemią. Użyto w nim odbiornika supereakcyjnego.
 Tranzystory germanowe RF miały małą rezystancje rozproszenia bazy rbb. Potrafiły oscylować z częstotliwością 3-4 razy większa niż Ft co wydaje się niemożliwe. W telewizyjnej głowicy na zakres UHF tranzystor o Ft=700 MHz w konfiguracji wspólnej bazy dostarczał wzmocnienia do 14 dB.
 Badany tranzystorowy układ FUSE autor wykonał na podstawie odręcznego anonimowego dokumentu ze schematem i rysunkami w 1978 roku. W dokumencie jest tabela z elementami do różnych zastosowań. Tranzystory Generatora i Odbiornika superreakcyjnego są germanowe a reszta to tranzystory krzemowe.  Dopiero współczesny szybki oscyloskop pozwala obejrzeć pracę „przełącznika zbliżeniowego” Częstotliwość radiowa jest zbliżona do podanej w tabeli mimo niezbyt dokładnego odwzorowania układu antenowego. Spectrum Analyser nie za bardzo jest użyteczny. 
Zmiany w polu widzenia anteny „przełącznika” oczywiście zmieniają odbity sygnał z odbiornika.  Odpowiedni do zastosowania filtr decyduje o tym czy wykryty jest właściwy przedmiot (tu człowiek). Ale to wykrycie normalnie może się odbyć dopiero w powietrzu bowiem na Ziemi jest za dużo obiektów. Z nazw użytych w dokumencie wynika że urządzenie jest z rakiety przeciwlotniczej. 

4.We wszelkich akumulatorach konstrukcyjne wymagania na gęstość energii i maksymalną  moc rozładowania są sprzeczne ale nasilenie tej sprzeczności jest różne. Akumulatory Litowo Jonowe nie są żadnym wyjątkiem w tej mierze.
W tabeli i na wykresie pokazano właściwości 6 głównych elektrochemicznie grup akumulatorów Li Ion.

 Projektując zastosowania akumulatora oczywiście zawsze należy opierać się na dokumentacji producenta danego akumulatora a gdy są one zbyt ubogie rozszerzyć je informacjami z publikacji zachowując jednak ostrożność. 
Trwałość akumulatora litowo Jonowego spada wraz z prądem ładowania i odchyleniem temperatury od pokojowej. Wykres dotyczy ładowania w zakresie pojemności 20-80%.  
Ładowanie akumulatora powyżej 80% jego pojemności dalej skraca żywotność podobnie jak rozładowanie poniżej 20% pojemności. Chociaż działa system BMS (wyrównujący stan naładowania ogniw) to przy głębokim rozładowaniu i szczególnie dużym prądzie obciążenia rośnie szansa uszkodzenia najsłabszych pojedynczych ogniw na których napięcie mocno spadnie a nawet zmieni znak. Gdy zbliżamy się do naładowania 100 % jest szansa uszkodzenia najsłabszych pojedynczych ogniw ich przeładowaniem. 
Gdy napięcie jałowe akumulatora jest niższe od pewnej wartości ( nigdy nie powinno to mieć miejsca bo skraca żywotność akumulatora ) przed właściwym ładowaniem jest faza delikatnego wstępnego ładowania prądem poniżej 1/ 10 C (precharge) aż do osiągnięcia właściwego minimalnego napięcia. W czasie właściwego ładowania ładowarka ma charakterystykę jak zasilacz krzyżowy: CC + CV. Przy ładowaniu prądem (CC) rośnie napięcie na akumulatorze. Im większy jest prąd (przykładowo 0.2C, 0.5C, 2C, 3C) tym szybsze jest przejście do fazy CV i mniejszy jest ładunek jaki pobrał akumulator w fazie CC. Dalej przy stałym napięciu CV spada prąd ładowania i gdy spadnie poniżej przykładowo <0.1 C ładowanie jest zakończone. 
Przy dużych zadanych prądach ładowania (w fazie CC) wielkość prądu ma znacznie mniejszy wpływ na cały czas procesu ładowania niż może się to wydawać. Im większy jest prąd ładowania tym mniejszy jest ładunek w fazie CC. „Z pustego i Salomon nie naleje. Nie da się krwi wycisnąć z cebuli”   
Zatem zadając prąd ładowania (wykres) w fazie CC w temperaturach bliskich pokojowej godzimy się na określoną utratę trwałości akumulatora. Utrata ta jest circa proporcjonalna do kwadratu prądu ładowania. Czyli używanie dużych prądów ładowania jest kosztowne.  Sensowne (i intuicyjne) jest wymaganie aby taka utrata trwałości obowiązywała jednak w całym zakresie temperatur co wymaga redukcji prądu ładowania i niewielkiego obniżenia napięcia w fazie CV. W podwyższonej temperaturze korzystnie zmniejszy się też wydzielanie ciepła w akumulatorze przez samopodgrzewanie  bowiem jest tu ujemna pętla sprzężenia zwrotnego elektrotermicznego. Zatem redukcja prądu /napięcia przy wysokich temperaturach może / powinna być mocniejsza niż wynika to z zadanej utraty żywotności. Sprawę chłodzenia akumulatora pomijamy tu.    
Według wykresu trwałość w temperaturze pokojowej i prądzie ładowania 3C spada do ca 850 cykli. Ten sam spadek trwałości otrzymany gdy w temperaturze 70 stopni prąd ładowania zmniejszymy do 1C. Ten sam spadek otrzymany gdy w temperaturze -10 stopni prąd zmniejszymy do 1C.
Informacje o prądzie ładowania, napięciu akumulatora i rzeczywistej temperaturze (sensor NTC 10 KOhm) podano na wejścia ADC systemu uruchomieniowego mikrokontrolera PIC32. Odfiltrowane sygnały PWM z mikrokontrolera zadają prąd ładowania i napięcie ładowania zasilacza krzyżowego dla akumulatora. Prąd ładowania dla temperatury pokojowej zadaje się komputerem i jest on redukowany przy T odchylonej od temperatury pokojowej. Jednak alternatywnie (jumper) zamiast NTC do symulacji (szczególnie obniżonej temperatury ) dano też potencjometr 22K.
-Zaproponuj redukcje ładowanie akumulatora powyżej 80% jego pojemności drogą obniżenia napięcia w fazie CV.  
-Określ o ile trzeba obniżać napięcie ładowania w fazie CV (należy korzystać z WWW, dokumentacji akumulatora i planowo eksperymentować aby zmieścić się w czasie  ) przy odchyleniu od temperatury pokojowej.  
-Stwórz ekstremalnie prosty algorytm do redukcji prądu i napięcia ładowania ładowania i  przy zmianie T potencjometrem zamiast NTC porównaj efekty z wykresem w dokumentacji 
-Stwórz dokładniejszy algorytm do redukcji prądu i napięcia ładowania i  przy symulowanej zmianie T potencjometrem zamiast NTC porównaj efekty z wykresem w dokumentacji    

 Przy pracach z akumulatorami litowymi zawsze pod ręką musi być dostępna gaśnica. Nawet akumulator z Laptopa potrafi być niebezpieczny.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Pokomunistyczne prawnicze szambo

Pokomunistyczne prawnicze szambo

Poziom prawników ze świecznika jest dużo lepszy w Bangladeszu niż w Polsce.
 
Prezydent Andrzej Duda wiele razy krytykował prof. Adama Strzembosza, byłego I prezesa Sądu Najwyższego, wskazując na jego współodpowiedzialność za brak rozliczeń z komunistyczną przeszłością w polskim sądownictwie. Według głowy państwa, zapowiedzi o "samooczyszczeniu się środowiska sędziowskiego" okazały się jedynie iluzją, a efektem ich niespełnienia pozostała utrwalona obecność dawnych układów i patologii w wymiarze sprawiedliwości.

Prezydent Karol Nawrocki  przyjął ślubowanie tylko  od dwójki z sześciorga "wybranych" przez rządzącą koalicję sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Bowiem tylko oni zostali prawidłowo, zgodnie z terminami wybrani. Dla pozostałej czwórki sytuacja pozostaje niewyjaśniona. "Plan B" Volksdeutsch Partei przewiduje złożenie ślubowania przed marszałkiem Sejmu. Równie dobrze mogą ślubować w Berlinie kanclerzowi Niemiec albo w Agencji Towarzyskiej. 

Belgijski sąd  nakazał Polsce odebranie od Pfizera zamówionych 64 milionów dawek szczepionek na Covid-19 oraz zapłatę za nie około 1,3 mld euro, czyli 5,6 mld zł. Polskę reprezentowali tam rządowi "prawnicy" i najlepsze kancelarie.

W 1998 rząd AWS rozpoczął  małpią, łapówkarską  prywatyzacje PZU , zaś w styczniu 2005 ze względu na poważne nieprawidłowości w jej przebiegu, Sejm powołał komisję śledczą do zbadania prywatyzacji PZU. O interes Polski dbali "prawnicy" Trudno powiedzieć ile cała korupcyjna heca kosztowała Polskę. Możliwe że około 15 mld zł.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ugoda-PZU-z-Eureko-Polska-rozdaje-pieniadze-2023636.html
"Ugoda PZU z Eureko – Polska rozdaje pieniądze
Ugoda PZU z Eureko to kapitulacja za dopłatą. Mimo iż istnieją aż 3 możliwości uniknięcia zapłaty odszkodowania Eureko przez Polskę, rząd koniecznie chce zapłacić i tym samym zalegalizować bezprawie. Ciekawe, co okaże się dla polskich finansów publicznych bardziej kosztowne – afera FOZ czy ugoda z Eureko.

Minęło 8 lat sporu Skarbu Państwa z holenderskim Eureko, który w praworządnym państwie w ogóle nie powinien mieć miejsca. Czy w związku z tym możemy mówić, że Polska jest państwem prawa? Czy prawo obowiązuje tylko obywateli?

Legalizacja bezprawia

Umowa prywatyzacyjna PZU zawarta między MSP (którym w 1999 r. kierował sławny prywatyzator Emil Wąsacz) a konsorcjum holenderskiego Eureko i BIG Banku Gdańskiego była z mocy obowiązującego w Polsce prawa bezwzględnie nieważna. Taką, jednoznaczną opinię od strony prawnej, doskonale udokumentowaną i przez nikogo niepodważoną, jednogłośnie w raporcie końcowym sformułowała sejmowa komisja śledcza ds. prywatyzacji PZU SA już kilka lat temu. W jej składzie zasiadał jeden z ministrów obecnego rządu z ramienia PO, Cezary Grabarczyk, jak i przedstawiciel PSL, obecnie wiceminister skarbu Jan Bury, który aktualnie, niezwykle zamaszyście wspiera ugodę między Skarbem Państwa, a Eureko. Dzisiaj brną do kosztownej umowy, która nie ma żadnych podstaw prawnych. Nie można legalizować czegoś, co od początku było łamaniem prawa i to skutkowało całkowitą nieważnością tego typu działań. Naruszało również podstawowe zasady porządku prawnego RP. Umowę prywatyzacyjną na rzecz holenderskiego Eureko i BIG Banku Gdańskiego z 1999 r. cechuje w sposób ewidentny bezwzględna nieważność oparta na naruszeniu szeregu polskich ustaw i przepisów, a więc podstawowych zasad porządku prawnego RP. W związku z tym wszystkie uchwały PZU SA od dnia 5 listopada 1999 do dnia dzisiejszego są nieważne. W świetle obowiązującego prawa również ostatnie zmiany statutu spółki, decyzje o sprzedaży obligacji przez PZU SA, jak i możliwość wypłaty 5 mld zł na rzecz Eureko w formie ugody zawartej ze Skarbem Państwa są bezprawne i nieważne. Zawarta bowiem w 1999 r. umowa prywatyzacyjna PZU SA naruszała przepisy rozporządzenia ówczesnej Rady Ministrów, którą kierował tak obsypywany dziś komplementami Jerzy Buzek. Było to rozporządzenie w sprawie trybu prywatyzacji PZU SA w związku z ustawą prywatyzacyjną i jej art. 33. Umowę prywatyzacyjną zawarto w sposób sprzeczny ze zgodą wyrażoną przez polski rząd w marcu 1999 r., która wyraźnie stanowiła, że przedmiotem sprzedaży będzie wyłącznie 30 proc. akcji PZU SA bez możliwości przeniesienia na kupujących jakichkolwiek elementów strategicznej kontroli nad PZU SA oraz że sprzedaż 30 proc. akcji nie może powodować ograniczenia uprawnień Skarbu Państwa w zakresie zbycia pozostałych akcji PZU SA.

