środa, 24 czerwca 2026

Ukraina bantustanem Europy

 Ukraina bantustanem Europy
 Ukraina jest jednym z najbardziej skorumpowanych państwa świata. Gloryfikuje ludobójstwo. Oligarchia (prawie w całości żydowska) rozkrada budżet. Skorumpowany jest nowy żydowski oligarcha Żełeński nie będący już prezydentem. Po wyborach musi uciekać z kraju bo zostanie aresztowany i skazany za korupcje. Chce przedłużać wojnę w nieskończoność.

 Trump nie lubi koka-komika Zełenskiego, wiceprezydent Vance nie lubi Zełenskiego, sekretarz Rubio nie lubi Zełenskiego. Na Zachodzie słychać już głosy, uznające reżim kijowski za nazistowski. Jednak większość krytyków reżimu kijowskiego  dodaje, że za obecną sytuację na Ukrainie odpowiada Rosja a Ukraina nadal potrzebuje pomocy, ponieważ niezależnie od okoliczności, walczy z Rosją.

Wejście Ukrainy do UE jest zatrzymane. Jest twarde weto Węgier.  Turcja od 1988 roku stara się o przyjęcie do UE. W 2005 roku rozpoczęły się negocjacje akcesyjne. Natomiast ćpun Zełenski uważa, ze jego skorumpowana Ukraina powinna zostać przyjęta do UE natychmiast, najlepiej jeszcze w tym roku.

Wojczal ostro przejechał sie nad przyszłością Ukrainy:  
"Ukraina nie będzie nawet siedzieć w G100. To będzie żebrak czekający za drzwiami, żeby sprawdzić, czy ktoś wrzuci monetę do kapelusza. Będą grać, śpiewać, tańczyć i bawić nas wszystkich"

https://gf24.pl/48718/ukraina-bantustanem-europy/
"Mamy obraz współczesnej Ukrainy – obraz państwa upadłego, kraju toczonego przez wszechobecną korupcję i przeżartego charakterystycznymi dla obszaru postsowieckiego mafijnymi układami.
Głośna sprawa polskiej firmy Control Process S.A., z którą władze Lwowa zerwały na przełomie marca i kwietnia kontrakt na budowę zakładu przetwarzania odpadów, skupia jak w soczewce rozliczne, przeżerające ukraińskie państwo patologie. Przypomnijmy, iż ta współfinansowana i nadzorowana przez EBOiR inwestycja miała być przykładem skutecznej polsko-ukraińskiej współpracy, skończyło się natomiast na międzynarodowym skandalu z wyraźnie aferalnym posmakiem – co więc poszło nie tak?

Według doniesień „Business Insidera” Control Process doprowadziło budowę do stanu 95 proc. wykonania – i w tym momencie władze Lwowa (konkretnie komunalna spółka celowa „Zielone Miasto”) postanowiły zerwać umowę, oskarżając polską firmę m.in. o opóźnienia. Control Process z kolei ripostuje, iż winę ponosi strona ukraińska, zalegająca z wypłatami za wykonane prace. Ponadto miasto nie wywiązało się z przygotowania zewnętrznej infrastruktury niezbędnej do dokończenia i uruchomienia projektu. Spór trafił przed międzynarodowy arbitraż, gdzie zarówno DAB (Komisja Rozstrzygania Sporów afiliowana przy FIDIC, czyli Międzynarodowej Federacji Inżynierów Konsultantów), jak i paryski sąd arbitrażowy ICC wydały decyzje na korzyść polskiego przedsiębiorstwa. Wszystkie te orzeczenia zostały zignorowane przez lwowskie władze, a mer Andrij Sadowy usiłuje przenieść postępowanie przed kijowski organ arbitrażowy (ICAC), co według orzeczenia ICC jest niezgodne zarówno z umową, jak i międzynarodowymi standardami wymagającymi, by postępowanie arbitrażowe toczyło się przed niezależnym organem mieszczącym się poza krajami macierzystymi stron sporu.

