Szkice polsko-rosyjskie: czy jestesmy gotowi na odwrocenie sojuszy („czwarta zdrade Zachodu”)?
https://isp-modzelewski.pl/serwis/szkice-polsko-rosyjskie-czy-jestesmy-gotowi-na-odwrocenie-sojuszy-czwarta-zdrade-zachodu/
"Być może niedługo przyjdzie się nam zmierzyć z „odwróceniem sojuszy” naszych protektorów, czyli inaczej mówiąc „czwartą zdradą Zachodu”. Jest to wysoce prawdopodobne a inicjatorem owego odwrócenia będzie nowy prezydent USA, który nie ukrywał takich zamiarów podczas wygranej kampanii wyborczej. Jakie prawdopodobnie będą najważniejsze elementy nowej układanki światowej lat 2025-2029? Być może będzie tak:
szybkie zakończenie wojny rosyjsko-ukraińskiej nie jest tu jakimkolwiek celem, lecz środkiem (wstępem) do realizacji ważniejszego celu,
celem tym jest rozluźnienie a w najlepszym przypadku rozerwanie sojuszu rosyjsko-chińskiego oraz dekompozycja BRICS: dopóki „kolektywny Zachód” prowadzi wojnę z Rosją za nasze pieniądze (krwią Ukraińców), umacnia się sojusz i integracja Rosji z Globalnym Południem, które jest i będzie antyzachodnie a przede wszystkim antyamerykańskie (na długo),
Chiny są i będą najważniejszym wrogiem USA, więc Waszyngton działając racjonalnie, czyli w swoim interesie, musi wrócić do dobrej, dziewiętnastowiecznej współpracy z Rosją, bo słabną nieliczni sojusznicy tego państwa w Azji (Korea Południowa i Japonia), a przede wszystkim wymierają w bezprecedensowym tempie, a potencjalni przeciwnicy USA przeżywają eksplozję demograficzną,
pokój na Ukrainie w osiągnięty na rosyjskich warunkach (status quo casus bellum) pod protektoratem amerykańskim jest ceną, którą trzeba zapłacić za co najmniej neutralność Rosji w zimnej wojnie USA i Chin,
antyrosyjska polityka prowadzona przez państwa europejskie ma skończyć się dla nich wielopłaszczyznową klęską (polityczną, ekonomiczną i prestiżową), która ma osłabić a w zasadzie zlikwidować przywódczo-federacyjne zapędy Berlina (Trump nigdy nie ukrywał niechęci wobec „europejskiego przywództwa” Niemiec),
państwa UE mają dalej wykrwawiać się ekonomicznie poprzez absurdalną transformację energetyczną, która jest dla nich z istoty nieopłacalna oraz zbrojenia w związku z „zagrożeniem rosyjskim” a także utrzymaniem tej części Ukrainy, która nie będzie okupowana przez Rosję; subwariantem tej części układanki jest wciągnięcie w wojnę z Rosją jakiegoś państwa NATO (najlepiej Polski), od której to wojny „światowe przywództwo” będzie się mogło bez przeszkód zdystansować (to będzie „wasza wojna”),
klęska polityki wschodniej państw UE może również doprowadzić (już doprowadza) do trwałych zmian układu sił politycznych w głównych stolicach europejskich, a zwłaszcza upadku rządów, które popierały Kamalę Harris w ostatnich wyborach; będzie to przysłowiowym rachunkiem wystawionym przez nowe „światowe przywództwo”.
Oczywiście nie mam pewności, że ten scenariusz sprawdzi się (tylko nasi politycy wiedzą lepiej, jaka będzie przyszłość i nawet wiedzą dokładnie za ile lat Rosja zaatakuje Polskę), ale to jest jeden z dość prawdopodobnych wariantów. Nie mam żadnych złudzeń, że klasa polityczna w naszym kraju jest w stanie przygotować jakiś plan reakcji na taki (lub podobny) obrót sprawy. Chyba jednak już wiedzą (i po prostu boją się), że drzwi do Białego Domu mają zamknięte i nic nie pomogą tzw. zaklęcia o (niezmiennie) proamerykańskiej postawie wszystkich bez wyjątku członków tej klasy. Nikt w Waszyngtonie w to nie uwierzy, bo przypięta im łatka nienaprawialnych rusofobów jest już dożywotnio nieusuwalna. Realizacja powyższego scenariusza lub jego subwariantów ma (zgodnie z przewidywaniami) doprowadzić do degradacji ekonomicznej i politycznej większości państw starej Europy, a przede wszystkim docelowo odbudowy dużo mniej kosztownej niż dotychczas wersji amerykańskiego protektoratu w tej części świata.
Cóż my powinniśmy zrobić, aby uciec przed konsekwencjami klęski polityki wschodniej prowadzonej przez ostatnie lata? Odpowiedź jest dość prosta: po prostu trzeba:
przestać się bać Rosji,
kierować się interesami polskich obywateli, umieć zmienić zdanie zgodnie ze znaną (nie u nas) zasadą polityczną, że należy możliwie najszybciej opuścić przegrywającą koalicję i przejść na stronę zwycięzców,
pozbyć się balastu w postaci ludzi, dla których wszystkie ważne w tym świecie drzwi będą na długo zamknięte.
