Milei to XIX wiek. Chiny to XXI. Dlaczego wolnorynkowa utopia nie ma szans w świecie państw-olbrzymów
https://naszeblogi.pl/75252-milei-xix-wiek-chiny-xxi-dlaczego-wolnorynkowa-utopia-nie-ma-szans-w-swiecie-panstw-olbrzymow
"W wizji Grzegorza Świderskiego Javier Milei urasta do rangi zwiastuna nowej epoki: symbolu wolnorynkowej odwagi, patrona przyszłych reform w Polsce, dowodu, że da się rozmontować państwo i jednocześnie wygrać cywilizacyjnie. Problem polega na tym, że ta wizja, nawet gdyby w Argentynie zakończyła się sukcesem, opisuje świat, który już nie istnieje.
Nie żyjemy bowiem w epoce konkurencji rynków. Żyjemy w epoce konkurencji systemów państwowych. A w tej epoce model Mileia nie przegrywa dlatego, że jest zbyt radykalny. Przegrywa dlatego, że jest anachroniczny.
Wolny rynek kontra państwo strategiczne - starcie nierównych kategorii.
Model Mileia opiera się na założeniu, że państwo jest problemem, a rynek rozwiązaniem. Że im mniej państwa, tym więcej efektywności. To założenie miało sens w XIX wieku, gdy kapitał był prywatny, technologia rozproszona a państwa słabe.
Ale XXI wiek wygląda inaczej. Kapitał jest polityczny, technologia jest strategiczna, łańcuchy dostaw są bronią a państwo wróciło jako główny gracz. W takim świecie państwo, które samo się ogranicza, nie staje się bardziej konkurencyjne - staje się bezbronne.
Chiński model nie jest aberracją. Jest odpowiedzią.
Chiński model gospodarczy nie polega na socjalizmie, jak wciąż próbują go opisywać zachodni publicyści. Polega na czymś znacznie prostszym i znacznie groźniejszym dla wolnorynkowej utopii. Polega na podporządkowaniu rynku celom państwowym. Państwo chińskie steruje kredytem, subsydiuje przemysł i planuje dekady naprzód. Kontroluje infrastrukturę i traktuje firmy jako narzędzia polityki. Efekt? Dominacja w przemyśle, kontrola surowców, przewaga technologiczna w kluczowych sektorach i odporność na kryzysy. To nie jest model efektywny ekonomicznie w sensie podręcznikowym. To model skuteczny geopolitycznie. A w świecie, w którym geopolityka znów decyduje o dobrobycie, to wystarcza.
Nawet jeśli Milei odniesie sukces i tak przegra.
Załóżmy jednak, czysto hipotetycznie, że Milei w Argentynie odnosi pełny sukces. Inflacja spada, gospodarka się stabilizuje, inwestycje napływają i sektor prywatny rośnie. Co wtedy? Nawet w tym optymalnym wariancie Argentyna nie zbuduje własnych łańcuchów dostaw. Nie stworzy globalnych czempionów, nie uniezależni się technologicznie i pozostanie peryferią systemu światowego. Dlaczego? Bo wolny rynek nie tworzy potęgi systemowej. Tworzy dobrobyt lokalny - owszem. Ale nie daje narzędzi do rywalizacji z państwami, które planują, inwestują, chronią i wymuszają.
Dowód empiryczny: cały świat idzie w stronę Chin.
Najmocniejszym argumentem przeciwko „mileizmowi” nie jest teoria. Jest nim praktyka globalna. Spójrzmy na fakty:
- USA: subsydia, ochrona rynku, nacjonalizacja ryzyka.
- Unia Europejska: polityka przemysłowa, Zielony Ład, regulacje, centralizacja kapitału.
- Niemcy: interwencje energetyczne, ratowanie przemysłu, protekcjonizm.
- Francja: państwo jako inwestor strategiczny.
- Korea Południowa: ścisły sojusz państwa z czebolami.
- Japonia: sterowanie przemysłem od dekad.
To nie są wyjątki. To nowa norma. Świat nie zmierza w stronę Argentyny. Świat zmierza w stronę Chin - mniej lub bardziej nieudolnie je naśladując.
Polski paradoks: rozbrajać państwo w momencie globalnej militaryzacji gospodarki.
I tu dochodzimy do sedna polemiki z wizją Świderskiego. Propozycja, by Polska inspirowała się Mileiem, oznaczałoby osłabienie państwa, deregulację bez ochrony, oddanie pola silniejszym graczom i uzależnienie od cudzych łańcuchów dostaw. W momencie, gdy Chiny wzmacniają państwo, USA wzmacniają państwo i UE wzmacnia państwo, Polska miałaby je demontować. To nie jest odwaga. To jest strategiczna naiwność.
Jedyny realny wybór: silne państwo albo peryferyjność.
Współczesny świat nie daje dziś trzeciej drogi. Są tylko dwie opcje:
państwo zdolne do ochrony, planowania i inwestowania,
państwo peryferyjne, żyjące z cudzych decyzji.
Model chiński - w różnych, lokalnych wariantach, wygrywa nie dlatego, że jest moralnie lepszy, ale dlatego, że odpowiada na realia epoki. Model Mileia odpowiada na realia epoki, która minęła.
Nie żyjemy w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma mniej państwa.
Żyjemy w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma państwo sprawniejsze, silniejsze i bardziej bezwzględne.
Dlatego nawet jeśli Milei w Argentynie odniesie sukces, jego model pozostanie ciekawostką. A jeśli poniesie porażkę - stanie się przestrogą. Ale niezależnie od wyniku, jedno jest pewne:
XXI wiek należy do Chin, nie dlatego, że są wolnorynkowe, lecz dlatego, że zrozumiały, iż rynek jest narzędziem, a nie bogiem.
I dopóki polska prawica tego nie zrozumie, dopóty będzie marzyć o wolności w świecie, który nagradza siłę."
piątek, 2 stycznia 2026
Milei to XIX wiek. Chiny to XXI. Dlaczego wolnorynkowa utopia nie ma szans w świecie państw-olbrzymów
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)