niedziela, 8 grudnia 2019

Sedziowie - przed nimi tylko krok do boskosci

Sedziowie - przed nimi tylko krok do boskosci
https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/303189981-Sedziowie---przed-nimi-tylko-krok-do-boskosci.html
" Stan sądownictwa uzasadnia opcję zerową, jaką zastosował kiedyś De Gaulle.

Mitem jest twierdzenie, że z wyrokami sądów się nie dyskutuje. Ten mit buduje wiara w nieomylność i omnipotencję sądów i sędziów, a zatem przypisuje się im boskie przymioty i niektórzy sędziowie też w to wierzą.

Niestety każda władza jest omylna, a krytyka ma zbawienne znaczenie, gdyż pozwala na unikanie błędów i naprawianie niewłaściwej praktyki. Stąd znaczenie opozycji, która wbrew pozorom umacnia władzę i pozwala jej na prawidłową służbę społeczeństwu. Systemy, które zwalczają opozycję i krytykę władzy, same sobie szkodzą.

Stanowisko sędziego to nie synekura, tylko powołanie podobnie jak zawód lekarza, nauczyciela czy księdza. Kto nie ma powołania do tego stanowiska nie powinien jego piastować, ponieważ mogą z tego wynikać wyłącznie szkody niezależnie od nieuzasadnionej wysokości płacy. Jakieś wielokrotne średniej krajowej to nieporozumienie, podobnie jak zapis konstytucyjny o wynagrodzeniu odpowiadającym godności zawodu. Czy na tej samej zasadzie nie powinni żądać zapisu konstytucyjnego np. profesorowie, nauczyciele czy lekarze? Do wykonywania stanowiska sędziego nie wystarczy wiedza prawnicza - jurysprudencja – niezbędne są cechy charakteru - niezależność myślenia i osobowość. Sędziowie powinni mieć też określony wiek zapewniający doświadczenie życiowe.

Obecny stan sądownictwa uzasadnia opcję zerową, taką jaką zastosował De Gaulle w V Republice - wszyscy sędziowie powinni być zwolnieni i ponownie powołani częściowo z kadry dotychczasowej, a częściowo z innych zawodów prawniczych. Można założyć, że większość dotychczasowych sędziów nadaje się do ponownego powołania, ale nie wszyscy. Skandaliczne orzeczenia wydawane w ostatnich latach powinny stanowić koniec kariery w tym zawodzie. Prowadzący postępowania przygotowawcze powinni być również niezależni od innych władz, powinni być powołani sędziowie śledczy, a prokuratorzy wyłącznie do występowania w sądach.

Zasada wyboru władzy sądowniczej przez siebie samą to kolejny nonsens, gdyż w państwie demokratycznym żadna władza nie powinna sama siebie wybierać. To właśnie rodzi największe niebezpieczeństwo demoralizacji. Nieprawdą jest głoszony w sądach pogląd, że nie ma chętnych na stanowiska sędziowskie. W przeszłości był przypadek, że o stanowisko sędziego w Warszawie starał się adwokat mający wieloletnie doświadczenie i doskonałą opinię - jego wniosek poparł Minister Sprawiedliwości - otrzymał informację, że jeśli Minister go popiera - niech da dodatkowy etat. Był też przypadek, że podano informację, że są wolne stanowiska sędziowskie w Sądzie Apelacyjnym i że mogą starać się też adwokaci. Zgłosiło się 3 kandydatów z wieloletnim stażem prawniczym, uprzednio dostarczyli swoje CV i zostali wezwani na termin wyborów. Czekali 3 godziny pod drzwiami, nikt ich nie zaprosił i nie zadał żadnych pytań, po 3 godzinach dowiedzieli się, że wybory już się odbyły i żaden z nich nie został wybrany. Wybrano kandydatów z sądu niższego w ramach towarzystwa wzajemnej adoracji.

Ostatnie doniesienia prasowe o deliktach sędziów /np.”Fakt” z dnia 28.2/ muszą budzić poważne zaniepokojenie. Jeśli pijany sędzia zostaje odwieziony do Izby Wytrzeźwień po awanturze z policją-wymierzona w postępowaniu dyscyplinarnym kara nagany nie wystarczy. Taka kara mogłaby dotyczyć np. nie sporządzania w terminie uzasadnień-stąd słuszna kasacja Ministra Sprawiedliwości

Podjęto wprawdzie jakąś próbę szkolenia kandydatów na sędziów, ale rezultaty są takie jak widzimy.

Niektóre decyzje sędziów zawarte w orzeczeniach budzą co najmniej zdumienie i nie mogą być kwitowane stwierdzeniem: ”szanujemy każdy wyrok ”. Nie można np. zrozumieć czym się kierowały sądy wypuszczając na wolność oszusta poszukiwanego międzynarodowym listem gończym za oszustwa starych ludzi metodą „na wnuczka ”, albo wielokrotnego gwałciciela uchylającego się od odbycia kary, albo dlaczego sąd zabiera ojcu kochające go dzieci na podstawie plotek sąsiadów.

Był też oczywiście niesprawiedliwy wyrok zatwierdzony przez obie instancje, gdy poszkodowany, starszy człowiek chciał kupić karmę dla kota. Karma była ułożona w tak bezmyślny sposób, że aby sięgnąć do palety - trzeba było stanąć na palcach. W supermarkecie, ze względów oszczędnościowych nie było personelu tylko samoobsługa. Nabywca usiłował znaleźć kogoś do pomocy, ale nie było, były tylko kasjerki przy kasach. Zdecydował sam zdjąć paletę, wówczas spadła mu na twarz powodując poważne obrażenia. Gdy sprawa została skierowana do sądu-pani sędzia dała całkowicie wiarę świadkom pracownikom supermarketu, którzy kłamliwie w obawie przed pracodawcą zapewniali, że na sali był personel. Sędzia bez żadnej refleksji nie dała wiary poszkodowanemu nie podając przyczyny, zaniechała wizji lokalnej i oddaliła powództwo. Sąd Apelacyjny bez głębszej analizy utrzymał niesprawiedliwy wyrok, a owa pożal się Boże sędzia nawet awansowała.

W tym samym sądzie prowadzona była sprawa lustracyjna zasłużonego działacza opozycji, którego dopiero po dwóch kasacjach uwolnił od podejrzenia współpracy z b. SB Sąd Najwyższy. Gdy wniesiono powództwo o odszkodowanie – ten sam sąd apelacyjny nie chciał się wyłączyć i oddalił powództwo, a kasację oddalono w myśl zasady, że sądy orzekały w granicach swojej niezawisłości. Zapomniano o podstawowej zasadzie, że nie może być mowy o niezawisłości,  jeśli sąd rażąco narusza prawo, a tylko w takich przypadkach kasacja może być skuteczna. Takie przykłady niestety można by mnożyć, a do opinii publicznej dostają się tylko niektóre i tak dostatecznie liczne /niemal co tydzień/.

