poniedziałek, 23 października 2017

Parę faktów o "polskich" sądach 42

Parę faktów o "polskich" sądach 42

Dziś w Szczecinie przed godzina 14 pijana sędzia Małgorzata Jankowska ( przewodnicząca XIII wydziału ) w czasie rajdu po mieście spowodowała dwie kolizję i w jednym  przypadku uciekła z miejsca kolizji. Po kolizji, świadkowie wyrwali sędzi kluczyki ze stacyjki jej samochodu. Sama Małgorzata J., po spowodowaniu dwóch kolizji pojawiła się…w sądzie, gdzie zostawiła zaświadczenie lekarskie! Policjanci, którzy przyjechali do sądu w poszukiwaniu pijanej sędzi usłyszeli, że ta pojawiła się w gmachu tylko „na chwilę”. W końcu Małgorzata J. sama się odnalazła i o dziwo zgodziła się na dwukrotne badanie alkomatem. Okazało się, że ma 0,8 promila w wydychanym powietrzu (po pierwszym badaniu).
Nowy Prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie nie tylko nie utrudniał czynności z sędzią Jankowska, ale wręcz prosił, by przekazywać mu wszelkie informacje o zachowaniu Małgorzaty J.
Niezłą szopkę odstawiła pani sędzia.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego  z 27.06.2008 uniemożliwił publikację Aneksu do raportu z weryfikacji WSI. Przewodniczył sędzia Marian Grzybowski - KO KRAKATAU.

"Wybitny" konstytucjonalista przesiadujący w TVN i stale obecny w gadzinówce Michnika to .... IPN BU 002086/2066 Piotrowski Ryszard, TW STAN !
W Wikipedii nie ma ani słowa o tym naprawdę był i jest TW STAN: "polski prawnik-konstytucjonalista, doktor habilitowany nauk prawnych, nauczyciel akademicki Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, komentator wydarzeń polskiego życia publicznego"

TW STAN był oczywiście członkiem PZPR w stanie wojennym. Był delegatem na Konferencję Sprawozdawczą Uczelnianej PZPR w UW.
Z polską wikipedią coś musimy zrobić. Mam kilka pomysłów.

niedziela, 22 października 2017

Spadek po sowietyzmie i komunałkach 2

Spadek po sowietyzmie i komunałkach 2

Jeden systemowy nonsens generuje kaskadę wtórnych nonsensów. Często komunalni lokatorzy po "wykupieniu"  od państwowego pasera cudzego mieszkania za 5% jego wartości sprzedawali je na rynku za duże pieniądze. W zasłyszanym przypadku jeden "właściciel" sprzedał mieszkanie o powierzchni 180 metrów i ulokował pieniądze w Amber Gold a drugi znęcił się na "opcje" ! Los był sprawiedliwy - Łatwo przyszło, łatwo poszło.  
Nie dość że komunalny lokator prawie za darmo mieszkał dekadami w cudzym mieszkaniu  to jeszcze gratis dostał 95% wartości mieszkania.
Często cwaniacy wynajmują swoje mieszkania samemu mieszkając za grosik w komunalnym mieszkaniu. Nikt tego nie sprawdza ! 

Stalinizm był tragedią dla polskiej gospodarki i społeczeństwa.
Zorganizowane budownictwo mieszkaniowe w PRL do 1956 roku praktycznie nie istniało. Ale z podręczników szkolnych młodzież uczyła się o wspaniałej MDM - Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa. MDM była ogromnym sukcesem... propagandowym  PRL.
W zamierzeniu MDM miała być osiedlem docelowo zamieszkanym przez około 45 tysięcy osób.
Niefortunna była lokalizacja osiedla na terenie względnie małych zniszczeń. Budowę wpisano nawet do planu sześcioletniego.
W 1950 roku miano wyburzyć (!) stojące kamienice i wyburzono.  Prace budowlane prowadził Zakład Osiedli Robotniczych. Rejon pl. Konstytucji, ul. Marszałkowskiej i Waryńskiego miał być zabudowany do 1952 roku. Natomiast cała budowa miała sie zakończyć w 1956 roku. MDM propagandowo oddano do użytku 22 lipca 1952 roku.  Zabudowano rejon ul. Marszałkowskiej i Waryńskiego oraz urządzono pl. Konstytucji. Z braku funduszy i materiałów, zaniechano dalszej budowy. To co wybudowano było zaledwie 1/8 tego, co zamierzono w projekcie.
Stalinowska propaganda dudniła o wielkim osiedlu które w rzeczywistości zamieszkiwało 5600 osób !
Oficjalnie w MDM mieszkania były przeznaczone dla „przodowników pracy socjalistycznej”. W rzeczywistości głównie mieszkali tam oficjele partyjni i bezpieczniacy oraz rożni dygnitarze i różne „szychy”. MDM wprowadziła chaos w układ komunikacyjny miasta.
Obecnie cała 66 budynkowa MDM jest wpisana do rejestru zabytków.

