niedziela, 14 czerwca 2026

Przyczyny upadku Polski

 Przyczyny upadku Polski
 Od początku XVIII wieku Rzeczpospolita była rosyjskim protektoratem. Wojska rosyjskie czuły się tu jak u siebie w domu. W okresach pokoju Polska się wtedy nawet rozwijała gospodarczo. Zaletą protektoratu było pozostawanie Polski w całości  i można było mieć nadzieje przy porażkach Rosji w konfrontacji z mocarstwami na zrzucenie tej kurateli.
Magnaci nie mogli ścierpieć narzuconego przez Rosje króla Stanisława Poniatowskiego. To w ich opinii był przybłęda i nikt a władza królewska "należy się mnie albo mojemu synowi". Magnaci zwalczali króla i siebie nawzajem. Do swoich rozgrywek wciągali a przynajmniej starali się wciągnąć obce dwory niczym obecnie PIS (USA-Izrael) i PO (Niemcy).
Prusy proponowały rozbiór Polski ale caryca Katarzyna zupełnie nie była tym zainteresowana bo i po co miała się Polską z kimś dzielić !     

Konfederacja barska (1768–1772) niby walczyła w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej. Skierowana była przeciwko protektoratowi Imperium Rosyjskiego i  królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu - kochankowi carycy. 
Konfederacja barska był wspieraną przez Turcję która już wcześniej w 1768 wypowiedziała wojnę Rosji , a także przez Francję, skąd płynęły pieniądze, broń i instruktorzy wojskowi.
W walkach z wojskami Rosji po stronie konfederatów wzięło udział do 100 tysięcy ludzi. Stoczono około 500 potyczek. Barzanie plądrowali i niszczyli kraj. Wojsko rosyjskie żądało zaopatrzenia. Propaganda państw ościennych starała się wykorzystać konfederację jako  pretekst do rozbiorów. Caryca Katarzyna była rozzłoszczona a jej niemieckie otoczenie starało się to wykorzystać grając na emocjach.
Gdy emocje opadły po rozbiorze Katarzyna chłodno stwierdziła że Prusy dostały bogate i ludne Pomorze i zrealizowały swój egzystencjalny cel łącząc dwie rozdzielone części kraju. Austria dostała biedną ale ludną Galicje a Rosja dostał wielkie nic - błota i trochę lasów. 
Toteż do II rozbioru musiały się pojawić bardzo poważne powody i argumenty.

 Ksiądz Walerian Kalinka przeanalizował wszelkie dostępne dokumenty rządów oraz inne źródła i w 1868 roku wydał "Przyczyny upadku Polski"  
-Do rozbiorów doprowadzili magnaci i szlachta. Nie rozumieli świata i byli tępi 
-Inicjatorem rozbiorów były Prusy a Rosja się opierała. Rosja nie była wrogiem Polski. Wrogiem były Prusy. Rozbiorów  dokonały trzy niemieckojęzyczne dwory.  

Wydawca: "Przyczyny upadku Polski to jedna z najbardziej wnikliwych i opartych na rozległych źródłach książek ukazujących przyczyny upadku Polski w XVIII wieku. Ksiądz Walerian Kalinka, jeden z twórców krakowskiej szkoły historycznej, współpracownik Zamojskich i Czartoryskich, autor monumentalnego dzieła Sejm Czteroletni, pisał swoją książkę w przekonaniu, że Polacy nie potrzebują romantycznych mitów i kojących baśni, ale prawdy – nawet jeśli miałaby ona być trudna do zaakceptowania. W swojej książce, posiłkując się licznymi, często już niedostępnymi dokumentami, starał się pokazać Polskę w chwili rozbiorów na tle zmian zachodzących w Europie. Z jego analiz wynika, że Polacy nie byli w stanie zrozumieć nowoczesnej polityki, opartej jedynie na grze interesów, której mistrzami byli Fryderyk II i Katarzyna II. Tkwiąc mentalnie wciąż w wieku XVII, a nawet w epokach wcześniejszych, osłabiając państwo od wewnątrz w imię źle pojętej wolności jednostek, a zarazem naiwnie wierząc w obietnice innych państw, które składając je, wcale nie miały zamiaru ich dotrzymywać, Polacy sami rozmontowali swój kraj. Przedstawiając tę smutną prawdę, Kalinka nie chce wszakże potępiać rodaków. Pragnie raczej, ukazując im błędy i fatalne zaniechania, sprawić, aby historia stała się dla nich prawdziwą nauką życia, pozwalając w przyszłości uniknąć podobnych katastrof. Jak pisał w jednym z listów: „Póki Polacy nie poznają przyczyn swego upadku, dopóty nie zrozumieją, dlaczego dziś cierpią i cierpieć muszą”. To pierwsze od ponad stu lat wznowienie dzieła Waleriana Kalinki, historyka wybitnego i niesłusznie dziś przemilczanego, powinno stać się przyczynkiem do namysłu nad obecną polityką naszego państwa. Mimo tragedii rozbiorów i katastrofy, jaką była dla Polski druga wojna światowa, Polacy wciąż zdają się nie rozumieć, na czym polega polityka, naiwnie ulegając obietnicom mocarstw, które – tak jak zawsze – wcale nie zamierzają obietnic tych spełniać. Być może książka ta spełni nadzieje, które pokładał w niej autor i stanie się dla czytelników źródłem prawdy, która jest drogą do wolności. Ksiądz Walerian Kalinka (1826-1881), prawnik i historyk, sekretarz Władysława Zamojskiego i Adama Czartoryskiego, wybitny badacz okresu rozbiorów, archiwista, jeden z głównych przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej, a także duchowny szerzący myśl katolicką na kresach. Wśród jego dzieł – których zbiorowe wydania obejmuje dwanaście tomów – znajdują się między innymi takie pionierskie prace jak Sejm Czteroletni, Galicja i Kraków pod panowaniem austriackim oraz Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta, których nowe wydanie, opatrzone wstępem i dodatkowymi przypisami, oddajemy do rąk czytelników."