Prawo powinno być tak zmienione, aby żadna sprawa skierowana do ponownego rozpoznania lub uchylona w drodze kasacji nie była rozpatrywana przez ten sam sąd, sprawy takie powinny rozpatrywać inne sądy, a sprawy osób na kierowniczych stanowiskach w państwie powinny być rozpoznawane przez inny sąd w ramach Unii Europejskiej - tak aby uniknąć uwikłań politycznych. Reforma powinna mieć charakter całościowy i do tego niezbędna jest zmiana Konstytucji. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie czy stać nas nie tylko na wysokie koszty Wymiaru Sprawiedliwości, ale przede wszystkim na szkody moralne w postaci niesprawiedliwych orzeczeń i uzasadnionego poczucia krzywdy   wielu obywateli mających kontakt z sądami.

Aby być dobrym sędzią nie wystarczy być dobrym prawnikiem, trzeba mieć odwagę cywilną, niezależność myślenia i znajomość zasad logiki, której nauka nadal jest traktowana po macoszemu. Jeśli ktoś obecnie obawia się ręcznego sterowania przez władzę wykonawczą nie nadaje się do zawodu sędziego, podobnie jak alpinista nie może mieć lęku wysokości. Sam byłem sędzią w PRL - dużo trudniejszym okresie i wiem, że próby sterowania sędziami były sporadyczne, a gdy nasiliły się w 1976r. - podałem się po 15 latach do dymisji. Sędzia nie jest narażony na uszkodzenie ciała - ochrona sądów jest obecnie wystarczająca, a nawet przesadna co szkodzi jawności rozpraw. Sędziowie obecnie korzystają z i sekretarzy, asystentów i Internetu. Jedyna dolegliwość fizyczna to hemoroidy ale obecnie nawet to nie grozi sędziom, bowiem zdarzają się przypadki, że sędzia odracza rozprawę ok. godz. 14-tej z powodu… spóźnionej pory. W obecnym ustroju społeczeństwo nie wymaga od sędziów bohaterstwa, tylko uczciwej pracy i sprawiedliwych orzeczeń i z tym są większe trudności niż w PRL, mimo, że wówczas płaca sędziego była na poziomie średniej krajowej a nie żadną krotną tej średniej. Tak więc nie twórzmy mitów o jakichś szczególnych zagrożeniach dla sędziów, chyba, że chodzi o ich nie zasłużone immunitety i przywileje. Jeśli np. sędzia czy prokurator prowadzi samochód po pijanemu nie powinien mieć żadnego immunitetu, a dotychczas takie przypadki były zamiatane pod dywan w postaci kończących się umorzeniami postępowań dyscyplinarnych /przedawnienia/. Postępowania dyscyplinarne sędziów i prokuratorów powinny być też prowadzone przez niezależny od nich organ.

Miejmy nadzieję, że środowisko sędziowskie znajdzie czas na refleksje, gdyż krytyka zmierza jedynie do naprawy sądownictwa a nie jego osłabienia, a prawdziwa cnota krytyk się nie boi."

Sedzia, ktory wyludzil 42 tys. PLN nie zostanie pociagniety do odpowiedzialnosci karnej

Sedzia, ktory wyludzil 42 tys. PLN nie zostanie pociagniety do odpowiedzialnosci karnej

http://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/region/6973-sn-nie-zgodzil-sie-na-pociagniecie-do-odpowiedzialnosci-karnej-sedziego-ze-szczytna-najnowsze-slajd-kafelek.html
"SN nie zgodził się na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego ze Szczytna
Sąd Najwyższy odmówił zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego Andrzeja Janowskiego ze Szczytna i przywrócił go do pełnienia czynności służbowych. Wobec sędziego toczy się postępowanie dyscyplinarne o nienależne pobieranie zwrotu kosztów dojazdu do pracy.

Rzecznik prasowy olsztyńskiego Sądu Okręgowego Olgierd Dąbrowski-Żegalski w przesłanym PAP komunikacie poinformował w czwartek, że Sąd Najwyższy na posiedzeniu 3 grudnia rozpoznawał zażalenie sędziego Janowskiego na czerwcową uchwałę Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku o zezwoleniu na pociągnięcie tego sędziego do odpowiedzialności karnej za nienależne pobieranie zwrotu kosztów dojazdu do pracy.

"Sąd Najwyższy jeszcze w tym samym dniu zmienił zaskarżoną uchwałę w ten sposób, że odmówił wyrażenia zgody na pociągnięcie sędziego Andrzeja Janowskiego do odpowiedzialności karnej i przywrócił go do pełnienia czynności służbowych" - podał Dąbrowski-Żegalski.

Przypomniał, że w grudniu ub. roku zastępca rzecznika dyscyplinarnego wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego Sądu Rejonowego w Szczytnie Andrzeja Janowskiego i przedstawił mu zarzut z art. 107 par. 1 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych.

Sędzia został obwiniony o to, że co najmniej od początku marca 2010 r. do połowy czerwca 2018 r. składał wnioski o zwrot kosztów dojazdu do pracy i z pracy na trasie Iława-Szczytno, w których miał poświadczać nieprawdę, gdyż faktycznie w tym czasie nie mieszkał w Iławie. W ocenie rzecznika dyscyplinarnego, takim działaniem miał uzyskać nienależne świadczenia w kwocie co najmniej ponad 42 tys. zł, czym uchybił godności sprawowanego urzędu.

Jak zaznaczył rzecznik prasowy olsztyńskiego Sądu Okręgowego, postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie będzie kontynuowane.
Zgodnie z art. 95 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych zasadą jest, że sędzia powinien mieszkać w miejscowości będącej siedzibą sądu, w którym pełni służbę. Jednak w uzasadnionych przypadkach prezes sądu okręgowego może wyrazić zgodę na zamieszkanie sędziego w innej miejscowości. W razie uzyskania takiej zgody sędziemu przysługuje zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do siedziby sądu. "

sobota, 7 grudnia 2019

Protokol

Protokol

Szczęśliwie obecnie cywilne rozprawy są rejestrowane a na żądanie może być sporządzona transkrypcja z rejestracji.
Swoją drogą ciągłe pisanie protokołu przez 2 godziny to była katorga i efekt musiał być marny

K143. Protokół dnia 7 kwietnia 2003 Przewodniczący ASR Anna Stasiewicz
Sąd Rejonowy w Szczecinie X Wydział Pracy.......
Na pytanie przewodniczącego:
Powód oświadcza że chce użyć dyktafonu ponieważ niedosłyszy, ma to na celu pomóc mu w
ewentualnym późniejszym prostowaniu protokołu.

Protokół. K148, Świadek TR „….często musieliśmy się przypominać i było to dla nas utrudnienie.
Tak jest to telewizor z procesorem monika 5. To jest artykuł powoda. To powód pisał tą
recenzje. W tym artykule nie ma oceny procesora. powód zabiegał o dobrą ocenę tego procesora.
Zna jakiegoś redaktora.”