Po erze komunizmu i 28 lat III RP "dynamicznego rozwoju" zarabiamy nominalnie jedną czwartą tego co Niemcy.
Transformacja ustrojowa oznaczała zastąpienie dotychczasowej znienawidzonej komunistyczno-nomenklaturowej wiązki patologii nową wiązką patologii postkomunizmu. Jak wiadomo postkomunizm jest rakiem tkanki społecznej.

Ostro potępiam złodziejską reprywatyzacje. W tej sprawie mamy do czynienia z dżumą czyli lokalami komunalnymi zamieszkiwanymi gratis przez pieszczochów komunizmu i postkomunizmu i cholerą czyli ordynarnym oszustwem i złodziejstwem. Nie wiadomo co jest gorsze. Jakby na to nie patrzeć to ukradzione kamienice prawie zawsze są sprawnie remontowane i kończy się ich dewastacja lub ruiny są wyburzane i buduje się nowe obiekty. Po remoncie lokale są wynajmowane. Prawie martwy i niszczejący majątek zostaje reanimowany i pracuje w gospodarce !  Jeśli tylko firmy płacą podatki to wszyscy z tego mamy korzyść.

Prezydent miasta Warszawa Hanna Gronkiewicz Walc obecnie twierdzi że w ratuszu działała zorganizowana grupa przestępcza żerująca na kryminalnej reprywatyzacji a ona nic nie wiedziała. Tłumaczenie podejrzanej nie zasługuje na uwzględnienie. Może przed sądem HGW będzie tłumaczyć że uważała że nawet wstrętna złodziejska reprywatyzacja jest lepsza niż umieranie kamienic zamieszkałych przez komunalnych lokatorów. W to gotów jestem uwierzyć ! 

piątek, 20 października 2017

Spadek po sowietyzmie i komunałkach

Spadek po sowietyzmie i komunałkach
 Skala zniszczenia substancji polskich miast po II Wojnie Światowej wynikała z przebiegu walk a także ze skali rabunku i ewakuacji a także akcji niszczenia mienia. Polska straciła około 2 milionów mieszkań. Na byłych obszarach niemieckich przydzielonych przez aliantów Polsce na 3.5 miliona izb mieszkalnych 2 miliony były zniszczone.
Po ciężkich nalotach alianckich w Szczecinie zostały masywne gruzowiska gdzie nie sposób było ustalić przebiegu dawnych ulic. Z drugiej strony całe kwartały ocalały w dobrym stanie. Uciekający w popłochu Niemcy zabierali niewiele lub nic. Miasto bez litości rabowali i niszczyli sowieccy żołdacy. Potrafili w eleganckim mieszkaniu rozpalić drogimi meblami na podłodze ognisko !   
Zainstalowana przez stalinowską armie "polska" władza ludowa przez pierwsze powojenne  lata praktycznie wcale nie zajmowała się odbudową substancji mieszkaniowej. Z danych statystycznych wynika ze wielokrotnie większe środki niż na odbudowę kierowano na aparat terroru. Nic dziwnego. W Polsce trwała przecież wojna domowa. 
W Warszawie akcje odbudowy mało lub średnio uszkodzonych budynków podjęli spontanicznie sami mieszkańcy na własny koszt. Do 1956 roku budownictwo mieszkaniowe, poza sztandarowymi budowami socjalizmu  lat pięćdziesiątych, takimi jak MDM w Warszawie czy Nowa Huta, praktycznie nie istniało. Dojście do władzy ekipy Gomułki zmieniło sytuacje i wreszcie organizowano budownictwo mieszkaniowe.