7 komentarzy:

  1. 'Polacy wciąż zdają się nie rozumieć, na czym polega polityka, naiwnie ulegając obietnicom mocarstw, które – tak jak zawsze – wcale nie zamierzają obietnic tych spełniać. '

    Ale jaja. Nic się nie zmienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Gruszki na wierzbie, to wszystko co da POPIS.
    Idźcie wy już do diabła, chamy, kłamcy i złodzieje z mafii TKM.

    OdpowiedzUsuń
  3. A za Prusami stała Anglia.
    Nadal to samo. Rządzenie przez dzielenie. Podzielenie Polski i Polaków trwa nadal i ma się dobrze. Polska A i B. Partia A i B. Idzie od góry do dołu. Na dole jest dobry ja, moja rodzina i zły sąsiad, jego rodzina.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe rozważania lidera ukraińskiej lewicy i tym, że nie udała się budowa narodu ukraińskiego. Przyczynę tego widzi w próbie narzucenia wszystkim Ukraińcom galicyjskiej tożsamości.

    "Dlaczego Ukraina się nie udała

    Nie jestem nacjonalistą, ale nie jestem też kosmopolitą zaprzeczającym istnieniu narodów. W moim rozumieniu narody to obiektywna rzeczywistość, a zaprzeczanie tej rzeczywistości jest tak samo zgubne i prowadzi do takich samych konsekwencji, jak skrajność przeciwna – nacjonalizm. Nacjonalizm to główna wewnętrzna przyczyna niszczenia państw wielonarodowych. Kosmopolityzm, jako lekceważenie kwestii wolności narodowych, również nieuchronnie prowadzi do konfliktów wewnętrznych i, wcześniej czy później, tak samo staje się przyczyną upadku państw.

    Jeszcze jedno zastrzeżenie. Moim zdaniem błądzą wszyscy ci, którzy próbują zdefiniować naród wyłącznie w ramach materializmu historycznego. Nie ma ani jednej fundamentalnej, rodowej cechy grup społecznych, która pojedynczo lub łącznie (w ramach marksistowskiego materializmu historycznego) dałaby wyczerpującą definicję tego, czym jest „naród”. Ani język, ani krew, ani miejsce urodzenia, ani kultura nie są dokładnymi i wystarczającymi predykatami narodu. W moim rozumieniu najbliżej i najdokładniej do kwestii narodu podszedł Hegel. Naród to duch. Bliskie są mi również myśli rosyjskiego filozofa prawosławnego Nikołaja Onufrijewicza Łosskiego o „podmiocie egzystencjalnym”

    A zatem. Naród to duch. Innymi słowy, naród to grupa społeczna „żyjąca” jednym duchem – duchem jedności, pokrewieństwa, integralności, dążenia do celu. Każdy członek wspólnoty zwanej „narodem” czuje się częścią większej całości. Ta duchowa wspólnota wybiera własną wersję historii, kultury i wyraźnie różni się od innych takich wspólnot (innych narodów), zarówno pod względem cech zewnętrznych, jak i mentalnych. Mentalność to uogólniony charakter narodu.