Dyktafon:
JM: Proszę o okazanie świadkowi artykułu  opublikowanego w czasopiśmie  Life Video. Jest to załącznik do pisma chyba z …..... listopada 2003 Pytanie. Czy ten artykuł jest obiektywny czy może skrzywiony a jak tak to z jakiego powodu ?
…...........
ASR Anna Stasiewicz: Proszę podejść.........................
TR: To jest test naszego odbiornika z procesorem Monika 5. To jest bardzo dobry odbiornik. Jego recenzja jest obiektywna. Nie ma tam osobnej oceny wbudowanego procesora. To powód zabiegał aby publikowano artykuły bo to zwiększa sprzedaż. On prowadził korespondencje i rozmowy z redaktorem. Zabiegał aby test wypadł jak najlepiej. Nie wiem czy znał redaktora. Jak nie znał to  poznał. Pamiętam jak wysłaliśmy odbiornik do redakcji. Dostaliśmy pisma. Jeszcze dwa razy było o tym odbiorniku.  

czwartek, 5 grudnia 2019

Czy Polska byla przegrana w Wojnie ?

Czy Polska byla przegrana w Wojnie ?

 Od 1943 roku alianci rozważali kształt powojennych granic państw w Europie. Na mapie pokazano jeden z planów odebrania III Rzeszy zagrabionych przez nią terytoriów i jej okrojenia oraz powojennego podziału  na państwa północno i południowo niemieckie i małe strefy pod kontrolą Zachodu.
To że nowa Polska otrzymała Dolny Sląsk i Zachodnie Pomorze jest wyłączną zasługą dyktatora  Józefa Stalina. Według propozycji Brytyjczyków Polska miała być ( mapa ! ) małym pokracznym tworem.
Momentalnie podbita przez Niemców Polska straciła dużo krwi. Ale po wojnie jest państwem zwartym o krótkich granicach i to dogodnych do obrony. Została przesunięta na Zachód. Była jednolita etnicznie poza desantem władz od Stalina.
To prawda że oddziały Trofiejne łupiły bez litości poniemieckie tereny ale w ZSRR panował po wojnie śmiertelny głód a jednak w Polsce ludzie z głodu po wojnie nie umierali.

Stosunki komunistki, "byłej Polki" Wandy Wasilewskiej i Stalina cechowała co najmniej trwała i głęboka poufałość. Czy Wasilewska była kochanką Stalina pozostaje niewiadomą. Stalin cenił ją jako pisarkę i organizatora, uzgadniał z nią podejmowane decyzje dotyczące Polski. Do końca wojny miała ona duży wpływ na politykę radziecką względem Polski. Pułkownik Wasilewska była założycielką i przewodnicząca Związku Patriotów Polskich w ZSRR i  współzałożycielka Ludowego Wojska Polskiego a od lipca 1944 wiceprzewodnicząca Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. 
     
Powojenna rewolucja zniszczyła struktury wyzysku i stagnacji otwierając drogę rozwojowi.  Mówiąc o powojennym terrorze nie zapominajmy że niemiecka bestia jednego feralnego dnia 1943 roku zamordowała ponad 60 tysięcy ludzi.
Optymiści uważają ludzi i zdarzenia jako dobre. Mają pozytywny stosunek do życia, wierząc w to że rzeczy z czasem ułożą się pomyślnie. U chrześcijan ten pozytywny stosunek do życia jest konsekwencją ich wiary.
Od września 1939 roku minęło już 80 lat i nie licząc lokalnej, małej wojny w byłej Jugosławii i małej wojny na Ukrainie, trwa w powojennej Europie pokój. Obie wojenki faktycznie wszczął hegemon.

Bohater afery GetBack: byłem współpracownikiem CBA

Bohater afery GetBack: byłem współpracownikiem CBA
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/afera-getback-tworca-i-prezes-spolki-bylem-wspolpracownikiem-cba/4hnvttq
"Główny bohater największej finansowej afery w czasach rządów PiS zeznał w prokuraturze, że był tajnym współpracownikiem CBA. Jeśli ta deklaracja jest prawdziwa, to oznacza, że służby specjalne są współodpowiedzialne za skandal, w którym 10 tys. osób i ponad 170 instytucji straciło w sumie 2,5 mld zł. W dodatku mowa o aferze, w której przewijały się nazwiska Kornela Morawieckiego oraz ludzi premiera.

    Onet poznał fragmenty zeznań, które Konrad K. złożył w śledztwie dotyczącym piramidy finansowej GetBack
    K. był twórcą i prezesem GetBack, spółki która jeszcze do niedawna kontrolowała większość rynku obrotu długami
    Konrad K. utrzymywał dobre kontakty z obozem władzy, zwłaszcza z otoczeniem premiera
    GetBack za czasów K. był sponsorem prawicowych mediów i organizowanych przez nie imprez, na których nagrody odbierali m.in. Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki

Konrad K. od czerwca 2018 r. siedzi w areszcie. Trafił tam, gdy zawalił się misternie budowany przez niego system obrotu długami instytucji finansowych. Kluczowa w tym systemie spółka GetBack była po prostu piramidą finansową.

Spółka była ważna dla państwowych banków, bo czyściła je ze złych kredytów, a w dodatku sporo za nie przepłacała, co pozwalało bankom minimalizować swoje straty. GetBack na potęgę skupował długi finansując te zakupy z emisji obligacji, które często trafiały do indywidualnych inwestorów. Piramida runęła, gdy GetBack nie był już w stanie się finansować, by uciec przed długami. Okazało się wtedy, że poszkodowanych jest ok. 10 tys. osób i 178 instytucji finansowych. W sumie stracili oni 2,5 mld zł – to niemal trzy razy więcej niż w przypadku Amber Gold.
Tata premiera puszcza sygnał

Wiosną 2018 r., rozpaczliwie szukając ratunku, Konrad K. prowadził rozmowy z państwowymi podmiotami o przejęciu GetBack. Zaangażowany w tę sprawę był m.in. ojciec premiera Kornel Morawiecki. W aktach sprawy znajdują się informacje o spotkaniach ojca premiera z Konradem K., a także o konkretnych ustaleniach, które na tych spotkaniach były podejmowane. Sprowadzały się one do obietnic Morawieckiego seniora, że pomoże Konradowi K. dotrzeć do syna.

Przed śmiercią Kornel Morawiecki przyznał, że dzwonił w sprawie GetBack. — Puściłem jedynie taki sygnał, że coś się dzieje. Ale Mateusz powiedział mi, żebym się sprawą nie interesował — mówił „Gazecie Wyborczej" Morawiecki senior. Akta śledztwa potwierdzają te kontakty.
Listy do Morawieckiego

W tym czasie K. wysyłał też listy do premiera. Przypominał w nich, że jest związany z PiS. Jako swe zasługi wymieniał sponsorowanie prorządowych mediów. "Byliśmy sponsorami strategicznymi takich wydarzeń jak Człowiek Roku [nagrody zdobywali Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński], organizowanych przez spółkę Fratria, a także Gali 25-lecia »Gazety Polskiej«" – pisał. Zwracał też uwagę, że sponsorował Instytut Wolności, think-tank kojarzony z Morawieckim.