Ale czy POPiS będzie do tego zdolny? Zobaczymy."
poniedziałek, 31 marca 2025
Szkice polsko-rosyjskie: czy jestesmy gotowi na odwrocenie sojuszy („czwarta zdrade Zachodu”)?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Polske obronia półki kosynierow dowodzone przez generalow z Monako gdzie bedzie rzad emigracyjny.
OdpowiedzUsuńNowy ambasador USA w polsce , Pan Thomas Rose. jest Zydem i jest z tego dumny
OdpowiedzUsuńNosi jarmulke tak jak biskupowie , kardynalowie i papiez ktorzy wykradli ten zwyczaj u Zydow , tak jak i swoja religie.
Pan Thomas Rose zna doskonale historie polski i chetnie opowiada o nadzwyczajnej obronie polski , gdy polski naczelny dezerter, tchorz i zlodziej smigly rydz, uslyszawszy w 1939 o zblizaniu sie wehrmachtu, razem z prymasem polski folksdojczem i zoologicznym antysemita hlondem - wykradli wszystkie rzadowe limuzyny, cale zloto z polskigo banku narodowego i 10 000 litrow spiritusu i spier-dolili do rumunskich cyganow
Język stalinowskiej propagandy — i to takiej w specjalnym wydaniu dla lumpen-proletariatu.
UsuńPan Modzelewski z pewnością nie jest taki naiwny, jak można byłoby sądzić z treści artykułu — on po prostu nie może publicznie napisać „rządzi nami agentura, którą trzeba powywieszać na latarniach, albo chociaż przegnać”.
OdpowiedzUsuńDość przyjąć wreszcie do wiadomości, że nie rządzą nami ludzie naiwni jacyś, tylko po prostu agentura działająca na naszą szkodę i umożliwiająca swoim mocodawcom eksploatowanie nas bez miłosierdzia — i wszystko nagle logicznie się układa. I zauważamy, że „jest właśnie tak, jak w takiej sytuacji — rządów agentury — powinno być”.
„Odpowiedź jest dość prosta: po prostu trzeba:”
OdpowiedzUsuń…pozbyć się wreszcie z Polski niejakiej Anny Apfelbaum — aby już nigdy jej mężuś nie miał szans istnienia w polskiej polityce.
A ksiaze malzonek Jabloneczki jest dalej lojalnym obywatelem Brytyjskim ?
UsuńNa prof. W.Modzelewskiego zwróciłam uwagę wiele lat temu.
OdpowiedzUsuńProfesor Modzelewski to klasa sama w sobie. Jeden z niewielu ludzi, którzy wiedzą, o czym mówią.
Szkoda tylko że tak niewielu go słucha a jeszcze mniej rozumie i stosuje.
W Polsce w nie wiemy co to jest wojna ( w sensie istoty zjawiska ). U nas Clausewitza po raz pierwszy wydano w 1928, gdy w Niemczech miał już kilkanaście wydań, a w Rosji sześć. I jest zdziwienie, płacz i zgrzytanie zębów, a teraz to jeszcze bezwzględne rąbanie nas na "za wolność waszą i naszą".
Cześć lemingokoki! Kiedy w końcu neo-TVP (w likwidacji) zostanie zlikwidowane? I dlaczego pieniądze (4 mld) nie poszły na onkologie tylko na propagandę złodziei z koalicji komuchów i folskdojczy?
OdpowiedzUsuńEkipa Donalda Trumpa stawia polskim organizacjom ultimatum. "To łamanie kręgosłupów"
OdpowiedzUsuńObiecajcie dostosować się do ideologicznej krucjaty Trumpa albo nie dostaniecie naszych pieniędzy — pisma z takim przesłaniem od amerykańskiej administracji trafiły do polskich organizacji pozarządowych. Chodzi o wojnę, którą amerykański prezydent wytoczył zasadom "różnorodności, równości i włączania" i której nie ogranicza on tylko do Stanów Zjednoczonych. Wszystko to dzieje się w momencie, gdy organizacje pomocowe mierzą się z ogromnym kryzysem finansowym. — To próba wpłynięcia na suwerenność naszej organizacji. Chcą, żebyśmy podpisali coś w rodzaju lojalki — słyszymy w jednej z nich.
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/amerykanie-wysylaja-lojalki-polskim-organizacjom-lamanie-kregoslupow/nk0mqg4,79cfc278
Brawo, brawo Trump! Zabierać forsę wszystkim „tęczowym”, klimatystom czy „ideologicznym rowerzystom” (którzy w każdym samochodzie widzą „blachosmroda”) — oraz wszelkim „innym takim”!
Nie dawać takim ani grosza więcej na ich rozbijacką dzialalność!