Wiemy doskonale, że stało się dokładnie na odwrót. Polskie prawo zostało złamane ewidentnie po raz pierwszy, ale nie ostatni. Jakby tych naruszeń było mało, MSP, które reprezentował „geniusz prywatyzacji” E. Wąsacz, przyjęło ofertę konsorcjum Eureko BIG Bank Gdański. mimo iż nie spełniała ona warunków złożenia tej oferty ustalonych właśnie przez Radę Ministrów, ponieważ Eureko i BIG Bank Gdański nie byli inwestorami branżowymi w sektorze ubezpieczeń. Mimo tego ofertę Eureko i BIG Banku Gdańskiego jednak przyjęto, choć podlegała ona odrzuceniu już na starcie z przyczyn czysto formalnych, ale tak się nie stało. Takie cuda dzieją się w polskiej prywatyzacji od 20 lat bez żadnych konsekwencji. Żeby było jeszcze śmieszniej i bardziej kompromitująco, utrącono inną, prawidłową ofertę złożoną przez firmę ubezpieczeniową Axa, w bardzo podejrzanych okolicznościach podmieniając po prostu strony. Kolejnym posunięciem ówczesnego ministra Skarbu Państwa, rażąco naruszającym polskie prawo w tym przepis art. 5 ust. 6 rozporządzenia RM w sprawie trybu prywatyzacji w związku z art. 33 Ustawy o prywatyzacji, było przyznanie i to dwukrotne, kolejno po sobie, wyłączności negocjacyjnej temu samemu oferentowi – oczywiście Eureko BIG Bank Gdański.

Zawarcie umowy prywatyzacyjnej PZU S.A. – Eureko nastąpiło również z rażącym naruszeniem przepisów art. 6 Prawa bankowego oraz Ustawy o działalności ubezpieczeniowej (Dz.U. Nr 11 poz. 62), a konkretnie naruszeniem art. 11 ust. 3, 6 i 7. Pomimo tego prywatyzacja PZU SA postępowała zamaszyście na przód. Odtrąbiono ją jako wielki sukces zapychający kolejną dziurę budżetową. Jednak Sąd Najwyższy w swym orzecznictwie mówi wyraźnie, że „dokonana z naruszeniem zakazu wynikającego z rąk prawa publicznego czynność prawna (a umowa prywatyzacyjna jest właśnie taką czynnością prawną,kształtującą stosunki cywilno-prawne) jest nieważna” (art. 58 §1 Kodeksu Cywilnego). Taka właśnie czynność prawna dokonana wbrew temu zakazowi jest bezwzględnie nieważna z mocy prawa. Stanowi o tym wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 listopada 2002 r. CKN 1445/00OSNC2004/3/3. Zatem wszystkie te naruszenia prawa, które zostały dokonane przy zawieraniu umowy prywatyzacyjnej PZU SA z Eureko w 1999 r., jak i przepisów o charakterze Ius cogens, wywierały skutek w postaci bezwzględnej nieważności tych czynności. Nieważność umowy sprzedaży akcji PZU SA była więc ewidentna, a wszystkie uchwały walnych zgromadzeń PZU SA podjęte z udziałem Eureko od samego początku do dziś (również te zakładające wywianowanie Eureko na razie kwotą jak na kryzys przecież niebagatelną, bo 5 mld zł i wypłatą dywidendy oraz uchwały o wyprzedaży obligacji PZU SA w kwocie 12 mld zł) powinny być traktowane jako nieistniejące i nieważne. Jeśli więc ktoś poważnie traktuje polskie prawo, to nic a nic nie jesteśmy winni Eureko, a raczej odwrotnie. Wystarczyło tylko skierować do polskiego sądu sprawę o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej. Każdy polski rząd, gdyby tylko chciał, mógł skierować sprawę do polskiego sądu o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. i miałby ten problem z głowy. A my Polacy nie musielibyśmy się składać po 1000 zł każdy na prezent dla Eureko.

Pytanie więc za 5 mld zł, dlaczego nikt nie chciał tego uczynić? Co kryje drugie dno tej prywatyzacji? Dlaczego czołowe media w Polsce w sposób całkowicie kłamliwy i tendencyjny informowały i nadal informują polską opinię publiczną w taki, a nie inny sposób. Podobno jeśli wypłacimy Eureko na razie 5 mld zł (choć Eureko domagało się w ramach postępowania arbitrażowego nawet 36 mld zł, do którego to postępowania arbitrażowego nie miało zresztą prawa w ogóle dojść, gdyby pomocnej dłoni nie przyłożyli do tego kolejni ministrowie polskiego skarbu czy całe rządy), będzie to wielkim sukcesem Polski. Eureko dopiero wtedy tak naprawdę wyjdzie z PZU, gdy sprzeda posiadane aktualnie 33 proc. akcji na GPW, uzyskując kolejne 12 do 14 mld zł. Czy to będzie wielki sukces polskiego rządu, który na prywatyzacji PZU zarobił 3 mld zł, a straci w granicach od 17 do 19 mld zł już po ewentualnej sprzedaży akcji PZU na giełdzie? Przecież można było całą sprawę rozegrać na wiele sposobów i praktycznie nic nie płacąc. Nadal istnieją co najmniej trzy sposoby uniknięcia zapłaty na rzecz Eureko. Sukces polskiego rządu klęską Polski i Polaków

Najbliżej profesjonalnego rozwiązania sporu, uwzględniającego polską rację stanu, obronę polskich interesów gospodarczych był paradoksalnie premier L. Miller dzięki staraniom byłego prezesa PZU Zdzisława Montkiewicza – który próbował poważnie traktować polskie prawo i polską rację stanu i przypłacił to utratą stanowiska i procesem sądowym z Eureko. Premier J. Kaczyński publicznie zapowiedział skierowanie sprawy do polskiego sądu w celu stwierdzenia nieważności umowy prywatyzacyjnej PZU SA z Eureko z mocy prawa. Jednak na tych zapowiedziach niestety się skończyło, a jego minister SP i wiceminister odpowiedzialny za PZU brnęli od potknięcia do wpadki.

Jak więc to możliwe, że coś, co było ewidentnym naruszenia prawa i naruszeniem porządku prawnego RP, będzie nas kosztować jako społeczeństwo gigantyczne pieniądze (bo 1000 zł od osoby, których absolutnie nie powinniśmy płacić, a nawet nie należy płacić, jeśli poważnie się traktuje obowiązujący w Polsce ład prawny)? Chyba że z jakichś bardzo tajemniczych powodów bardzo chce się zapłacić owe gigantyczne kwoty. Dlaczego tak uporczywie jest kontynuowany – wbrew logice, prawu i odpowiedzialności za państwo – ten prywatyzacyjny szwindel? Gdzie tkwi siła przełożenia i wpływów oraz umiejętność presji na kolejne polskie rządy w tej sprawie? Sprawa PZU SA nie powinna również w żadnym wypadku trafić do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego. Oparto ją o fałszywą podstawę prawną i błędne przesłanki i to w dużej mierze na nasze własne życzenie. Arbitraż oparto bowiem o polsko-holenderską konwencję o ochronie inwestycji, która w ogóle nie dotyczy spraw prywatyzacji a jedynie ochrony inwestycji holenderskich np. z powodu zamieszek społecznych, rewolucji stanów nadzwyczajnych, nacjonalizacji itd. Nie ma w niej mowy o prywatyzacji.

Wprost przeciwnie art. 2 tej umowy między Polską a Holandią o ochronie inwestycji mówi, że inwestycje muszą być zgodne z obowiązującym prawem i przepisami. Holendrzy jednak doszli do wniosku, że skoro Polacy zgadzają się na taki arbitraż, to dlaczego mają z tego nie skorzystać. Nawet gdybyśmy przegrali sprawę w Trybunale, byłoby to dla nas znacznie mniej kosztowne od ugody, bo do wyroku Sądu Arbitrażowego jest potrzebna klauzula wykonalności, którą nadaje polski sąd zgodnie z art. 1153 kpc. Tylko taki tytuł może być podstawą do egzekucji. Ten arbitraż też można prawnie podważyć na mocy art. 1152 kpc.

Dopłacić i stracić

Wielkie ryzyko i wielką odpowiedzialność bierze na siebie premier i minister SP Aleksander Grad. Czy musi? Czy dysponuje argumentami nie do odrzucenia, gdy zdecyduje się na ową ugodę? Po kompromitacji z prywatyzacją stoczni okazał się jak widać ministrem nieusuwalnym. Został szybko rozgrzeszony z tego, co dotychczas zrobił w kwestii prywatyzacji. Czy zadecydowała o tym właśnie sprawa ugody z Eureko? Czy do tego właśnie jest tak niezbędny, by Eureko w ramach ugody dostało na początek 5 mld zł?

Jak silne i wpływowe musi być nieformalne lobby na wszystkich szczeblach polskiej władzy w mediach, żeby lekką ręką obdarowywać tych, którzy nie byli fair wobec nas od samego początku tej właśnie prywatyzacji, a to wszystko w dobie takiego kryzysu, którego apogeum dopiero przed nami. Gigantycznie rośnie zadłużenie Polski na ok. 700 mld zł długu publicznego. Olbrzymie jest zadłużenie polskich gospodarstw domowych rzędu 400 mld zł. Gdy brakuje pieniędzy praktycznie na wszystko: na NFZ, na ZUS, na drogi, na leki dla chorych na cukrzycę, mukowiscydozę, nowotwory czy na szklankę mleka dla dzieci w polskich szkołach, my mamy gest. Co sprawia, że prawo polskie można traktować tak lekceważąco? Czy prawo obowiązuje w Polsce tylko zwykłych „szaraków”?

