Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata
https://huabinoliver.substack.com/p/another-way-to-compare-the-worlds
"Istnieje wiele sposobów porównywania wielkości gospodarek.
Najpopularniejszą metodą jest nominalny PKB, oparty na kursach wymiany różnych walut. Według tego standardu Stany Zjednoczone mają największą gospodarkę świata, z wartością 30,5 bln USD w 2025 roku, czyli około 50% większą niż Chiny, których PKB wynosi 19,4 bln USD.
Innym popularnym wskaźnikiem jest PKB według parytetu siły nabywczej (PPP), który uwzględnia poziom cen i lokalne koszty utrzymania. Według tego wskaźnika wielkość chińskiej gospodarki wynosi około 41 bilionów dolarów, w porównaniu z 31 bilionami dolarów w USA.
Ekonomiści wykorzystują również dane wyjściowe różnych sektorów, aby porównywać różne gospodarki na bardziej szczegółowym poziomie.
Na przykład, Chiny produkują 35 milionów samochodów w 2025 roku, w porównaniu z 10 milionami w USA. Chiny produkują 960 milionów ton stali i 1,7 miliarda ton cementu, w porównaniu z 82 milionami ton stali i 86 milionami ton cementu w USA. Chiny mają około 60% udziału w globalnym rynku transportu morskiego, w porównaniu z 0,1% w USA.
Z drugiej strony, sektor FIRE (finanse, ubezpieczenia i nieruchomości) w USA wygenerował PKB w wysokości 6 bilionów dolarów w 2025 roku, w porównaniu z 2,5 biliona dolarów w Chinach. Amerykański sektor opieki zdrowotnej wygenerował PKB w wysokości 5,3 biliona dolarów, w porównaniu z 1 bilionem dolarów w Chinach.
Oczywiste jest, że struktura obu gospodarek znacznie się różni i niełatwo ją porównywać.
Czy istnieje obiektywny, ilościowy i niepodważalny wskaźnik pozwalający na porównywanie gospodarek na poziomie podstawowym?
Produkcja i zużycie energii jako wskaźnik wyników gospodarczych
Ostatnio obserwuje się duże zainteresowanie rolą energii w nowej erze sztucznej inteligencji.
Nagle słyszymy od prominentnych osobistości z Doliny Krzemowej i ekspertów z Wall Street, że energia ma kluczowe znaczenie w wyścigu sztucznej inteligencji, a ten, kto wyprodukuje więcej energii, zadecyduje o tym, kto będzie rządził w erze sztucznej inteligencji. Energię uważa się obecnie za wyznacznik potęgi kraju.
W rzeczywistości nie jest to wcale nowy pomysł. W 1964 roku rosyjski naukowiec Nikołaj Kardaszew stworzył skalę Kardaszewa , która miała mierzyć poziom zaawansowania cywilizacji planetarnej. Zamiast oceniać inteligencję i kreatywność danej cywilizacji, skala Kardaszewa skupia się na jednym: ilości energii, jaką jest w stanie wytworzyć i wykorzystać. Im więcej energii dana cywilizacja jest w stanie kontrolować, tym wyższą pozycję zajmuje w skali.
Skala sklasyfikowała trzy typy cywilizacji planetarnych (typ 1 do 3) na podstawie ich różnych poziomów zdolności do wytwarzania energii z zasobów własnej planety i galaktyki. Według naukowca Carla Sagana, według tego standardu rasa ludzka ma typ 0,73.
Chiny są największym producentem energii i prądu na świecie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) produkują około 33% globalnej energii elektrycznej, w porównaniu z 14% w USA.
Łączna zainstalowana moc w Chinach osiągnęła około 3890 gigawatów (GW), co stanowi prawie trzykrotność całkowitej mocy bazowej USA wynoszącej 1373 GW. Chiny prześcignęły Stany Zjednoczone pod względem produkcji i zużycia energii elektrycznej od 2011 r. Ilość nowych mocy wytwórczych, które Chiny wybudowały tylko od 2021 r., jest większa niż cała sieć energetyczna USA.
Pod względem miksu energetycznego Chiny zbudowały największy na świecie system energii odnawialnej. Całkowita moc odnawialna Chin (ponad 1800 GW) jest większa niż cała moc elektryczna USA.
Chiny zwiększają produkcję zielonej energii szybciej niż jakikolwiek inny kraj w historii, instalując więcej czystej energii niż reszta świata razem wzięta. Chiny odpowiadają za ponad 37% do 40% światowej energii elektrycznej wytwarzanej z energii słonecznej i wiatrowej. Korzystając z ogromnej infrastruktury, takiej jak Zapora Trzech Przełomów, Chiny produkują około 30% światowej energii wodnej.
Chiny produkują 92% światowych modułów słonecznych i 82% turbin wiatrowych. W Chinach buduje się 36 reaktorów jądrowych, co odpowiada łącznej liczbie wszystkich reszcie świata.
Chiny dodały łącznie 543 gigawaty (GW) nowej mocy wytwórczej ze wszystkich źródeł energii do 2025 roku, z czego 60% pochodziło z energii odnawialnej. Stany Zjednoczone dodały 64 GW w 2025 roku, napędzane popytem na centra danych AI. Dla porównania, całkowita zainstalowana moc elektryczna w Niemczech, największych w Europie, wynosi 290 GW.
Indeks Hamiltona: Pomiar konkurencyjności przemysłowej krajów
Indeks Hamiltona to wskaźnik ekonomiczny, który mierzy, jak dobrze kraje konkurują ze sobą w 10 strategicznie ważnych branżach zaawansowanych technologii.
Indeks został stworzony przez waszyngtońską Fundację Technologii Informatycznych i Innowacji (ITIF) , jeden z czołowych ośrodków analitycznych zajmujących się ekonomią, i śledzi branże mające kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa narodowego, jak i handlu międzynarodowego.
Nazwa pochodzi od imienia Alexandra Hamiltona, pierwszego Sekretarza Skarbu USA, który propagował ideę budowy silnej krajowej bazy produkcyjnej.
Indeks służy jako kontrola kondycji przemysłowej kraju. Zamiast analizować standardowe budownictwo czy prosty handel detaliczny, indeks Hamiltona agreguje globalne udziały w rynku i wartość dodaną dla 10 kluczowych branż, w tym:
Komputery, elektronika i mikroprocesory
Usługi informatyczne i oprogramowania
Produkty farmaceutyczne
Pojazdy silnikowe
Urządzenia elektryczne, takie jak transformatory i turbiny
Maszyny i urządzenia
Chemikalia
Metale podstawowe i metale przetworzone
Inny sprzęt transportowy (np. samoloty i pociągi)
Indeks nie klasyfikuje krajów wyłącznie według tego, który jest największy. Zamiast tego wykorzystuje wzór matematyczny zwany ilorazem lokalizacji (LQ), aby sprawdzić, jak bardzo dany kraj koncentruje swoją gospodarkę na tych technologiach w porównaniu z resztą świata. Wskaźnik LQ równy 1,0 oznacza, że kraj idealnie wpisuje się w średnią światową. Wskaźnik LQ powyżej 1,0 sugeruje, że kraj jest wysoce wyspecjalizowany i „osiąga ponadprzeciętne wyniki” w zakresie produkcji high-tech. Wskaźnik LQ poniżej 1,0 oznacza, że kraj pozostaje w tyle i zbyt mocno opiera się na innych dziedzinach, takich jak rolnictwo, finanse i podstawowa turystyka.
Wyniki indeksu Hamiltona wskazują na ogromną zmianę w globalnym układzie sił:
Chiny dominują: Chiny przekroczyły średnią światową z wskaźnikiem LQ na poziomie 1,36 , co oznacza, że ich gospodarka jest o 36% bardziej skoncentrowana na branżach high-tech niż średnia światowa. Chiny odpowiadają za ponad 30% światowej produkcji w tych 10 dziedzinach i przodują na świecie w 7 z 10 kategorii.
Stany Zjednoczone pozostają w tyle: USA plasują się poniżej średniej światowej z wskaźnikiem LQ wynoszącym 0,88 . Mimo że Stany Zjednoczone mają ogromne firmy zajmujące się oprogramowaniem i technologiami, ich rzeczywista baza produkcyjna sprzętu i elektroniki skurczyła się. Aby dorównać chińskiemu rozwojowi technologicznemu, Stany Zjednoczone musiałyby rocznie zwiększać produkcję zaawansowanych technologii o 1,5 biliona dolarów.
Audyt termodynamiczny: gospodarka realna kontra iluzja nominalna
Przez ponad stulecie globalną hierarchię wyznaczał jeden, niepodważalny wskaźnik: Produkt Krajowy Brutto (PKB).
Uczono nas, że naród, który ma najwyższą wartość rynkową dóbr i usług, jest najbardziej rozwinięty.
Jednak w połowie lat dwudziestych XXI wieku pojawił się zasadniczy kryzys pomiarów. Ponieważ strategie gospodarcze USA i Chin różnią się od siebie – jedna stawia na „bity i przepływy finansowe”, a druga na „atomy i przepustowość energii” – tradycyjny wskaźnik PKB przestaje odzwierciedlać prawdziwy rozkład sił.
Jeśli zastosujemy skalę Kardaszewa , która klasyfikuje cywilizacje według ich zdolności do wykorzystywania energii, oraz indeks Hamiltona , który śledzi dominację w zakresie produkcji fizycznej, wyłoni się inna rzeczywistość. Zgodnie z tymi standardami termodynamicznymi, „prawdziwa” gospodarka oddala się od Zachodu, co pokazuje, że bogactwo nominalne może być przykrywką dla fizycznej stagnacji.
Pułapka nominalna: PKB jako wskaźnik stagnacji
W 2026 roku Stany Zjednoczone pozostają największą gospodarką świata pod względem nominalnego PKB. Jednak dokładna analiza tych danych ujawnia zdumiewający brak metabolizmu fizycznego.
Około 80% PKB USA pochodzi z sektora usług — szerokiej kategorii obejmującej działalności o wysokiej wartości, takie jak inżynieria oprogramowania i badania medyczne, ale zdominowanej przez usługi finansowe, ubezpieczenia i „czynsz przypisany” (teoretyczna wartość, jaką płacą sobie właściciele domów).
Tego typu działalność jest „energooszczędna”. Kancelaria prawnicza w Waszyngtonie może generować 500 milionów dolarów rocznego przychodu, zużywając jednocześnie mniej energii elektrycznej niż pojedyncza średniej wielkości fabryka form wtryskowych w Guangdong. W świecie nominalnym kancelaria prawnicza jest „większa”. W świecie fizycznym prawdziwą jednostką potęgi cywilizacyjnej jest fabryka.
Rezultatem jest oddzielenie bogactwa od energii. Podczas gdy PKB USA nadal rośnie w umiarkowanym tempie 2–3%, całkowite zużycie energii elektrycznej od dwóch dekad pozostaje na stałym poziomie, oscylując wokół 4,1 biliona kWh.
To cecha charakterystyczna „ gospodarki rentierskiej ” – systemu, który rozwija się poprzez podnoszenie cen istniejących aktywów i usług, a nie poprzez rozszerzanie swojego fizycznego panowania nad otoczeniem.
Jeśli elektryczność jest „pulsem” realnej gospodarki, to do roku 2026 Chiny staną się supermocarstwem zupełnie innego rodzaju. W 2025 r. roczne zużycie energii w Chinach przekroczyło 10,4 biliona kWh. To oszałamiający kamień milowy, dzięki któremu Chiny stały się pierwszym krajem w historii, który przekroczył granicę 10 bilionów.
Aby zrozumieć skalę tej gospodarki fizycznej, rozważmy następujące porównania:
Całkowita produkcja: Sieć energetyczna Chin jest obecnie około 2,5 do 3 razy większa niż sieć USA
Różnica wzrostu: Tylko w 2025 roku Chiny dodały 540 GW nowej mocy wytwórczej. Ten roczny przyrost stanowi prawie połowę całkowitej mocy zainstalowanej w całej sieci energetycznej w USA.
Gwałtowny wzrost „nowej trójki”: wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w Chinach jest napędzany przez branże określane jako „nowa trójka”: pojazdy elektryczne (EV), akumulatory litowo-jonowe i panele fotowoltaiczne.
W 2025 r. zużycie energii elektrycznej wykorzystywanej wyłącznie do produkcji pojazdów elektrycznych i urządzeń wiatrowych wzrosło odpowiednio o 20% i 30%. Podczas gdy USA świętują „efektywność energetyczną”, Chiny stosują „intensywność energetyczną”.
W ujęciu Kardaszewa Chiny zachowują się jak cywilizacja próbująca przeskoczyć na wyższy poziom złożoności, podczas gdy USA zachowują się jak cywilizacja próbująca utrzymać swój obecny stan przy mniejszej liczbie kalorii.
Indeks Hamiltona i opanowanie atomów
Rozbieżność jest najbardziej widoczna w indeksie Hamiltona. Chiny wytwarzają blisko 1/3 światowej produkcji w 10 kluczowych branżach i 36% powyżej średniej światowej gęstości przemysłowej.
Stany Zjednoczone są o 12% poniżej średniej światowej pod względem gęstości przemysłowej. Aby dorównać chińskiemu poziomowi intensywności przemysłowej w stosunku do swojej gospodarki, Stany Zjednoczone musiałyby zwiększać produkcję przemysłową o 1,5 biliona dolarów rocznie. Ta luka w „realnej gospodarce” jest powodem, dla którego Chiny produkują 52% światowej stali, podczas gdy udział USA wynosi 4,4%. Obok paneli słonecznych i pojazdów elektrycznych nie są to jedynie „towary”, lecz podstawowe elementy cywilizacji typu 1.