Jak podkreśla Control Process, w tej chwili szacowane straty opiewają na 17–18 mln euro – w tym 10 mln euro zaległości za wykonane roboty, 3,6 mln euro zerwanych gwarancji należytego wykonania oraz 4,9 mln euro kar nałożonych na Lwów przez arbitraż. Ponadto Lwów blokuje firmie dostęp do placu budowy, na którym pozostaje sprzęt o szacowanej wartości ok. 9,3 mln euro. Co więcej, na plac budowy nie został wpuszczony przedstawiciel polskiej ambasady, który miał na miejscu przyjrzeć się sprawie. Tymczasem miasto idzie „na rympał” – zajęło bankowe gwarancje i zapowiedziało wprowadzenie własnego wykonawcy, pomimo tego, iż zgodnie z kolejnymi wyrokami zerwanie umowy z Control Process było bezprawne, a kontrakt cały czas pozostaje w mocy. Osobnym skandalem jest postawa EBOiR, który bezpośrednio wyłożył na inwestycję 10 mln euro z unijnych funduszy plus 14,5 mln euro pożyczki. Tenże EBOiR jednak, wbrew decyzjom arbitrażowym, udzielił stronie ukraińskiej zezwolenia na zerwanie kontraktu, a teraz zachowuje milczenie, wspomagając tym samym bezprawne działania władz Lwowa. Jako że w projekt zostały zaangażowane środki unijne, o sprawie został już poinformowany Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF), jednak i to nie robi na lwowskich władzach i merze Sadowym wrażenia. Dodajmy, iż całkowity budżet projektu wynosi 40 mln 900 tys. euro, z czego Control Process otrzymało zaledwie 30 mln, a zatem (jak pyta cytowany przez Onet przedstawiciel firmy) gdzie jest pozostałe prawie 11 mln euro?
Śpieszę z odpowiedzią – te pieniądze mają powędrować do tych, co trzeba. Władze Lwowa bowiem od początku preferowały innego wykonawcę, a Control Process wygrało przetarg dopiero po odwołaniu, stąd też ciągłe trudności, jakie firma napotykała podczas realizacji inwestycji. Najwyraźniej mer Sadowy wraz ze swoją kliką odczekał, aż projekt będzie na ukończeniu, by na ostatniej prostej zerwać kontrakt i wprowadzić na plac budowy swoich faworytów. Hipotezę tę pośrednio potwierdza fakt, iż wobec dyrektora „Zielonego Miasta” Aleksandra Jegorowa oraz lwowskich urzędników prowadzonych jest aktualnie kilkanaście postępowań karnych, w tym przez Prokuraturę Antykorupcyjną Ukrainy.

Mamy zatem obraz współczesnej Ukrainy w pigułce – kraju toczonego przez wszechobecną korupcję i przeżartego charakterystycznymi dla obszaru postsowieckiego mafijnymi układami. Dodajmy, iż te niemal 11 mln euro, z którymi Control Process będzie musiało się najprawdopodobniej pożegnać, to ponad 26,6 proc. wartości całego kontraktu – i tak należałoby, lekko licząc, szacować obecny poziom „renty korupcyjnej” na Ukrainie. Lwowska afera jest zarazem potężnym sygnałem ostrzegawczym dla polskich firm chcących partycypować w kontraktach na odbudowę Ukrainy – zwłaszcza w obliczu abdykacji polskiego państwa z budowania własnej „soft power” i sieci wpływów. Okazuje się bowiem, że przed samowolą władz nie chroni ani przestrzeganie międzynarodowych standardów, ani nawet wyroki międzynarodowych sądów – rzecz w cywilizowanych krajach nie do pomyślenia. Na powyższe nakłada się dodatkowo lwowska specyfika – a konkretnie jawnie probanderowskie i antypolskie nastawienie mera Sadowego. Wszystko to razem wzięte składa się na obraz państwa upadłego – nie dziwi więc, iż polscy przedsiębiorcy wolą się trzymać od tego europejskiego bantustanu z daleka."

2 komentarze:

  1. Do Control Process S.A. po prostu „wróciła karma”. Piszę to jako wykonawca instalacji na Linuksie dla nich — sprawa sprzed ponad 10 lat — za którą, mimo monitów, nie zapłacili mi po dziś dzień.
    Tak więc cieszy mnie, że Wiatrowie na własnej skórze teraz czują, jak to „miło”, kiedy ktoś nie zapłaci wykonawcy za wykonaną robotę. I życzę im „jeszcze” — dopóki sami nie zaczną uczciwie rozliczać się z własnymi wykonawcami.
    Pan Bóg nierychliwy — ale sprawiedliwy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ukraina jest utrzymaniem EU. Wszystko tam jest rozkradzione. Amerykanie kontrolują znaczną część przemysłu (w tym wydobywczego) i rolnictwa na Ukrainie.
    PO wojnie bez kasy EU będzie tam nędza.

    OdpowiedzUsuń