Znacząco tańszym rozwiązaniem byłoby nawet kupienie przez polski rząd, a raczej przez PZU S.A., całego Eureko – bo PZU na to stać tym bardziej, że holenderska firma miała ostatnio poważne kłopoty finansowe w związku z kryzysem, a jej większościowy holenderski właściciel Rabobank w 37 proc. jest właścicielem Eureko. Rabobank jest już obecny na polskim rynku i w 57 proc. jest udziałowcem Banku BGŻ, w którym planuje przejąć pełną kontrolę. To podobno ma być również elementem owej ugody. Pozbycie się Eureko w powyższy sposób poprzez zakupienie go z pewnością nie kosztowałoby ani 5 mld ani tym bardziej 17 czy 19 mld zł. Dlaczego tego bardzo prostego rozwiązania nawet nie spróbowano? Tylko na siłę wpychamy gigantyczne pieniądze Holendrom. O co tu chodzi? Gdzie tu biznesowe, zdroworozsądkowe i gospodarskie podejście? Wypłacamy 5 mld zł Eureko i do tego oddajemy jeszcze pełną kontrolę nad BGŻ.

Totalna kapitulacja jeszcze za dopłatą

To ma być ten autentyczny sukces Polski. To totalna kapitulacja i kompromitacja i to jeszcze za dopłatą, choć media rozpływają się w superlatywach nad kolejnym sukcesem ministra Aleksandra Grada. W zamian za 5 mld zł Holendrzy nie odsprzedadzą ani nie zwrócą posiadanych 33 proc. akcji PZU SA. Choć respektując polskie prawo powinni je zwrócić, oni jedynie godzą się łaskawie zrezygnować z zakupu dodatkowego obiecanego im pakietu 21 proc. akcji PZU i to pomimo że umowa o zakupie 21 proc. akcji już bardzo dawno temu wygasła. Na kapitale zapasowym PZU SA zgromadziło około 12 mld zł. Pieniędzy w końcu naszych, wspólnych. Teraz PZU SA, aby zadośćuczynić Eureko, musi sprzedać zgromadzone obligacje na tę kwotę, a tyle gotówki przecież nie posiada. Musimy więc negocjować z bankami komercyjnymi, a są to oczywiście banki zagraniczne, i negocjować w bardzo niewygodnej pozycji. Podobno chodzi o BRE Bank, Citi Handlowy i Pekao SA, które z pewnością dobrze na tym zarabiając, odkupią od PZU SA obligacje skarbowe.

Jak widać wszyscy na tej pseudougodzie nieźle zarobią. Tylko nie my Polacy, my jak zwykle do tego dołożymy. Jednorazowa sprzedaż tak dużej liczby obligacji o tak dużej wartości około 12 mld zł nie może być obojętna zarówno dla popytu na papiery skarbowe SP, jak i dla ich wyceny oraz dla obligacji korporacyjnych i samorządowych oraz dla całego rynku. Mówiąc krótko, przy tak fundamentalnych potrzebach pożyczkowych państwa polskiego i polskiego budżetu (w przyszłym roku aż 203 mld zł), przy gigantycznym deficycie na 2010 r. rzędu 52 mld, a tak naprawdę 90, a może 100 mld zł – wszystko to wygląda na sabotaż działań ministra finansów tego samego rządu albo podkładanie nogi samemu sobie. Kto kupi te nasze wszystkie obligacje, gdy na rynek wypłyną jeszcze obligacje PZU SA? Takie działania MSP może również zachwiać notowaniami polskiego złotego, bo jeśli Eureko postanowi zamienić 5 mld zł na euro, możemy mieć huśtawkę na rynku walutowym, czego słusznie spodziewa się wicepremier W. Pawlak. Mogą być to działania, które wyrządzą ewidentną szkodzę samej spółce PZU SA, finansom publicznym, budżetowi państwa poprzez wzrost rentowności obligacji i spadku cen obligacji, rynkowi papierów skarbowych jak i notowaniom polskiego złotego.

Wkręcają NBP

Jeśli miałoby być prawdą, że ugoda MSP z Eureko polegać będzie dodatkowo na włączeniu do tego niecnego przedsięwzięcia NBP, a więc Polskiego Banku Centralnego, który miałby skredytować działania owych banków zagranicznych działających w naszym kraju (BRE BANK, Citi Handlowy i Pekao SA) pod zastaw obligacji PZU SA lub ich sprzedaż poza rynkiem, to byłoby to nie byle jakim skandalem. Budziłoby to również zasadnicze wątpliwości natury prawnej i konstytucyjnej. Czy na pewno do tego jest powołany Bank Centralny? Wciąganie w to NBP, który dysponuje naszymi wspólnymi rezerwami finansowymi i to w kontekście tak poważnych i uprawomocnionych wątpliwości prawnych dot. umowy prywatyzacyjnej PZU SA z Eureko z 1999 r. i naruszeń obowiązującego w Polsce prawa, może rodzić wręcz odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu.

Prezes NBP S. Skrzypek powinien pilnie poinformować polską opinię publiczną jaka jest prawda w tej kwestii, jaką rolę ma spełnić NBP w tej ugodzie. Ponieważ PZU SA ma ponad 70 proc. swoich lokat ulokowanych w papierach skarbowych o średniej kwocie dochodu 21 mld zł, to wypłata tak wielkiej dywidendy w postaci ogromnego pakietu posiadanych obligacji rzędu około 12 mld zł nie może być obojętna zarówno dla polskiego rynku długu, jak i polskiego rynku pieniężnego oraz wartości pozostałych zasobów skarbowych papierów wartościowych, które pozostaną w ręku PZU SA oraz Skarbu Państwa. To musi mieć wpływ negatywny na przyszłe wyniki finansowe spółki i ceny obligacji. Dodatkowo podaż tak dużej ilości obligacji to spadek cen obligacji, wzrost rentowności, czyli uzyskiwanych zysków z jej zakupu np. przez banki. Banki komercyjne, które szykują się na ryzykowny, hazardowy wręcz zakup akcji PZU SA, mając nawet zagwarantowane pożyczki z NBP. Rzecz to wręcz zadziwiająca. I tak mogą mieć przynajmniej chwilowe problemy z płynnością. Te same banki, które podobno nie mogą lub nie chcą wykonywać swych podstawowych obowiązków, czyli udzielać kredytów polskim podmiotom gospodarczym, włączają się w wielce wątpliwy, żeby nie powiedzieć hazardowy, i podejrzany interes, którego konsekwencje prawne są dzisiaj trudne do przewidzenia. Wykorzystany do tego ma być jeszcze NBP.

To prawdziwe, absolutne kuriozum. Ciekawe jak zareagują zagraniczne centrale owych banków, które same mają poważne problemy i sporo trupów w szafie. Czy wyrażą zgodę na tego typu ryzykowny proceder? Obecne władze bardzo się spieszą, żeby zaklepać, zalegalizować ową pseudougodę, stan bezprawia, braku szacunku dla podstawowych norm prawnych na już zaplanowanym na 25 września walnym zgromadzeniu PZU SA. Cena finansowa, prawna i polityczna tego niby happy endu, czyli ugody MSP i Eureko będzie dla Polski i Polaków ogromna. Nie jest też wykluczone, że znajdzie się choćby jeden akcjonariusz mniejszościowy, który uzna, że tego typu działania to nie tylko naruszenie jego praw nabytych, ale że zapisy umowy prywatyzacyjnej PZU SA z 1999 r. są sprzeczne z polskim prawem. To oznacza, że są one w świetle art. 58 §1 k.c. po prostu bezwzględnie nieważne. Na takiej patriotycznej postawie i interpretacji przepisów szczególnie dużo mogliby zyskać pracownicy PZU SA posiadający akcje pracownicze, ale również budżet państwa i Skarb Państwa. Przez ostatnie 20 lat Polacy zostali skutecznie pozbawieni własnego majątku narodowego w gruncie rzeczy bez większego sprzeciwu. Ale czy dodatkowo za zwykłe przekręty i łamanie prawa mają jeszcze dodatkowo dopłacić? Czy nie lepiej przeznaczyć owe 5 mld zł na kredyty dla małych i rodzinnych przedsiębiorstw? Czy warto więc na siłę legalizować bezprawie dotyczące umowy prywatyzacyjnej PZU SA z Eureko z 1999 r. w 2009 r., a więc 10 lat po fakcie. 
Nadal więc realnie istnieją 3 możliwości uniknięcia wypłaty odszkodowania Eureko. Nawet po pierwszych wyrokach Trybunału Arbitrażowego dla nas niekorzystnych. Po pierwsze, uzyskanie w polskim sądzie orzeczenia stwierdzającego bezwzględną nieważność owej umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. Druga to odmowa nadania wyrokowi arbitrażowemu klauzuli wykonalności przez polski sąd z powodu jej sprzeczności z podstawowymi zasadami porządku prawnego RP i naruszenia polskiego prawa. Trzecia to możliwość niezasądzenia szkody na rzecz Eureko lub zasądzenie jej w ułamkowej wysokości z powodu nieudowodnienia poniesienia szkody przez Eureko. Trzeba tylko chcieć i mieć czyste sumienie, aby nie dopłacać do tego interesu i nie legalizować bezprawia." 

piątek, 3 kwietnia 2026

Powoli nadchodzi koniec zbrodniczego Imperium

 Powoli nadchodzi koniec zbrodniczego Imperium
 USA pod dyktatem Izraela robiły wszystko dla realizacji idei Wielkiego Izraela. 
„Imperium jest rozległe i rozkłada się wśród hałasu i wściekłości. To Imperium jest już policentryczne, podzielone co do swoich celów, schizofreniczne… Trump stanowi jego aktualne „centrum” i zarazem najlepszy ideologiczno-praktyczny wyraz, łącząc racjonalną wolę wycofania się do swojej bezpośredniej strefy wpływów (Europa i Izrael) z nihilistycznymi impulsami popychającymi do wojny” - E.Todd, Klęska Zachodu.

Video https://x.com/i/status/2038736630190657701
"Joe Kent, były dyrektor Narodowego Centrum Antyterrorystycznego USA, poszedł na całość i postanowił potwierdzić wszystkie „tajemnice poliszynela” dotyczące tworzenia przez USA grup terrorystycznych pod różnymi „logo” na całym świecie, podczas gdy USA wmawiały wszystkim, że „walczą z terrorystami”.

Kent publicznie przyznał, że USA celowo zbroiły Al-Kaidę, a także ISIS (organizacje uznane w Rosji za terrorystyczne).

...w Damaszku, tworząc ten półksiężyc, ten pomost lądowy, irańskie dostawy trafiające prosto na podwórko Izraela. Więc Izraelczycy pod koniec wojny w Iraku stwierdzili: „Nie, nie, to w ogóle nie zadziała.
  Musimy to rozbić. Musimy iść na wojnę w Syrii. 
Musimy obalić Assada”. 
  Wybuchła Arabska Wiosna, pojawiła się pewna energia ze strony ludzi – myślę, że była poniekąd oddolna – ale wkrótce potem wkroczyliśmy my i powiedzieliśmy, że będziemy współpracować z Izraelczykami, ale będziemy też musieli mocno współpracować z populacją sunnicką na miejscu w Syrii, aby wywołać powstanie. 
  I stąd wzięło się ISIS. Pracowaliśmy bezpośrednio z Al-Kaidą – e-maile Hillary Clinton to potwierdzają – operacje, które prowadziliśmy, aby wspierać tak zwaną Wolną Armię Syrii. 
  Byli tam pewni umiarkowani, ale najskuteczniejszymi ludźmi początkowo była Al-Kaida, a potem ostatecznie ISIS.
 Oczywiście ISIS wymknęło się spod kontroli i zaczęło planować ataki w Europie, zaczęło planować ataki w Ameryce. 
  Przejęli duże obszary Iraku. 
Musieliśmy więc wrócić i po raz kolejny ugasić pożar, który sami wznieciliśmy, i uderzyć w ISIS. 
  To tam straciłem nogę, ale Izrael był w tym wszystkim czynnikiem napędowym. 
  Obaliliśmy Saddama, który był twardym przeciwnikiem Izraela. 
  Potem musieliśmy wejść i wyeliminować Assada, który również był twardym przeciwnikiem Izraela. 
  A teraz to trzecia faza: idziemy do Iranu, aby obalić ten silny rząd dla Izraela.