Nie da się zbudować sfery Dysona ani nawet krajowej sieci kolei dużych prędkości za pomocą „usług finansowych”. Buduje się je ze stali, krzemu i ogromnych ilości energii elektrycznej.
Boom na sztuczną inteligencję: powrót do fizyki
Jednym sektorem, w którym Stany Zjednoczone na nowo odkrywają znaczenie energetyki, jest sztuczna inteligencja. W 2026 r. centra danych oficjalnie osiągnęły granicę: zużywają obecnie 6% całej energii elektrycznej w USA, co wywołało sprzeciw polityczny i ostrzeżenia o niestabilności sieci. Rozwój sztucznej inteligencji dowodzi, że nawet „cyfrowa” gospodarka w pewnym momencie osiąga swoje fizyczne granice. Pojedynczy klaster szkoleniowy AI wysokiej klasy może wymagać 100 MW mocy – co odpowiada mocy małego miasta. Zmusza to Stany Zjednoczone do ponownego rozważenia strategii „bity ponad atomy”. Po raz pierwszy od trzydziestu lat amerykańscy giganci technologiczni inwestują bezpośrednio w energię jądrową (SMR), ponieważ zdali sobie sprawę, że inteligencja jest funkcją energii.
Wyrok Kardaszewa
Ludzkość znajduje się obecnie na poziomie około 0,73 w skali Kardaszewa. Aby osiągnąć Typ 1 – panowanie nad planetami – musimy zwiększyć wykorzystanie energii o rzędy wielkości.
Chiny próbują osiągnąć sukces metodą „brutalnej siły”. Będąc światowym liderem w dziedzinie reaktorów jądrowych czwartej generacji i bijąc rekordy czasu trwania plazmy termojądrowej („Eksperymentalny Zaawansowany Nadprzewodzący Tokamak”), budują sprzęt cywilizacji typu 1.
Stany Zjednoczone próbują osiągnąć „algorytmiczny” wzrost. Liczą na to, że lepsze oprogramowanie (AI) i efektywność finansowa pozwolą im utrzymać pozycję lidera bez konieczności posiadania takiej samej fizycznej obecności. Jednak historia pokazuje, że po „atomach” zawsze następują „bity”.
W XIX wieku panowaniem w dziedzinie globalnych finansów (bity) cieszyło się Imperium Brytyjskie, jednak zostało ono wyprzedzone przez Stany Zjednoczone, ponieważ to one opanowały budowę silnika spalinowego, sieci elektrycznych i masową produkcję (atomy).
Jeśli zdefiniujemy „gospodarkę realną” jako zdolność do przekształcania świata fizycznego, wówczas wynik będzie jasny: gospodarka realna Chin jest znacznie większa i bardziej rozwinięta niż gospodarka Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, co mówią liczby dotyczące PKB.
Choć Stany Zjednoczone pozostają władcami „nominalnego” świata – posiadającymi walutę rezerwową i dominujące indeksy giełdowe – to w obliczu kryzysu te konstrukcje społeczne mogą zaniknąć.
Kilowatogodziny, tonaż stali i nocne natężenie światła rejestrowane przez satelity to nie konstrukty społeczne. To fakty termodynamiczne.
Gdy zbliżamy się do połowy XXI wieku, naród, który traktuje energię jako swoją główną walutę, będzie tym, który będzie dyktować warunki ludzkiego postępu. Stany Zjednoczone i cały Zachód muszą zdecydować, czy zadowolą się rolą drogiej, „butikowej” cywilizacji, czy też powrócą do ciężkiej, energochłonnej pracy nad budowaniem przyszłości.
Wszechświat ostatecznie nie interesuje się twoim PKB; interesuje go tylko twoja władza."
Matusiak
czwartek, 18 czerwca 2026
Inny sposób porównania dwóch największych gospodarek świata
środa, 17 czerwca 2026
Zła karma wróciła do szajki sanacji
Zła karma wróciła do szajki sanacji
Polska po zamachu stanu Piłsudskiego szybko staczała się po równi pochyłej. Uzurpacyjna sanacja to rząd kakistokracji czyli najgorszych z najgorszych i jednocześnie kleptokracji czyli złodziei. Sanacyjna szajka uważała się za elitę i okradała biedujących Polaków bez skrupułów ! Faszystowska dyktatura Piłsudskiego była złem wcielonym.
W świetle dowodów faszystowska dyktatura sanacji wcale nie była aksamitna jak to fałszywie prezentowana jest w III RP. Mordowała i prześladowała przeciwników politycznych. Urządziła obóz koncentracyjny. Strzelała do protestujących chłopów. Francuzi i Anglicy uważali sanacje za sojusznika Hitlera ! Jednym z nielicznych historyków i politologów uczciwie przedstawiających zbrodniczą faszystowską dyktaturę sanacji jest prof. Adam Wielomski.
Największą zbrodnią sanacji było straszliwe zdewastowanie Polski przez Wielki Kryzys i doprowadzenie do wojny. Tak ! Doprowadzenie do wojny. Gdy szajka zorientowała się jakie są tragiczne skutki rządów złodziei i idiotów zaczęła fałszować statystykę.
Po wojnie dyktatury faszystowskie i ich kolaborantów szybko osądzono. We Francji w ruch poszły gilotyny ale wiele osób publicznie zatłuczono. III RP nie potrafi rozliczyć się z sanacją i jej ostro potępić.
Vojtech Tuka to premier i minister spraw zagranicznych faszystowskiego Państwa Słowackiego do 1944 roku. Gagatek został schwytany przez sowietów. Po uczciwym procesie w 1946 został skazany na śmierć i powieszony mimo iż był w tamtym czasie częściowo sparaliżowany. Tak należało zrobić.
Utrzymanie dworu śmiecia Mościckiego kosztowało tyle ile zarobki 600 robotników rolnych !
Bardzo niezdrowe stosunki panowały w "armii". W istocie stanowiska były wysokopłatnymi synekurami kleptokracji. Przyjmowano do wojska tylko po układach i znajomości.
Po haniebnej ucieczce członków szajki sanacyjnej, Polski rząd we Francji osadził ją w pieszczotliwym obozie ale chciał wydzierżawić od rządu Francji więzienie i tam osadzić i sądzić szajkę. Po upadku Francji szajkę osadzono w obozach w Wielkiej Brytanii.
Sowieci ogromną większość schwytanych żołnierzy i podoficerów zwolnili. Zatrzymali oficerów, osadników wojskowych, policjantów i wyższych urzędników. Byli oni wielokrotnie przesłuchani. Zadanie to Sowieci powierzyli osobom wykształconym i obytym. Nie stosowano przymusu ani gróźb. Gdy przesłuchiwani nie uczestniczyli w prześladowaniu robotników i chłopów oraz oświadczali że akceptują nowe porządki i podejmą każdą wskazaną im pracę (wróg klasowy władzy sowieckiej nie pracuje - biblijne kto nie pracuje niech nie je ) a w przyszłości może służbę wojskową, byli zwalniani ale często przymusowo przesiedlani lub kierowani do obozu pracy przymusowej. Ważne było ochotnicze podjęcie pracy w obozie (wróg klasowy chce wyzyskiwać i pasożytować a nie pracować) i nawet osoby podejrzane dla władzy sowietów zwalniano.
W tajnej notatce do Józefa Stalina (794/Б) stwierdzono że ogółem 57 % przesłuchanych Polaków stanowi zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej i NKWD uważa za uzasadnione:
"rozstrzelanie 14,7 tys. jeńców i 11 tys. więźniów, bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia"
Po przeglądzie około 21 tysięcy zostało zlikwidowanych.
Zasada że prawo nie działa wstecz ma zastosowanie jedynie dla uczciwych rządów. Trybunał Norymberski sądził zaś podejrzanych ze związku przestępczego. Sama przynależność do SS jako związku zbrodniczego była uznana za przestępstwo. Według identycznej logiki sowieci uznali sanacje za związek przestępczy.
Artystyczny rekiet
Artystyczny rekiet
https://gf24.pl/48649/artystyczny-rekiet/
"Pani minister, wprawiona w profesjonalnym pasożytnictwie, po objęciu publicznego skarbczyka z kasą na kulturę postanowiła się podzielić z podobnymi sobie – tym hojniej, że to przecież nie są jej pieniądze, więc co to jej szkodzi?
Pani minister Marta Cienkowska nie ustaje w wysiłkach, by przychylić nieba artystycznej braci – a konkretnie tym, którzy świadomie podjęli ryzyko wyboru takiej, a nie innej ścieżki życiowej. Teraz zorientowali się, że nikt nie chce ich słuchać, oglądać ani kupować wykwitów ich często nader wątpliwego talentu. Wskutek tego nie dość, że już teraz ledwie wiążą koniec z końcem, to na dodatek na emeryturze czeka ich widmo popadnięcia w skrajne ubóstwo. W związku z tym najpierw rozszerzyła (najprawdopodobniej bezprawnie, o czym mówiliśmy tutaj niedawno) opłatę reprograficzną, z tytułu której do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi trafi dodatkowo 150–200 mln zł rocznie, teraz natomiast wysmażyła przyjęty przez rząd projekt ustawy o dopłatach do ZUS dla artystów, których średni dochód z ostatnich trzech lat nie przekroczył 125 proc. dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia. Na dzień dzisiejszy oznacza to, że wspomniany przywilej będzie przysługiwał artystom o rocznym dochodzie do 72 115 zł, czyli nieco ponad 6009 zł miesięcznie.
Projekt spotkał się z powszechnym społecznym oburzeniem i trudno się dziwić, gdyż wg danych z 2025 r. aż 10 proc. pracowników (dolny decyl) otrzymywało wynagrodzenie najwyżej na poziomie 4666 zł, pensję minimalną zarabia natomiast 3,5 mln Polaków. Im jednak jakoś nikt do ZUS-u nie dopłaca. Co więcej – wychodzi na to, że właśnie oni będą pośrednio dorzucać się ze swoich podatków na dopłaty do artystycznych emerytur. Zasadnym staje się więc pytanie, dlaczego akurat artyści zasługują na specjalne traktowanie?Dla nikogo nie jest tajemnicą, że zawód artysty obarczony jest poważnym ryzykiem, o czym dowiadują się już uczniowie przy okazji omawiania satyry Adama Naruszewicza „Chudy literat”. Taka specyfika branży: odsiew jest brutalny, co sprawia, że z uprawiania sztuki mogą utrzymać się nieliczni – najbardziej utalentowani, najbardziej zdeterminowani, wreszcie tacy, którym się poszczęściło. Każdy zna historie o pisarzach latami kołaczących do drzwi wydawców czy o aktorach zaludniających hollywoodzkie knajpy i oczekujących na szansę na karierę. Harrison Ford, zanim otrzymał przełomową rolę w „Gwiezdnych Wojnach”, zajmował się stolarstwem, żeby zapewnić byt rodzinie. Jeśli zatem ktoś decyduje się na niepewny los artysty, to może zawczasu czuć się ostrzeżony. Nikt jakoś nie rozczula się nad ofiarami coraz częstszych ostatnio zwolnień grupowych ani nad pracownikami wypychanymi na umowy śmieciowe. Dla nich przez cały okres transformacji zarezerwowany był jeden, podszyty klasistowską pogardą przekaz: nie dajesz sobie rady na wolnym rynku? To załóż firmę, zmień pracę, weź kredyt, wyemigruj na zmywak, przebranżów się… Pytanie, co powstrzymuje artystów, którym się nie wiedzie, od skorzystania z tych bezcennych rad?
Osobną kategorię stanowią ci, którzy przez większość kariery pobierali sute gaże, byli gwiazdami kina i estrady, a teraz płaczą nad groszowymi emeryturami, bo albo nie płacili składek, bo nie musieli, albo uiszczali je na najniższym możliwym poziomie. Do nich też ma dopłacać przysłowiowa kasjerka tyrająca w dyskoncie? Podsumowując ten wątek – mamy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością i kompletnie bezzasadnym uprzywilejowaniem jednej grupy zawodowej, swoistym rekietem wymuszonym od reszty społeczeństwa.
Na tym jednak nie koniec. Aby załapać się na dobrodziejstwa ustawy, trzeba będzie otrzymać status „artysty zawodowego” przyznawany przez dyrektora Centrum Edukacji Artystycznej i Pracy Artystycznej – za artystę zatem będzie uznawany tylko ten, kto dostanie urzędowy papier. Taka osoba musi wykonywać swój zawód osobiście, w sposób stały i ukierunkowany na odbiorcę zewnętrznego, a wśród wymienionych dziedzin znajdują się m.in. „sztuki wizualne” i „sztuki performatywne” – nie dziwi więc, że natychmiast pojawiły się ironiczne uwagi, iż pod taką działalność podpadają chociażby tzw. camgirls… Wnioski o dopłaty będzie rozpatrywać 145-osobowa komisja, do czego dojdzie jeszcze 15-osobowa rada programowa. Ileż to pięknych posad!