    Przepraszam czytelnika za to, że nie zagłębiam się wystarczająco mocno w problematykę kategorii. Jeśli nie zatrzymam się na tych, wprawdzie prymitywnych, ale, jak mi się wydaje, wystarczających przesłankach, to wywód zbyt mocno się przeciągnie i raczej nie zmieści się w ramach artykułu

    A zatem narody istnieją. Są to żywe, duchowe i obiektywne realia. Pamiętacie: „Tam rosyjski duch, tam pachnie Rosją”? To Puszkin pisał właśnie o narodach.

    Same narody zaczęły się pojawiać wraz z pojawieniem się państw. I to państw w tradycyjnej, współczesnej dla nas formie. Narody zjednoczone w granicach państwowych zaczęły uświadamiać sobie swoją narodową tożsamość całkiem niedawno. Można mówić o tym, że narody istnieją nie więcej niż trzysta lat. Ale istnieją.

    Narody nie są wieczne. One, tak jak ludy: rodzą się, rosną, chorują, starzeją się, giną, umierają, zmartwychwstają lub odchodzą na zawsze.

    Najsilniejszymi i najbardziej żywotnymi stają się te narody, które w procesie formowania pochłaniały ludy bliskie sobie mentalnie i kulturowo. I odwrotnie. Jeśli przy tworzeniu narodu, w ramach jednej przestrzeni państwowej, gromadzono twory zróżnicowane mentalnie, to narody z reguły pękały w szwach, rozwalając przy tym państwa i niszcząc same siebie.

    U podstaw kultury i mentalności ludów leży religia. W związku z tym nieroztropnie postępują ci twórcy narodów, którzy próbują zjednoczyć ludy stojące na różnych fundamentach religijnych. Tak na przykład praktycznie skazana na niepowodzenie jest próba połączenia ludów katolickich i prawosławnych. Nie mniejsze napięcie wywoła zjednoczenie w jeden naród ludów katolickich i protestanckich. A zupełnie nierozsądnie wyglądają próby zjednoczenia ludów muzułmańskich i chrześcijańskich.

    Czy możliwe jest rozwiązanie problemów pojawiających się przy jednoczeniu różnokulturowych i różnamentalnych ludów w jeden naród? Możliwe, ale tylko pod warunkiem spełnienia dwóch wymogów.

    Po pierwsze. W tym zjednoczeniu nie będzie ludności „wzorcowej”

    Po drugie. To zjednoczenie w swoim spojrzeniu historycznym będzie zwrócone nie ku przeszłości, lecz ku przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównym zadaniem „ojców założycieli” narodu powinno być uformowanie nowej wspólnoty społecznej. Przy tym rażącym błędem będzie próba przetopienia wszystkich ludów, które weszły w ten „eksperyment”, we „wzorcową” ludność na podstawie historii i religii tejże „wzorcowej” grupy.

      Jedynym (i sprawdzonym przez czas) rozwiązaniem jest uformowanie zasadniczo nowej wspólnoty. Co więcej, proces ten powinien przebiegać w taki sposób, aby różne „imiona” ludów wchodzących w skład nowego tworu stopniowo stawały się mniejsze niż nowo powstające, wspólne IMIĘ. Jednocześnie różnorodność kulturowa ludów w żadnym wypadku nie powinna zostać zatarta. Powinna ona stopniowo, sama z siebie, przechodzić w sferę „chlubnej” historii i folkloru. A nowo rodząca się wspólnota – naród – musi rodzić swoją nową kulturę, będącą syntezą, rozwinięciem i synergią kultur narodowych tworzących dany naród.

      Do dnia dzisiejszego udało się to tylko dwóm imperiom: Związkowi Radzieckiemu i Stanom Zjednoczonym. Egipt i Rzym się nie liczą (tam wszystko wyglądało zbyt odmiennie, choć i tam można dostrzec punkty wspólne z naszym wywodem). W Ameryce nowo stworzona wspólnota nazywa się „Amerykanin”. W ZSRR – „człowiek radziecki”.

      Dlaczego Ukraina się nie udała? Ano właśnie dlatego, że popełniliśmy wszystkie możliwe błędy w procesie budowania ukraińskiego narodu politycznego. Ogromną eurazjatycką różnorodność postanowiono przetopić w jedną małą, galicyjską wioske. Zamiast budować przyszłość, całe siły intelektualne rzucono na grzebanie w przeszłości. Ze wszystkich starożytnych szaf wyciągnięto najbadziej zgniłe szkielety. Tych, którzy nie chcieli tym szkieletom oddawać pokłonu, wskazując na swoje szafy i swoje szkielety, oskarżono o zdradę i uznano za gorszych. A raczej: „niewzorcowych”. W ten sposób pod Ukrainę podłożono bombę z opóźnionym zapłonem. Dziś ta bomba wybuchła. Ukraina się nie udała. A szkoda."
      https://x.com/MartinDemirow/status/2066070962097787083

      Usuń
  5. Lider ukraińskiej lewicy z goryczą przyznaje, że naród ukraiński nie dorósł do własnej państwowości i obecna Ukraina kończy się jak niegdyś URL.