 🎙️- A kogo postawiliśmy na czele Syrii?

  -Joe Kent:
 Oddaliśmy to wszystko... Cóż, znowu, tak bardzo to wszystko schrzaniliśmy...
Oddaliśmy to liderowi pieprzonej Al-Kaidy.
Tak. Początkowo był w ISIS, początkowo był w Al-Kaidzie w Iraku, walcząc przeciwko nam. 
  Wsadziliśmy go do więzienia. 
Dołączył do ISIS, odłączył się od ISIS, wybrany osobiście przez prawą rękę Bin Ladena, Ajmana az-Zawahiriego, aby przewodzić Al-Nusrze. 
  A potem zmienili nazwę – to najlepszy sposób na oszukanie Amerykanów jako dżihadysta: po prostu załóż garnitur i znajdź dobrą firmę PR, a my najwyraźniej uwierzymy we wszystko, co powiesz.

🎙️- Są nagrania, jak ten facet trzyma ludzkie głowy, które sam odciął.

- J K: Tak, on jest po prostu bandytą.

🎙️- Ściska dłoń prezydenta Trumpa.

-J K: Tak, fatalna rada. Tak.

🎙️- Co my do cholery robimy?

-J K:  Dokładnie.

🎙️- Co my robimy?

-J K: Dokładnie. Prezydent Trump na początku, znowu, to jest...😏"

środa, 1 kwietnia 2026

Grecki scenariusz?

 Grecki scenariusz?
https://gf24.pl/47521/grecki-scenariusz/
"Polski przyrost długu publicznego wykazuje obecnie najwyższą dynamikę w Unii Europejskiej, nic więc dziwnego, iż agencje ratingowe Fitch i Moody’s dają nam perspektywę negatywną, a Komisja Europejska alarmuje, iż w tym tempie w 2036 r. osiągniemy pułap zadłużenia 107 proc. w relacji do PKB. Tak źle nie było jeszcze nigdy w najnowszej historii.

Nie wiem, czy pamiętają jeszcze Państwo taki obrazek z czasów pierwszego rządu Donalda Tuska. Jest rok 2009, światem wstrząsa kryzys finansowy, który w Unii Europejskiej spotęgowany jest dodatkowo kryzysem strefy euro. Tymczasem Donald Tusk na konferencji prasowej dumnie prezentuje mapę, z której wynika, iż Polska jest „zieloną wyspą” – na tle ogólnej mizerii i recesji, symbolizowanej czerwonym kolorem, Polska, niczym ostatnia wioska Galów, wyróżnia się na zielono z wynikiem 0,8 proc. wzrostu PKB. Trzeba jednak nadmienić, że prócz Polski była jeszcze jedna taka „wyspa” wzrostu – Grecja – z wynikiem 0,3 PKB na plusie. Rok później z Grecji nie było już czego zbierać. Kryzys zadłużeniowy wywołał zapaść, z której grecka gospodarka w zasadzie nie podniosła się do tej pory.

Na temat przyczyn greckiego krachu napisano całe tomy mądrych analiz, warto jednak zauważyć, iż jednym z czynników, które do tego doprowadziły, były… zbrojenia – o czym niedawno przypomniał w serwisie „X” inwestor Rafał Zorski. W latach poprzedzających załamanie Grecy wydawali na obronność 3,5–4,5 proc. PKB (a więc osiągali pułap, do którego dopiero od niedawna próbują doszlusować pozostałe państwa NATO) i należeli do czołowych importerów broni na świecie.

Zakupy kosztownego, głównie niemieckiego i francuskiego sprzętu, finansowano w ogromnej mierze z zagranicznych kredytów, w tym gwarantowanych przez niemieckie i francuskie systemy ubezpieczeń eksportowych Hermes i Coface, mających chronić rodzimych producentów przed niewypłacalnością kontrahenta. Kredyty te były korzystnie oprocentowane, co dodatkowo napędzało łatwość zadłużania się – ale tylko do czasu. Gdy cały ten finansowy domek z kart się zawalił, niemiecki i francuski system bankowy stanął przed widmem krachu, co tłumaczy bezwzględny nacisk na Grecję, by przyjęła międzynarodową „pomoc” (czyli kolejne pożyczki, które sprawiły, iż grecki dług publiczny poszybował ze 126 proc. PKB w 2009 r. do 180 proc. PKB w 2015), która trafiła finalnie do niemieckich i francuskich banków, ratując je przed bankructwem. Dokładnie z tych samych przyczyn wybito Grekom z głowy pomysł wyjścia ze strefy euro i powrotu do drachmy, za czym optował ówczesny minister finansów Janis Warufakis, którego szybko zmuszono do dymisji. Dodajmy jeszcze, iż greckie zbrojenia otaczał korupcyjny smrodek – minister obrony Akis Tsochatzopoulos zasiadł na ławie oskarżonych z zarzutem przyjęcia 26 mln euro łapówek m.in. za zakup niemieckich okrętów podwodnych (finalnie dostał 20 lat za oszustwa podatkowe, pranie brudnych pieniędzy i korupcję).
Trudno nie dostrzec analogii z obecną sytuacją Polski. Nasze zbrojenia również finansujemy w dużej mierze z zagranicznych linii kredytowych, na co teraz dodatkowo ma się nałożyć kolejna „korzystna” pożyczka, czyli SAFE – 44 mld euro spłacane do 2070 r. Problem w tym, iż nawet rząd nie jest w stanie podać, ile będzie nas to dobrodziejstwo kosztowało, biorąc pod uwagę odsetki i ryzyko kursowe – ostrożne szacunki mówią, iż ostatecznie spłacimy co najmniej drugie tyle, o ile nie więcej. To zadłużanie się nie byłoby może samo w sobie tragedią, gdyby było rekompensowane przez stabilne wpływy budżetowe i miało poduszkę bezpieczeństwa w postaci rezerw walutowych NBP. Tymczasem dług publiczny narasta wręcz lawinowo – na koniec 2025 r. przekroczył on już 1,95 bln zł, co oznacza wzrost o 322,6 mld zł rok do roku (prawie 20 proc.). W samym grudniu 2025 r. dług wzrósł o 43,1 mld zł. Zaowocowało to wzrostem w relacji do PKB z 52 proc. w 2024 do 58 proc. na koniec 2025 r., prognozy mówią zaś, iż w tym roku przekroczymy barierę 60 proc. Polski przyrost długu publicznego wykazuje obecnie najwyższą dynamikę w Unii Europejskiej, nic więc dziwnego, iż agencje ratingowe Fitch i Moody’s dają nam perspektywę negatywną, a Komisja Europejska alarmuje, iż w tym tempie w 2036 r. osiągniemy pułap zadłużenia 107 proc. w relacji do PKB. Tak źle nie było jeszcze nigdy w najnowszej historii.

Czy zatem, czeka nas grecki scenariusz? Na szczęście różnica jest taka, że Grecja należy do strefy euro, czyli jest gospodarczą kolonią, ubezwłasnowolnioną w zakresie polityki pieniężnej i zmuszoną do zadłużania się w obcej walucie, na którą nie miała i nie ma wpływu. My mamy złotówkę, co daje nam jakieś pole manewru, ale sam mechanizm wikłania się w skokowo rosnące zadłużenie jest wielce niepokojący, grozi bowiem efektem kuli śnieżnej i dojściem do momentu, gdy nie będziemy w stanie spłacać odsetek i „rolować” zadłużenia. Wtedy zaś przyjdzie Unia i nakaże nam to samo, co Grecji – drakońskie oszczędności i wyprzedaż aktywów oraz… przyjęcie euro. A że nie będziemy spełniali warunków? Spokojnie, Grecja też nie spełniała. Polska, ze swoją stosunkowo dużą gospodarką i własną walutą, jest bowiem chyba ostatnią znaczącą przeszkodą na drodze do stworzenia europejskiego, scentralizowanego „superpaństwa”, które miałoby powstawać w oparciu o kolejne „momenty hamiltonowskie” – i kto wie, czy nie o to właśnie w tym wszystkim chodzi."

wtorek, 31 marca 2026

Agenturalno mafijny POPiS.

Agenturalno mafijny POPiS.

 Opanowana przez sterowanych z zagranicy doradców "Solidarność" stała się rozkładowa, nieodpowiedzialna i pasożytnicza. Bezpieka dokonała głębokiej infiltracji. Wyselekcjonowani przez gen. Kiszczaka  prominenci uczestniczyli w Simulacrum Okrągłego Stołu i firmowali  dalsze przestawienia. Brali udział w rozkradaniu kraju. Legendarna bieda Balcerowicza to ich życiowe osiągniecie. Jerzy Urban napisał w NIE to o czym już mówiła ulica - Co za rząd. Sami Żydzi i jeden Syryjczyk.
     
 Zdalnie sterowany z Berlina i Brukseli "oposition Fuhrer" czyli rozleniwiony Tusk nie będzie przed wyborami wymyślał 100 nowych konkretów. Przed najbliższymi wyborami ogłosi te same 100 konkretów co poprzednio. Elektorat Pedofilii Obywatelskiej przyjmie je z niepohamowanym entuzjazmem i orgazmem. Nowe hasło wyborcze dla ćwierć-mózgów podobne do ***** *** znów niezawodnie stworzy FSB z Moskwy dla "nasz człowiek w Warszawie"
Hasła wciąż będą aktualne:
- po wyborach paliwo będzie po 5,19 zł
- akademiki za 1 zł
- podniesiemy kwotę wolną od podatku
- diagnostyka bez limitów NFZ
- rozliczymy PiS
- rozpoczniemy budowę elektrowni atomowej
- itd itp
Słowo prawdy z ust Donalda Franciszka Tuska pada tylko w wyniku nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności i nieporozumienia.

Zdalnie sterowany przez USrael PiS to taka sama gangrena.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-kryzys-energetyczny-moze-przeksztalcic-sie-w-kryzys-finansowy-9104063.html
Komentarz men24a 
"Lech Kaczyński wielki Polak
Sprowadził do sejmu i pałacu prezydenckiego chanuke.
Zapoczątkował muzeum Polin.
W knesecie mówił że interesy Rzymian będą na pierwszym miejscu.
Przyznał rekordową ilość obywatelstwa polskiego Rzymianom
Zablokował ekshumację w Jedwabnem
Za PiSu nasz przyjaciel podpisał ustawę 447
Miliard USD na radę pokoju jako pierwsi chcieli wywieść z Polski.
Anżej Duda ciągle powtarzał że to Polin
Tacy to narodowcy i patrioci
Czekam aż wyprowadzą nas z UE i wezmą ten naród za......"