Wszystko to rodzi podejrzenie, iż minister Cienkowskiej nie chodzi tak naprawdę o artystów tak w ogólności, lecz o pewną specyficzną grupę interesu, z której sama się wywodzi – zawodowych konsumentów różnych publicznych grantów i dotacji. Sama Marta Cienkowska, zanim trafiła na urząd, utrzymywała się z idącego w setki tysięcy złotych rocznie „grantożerstwa” – od funduszy warszawskiego Ratusza począwszy (słynne „spacery dendrologiczne” i balkonowy konkurs „Warszawa w kwiatach” – 615 tys. zł), a na Parlamencie Europejskim skończywszy. Trudno więc się dziwić, iż elementy pasożytnicze są jej, jak to mawiał towarzysz Lenin, „socjalnie bliskie”. Ciągnie swój do swego. Pani minister, wprawiona w profesjonalnym pasożytnictwie, po objęciu publicznego skarbczyka z kasą na kulturę postanowiła się więc podzielić z podobnymi sobie – tym hojniej, że to przecież nie są jej pieniądze, więc co to jej szkodzi?"
wtorek, 16 czerwca 2026
Polowa skazanych za zabójstwo w Polsce jest niewinna ?
Polowa skazanych za zabójstwo w Polsce jest niewinna ?
W Polsce sądom jako sądom ufa 2.3% Polaków. Polska jest krajem głęboko skorumpowanym. Polska zajmuje 52 miejsce Indeksu Percepcji Korupcji przygotowanym przez Transparency International za rok 2025. Polska ma słabe instytucje demokratyczne - Demokracja peryferyjna. Demokracja fasadowa. Demokracja malej intensywności.
Badania prowadzone w mało skorumpowanych krajach pokazują że za zabójstwa skazano 6-13% osób niewinnych. Zatem w Polin więcej niż połowa skazanych za zabójstwa może być niewinna !
Prokuratorzy zniszczyli życie niewinnemu człowiekowi, byle tylko stworzyć pozory zakończonego sukcesami śledztwa, a ten został skazany na karę śmierci i spędził w celi śmierci 46 lat, czekając na powieszenie. Wznowienie procesu w 2023 roku doprowadziło do uniewinnienia i uwolnienia 88-letniego dziś Iwao Hakamady z Japonii. Sąd mówił wprost, że śledczy preparowali i podrzucali rzekome dowody.
Historię Tomasza Komendy, niesłusznie skazanego mężczyzny, który spędził w więzieniu 18 lat, zna niemal każdy Polak. Arkadiusz Krasko ze Szczecina został skazany na dożywocie za zabójstwa. Ponieważ prokuratorzy - przestępcy są też zamieszani w inne fałszywe oskarżenia prokuratora broni ich i domaga się powtórnego sądzenia Kraśki. Jarosław Sosnowski niesłusznie odsiedział 21 lat. Kto kto zabił Małgorzatę? Istotnych tropów policja nie sprawdzała !
Dopiero gdy sprawami zajęły się media okazuje się ze nie było Żadnych wiarygodnych dowodów a policjanci, prokuratorzy i sędziowie to bandyci.
Fałszywie oskarżano niewinnych ludzi być chronić prawdziwych morderców. Trzeba było skazać niewinnego, żeby dobrze umocowany winny pozostał bezkarny.
Mlaskacz Kaczyński jako minister sprawiedliwości podżegał prokuratorów i policjantów do zbrodni i fałszywego oskarżania !
"Stopień degeneracji i demoralizacji w aparacie ''sprawiedliwości' 'jest przerażający Tolerowanie policyjnych bandytów , prokuratorów przestępców fałszujących śledztwa ,dowody i zeznania oraz leniwych ,głupich sędziów którzy stają po stronie aparatu przemocy bez dociekliwej weryfikacji materiału tylko po to by szybciej odfajkować sprawę Ta cała banda opłacana z naszych podatków chroniona jest kabotyńskim , aberracyjnym immunitetem Immunitetem którego solidarność korporacji nie pozwala uchylić Cała ta banda żyje tłusto na wczesnych emeryturach ,czy ;;spoczynkach;; To się do cholery musi zmienić bo ta zaraza rozsadza państwo, Nasze państwo"
Polskie "sądy" stosuja jako JEDYNE w świecie domniemanie winy !
Nadzwyczajna kasta domaga się szubienicy i może ją dostać.
niedziela, 14 czerwca 2026
Przyczyny upadku Polski
Przyczyny upadku Polski
Od początku XVIII wieku Rzeczpospolita była rosyjskim protektoratem. Wojska rosyjskie czuły się tu jak u siebie w domu. W okresach pokoju Polska się wtedy nawet rozwijała gospodarczo. Zaletą protektoratu było pozostawanie Polski w całości i można było mieć nadzieje przy porażkach Rosji w konfrontacji z mocarstwami na zrzucenie tej kurateli.
Magnaci nie mogli ścierpieć narzuconego przez Rosje króla Stanisława Poniatowskiego. To w ich opinii był przybłęda i nikt a władza królewska "należy się mnie albo mojemu synowi". Magnaci zwalczali króla i siebie nawzajem. Do swoich rozgrywek wciągali a przynajmniej starali się wciągnąć obce dwory niczym obecnie PIS (USA-Izrael) i PO (Niemcy).
Prusy proponowały rozbiór Polski ale caryca Katarzyna zupełnie nie była tym zainteresowana bo i po co miała się Polską z kimś dzielić !
Konfederacja barska (1768–1772) niby walczyła w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej. Skierowana była przeciwko protektoratowi Imperium Rosyjskiego i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu - kochankowi carycy.
Konfederacja barska był wspieraną przez Turcję która już wcześniej w 1768 wypowiedziała wojnę Rosji , a także przez Francję, skąd płynęły pieniądze, broń i instruktorzy wojskowi.
W walkach z wojskami Rosji po stronie konfederatów wzięło udział do 100 tysięcy ludzi. Stoczono około 500 potyczek. Barzanie plądrowali i niszczyli kraj. Wojsko rosyjskie żądało zaopatrzenia. Propaganda państw ościennych starała się wykorzystać konfederację jako pretekst do rozbiorów. Caryca Katarzyna była rozzłoszczona a jej niemieckie otoczenie starało się to wykorzystać grając na emocjach.
Gdy emocje opadły po rozbiorze Katarzyna chłodno stwierdziła że Prusy dostały bogate i ludne Pomorze i zrealizowały swój egzystencjalny cel łącząc dwie rozdzielone części kraju. Austria dostała biedną ale ludną Galicje a Rosja dostał wielkie nic - błota i trochę lasów.
Toteż do II rozbioru musiały się pojawić bardzo poważne powody i argumenty.
Ksiądz Walerian Kalinka przeanalizował wszelkie dostępne dokumenty rządów oraz inne źródła i w 1868 roku wydał "Przyczyny upadku Polski"
-Do rozbiorów doprowadzili magnaci i szlachta. Nie rozumieli świata i byli tępi
-Inicjatorem rozbiorów były Prusy a Rosja się opierała. Rosja nie była wrogiem Polski. Wrogiem były Prusy. Rozbiorów dokonały trzy niemieckojęzyczne dwory.
Wydawca: "Przyczyny upadku Polski to jedna z najbardziej wnikliwych i opartych na rozległych źródłach książek ukazujących przyczyny upadku Polski w XVIII wieku. Ksiądz Walerian Kalinka, jeden z twórców krakowskiej szkoły historycznej, współpracownik Zamojskich i Czartoryskich, autor monumentalnego dzieła Sejm Czteroletni, pisał swoją książkę w przekonaniu, że Polacy nie potrzebują romantycznych mitów i kojących baśni, ale prawdy – nawet jeśli miałaby ona być trudna do zaakceptowania. W swojej książce, posiłkując się licznymi, często już niedostępnymi dokumentami, starał się pokazać Polskę w chwili rozbiorów na tle zmian zachodzących w Europie. Z jego analiz wynika, że Polacy nie byli w stanie zrozumieć nowoczesnej polityki, opartej jedynie na grze interesów, której mistrzami byli Fryderyk II i Katarzyna II. Tkwiąc mentalnie wciąż w wieku XVII, a nawet w epokach wcześniejszych, osłabiając państwo od wewnątrz w imię źle pojętej wolności jednostek, a zarazem naiwnie wierząc w obietnice innych państw, które składając je, wcale nie miały zamiaru ich dotrzymywać, Polacy sami rozmontowali swój kraj. Przedstawiając tę smutną prawdę, Kalinka nie chce wszakże potępiać rodaków. Pragnie raczej, ukazując im błędy i fatalne zaniechania, sprawić, aby historia stała się dla nich prawdziwą nauką życia, pozwalając w przyszłości uniknąć podobnych katastrof. Jak pisał w jednym z listów: „Póki Polacy nie poznają przyczyn swego upadku, dopóty nie zrozumieją, dlaczego dziś cierpią i cierpieć muszą”. To pierwsze od ponad stu lat wznowienie dzieła Waleriana Kalinki, historyka wybitnego i niesłusznie dziś przemilczanego, powinno stać się przyczynkiem do namysłu nad obecną polityką naszego państwa. Mimo tragedii rozbiorów i katastrofy, jaką była dla Polski druga wojna światowa, Polacy wciąż zdają się nie rozumieć, na czym polega polityka, naiwnie ulegając obietnicom mocarstw, które – tak jak zawsze – wcale nie zamierzają obietnic tych spełniać. Być może książka ta spełni nadzieje, które pokładał w niej autor i stanie się dla czytelników źródłem prawdy, która jest drogą do wolności. Ksiądz Walerian Kalinka (1826-1881), prawnik i historyk, sekretarz Władysława Zamojskiego i Adama Czartoryskiego, wybitny badacz okresu rozbiorów, archiwista, jeden z głównych przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej, a także duchowny szerzący myśl katolicką na kresach. Wśród jego dzieł – których zbiorowe wydania obejmuje dwanaście tomów – znajdują się między innymi takie pionierskie prace jak Sejm Czteroletni, Galicja i Kraków pod panowaniem austriackim oraz Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta, których nowe wydanie, opatrzone wstępem i dodatkowymi przypisami, oddajemy do rąk czytelników."
Polski system emerytalny jest sprzeczny.
Polski system emerytalny jest sprzeczny.
https://www.money.pl/finanse/czas-na-polsrodki-minal-polski-system-emerytalny-jest-sprzeczny-ratujmy-go-opinia-7295991798913024a.html
"Polski system emerytalny zdecydowanie wymaga pilnej reorganizacji, a dotychczasowa polityka bierności staje się bezpośrednim zagrożeniem dla stabilności finansów państwa i bezpieczeństwa socjalnego obywateli - ocenia w opinii dla money.pl zespół badaczy: prof. Damian Walczak, dr Sylwia Pieńkowska-Kamieniecka i dr Antoni Kolek, komentując najnowsze rekomendacje Rady UE dla Polski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Pod dyplomatycznym językiem unijnych procedur kryje się diagnoza trzech pętli zaciskających się na systemie: drastycznego spadku adekwatności świadczeń (relacja przeciętnej emerytury do przeciętnego wynagrodzenia spadła z 66 proc. w 2005 r. do 55 proc. w 2024 r., a spadnie poniżej 30 proc. w 2070 r., czyli dla czytających ten tekst), dyskryminacji kobiet w systemie emerytalnym zakorzenionej w ich niższym wieku emerytalnym oraz erozji standardowych form zatrudnienia, które są podstawą stabilnego funkcjonowania i finansowania systemu emerytalnego.
Prognoza, że do 2040 r. aż połowa emerytów w Polsce będzie otrzymywać świadczenie emerytalne nieprzekraczające kwoty najniższej emerytury, to nie odległe ryzyko – to realny scenariusz wynikający z konstrukcji systemu emerytalnego opartego na zdefiniowanej składce.
Archipelag przywilejów: Anatomia dezintegracji systemu
Aby zrozumieć skalę wyzwania, musimy porzucić złudzenie, że w Polsce istnieje jeden, spójny system emerytalny. Mamy do czynienia z głęboko sfragmentaryzowanym archipelagiem rozwiązań specjalnych, które bezlitośnie punktuje Rada UE. Ta fragmentaryzacja generuje potężne napięcia – uprzywilejowane grupy konsumują zasoby budżetowe w oderwaniu od realiów demograficznych i rynkowych, przerzucając koszty tej konsumpcji na resztę społeczeństwa.
Niestety dyskutując nad pojedynczymi rozwiązaniami politycznie i społecznie trudno je kwestionować, przecież każdy zasługuje na wyróżnienie, bowiem jego praca jest ważna – co można było ostatnio zauważyć w dyskusji nad rozwiązaniami emerytalnymi dla artystów. Jednak takie myślenie przez ostatnie kilkadziesiąt lat doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy obecnie, a jesteśmy już w sytuacji bardzo złej.
Najbardziej jaskrawym przykładem konieczności zmian pozostaje ubezpieczeniowy system rolniczy – Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS). System ten, dedykowany rolnikom reprezentującym ponad 10 proc. wszystkich emerytów i rencistów w kraju, stał się dotowaną z budżetu państwa instytucją (pochłaniającą około 0,7 proc. PKB w 2025 r.). Wspomniany unijny raport wprost obnaża jeden z najistotniejszych problemów tego modelu: składki na ubezpieczenie społeczne pobierane od wielkoobszarowych, zamożnych rolników w żaden sposób nie odzwierciedlają ich realnych poziomów dochodów.
Co gorsza, obecne zasady rządzące uprawnieniami emerytalnymi w KRUS oraz niewłaściwe reguły kalkulacji i transferu kapitału emerytalnego do systemu powszechnego (ZUS) działają antybodźcowo. Rolnicy, zwłaszcza ci z długimi okresami składkowymi w KRUS, nie mają żadnego ekonomicznego interesu, by przejść do systemu powszechnego w ZUS. Ubezpieczenie społeczne rolników konserwuje więc nieefektywność strukturalną i ukrywa realne dochody pod płaszczykiem ochrony tradycyjnego rolnictwa.
