piątek, 2 stycznia 2026

Milei to XIX wiek. Chiny to XXI. Dlaczego wolnorynkowa utopia nie ma szans w świecie państw-olbrzymów

 Milei to XIX wiek. Chiny to XXI. Dlaczego wolnorynkowa utopia nie ma szans w świecie państw-olbrzymów
https://naszeblogi.pl/75252-milei-xix-wiek-chiny-xxi-dlaczego-wolnorynkowa-utopia-nie-ma-szans-w-swiecie-panstw-olbrzymow
"W wizji Grzegorza Świderskiego Javier Milei urasta do rangi zwiastuna nowej epoki: symbolu wolnorynkowej odwagi, patrona przyszłych reform w Polsce, dowodu, że da się rozmontować państwo i jednocześnie wygrać cywilizacyjnie. Problem polega na tym, że ta wizja, nawet gdyby w Argentynie zakończyła się sukcesem, opisuje świat, który już nie istnieje.

   Nie żyjemy bowiem w epoce konkurencji rynków. Żyjemy w epoce konkurencji systemów państwowych. A w tej epoce model Mileia nie przegrywa dlatego, że jest zbyt radykalny. Przegrywa dlatego, że jest anachroniczny.

Wolny rynek kontra państwo strategiczne - starcie nierównych kategorii.

   Model Mileia opiera się na założeniu, że państwo jest problemem, a rynek rozwiązaniem. Że im mniej państwa, tym więcej efektywności. To założenie miało sens w XIX wieku, gdy kapitał był prywatny, technologia rozproszona a państwa słabe.

Ale XXI wiek wygląda inaczej. Kapitał jest polityczny, technologia jest strategiczna, łańcuchy dostaw są bronią a państwo wróciło jako główny gracz. W takim świecie państwo, które samo się ogranicza, nie staje się bardziej konkurencyjne - staje się bezbronne.

Chiński model nie jest aberracją. Jest odpowiedzią.

   Chiński model gospodarczy nie polega na socjalizmie, jak wciąż próbują go opisywać zachodni publicyści. Polega na czymś znacznie prostszym i znacznie groźniejszym dla wolnorynkowej utopii. Polega na podporządkowaniu rynku celom państwowym. Państwo chińskie steruje kredytem, subsydiuje przemysł i planuje dekady naprzód. Kontroluje infrastrukturę i traktuje firmy jako narzędzia polityki. Efekt? Dominacja w przemyśle, kontrola surowców, przewaga technologiczna w kluczowych sektorach i odporność na kryzysy. To nie jest model efektywny ekonomicznie w sensie podręcznikowym. To model skuteczny geopolitycznie. A w świecie, w którym geopolityka znów decyduje o dobrobycie, to wystarcza.

Nawet jeśli Milei odniesie sukces i tak przegra.

   Załóżmy jednak, czysto hipotetycznie, że Milei w Argentynie odnosi pełny sukces. Inflacja spada, gospodarka się stabilizuje, inwestycje napływają i sektor prywatny rośnie. Co wtedy? Nawet w tym optymalnym wariancie Argentyna nie zbuduje własnych łańcuchów dostaw. Nie stworzy globalnych czempionów, nie uniezależni się technologicznie i pozostanie peryferią systemu światowego. Dlaczego? Bo wolny rynek nie tworzy potęgi systemowej. Tworzy dobrobyt lokalny - owszem. Ale nie daje narzędzi do rywalizacji z państwami, które planują, inwestują, chronią i wymuszają.

Dowód empiryczny: cały świat idzie w stronę Chin.

Najmocniejszym argumentem przeciwko „mileizmowi” nie jest teoria. Jest nim praktyka globalna. Spójrzmy na fakty:

- USA: subsydia, ochrona rynku, nacjonalizacja ryzyka.

- Unia Europejska: polityka przemysłowa, Zielony Ład, regulacje, centralizacja kapitału.

- Niemcy: interwencje energetyczne, ratowanie przemysłu, protekcjonizm.

- Francja: państwo jako inwestor strategiczny.

- Korea Południowa: ścisły sojusz państwa z czebolami.

- Japonia: sterowanie przemysłem od dekad.

To nie są wyjątki. To nowa norma. Świat nie zmierza w stronę Argentyny. Świat zmierza w stronę Chin - mniej lub bardziej nieudolnie je naśladując.

Polski paradoks: rozbrajać państwo w momencie globalnej militaryzacji gospodarki.

   I tu dochodzimy do sedna polemiki z wizją Świderskiego. Propozycja, by Polska inspirowała się Mileiem, oznaczałoby osłabienie państwa, deregulację bez ochrony, oddanie pola silniejszym graczom i uzależnienie od cudzych łańcuchów dostaw. W momencie, gdy Chiny wzmacniają państwo, USA wzmacniają państwo i UE wzmacnia państwo, Polska miałaby je demontować. To nie jest odwaga. To jest strategiczna naiwność.

Jedyny realny wybór: silne państwo albo peryferyjność.

Współczesny świat nie daje dziś trzeciej drogi. Są tylko dwie opcje:

    państwo zdolne do ochrony, planowania i inwestowania,
    państwo peryferyjne, żyjące z cudzych decyzji.

Model chiński - w różnych, lokalnych wariantach, wygrywa nie dlatego, że jest moralnie lepszy, ale dlatego, że odpowiada na realia epoki. Model Mileia odpowiada na realia epoki, która minęła.