O tym czy zadłużona Polska zbankrutuje i kiedy zbankrutuje zadecyduje USA. Na razie jest potrzebna do futrowania Ukrainy i podtrzymywania wojny.  

poniedziałek, 30 marca 2026

27.12. Europa porzucona na trzy sposoby

 27.12. Europa porzucona na trzy sposoby
https://dziennikzarazy.pl/27-12-europa-porzucona-na-trzy-sposoby/
"Myślę, że już się wycwaniliśmy. Tu, u mnie na blogu, chyba się nauczyliśmy, że jak gruchnie coś ważnego (medialnie, dodajmy), to zapadamy w krzaki i… czekamy. Po co? Z trzech co najmniej powodów: po pierwsze – trzeba zobaczyć czy to naprawdę ważne. Jak nieważne to się tym nie zajmujemy. Nawet nie, że opowiadamy, że to nieważne, bo to część już zwycięstwa narracyjnych wrzucaczy – w ten sposób, nawet w kontekście negatywnym, zawłaszczają naszą uwagę, przekierowując ją w strony nieistotne. Po drugie – czekamy, aż wyjdą spod kamienia rzeczywiste robaczki kręcące sprawą. Po trzecie – co wynika z poprzedniego: przez aktorów-robaczków właściwych można zobaczyć, że jeśli już coś ważnego się stało, to dopiero wtedy widać jaki jest właściwy kontekst tych zdarzeń. I wtedy można oddzielić prawdę czasów od prawdy ekranu.

Amerykanie ostatnio opublikowali swoją długofalową strategię. Została ona poddana wielu ocenom, z różnych punktów, ale nie można jej odmówić powagi analitycznej i bezwzględnej logiki oraz dyscypliny. Dyscyplina polega tu na konsekwentnym wyciąganiu wniosków, nawet jeżeli te są smutne i nawet okrutne. To rzadkość w dzisiejszych postpolitycznych czasach, gdzie rządzi się prawdą czasu za pomocą prawdy ekranu. Nie będę tu brnął w analizę tego dokumentu, tylko spróbuję zastanowić się nad fenomenem – jeden i ten sam tekst został bowiem przeczytany na trzy różne sposoby, co może pokazywać nie tyle wieloznaczność jego przekazu, a ten jest bardzo klarowny, ale nastawienie oceniających go stron, a właściwie oceniających nie tyle sam przekaz, co jego konsekwencje. Takie rozstrzelenie ocen wynika bardziej z „chciejstwa”, czyli nastawienia a priori oceniaczy. To ciekawe zjawisko i stosunek do tego dokumentu pokazuje bardziej jak się mogą potoczyć losy świata w zależności nie od tego kto i jak je ocenia, ale od tego kto będzie miał sprawczość w procesie wdrażania swej interpretacji konsekwencji amerykańskiego dokumentu. Mamy tu trzy poważne podejścia i czwarte, malutkie. Pogadajmy o nich wszystkich, bo któreś z nich się utrze niedługo w koleinę, z której będzie później ciężko wyjść.

Wersja Tuska

Wersja Tuska nie jest jego autorstwa, bo poddaństwo, a o tym tu mówimy, ma formy zadane przez hegemona. Można się przyłączyć albo nie. Jedyna różnica może polegać na gradacji entuzjazmu w zastosowaniu się do poleceń. Mamy do czynienia z dwoistą postacią odniesienia się do propozycji Trumpa ze strony Unii Europejskiej, a właściwie Niemiec. Pierwszy element tej schizofrenii polega na tym, że pomstuje się na amerykańskiego prezydenta, że ten opuścił Europę. Ale tu też mamy dwoistość – przecież cały czas się pluło na niego, że się w Europę miesza, a więc jak tu pluć dalej, że przestał chcieć się mieszać. Ta naiwno-sprzeczna postawa jest fundowana ludowi. Ma pokazać, że zostaliśmy zdradzeni, a więc co? A więc mamy się sami ogarnąć. A któż nas ma ogarnąć jak nie Niemcy w unijnych rękawiczkach? Ta oficjalna narracja jest dla ludu, by stworzyć wrażenie zagrożenia. Bo przecież Putin cały czas dybie na Europę. Teraz ta, opuszczona przez Trumpa, nie ma co ze sobą zrobić, a więc trzeba się skupić pod światłym przywództwem, godzić na zwalanie zapaści gospodarczej na Putina, a teraz na USA, akceptować federalistyczne przyspieszenie. Byleby – uwaga! – wojna trwała.

Drugie podejście, to bardziej skrywane, jest w sumie radością europejskich, a właściwie niemieckich elit – wreszcie mamy wolną rękę, żeby bezkarnie poszaleć w Europie. Zrealizować – uwaga! – bezkrwawo idee czwartej Rzeszy z zapleczem podarowanej Niemcom gestem Trumpa Europy Środkowej, jako zaplecza produkcyjnego niemieckiej dominacji. Takie małe Chiny Niemcy dostaną, ale nie takie, które jak te właściwe, mogą się wybić na niezależność i podmiotowość. Te procesy będą Niemcy sami regulować w swoich rozproszonych koloniach. A więc lud się martwi, zaś elity się cieszą.

Co więc proponują Niemcy jako odpowiedź Trumpowi? Po pierwsze ogłąszają od dawna znany fakt końca pax americana, po drugie obiecują kontynuację pomocy dla „naszej wojny” na Ukrainie, po trzecie namawiają do konsolidacji sił zbrojnych w ramach armii europejskiej – w skrócie: wojska wjadą do Polski jako armia niemiecka i doczekają czasu, gdy przeobrażą się w wojska europejskie, zgadnijcie pod czyim dowództwem? A od armii europejskiej to już tylko krok do państwa federalnego Europy. Znowu – zgadnijcie pod czyim dowództwem? Unia aspiruje już do praktycznie wszystkich cech państwa federalnego: odbiera podmiotowość konstytucyjną państwom narodowym, reguluje ich podatki, obyczaje, oświatę, nie mówiąc już o systemie politycznym. Klamra militarna, czyli wspólna armia, domyka już ostatnie ogniwo łańcucha funkcji państwa i to bez rewolucji, potyczek – nawet głośniejszej debaty.

Co ciekawe – jak się popatrzy na te wszystkie warunki tych wszystkich europejskich programów zbrojeniowych, to Niemcy dostaną tę armię za pieniądze Europejczyków, co będzie stanowiło kuriozum: nowa Rzesza powstanie za pieniądze przyszłych poddanych, którzy złożą ją na poduszce własnych decyzji przed tronem Berlina. Mało tego – sprzęt się kupi Niemcom za nasze, ale kto będzie wojował? Ano jak to kto – ci co zawsze, odpadki po ludach „ziem skrwawionych”, czyli obszaru zgniotu, na którym Słowianie od lat płacą za zgrzyty w aktualnej wersji koncertu mocarstw. Na pancerzach niemieckich czołgów, kupionych za nasze, będą ginęli nasi, dowodzeni ze schronów przez niemieckich generałów. Taka jest odpowiedź wersji niemiecko-europejskiej na decyzje Trumpa: ok, nie chcesz nas bronić zdrajco, to sobie poradzimy sami (to wersja dla oburzonego ludu), ale tak, by na tym skorzystały Niemcy (tu wersja dla uradowanych niemieckich elit).

Ale Trump w swej decyzji mówił co innego: tu zasadza się sygnalizowana różnica interpretacji kroku USA. Każdy będzie czytał to po swojemu, choć powiedziano w tym dokumencie jasno co innego. Dla Trumpa wrogiem nie jest Europa, ale Europa dowodzona przez Unię. I Trump jest przeciwko Unii, nie Europie, co wyraźnie wybrzmiało w dodatkowym do strategii dokumencie, ale o konsekwencjach tego będziemy mówili dalej. A więc Trump powiedział mniej więcej tak: chcecie wojować – proszę bardzo, ale na swój rachunek. Ja mogę pozostawić parasol atomowy, zaś konwencjonalnie – zapraszam do kasy, płaćcie nam za sprzęt i wszystko na własny rachunek. A parasol nuklearny Trumpa oznacza tylko to, że zareaguje nukiem tylko wtedy jak się zaczną nukiem Rosjanie. Do tego momentu Europa jest sama naprzeciw Rosji i się bujajcie.

Europa udaje, że nie rozumie. Trump przeszedł już poziom wyżej – widzi Rosję jako partnera Stanów, nie wroga. Nie będzie więc finansował, a tym bardziej zabezpieczał via „boots on the ground” jakichkolwiek europejskich awantur. W ten sposób jego „ucieczka z Europy” jest gestem wobec Kremla i nie może Trump siedzieć okrakiem pomiędzy próbami zbratania się z Putinem, by go odciągać od Chin, a jednoczesnym wspieraniem europejskich awantur przeciwko Rosji, czynionych w dodatku nie tylko z powodów dętej ideologii walki o kontestowaną przecież niepodległość państw, tylko czynionej przez elity europejskie rachubie na powrót do interesów, jak już się za pieniądze wyciśnięte z wojny, przejdzie do biznesu jak zwykle. Po co Stany miałyby kredytować swym militarnym zagrożeniem interes, który – znowu – jest skierowany przeciwko nim?

Będziemy więc bronili pośrednio nie Europy, ale Unii przed skutkami opuszczenia kontynentu przez Amerykanów. Będziemy to czynili na nasz koszt, bez żadnego wpływu na ten proces, oczywiście jeśli obecne władze się nie zmienią. Bo żeby obecne władze same zmieniły swój stosunek do tej beznadziei bierności procesu, w którym nie uczestniczymy, a jednocześnie jesteśmy jego obiektem – nie wierzę. Nie po to te władze nam tu Niemcy ustanowili.

Wersja Bartosiaka

Jacek Bartosiak, szef think-tanku Strategy&Future, ma tu swoją wersję reakcji na opublikowaną strategię USA. Jest ona konsekwencją meandrów jego ocen, które – tak jak on uważa – zbierają się w ciąg logicznych i przewidzianych przez niego i jego organizację kroków. Od dawna sygnalizował on odejście USA od prymatu na świecie, jako konstatację faktu już dokonanego i tu się mu zgadza. Ale diagnozy diagnozami – najważniejsze co z tego wynika. Można mówić bowiem – „a nie mówiłem?” tylko nie przybliża nas to do żadnego rozwiązania.

A tu się Bartosiak mocno po drodze pogubił. Jeszcze niedawno prorokował, że jak się Europa za siebie nie weźmie, to będzie źle. Wcześniej wieszczył wielki PolUkr, że razem z największą armią Europy, jaką jest wedle niego armia ukraińska, to my możemy dyktować warunki Europie itd. Co z tego wyszło, to widać. Po takich wróżbach wychodzi na to, że armia ukraińska nie wygrywa, była i jest amią „na pożyczkę”, a pożyczkodawcy się właśnie zbiesili, zaś jej główny mankament, czyli siła żywa właśnie został wypuszczony na emigrację. Sytuacja się więc diametralnie różni od poprzednich rachub.