Obok KRUS-u funkcjonują jeszcze bardziej radykalne enklawy bezskładkowe, czyli służby mundurowe (żołnierze, policjanci i funkcjonariusze innych kilkunastu formacji służb), a także sędziowie i prokuratorzy.
Przedstawiciele tych profesji otrzymują relatywnie wysokie świadczenia emerytalne bez odprowadzania składek w trakcie swojej aktywności zawodowej. Ich emerytury, często otrzymywane przez osoby przed 40. rokiem życia, w 100 proc. obciążają bezpośrednio budżet państwa.
O ile specyfika służby mundurowej uzasadnia odrębność systemu ze względów bezpieczeństwa państwa, o tyle brak jakiegokolwiek powiązania tych systemów z rynkową i demograficzną rzeczywistością tworzy głębokie poczucie niesprawiedliwości społecznej i uniemożliwia elastyczne zarządzanie finansami publicznymi w dobie kryzysu.
Kolejną, specyficzną i silnie sfragmentaryzowaną enklawą w polskim krajobrazie zabezpieczenia społecznego są rozwiązania dedykowane osobom prowadzącym działalność twórczą lub artystyczną. Przepisy emerytalne wciąż sankcjonują historyczne prawo do obniżonego wieku emerytalnego dla wybranych grup artystów – zależnie od specyfiki i uciążliwości zawodu, tancerze czy kaskaderzy mogą ubiegać się o świadczenia już w wieku 40 lat (kobiety) i 45 lat (mężczyźni), soliści wokalni czy muzycy grający na instrumentach dętych w wieku 45/50 lat, a aktorzy i dyrygenci w wieku 55 lat.
W powszechnym systemie ZUS przedsiębiorcy traktowani są w sposób skrajnie odmienny od pracowników najemnych – zamiast odprowadzania składek od realnego, wypracowanego dochodu, prawo pozwala im na korzystanie z konstrukcji ryczałtowej minimalnej podstawy wymiaru składek, powiązanej z prognozowanym przeciętnym wynagrodzeniem. System ten jest dodatkowo sfragmentaryzowany przez mechanizmy preferencyjne: od "Ulgi na start" zwalniającej z ubezpieczeń społecznych, przez dwuletni okres "Małego ZUS-u" opartego na minimalnym wynagrodzeniu, aż po rozwiązanie "Mały ZUS Plus", uzależniające podstawę składek od przychodu.
Do tego sfragmentaryzowanego obrazu należy dopisać kolejne, odrębne subsystemy i ścieżki przejściowe. Swoje własne, autonomiczne rozwiązania w systemie emerytalnym od lat posiadają nauczyciele – zarówno w postaci historycznej Karty Nauczyciela (art. 88), jak i najnowszych przepisów wprowadzających na powrót możliwość przechodzenia na emeryturę bez względu na wiek po wykazaniu określonego stażu pracy.
Równolegle funkcjonuje liczny segment osób wykonujących prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze (od hutników i górników po wybrane zawody medyczne czy lotnicze), dla których ustawodawca przewidział odrębne zasady i mechanizmy, takie jak emerytury pomostowe czy rekompensaty. Choć uwarunkowane medyczną oceną zdolności do pracy w trudnych warunkach, rozwiązania te stanowią kolejny wyłom z jednolitego, powszechnego systemu zdefiniowanej składki.
Osobnym, silnie zinstytucjonalizowanym mikrosystemem jest mechanizm dedykowany osobom duchownym wszystkich zarejestrowanych wyznań religijnych. Choć formalnie podlegają oni ubezpieczeniom w ZUS, ich składki są w ogromnym stopniu dotowane bezpośrednio z kasy państwa za pośrednictwem Funduszu Kościelnego.
W przypadku zakonników w zakonach klauzurowych czy misjonarzy budżet państwa pokrywa aż 100 proc. należnych składek emerytalno-rentowych. Dla pozostałych duchownych (np. proboszczów czy wikariuszy) dofinansowanie to wynosi zazwyczaj 80 proc., a oni sami opłacają jedynie symboliczne 20 proc. wyliczonej kwoty, najczęściej od poziomu minimalnej podstawy wymiaru. To klasyczny reżim hybrydowy, w którym państwo zdejmuje z wybranej grupy obowiązek pełnej współodpowiedzialności za własny kapitał emerytalny, trwale obciążając podatników.
Krajobraz emerytalnych wyjątków uzupełniają rozwiązania o charakterze "nagrodowym", które funkcjonują całkowicie poza formalnym systemem emerytalnym. Mowa o tzw. "emeryturach" olimpijskich, czyli bezskładkowych świadczeniach pieniężnych przyznawanych dożywotnio z budżetu państwa reprezentantom Polski, którzy zdobyli medale na igrzyskach olimpijskich, paraolimpijskich oraz innych wydarzeniach sportowych. Świadczenia te, wypłacane po ukończeniu 40. roku życia i niezależnie od innych dochodów, nie podlegają standardowemu oskładkowaniu ani opodatkowaniu. Choć honorowanie wybitnych sukcesów sportowych jest normą cywilizacyjną, włączanie takich transferów do ogólnego portfela obciążeń państwa bez spójnego powiązania ich z jednym systemem świadczeń stanowi kolejny element instytucjonalnego rozproszenia.
Co gorsza, zamiast systemowego scalania, polski ustawodawca regularnie ulega pokusie tworzenia mikroprzywilejów o charakterze stricte politycznym i wyborczym. Przykładem tego są wprowadzane w ostatnich latach celowe dodatki emerytalne – m.in. specjalne dodatki ratownicze dla strażaków ochotników (OSP) czy świadczenia pieniężne dla osób pełniących funkcję sołtysa. Choć motywowane docenieniem ważnej roli społecznej na wsiach i w małych ojczyznach, mechanizmy te – finansowane z budżetu państwa jako stałe transfery socjalne powiązane z wiekiem emerytalnym – działają destrukcyjnie na spójność systemu. Przekształcają one system emerytalny w narzędzie uznaniowej polityki socjalnej, całkowicie zamaskowanej i oderwanej od podstawowego celu ubezpieczeń społecznych, jakim jest ochrona przed ryzykiem starości na bazie wypracowanego dochodu.
Nowa ustawa scaleniowa: Odpowiedź na tektoniczne zmiany rynku pracy
Współczesny rynek pracy ulega bezprecedensowej rekonfiguracji, którą unijny raport opisuje poprzez niepokojący wzrost liczby cywilnoprawnych form zatrudnienia oraz dominację specyficznego samozatrudnienia (jednoosobowych działalności gospodarczych niezatrudniających pracowników). Obie te grupy często funkcjonują poza tradycyjnym modelem ubezpieczeniowym.
Dobrowolność ubezpieczenia chorobowego, optymalizacja podatkowo-składkowa i opłacanie składek od minimalnych, ustawowych progów (często drastycznie oderwanych od realnych zarobków) sprzyjają osłabieniu funkcji redystrybucyjnej i solidarnościowej systemu. W skali indywidualnej rozwiązania te mogą przynosić krótkookresowe korzyści finansowe, jednak w perspektywie długoterminowej generują potężny dług społeczny i zwiększają ryzyko ubóstwa emerytalnego.
Wzorowana na historycznych procesach unifikacji systemów prawnych i ubezpieczeniowych, nowa – postulowana przez autorów - ustawa scaleniowa musi dokonać systemowej integracji wszystkich rozproszonych reżimów pod jednym dachem pojęciowym i instytucjonalnym. Jej filarami powinny być:
1. Jednolita definicja dochodu ubezpieczeniowego: Każda forma aktywności zarobkowej – czy to umowa o pracę, kontrakt cywilnoprawny, działalność gospodarcza, czy produkcja rolna wielkoobszarowych gospodarstw (przedsiębiorstw rolnych) – musi podlegać identycznym regułom oskładkowania. Bezwzględnie muszą zostać wyeliminowane sytuacje, w których wybór formy zatrudnienia wynika głównie z różnic w kosztach składek i podatków, a nie z rzeczywistego charakteru wykonywanej pracy. Jest to warunkiem koniecznym ujednolicenia systemu.
2. Koniec enklaw bezskładkowych poprzez systemową konsolidację i włączenie do powszechnego systemu wszystkich dochodów, które dotychczas funkcjonowały w uprzywilejowanych reżimach bezskładkowych.
3. Dostosowanie wieku emerytalnego do realiów demograficznych: ustawa scaleniowa musi wprost odpowiedzieć na wezwanie Rady UE dotyczące wydłużania aktywności zawodowej oraz wyrównania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Utrzymywanie niższego wieku emerytalnego kobiet pogłębia lukę emerytalną i zwiększa ryzyko ubóstwa w starszym wieku.
4. Finalnie, merytoryczne opracowanie jednego systemu emerytalnego, w którym każdy przywilej, odrębne rozwiązanie będą efektem merytorycznej dyskusji, a nie historycznych uwarunkowań lub populistycznych decyzji.
Polska próbuje realizować dzisiaj skrajnie sprzeczne cele: z jednej strony ponosi gigantyczne, sztywne wydatki bieżące i zbrojeniowe (w pełni uzasadnione geopolitycznie), a z drugiej – uparcie utrzymuje sfragmentaryzowany, dziewiętnastowieczny w swojej strukturze, populistyczny model emerytalny pełen uprzywilejowanych podsystemów emerytalnych. Czas na półśrodki minął. Bez odważnej, systemowej konsolidacji i bez nowej ustawy scaleniowej, polski system emerytalny ugnie się pod ciężarem własnych sprzeczności, grzebiąc przy tym stabilność makroekonomiczną i skazując przyszłe pokolenia na instytucjonalnie zorganizowaną biedę, przy nadal wysokich wydatkach publicznych."
czwartek, 11 czerwca 2026
Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 208
Laboratorium zaawansowanej elektroniki i automatyki 208
Spis treści
1.Degeneracja
2.Energetyka
3.Demografia
4.Wojna
1.Degeneracja
Szajki rządzące krajami Europy blokują mechanizmy demokracji bowiem czują się zagrożone przez coraz bardziej niezadowolonych obywateli.
https://www.armstrongeconomics.com/international-news/france/will-france-be-allowed-to-vote/
"Europa wchodzi w okres, w którym rządy coraz bardziej obawiają się własnych wyborców. W miarę pogarszania się warunków gospodarczych, wzrostu kosztów energii, nasilania się presji migracyjnej i pogarszania się standardu życia, partie establishmentu odkrywają, że społeczeństwo już nie akceptuje automatycznie starego porządku politycznego. Gdy tak się dzieje, pokusa usunięcia przeciwników za pomocą mechanizmów prawnych staje się ogromna, zamiast pokonywać ich przy urnach.
Walka prawna Marine Le Pen stała się obecnie jedną z najważniejszych politycznych historii w Europie. Prokuratorzy zwrócili się do francuskich sądów o podtrzymanie pięcioletniego zakazu, który mógłby uniemożliwić jej start w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Jeśli orzeczenie zostanie utrzymane, skutecznie wykluczy jedną z czołowych kandydatek kraju z wyścigu, mimo jej utrzymującej się siły w sondażach.
Pytanie, przed którym stoi Francja, staje się bardzo proste. Czy wyborcy będą mogli decydować o przyszłości swojego kraju, czy też decyzje te będą coraz częściej podejmowane przez instytucje, które twierdzą, że działają w imię demokracji, jednocześnie ograniczając wyborców do wyboru? To pytanie sięga daleko poza Francję. Staje się to jednym z kluczowych pytań politycznych naszych czasów.”
Szajki usiłują wprowadzić szczelną cenzurę ! I to ostrą cenzurę w stylu ZSRR – III Rzesza połączoną z aresztowaniem i skazaniem tych którzy ujawniają prawdę. Przy tych zamierzeniach cenzura PRL była wręcz aksamitna !
Do Europy średnio przybywa w ostatnich latach 2.3 mln imigrantów rocznie spoza Europy. Ogromną większość stanowią imigranci nielegalni. Potencjał demograficzny Afryki, Bliskiego Wschodu i części Azji do 2050 roku wynosi 1200 mln ludzi i imigranci będą zalewać Europe jeśli nie zacznie się ona bronić. Do tego 2050 roku imigrantów może przybyć ponad 200 mln. Planowana (?) podmiana ludności Europy Zachodniej może być szybka.
Francja szybko zamieni się w Tunezje ale pierwszym europejskim krajem III Świata stanie się raczej Wielka Brytania.
Szef Pentagonu uderzył w Europę. "Kiedy zrobią coś z tą inwazją [imigrantów] ?" Podczas obchodów rocznicy [2026] lądowania - inwazji aliantów w Normandii szef Pentagonu Pete Hegseth porównał ówczesne wydarzenia historyczne do współczesnego zjawiska nielegalnej imigracji. Wezwał też kraje europejskie, by podjęły więcej działań na rzecz własnej obronności.
Przepalający paliwo silnik w układzie boxer pracujący z cylindrami Tusk - Kaczyński od ponad ćwierć wieku nie wykonuje większej użytecznej pracy. Większa ilość cylindrów tylko pogarsza i tak marne osiągi tego kiepskiego motoru.
Wyjaśnił się mechanizm masowego powstawania Wyższych Szkół Tego i Owego z kolejnymi kierunkami.
Prokuratura [maj 2026 ]: „Wyższe uczelnie z Warszawy dawały łapówki za otwieranie nowych kierunków. Wystarczyło 50 tysięcy zł łapówki, żeby otworzyć nowy kierunek studiów. Dyrektor w Polskiej Komisji Akredytacyjnej Artur G. wraz z księdzem według prokuratury mieli zrobić z tego dochodowy interes.”
