sobota, 21 lipca 2018

Polonizacja gospodarki ???

Polonizacja gospodarki ???

1. Delphia Yachts powstała w 1990 roku jako Sportlake. Obecnie ma największą stocznię jachtową w Europie Środkowo-Wschodniej. W ciągu 28 lat działalności wybudowała 25 tysięcy jachtów najróżniejszych typów, od jednostek śródlądowych, poprzez morskie, aż do oceanicznych. Obecnie, w swojej ofercie firma ma 9 modeli żaglówek i 8 jachtów motorowych. Ma klientów w Europie, Rosji, USA, Kanadzie i Australii, oraz w Japonii i Chinach.
Delphia jest świetnie rozpoznawalną markę. Delphia w 2017 roku miała 30 milionów euro przychodu ze sprzedaży. Zatrudnia ponad 670 osób i eksportuje 95 procent swojej produkcji.
Dolphia została przejęta przez francuską grupę Benetau. Możliwe że za 2 lata nie będzie już Dephia Yachts. Cała produkcja zostanie przeniesiona do Chinach a kontrahenci sprzedani.
Nie wiadomo dlaczego właściciele sprzedają biznes. Może wystraszyli się danin, opłat, składek i szykan biurokratycznych ...

2. Firma Solaris Bus & Coach założona w 1996 roku przez Solange i Krzysztofa Olszewskich zatrudnia obecnie 2300 osób w swoich zakładach produkcyjnych w Bolechowie k/Poznania i w Środzie Wlkp.
Produkty polskiej firmy, głównie autobusy, obecne są w 32 państwach w ponad 700 miastach. Do tej pory z fabryk Solarisa wyjechało ponad 16 000 pojazdów. Są to zarówno autobusy miejskie z tradycyjnym napędem spalinowym, jak również pojazdy z napędem alternatywnym w tym: autobusy hybrydowe, elektryczne, z wodorowym ogniwem paliwowym i na CNG. Solaris jest także największym w Europie producentem trolejbusów.
Producent autobusów Solaris został sprzedany Hiszpanom. Strategicznym inwestorem jest hiszpańska firma CAF.
Wartość Solarisa jest szacowana przez nowego inwestora na nieco ponad 300 mln euro, ale ostateczna kwota zostanie ujawniona dopiero po zamknięciu całego procesu.

3. Po pół roku szukania inwestora strategicznego, sieć delikatesów "Piotr i Paweł" znalazła nowego właściciela. Nabywcą jest prawdopodobnie Jeronimo Martins, które zaproponowało wyższą cenę. Jeronimo Martins jest właścicielem sieci Biedronka.

4. Producent pojazdów kolejowych Pesa, powinien w zasadzie zbankrutować. Tak to jest robić biznes z PKP czyli z polskim nierządem.

5. Samopoczucie premiera Mateusza Morawieckiego wydaje się dobre. Ostatnio Mateusz Morawiecki mówił o tym jak rozkradziono w procesie prywatyzacji polskie firmy branży przetwórstwa rolniczego. Zapomniał dodać że sprawcą był nierząd AWS czyli PO i PiS-u ! NB. Pojawia się tam nazwisko Morawiecki.
Gdy złodzieja złapią za rękę ma krzyczeć - to nie moja ręka !  

piątek, 20 lipca 2018

Żydzi - cytaty 8

Żydzi - cytaty 8
https://wiadomosci.onet.pl/pelna-wersja-dziennika-z-lodzkiego-getta/kvwjz
"Po ponad 40 latach od pierwszego, niepełnego wydania, nakładem wydawnictwa Bellona ukazała się pełna wersja niezwykłego świadectwa codzienności w łódzkim getcie - "Dziennik z łódzkiego getta" Jakuba Poznańskiego.
Jakub Poznański, doktor chemii, wraz z żoną i córką okres okupacji przetrwał zamknięty w łódzkim getcie. Od sierpnia 1944 roku cała rodzina ukrywała się w straszliwych warunkach na terenie getta. Przez cały ten czas Jakub Poznański prowadził zapiski w zeszytach (ocalało ich tylko sześć), gdzie sumiennie notował, w suchej, kronikarskiej formie, zdarzenia i swoje obserwacje.