Najpierw popatrzmy co proponuje Bartosiak. Otóż uważa on, że skoro USA sobie idą, to w pewnym stopniu dla Bartosiaka to dobrze, bo ten akt pokaże rzeczywistą słabość pokładania nadziei w USA i – uwaga! – zmusi Europę do działania. Wcześniej, przy podobnej diagnozie, przechodził Bartosiak gładko, że Europejczycy powinni zrobić to czy tamto. To jest moment wskazujący duże braki w koncepcjach S&F. Diagnozy – owszem, zaś wnioski: od czapy. Ekspertyzy tego grona bardzo często abstrahują od realiów politycznych. Bo Europejczycy, czyli kto? Konkretnie – kto? Przywódcy poszczególnych państw, czy Unia Europejska? Widać, że w te procesy Unia się wtranżala bez żenady, zaś solistycznie przywódcy europejscy albo będą realizować mokre sny o potędze (Macron), albo czynić wszelkie odpornościowe ruchy jedynie w rachubie na własne, tu krajowe, korzyści, czyli kosztem innych państw. Takie postawienie sprawy czyni z wszelkich remediów Bartosiaka – pięknoduchową utopię.

Europa czyli kto? Przecież tu Niemcy, rękami Unii, będą blokowali wszystko, co nie jest w ich interesie. Tak samo propozycje wobec Polski – kompletnie utopijne. Żadnej własnej polityki: jak będzie w Polsce rządzić Tusk, to będzie robione to, co chcą Niemcy, jak Kaczyński – wszystko co chcą Amerykanie. Koniec, kropka. Nie można wyższościowo unosić się nad zgnilizną polskiej polityki i jednocześnie proponować jej nieosiągalne utopie. Nic z tego nie będzie. I kiedy S&F to zobaczyło wcale nie przeszło na poziom pragmatyczny swoich rekomendacji, poszło jeszcze bardziej w dziedzinę ułudy. Jaka jest więc obecna wersja reakcji Bartosiaka na strategię Trumpa? Otóż jest nią stworzenie własnej, trzeciej siły, realizującej swoje interesy, wbrew zakusom i Amerykanów, i Brukseli. 

Ma być stworzony południkowy pas sojuszu militarnego, oczywiście obok resztek NATO, z uczestnictwem takich krajów jak Finlandia, Polska, Ukraina i… Turcja, który ma złożyć całą strefę „strategicznej presji” na Rosję, która nie poważyłaby się otworzyć takiego frontu. To oznacza powiązanie się członków takiego „militarnego trójmorza” czymś w rodzaju artykułu Piątego, kiedy reagowano by wzdłuż granic z Rosją na atak na każdego z jej członków. W dodatku odczepiłoby to nas od inicjatyw Berlina, który – nagle – został zauważony przez Bartosiaka jako militarny problem. Piękne, co? Tylko całkowicie nierealne.

Jest to piękna instrukcja obsługi maszyny, która nigdy nie powstanie. Po pierwsze definiuje ona Rosję jako zagrożenie o genetycznie wręcz wdrukowanej inklinacji do agresji. Jest to myślenie dwudziestowieczne. Rosja może mieć swoje wpływy w Europie bez wojny kinetycznej, co jest obecnie niezauważane. Niemcy gadają z Rosjanami w Dubaju, zaś ludowi pokazują nowe czołgi „na Ruskich”. Po co Rosji Europa, zadzieranie z jeszcze żyjącym NATO? Można mieć kraje i kontynenty u stóp za pomocą samego zagrożenia, uzależnienia gospodarczego, agentury czy wpływów finansowych. I jest to w zasięgu Rosji. Bartosiak cały czas walczy o to, by Rosja nie siedziała przy europejskim stoliku decyzji. A ona cały czas tam siedzi i będzie siedzieć – nawet w czasie wojny Europa nie jest w stanie wyjść z jej kieszeni, na co długo pracował Kreml z Berlinem. Takich rzeczy nie załatwia się strzałem z armaty, i na takie rzeczy nie można skutecznie odpowiedzieć strzałem z armaty naszej.

Po drugie – znowu problem Bartosiaka – nie można abstrahować od twórcy. Kto ma zmontować taką układankę? Wiadomo, że nie Trump, bo to już Bartosiak ustalił. To ma się zrobić „samo”. Ot, Turcja, która od samego początku w sprawie wojny na Ukrainie siedzi na płocie, ma się nagle zaangażować przeciwko Putinowi? Bo co? W czyim interesie? W czyim interesie ma podtrzymywać nawet Ukrainę w wojnie, której beznadziejna kontynuacja może doprowadzić do kompletnego callapsu państwa już upadłego, co stworzy jej na północy dziurę strategiczną, zmieniającą cały układ regionu? Bo co? Bo Bartosiak tak chce?

A nawet Polska tego nie chce. Znowu – wróćmy do realiów. Kto ma tego chcieć? Proniemiecki Tusk ma budować militarną suwerenność poza systemem unijno-niemieckim? Ma to zrobić Kaczyński? Po pierwsze – ten nie rządzi. Po drugie – ten grał zawsze w amerykańską dutkę, a Amerykanie nigdy na takie coś nie pójdą, żeby poza ich kontrolą w Europie powstało takie cudo.

Dla nich, owszem, dobrze by było, by u boku Rosji pojawiła się jakaś militarna struktura, niezależna od europejskich ciołków niemocy, która, na wszelki wypadek – uwaga! – odgradzałaby zwariowaną Europę zachodnią od Rosji. On to może zrobić nie w celach skierowanych przeciwko Kremlowi, tylko przeciwko Brukseli. Bo to w brukselskich odjazdach widzą amerykanie zagrożenie. Oni tu się dogadują na światowe deale z Putinem, a tu sobie jakieś lewaki w mariażu z korporacjami wykombinują jakąś prowokację wysterowaną w Rosję, coś odpalą, dostaną wpierdziel i zaczną piszczeć – Ameryko, broń nas! I cały misterny (inna sprawa czy realizowalny) deal na odciągnięcie Rosji od Chin pójdzie się czochrać. Takie cuda ewokowane przez Bartosiaka nie powstaną bez inicjatywy Amerykanów, co dopiero skierowane przeciwko ich rachubom. A więc mamy do czynienia z utopią. Kolejną.

Wersja Lisickiego

Też nazywam ją na wyrost, bo nie jest to koncepcja naczelnego Do Rzeczy, tylko właściwe odczytanie dokumentu przygotowanego przez Waszyngton. Po pierwsze Lisicki przypomina oczywistość, co do której nawet zgadzał się i Bartosiak, czyli, że Stany się zwijają, bo już całej planety nie ogarniają, tracą przez rozczłonkowanie i muszą wychodzić z różnych miejsc w sposób uporządkowany na tyle, by pozostawiona sytuacja nie wygenerowała jeszcze większych problemów. Nie robi tego „na złość”, ale też nie dlatego, że straciły wpływ na wszystko.

Lisicki zwraca uwagę, że w dokumencie nie ma syndromu porzucenia Europy przez USA. Jest deklaracja porzucenia Europy, jeśli ta będzie szła drogą wytyczoną przez Unię. Tej Europy Trump nie ma zamiaru bronić. I jest to arcyciekawa konstatacja. To znaczy Trump obiecał protekcję, ale po pewnymi warunkami. Podstawowy to odejście od filarów postawionych przez Unię, jako swoją istotę, a które stanowią sprzeczność z byłymi już wartościami transatlantyckimi. Jest to kontynuacja deklaracji JD Vance z Monachium, że USA nie będą bronić Europy, dopóki ta będzie pod agendą lewacką, ze wszystkimi swoimi dążeniami do biurokratycznego autorytaryzmu, z dybaniem na wolność wypowiedzi włącznie. Jest to deklaracja nie do pogodzenia z obecnym stanem w Europie, godzi bowiem w podstawy ideologiczne projektu Unii Europejskiej. Jest więc to zadeklarowana wrogość projektów i to nieprzezwyciężalna. Oczywiście dopóki w Europie rządzi Unia. A że Unia to tylko narzędzie niemieckiej dominacji – jest to deklaracja wrogości wobec Berlina. Rękawica została rzucona, i jak widać po reakcji Berlina – podjęta (jak pisałem wcześniej), tyle, że kosztem innych krajów europejskich, z naszym na czele.

W drugiej, dodatkowej a nieujawnionej od razu, wersji strategii USA wskazane zostały kraje jako potencjalne „kasztelanie” pozostawione w Europie, którymi zainteresowane są Stany. Są to Austria, Węgry, Włochy i Polska. W rozdziale „Make Europe Great Again” to te kraje mają rozmontować unijnego kolosa na pożyczkowych nogach. To jest odpowiedź Trumpa na bajania o Trójmorzu. To także pokazuje, że jego podejście nie jest południkowo militarne. On nie chce zrobić zapory przed Rosją, z omówionych już względów, tylko polityczną zaporę przed Unią.

I wydaje się, że jedynie w oparciu o taką inicjatywę można montować coś militarnego. Będzie jakiś czynnik jednoczący i inicjujący, którego brakowało w koncepcji Bartosiaka. W dodatku jest to ciekawa propozycja z punktu widzenia politycznego. Obecnie nie widać bowiem większych europejskich ruchów, które w sposób realny mogłyby zagrozić unijnemu prymatowi w Europie. Pojawia się jednak czynnik zewnętrzny, amerykański, z czego warto byłoby skorzystać. Nie po to, by „zapisać się” do Amerykanów, tylko by uwolnić Europę, w tym Polskę, od tego jarzma, które ciągnie nas w rozwojową przepaść i ideologiczne nierozwiązywalne destrukcyjne spory. Jak to mają zrobić Amerykanie, to warto byłoby się przyłączyć, nawet tylko taktycznie. Taki układ niweluje prymat niemiecki na kontynencie i realizację idei kolejnej Rzeszy, które do tej pory kosztowały nas dwie wojny światowe, z trzecią – z tego samego powodu – wiszącą nad nami. A więc same korzyści.       

Stoimy więc przed dylematem – albo w Europie zrobią porządek Niemcy, albo Amerykanie. Każdy jak sobie udzieli na to pytanie odpowiedzi – będzie wiedział gdzie jest. Zaś mrzonki, że zrobimy to sami i „Europejczycy” i Polacy odsyłam do przemyśleń: jak mamy sobie ułożyć niezależny byt Europy abstrahując od rzeczywistych wektorów sił światowych, skoro tu u siebie, w Europie, czy w Polsce, sami ze sobą nie jesteśmy sobie w stanie poradzić?

Problem ten w przypadku Polski wymagałby przeprowadzenia procesu zmiany władzy. Za dwa lata będzie po ptokach. USA tu (jeszcze) nic nie robią, Berlin zaś szaleje, jakby to była ostatnia możliwość, ostatni taniec na Titanicu. Tusk, nie z głupoty przecież, tylko z misji, doprowadza do krańcowej zapaści Polski jako państwa. Szkody mogą być już nieodwracalne. Umacnia swoją, na szczęście tylko twitterową, władzę, ale systemowo niszczy i tak wątpliwy ustrój, chwieje szacunkiem obywateli do państwa, obniża do zera międzynarodową podmiotowość kraju.