Zastanawiający jest powszechny udział księży w sprawach aferalnych.
Warszawka jest jak nowotwór na ciele Polski, wyniszczający cały organizm.
Mamy znakomite szkolnictwo "wyższe". Trzeba podnieść podatki i zwiększyć nakłady na uczelnie. Trzy wyższe uczelnie w każdym mieście powiatowym ! W ten sposób miejscowe elyty będą docenione a uczelnia zapewni miejsca pracy i tytuły profesorskie urzędnikom. Znajdą się też intratne posady dla sekretarek i pracowników technicznych.
Rynek pracy odrzuca ludzi po łatwych "studiach" zrobionych bez wysiłku na kierunkach gdzie biją się o studenta lub z kupionymi dyplomami. Pasożyty idą więc na urzędy i do polityki.
Niewykształceni, amoralni głupcy na wysokich stanowiskach zawsze stosują pozaprawne metody utrzymania się na stołku. Szkodą zdolnym, otaczają się jeszcze głupszymi od siebie i korumpują. Zabijają rozwój. Taki kraj degraduje się. Po to PIS-owcy zlikwidowali konkursy na wszelkie stanowiska. Działały one wadliwie ale w ogóle konkursy działały.
Według danych GUS mediana płacy w budżetówce jest o 28% wyższa niż w sektorze prywatnym. Budżetówkę utrzymują ludzie zarabiający o 28% mniej i nie mający nawet części przywilejów budżetówki. Niewiele jest krajów na świecie gdzie budżetówka zarabia więcej niż sektor prywatny.
6 tysięcy zł przychodu i 18 milionów dotacji od NCBiR. Tak państwo wspierało dwa powiązane "browary". Miały oferować spersonifikowane etykiety na butelkę piwa jak przykładowo "Kocham Jolkę". W NCBiR było i jest wyłącznie rozdawnictwo dla swoich. Tam nie liczyła się żadna logika ani ekonomia.
Państwo z publicznych pieniędzy wspiera nierentowne kopalnie, oddłuża samorządowe szpitale i marnuje publiczne pieniądze w powstających jak grzyby po deszczu publicznych instytutach zajmujących się zatrudnianiem swoich.
Media hojnie obdarowane z KPO i der SAFE zupełnie nie interesują się tym jak pieniądze są rozkradane
W USA rozwarstwienie społeczne jest III Światowe. Konikiem do okradania społeczeństwa przez inwestorów jest Ochrona Zdrowia. Był czas, gdy amerykański sen oznaczał kupno domu, wychowanie rodziny i budowanie przyszłości. Obecnie coraz więcej Amerykanów odkrywa, że samo utrzymanie ubezpieczenia zdrowotnego może kosztować więcej niż dach nad głową czyli kredyt hipoteczny !
2.Energetyka
ETS miał mobilizować firmy do modernizacji technologii i do nowoczesnych inwestycji. Polska jest jednym z państw najbardziej dotkniętych, pokrzywdzonych skutkami działania ETS. W Europie Środkowo - Wschodniej ETS działa jako brutalna kara gospodarcza a nie jako impuls modernizacyjny. Ceny za emisje są bardzo niestabilne i podatne na spekulację, co utrudnia planowanie modernizacji i inwestycji.
System ETS 2 od 2028 roku obejmie transport drogowy oraz ogrzewanie budynków. Według analiz może to przełożyć się na wzrost kosztów ogrzewania o 31–41 % oraz kosztów transportu o około 25 % Najbardziej odczują to mieszkańcy mniejszych miejscowości oraz gospodarstwa o niższych dochodach.
Gaz ziemny jest drogim ale szlachetnym i dość czystym paliwem oraz surowcem dla chemii.
Duże elektrociepłownie gazowo - parowe osiągają zdumiewająco wysoką sprawność. Znakomicie nadają się do ogrzewania / chłodzenia i zasilania dużych miast. Wątek ten już omawiano. Wysoką sprawność mają też elektrownie gazowo - parowe ale nie są zdolne do nagłej akcji. Szybkie w akcji są elektrownie gazowe ale mają sprawność ledwie 30% a więc nędzną. Biorąc pod uwagę wysokie ceny gazu ich budowa jest głupotą bo istniejące tego typu elektrownie w Europie praktycznie nie są używane. Ale skoro polską energetyką rządzą absolwenci Collegium Tumanum i tym podobnych przybytków, to są one w Polsce budowane.
Duży zbiornik na gorącą wodę w dużej elektrociepłowni gazowo - parowej jest najtańszym magazynem energii. Przechowanie jednostki energii jest kilkanaście razy tańsze niż w elektrycznych akumulatorach.
Duża elektrociepłownia gazowo – parowa w dużym mieście musi mieć odpowiednią lokalizacje ponieważ dystans przesyłu gorącej wody nie może być duży. Wygospodarowanie odpowiedniej lokalizacji może sporo kosztować ale jest w długiej perspektywie bardzo opłacalne bowiem „tanio jest zawsze najdrożej” Zatem trzeba planowany pod elektrociepłownie plac wyłączyć z planów zabudowy. Starych budynków na tym terenie nie remontujemy a tylko wyburzamy. I tak dalej.
Na to że polski węgiel kamienny jest najdroższy w świecie składa się wiele czynników.
Największe koszty utrzymywania związków zawodowych ponosi Polska Grupa Górnicza. W spółce zatrudniającej około 35 tysięcy osób do pracy związkowej oddelegowanych jest 240 pracowników, a koszt ich wynagrodzeń wynosi 48 mln zł rocznie. Natomiast w przypadku JSW, koszty funkcjonowania związków w 2025 roku wyniosły około 34.3 mln zł. W tej firmie działają 82 zakładowe organizacje związkowe, a statystycznie każdy pracownik należy średnio do dwóch związków zawodowych jednocześnie.
3.Demografia
Ziemia jest circa dwukrotnie przeludniona i jest zasoby nie nadążają odnawiać się. Spadek populacji jest więc dla dalszego życia na Ziemi korzystny.
Dramatycznie inaczej to wygląda z punktu widzenia starzejących się populacji z małą ilością dzieci. Krajom grozi załamanie gospodarcze i prawdziwy pogrom.
Władze Związku Radzieckiego podawały że w II Wojnie Światowej kraj stracił 28 mln ludzi ale faktycznie stracił ich około 41 mln. Brakowało po wojnie całych roczników mężczyzn. Mężczyźni wzięci na wojnę z Sowchodzu / Kołchozu już nie wracali. Bywało tak że Sowchoz / Kołchoz miał 100 kobiet i administracja aby to ogarnąć przysyłała 2 mężczyzn, kierownika i technika – księgowego... oraz wizytującego sieć gospodarstw lekarza. Kobiety były traktorzystkami z konieczności.
USA w czasie wojny zaopatrywały ZSRR we wszystko a szczególnie w żywność. Po wojnie był u sowietów śmiertelny głód.
Kto tylko mógł to uciekł po 2022 roku z Ukrainy i niewielu z nich wróci do kraju po wojnie. Wiele kalek nie może podjąć pracy a część wymaga stałej opieki. Społeczeństwo się starzeje i za 15 lat na jednego pracującego na Ukrainie będzie przypadać 5-7 emerytów (głównie emerytek) i rencistów.
Obecnie Ukraina jest utrzymankiem Zachodu ale po wojnie nie będzie to trwało wiecznie.
Zawsze wracający z wojny żołnierze nie potrafią się zaadaptować do nowego pokojowego życia. Tracą utrzymanie i żołd i nie mogą znaleźć pracy. Popełniają ciężkie przestępstwa. Historycznie wszystkie kraje uczestniczące w wojnach przymykały oczy na przestępstwa popełniane przez powracających z wojny żołnierzy.
Ukraina jest zdewastowana a kraje Europy Zachodniej są w kryzysie. Szansa że odbudują Ukrainę jest bliska zeru bo Zachód nie wypracowują nadwyżek a co gorsza stracił konkurencyjność i będzie coraz gorzej
Nadchodzą ciężkie czasy dla Ukrainy.
Nawet już UE żąda zniesienia przywilei emerytalnych w Polsce !
https://www.money.pl/emerytury/bruksela-rekomenduje-polsce-reforme-emerytur-eksperci-mowia-co-trzeba-zrobic-7293576724912608a.html
Wypłacanie bezdzietnym niewypracowanych emerytur generuje kryzys demograficzny w Polsce.
Wcześniejsza emerytura dla kobiet w Polsce uchwalona przez komunistów Bieruta była racjonalna w czasach gdy dzieci się rodziło dużo a nie 1.06 dziecka na kobietę. Praca przy dzieciach była ciężka w tamtej Polsce. W istocie matka pracowała i dalej pracuje na 2 etatach. Babcie wychowywały dzieci i były użyteczne społecznie. Model był funkcjonalny.
Teraz nasze drogie panie w kraju w którym się rodzi najmniej dzieci w całej EU (TFR=1.06) mają najwcześniejsze emerytury w nagrodę za posiadanie Kocórki (kotka) i Psiecka (pieska) zamiast dzieci.
Demoralizujący społeczeństwo jest przykład pasożytujących bezdzietnych emerytów – pań i panów.
Potencjalne Mamy i Ojcowie zamiast utrzymywać dzieci utrzymują armie bezdzietnych emerytów.
Ciekawe dlaczego Polki nie chcą rodzić ? To zapewne z tego powodu, że są zbyt rozpieszczone także przez najlepszą na świecie służbę zdrowia. Zdrowa, młoda kobieta - mama w końcowej ciąży przyszła do szpitala imienia Świętej Rodziny w Warszawie na umówiony drobny zabieg. "Coś" jej podało CO2 zamiast tlenu. Nie ma człowieka, nie ma winnego. Jest rozpacz rodziny i osierocone 2 letnie dziecko... Rentę dla sierotki z ZUS przez 22 lata zapłaci podatnik.
Kościół katolicki walczył z medycyną i to właśnie przykład na to. Winne jest "Coś".
4.Wojna
Dotychczas wojny się zawsze kończyły i nadejdzie Reset stosunków Zachodu z Rosją. Nie wiemy jednak kiedy on nastąpi i czy Polska nie zostanie zdyscyplinowana i pokrzywdzona.
Stany Zjednoczone w 1945 roku użyły broni jądrowej przeciwko Japonii. Alternatywna wielka inwazja na Japonię kosztowałaby życie milionów ludzi. Japończycy bardziej niż broni jądrowej bali się okupacji Sowietów i USA dostarczyły pięknego pretekstu do poddania się USA. Tak więc te dwie bomby jądrowe oszczędziły życie wielu ludzi.
Związek Radziecki pierwszą głowice jądrową do użytku miał w 1950 roku. W USA na przełomie lat 50/60 przestano planować użycie broni jądrowej na taktycznym polu walki. W 1966 roku USA osiągnęły szczytową ilość głowic jądrowych i nawet bez porozumienia z ZSRR zaczęły zmniejszać arsenał ale ZSRR nadal zwiększał ilość głowic aż do 1986 roku.
Doktryna obopólnego, gwarantowanego termojądrowego zniszczenia MAD hamowała supermocarstwa. Broń jądrowa była narzędziem szantażu i groźby. Mocarstwa zawarły jednak porozumienia mające na celu mocne ograniczenie prawdopodobieństwa konfliktu.
Już w latach pięćdziesiątych zaczęto kalkulować straty – szkody jakie przyniesie konflikt jądrowy. Szkody są tak potężne że potencjalne korzyści stanowią pojedyncze procenty szkód !
Supermocarstwa zastanawiały się jak w razie czego zatrzymać eskalacje i nie zrobić kroku w przepaść. W czasie Zimnej Wojny USA i ZSRR bały się wciągnięcia do wojny przez awanturniczego sojusznika. Stąd idea Nuclear Sharing. PRL uczestniczyła w sowieckim Nuclear Sharing i nasze samoloty miały wyłącznie w razie napaści na Polskę zrzucić setki głowic jądrowych przechowywanych w Polsce dla naszego użycia ale za zgoda ZSRR.
Traktat NPT zabrania Polsce jako sygnatariuszowi wejścia w posiadanie broni jądrowej. Nie dopuszczą też do tego USA.
Gdyby Polsce udało się na przykład skutecznie konwencjonalnie zaatakować w Rosji dużą fabrykę pestycydów w rezultacie czego byłby ogrom zabitych i rannych to Rosja oczywiście jądrowo uderzy w Warszawę.
Szansa że Francja, Anglia czy USA odwetowo uderzą w Rosję po zniszczeniu Warszawy wynosi poniżej <0.0001 % !
W polityce nie ma żadnych sympatii a są tylko interesy. Jak to obrazowo stwierdzono w razie jądrowego pojedynku Francji i ZSRR, sowieci zabiją na zawsze Francję a Francja urwie im dłoń.
Wyścig zbrojeń jest łatwo sprowokować i trudno zakończyć. Bronie są ofensywne i defensywne oraz uniwersalne. Charakter zbrojeń wymusi reakcje przeciwnika. Stąd bronie defensywne słabo nakręcają wyścig zbrojeń.
Czołg jest głównie bronią ofensywną ale też i defensywną. Naziemne rakiety przeciwlotnicze i przeciwpancerne są głównie bronią defensywną. Tylko część samolotowych rakiet przeciwlotniczych może atakować cele na Ziemi. Umocnienia terenu są defensywne... Wydatki na bronie defensywne są też bardziej efektywne ekonomicznie. Kupowanie przez Polskę czołgów czy archaicznych i zabójczo drogich helikopterów szturmowych było zwyczajnie głupie.