"Zeszyty Ojca towarzyszyły mu wszędzie, była to pierwsza rzecz, która zabierał do kolejnych kryjówek" - opowiadała Hanna Poznańska-Linde, córka autora, podczas wtorkowej promocji książki w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie.

Chociaż zeszyty Poznańskiego mają już prawie 60 lat, zarówno papier, jak i okładki zachowały się w zupełnie dobrym stanie. Wszystkie zapiski prowadzone były w kratkowanych zeszytach. Bardzo często, szczególnie w okresie ukrywania się, obok daty zapisany jest dzień tygodnia - autor nie miał wtedy kalendarza, każdy dzień był podobny, więc pomagało to uniknąć pomyłek w datowaniu.

"Bardzo późno dotarło do mojej świadomości, czym były dla ojca te zapiski - niewątpliwie chciał przekazać potomnym obraz tych straszliwych czasów, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, że trudno będzie we wszystko uwierzyć" - mówiła Hanna Poznańska.

Bardzo charakterystyczny jest zapis z 18 stycznia 1945 roku: "Na dziedziniec zajechały auta ciężarowe. Mają nas wywieźć na cmentarz żydowski, gdzie tydzień temu kazano wykopać dziewięć dużych grobów. (...) Gdyby trafili do naszej kryjówki, pozostawię w lochu te zeszyty - może to będzie ostatni po nas ślad". Dzień później, 19 stycznia, do Łodzi wkroczyła Armia Czerwona.

"To niezwykły dokument codzienności w bardzo specyficznym getcie, jakim było getto łódzkie. Położone poza Generalną Gubernią, pozbawione było praktycznie jakiegokolwiek kontaktu z innymi gettami. Informacje o zagładzie zaczęły tu docierać bardzo późno, a mieszkańcy łódzkiego getta, jak wielu innych Żydów, nie dawali im wiary. Tak więc mamy tu do czynienia z fascynującym dokumentem czasów zagłady, pisanym bez przyjmowania pełnej perspektywy wynikającej ze świadomości, że ginie cały naród" - mówił we wtorek prof. Israel Gutman, historyk.

Nie udało się zaraz po wojnie opublikować zeszytów Poznańskiego. Być może sucha, kronikarska forma dziennika nie wzbudzała wtedy zachwytu wydawców. Dopiero w 1960 roku, w rok po śmierci Poznańskiego, dziennik ukazał się nakładem Wydawnictwa Łódzkiego. Niestety, wydanie było poważnie okrojone. "Poprawiono" nie tylko styl autora, ale nierzadko i treść zapisu. Niektóre fragmenty, zwłaszcza polityczne, usunięto. Obecne wydanie jest bliższe oryginałowi. Ujednolicono jedynie zapis dat i uwspółcześniono ortografię."

Pierwsze polskie wydanie z 1960 roku miało tylko 8000+205 nakładu.
Autor prawdziwie, bez litości rozprawia z żydowskimi sprawcami Holocaustu !

środa, 18 lipca 2018

Parę faktów o "polskich" sądach 132

Parę faktów o "polskich" sądach 132
http://fakty.interia.pl/polska/news-krakow-zaskakujacy-wyrok-w-procesie-mafii-paliwowej,nId,2596571
"Kraków: Zaskakujący wyrok w procesie "mafii paliwowej"
Przed krakowskim Sądem Okręgowym zapadł w środę wyrok w głośnym procesie w sprawie "mafii paliwowej". Sąd nie dopatrzył się w materiale dowodowym procederu wyłudzania podatku VAT i prania brudnych pieniędzy i uniewinnił głównych oskarżonych, tzw. baronów paliwowych Jana B. i Zdzisława M.
W procesie oskarżonych było 18 osób, zarzuty dotyczyły "wyprania" prawie 200 mln zł i dokonania oszustw podatkowych na kwotę blisko 280 mln zł. Proceder polegał na nielegalnym produkowaniu paliw, fikcyjnym obrocie produktami ropopochodnymi przez kolejne spółki oraz praniu brudnych pieniędzy.
Wśród oskarżonych znajdowali się dwaj tzw. baronowie paliwowi z największego w Polsce prywatnego importera paliw - spółki BGM: Jan B. i Zdzisław M., oraz "baron lokalny" ze Śląska Artur K. i pośrednik Tomasz K. Wszyscy czterej odpowiadali przed sądem za zorganizowanie i kierowanie grupą przestępczą zajmującą się praniem brudnych pieniędzy.