Konrad K. przypominał także, że kupując złe długi pomagał państwowym bankom. Szacował, że kosztowało to niemal 4 mld zł. „Pozwoliło to tym bankom zarobić 400 mln zł i wsparło działania Państwa” — przekonywał.

Twierdził jednocześnie, że padł ofiarą politycznej zemsty — właśnie dlatego, że związał się z PiS. "Kiedy ewidentne stało się, że GetBack jest sponsorem obozu wolnościowego, nastąpiła zmasowana kampania oczerniająca GetBack jako piramidę finansową PiS" — pisał.

K. liczył na to, że ludzie Mateusza Morawieckiego mu pomogą. Chodzi o Zbigniewa Jagiełłę, prezesa banku PKO BP oraz Pawła Borysa, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju. 16 kwietnia zarząd GetBacku wydał nawet komunikat giełdowy o pomyślnych rokowaniach z PKO BP i PFR. Podano tam, że "łączna kwota finansowania udzielonego przez Bank i PFR wyniesie do 250 mln zł". Komunikat szybko został zdementowany i był to początek afery GetBack.

K. został zatrzymany, zaś GetBack pod okiem sądu realizuje plan restrukturyzacji.
Mój pseudonim "Zeus"

K. siedząc w areszcie składa zeznania, na podstawie których prokuratura zatrzymuje i stawia zarzuty innym osobom, w tym biznesmenom, którzy robili interesy z GetBack. A zatem jest dla prokuratury wiarygodny. Jednocześnie jednak — jak ustaliliśmy — prokuratura ignoruje zeznania Konrada K. o jego kontaktach ze służbami specjalnymi.

Otóż K. zeznał, że "bardzo długo" przed wybuchem afery współpracował z CBA. Twierdzi, że miał nawet pseudonim — "Zeus". Stwierdził, że "są nagrania" z tych spotkań. Zeznał też, że przekazywał informacje ABW.

Zapytaliśmy o tę sprawę CBA, ABW i prokuraturę. Nikt nie zaprzeczył, że Konrad K. złożył takie zeznania. CBA odpowiedziało szablonowo: "Nie informujemy o szczegółach prowadzonych czynności i postępowań, ani o źródłach swoich informacji". ABW i prokuratura milczą.

Adwokat twórcy GetBack Michał Lasota, obecny podczas składania zeznań dotyczących współpracy ze służbami specjalnymi, odpisał nam: "Ze względu na bezwzględnie wiążącą mnie tajemnicę obrończą, niezależnie od obowiązku zachowania tajemnicy postępowania przygotowawczego, nie mogę udzielić odpowiedzi na zadane mi pytania". Zadeklarował jedynie, że pytania Onetu przekazał Konradowi K.
Felerne papiery

Jeśli deklaracja K. dotycząca współpracy ze CBA jest prawdziwa, to oznaczała, że służby specjalne są współodpowiedzialne za aferę GetBack. Choćby dlatego, że — znając sytuację — reagowały z opóźnieniem. W ostatnich miesiącach przed wybuchem afery spółka, która była już wtedy bankrutem, wyemitowała obligacje warte setki milionów złotych, które trafiły także do osób prywatnych. Część z nich nie zdawała sobie nawet z tego sprawy, bo felerne papiery GetBacku kupowały w ich imieniu instytucje finansowe."

wtorek, 3 grudnia 2019

Dlaczego sedzia Juszczyszyn i komornik nie siedza w wiezieniu ?

Dlaczego sedzia Juszczyszyn i komornik nie siedza w wiezieniu ?
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sedzia-juszczyszyn-nadzorowal-sprzedaz-gospodarstwa-za-32-tys-zl-choc-bylo-warte/9xdbtpr
"Sędzia Juszczyszyn nadzorował sprzedaż gospodarstwa za 32 tys. zł, choć było warte ponad pół miliona zł
Sędzia Paweł Juszczyszyn orzekał w 2015 r. w sprawie Zbigniewa Parowicza, którego majątek został sprzedany w licytacji komorniczej. Sąd Rejonowy w Olsztynie przysądził wtedy własność gospodarstwa wartego pół mln zł po wpłacie zaledwie 32 tys. zł. Życie Zbigniewa Parowicza legło wtedy w gruzach - informowała telewizja TTV.

    Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych
    Sąd przysądził własność gospodarstwa jedynie po wpłacie wadium w wysokości 32 tys. zł, sprawę tę w 2015 r. prowadził sędzia Paweł Juszczyszyn
    W sumie w licytacji komorniczej majątek został sprzedany za ponad 200 tys. zł, ale zaległe pieniądze nigdy nie wpłynęły do sądu
    O Juszczyszynie zrobiło się w ostatnich dniach głośno, ponieważ kilka dni temu prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie go zawiesił w wykonywaniu obowiązków na miesiąc, w niedzielę w kilku miastach odbyły się marsze poparcia dla sędziego

Pan Zbigniew Parowicz przez 20 lat prowadził gospodarstwo rolne. Z powodu spadku cen zmuszony był zaciągnąć kredyt, w sumie 50 tys. zł. Spłacił połowę zobowiązania, jednak nie był w stanie regularnie płacić kolejnych rat. Pewnego dnia do jego drzwi zapukał komornik.

Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych. Sąd przysądził własność gospodarstwa po wpłacie… 32 tys. zł. Jak do tego doszło? Osoba, która kupiła na licytacji majątek pana Zbigniewa za ponad 200 tys. zł, wpłaciła jedynie wadium. O pozostałej części spłaty zapomniano, a komornik i sąd uznali egzekucję za zakończoną. Wierzyciel za swój dług od Parowicza wciąż domagał się spłaty.

Pan Zbigniew po trzech latach zwrócił się o pomoc do posłanki Lidii Staroń, która na podstawie dokumentów ustaliła, że do sądu nie wpłynęło 180 tys. zł za zlicytowane gospodarstwo. Ta suma okazała się zbyt mała, ponieważ przez ten czas dług Parowicza cały czas rósł.
Sprawa komornika, który zrujnował mężczyznę, trafiła do prokuratury. Wtedy właśnie po raz pierwszy uznano, że gospodarstwo było warte ponad pół miliona złotych. Sprawa została jednak umorzona.
Dziennikarze TTV próbowali uzyskać komentarz zarówno do komornika, jak i od Juszczyszyna. Żaden z nich nie chciał wtedy rozmawiać.

Sedziowie Rafal Pawliczak, Katarzyna Gobber, Dorota Mazurek, Zbigniew Ciechanowicz

Sedziowie Rafal Pawliczak, Katarzyna Gobber, Dorota Mazurek, Zbigniew Ciechanowicz

Sąd Rejonowy Szczecin Centrum
Sygn akt V Kp 932/19


Podstawa prawna: Art.45 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Art 40 i 41 KPK.
Art. 41. § 1. Sędzia ulega wyłączeniu, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do jego bezstronności w danej sprawie.