USA gospodarkę do II Wojny zaczęły przygotowywać już w 1939 roku. Podjęto decyzje że będzie to dla nich nowoczesna wojna powietrzna. Od 1944 roku radary z analogowymi (a później cyfrowymi) komputerami sterowały serwomechanizmy armat przeciwlotniczych z pociskami z FUSE. Wkrótce zautomatyzowana obrona przeciwlotnicza na statkach ochraniających lotniskowiec uczyniła go bezkarnym w akcji.
Duże cieżkozbrojne okręty z potężnymi armatami to pancerniki. Były ważne w I Wojnie ale stały się bezbronne wobec lotnictwa i okrętów podwodnych w II Wojnie. Po II Wojnie nie budowano już pancerników. Los pancerników spotkał teraz lotniskowce. Nie można go obronić przed pociskami hipersonicznymi i rojem dronów.
Stany Zjednoczone nad automatyzacją wojny pracują więc od II Wojny Światowej.
Sieciocentryczne systemy zarządzania walką służą do automatycznego wczesnego wykrycia, rozpoznania i następnie do wykonania neutralizacji obiektu. Ludzie wszystko to kontroluje i tylko w razie potrzeby wprowadzają zmiany. USA i zachodnie kraje NATO mają już system sieciocentryczny wdrożony. Samolot F-35 bez systemu sieciocentrycznego jest praktycznie bezużyteczny ! Swój system sieciocentryczny używający AI mają Chiny a Rosja i Ukraina szybko systemy zbudowały i je udoskonalają. Polska w tym temacie jest w lesie. Całe dekady przespaliśmy zapatrzeni w hegemoniczne USA, które miały nas bronić.
Broń z USA kupowaliśmy do armii pomocniczej przy armii USA a one według opublikowanej strategi wycofują się z Europy.
Polska poddała się urokom finansjeryzacji życia i papierowego wzrostu PKB. Nasz „cud gospodarczy” ma niewielką nowoczesną realną ekonomię, produkującą dobra trwałe (samochody, samoloty, komputery, smartfony... broń) dla wielu nabywców. Fabryki zbrojeniowe po PRL praktycznie zostały zniszczone przez Styropian. Nowoczesnej broni w ogóle nie produkujemy ! Mamy „wartości” czyli poczucie dumy i wyższości nad innymi, którzy w tym czasie realnie nas wyprzedzają i patrzą na nas jak na idiotów.
Wojny ogółowi przynoszą zniszczenie, śmierć, kalectwo i nędze. Ale małe grupy specjalnych interesów ( wielkie banki, kartele i niektóre korporacje ) uważają że mogą na wojnie świetnie zarobić i podporządkować sobie kraje a nawet świat.
Gerry Docherty i Jim Macgregor w znakomitej ( faktycznie naukowej ) pracy „Hidden History: The Secret Origins of the First World War” analizując dowody stwierdzili, że kataklizm I wojny światowej został precyzyjnie zaplanowany i był wdrażany przez brytyjską „ukrytą elitę” (secret elite), nazwaną przez historyka Carrolla Quigleya „Grupą Milnera”.
Później wielki, międzynarodowy kapitał, który stworzył Grupę Milnera, finansował totalitarny włoski faszyzm i zbrodniczy hitleryzm w Niemczech, które wszczęły II Wojnę Światową.
Fałszywe przypisanie wywołania I Wojny Niemcom i obciążenie ich wielkimi reparacjami też prowadziło do II Wojny. Łatwiej było wierzycieli pokonać niż płacić reparacje.
To plutokracja wskaże wroga a opłacone media wszczynają nienawistną nagonkę w propagandzie prowojennej. Opłacenie mnożonych prowokacji i incydentów to małe pieniądze. Stosownie do aktualnych potrzeb systemu można za małe pieniądze wykreować polityków prących do wojny.
USA dały ukraińskim oligarchom 5 mld dolarów na zorganizowanie krwawego zamachu stanu w Kijowie. Od tego zaczęła się wojna USA z Rosja przez ukraińskiego pośrednika Proxy. „Celem wojny na Ukrainie jest osłabienie Rosji” USA chciały osłabić Rosję aby zaatakować Chiny ale te sprzymierzyły się z Rosją ! Obecnie USA w napaści na słaby Iran pozbyły się większości broni precyzyjnych !
Liberalizm pogrążony w kryzysie zrzuca maskę pokazując swoją prawdziwą twarz faszyzmu. Definicja faszyzmu jest niezmienna od lat: „Wszystko w państwie. Nic poza państwem. Nic przeciwko państwu” W Polsce faszyzm jest mylony z rasizmem. Faszyzm to m.in. brutalna cenzura (już jest w EU) i symbioza korporacji i kapitalistycznego państwa. Militaryzacja produkcji i państwa ma być "ucieczką do przodu" ale w końcu prowadzi do wojny. W założeniu wojna ma podnieść stopę zysków !
Francuski prezydent Marcon pracował dla banku Rothschildów. Niemiecki kanclerz Merz był przewodniczącym rady nadzorczej niemieckiego oddział ogromnego funduszu Rock. Za małe pieniądze wykreowano profaszystowskich polityków prowojennych !
Według analiz przestawienie w Niemczech przemysłu samochodowego na produkcje militarną pozwoli jednak zatrudnić zaledwie 3-5% byłych pracowników. Militaryzacja pogłębi więc kryzys i nie jest wyjściem.
Na wojnach ogromna większość tylko traci a zarabia garstka. Rosną majątki ukraińskich oligarchów.
Prezes ukraińskiego SN mówił „walka z korupcją to cel”. I wziął 3 mln dolarów łapówki. Prezes Sądu Najwyższego, szef biura prezydenta (realni drugi prezydent), ministrowie i urzędnicy. Lista wysokiej rangi przedstawicieli władz Ukrainy przyłapanych na korupcji w czasie wojny z Rosją jest coraz dłuższa mimo iż wykrywalność tych przestępstw jest znikoma.
Umowy międzyrządowe wypracowywane są w bezpośrednich kontaktach rządów. Nadal ważną rolę w komunikacji sprawują ambasadorowie.
Polska nie ma obecnie obsadzonej połowy ambasadorów w świecie gdzie mamy ambasady a w tym ambasadora w USA !
Wśród 33 nominacji na nowych „ambasadorów UE” i 7 na ich zastępców (razem 40 ) nie ma ani jednego Polaka. Tymczasem algorytm przydziału daje Polsce tyle osób co Hiszpanii która dostała 5 miejsc i umieściła ich w krajach Ameryki Południowej. Ci ambasadorowie dbają o interesy gospodarcze swoich krajów. Ambasadorowie wyznaczeni przez Tuska pewnie nic by nie robili i strata jest mała ale chodzi o co innego. W wszystkich gremiach UE Polska jest najsłabiej reprezentowanym krajem w Unii ! Gdyby Polska sprowokowała uderzenie Rosji to głos Polski będzie bardzo słabo słyszalny.
A premier Tusk powiedział że w Unii "nikt mnie nie ogra"
Pilne wojenne spotkanie w Londynie 8.06.2026 roku odbyło z udziałem premiera Keira Starmera, prezydenta Emmanuela Macrona, i kanclerza Friedricha Merza oraz Wołodymyra Zełenskiego. Polski nie zaproszono. Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Ukraina wspólnie przedstawiły kluczowe warunki dotyczące możliwego pokoju z Rosją. Polska jest hubem logistycznym i kluczowym sojusznikiem ale w Londynie zabrakło jej przedstawiciela. Polska po raz kolejny jest usuwana jako "element drażniący"
Ponieważ Polska rządzona przez POPiS nie potrafi artykułować swoich oczekiwań i walczyć o swoje interesy a jest sterowana z Brukseli i Waszyngtonu to nie ma sensu zapraszać Polaków.
Bardzo dziwnie to wszystko wygląda w takich niespokojnych czasach.
Polska po zagranicznej sprzedaży swojej gospodarki gwałtownie straciła na znaczeniu w świecie. Temat tej podjęto w Peryferyjny Kapitalizm Zależny, dostępny w GoogleBooks.
Polska to tylko nazwa na mapie. Żadne państwo z Polską się nie liczy. Słabieńka Litwa występuje wobec Polski z pozycji mocarstwowej ! Ukraina pluje na Polskę i oczerniała ją na forum ONZ !Dezinformujące polskojęzyczne media wypisuje bzdety o wielkiej roli Polski.
„Cóż szkodzi obiecać.
Dwa razy obiecać to jak raz dać.
Obietnice wiążą tylko tych co w nie wierzyli”
Podczas napaści USA-Izraela na Iran w 2026 bombardowania wykonywano według wcześniej komputerowo optymalizowanego planu na podstawie wcześniej zebranych informacji. To nic nowego. Podobną ale „ręczną” optymalizacje Anglosasi stosowali w czasie II Wojny. Oczywiście chodziło o nieselektywne wyrządzenie wrogowi jak największych strat materialnych i ludzkich przy minimalizacji strat własnych. Minimalizacja strat wymagała omijania regionów z silną niemiecką obroną przeciwlotniczą i wyznaczania tras tak aby własne myśliwce mogły ja najlepiej chronić bombowce.
Samoloty myśliwskie kierowane przez AI wygrywają teraz pojedynki z pilotami.
W czasie kryzysu wiele rzeczy można kupić tanio a nawet bardzo tanio. W czasie Wielkiego kryzysu stalinowski Związek Radziecki tanio kupował w USA całe zakłady przemysłowe. Ratujące się przed bankructwem ( a pracowników przed koszmarem ) amerykańskie koncerny kompletnie lekceważyły wówczas zakazy departamentu stanu ! Na negocjacje z żydowskim bankiem czy koncernem w USA, Sowieci wysyłali Żydów. Ich rodziny były zakładnikami. Za sukces była pochwała i koperta od Stalina a za podejrzenie zdrady lub lenistwo (co na jedno wychodzi ) Łagier.
W czasie rządu PiS była do przejęcia całkiem nowoczesna fabryka Opla w Gliwicach. Kupili ją w końcu Francuzi za 1.6 mld dolarów.
Ale PiS miał inną „wizję”. Orlen przejmował gazetki i kioski Ruch. Nie wiadomo po co przejmował państwowe firmy PGNiG, Energa, Lotos.
Rząd obiecywał że ( zamiast „Opla” ) stworzy miliony Izer. Gdzie po 10 latach są te Izery ?
Za 16 sztuk (kupiono ich 96) bardzo przestarzałych i wycofywanych już helikopterów bojowych Apache Polska zapłaciła 1.6 mld dolarów. Porównanie tej fabryki samochodów z 16 helikopterami to jak porównanie Słonia z mrówką ! Gdzie ten rząd miał rozum?
Sprawdzenie.
Pokazany na rysunku system podciśnieniowego odparowacza składa się z boilera, separatora i kondensatora. Regulator PC (1) dawkuje nagrzewającą parę wodną do boilera tak aby uzyskać w nim pożądane ciśnienie podgrzewanej mieszaniny płynu i pary substancji procesowej.
Regulator CC (2) gęstości płynu z dołu separatora decyduje o podziale strumienia na zawracany do boilera i gotowego opuszczającego system. Regulator PAC (3) ustala ciśnienie pary na górze separatora manipulując strumieniem powietrza podanego równolegle do pompy „próżniowej” osłabiając jej działanie .
Regulator temperatury TC (4) wody chłodzącej opuszczającej kondensator (jest w nim podciśnienie) manipuluje jej strumieniem.
Regulator LC (5) manipuluje opuszczający system strumień skroplonej pary ustalając poziom płynu w pokazanej „barometric leg” Jej zastosowanie jest konieczne z uwagi na podciśnienie panujące w kondensatorze.
Chociaż układ jest MIMO i nieliniowy to zastosowano 5 regulacji SISO i to liniowych. Nawet gdyby udało się stworzyć system regulacji dla MIMO to byłby złożony i co najgorsze pewnie mocno wrażliwy na błędy identyfikacji modelu.
Możliwy jest też wybór innych strategii regulacji niż pokazane a tą strategie wybrano ponieważ interakcje pomiędzy podsystemami regulacji nie są bardzo duże i nawet bez rozprzęgania układ działa.
-Pomiędzy którymi dwoma pętlami regulacji jest największa interakcja psująca regulacje ?
-Jak tą interakcje można zminimalizować ?
-Zaproponuj inne strategie regulacji
Cwiczenie
1.Edukacyjny robot z silnikami krokowymi ma ponad 40 lat i jego oryginalna elektronika dawno uległa uszkodzeniu. Napędy dostarczają tylko sygnały Index z transoptorów. Na płytce sterującej silniki jest 6 driwerów z układami A3977 (pdf).
Sterowanie zapewnia system uruchomieniowy dla PIC32. Robot działa bardzo ładnie. Ale gdy podamy za dużą wymaganą dynamikę i maksymalną prędkość ( za szybka zmiana taktowania i za szybkie taktowanie) to napęd/y działa/ją wadliwie.-Rozbuduj program tak aby mieć pewność że napędy działają poprawnie. Początkowo jest to też Test driwerów silników krokowych.
2.Pierwszy monolityczny wzmacniacz operacyjny uA702 miał 9 tranzystorów tylko NPN. Późniejszy trzystopniowy OPA Siemens TAA765 (pdf) ma tylko 8 tranzystorów a w tym jeden marny częstotliwościowo tranzystor PNP. Parametry tego OPA są słabe. Przy napięciu zasilania +-15V prąd polaryzacji wejść pary różnicowej Q+ i Q- wynosi 0.4 uA co przy wzmocnieniu prądowym (czy takie jest ) tranzystorów 125 odpowiada prądom kolektorów 50 uA. Z kompensacją pojemnością C=18 pF dla G=1 wzmocnienie 1 układ ma przy częstotliwości ca 6 MHz. W Data Sheet podano m.in. prąd zasilania.