    "Nie jesteśmy zdolni do samodzielnego budowania państwa. Jesteśmy czymś w rodzaju Cyganów, którym na jakiś czas dano w użytkowanie terytorium – wszystko rozkradliśmy, rozgrabiliśmy a potem uciekliśmy za granicę albo zostaliśmy sługami swoich dawnych panów.

    Istnienie Ukrainy dobiega końca"

    "PATOLOGIA HISTORYCZNA
    Zburzony pomnik Bułhakowa,całkowity zakaz Gogola, Bierdiajewa, Dostojewskiego, Puszkina, Tołstoja… i jako wisienka na torcie – ustawa, która wyklucza język rosyjski z listy języków podlegających ochronie na mocy Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych.

    Ustawa, która wprost przeczy 10. artykułowi Konstytucji, no ale "kto by się z tym liczył", jak mówią Hucułowie. To znaczy: kogo to w ogóle obchodzi.

    Władza zdobyta na krwi podczas zamachu stanu, która przekreśliła Konstytucję w samym momencie swoich narodzin, nie może dalej żyć w zgodzie z Konstytucją. Konstytucja ją drażni, przeszkadza juncie rządzić w zbudowanym przez nią obozie koncentracyjnym, przeszkadza w carowaniu,represjach,deptaniu ludzi i mieszaniu ich z błotem.

    A co na to ludzie? Co na to sam naród?

    Nic. Milczy i pokornie idzie na rzeź. Jak byk, któremu przebito przegrodę nosową metalowym kółkiem i prowadzi się go tam, dokąd chce właściciel. Narodu w jego klasycznym rozumieniu na Ukrainie nie ma. On się nigdy nie uformował, urodził się z ciężkimi wadami wrodzonymi, ponieważ poród był gwałtowny i przedwczesny. Niemowlę utknęło w drogach rodnych, naturalny poród się nie udał i zaczęto je wyciągać z łona matki kleszczami banderowskiego terroryzmu. Główkę uciśnięto, mózg uszkodzono, wyciągnięto i położono pod aparat sztucznego oddychania zachodniej produkcji. Do mieszanki oddechowej dodano rusofobii, trochę marihuany, obietnic królestwa niebieskiego w UE i NATO – i otrzymano Mykołę, który nie pamięta własnych korzeni i samemu sobie zaprzecza w imię zachodnich wartości.

    Jakkolwiek ciężko to przyznać, z faktami się nie dyskutuje: kukiełkowa operetka o własnej narodowej cerkwi (Prawosławna Cerkiew Ukrainy), śmieszne fariony, nicoje, kapranowy [postacie ukraińskiego życia publicznego o poglądach narodowych] zamiast wielkiej kultury Gogola i Bułhakowa; oszpecony, zniekształcony polonizmami i austriackimi akcentami ukraiński surżyk; zakaz jednego z sześciu języków międzynarodowej komunikacji ONZ – rosyjskiego… wszystko to świadczy o braku genu państwowości w narodzie ukraińskim. Nie jesteśmy zdolni do samodzielnego budowania państwa. Jesteśmy czymś w rodzaju Cyganów, którym na jakiś czas dano w użytkowanie terytorium – wszystko rozkradliśmy, rozgrabiliśmy, w dym się wdarliśmy, uciekliśmy za granicę albo zostaliśmy sługami swoich dawnych panów.

    Istnienie Ukrainy dobiega końca. Tego samego końca, który niegdyś spotkał URL (Ukraińską Republikę Ludową) i ZURL (Zachodnioukraińską Republikę Ludową). Tym razem wodewil nieco się przeciągnął, ale wraz z zakończeniem wojny zobaczymy jego ostatni akt, który historycy nazwą później „wojną wszystkich przeciw wszystkim”.

    Potem będą napisy końcowe i smutny marsz Mendelssohna"
    https://x.com/MartinDemirow/status/2066072329436741641

    OdpowiedzUsuń
  6. 17 czerwca, od godz. 10 do godz. 15 pod Ministerstwem Sprawiedliwości - protest przeciwko bezprawiu sędziów.

    OdpowiedzUsuń