Uczestnictwo w takiej grupie zarzucono pozostałym oskarżonym, wśród których znajdowały się osoby firmujące działalność fikcyjnych spółek-słupów, między którymi sprzedawano komponenty paliwowe. Ponadto wszystkim oskarżonym zarzucono liczne przestępstwa przeciw dokumentom, jak podrabianie, poświadczanie nieprawdy, oraz oszustwa w stosunku do mienia wielkiej wartości.
Osiem osób uniewinnionych

W ogłoszonym w środę wyroku krakowski sąd uniewinnił ośmioro oskarżonych, w tym domniemanych "baronów paliwowych" Jana B. i Zdzisława M.

Oskarżonego Tomasza K. za zlecanie wystawiania fałszywych faktur oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą w tym zakresie skazał na karę trzech i pół roku pozbawienia wolności i grzywnę 60 tys. zł; oskarżony Artur K. za zlecanie fałszywych faktur usłyszał wyrok trzech lat i 60 tys. zł grzywny.

Pozostałych ośmiu oskarżonych za wystawianie fałszywych faktur lub posługiwanie się nimi zostało skazanych na kary od pół roku do trzech lat pozbawienia wolności i grzywny. Wobec niektórych oskarżonych sąd orzekł także czasowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z handlem produktami ropopochodnymi.

"Sąd uznał, że dowody zebrane w sprawie nie są wystarczające do przypisania oskarżonym winy za zarzuty opisane w akcie oskarżenia, dotyczące wyłudzenia i prania brudnych pieniędzy. Nastąpiła także zmiana w zakresie stanu prawnego, która też miała istotne znaczenie z punktu widzenia ustalenia odpowiedzialności karnej. W związku z tym doszło do uniewinnienia oskarżonych" - powiedziała PAP rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego sędzia Beata Górszczyk.

Wskazała także, że sąd rozważał możliwość przypisania oskarżonym odpowiedzialności na podstawie przepisów Kodeksu karno skarbowego, ale w takim przypadku nastąpiło już przedawnienie. Tak samo przedawnieniu uległ zarzut działania zorganizowanej grupy przestępczej.

"Natomiast sąd przypisał oskarżonym, łącząc zarzuty, poświadczenie nieprawdy, ale tylko tym osobom, co do których można było wskazać, jakie faktury zostały przez nich sfałszowane bądź jakie polecili wystawić. Jeżeli w materiale dowodowym nie było konkretnych faktur, oskarżeni zostali uniewinnieni, pomimo że przyznali się do ich sfałszowania" - poinformowała rzeczniczka.
Braki w akcie oskarżenia

Dużą część ustnego uzasadnienia wyroku sąd poświęcił omówieniu braków aktu oskarżenia. Jak podkreślił, znalazły się w nim m.in. zarzuty, których nie poparto materiałem dowodowym, lub dowody, które nie znajdowały odzwierciedlenia w zarzutach. Zastrzeżenia sądu budziły także nieselekcjonowane zbiory dokumentów, np. rzekoma opinia informatyczna, będąca w istocie wydrukiem dokumentów z komputerów firmy BGM, zawierająca się w 749 tomach akt, lub zbiór dokumentów z ówczesnego CBŚ w Szczecinie.

Wyrok jest nieprawomocny. Na ogłoszenie wyroku nie stawiła się żadna z oskarżonych osób. Oprócz prokuratora na sali obecni byli tylko dwaj obrońcy.