Typowy dryf wejściowego napięcia niezrównoważenia lepszych układów wynosi 6 uV/C.
Mimo iż OPA był prymitywny i często niewygodny aplikacyjnie to w niemieckich wyrobach był a nawet jest ( dumne swoje oryginalne a nie naśladowcze cudze rozwiązanie ) często stosowany
Tranzystor PNP o małej FT drugiego stopnia sterowany jest od strony emitera wprost prądem tranzystora Q+ a od strony bazy napięciowo z wtórnika za wyjściem Q- co pozwala przy znacznym lokalnym sprężeniu zwrotnym zminimalizować problem z małą Ft tranzystora PNP. Wtórnik ma kompensować też cieplne zmiany napięcia Ube tranzystora PNP.
Uzyskanie podanego dryftu 6 uV/C w tym układzie jest trudne. Na schemacie podano tylko wartość wejściowych rezystorów. Poza ostatnim tranzystorem wyjściowym (jest ca 5 razy większy) wszystkie tranzystory są typowe (Ft ca 400 MHz) dla takiej technologii i można przyjąć ze mają 1/5 powierzchni tych w układzie UL1111 (pdf).
W konfiguracji odwracającej użyto sprzężenia wprzód uzyskując znaczną szybkość pracy.
-Ustal wartości rezystorów stosując procedurę minimalizacji dryftu tego OPA. Należy też wcześniej posłużyć się DMM i zasilaczem (ale także nie koniecznie zasilającym normalnie układu ) z układem TAA765.
Podpowiedź. Omomierzem zmierzymy sumę rezystorów Rbe stopnia wyjściowego. DMM i zasilaczem zmierzymy w przybliżeniu Rc tranzystora Q- oraz rezystor odpowiedzialny za prąd zasilania. ITD.
-Zasymuluj układ „TAA765” z ustalonymi rezystorami i potwierdź zgodność z danymi katalogowymi.
-Czy celowe dla minimalizacji dryftu napięcia niezrównoważenia jest zróżnicowanie powierzchni tranzystorów wejściowej pary różnicowej ?
Fizyczny model układu TAA765 zbudowano na układzie UL1111 i dyskretnych tranzystorach ale zasilanie może wynosić tylko do 20V.
-Czym są spowodowane odchyłki (nie są wielkie) w parametrach TAA765 i fizycznego modelu.
-Jakie powinny być pojemności C1 i C2 w pokazanym szybkim układzie odwracającym z tym OPA.
3.Wzmacniacze operacyjne po produkcji są selekcjonowane na grupy. Jednym z kryteriów jest termiczny dryft napięcia niezrównoważenia a jego pomiar jest trudny. OPA o małym dryfcie z reguły jest też równolegle selekcjonowany na małe napięcie niezrównoważenia. Po podaniu zasilania wzmacniaczowi operacyjnemu skutkiem nagrzewania się i dryftu zmienia się wejściowe napięcie niezrównoważenia. Trwa to do 2 minut czyli długo.
Chip OPA można szybciej nagrzać obciążając mocno i równo oba wyjściowe tranzystory wtórnika. W miarę równe (lub celowo trochę nierówne) obciążenie obu tranzystorów daje najmniejszy, szkodliwy gradient temperatury na chipie oddziaływujący na wejściową parę różnicową. Wzmacniaczowi podajemy sygnał prostokątny a na wyjściu jest obwód RC z małym rezystorem i dość dużym kondensatorem co powoduje jego duże obciążenie. Po wyłączeniu sterowania napięcie niezrównoważenia początkowo szybko się zmienia (efekt zanikającego gradientu) a potem zgodnie ze spadającą temperaturą.
Mocno samo-wzmocnione napięcie niezrównoważenia OPA podano do ADC mikrokontrolera. Program początkowo generuje na porcie sygnał prostokątny podany przez kondensator (filtr HP) i dzielnik rezystorowy do wejścia OPA. Gdy napięcie niezrównoważenia jest za duże pomiar dryftu nie jest stosowany co pozwala na użycie 12 bitowego ADC mikrokontrolera.
-Dobierz dla wielu użytych typów OPA czasy w programie aby pomiar dryftu był jak najszybszy ale jednak wystarczająco dokładny. Można też program ulepszy dodając jakieś funkcjonalności - filtry (?)
Nadchodzą domowe wojenki ( religijne ) na zachodzie
Nadchodzą domowe wojenki ( religijne ) na zachodzie
Władze nie ponoszą kosztów swoich błędów w polityce nielegalnej imigracji. Władza siedzi pozamykana w swoich posiadłościach, z dziećmi w prywatnych szkołach, chroniona przez służby. Za wszystko płaci podatnik.
Posłanka Hartwich z PO w czasie bandyckiego ataku granicy przez Białoruś apelowała do rządu: "Wpuśćcie w końcu tych ludzi do Polski! Kim są, ustali się później !"
W islamskim Sudanie trwa od 2023 roku okrutna wojna domowa. Obie strony konfliktu oskarżane są o masakry ludności cywilnej. Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) i organizacje praw człowieka opisywały sytuację w Darfurze jako ludobójstwo, wskazując na masowe zabójstwa, przemoc seksualną, tortury oraz głód wykorzystywany jako narzędzie wojny.
Przekroczenie "masy krytycznej" imigrantów z obcych i wrogich cywilizacji kończy się wyrżnięciem - imigrantów lub tubylców. Zawsze tak było.
Porządny, pracujący Irlandczyk - ofiara zwyrodnialca z Somali straciła lewe oko, ma uszkodzone prawe oko, rany karku i pleców, zmasakrowaną twarz. Jego rodzina rzekomo „zaapelowała o pokojowe protesty, przekonując, że niezależnie od przerażających wydarzeń z poniedziałku wielu migrantów wnosi "cenny wkład w nasze społeczeństwo".
Rządowa narracja to czysta, głupia, kompromitująca, 100% dezinformacja. Widzą to wszyscy:
"Podsumujmy: Sudanczyk uciekł z Sudanu (ok, większość wieje z kraju ogarniętego wojną), dostał się do Paryża (jak? Miał wizę? Jaką? Został sprawdzony pod kątem terroryzmu oraz współpracy ze stronami konfliktu w Sudanie które dopuszczają się strasznych zbrodni?). Stamtąd poleciał do Dublina (za co? I z jakim dokumentem?). Stamtąd autobusem do Belfastu gdzie poprosił o azyl (Francja i Irlandia są dla niego niebezpieczne? Pierwszym bezpiecznym krajem po opuszczeniu Sudanu jest UK?) i go dostał (na jakiej podstawie?). Ponad 3 lata później nie zna angielskiego, nie wiadomo z czego żyje i atakuje ciężko pracującego Brytyjczyka, którego rodzina (oslepionego, poranionego człowieka) mówi o pozytywnym wpływie migrantów. Aha."
środa, 10 czerwca 2026
Pod rządami ignorancji
Pod rządami ignorancji
https://myslpolska.info/2026/06/05/pod-rzadami-ignorancji/
"Porządki międzynarodowe zawsze mają przed sobą wiele niewiadomych. Nie bez powodu scenę międzynarodową uznaje się za najbardziej tajemniczą w życiu społecznym i trudno poznawalną.
Największym jednak źródłem niepewności i ryzyka nie jest sama natura tej sfery rzeczywistości, lecz ignorancja towarzysząca jej poznaniu. Dotyka ona szerokich kręgów politycznych, medialnego komentariatu, a nawet – o zgrozo – środowiska uniwersyteckiego Wielu obserwatorów stosunków międzynarodowych ulega rozmaitym presjom i koniunkturom. Zamiast poszukiwać prawdy, zajmują się oni w sposób świadomy tworzeniem fałszywych diagnoz, tendencyjnych rekomendacji i bałamutnych wizji. W odpowiedzi na zapotrzebowanie polityczne odrzucają niewygodną wiedzę, stosują rozmaite niejednoznaczności, eufemizmy, omijają tematy tabu. W rezultacie zanika rozróżnienie między wiedzą a ignorancją, prawdą a fałszem.
Najwięcej szkód wywołuje komentowanie bieżących zdarzeń międzynarodowych przez niekompetentnych, a ściślej mało rozgarniętych polityków. Samo zasiadanie w parlamencie nie czyni z wszystkich posłów i senatorów wybitnych i wszechstronnych znawców czegokolwiek. Wieje grozą, gdy w rozmaitych przekazach medialnych popisują się samozwańcze pseudoautorytety, które nie mają żadnego merytorycznego przygotowania, ale mają tupet i niczym nieuzasadnione przeświadczenie o swojej amatorskiej mądrości. Nie rozumieją norm porządkujących rzeczywistość międzynarodową, ani nie kontrolują dysonansów między światem powinności i realnego bytu. Pretendują ponadto do krytycznych ocen i moralizatorskich pouczeń wobec innych – zwłaszcza Rosji i Białorusi – co wynika z megalomanii i chełpliwości.
Całkowite oderwanie od realiów widać wyraźnie na przykładzie zawirowań wokół wiarygodności zobowiązań sojuszniczych NATO i Ameryki, wokół ukraińskich kampanii dezinformacyjnych, za które obwinia się wyłącznie Rosję, wokół zachodniej historycznej amnezji i licznych manipulacji medialnych, na przykład wokół Izraela. Promocja ignorancji ułatwia zakłamywanie rozmaitych zjawisk i procesów. Wystarczy przywołać polityczny, medialny i akademicki dyskurs o prawach człowieka, które funkcjonują w sferze ideologicznej i propagandowej, ale są całkiem oderwane od realiów. Tym postawom towarzyszy ślepota wobec imperialistycznych praktyk w przeszłości i obecnie, wybiórcze podejście do systemów opresyjnych, przemilczanie jaskrawych form dyskryminacji i wyzysku.
Anatomia manipulacji
Innym przykładem zakłamania jest wmawianie obywatelom, że Polska jest suwerenna i niepodległa jak nigdy dotąd, podczas gdy we współczesnym porządku międzynarodowym żadne państwo nie sprawuje prawdziwie najwyższego, niepodzielnego władztwa, jakiego wymagają definicje prawne i politologiczne. Nieprawdą jest także równość suwerenna państw, jak sugeruje Karta Narodów Zjednoczonych. Suwerenność państw istnieje więc jedynie dzięki ignorancji co do jej empirycznej rzeczywistości. Obrońcy pełnej suwerenności i niepodległości sami sobie zaprzeczają, gdyż w tym samym czasie respektują przemożną rolę sieci i rynków, klękają przed potęgą wielkich korporacji, a także uczestniczą w sposób pośredni lub bezpośredni w rozmaitych interwencjach w sprawy wewnętrzne innych państw.
Nadawanie sensu zjawiskom i procesom oznacza w wielu przypadkach ucieczkę od wiedzy i informacji. Dzieje się tak z dwu różnych powodów. Albo dana sfera rzeczywistości jest nierozpoznawalna z natury (ignorancja ontologiczna), albo poznawczo niedostępna (ignorancja epistemologiczna). Zasadniczy problem w nauce o stosunkach międzynarodowych polega na tym, że badacze z powodów obiektywnych (np. brak dostępu do danych) nie są w stanie wniknąć w „naturę rzeczy”, albo też świadomie lub mimowolnie podtrzymują niewiedzę, sięgając do mitów, uproszczeń, niedopowiedzeń i przemilczeń.
Najczęściej taka aktywność ma charakter celowy, zaprawiony stronniczością i wyrachowaniem. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że gdyby naprawdę zaczęto likwidować obszary ignorancji, choćby na temat charakteru reżimu politycznego na Ukrainie (korupcja, kradzież majątku narodowego, depopulacja, zamordyzm, haniebny kult zbrodniarzy), to mogłaby runąć cała konstrukcja fałszywej narracji, uzasadniającej ogromną pomoc udzielaną przez Zachód soldatesce ukraińskiej w Kijowie.
To nieprawda, że każdy naród ma wyłączne prawo do kultywowania pamięci swoich bohaterów, nawet gdy byli zbrodniarzami. Wspólnota Zachodu wypracowała po II wojnie światowej wiele reguł, zinternalizowanych w różnych państwach i regionach świata, aby nigdy więcej nie dawać przyzwolenia ideologiom i reżimom, pochwalającym ludobójstwo. Choć ciągle nie udaje się zapobiec recydywie katastrof humanitarnych, to jednak dzisiejszy trzon Zachodu (państwa NATO i Unii Europejskiej) ciągle wyznaje – przynajmniej deklaratywnie – te wartości. Z tego względu ma rację prezydent Polski, że Ukraina nie ma szans na wejście do wspólnot zachodnich ze swoim panteonem zbrodniarzy i kultem barbarzyństwa.
We współczesnych studiach międzynarodowych, wykorzystujących dorobek konstruktywizmu społecznego dowodzi się, że porządek międzynarodowy (a właściwie jego wyobrażenie) oparty jest na fabrykowaniu fałszywej wiedzy lub odwracaniu uwagi od faktycznych patologii i ukrywaniu niewygodnych faktów. Osławiony porządek liberalny, do którego z gorliwością neofity dołączały rządy państw pokomunistycznych, oparty był zawsze na subordynacji słabszych wobec silniejszych oraz na akceptacji ukrytych i jawnych form wyzysku. Robiono jednak wszystko po każdej ze stron, aby wizerunek zglobalizowanego kapitalizmu przedstawiać w jak najkorzystniejszym świetle. Mamiono ludzi postępem cywilizacyjnym, zatajając nowe formy zależności i podporządkowania.