Wzorem ZSRR zastosowano w PRL najgorsze instrumenty inżynierii społecznej i terroru jakie znała bolszewicka rewolucja. Wdrożono kwaterunek i bez zgody właściciela mieszkania dokwaterowano nowych lokatorów tworząc komunałkę. Także wzorem ZSRR "meldunek" stał się instrumentem inżynierii społecznej, prześladowań i terroru oraz wynagradzania pieszczochów komuny. O tym komu przydzielano mieszkanie decydowała partia komunistyczna i UB. Za dwa wartościowe donosy można było "dostać" piękne ukradzione-zrabowane prawowitym właścicielom mieszkanie komunalne. 
Akcje częściowej odbudowy Warszawy finansował cały naród w myśl hasła "Cały naród buduje swoją stolice". Faktycznie przymusowo obywatele PRL wykupywali "cegiełki" na odbudowę oraz potrącano im "dobrowolnie" z pensji spore środki na odbudowę Warszawy. Najlepsze ocalałe i nowo wybudowane mieszkania w Warszawie zajęła bezpieka, "ludowy" rząd, wojsko i pieszczochowie komuny. Piękne mieszkanie w Alei Przyjaciół gratis dostali rodzice Adama Michnika ( Szechtera) a następnie "prześladowany" pieszczoch komuny, Adam to mieszkanie sobie zatrzymał.
Z uwagi na małą produkcje materiałów budowlanych z ziem poniemieckich zwożono do Warszawy miliardy cegieł z ruin z ziem zachodnich ale także rozbierano całe ocalałe budynki !     

Ekipa Gomułki odstąpiła od przeklętej sowieckiej komunałki ale już zakwaterowanych pieszczochów komuny nie ruszano. Faktycznie już w latach sześćdziesiątych zaniechano budownictwa komunalnego. Budownictwem mieszkaniowym z powodzeniem zajmowały się reaktywowane przez Gomułkę spółdzielnie mieszkaniowe. Niestety wirus komunizmu szybko dopadł i zniszczył spółdzielnie mieszkaniowe.  W jednej z dużych warszawskich spółdzielni 20% mieszkań  zbudowanych przez spółdzielnie oddawano do dyspozycji rad narodowych, 30% Milicji Obywatelskiej ( a w tym SB ) i wojska, a 20% przydzielało według łapówek kierownictwo. Masowo szukano „dojść” do członków zarządu spółdzielni, których masowo korumpowano. Czas oczekiwania w  spółdzielniach wydłużył się w końcu PRL do kilkunastu lat.
Z niewielkim wkładem w spółdzielni mieszkaniowej można było otrzymać mieszkanie lokatorskie a z dużym wkładem członkowskim mieszkanie własnościowe. Ponieważ różnica w płaconym czynszu lokatorskim i własnościowym był niewielka ( co motywowano ideologicznie) to stopniowo wymuszano na członkach spółdzielni wnoszenie dużego wkładu własnościowego lub wykupywanie mieszkań aby sciągnąć z rynku ogromną ilość pieniądza bez pokrycia w towarze. Część Polaków mających książeczki mieszkaniowe została po upadku PRL brutalnie oszukana. 

Czynsz w mieszkaniach komunalnych był znikomy i nie wystarczał nawet na pokrycie kosztów bieżącego utrzymania nie mówiąc o remontach i kapitał na budowę. Domy komunalne były coraz bardziej zaniedbane a kwaterunkowi pieszczochowie komuny byli coraz bardziej roszczeniowi. Egzystowanie w mieszkaniu komunalnym żle się kojarzyło toteż kto tylko chciał i mógł to stawał się członkiem spółdzielni mieszkaniowej i po latach przeprowadzał sie do nowego mieszkania lub budował własny dom lub czasowo przeprowadzał się do mieszkania spółdzielczego i budował dom. Budowanie domu przez nie-nomenklaturowca łączyło się z ryzykiem zapłacenia potężnego domiaru wyliczanego w sposób całkowicie dowolny.   
W latach siedemdziesiątych wybudowano w Polsce rekordowe 2.6 mln mieszkań w których mieszkało 10 mln Polaków !

Mieszkanie w PRL stanowiło ogromne i bardzo trudno dostępne dobro. Wbrew mitowi o taniości mieszkań w PRL uzbieranie wkładu własnościowego na mieszkanie było sporym wysiłkiem.