Jak powiedział PAP po ogłoszeniu wyroku przedstawiciel urzędu prokuratorskiego, wyrok "stanowi pewne zaskoczenie". "Dokonamy oceny pisemnego uzasadnienia, oceny rozstrzygnięć w zakresie winy, kwalifikacji i wtedy podejmiemy decyzję w sprawie apelacji" - powiedział prokurator.

Obrońca oskarżonego Zdzisława M. mec. Zbigniew Kubicki pytał po wyroku: "Gdzie jest ta mafia? Nie udowodniono istnienia żadnej mafii paliwowej. Udowodniono tylko istnienie zwykłych kantów na stacjach benzynowych, jakie się dzieją w całej Polsce" - stwierdził w rozmowie z PAP adwokat. "Ten wyrok przyjmuję bez satysfakcji, bo to jest krótko mówiąc porażka organów ścigania. Jaka to może być satysfakcja dla ludzi, którzy siedzieli w areszcie po dwa lata?" - powiedział obrońca.

"W przeciwieństwie do mec. Kubickiego, ja jestem usatysfakcjonowany wyrokiem, gdyż materiał dowodowy był tak obszerny i tak skomplikowany, że prokurator musiał pewne błędy popełnić, ale najważniejsze jest to, że to obrona okazała się skuteczniejsza" - powiedział z kolei obrońca Jana B. adwokat Janusz Molis.

Akt oskarżenia w tej sprawie powstał w 2004 r., proces rozpoczął się w kwietniu 2005 r. Pytany przez PAP o przyczyny tak długiego procesu, trwającego ponad 13 lat, sąd wyjaśnił m.in., że w toku procesu przesłuchano 18 oskarżonych, 115 świadków z aktu oskarżenia i kilkunastu świadków zgłoszonych przez strony. Uzyskano liczne opinie biegłych, w tym opinię medyczną dotycząca oskarżonego Jana B. Zapoznano się z opinią zawartą w 749 tomach akt, a po jej wyselekcjonowaniu oskarżony Jan B. składał wyjaśnienia co do każdego z 18 tys. stron dokumentów. W procesie odbyły się 133 rozprawy.

Śledztwo dotyczyło jednego z wątków największego w Polsce śledztwa paliwowego, prowadzonego przez ówczesną Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie. Chodziło o proceder nielegalnego obrotu paliwami z wyłudzaniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. Materiały w tej sprawie trafiły do Krakowa z dziesięciu innych prokuratur w kraju."

Parę faktów o "polskich" sądach 131

Parę faktów o "polskich" sądach 131
Łapownicze sądy Państwa teoretycznego z dykty w pełnej krasie. Po 18 latach zapadł wyrok ws. Banku Staropolskiego. 
https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/po-18-latach-postepowania-zalozyciel-banku,76,0,2411084.html
"Po 18 latach od wszczęcia postępowania Piotr B., założyciel Banku Staropolskiego, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. Zapłaci też grzywnę w wysokości 100 tys. zł.
Sąd uznał Piotra B. winnym tego, że w 1998 i 1999 roku doprowadził do wyrządzenia Bankowi Staropolskiemu SA w Poznaniu szkody majątkowej w wysokości, co najmniej 127 mln zł."
Tysiące pokrzywdzonych odczuło ulgę ! Z blisko miliarda złotych ( waloryzacja ) z upadłego banku nie udało się odzyskać nic. Pokrzywdzeni mieli rację ! Państwo jest skorumpowane.

Sowiecki sołdat, kapitan kontrwywiadu to rzekomo znakomity prezes sądu najwyższego. Nie może być zresztą inaczej bo ojcem założycielem wymiaru sprawiedliwości PRL-III RP był Józef Stalin działający przez gen NKVD Iwana Sierowa.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tajemnicza-amnezja-sedziego-iwulskiego-artykul/k9v7cxq
"Tajemnicza amnezja sędziego Iwulskiego
Kierujący obecnie Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL - ustalił Onet. Skazywani w nich byli opozycjoniści. - Musiałem stosować ówczesne prawo. Tam, gdzie mogłem, starałem się nie robić nikomu krzywdy. Nie zawsze się udało - mówi Iwulski w rozmowie z Onetem.