Wniosek o wyłączenie sędziego Rafał Pawliczak

SSO Dorota Mazurek, która miała według Zawiadomienia popełnić przestępstwo i zgodnie z zebranymi dowodami je popełniła wraz z kolegami z IV Wydziału Karnego Odwoławczego Sądu Okręgowego rozpatruje zażalenia i apelacje od orzeczeń sędziego. Mogą oni bez powodu uchylać orzeczenia lub zastosować wytyk lub zablokować awans sędziego. Dorota Mazurek jako Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego pod pretekstem zawiadomienia w sprawie dyscyplinarnej może sędziego prześladować bez powodu. W drugiej części sprawa dotyczy trzech sędziów SO – ktoś podłożył sfałszowany protokół rozprawy. Media szeroko rozpisują się o fałszywej solidarności zawodowej sędziów. Koledzy potencjalnie podejrzanych mogą wpłynąć na karierę sędziego lub go prześladować.
W sprawach opisywanych w mediach sędziowie zawsze wyłączają się w sprawach sędziów z tej samej miejscowości.

Z poważaniem
Jerzy Matusiak  

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Co wspolnego ma „sprawa Jedwabnego” z ustawa 447/JUST?

Co wspolnego ma „sprawa Jedwabnego” z ustawa 447/JUST?

https://www.salon24.pl/u/bazyli1969/1002197,co-wspolnego-ma-sprawa-jedwabnego-z-ustawa-447-just
"Cisza, która zaległa nad ustawą 447/JUST wydaje się bardzo źle wróżyć. Dla każdego rozumnego człowieka jest to oczywistością i mylenie tropów lub infantylna nonszalancja niczego w tej kwestii nie są w stanie zmienić. O powodach, dla których ten akt prawny trzeba traktować absolutnie serio można by długo. Tylko po co? Jedni, umiejętnie wykorzystujący przymioty umysłu, utwierdzą się w przekonaniu o niebezpieczeństwie wynikającym z przyjęcia przez parlament USA tej ordynacji, drudzy, przedkładający odczucia nad fakty, z uporem maniaka będą sprawę lekceważyć. Szkoda zatem bić pianę kolejny raz. Dużo bardziej pożytecznym wydaje się zobrazowanie konstrukcji, dzięki której uchwalenie 447/JUST stało się w ogóle możliwym.

Latem tego roku przejrzałem wiele  - dostępnych w sieci - dokumentów poświęconych wydarzeniom z lipca 1941 w Jedwabnem. Wśród nich znalazły się m.in. relacje świadków, akta procesu i sentencja wyroku  z 1949 r. oraz postanowienie o umorzeniu śledztwa IPN z roku 2003. Setki stron! Lektura ta pozwoliła mi przyjąć, iż rewelacje prof. Grossa oraz wtórujących mu afirmantów, to niezwykła brednia. Niezwykła, bo powstała w określonym celu. Taki też pogląd – powołując się na  źródła -  prezentowałem podczas dyskusji na jednym z forów poświęconych tematyce historycznej. Stronnicy odmiennej opcji (trudno uwierzyć ilu ich jest!) przywoływali wyświechtane i wątpliwej wartości argumenty z zapałem godnym lepszej sprawy. Gdy straciłem już wiarę w możliwość reedukacji lub choćby zasiania ziarna wątpliwości w głowach interlokutorów, jeden z uczestników sporu napisał tak: „Kolejna sprawa, to ten rynek i co kazano Żydom robić. Ustawiano ich czwórkami i kazano maszerować, śpiewać? Wyrywać zielsko z pomiędzy bruku? Serio? Nikomu z miejscowych nie przyszło to do głowy wcześniej że to nieestetycznie wygląda, czy coś? Przypominam, to byli ludzie prości, 6 klas to pewnie był szczyt ich możliwości, sporo niepiśmiennych, a tu nagle takie coś. Rynek jest ufafluniony, czas na porządki. A potem defilada. Akurat jak Niemcy wkroczyli, u których wiadomo "ordnung muss sein", to Polakom się tryb sprzątania włączył.” Gdybym był prof. Grossem mógłbym zakrzyknąć: eureka! Do olśnień tłumaczących wszystko mam jednak stosunek mocno ostrożny. Nie mniej, to – pozornie nieistotne - spostrzeżenie anonimowego miłośnika dziejów potwierdziło moje przypuszczenia, że masakra w Jedwabnem to robota Niemców.

Niestety, mimo potwierdzenia w faktach, konstatacja ta ma wyłącznie charakter nieformalny. Oficjalna narracja  zbudowana jest na niedomówieniach i fałszu. I co najgorsze, rozbrzmiała już na wszystkie strony świata. Dla wielu z nas  zaprzestanie, a następnie zablokowanie ekshumacji ofiar omawianych wydarzeń jawi się więc jako niezrozumiałe. Godne pochwały są zatem próby zdjęcia blokady i ujawnienia prawdy. Czy jednak są na to jakieś szanse? Aby zrozumieć prawdziwe przyczyny takiego stanu rzeczy trzeba bezwzględnie spojrzeć na to w szerszym kontekście.

Historia uczy, iż praktycznie wszystkie agresje wymagają pretekstu. Również te o jawnym czy też ukrytym podłożu ekonomicznym. Wspomnijmy dla przykładu, że nawet tacy carowie zbrodni jak A. Hitler i  J. Stalin potrzebowali wymówki by uzasadnić atak na Rzeczpospolitą. Pamiętamy, że oficjalnym i bezpośrednim powodem uderzenia na Polskę było dla Niemców rzekome zaatakowanie przez jednostkę Wojska Polskiego Radiostacji w Gliwicach, a Sowieci w oficjalnej nocie wręczonej ambasadorowi Grzybowskiemu w dniu 17 września 1939 r. napisali, że „rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony.” Przekaż wysłano w świat, a świat ten przekaz „łyknął”. Bajęda o masakrze w Jedwabnem dokonanej rzekomo z inicjatywy i rękoma ludności polskiej ma to samo zadanie. Rozpropagować i utwierdzić wśród mieszkańców najważniejszych państw globu, że Polacy ponoszą winę za holokaust. Więcej nawet! Stworzono ciąg logiczny w postaci: zwierzęcy antysemityzm – barbarzyńskie mordy – zagrabienie mienia… Dla ludzi nie znających realiów okupacji na obszarach Europy środkowej, taka hagada jest do zaakceptowania. I to bez „popitki”! Skoro autorzy logicznej fałszywki przekonają opinie publiczne licznych krajów (bo niektóre rządy taką narrację już akceptują), cóż będzie stało na przeszkodzie aby przejść do działań otwartych? Które z wpływowych gremiów nad Sekwaną, Tamizą czy Potomakiem ujmie się za ubabranymi po pachy w posoce troglodytami znad Wisły?