Nie żyjemy w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma mniej państwa.
Żyjemy w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma państwo sprawniejsze, silniejsze i bardziej bezwzględne.

Dlatego nawet jeśli Milei w Argentynie odniesie sukces, jego model pozostanie ciekawostką. A jeśli poniesie porażkę - stanie się przestrogą. Ale niezależnie od wyniku, jedno jest pewne:
XXI wiek należy do Chin, nie dlatego, że są wolnorynkowe, lecz dlatego, że zrozumiały, iż rynek jest narzędziem, a nie bogiem.

I dopóki polska prawica tego nie zrozumie, dopóty będzie marzyć o wolności w świecie, który nagradza siłę."

9 komentarzy:

  1. W żurkowym Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad rozporządzeniem dotyczącym zwalczania mowy nienawiści czyli wprowadzenie cenzury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy osiem gwiazdek to hejt ? Zupa z jajkiem sama się podda karze ???

      Usuń
  2. Panu najwyraźniej podoba się model chiński... ok, przez ostatnie 30 lat podejmowali sensowne decyzje.
    Tylko, co się stanie jeśli Chiny wymyślą coś w stylu Zielonego Ładu a potem jeszcze spróbują tą doktrynę realizować w równie idiotyczny sposób jak UE?

    TT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają to już za sobą: wybicie wróbli „bo wyjadają zboże” — w efekcie czego niesamowicie rozmnożyły się muchy i inne szkodliwe owady, wytłuczenie psów do zakopywania ich pod drzewami owocowymi „aby użyźnić glebę”, że o „polityce jednego dziecka” — której skutki obecnie odczuwają — już nie wspomnę. Tak więc z takimi doświadczeniami „inżynierii środowiskowo-społecznej” akurat Chińczycy z pewnością będą ostrożniejsi, niż ci, którzy takich głupstw (jeszcze?) nie mieli okazji narobić.

      Usuń
    2. Chińczycy pamiętają jeszcze zbrodnicze eksperymenty Mao !

      Usuń
  3. Trwa wycofywanie się świata z dolara i Euro. To oznacza katastrofę USA i EU. Zatem będą wojny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze należy rozróżnić sytuacje, gdy władzę sprawuje klasa polityczna i cele polityczne realizuje za pomocą warstwy biznesu, a sytuacją, gdy władzę sprawuje klasa biznesu, za pomocą usług klasy politycznej. Która sytuacja ma miejsce gdzie, która daje przesłanki do wyższej efektywności całego państwa?

    Po drugie warto odejść od polemik o rysie osobistym.

    Po trzecie "wolny rynek" to prymitywna projekcja pomijająca masę czynników odgrywających istotną rolę w procesach ekonomicznych. Generalnie jest to ideologia stręczona przez bogatych - biednym, aby ich wykorzystywać i nie dopuszczać do ich wzbogacenia się.

    Istotnym elementem zrozumienia rzeczywistości jest zauważenie wzrostu "nakładochłonności" współczesnej produkcji. Teraz aby zacząć konkurować trzeba mieć ogromne zasoby kapitału, stąd konkurencja staje się mniejsza i mniejsza, zwłaszcza, że na zachodzie rządzi wielki biznes, który konkurencji sobie nie życzy. Przykład: niech ktoś zacznie konkurować na rynku samolotów pasażerskich... Trzeba było interwencji państwowej, by powstał AirBus i ten skutecznie konkuruje z "dobrym, bo prywatnym" Boeingiem.

    Państwo pozwala zarówno na:

    koncentrację kapitału

    ochronę rynku (to OD ZAWSZE był element rozwoju gospodarek)

    podtrzymania faktycznej konkurencji

    planowanie dla korzyści całego organizmu państwowego i w długiej perspektywie, a nie wąsko i ktrótkoterminowo

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tej ekstremalnie pojętej „nieingerencji państwa” można łatwo wyleczyć się w efekcie… wizyty u dentysty. Tak, u prywatnego dentysty.
    Mianowicie KAŻDY dentysta, przed przystąpieniem do tzw. „leczenia kanałowego”, podsuwa pacjentowi do podpisania papierek zdejmujący z dentysty odpowiedzialność za ew. błędy, mogące skutkować pogorszeniem stanu zdrowia pacjenta — bez podpisania którego leczenia nie będzie. I co w takiej sytuacji robić, kiedy ząb boli?
    Ja byłbym za tym, aby uchwalono ustawę, że taki „cyrograf” jest z mocy prawa nieważny — żebym go nawet podpisał obu rękami (i nogami), i kilka pieczątek na nim postawił na dodatek. Dla p. Świderskiego, oczywiście, sprawa jest prosta: „pójść do dentysty, który tego do podpisania nie podsuwa, w ten sposób ci, co podsuwają, zbankrutują, i rynek się z nich oczyści”. Sęk w tym, że KAŻDY podsuwa, nie ma do kogo pójść, żeby czegoś takiego nie podpisać — a życia może mi nie starczyć w oczekiwaniu (z bolącym zębem) na pojawienie się chociaż jednego, który czegoś takiego mi podsuwać nie będzie (przy tym zapewniając dobrą jakość usług i cenę, na którą będzie mnie stać) i na bankructwo pozostałych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stan zębów Polaków jest STRASZNY. Próchnice ma 99% dorosłych.

      Usuń