    Na jaw wychodzą nowe fakty dotyczące kontrowersyjnej przeszłości sędziego Józefa Iwulskiego wyznaczonego przez prezydenta Andrzeja Dudę do pełnienia obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego
    Z dostępnych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że orzekał w co najmniej kilku politycznych procesach w okresie stanu wojennego
    Był też podoficerem, a następnie oficerem rezerwy Wojskowej Służby Wewnętrznej po przeszkoleniu kontrwywiadowczym służb PRL

Onet przeanalizował akta spraw, w których za czasów PRL orzekał ówczesny podporucznik Józef Iwulski, sędzia sądów wojskowych w Krakowie i Warszawie. Wszystkie z nich prowadzone były przeciwko opozycjonistom w czasach PRL, a wyroki wydawane były na podstawie dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego z 12 grudnia 1981 roku.
Sędzia stanu wojennego

Wśród zachowanych dokumentów znajdują się protokoły z rozpraw głównych i wyroki, na których jako członek składu orzekającego występuje ppor. Iwulski. Więcej, czynnie uczestniczył on w rozprawach, zadając w nich pytania oskarżonym i świadkom. Bez wątpienia nie są to - jak twierdził do niedawna Iwulski - incydentalne postanowienia, czyli niezwiązane z ostatecznym wyrokiem. Przeciwnie - są to postanowienia, na mocy których działacze opozycji w stanie wojennym skazywani byli na kary więzienia i grzywny
Iwulski – jak sprawdziliśmy w dokumentacji procesowej – widnieje jako sędzia na wyroku m.in. w sprawie So.W. 791/82 dotyczącej członka NSZZ "Solidarność", który skazany został na trzy lata pozbawienia wolności za powielenie ok. 200 sztuk ulotek, których treść wzywała do strajku powszechnego oraz - jak precyzował akt oskarżenia - "wyszydzała publicznie Polską Rzeczpospolitą Ludową przez przedstawienie w ulotce kontur mapy Polski okolonej drutem kolczastym, przy czym ulotki te rozpowszechniał w miejscach publicznych".
Nazwisko sędziego jest także w protokole rozprawy głównej i na wyroku w sprawie So.W.771/82 przeciwko trzem krakowskim działaczom "Solidarności" skazanym za działalność związkową i rozpowszechnianie nielegalnych pism i ulotek.
Podobnie Iwulski występuje w kilku innych sprawach politycznych, w tym w najgłośniejszej o sygnaturze So.W. 722/82 przeciwko siedmiu działaczom Konfederacji Polski Niepodległej (KPN), których wojskowa prokuratura oskarżyła o przestępstwa mające na celu obalenie ustroju PRL. W procesie tym zostały skazane cztery osoby, m.in. na kary kilkuletniego pozbawienia wolności. Faktem jest, że Iwulski złożył jako jedyny sędzia zdanie odrębne w tej sprawie - co dziś podnosi.
Oficer wojskowych służb

Ale sprawy sądowe wobec opozycjonistów to nie wszystko. W archiwach IPN zachowały się także dokumenty dotyczące przebiegu oficerskiej służby Józefa Iwulskiego w Wojskowej Służby Wewnętrznej. To właśnie w aktach WSW na samym końcu w 1990 roku odnotowano oddelegowanie sędziego do Sądu Najwyższego.
WSW była w latach 1957-1990 wojskową służbą specjalną, odpowiedzialną m.in. za kontrwywiad wojskowy. Z akt, które widział Onet wynika, że związek Iwulskiego z WSW rozpoczął się od skierowania w 1976 r. do Ośrodka Szkolenia WSW im. Feliksa Dzierżyńskiego. Po wyszkoleniu przez kontrwywiad wojskowy PRL odbył półroczne praktyki w Oddziale WSW Kraków. W opinii służbowej WSW podkreślano sumienność, pilność i pracowitość Iwulskiego, który piął się po szczeblach wojskowej kariery. Podkreślano jego dużą wiedzę oraz skrystalizowany pogląd ideowo-polityczny i członkostwo w Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej.