Do agonii PRL komunistyczna władza nie bardzo wiedziała co ma zrobić ze swoimi kwaterunkowymi pieszczochami pomieszkującymi sobie nieomal za darmo w cudzych niszczejących mieszkaniach zwłaszcza gdy nadciągała sławetna transformacja ustrojowa!
"Władza ludowa" postanowiła wtedy swojemu pieszczochowi, temu "ludowi" sprzedać cudze mieszkania za grosze. W Warszawie i wielu innych miastach dawano standardowo 95% upusty. Mimo tego pieszczochowie nie garneli się do wykupu. Drugą stroną medalu było to że roszczenia właścicieli ewentualnych spadkobierców kamienic brali na siebie "paserzy" czyli władze publiczne. W istocie za komunalnych pieszczochów komuny miał zapłacić cały naród.

Komisja weryfikacyjna do spraw reprywatyzacji jest potrzebna. Wysoko oceniam jej prace i tytaniczny wysiłek jej przewodniczącego. Wszyscy ci ujawniani złodzieje, skorumpowani urzędnicy i sędziowie  powinni być na wiele lat osadzeni w więzieniu i obłożeni rujnującymi grzywnami.
Ale mój głęboki sprzeciw i niesmak budzi obrona przez KW tych zakiszonych roszczeniowych komunalnych pieszczochów komuny i robienie z nich ofiar !
Rodzice "prześladowanej" lokatorki, dostali przydział na mieszkanie w kamienicy w 1942 roku ( od władz okupacyjnych !). Do 2013 roku lokatorzy tej kamienicy płacili po 6 zł czynszu za metr powierzchni mieszkania w centrum Warszawy. Następnie właściciel czynsz podwyższył i "odważył" się kamienice remontować. "Prześladowana" lokatorka domagała się żeby było tak jak było ! Znów ma być 6 złotych za metr za mieszkanie w centrum Warszawy i remont ma być prowadzony cichutko bo jej hałas przeszkadza. Za 6 złotych kamienica ma być pięknie utrzymana i pięknie wyremontowana. "Prześladowana" była oburzona tym że sama musiała zapłacić hydraulikowi za odblokowanie zapchanego odpływu pod wanną !

Autor był odrobinę oburzony przymusową studencką - robotniczą praktyką na budowie.
http://matusiakj.blogspot.com/2014/03/praktyka-robotnicza.html
Niemniej do świadomości młodego człowieka dotarło to:
- jak kosztowna jest budowa mieszkań
- jaka jest wartość mieszkania dla młodego usamodzielniającego się człowieka.
- jak skrajnie nieracjonalny, skorumpowany i niesprawiedliwy jest PRL

Światową regułą jest że koszt nieruchomości wynosi około ( z dużym marginesem ) 200 miesięcznych czynszów wynajmu. Po nadęciu i przebiciu wszelkich spekulacyjnych baniek sytuacja wraca do liczby 200.      

Sytuacja w Warszawie i w Polsce jest skomplikowana ale możliwa do naprawienia.
1. W 1939 roku większość warszawskich nieruchomości miała zadłużone hipoteki na wartość często przekraczającą wartość nieruchomości. Spadkobiercom tych nieruchomości niczego nie wolno oddawać ani wypłacać żadnych rekompensat.
2. Byłym właścicielom nieruchomości zamieszkującym w państwach które zawarły z Polską umowy idemnizacyjne nic się nie należy jako że zostali w pełni zaspokojeni przez kraje gdzie przebywali.
3. Rzeczywistym spadkobiercom ocalałych kamienic należy je zwrócić i w żadnym razie nie należy im utrudniać przeprowadzenia remontu ratującego przed kompletnym zniszczeniem kamienice. Generalnie obowiązuje swoboda umów. Jeśli lokatorom nie podoba się nowy czynsz to nie muszą wynajmować mieszkań od właściciela. Oszustów należy wsadzić na dekadę do więzienia, zabrać wyłudzone mienie i wymierzyć dożywotnio rujnującą grzywnę. Trudno jest znależść rozwiązanie dla sprawy rekompensaty za utracone korzyści z najmu przez właścicieli. Nakazanie ustawą zapłacenia realnego czynszu za minione dekady lokatorom komunalnym jest nierealne. Obłożenie społeczeństwa podatkiem na pieszczochów komuny jest niesprawiedliwe.
4. Właścicielom zburzonych w czasie wojny kamienic można wypłacić rekompensaty tylko i wyłącznie z uzyskanych w przyszłości reparacji wojennych od Niemiec. Można im wypłacić tylko za grunt albo za ich zgodą przydzielić inny kawałek gruntu pod zabudowę ! Dokumentacja urzędowa i inna oraz dokumentacja zdjęciowa w wielu wypadkach pozwalają ocenić skalę zniszczeń.
6. Miasto Warszawa powinno wszystkie swoje nieruchomości wynajmować po cenach rynkowych. Ustawą należy wbić osinowy kołek w serce sowietyzmu, kwaterunku i komunałek. Warszawa ma dużą cześć korzyści z wynajmu lokali płacić jako podatek. Cały naród zbudował swoją stolice i ma mieć z tego korzyść. 

czwartek, 19 października 2017

Parę faktów o "polskich" sądach 41

Parę faktów o "polskich" sądach 41

Jakie sądy i sędziowie, takie wyroki ! 