Przypisanie zbrodni w Jedwabnym naszemu narodowi  jest fundamentem, ofiarą zakładzinową i opoką dla narracji o polskim zezwierzęceniu i bezpośrednim pretekstem do wysuwania roszczeń materialnych. Powrót do ekshumacji i ukazanie światu jak było naprawdę stanowi warunek sine qua non rozbicia w proch kłamliwej hagady, a co za tym idzie – żądań „rekompensaty” za przejęte mienie bezspadkowe. Podjęcie badań przez archeologów musi nastąpić jak najszybciej, bo czasu mamy niewiele.  Dlatego wszystkie wysiłki wolontariuszy, ośrodków opinii, propaństwowych środowisk naukowych i politycznych, winny skoncentrować się na tym zadaniu. Przepychanki o to co powiedział ten czy inny dyplomata izraelski lub funkcjonariusz „Przedsiębiorstwa Holokaust” to naprawdę sprawy trzeciorzędne. A tę walkę można jeszcze wygrać. Tym bardziej, że rozstrzygnięcie nie zapadnie na polu bitwy, ale w ludzkich głowach."

PE Uruchamianie, Zarowka. Archiwum

PE Uruchamianie, Zarowka. Archiwum

Technologia produkcji żarówek oświetleniowych jest już ustabilizowana.
Żarnik żarówki jest wolframowy a bańka zwykłej żarówki napełniona jest gazem obojętnym.
Mała kwarcowa bańka żarówki halogenowe wypełniona jest gazem halogen. Odparowany z żarnika Wolfram osadzający się na bańce rozpuszcza się w halogenie i osadza z powrotem na żarniku. Dzięki temu cyklowi możliwa jest praca z wyższą temperaturą żarnika. Mniejsze jest też ciemnienie bańki. Sprawność żarówek halogenowych jest wyższa niż żarówek konwencjonalnych.
Większość metali ma dodatni współczynnik temperaturowy oporności, x 10e-3: Platyna 3.9, Wolfram 4.5, Miedź 4.3, Srebro 4.1.
Zimne włókno żarówki ma mała oporność a świecące się ma wysoką temperaturę i znacznie większą oporność.
Przyjmuje się że ustalona oporność żarówki rośnie z potęga 0.5-0.6 napięcia, moc pobierana z potęgą 1.5-1.6 napięcia, widzialny strumień świetlny z potęgą 3.4, kolor z potęgą 0.42 a trwałość -16. Aproksymacje te nie są jednak zbyt dokładne.
Zmniejszenie napięcia do 95% nominalnego powoduje zmniejszenie strumienia do ca 84% nominalnego ale 2.3 raza podnosi trwałość żarówki. Wielu producentów w świecie podniosło sprawność żarówek kosztem ich sprawności co wywołuje niezadowolenie klientów.
Im cieńszy jest wolframowy drut włókna tym jest ono bardziej wrażliwe i szybciej odparowuje. Stąd wynika obniżona temperatura pracy cienkich włókiem.
Żarówka mocy 100W na napięcie 24V ma wydajność 19.7 Lm/W ale na napięcie 120V już 17 Lm/W a na napięcie 220V tylko 12.7 Lm/W.
Załączona do nominalnego napięcia żarówka mocy 100W osiąga 90% strumienia świetlnego po ca 130 ms a obwiednia prądu ma wartość 110% ustalonego szybciej niż po 100 ms.
Dla monochromatycznego światła zielonego o fali 555 nm równoważnik energetyczny światła wynosi 683 Lm/W. Sprawność świetlna żarówek jest więc okropnie mała.

Przy eksperymentach z żarówkami należy brać pod uwagę to że nie są one identyczne i mogę się zimną opornością różnić o ponad 1%.
Jeśli oporność żarówki rośnie z potęgą 0.5 jej napięcia zasilania to napięcie rośnie z kwadratem prądu. Zatem jeśli dwie żarówki połączymy równolegle i tą parę szeregowo z kolejną identyczną żarówką i całość zasilamy to napięcie na samotnej żarówce powinno być 4 razy większe niż na dwu połączonych żarówkach.
W eksperymencie napięcie na samotnej żarówce wyniosło 183V a na dwóch połączonych równolegle żarówkach 41.7V. Napięcie sieciowe wynosiło 224.7V. Z wykładnikiem 0.5 podział napięć powinien być 44.94V i 179.96 V. Wykładnik 0.5 nie jest więc idealny ale jednak całkiem dobry.
Aby eksperyment był wiarygodny z trzech możliwie jednakowych żarówek, żarówkę o środkowej oporności dajemy jako samotną a dwie skrajne łączymy równolegle.

Czy żarówka z racji swojej nieliniowości może być skutecznym ogranicznikiem prądu i mocy zasilania dla testowanych odbiorników ?
Na wykresie pokazano prąd (kolor Y) płynący z sieci i moc do odbiornika (kolor G ) dla szeregowo połączonej żarówki mocy 100% lub 100W z liniowym odbiornikiem w funkcji napięcia (0-220V) na żarówce.
Odbiornik może pobrać co najwyżej circa 38.5% mocy nominalnej żarówki przy spadku napięcia na niej ca 73V. Jednak większość odbiorników nie działa poprawnie z napięciem zasilania 147V. Ale przy spadku napięcia na żarówce 40V odbiornik przy napięciu 180V może maksymalnie pobrać ca 35% mocy nominalnej. Zatem żarówka znakomicie nadaje się jako ogranicznik podanego z sieci prądu i mocy.

W przypadku prostowników z obciążeniem pojemnościowym nie ma jawnych analitycznych zależności i zdani jesteśmy na obliczenia numeryczne. Prostowniki te mają duże rezystancje wyjściowe z porównaniu z rezystancją uzwojeń zasilającego transformatora lub impedancją sieci zasilającej i rezystora ograniczającego prąd ładowania kondensatora w momencie załączenia urządzenia do sieci.
Załóżmy że urządzenie elektroniczne będzie działać poprawnie z napięciem na wyjściu sieciowego prostownika pojemnościowego 220 Vdc ( liczba 220 taka sama jak napięcie sieciowe ale AC a nie DC ) bowiem urządzenia elektroniczne muszą tolerować znaczne chwilowe obniżenia napięcia sieciowego w czasie rozłączania zwarć w sieci energetycznej. Normalnie przy zasilającym napięciu sieciowym 220Vac napięcie jest tam 290-300Vdc. Napięcie jałowe prostownika pojemnościowego to szczytowe napięcie sieci i wynosi 1.41.. x 220 Vac = ca 311V.
Napięcie sieciowe przez trzy połączone równolegle żarówki podano do mostkowego prostownika z dużym kondensatorem elektrolitycznym obciążonego pojedynczą żarówką. Przy napięciu sieciowym 225Vac napięcie wyjściowe prostownika wynosi 214 Vdc czyli żarówka obciążenia otrzymuje ca 96% nominalnej mocy - wszytko jest już jasne jak dobrać moc żarówki - ogranicznika. Napięciu sieciowemu 225V winno odpowiadać napięcie szczytowe 318V ale jest tylko 313V co świadczy o niewielkim zniekształceniu napięcia sieciowego odbiornikami z prostownikami pojemnościowymi.