Co ciekawe – wynika z tego, że w rozmontowaniu Unii USA widzą szansę na postawienie Europy na nogi, oczywiście w swoim – Ameryki – interesie. Obecnie Europa jest dla USA tylko obciążeniem. Siła Europy brała się z konkurowania ambitnych państw, dużą słabością tego konstruktu były konflikty zbrojne. Ale ta rywalizacja cywilizacyjnie promieniowała na świat. Jej konfliktowy potencjał miała mitygować idea Unii Europejskiej. Ale idea ta została przejęta przez lewactwo, co uczyniło ją instytucją zideologizowaną. A to ideologie, głównie w Europie w XX wieku, doprowadziły do konfliktów zbrojnych, które rozlały się na cały świat. Teraz jest tak samo – by obronić się przed negatywną oceną europejskiego projektu, w dealu lewactwa z korporacjonizmem, Unia jest gotowa wywołać konflikty, za które zapłacą narody z limes, obrzeży Europy. I skończy się tak jak w poprzednich wojnach, kiedy ci co je wywołali przy zielonym stoliku bezkarnie układali los już tylko niedoszłych ofiar swych postępków.

Wersja trzecia i pół

To Kaczyński i, niestety, prezydent Nawrocki. Jest bowiem jeszcze jedna wersja rozumienia dokumentu strategii amerykańskiej. Tą wersją rozumienia jest jego… niezrozumienie, a właściwie – wyparcie. Jest to liczenie, że wszystko się jakoś ułoży po staremu. Obecna sytuacja nie da pogodzić ze sobą opierania się na USA jako strategicznym partnerze i jednocześnie bycie antyrosyjskim. No, nie da się. I dlatego albo PiS to zrozumie, albo Amerykanie przestaną w swym dziele widzieć Polaków jako ludzi rozsądnych. Jeżeli w wielkiej grze Trump chce się dogadać z Putinem, to w Europie nie można zostawić jako swego przedstawiciela rządu i kraju oficjalnie deklarującego nieusuwalną do granic spotykania się, wrogość. No, nie da się. Jednocześnie ta pisowska antyrosyjskość zgrywa się z fałszywą – jak starałem się wykazać – wrogością Europy do Putina. A więc nie ma dla publiki żadnej różnicującej postawy pomiędzy Nawrockim i Tuskiem. Są jakieś wewnętrzne poboczności, ale w sprawie polityki międzynarodowej wygląda to tak samo. Wszyscy popierają Ukrainę w „naszej wojnie”, wyprujemy się z ostatków na pomoc Zełeńskiemu w konflikcie, który paradoksalnie im dłużej trwa, tym nasza pozycja bardziej słabnie. Będziemy w to inwestować PRZECIW intencjom Białego Domu, który jako jedyny zdaje się być zainteresowany pokojem.

I cały PiS jest zdruzgotany tą nieprzekraczalną granicą do przejścia, gdyż na tę narrację – wiecznego trwania animozji naszego odwiecznego wroga Rosji z Ameryką – postawił wszystkie żetony, nawet polską niepodległość. Zobaczymy czy PiS bardziej nienawidzi Rosji, niż kocha Polskę. Jak z tego wyjdzie – zobaczymy. Jeśli nie wyjdzie, to kto może być polskim partnerem dla amerykańskiej propozycji? Może nikt – i zostaniemy tak „pomiędzy”: szmaceni w Europie i odpuszczeni dzięki własnej głupocie przez Biały Dom. Znowu słabi, tak pomiędzy światowymi siłami, z własną, zawinioną bezradnością. "   

piątek, 27 marca 2026

„Czwarta zdrada Zachodu?”

 „Czwarta zdrada Zachodu?”
https://myslpolska.info/2026/03/27/czwarta-zdrada-zachodu/
"Myśl polityczna jest obciążona idealistycznym przekonaniem, że państwu polskiemu, w kolejnych jego edycjach historycznych i ustrojowych, należą się szczególne względy ze strony innych jednostek geopolitycznych, zwłaszcza mocarstw.

Na skutek niewoli rozbiorowej  ukształtowała się bowiem powszechnie hołubiona wśród poszlacheckich elit mitologia o ofiarności i poświęceniu dla innych (w myśl lelewelowskiego hasła „za naszą i waszą wolność”), która akcentuje  maksymalistyczne oczekiwania na wdzięczność i lojalność ze strony obcych. Jednostkowy i heroiczny udział Polaków w wojnach narodowo-wyzwoleńczych Stanów Zjednoczonych, epopei napoleońskiej czy Wiośnie Ludów, nie mówiąc o masowym i równie bohaterskim udziale na frontach wojen światowych w XX wieku, stanowi doskonałą pożywkę dla roszczeń, a nawet żądań, aby Polskę traktować w sposób szczególny.
Tymczasem zgodnie z tradycją realistyczną mocarstwa kierują się przede wszystkim swoimi interesami, nie zważając na sentymenty i altruizmy. Polityką mocarstw rządzi  dopasowywanie celów do realnych okoliczności (Realpolitik), nawet gdy dzieje się to kosztem słabszych partnerów czy sojuszników. Zobowiązania wobec nich mają zawsze charakter (tym)czasowy i podlegają dramatycznym rewizjom właśnie ze względu na zmieniającą się rzeczywistość.

Ta sytuacja rodzi jednak wśród słabszych uczestników stosunków międzynarodowych naturalne rozczarowania i poczucie krzywdy. Mają one związek z popularyzowaną przez Witolda Modzelewskiego polityczno-historyczną metaforą, używaną w polskim dyskursie narodowym od ponad stu lat – „zdrady Zachodu wobec Polski” („Polska-Rosja. Czy czeka nas ‘czwarta zdrada Zachodu’?”, Warszawa 2025). Podkreślam tu metaforyczny charakter tego zjawiska, gdyż „zdrada” nie jest kategorią wyjaśniającą w stosunkach międzynarodowych. To raczej przenośnia ze sfery społecznych relacji między ludźmi, operująca na gruncie moralności i emocji.

Zdrada w znaczeniu słownikowym, to świadome złamanie przysięgi, to odstępstwo od przyjętych w danej grupie odniesienia norm, wartości czy idei. W świecie polityki znany jest koncept zdrady stanu (także zdrady głównej), odnoszącej się do czynu godzącego w podstawy egzystencjalne państwa. Chodzi o przestępstwo (zbrodnię) wobec żywotnych interesów państwa, jego niepodległości, całości terytorialnej bądź konstytucyjnego ustroju politycznego. W różnych systemach prawnych za zdradę  stanu przewiduje się najwyższe kary. W Polsce te kwestie reguluje Kodeks karny w art. 127, przewidujący kary od 10 lat pozbawienia wolności do dożywocia. Innym pojęciem jest zdrada dyplomatyczna (odpowiednio art. 129).

Historyczne konotacje „zdrady”…

mają przede wszystkim wymiar wewnętrzny, sięgający konfederacji targowickiej – spisku magnackiego z 1792 roku. Odtąd nazwa „Targowica” stała się synonimem zdrady narodowej, grożącej realną zagładą państwa.  Paradoksem jest to, że każdy z dzisiejszych obozów politycznych na scenie politycznej gra przeciw drugiemu argumentem „zdrady”, co  w istocie oznacza podejrzenie kolaboracji z protektorami zewnętrznymi i liczenie na ich wsparcie w razie potrzeby.

Obie strony duopolu Koalicja Obywatelska-Prawo i Sprawiedliwość odbierają jako normalność  poparcie zewnętrzne dla swoich kandydatów na najwyższe stanowiska w państwie. Nie wywołuje to specjalnych protestów ani oburzenia. Dowodzi raczej słabości i podatności polskich elit politycznych, braku ich wewnątrzsterowności oraz niewiary w samodzielną moc sprawczą. Źródła tego tkwią w PRL, kiedy siły  opozycyjne wychodziły z przekonania, że antykomunistyczny i antysowiecki Zachód może je skutecznie wspierać w konfrontacji z ówczesną władzą. W zmienionych uwarunkowaniach geopolitycznych szukanie wsparcia u tych samych protektorów zewnętrznych doprowadziło do samowasalizacji. Warto zauważyć, że nigdy dotąd nie było tyle zarzutów w przestrzeni publicznej o wiernopoddańcze afiliacje amerykańskie, niemieckie, rosyjskie czy izraelskie głównych sił politycznych i ich notabli.
W stosunkach międzynarodowych zdrada odnosi się do wrogiej polityki, polegającej najczęściej na jawnym bądź skrytym odwróceniu zobowiązań sojuszniczych. Pojawiający się przy tym dysonans poznawczy oznacza, że każda ze stron inaczej postrzega sprzeczność między  deklaracjami i normami a stanem faktycznym. Kierowanie się wyłącznie własnym interesem przekreśla wagę zobowiązań prawnych i politycznych, przyjętych w określonych uwarunkowaniach sytuacyjnych. Zdradzający zwykle nie mają sobie nic do zarzucenia, a zdradzonym pozostaje rozczarowanie i poczucie krzywdy.

Historyk Andrzej Nowak upowszechnił w książce z 2015 roku „pierwszą zdradę Zachodu”, odnoszącą się do polityki Wielkiej Brytanii i części zachodnich elit podczas wojny polsko-bolszewickiej, które były gotowe przehandlować losy Polski („Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany appeasement”, Kraków 2015). Drugą zdradę wiąże się z wrześniem 1939 roku i następstwami regulacji Wielkiej Trójki z Teheranu, Jałty i Poczdamu. Zwłaszcza konferencję jałtańską przywołuje się jako przykład skrajnie przedmiotowego potraktowania Polski, „oddanej do sowieckiej strefy wpływów”. Zapomina się przy tym, że wszystkie warunki pokojów znanych z historii, które legły u podstaw nowych porządków geopolitycznych, były dyktowane przez zwycięzców. Trzecia zdrada Zachodu to przejęcie Polski po 1989 roku pod kuratelę neokolonialną. Polska stała się znowu pionkiem w układzie sił, rynkiem zbytu, strefą taniej pracy, a nie pełnoprawnym partnerem.

Czwarta zdrada Zachodu dzieje się na naszych oczach. Znów wietrzeją gwarancje bezpieczeństwa, deklaracje są składane na wyrost, a wiarygodność zobowiązań podszyta jest narastającą nieufnością. Używanie metafory „zdrady” nie ułatwia niestety zrozumienia zmieniających się motywacji działań mocarstwowych. W dobie otwartych kryzysów i gorących konfliktów o implikacjach globalnych, oskarżanie Zachodu o kolejną zdradę staje się wygodnym sposobem przerzucania odpowiedzialności za brak własnej dalekowzrocznej polityki.
Polska podobnie jak inne państwa europejskie, stanęła w obliczu „podwójnego szoku”, wywołanego z jednej strony przez odcięcie się USA od wojny na Ukrainie, a z drugiej przez faktyczne wypowiedzenie amerykańskich zobowiązań w ramach sojuszu północnoatlantyckiego. Jego podstawą jest kolektywna solidarność, gwarantowana w razie napaści na któregokolwiek z członków koalicji. Nikt nie przypuszczał, że może zaistnieć taka sytuacja, iż lider sojuszu wystąpi przeciw pozostałym i zmieni kwalifikację Rosji z wroga na partnera w grze mocarstwowej. W świetle dezynwoltury Donalda Trumpa NATO jest na granicy utrzymania swojej skuteczności. To sprawia, że obsesja na tle zdrady sojuszniczej na rzecz Rosji powraca ze zdwojoną siłą.

