Problem NATO. Współczesna broń jest za droga i zbyt skomplikowana
https://tech.wp.pl/problem-nato-wspolczesna-bron-jest-za-droga-i-zbyt-skomplikowana,7187079082076768a
"Wojna w Ukrainie pokazuje, że imponujące parametry techniczne nie zawsze mają przełożenie na użyteczność uzbrojenia. Gdy nowoczesny, ale skomplikowany sprzęt odmawia posłuszeństwa, w walce dobrze sprawdza się starsza broń projektowana i produkowana jeszcze w czasie zimnej wojny.
Wśród sprzętu wojskowego, jaki został przekazany Ukrainie, znalazły się kołowe pojazdy opancerzone Stryker i Bushmaster. Te pierwsze to zaprojektowane i zbudowane w Stanach Zjednoczonych, ośmiokołowe transportery opancerzone. Ich podwozie może być wykorzystane do budowy szeregu pojazdów specjalistycznych, jak wozy dowodzenia czy wsparcia ogniowego.
Bushmastery to prostsze, czerokołowe pojazdy zbudowane w Australii. Jak zauważa w swojej analizie The National Interest, Ukraińcy, którzy od lat używają obu typów sprzętu w walce i dobrze znają jego wady i zalety, zdecydowanie preferują pojazdy z Australii – na pozór gorsze i oferujący mniej od amerykańskich Strykerów. Co sprawiło, że teoretycznie gorsza broń okazuje się w walce znacznie bardziej przydatna?
Opiniami na ten temat dzielą się sami Ukraińcy. Choć Stryker i Bushmaster to pojazdy różne, zaprojektowane według innych założeń i z myślą o odmiennych zadaniach, frontowa praktyka sprawiła, że są wykorzystywane w podobny sposób.
Problem polega na tym, że kosztujący 4,5 mln dolarów Stryker ma wiele elementów – jak choćby elektroniczny system dowodzenia – których naprawa w warunkach polowych okazuje się niemożliwa, a pojazd wymaga starannego serwisowania. W rezultacie znacznie lepszą – bo dostępną, mniej angażującą, a w razie awarii łatwiejszą do naprawienia – bronią okazuje się Bushmaster, który na dodatek kosztuje jedynie 1,5 mln dol.
Prościej często znaczy lepiej
Do podobnych wniosków doszli wiosną 2025 roku Niemcy w analizie sposobu użycia niemieckiego sprzętu dostarczonego Ukrainie. Wnioski przedstawił zastępca attache wojskowego ambasady Niemiec w Kijowie podczas wystąpienia dla niemieckich podoficerów.
Wynika z nich, że armatohaubica PzH-2000 – według danych technicznych broń bliska doskonałości, umieszczona na odpornym, gąsienicowym podwoziu, o dużej szybkostrzelności i wysokiej ergonomii – w warunkach frontowych okazuje się zawodna, trudna w utrzymaniu i w konsekwencji mało przydatna.
Niemiecka broń została w tym przypadku zestawiona z francuską haubicą CAESAR: lekką, umieszczoną na podwoziu kołowym, pozbawioną automatu ładowania i obsługiwaną ręcznie przez załogę, która w tym celu musi wysiąść z pojazdu.
Ta znacznie prostsza i tańsza broń okazuje się znacznie lepiej sprawdzać w warunkach przedłużającej się wojny: ma mniej agregatów podatnych na uszkodzenia, a jej naprawa jest prostsza, tańsza i możliwa bez odsyłania sprzętu na głębokie tyły lub za granicę. Co więcej, prostsza haubica jest mniej wrażliwa na jakość czy różnice pomiędzy partiami amunicji, która – pomimo wspólnego kalibru – może różnić się ze względu na np. kraj produkcji (cecha ta stanowi ważną zaletę m.in. polskiej armatohaubicy Krab).
Przekłada się to na znacznie wyższą gotowość CAESAR-ów, wśród których współczynnik ten jest dwukrotnie wyższy niż w przypadku PzH-2000. Rozwiązania podobne do francuskich zastosowali Ukraińcy w produkowanej siłami własnego przemysłu haubicy Bogdana.
Niezawodny sprzęt z czasów zimnej wojny
Skrajnie odmienne oceny wystawiono starej broni opracowanej i produkowanej jeszcze w czasach zimnej wojny. Ciekawym zestawieniem jest w tym przypadku konfrontacja czołgu Leopard 2A6 z Leopardem 1A5.
Przewaga tego pierwszego wydaje się bezdyskusyjna. Jednak gdy Leopardy 2 są krytykowane z powodu małej odporności na zaniedbania eksploatacyjne, których nie sposób uniknąć podczas przedłużającej się wojny, to właśnie Leopardy 1 zyskały w tym obszarze pochlebną opinię. Choć ze względu na słaby pancerz są używane głównie w roli mobilnej artylerii, sprawdzają się w tej roli i uchodzą za niezawodne.
Bardzo dobre oceny zbierają również stare bojowe wozy piechoty Marder - wycofywany z Bundeswehry relikt zimnej wojny, w teorii pod każdym względem ustępujący nowocześniejszym pojazdom, jednak ceniony przez Ukraińców właśnie za prostotę i łatwość naprawy. Gdy nowocześniejsze wozy muszą być odsyłane na tyły, naprawiany w warunkach polowych Marder 1 jest dostępny tam, gdzie go potrzebują.