W grudniu 1982 roku został mianowany podporucznikiem. Co ciekawe, pod rozkazem podpisali się ówcześni szef Głównego Zarządu Politycznego WP gen. dyw. Józef Baryła i szef MON gen. broni Florian Siwicki. Obaj byli członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, odpowiedzialnymi za wprowadzenie w Polsce stanu wojennego w grudniu 1981 r. i późniejsze represje.

Iwulski w tym samym roku stanu wojennego – jak wynika z akt IPN - został zmobilizowany i skierowany do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, gdzie wyrokował z dekretu o stanie wojennym w procesach opozycji antykomunistycznej. Orzekał do 1983 r; także w roku 1986 był sędzią Wojskowego Sądu Garnizonowego.
Był w "Solidarności" i sądził "Solidarność"

Dokumenty, które analizował Onet, podważają wersję wydarzeń, jaką sędzia Iwulski przedstawił zarówno w swoim niedawnym oświadczeniu, jak i w rozmowie z naszymi dziennikarzami.

Na początku lipca Iwulski w rozmowie z Onetem twierdził, że orzekał tylko w jednym procesie politycznym - chodzi o rozprawę przeciw KPN. - Złożyłem zdanie odrębne. Nie sądziłem w żadnej innej sprawie, w której opozycjoniści zostali skazani - mówił wówczas. - Może moje nazwisko pojawia się w jakichś procesach zakończonych skazaniem, w których wydawałem postanowienia incydentalne, czyli niezwiązane z wyrokiem? - mówił. Jednak dokumenty, które wyżej opisaliśmy, przeczą tej wersji.
Co teraz mówi Iwulski? Przyznaje, że - tak jak dziennikarze Onetu - zapoznał się z aktami spraw z przeszłości. Zastrzega, że nie sprawdził jeszcze wszystkich procesów. - Nazwiska tych skazanych nic mi nie mówią. Nie pamiętam tych spraw. Nie mam jednak powodu, by kwestionować wiarygodność tych dokumentów - przyznaje. - Dokumenty potwierdzają zresztą, że w sprawie KPN złożyłem zdanie odrębne. W innej sprawie, w której kierowałem składem orzekającym w procesie o "rozpowszechnianie różnego rodzaju nielegalnych pism sygnowanych przez NSZZ "Solidarność", zapadł wyrok uniewinniający. Są też trzy sprawy zakończone warunkowym zawieszeniem wykonywania kary. Jest jedno skazanie za sprawę polityczną, ale z akt wynika, że dotyczy to człowieka skazywanego wcześniej kilkakrotnie za przestępstwa pospolite i odbywającego karę więzienia. Nie potrafię odtworzyć, dlaczego w tej sprawie nie złożyłem odrębnego. Wydaje mi się, że nie było możliwości.

Iwulski przyznaje, że należał do PZPR. - Zapisałem się w 1978 roku, gdy byłem asesorem sądowym. A w 1980 r. zapisałem się do "Solidarności". Byłem aktywnym działaczem, wiceprzewodniczącym komisji zakładowej przy Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Działałem też w Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności - opowiada. Ta ostatnia organizacja była w praktyce zespołem ekspertów prawniczych "Solidarności".

- To dlaczego pół roku później komuniści wzięli pana do wojska i kazali sądzić w procesach politycznych? - pytamy.

- Chcieli mnie przytemperować. Dziś odwaga staniała. Chciałbym wiedzieć, jak zachowywali się wówczas ci, którzy mnie dziś krytykują.

Iwulski bagatelizuje też swoje związki z wojskową bezpieką. - To jest śmieszne, że robi się ze mnie wojskowego szpiega. W WSW były różne piony. Trafiłem tam na przeszkolenie po studiach prawniczych. Trochę służyłem w prewencji, trochę w wydziale dochodzeniowym. Nie miało to nic wspólnego z kontrwywiadem wojskowym.

Pytamy: - Nie ma pan sobie naprawdę nic do zarzucenia w sprawie sądzenia ludzi w stanie wojennym?