W przedstawianiu struktury systemu międzynarodowego świadomie i celowo zacierano asymetrię władzy, a w rzeczywistości stosowanie dyskryminacji i podwójnych standardów wobec „późnoprzychodzących”. W okresie ustrojowej transformacji ignorancja pozwalała na ucieczkę od nazywania źródeł społecznego zła (zawłaszczania majątku narodowego, ubóstwa, dehumanizacji, eksploatacji) i od wskazywania winnych tego stanu rzeczy. Spełniała zatem funkcję ochronną w procesie przemian. Z jednej strony celowe działania nowych elit kompradorskich, a z drugiej obojętność i naiwność gremiów społecznych powodowały, że procesy stowarzyszania się, a następnie integracji w ramach liberalnego porządku przebiegały w praktyce bez większego sprzeciwu. Opornych marginalizowano, a w skrajnych wypadkach eliminowano (w Polsce przypadek Andrzeja Leppera). Dopiero teraz następuje powolne przebudzenie, ale straty są nie do naprawienia.
Ignorancja i jej skutki
Niewiedza łagodzi negatywne skutki dysonansu poznawczego na tle hipokryzji i sprzeczności między deklaracjami władz a realiami społeczno-gospodarczymi. Niewątpliwie sprzyja promowaniu interesów różnych uprzywilejowanych i wpływowych aktorów. Upowszechnienie wiedzy o faktycznych mechanizmach sprawowania władzy i procesach zewnętrznego sterowania mogłoby spowodować wzrost niepewności i sprzeciwu, a w rezultacie chaosu. Rządzący robią więc bardzo dużo, zwłaszcza za pomocą usłużnych mediów, aby niewygodną wiedzę o patologiach społecznych poddawać kontroli i reglamentacji. Stąd strategie urzędowego przemilczania i zinstytucjonalizowanej amnezji.
Wspólnikiem „produkcji ignorancji” jest współczesne dziennikarstwo, które odwraca uwagę od spraw naprawdę ważnych czy istotnych, zwalcza „niewygodną wiedzę” i jej eksponentów, upowszechnia „nowomowę”, odwracając znaczenia terminów i dezawuując racjonalną argumentację. Media masowe tworzą na skalę przemysłową „szum informacyjny”, rozpowszechniając bałamutne informacje i „alternatywne” fakty.
Szczególny przypadek z polskiego podwórka dotyczy podważania zaufania opinii publicznej do realizmu politycznego. Trwa bezmyślne etykietowanie jego zwolenników, oparte na mechanizmie naznaczenia, dyskredytacji i stygmatyzacji. Silne reminiscencje historyczne i panująca rusofobia kierują ten nurt myślenia, którego nazwę pisze się celowo w cudzysłowie, albo ze skrótem „tzw.”, w stronę zdradzieckiej formacji prorosyjskiej („targowicy”). W ten sposób zawęża się jego przydatność analityczną i wartość wyjaśniającą w odniesieniu do gry wielkich potęg na przestrzeni dziejów. Tymczasem jest to jedna z najstarszych konceptualizacji stosunków międzynarodowych, której źródła sięgają antycznego histora Tukidydesa i jego „Historii wojny peloponeskiej”. Teoretyczny dorobek realizmu politycznego jest niezaprzeczalny.
Polscy politycy i publicyści najczęściej nie znają schedy XX-wiecznych realistów anglosaskich, począwszy od Edwarda H. Carra, Hansa Morgenthaua czy Kennetha Waltza. Wydają natomiast jednoznacznie negatywne opinie o myśleniu realistycznym, będąc faktycznie ignorantami w tej dziedzinie. Polski świat akademicki także unika sięgania po konstrukcje teoretyczne i założenia metodologiczne realizmu politycznego, aby nie stać się obiektem prymitywnej krytyki ze strony ignorantów. Chwalebnym wyjątkiem jest publikacja profesora W. Juliana Korab-Karpowicza pt. „Realizm polityczny. Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych” (SCHOLAR, 2026). Sprowokowanie dyskusji wokół niej mogłoby zapobiec utonięciu dzieła w „produkcji ignorancji”.
Porządek międzynarodowy w sferach koncepcyjnej i realizacyjnej funkcjonuje zawsze dzięki temu, że dominujące mocarstwa, poddając uniwersalizacji swoje partykularne interesy, dążą do utrzymania systemu międzynarodowego we względnej równowadze. Ich hipokryzja i cynizm polegają na tym, że wykorzystują dla egoistycznych celów całe wspólnoty państw, podporządkowując je sobie w imię bezpieczeństwa, dobra wspólnego, pokoju czy ochrony praw człowieka. Liberalne demokracje nie różnią się pod tym względem od reżimów niedemokratycznych.
Wiara w kapryśnego hegemona
W polskiej wyobraźni politycznej na temat stosunków międzynarodowych istnieje ciągła tęsknota za ustanowionym raz na zawsze porządkiem międzynarodowym, który zapewniałby trwałe zakotwiczenie państwa w bezpiecznych i niezawodnych sojuszach. Takie myślenie ma charakter ahistoryczny i jest niestety produktem ignorancji. Każdy bowiem porządek społeczny, w tym międzynarodowy, jako zamknięty zespół wartości, norm i instytucji, które zapewniają stabilność i przewidywalność, istnieje jedynie w teorii. W praktyce mamy do czynienia ze stale zmieniającym się środowiskiem, w którym dynamika układów sił geopolitycznych determinuje mobilizację strategiczną, skierowaną na maksymalne zaspokojenie egoistycznych interesów.
Zwłaszcza państwa o rangach niemocarstwowych nigdy nie są pewne osiągniętego etapu konsolidacji porządku, do którego należą. Po latach względnego spokoju i stabilności zazwyczaj dochodzi do kumulacji sytuacji kryzysowych, które podważają skuteczność przywództwa i obniżają funkcjonalność sojuszy. Aby zaradzić negatywnym zjawiskom, przekierowuje się uwagę uczestników na zagrożenia zewnętrzne, a powszechna militaryzacja staje się zjawiskiem pierwszoplanowym. I znowu daje o sobie znać ignorancja, której efektem są potężne, często nietrafione wydatki na zbrojenia i przywiązanie do „bezalternatywnych” strategii rywalizacyjnych. W przypadku Polski jedynie przywrócenie normalności w stosunkach z Rosją może ograniczyć negatywne skutki irracjonalności w zachowaniach decydentów.
Oddawanie swojego losu i bezpieczeństwa w ręce kapryśnego hegemona świadczy nie tylko o braku mądrego wnioskowania z historii. Jest także dowodem samooszukiwania się i głębokiego upodlenia. Wyścig polskich notabli o łaskawość zaoceanicznego protektora w sprawie stacjonowania amerykańskich legionów jest objawem „zbiorowego infantylizmu”. Nie trzeba przecież specjalnego dowodu na to, że uzależniając się całkowicie od obcej „polisy ubezpieczeniowej”, polscy politycy pchają Polskę we wspieranie wszelkich awantur inicjowanych przez USA.
Poza polityką zbrojeń ignorancja połączona z brakiem wyobraźni rządzi także bezpieczeństwem energetycznym i żywnościowym, migracjami i zarządzaniem granicami. Doprawdy trudno pojąć logikę barykadowania Polski od strony Rosji i Białorusi, gdy tymczasem granica z Ukrainą, będącą w stanie wojny, jest miejscem wielu przemilczanych nadużyć, a państwo jest otwarte na imigrację jak nigdy przedtem. Brakuje ponadto debaty na poziomie politycznym i eksperckim na temat szkodliwych skutków jednostronnych uzależnień, a dogmatyzacja lojalności sojuszniczej „na dobre i złe” wobec Ukrainy uodparnia „reżim ignorancji” na zmiany i przewartościowania dotychczasowej strategii.
Ignorancja stoi na przeszkodzie właściwemu rozpoznaniu natury liberalnego porządku międzynarodowego. W istocie opiera się on na wspólnocie interesów dawnych potęg kolonialnych i brutalnych imperiów, których praktyki wobec podbijanych ludów miały charakter haniebny. To tam zrodził się rasizm i wszelkie możliwe formy opresji. Polska, która w swoim dziedzictwie historycznym powołuje się na własne wartości tolerancji, humanitaryzmu i solidarności, zamiast dystansować się od nikczemności idei i instytucji wymyślonych na Zachodzie, przyjmuje je bezkrytycznie, co jest niewątpliwie skutkiem głębokiej ignorancji. Nie wiadomo, czy rządzący zdają sobie sprawę z tego, że biorą na siebie odium za czyny nigdy niepopełnione przez Polaków.
Pułapka narracji historycznej
Będąc przez wiele dekad pryncypialnym uczestnikiem rozliczania zbrodni reżimów totalitarnych – nazizmu i stalinizmu – Polska afirmuje zachodnią narrację zwycięstwa w II wojnie światowej. Skutkuje to przyzwoleniem na włączenie do uznanej pamięci historycznej ukraińskich zbrodniarzy wojennych, winnych czystek etnicznych na Polakach Wołynia i Galicji Wschodniej. Wizja porządku międzynarodowego opartego na heroizacji zbrodniarzy ma zawsze charakter jątrzący i konfliktogenny. Prędzej czy później doprowadzi do kolejnej katastrofy w stosunkach między zwaśnionymi stronami. Szkoda, że polskie elity polityczne III RP, ogłupiane przez lata rusofobiczną propagandą, doprowadziły do zhańbienia pamięci o ofiarach banderowskiego ludobójstwa poprzez obojętność wobec oficjalnego na Ukrainie kultu zbrodniarzy, ale na domiar złego, brną dalej we wspieranie skorumpowanego reżimu kijowskiego, nieliczącego się z wrażliwością Polaków.
W związku z ludobójstwem Izraela w Gazie oraz odkryciem ogromnej korupcji w ukraińskich kręgach władzy, niemal na całym Zachodzie przyjęto tworzenie „prawdy alternatywnej”. Odwracanie uwagi i lekceważenie niewygodnej wiedzy bazuje na podkreślaniu „prawa Izraela do obrony”, a w przypadku Ukrainy wyolbrzymianiu jej roli w obronie wartości „wolnego świata”, których sama Ukraina nigdy nie przestrzegała i nie przestrzega. Każdy krytyk Izraela jest napiętnowany jako „antysemita”, a oskarżający Ukrainę z automatu nabywa miano „agenta Putina”. To tylko dwie ilustracje tego, jak liberalny porządek wykorzystuje umyślną ignorancję dla zaciemniania prawdy o przestępczej działalności rządów i armii.
Gdy dzięki prezydentowi Donaldowi Trumpowi zrezygnowano z idealizacji liberalnego porządku, okazało się, że nie obowiązują w nim żadne „wartości ani zasady”, którymi „czarowano” przez lata swoich i obcych. Nie oznacza to jednak, że populizm Trumpa nie sięga do podobnych praktyk ignorancji, które rażą swoją nachalnością i brakiem skrupułów. Przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii wytwarzania wiedzy (przy zastosowaniu sztucznej inteligencji) dochodzi do algorytmicznego dobierania treści i zacierania w oczywisty sposób granic między prawdą a kłamstwem. W połączeniu z porażającą niekompetencją funkcjonariuszy publicznych prowadzi to do demontażu demokratycznych podstaw ustrojowych – rządów prawa i kontroli władz.
Kłamstwa i tupet
W oficjalnej propagandzie sięga się do jawnych zmyśleń i przeinaczeń, co obrazują wypowiedzi najwyższych funkcjonariuszy z prezydentem USA na czele, na przykład w odniesieniu do Iranu. Odwoływanie się w wielu sprawach do spiskowych tropów służy ignorantom do unikania dowodów empirycznych. Język debaty publicznej nie sięga do wyszukanych retorycznych popisów, ale celem wywołania emocjonalnych odruchów w społeczeństwie – do pospolitych obelg, inwektyw i zniesławień.
Na szczęście, są jeszcze przyzwoici ludzie, którzy ujawniają szkodliwe manipulacje i nadużycia władz. Dzięki wysiłkowi intelektualnemu i cywilnej odwadze amerykańskich dziennikarzy doszło na przykład do ujawnienia, że wojnę z Irakiem w 2003 roku oparto na sfabrykowanych dowodach i fałszywych zarzutach przeciw Saddamowi Husajnowi posiadania broni masowej zagłady. Warto przypomnieć najsłynniejszego sygnalistę i demaskatora w historii, Edwarda Snowdena, który w 2013 roku obnażył na łamach prasy bezprawne praktyki inwigilacji i prześladowań obywateli USA. W związku z kryzysem migracyjnym w Europie wielu uczciwych ludzi ujawniło głęboki rozdźwięk między retoryką humanitarną rządów państw unijnych a utrzymywaniem brutalnych reżimów granicznych.
Konkludując, można pokusić się o twierdzenie, że współczesny porządek międzynarodowy, będący mieszaniną dezynwoltury i chaosu, jest rezultatem świadomie konstruowanej ignorancji, systematycznej produkcji niewiedzy. Wielkim potęgom ciągle udaje się pod szyldami moralnej wyższości i cywilizacyjnego posłannictwa maskować sprzeczności między głoszonymi postulatami a faktycznymi, często haniebnymi i szkodliwymi zachowaniami."