Źródła zdrady Zachodu…

tkwią w rozmaitych sferach – egoizmów narodowych, cynicznych interesów, ale także naturalnych przewag w rywalizacji o status potęgi. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej były w historii raczej przedmiotem niż podmiotem imperialistycznych gier. Polskę już w XVII wieku nazwano „Bożym igrzyskiem” (Krzysztof Opaliński), gdy ówczesne mocarstwa zdobyły dominację w środku Europy. Rzeczpospolita nigdy nie zaistniała jako ważny i samodzielny uczestnik systemu powestfalskiego, dlatego w zachodnich podręcznikach znajdujemy śladowe informacje o tej części świata na przestrzeni dziejów.

Ciągle żywe są więc kompleksy rodaków wynikające z peryferyjnego położenia w systemie zachodnim. Wpływają one na poczucie odrębności, a nawet obcości, nie mówiąc o niższości. Brakuje bowiem wspólnej tożsamości zachodniej. Zachód jest postrzegany przez pryzmat mitów i fantazmatów, życzeniowości i chciejstwa. W zbiorowej wyobraźni istnieje jako monolityczny zbiór, w którym wspólne cechy cywilizacyjne przeważają nad regionalnym odrębnościami. Tymczasem inaczej rozumie się pojęcie Zachodu w wymiarze geopolitycznym  i instytucjonalnym, inaczej natomiast w wymiarze kulturowym czy religijnym. W pojęciu Zachodu mieści się i Japonia, i Turcja, choć przecież  należą one do innych cywilizacji i tylko pozornie dzielą wartości ze Starą Europą.
W podejściu Polski do Zachodu dominuje pierwiastek instytucjonalny – przynależność sojusznicza i integracyjna do NATO i Unii Europejskiej. W dyskursie politycznym pobrzmiewa jednak dychotomia „my i oni”, co świadczy o słabym umocowaniu w kulturze wspólnotowej. Obserwację tę potwierdza także odbiór Polski na Zachodzie. W wielu miejscach i sytuacjach można odczuć, że nie wszędzie uznają Polaków za równoprawnych członków wspólnoty. Może właśnie z tego powodu, aby się uwiarygodnić, uciekamy z premedytacją od swojej oryginalnej tożsamości słowiańskiej i środkowoeuropejskiej.

Mimo prób pogodzenia jedności i odmienności, trudno nie zauważyć, że wymiana gospodarcza, współpraca polityczna, podróże, turystyka i migracje nie wytworzyły spontanicznie dotąd wspólnej dla wszystkich wizji świata. Ciągle dają o sobie znać dziedziczone i przekazywane z pokolenia na pokolenie urazy i pretensje, podsycane przez nacjonalistyczne doktryny i ruchy polityczne. Zwłaszcza stosunki polsko-niemieckie pełne są takich asocjacji.

Rozczarowania wynikają z poczucia ogromnej asymetrii bogactwa i dystansów cywilizacyjnych oraz różnic w strategiach bezpieczeństwa. Polska, niestety, nigdy nie wpisała się ze swoim potencjałem i zasobami w praktykowanie europejskiego (czyli zachodniego) systemu równoważenia sił (‘balance of power’). Zwłaszcza brytyjska i francuska tradycja dostarczają wiele przykładów, jak rozgrywano mniejsze i słabsze państwa, aby samemu wynieść jak najwięcej korzyści. Protekcjonalne i przedmiotowe traktowanie państw słabszych jest do dziś na porządku dziennym.

Fetysz „bezpieczeństwa”

Państwa „średniej rangi”, takie jak Polska, podejmują wiele wysiłku, aby udowodnić, że ich potencjał może mieć znaczenie w bilansie sił sojuszniczych. Temu służy mobilizacja zbrojeniowa, która jednak nie jest w stanie zapewnić państwu pełnego bezpieczeństwa w bardzo niebezpiecznym czy zagrożonym środowisku międzynarodowym. O wszystkim decyduje bowiem stosunek sił, którego ze względów obiektywnych nie można zmienić. Determinizm geopolityczny jest tu nieubłagany. Z tego powodu fałszywa jest teza, że gigantyczne zbrojenia automatycznie uczynią Polskę bezpieczną.

Tym bardziej, że syndrom zdrady Zachodu pozostaje trwałym obciążeniem polskiej psychiki narodowej. Wynika on z twardych uwarunkowań strukturalnych hierarchicznie zorganizowanego systemu międzynarodowego. Polska nie jest samodzielnym (wewnątrzsterownym) graczem (tak jak na przykład neosmańska Turcja), gdyż swoje bezpieczeństwo opiera na strategii ‘bandwagon’, czyli przyłączania się do jednego silnego protektora (tj. USA). Temu schronieniu się pod „parasolem” największego mocarstwa podporządkowane są wszystkie interesy zewnętrzne oraz podziały wewnątrzpolityczne w państwie. Zachód jest jednak rozdarty  między opcją hegemoniczną (atlantycką), związaną z potęgą Ameryki, i opcją europejską (kontynentalną), szukającą oparcia w Unii Europejskiej, a w istocie  w trójkącie Francja-Niemcy-Wielka Brytania. To rozdwojenie jest przyczyną napięć i dylematów, zwłaszcza podczas kryzysów, których jesteśmy świadkami.

Wyjściem z pułapek zastawianych na Polskę jest zbudowanie autonomicznej doktryny bezpieczeństwa, która pozwoli na nowo zdefiniować  priorytety sąsiedzkie oraz zrewidować szkodliwe antynomie, zwłaszcza bezmyślny antagonizm w stosunkach z Rosją i Białorusią. Szczególnie szkodliwym jest to, że Polska stała się zakładnikiem misyjności ideologicznej Zachodu przeciw Rosji, nawet gdy USA zmieniają w tej sprawie stanowisko.  Jej neoprometeizm, neojagiellonizm, czy irracjonalna rusofobia są dużym obciążeniem w poszukiwaniu jakiegoś modus vivendi  w stosunkach Zachodu z Rosją.
Warunkiem uniknięcia kolejnych rozczarowań jest rezygnacja rządzących z ról międzynarodowych, przypisywanych Polsce przez Zachód. To niezwykle trudne zadanie i niebezpieczna operacja psychologiczna, grożąca „utratą twarzy”. Nie bez powodu liderzy największych ugrupowań politycznych  z obawą spoglądają na partie „antysystemowe” (obie konfederacje), gdyż tylko one będą zdolne do rewizji dotychczasowej strategii i polityki.

Chodzi o to, aby odrzucić role harcownika, prowokatora i podżegacza wojennego, lokowania się w pozycji „rygla” Zachodu wobec Rosji, „klina” między Rosją a Niemcami oraz gorliwego obrońcy „wschodniej flanki” NATO i „państwa frontowego” jako ekspozycji zbrojnej Zachodu. Z tym wiąże się odejście od myślenia „wąskotunelowego”, opartego na militaryzacji i stosowaniu szkodliwej strategii rywalizacyjnej. Bezpieczeństwo państwa zależy przecież także od skutecznej dyplomacji, współpracy i współdziałania oraz akomodacji, a jak trzeba, to i uników. Widać zresztą przydatność tej palety środków w stosunkach między państwami BRICS czy Globalnego Południa.

Łączyć a nie dzielić

Patrząc z perspektywy konstruktywistycznej Polska mogłaby wykorzystać wiele nowych pomysłów na siebie, stając się rzeczywistym „centrum” Europy. Potrzebny jest powrót do inicjatyw w dziedzinie łączenia a nie dzielenia, zamykania konfliktów a nie jątrzenia. Tu wystarczyłaby jedna decyzja o zamknięciu ośrodka zaopatrzenia dla ukraińskiego frontu.

Aby uniknąć kolejnych rozczarowań, trzeba pozbyć się fałszywej świadomości, że  Polska jest najważniejszym protektorem Ukrainy z nadania Zachodu. Nie ma dowodów na to, że „koalicja chętnych” przewiduje dla Polski jakieś szczególne preferencje czy korzyści w powojennej odbudowie Ukrainy. Jest pewne, że wszystkie inwestycje infrastrukturalne będą oparte na kredytach, zatem polskie firmy będą zależne od pomocy rządowej. To oznacza kolejne zadłużenie Polski na rzecz Ukrainy, co spotyka się ze sprzeciwem społecznym, gdyż kredyty te należą do niespłacalnych. Polskie władze muszą wiedzieć już dziś, że  największe korzyści na Ukrainie osiągną ci, którzy opanowali zasoby tego państwa, od ziemi rolnej po surowce oraz kontrolują ośrodki przemysłowe. Niemałą, a może najważniejszą rolę w tej sferze interesów mają do odegrania Niemcy, które bynajmniej nie skrywają swoich apetytów.

Mimo różnych przeciwności i niejako w obronie przed kolejną zdradą Zachodu polskie rządy będą usilnie trzymać się kwestii ukraińskiej, choćby miała ona przynieść więcej szkód niż pożytku. Rządzący Polską boją się bowiem pozostania ze swoimi problemami bez wsparcia państw zachodnich, zwłaszcza gdy władzę w perspektywie kolejnych wyborów może zdominować antyeuropejska prawica. Z tego powodu kontynuacja wojny na Ukrainie leży w interesie dzisiejszych władz, gdyż mogą straszyć społeczeństwo ciągłym zagrożeniem ze strony Rosji, a na Zachodzie utrzymywać przekonanie o swojej niezawodności i niezastępowalności.

Widmo UkroPolu

Obecnie przycichły wprawdzie głosy o sojuszu polsko-ukraińskim, ale to nie oznacza, że w kręgach rządowych nie projektuje się różnych formatów zbliżenia po tak czy inaczej zakończonej wojnie. Dla wielu powojenna rekonstrukcja miałaby być impulsem do trwałego związania obu państw siecią wspólnych interesów transportowych, logistycznych i gospodarczych.

Oswajanie z banderyzmem jako ideologią państwową, branie na swoje barki coraz większych zobowiązań finansowych czy rezygnacja strony polskiej z rozliczenia się Ukraińców z tragiczną historią, to oznaki coraz silniejszego identyfikowania się polskich rządów z interesami kijowskiego establishmentu. To działanie asekuracyjne przed osamotnieniem, na wypadek, gdyby także Europa po Stanach Zjednoczonych porzuciła Ukrainę. Już dzisiaj wiele wskazuje na to, że Rosja osiągnie swój główny cel, tj. uniemożliwienie Ukrainie przystąpienia do sojuszu północnoatlantyckiego. Zachowa swoje zdobycze terytorialne i będzie wywierać wpływ na system polityczny, jaki powstanie na Ukrainie po konflikcie.
Wbrew umocnieniu Rosji w globalnym układzie sił, Polska nie zrezygnuje  ze swojego „mesjanizmu” i „parcia na Wschód”. Chodzi przede wszystkim o wykorzystanie nacjonalistycznej Ukrainy na rzecz konsolidacji działań antyrosyjskich w przestrzeni bałtycko-czarnomorskiej. W tym sprzężeniu nie ma miejsca na jakąkolwiek racjonalność, czyli poszukiwanie zbieżnych interesów z Federacją Rosyjską. Nie ma też mowy na tym etapie działań wojennych na jakąkolwiek normalizację stosunków wzajemnych, nie mówiąc o pojednaniu."