- Sędziowie mają obowiązek stosować prawo. Takie było prawo, jakie było. Tam, gdzie mogłem, starałem się nie zrobić nikomu krzywdy. Widać nie zawsze się dało."

wtorek, 17 lipca 2018

Soros w służbie nazistów

Soros w służbie nazistów
https://warszawskagazeta.pl/polityka/item/5754-afera-w-usa-slynnemu-miliarderowi-george-owi-sorosowi-amerykanska-aktorka-wypomniala-szabrowanie-zydow-w-czasie-ii-wojny-swiatowej
"AFERA W USA! Słynnemu miliarderowi George’owi Sorosowi amerykańska aktorka wypomniała szabrowanie Żydów w czasie II wojny światowej.

„Przepraszam za podanie o tobie nieprawdziwej informacji. Nawiasem mówiąc, George Soros jest nazistą, który wydał swoich ziomków nazistom na śmierć w niemieckich obozach koncentracyjnych i ukradł ich majątki. Wiedzieliście to? Ale wszyscy popełniamy błędy, prawda, Chelsea” – napisała w internecie amerykańska aktorka Roseanne Barr (na portalu wymiany krótkich informacji – Twitter). Adresatem jej wypowiedzi była córka byłego prezydenta USA Billa Clintona i Hillary Clinton – Chelsea. Barr wcześniej napisała, że wyszła ona za mąż za bratanka Sorosa, a tym postem „przeprosiła” byłą prezydentównę. Gdy tę wiadomość opublikował u siebie na profilu amerykański prezydent Donald Trump, rozpętało się prawdziwe piekło medialne. Soros i jego przedstawiciele odrzucili oskarżenia o kolaborację z Niemcami, podkreślali, że sędziwy miliarder (w sierpniu skończy 88 lat) był ofiarą Holokaustu, a nie jednym ze sprawców. Sprawa nie jest jednak tak klarowna, jak by życzył sobie tego Soros.

Bez poczucia winy

George Soros (György Schwartz) urodził się 12 sierpnia 1930 r. w Budapeszcie. Rodzina zmieniła nazwisko na niemające konotacji żydowskich – Soros w 1936 r. Wszystko z powodu zwiększającego się antysemityzmu na Węgrzech. Ojciec przyszłego miliardera Tivadar był cenionym prawnikiem i miłośnikiem języka esperanto. Soros w esperanto oznacza „wznosić się na wyżyny”. Los węgierskich Żydów stał się tragiczny dopiero wiosną 1944 r., gdy Niemcy wkroczyli na Węgry i rozpoczęli okupację dotychczasowego sojusznika. Ojciec George’a jako wpływowa osoba zabezpieczył jednak syna. Trafił on pod opiekę jednego z urzędników zajmujących się inwentaryzacją i przejmowaniem (czyli kradzieżą) mienia mordowanych Żydów. Ów urzędnik twierdził, że Soros jest jego chrześniakiem. Wiadomo, że Soros przynajmniej pomagał swojemu opiekunowi. Według innych źródeł wówczas zaczął gromadzić ogromny majątek, gdyż wziął udział w grabieży i udało mu się zdobycz wywieźć po wojnie za granicę.

Sprawa została nagłośniona w 1998 r., gdy Soros występował w słynnym programie 60 minut amerykańskiej stacji CBS. Prowadzący wywiad Steve Kroft zapytał go otwarcie o te kwestie. I trzeba przyznać, że odpowiedzi Sorosa wydają się szczere, chociaż nie stawiają go w dobrym świetle.