 Trybunał Konstytucyjny 21.19.1998 roku orzeka o zgodności ustawy lustracyjnej z konstytucją i makabrycznie kaleczy ustawę chroniąc konfidentów aparatu terroru. Orzekają m.in.:
1. Zdzisław Czeszejko-Sochacki TW LECH
2. Leszek (Lech) Garlicki KO ARKADIUSZ
3. Błażej Wierzbowski TW HENRYK
4. Ferdynand Rymarz TW FRED
5. Andrzej Mączyński, zarejestrowany jako KO przez Wydział III-1 (walka z opozycją) WUSW w Krakowie
Żaden psubrat nie wyłączył się ze składu orzekającego !

Sąd Najwyższy wydał nie tak dawno wyrok korzystny dla grup przestępczych wyłudzających VAT. Oszuści zarobili 280 miliardów albo i więcej.
Orzekający przestępcy - kastowi sędziowie dalej w postkomunistycznej glorii chwały "orzekają".

Córeczka byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa  Ćwiąkalskiego przejęła w 2010 roku metodą na kuratora 118 letniego właściciela, martwego od 50 lat, kamienice na warszawskiej ochocie.

Kasta nadzwyczajnych w pełnej krasie !

poniedziałek, 16 października 2017

Przyjmowanie uchodźców przez Japonię i Australię

Przyjmowanie uchodźców przez Japonię i Australię

 W pierwszej połowie 2017 roku roku Japonia przyjęła trzech uchodźców, choć otrzymała w tym czasie rekordowe 8561 wniosków o azyl - wynika z opublikowanych danych rządu. Według Reutera, to dowód niechęci japońskiego społeczeństwa do przyjmowania obcokrajowców.
W pierwszej połowie 2016 roku Japonia przyjęła zaledwie czterech uchodźców, podczas gdy liczba złożonym w tym okresie wniosków azylowych wyniosła ponad 5 tysięcy.
W styczniu organizacja praw człowieka Human Rights Watch określiła politykę uchodźczą władz w Tokio jako „katastrofalną”.
W przeciwieństwie do innych krajów uprzemysłowionych, które zgodziły się na przyjmowanie imigrantów, a nawet zachęcały ich do przyjazdu, by zapewnić sobie dopływ pracowników, Japonia wzbrania się przed tym, choć starzenie się japońskiego społeczeństwa to główny powód słabego wzrostu krajowej gospodarki.

http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1077881,od-dwoch-lat-zaden-uchodzca-nie-dobil-do-australijskiego-brzegu-jak-to-mozliwe.html
"Ludzie z łodzi