Zatem przy zasilaniu urządzeń elektronicznych żarówka jest co prawda gorszym ogranicznikiem podanego z sieci prądu i mocy ale nadal całkiem dobrym !
Zaletą żarówki ograniczającej prąd zasilania podany do prostownika pojemnościowego jest w miarę szybkie naładowanie kondensatora prostownika. Najmniejsze rozżarzenia żarówki w momencie włączenia uzyskujemy przy kącie fazowym zero stopni ale stosowanie synchronizacji włączenia wydaje się wodotryskiem

Kineskopy kolorowe Delta z szyjką o średnicy 36mm i kątem odchylania 110 deg wymagały znacznej mocy odchylania poziomego. Koncern RCA w 1969 roku opracował bardzo szybkie tyrystory do układu odchylania poziomego i na początku lat siedemdziesiątych pojawiły się jego odbiorniki TVC z tyrystorowym układem odchylania. Pobierały dużo mniej mocy niż odbiorniki z lampowym stopniem H-Out. Wyładowania w kineskopie powodowały zakłócenia komutacji tyrystorów i zwarcie zasilacza przez tyrystor komutacyjny układu H-Out. Konieczne było odcięcie napięcia zasilania by układ odchylania po przerwie i podaniu napięcia mógł podjąć pracę. Początkowo zastosowano specjalnie obmyślony sprytny, skomplikowany samozałączający się po krótkiej przerwie bezpiecznik elektromechaniczny ale szybko zastąpiono go „bezpiecznikiem elektronicznym” z tyrystorem. Częstość wyładowań w kineskopie zależy od staranności technologi produkcji wyrzutni kineskopu. Przyjmuje się że elektronika odbiornika musi znieść ograniczoną ilość niebezpiecznych wyładowań w kineskopie.
Pierwsze wysokonapięciowe tranzystory do zasilaczy SMPS pojawiły się na początku lat siedemdziesiątych ale były za słabe do stopnia H-Out. W Europie niemiecki koncern Grundig kupił licencje RCA w 1974 roku i szybko wypuścił udane odbiorniki rodziny SuperColor. Rozwiązanie to podejrzały też inne firmy europejskie. Kariera tyrystorowego układu odchylania skończyła się już w 1981 roku wraz z kineskopami PIL z cewkami siodłowo – toroidalnymi i cieńszą szyjką. Wymagały one circa 30% mniejszej mocy odchylania niż stare kineskopy. Wymagania spełniały tranzystory wysokonapięciowe BU208-Philips z 1977 roku oraz podobne typy japońskie i amerykańskie.
Polska kupując w 1978 roku licencje od RCA wygłupiła się kupując technologie tyrystorową o które było wiadomo że się definitywnie kończy.
Bezpiecznik elektroniczny” stosowano w licencyjnym odbiorniku TVC T5601 Thomson z tyrystorowym układem odchylania. Jest on też stosowany w radzieckich odbiornikach Rubin C202 i pochodnych. Zdecydowanie najprostszy, najbardziej pomysłowy jest jednak układ „bezpiecznika elektronicznego” wymyślony przez inżynierów Grundiga.
Tyrystor podający prąd z mostka prostowniczego do obciążenia załączany jest tylko na rosnącej części wyprostowanych mostkiem diodowym półfal sinusoidalnych prądem płynącym poprzez dwójnik R606, C606. Ma to ograniczać synchroniczny prąd ładowania kondensatora prostownika po odblokowaniu bezpiecznika. Rezystor bezpiecznikowy w szereg z bramką tyrystora jest elementem tylko zabezpieczającym.
Zbyt duży prąd obciążenia i duży spadek napięcia na rezystorach R606 i R609 powoduje ładowanie poprzez diodę Zenera i rezystor R613 kondensatora C612 otwierającego rezystorem R611 tranzystor PNP (BC328) bocznikując złącze G-K tyrystora który wyłączy się po zaniku prądu anodowego.
Dioda antyrównoległa do G-K D607 umożliwia płynięcie prądu ładowania kondensatorów C612 i C606.

Taki zmodyfikowany (m.in. zamiast R606 i C606 tylko rezystor mocy, bez kondensatorów prostownika, inne wartości elementów a wyzwalający spadek napięcia jest na żarówce a nie opornikach ) prosty „bezpiecznik” (uzupełniony o żarówkę ograniczającą prąd i chwilową moc do rozłączenia) wzięty z techniki TVC może służyć do połowicznie bezpiecznego zasilania odbiorników z zasilaczem impulsowym, którym jest obojętne czy zasilane są sieciowym napięciem zmiennym czy wyprostowanym mostkiem ale bez kondensatorów filtrujących
Nie wolno jednak zasilać nim odbiornika TVC z załączonym obwodem cewki rozmagnesowującej kineskop.
Tam gdzie wymagane jest zasilanie prądem zmiennym kluczem mocy musi być triak ale układ sterujący „bezpiecznik” jest znacznie bardziej skomplikowany.

niedziela, 1 grudnia 2019

Agenturalno mafijne polskie partie polityczne

Agenturalno mafijne polskie partie polityczne

 Wymyślony w Moskwie system polityczny III RP czyli PRL bis wdrożył w życie generał Czesław Kiszczak. Cwany ruski agent to skuteczny książe ciemności, manipulator, gracz i cynik. Pochowany i zabetonowany na cmentarzu prawosławnym.  Czesław Kiszczak na posiedzeniu kierownictwa MSW, luty 1989 rok:
„Służba Bezpieczeństwa może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie głęboko infiltrować istniejące gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, muszą być one przez nas operacyjnie opanowane. Musimy zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i kierowania ich polityką”

Kongres Liberalno Demokratyczny został założony przez bezpiekę i niemiecki wywiad. Ulica nazwała ich Aferałami. A to przecież protoplaści Platformy Oszustów zwanej też z racji wyjątkowo słabego wykształcenia jej członków Platformą bez matury. PO realizuje interes Niemiec i mafii.
PiS ma wparcie wywiadu USA i Izraela. Działa w ich interesie co może nas drogo kosztować. PiS władze dostał na talerzu od operatorów afery podsłuchowej.
  
Członkowie partii to tak zwani działacze. Po zwycięstwie każdej partii nagradzani są synekurami i bezkarnością w swoim nienażartym złodziejstwie. Przyświeca im idea - aby się nie narobić i dużo zarobić. Prawie zawsze pochodzą w z rodzin komunistycznych aparatczyków i stalinowskich sołdatów. Normalnego człowieka tam nie uświadczysz.
Zwycięzcy wyborów postępują w myśl taktyki i zasady: Nie mamy Pana płaszcza i co nam pan zrobi.
Teraz do Jarosława Kaczyńskiego zaczynają wracać rzucone bumerangi niczym te płaszcze Barei.
Państwo polskie po prostu nie działa. Po akcji mediów potrzebowało 7 miesięcy aby skontrolować oświadczenia majątkowe Banasia, który w międzyczasie w czerwcu zdołał zostać ministrem finansów  i szefem NIK w końcu sierpnia. Decyzja o nominacji została kolanem przepchnięta przez Sejm i Senat w ciągu jednego dnia, 30 sierpnia. Teraz CBA zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Mariana Banasia
Michał Krupiński już nie jest prezesem Pekao SA. Pełnomocnikiem zarządu Pekao SA jest Jakub Banaś, SYN kryształowego Mariana Banasia, nieformalnie szara eminencja w tej instytucji. Wcześniej, Jakub Banaś odszedł z Polskiej Grupy Zbrojeniowej w atmosferze skandalu.