„Rozumiem, że udało ci się ujść [prześladowaniom – red.] i faktycznie pomagałeś w konfiskacie majątku Żydów?” Soros: „Tak, to prawda. Tak”. Kroft: „Rozumiem, to brzmi jak doświadczenie, które wysłałoby wielu ludzi na kanapy do psychiatrów, na wiele, wiele lat. Czy to było trudne?” Soros: „Nie, wcale. Wcale nie było. Może jako dziecko nie widzisz… nie widzisz tych wszystkich związków. Ale tak było. To nie stworzyło mi żadnych problemów”. Kroft: „Żadnego poczucia winy?” Soros: „Nie”. Kroft: „Na przykład: jestem Żydem, jestem tutaj, obserwuję wysyłkę tych ludzi. Łatwo mógłbym być jednym z nich. Powinienem być jednym z nich. Nic takiego nie przychodziło?” Soros: „Oczywiście, mogłem być wśród tych, którzy byli wywożeni. Ale nie było sensu, abym był nimi. Właściwie, w pewien zabawny sposób, to tak było jak na rynkach. Jeżeli ja bym tego nie zrobił, to kto inny by to wykonał. Byłem tylko widzem. Ich majątek i tak zostałby zabrany. Więc nie miałem żadnej roli w odbieraniu ich własności. Więc nie miałem poczucia winy”.

To, co szokuje w tamtym wywiadzie, to fakt, że po przeszło pół wieku Soros nie miał nawet cienia poczucia winy wobec sposobu, w jaki uniknął śmierci. Ci, którzy dziś rozgrzeszają Sorosa, czyniąc z niego ofiarę walczącą o przeżycie, to często ci sami ludzie, którzy wypominali papieżowi Benedyktowi XVI, że jako 14-latek został zapisany do Hitlerjugend.

Zemsta aktorki

Autorka skandalu Roseanne Barr zaatakowała Sorosa nie przypadkiem. Jest on symbolem lewicowego mainstreamu rządzącego amerykańskimi mediami. Parę dni przed awanturą z Sorosem Barr straciła swój bardzo popularny serial komediowy (także w Polsce) Roseanne jako karę za żart w internecie uznany za rasistowski. Ów żart polegał na napisaniu, że Valerie Jarrett, była doradczyni prezydenta Baracka Obamy, to dziecko „braci muzułmanów i Planety Małp”. Kierownictwo telewizji ABC uznało, że ta wypowiedź przekreśla całkowicie aktorkę, i zdecydowało o likwidacji przywróconego po 20 latach serialu, który święcił triumfy. Barr nie pomogło publiczne pokajanie się ani szybkie usunięcie komentarza. Gdy już stało się jasne, że programu nie odzyska, poszła na całość i zaczęła masakrować amerykańskich lewicowych polityków. Wydaje się, że na przypomnieniu nazistowskiej przeszłości Sorosa się nie skończy."

Pani Prezydent

Pani Prezydent

"Pani Prezydent przyleciała do Rosji zwykłym rejsem, za który zapłaciła sama. W tym celu wzięła kilka dni bezpłatnego urlopu, a mecz oglądała na trybunach zajmowanych przez chorwackich kibiców. Chwilę siedziała w loży, aby zaraz przenieść się na trybunę zajmowaną przez kibiców."
Pani prezydent Chorwacji nie robi interesów z mafią, nie kupczy krajem, nie wystawia kraju na niebezpieczeństwo, jest wierna i lojalna swojej 4.5 mln Chorwacji.
Uczciwy człowiek nie musi się niczego obawiać chyba że w kraju bandyckim !

poniedziałek, 16 lipca 2018

Tonie gadzinówka Szechtera

Tonie gadzinówka Szechtera
https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/spadla-sprzedaz-kioskowa-wszystkich-dziennikow-gazeta-wyborcza-najbardziej-w-dol

Wielki spadek sprzedaży żydowskiej gazety dla Polaków. Sprzedaż drukowanej "Gazety Wyborczej" spadła o 22% do 65 279 sztuk. Sprzedaż podtrzymują  samorządy i niektóre uczelnie "wyższe" opanowane przez lewaków. Zwycięstwo PiS w wyborach samorządowych i może być gwożdziem do trumny
Agora tonie mimo ratunkowych $150 mln od Sorosa. Ratuje ich sprzedaż nieruchomości, brak dywidendy, zwolnienia grupowe, program oszczędnościowy.
Ale sieć kin Helios, która ma być rozbudowana, przynosi zysk. Chcą też inwestować w sieć restauracji.