Od polityki „białej Australii” odchodziły kolejne rządy od zakończenia II wojny światowej. Ale strach przed obcym nadal jest w australijskim społeczeństwie silny. Obecnie jego ucieleśnieniem jest lęk przed boat people. Chodzi o uchodźców, którzy, podobnie jak w Europie, docierają do brzegów Australii w przepełnionych łodziach i szukają lepszego życia. Tak naprawdę problem jest marginalny. Szczytem aktywności morskiego szlaku poszukujących azylu były lata 2012–2013, kiedy do wybrzeży Australii dotarło ponad 25 tys. ludzi. Jednak od dwóch lat w oficjalnych statystykach nie ma już żadnego uchodźcy, który dobiłby do australijskiego brzegu. Skąd ten cud? Oprócz zaostrzenia polityki imigracyjnej, które poparły bez zastrzeżeń w zasadzie wszystkie główne partie, od 2013 r. wszelkie kwestie związane z ochroną granic przed azylantami przeszły pod jurysdykcję wojskową. W ramach operacji „Suwerenne granice” wojsko patroluje okolice australijskiego wybrzeża. Łodzie z emigrantami są albo holowane do Indonezji, albo ich pasażerów umieszcza się w nowoczesnych łodziach ratunkowych i odsyła z powrotem, dalej od australijskiej ziemi. Jeśli jednak mieliby więcej szczęścia, tj. udałoby im się dotrzeć do australijskiego terytorium, to i tak nie oznaczałoby, że najgorsze mieliby za sobą. Ci, którzy wnoszą wniosek o azyl w Australii, zostają odsyłani do ośrodków w Papui-Nowej Gwinei i Nauru, gdzie przebywają przez wiele miesięcy. Oficjalnie nazywa się je ośrodkami zatrzymania, ale australijscy aktywiści krytykują je, bo ich zdaniem nie różnią się one niczym od więzień. Nie ma w nich odpowiedniej liczby sanitariatów, warunki mieszkaniowe są złe, a internowani nie mogą nawet schronić się przed upałem. W ubiegłym roku raport na temat stanu ośrodka w Nauru opublikował brytyjski „Guardian”. Okazało się, że ponad połowa incydentów w obozie dotyczy dzieci. Są one ofiarami wykorzystywania seksualnego, również przez strażników. Jedna z ujawnionych przez brytyjskich dziennikarzy spraw mówiła o dziecku, które prosiło o możliwość brania dwa razy dłuższego niż regulaminowego prysznica (cztery zamiast dwóch minut). Uwzględnienie prośby uzależniono od możliwości oglądania czynności przez obozowego strażnika. W obozach w Nauru i Papui-Nowej Gwinei przebywa obecnie ponad tysiąc azylantów.

Prędko do Australii nie trafią. Wśród sporej części Australijczyków istnieje popularny pogląd, że „country is full” (kraj jest pełen). Wyraża się w nim przekonanie, że Australia, na której ogromnym terytorium mieszka mniej niż 30 mln ludzi, nie może przyjąć więcej imigrantów. To z kolei emanacja strachu Australijczyków: ich kraj to kraina dobrobytu, jakich mało na świecie. Produkt krajowy na głowę mieszkańca wynosi tam prawie 50 tys. dol. Żyje się tam wspaniale, co dobrze odzwierciedla także inna statystyka: ponad dwie trzecie ludności mieszka w odległości kilkudziesięciu kilometrów od morza. Australia przeszła też suchą stopą przez światowy kryzys finansowy i stała się jednym z najbardziej popularnych kierunków imigracyjnych dla Brytyjczyków i Irlandczyków. Boat people do tej narracji nie pasują, bo samą swoją obecnością powodują dyskomfort. Przypływają do Australii z gorszego świata, który czai się tuż za rogiem."

Sowiecki szpieg "marszałek" Michał Rola Żymierski

Sowiecki szpieg "marszałek" Michał Rola Żymierski

Za "Geneza Ludowego Wojska Polskiego", Sławomir Cenckiewicz.

sobota, 14 października 2017

Rezydenci

Rezydenci

 Poprzedni rząd PIS zaplanował na 2008 rok 4500 miejsc dla lekarzy rezydentów i to prawem inercji przeszło za premiera Dyzmy.
Rząd PO i ZSL w kolejnych latach utrzymywał:
2009 3500 rezydentur i w tym roku zaprzestał podwyższania pensji lekarzom rezydentom
2010 2500
2011 3342
2012 2944
2013 3000
2014 3000
2015 Na wiosnę było faktycznie 1612 rezydentur i przed przegranymi wyborami zaplanowano nagle ... 5746 ale bez pokrycia w środkach finansowych ! Po prostu palanci tak sobie napisali.

Rzad PIS w 2016 - utrzymywał 5938 rezydentur.
W szczytowych latach złodziejstwa nierządu PO-ZSL rezydentury miało mniej niż 60% młodych lekarzy ! Reszta pracowała za marne pieniądze albo jako wolontariusze !

Szef Naczelnej Izby Lekarskiej wyje: Zwróciliśmy się do organizacji międzynarodowych, by wywarły presję na rząd w sprawie rezydentów.

Targowica III RP. Po pierwsze kłamstwo, po drugie kłamstwo a po trzecie jeszcze raz kłamstwo.  A poza tym hućpa, agenturalna ulica i zagranica.

Troskliwa mamusia Ewa Kopacz załatwiła swojej ukochanej córeczce super rezydenturę.
Koszt jej rezydentury to ponad 350,000 złotych płatnych z pieniędzy podatnika. Miały wyjechać. Niestety zostały.