Po ujawnieniu mafii VAT w Ministerstwie Finansów narracje o uszczelnianiu systemu podatkowego przestały być sexy ! To jednak poparcie wyborców będziemy finansowali długiem publicznym?
Państwo gnije a smród bucha pod niebiosa ! Te wszystkie patriotyczne słówka, standardy, honor, ojczyzna... to maska oszusta. Było tylko złodziejstwo, kłamstwo, pycha, hipokryzja i gangsterstwo.
Agent "Tomek" z PiS ma zarzuty w sprawie oszustwa  na ponad 70 mln złotych. Mają skurczybyki rozmach.

Dlaczego sprawa Banasia wyszła na jaw ? Zabrakło koordynacji czasowej między grupami mafijnymi ! Banas wcale nie jest ostatnią gnidą, są znacznie gorsi o niego. Pancerny Marian pociągnie PiS w dół. Im dłużej potrwa zabawa z Marianem tym bardziej PiSowi spadnie poparcie wyborców. Marian sporo wie i może ma materiały do sex szantażu i innego szantażu.
Ładnie to będzie może wyglądać : "Marian B., prezes Najwyższej Izby Kontroli", zdjęcie z przepaską na oczach
  
Opozycja dostała piękny prezent w osobie Banasia ale nie wie co z tym zrobić. Chyba nie  potrafi go "skonsumować" i robi nieskoordynowane małpie ruchy.

Wesoło zaczyna się też robić  z marszałkiem Senatu panem Grodzkim z PO od "500 dolarów na czasopisma".

https://www.rp.pl/Komentarze/191129262-Szuldrzynski-To-nie-koniec-republiki-banasiowej.html
"Szułdrzyński: To nie koniec republiki banasiowej
 Nie wystarczy wydać 80 mld złotych na – skądinąd potrzebne – transfery socjalne, by móc powiedzieć, że naprawiło się państwo. Po czterech latach okazuje się, że „państwo teoretyczne” to nie była diagnoza, ale program, który chciał zrealizować PiS.Są takie chwile w polityce, że nawet Jarosław Kaczyński lubi się pobawić w szeryfa. We czwartek wieczorem rzeczniczka PiS ogłosiła, że po spotkaniu z prezesem NIK Marianem Banasiem, prezes PiS wyraził oczekiwanie, że ten poda się do dymisji. Publiczne ogłoszenie oczekiwania dymisji to poważny polityczny sygnał. Bo to nie pierwszy raz, gdy PiS oczekuje od Banasia odejścia ze stanowiska. Nie udało mu się zapewne wybronić z wątpliwości co do jego majątku, które znalazły się w raporcie, który przygotowała CBA. Tyle tylko, że dotąd PiS nie był wstanie nic zrobić, ponieważ prawo gwarantuje prezesowi NIK niezależność, a zatem nieodwoływalność. A podanie do publicznej wiadomości informacji, że Kaczyński domaga się dymisji Banasia, to element nacisku na szefa NIK. By zakończył sam historię, która zaczęła się w sierpniu, gdy Sejm powołał go na to stanowisko.Ale to nie koniec tego, co opozycja nazwała „republiką banasiową”, choć to nieładnie, bo do nazwisk należy podchodzić z szacunkiem. Ale to sformułowanie oddaje całą patologię sytuacji, w jakiej się znalazło nasze państwo. Po pierwsze to sytuacja ekstraordynaryjna w której prezes partii organizuje spotkanie, w którym bierze udział zwierzchnik służb specjalnych Mariusz Kamiński, oraz prezes NIK. Można zadać pytanie na jakiej podstawie Kaczyńskiego zapoznano z tezami raportu służb, który przecież jest klauzulowany? W jakim trybie Kaczyński ogłasza, że oczekuje dymisji Banasia? Przecież to oznacza, że wszystko stoi w Polsce na głowie. A państwo, które PiS obiecał naprawić po ośmiu latach rządów Platformy dalej jest czysto teoretycznie. Bo jak to możliwe, że Marian Banaś pełnił kluczowe funkcje w państwie, był zwierzchnikiem służb skarbowych, potem ministrem finansów a na koniec został jedną z najważniejszych osób w państwie – prezesem konstytucyjnego organu jakim jest Najwyższa Kontroli – i odpowiednie służby jakoś wcześniej nie kwapiły się do prześwietlenia jego majątku? Jak to możliwe, że kłopoty prezesa NIK pojawiły się dopiero po tym, jak dziennikarze – najpierw TVN, a później „Rzeczpospolitej” czy Radia Zet – zaczęli ujawniać niewygodne dla Banasia fakty, powiązania i dokumenty? Powinniśmy poznać odpowiedź na pytanie, czy ktoś nad Banasiem rozpostarł parasol ochronny, który pozwolił mu funkcjonować właściwie poza kontrolą, a służby weszły do akcji dopiero wtedy, gdy mleko się już rozlało. Przecież minister a potem prezes Banaś musiał uzyskać dostęp do informacji niejawnych od służb, co jest standardową, ale też powinno być dość żmudną procedurą prześwietlania majątku, życiorysu, znajomych i rodziny. Czy wówczas nie znalazły nic niepokojącego.Ale sprawa jest jeszcze poważniejsza. Bo – po drugie – afera Banasia to kompromitacja pomysłu na państwo, z którym do władzy przyszedł w 2015 roku Jarosław Kaczyński. Filozofia ta wyglądała tak: trzeba usunąć wszystkich ludzi dawnej władzy i zastąpić ich swoimi. Jeśli coś nie działa, to znaczy, że są tam źli ludzie. Zamiast naprawiać procedury, przeprowadzono kadrową rewolucję, której kluczem była partyjna lojalność. Dopóki z Banasiem nie było kłopotu, dopóki był częścią obozu PiS, procedury nie działały. Bo one nie mają być – w myśli filozofii rządzenia PiS – obiektywnym mechanizmem funkcjonowania państwa, ale narzędziem w rękach partii. Dokładnie ten sam proces przeprowadza w prokuraturze i sądach Zbigniew Ziobro. Wyimaginowaną bestię postkomunizmu pokonać mają nominaci Ziobry. Ale potem się okazuje, że ci nasi to Łukasz Piebiak, Marek Kuchciński, Marek Chrzanowski itd.Dlatego nawet dymisja Banasia nie będzie oznaczać końca problemu. Nie wystarczy wydać 80 mld złotych na – skądinąd potrzebne – transfery socjalne, by móc powiedzieć, że państwo przestało być teoretycznie. Po czterech latach okazuje się, że „państwo teoretyczne” to nie była diagnoza, ale program, który chciał zrealizować PiS."