Podobną opinią cieszą się stare, artyleryjskie zestawy przeciwlotnicze Gepard. Również w ich przypadku chwalona jest nieskomplikowana konstrukcja, łatwość naprawy, a także dostępność amunicji, dzięki czemu proste zestawy artyleryjskie mogą ciągle brać udział w walce, gdy znacznie bardziej zaawansowane systemy rakietowe (przeznaczone zarazem do niszczenia innych, bardziej wymagających celów) bywają bezużyteczne z powodu braku odpowiednich pocisków.
Cena rzutuje na skalę produkcji
Wnioski z Ukrainy to cenna lekcja dla NATO. Jak zauważa The National Interest, współczesna broń jest nie tylko skomplikowana – co w dłuższej perspektywie może prowadzić do jej niedostępności – ale także coraz droższa. Rzutuje to na niewielką liczbę produkowanych egzemplarzy.
W czasach zimnej wojny czołgi, samoloty czy artylerię produkowano w seriach liczących wiele tysięcy egzemplarzy. Obecna skala produkcji jest o kilka rzędów wielkości mniejsza.
Choć zaawansowana broń w teorii oferuje znacznie więcej, frontowe warunki, w których niemożliwy jest staranny serwis, premiują sprzęt jak najprostszy, który – nawet kosztem parametrów technicznych – nie zawodzi, wykazuje się większą odpornością na ograniczenia serwisowe i w razie potrzeby jest dostępny."
sobota, 27 grudnia 2025
Problem NATO. Współczesna broń jest za droga i zbyt skomplikowana
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Norma, system prostszy i liczniejszy bije system bardziej skomplikowany i nieliczny...
OdpowiedzUsuńTT
Prezydent USA Donald Trump udzielił wywiadu POLITICO, w którym uznał się za "ostatecznego rozjemcę" wszelkich rozmów pokojowych pomiędzy Ukrainą a Rosją. Zełenski nie ma nic, dopóki ja tego nie zatwierdzę — stwierdził amerykański przywódca.
OdpowiedzUsuńGrupa prowokatorów złożyła petycję „o połączenie Polski z Ukrainą”:
OdpowiedzUsuńhttps://x.com/DuchPrawdy/status/2004847680892330388
Komentarz Leszka Millera o „doniesieniach wywiadów:
OdpowiedzUsuńhttps://x.com/AndrzejM787/status/2004830028052451802
Niemiecki Tygrys był skomplikowany, ciężki, drogi i awaryjny. Wygrały sowiecki T34 i USA Sherman.
OdpowiedzUsuńWspółczesna broń — chyba niezależnie od jej rodzaju — przeszła do „gadżeciarstwa”. Proszę choćby spojrzeć na broń strzelecką, a konkretnie pistolety, bo łatwo zerknąć na ofertę rozmaitych sklepów z bronią, także polskich. Po co komu taka rozmaitość wszelakich modeli i ich wariantów? Trudno oprzeć się wrażeniu, że ma to znaczenie wyłącznie marketingowe — „proponujmy im coraz więcej zabawek, chociaż posiadane przez nich zabawki działają, to może coś się sprzeda”. Przecież konstrukcje pistoletów sprzed już ok. 100 lat — jak Walter P36 czy Colt 1911, polski ViS, rozmaite rewolwery — mogłyby być produkowane (i chyba są…) właściwie bez zmian obecnie i dalej spełniałyby swoją rolę. Ale w międzyczasie opracowano chyba tysiące rozmaitych innych pistoletów, służących przecież do tego samego celu — i wcale niekoniecznie znacząco różniących się od tych wspomnianych (i im podobnych, dawniejszych, prostych a niezawodnych konstrukcji). To samo dotyczy innej broni strzeleckiej — całej chmary modeli karabinów i karabinków — i wydaje się, że ta sama prawidłowość przechodzi również na tak kosztowne konstrukcje, jak np. samoloty. Użytkowanie po dziś dzień — i plany używania po rok 2050 — samolotów B-52 (czyli przez ok. 100 lat od chwili uruchomienia ich produkcji!) jest dowodem, że współczesny samolot właściwie dochodzi już do kresu swej ewolucji, i producenci po prostu starają się „zaproponować coś nowego” aby utrzymać sprzedaż. Przecież jeszcze w 1. poł. XX w. 4-5 lat w rozwoju samolotu to była cała epoka! Konstrukcja 5-letnia była już „przestarzała” i nie miała dużych szans w porównaniu z nowym modelem. Ale to już przeszłość!
OdpowiedzUsuńWidzimy to od dawna na rynku cywilnym: czy naprawdę potrzebujemy co roku nowych i nowych modeli samochodów? Czy te sprzed 20 lat nie mogłyby być z powodzeniem produkowane dzisiaj — i czy klienci nie byliby zadowoleni? Oczywiście jakieś zmiany typu oszczędniejszy silnik itd. — ale nie widać za bardzo sensu w tych ciągłych zmianach i w tym nieustającym wysiłku marketingowym. Sensu innego, niż wpychanie odbiorcom tego, czego tak właściwie nie potrzebują — bo „to stare” było równie dobre — jedynie w celu podtrzymania produkcji i sprzedaży. A o „planned obsolescence” chyba nie muszę wspominać?