Wklejam cały ten artykuł z Onetu poniżej:
OdpowiedzUsuńEkipa Donalda Trumpa stawia polskim organizacjom ultimatum. "To łamanie kręgosłupów"
Obiecajcie dostosować się do ideologicznej krucjaty Trumpa albo nie dostaniecie naszych pieniędzy — pisma z takim przesłaniem od amerykańskiej administracji trafiły do polskich organizacji pozarządowych. Chodzi o wojnę, którą amerykański prezydent wytoczył zasadom "różnorodności, równości i włączania" i której nie ogranicza on tylko do Stanów Zjednoczonych. Wszystko to dzieje się w momencie, gdy organizacje pomocowe mierzą się z ogromnym kryzysem finansowym. — To próba wpłynięcia na suwerenność naszej organizacji. Chcą, żebyśmy podpisali coś w rodzaju lojalki — słyszymy w jednej z nich.
* Administracja Trumpa zaciekle walczy z zasadami DEI, czyli promowaniem "różnorodności, równości i inkluzywności". Nowy prezydent zakazał ich stosowania natychmiast po objęciu urzędu
* Jednocześnie USA wstrzymały pomoc zagraniczną. Róża Rzeplińska, szefowa serwisu MamPrawoWiedzieć.pl, szacuje, że polskie organizacje pozarządowe straciły na tym nawet 200 mln zł
* Niektóre z nich dostały jednak propozycje wznowienia finansowania z Ameryki. Tyle że pod warunkiem podpisania lojalności wobec zasad wskazanych przez Trumpa. Onet widział takie pismo wystosowane przez amerykańską administrację
Donald Trump otworzył w USA wiele frontów, a śmiertelnym wrogiem w jednej z jego ideologicznych batalii stało się niejakie DEI. U nas to raczej mało rozpoznawalny skrót, ale za oceanem te trzy litery wywołują wielkie poruszenie.
Chodzi o "Diversity, Equity, Inclusion" — po polsku "różnorodność, równość, włączanie" — czyli szczególny rodzaj polityki prowadzonej w miejscu pracy. Co do zasady, jej celem jest zapewnienie, że zatrudniani i promowani są pracownicy różnych ras, płci i orientacji seksualnej. W ostatnich latach amerykańskie korporacje i publiczne instytucje prześcigały się w zapewnianiu, że kwestie te są u nich właściwie realizowane.
Jednocześnie cała akcja wywołała ostrą reakcję. DEI stało się dla amerykańskiej prawicy ucieleśnieniem znienawidzonej politycznej poprawności. Konflikt przypomina trochę polski spór o parytety. Konserwatyści mówią o dyskryminacji białych mężczyzn i zaprzeczeniu zasadzie równego traktowania. Wszystko wpisuje się w amerykański kontekst wojen kulturowych i historii systemowego rasizmu.
Trump już w pierwszych godzinach swojego urzędowania nakazał przerwać wszystkie programy DEI w instytucjach podległych rządowi federalnemu. Co więcej, jego administracja zaczęła grozić prywatnym firmom zrywaniem kontraktów i utrudnianiem ich działalności, jeśli nie odejdą u siebie od polityki różnorodności. Wielki biznes szybko wyczuł, skąd wieje wiatr. Zakończenie programów DEI ogłosili już m.in. tacy giganci jak Amazon czy Meta — właściciel Facebooka i Instagrama.
Amerykanie obcięli Polakom nawet 200 mln zł
Ale krucjata Trumpa nie zatrzymuje się na granicach Stanów Zjednoczonych. Dotarła także do polskich organizacji — dowiaduje się Onet.
Walka z DEI zbiegła się w czasie z innym rozporządzeniem nowego prezydenta, czyli natychmiastowym wstrzymaniem amerykańskiej pomocy zagranicznej. Trump zawiesił nagle warte miliardy dolarów kontrakty na programy humanitarne i rozwojowe, wywołując chaos na całym świecie. Trzęsienie ziemi nie ominęło także Polski.
Róża Rzeplińska, prezeska Stowarzyszenia 61 i szefowa serwisu MamPrawoWiedzieć.pl, szacuje w rozmowie z Onetem, że polskie organizacje pozarządowe mogły stracić na decyzji Trumpa ok. 200 mln zł. Wiele ich projektów dotyczących pomocy uchodźcom czy społeczeństwa obywatelskiego fundowanych było właśnie przez amerykańskie granty. Polacy w styczniu i lutym z dnia na dzień dowiadywali się, że umowy na finansowanie ich działalności właśnie przestały obowiązywać. Organizacje stanęły pod ścianą.
c.d.
OdpowiedzUsuńTrzeba obiecać posłuszeństwo wobec rozporządzenia Trumpa
Niektórzy wkrótce dostali jednak nową propozycję od amerykańskiej administracji. Rząd USA zaoferował im, że może wznowić finansowanie, tyle że pod warunkiem — za cenę wyrzeczenia się przez nich zasad DEI w swojej działalności.
Onet widział takie pismo przesłane jednej z polskich organizacji pozarządowych przez administrację Stanów Zjednoczonych. Czytamy w nim, że wstrzymany wcześniej grant może zostać odwieszony po podpisaniu aneksu. Organizacja musi się w nim zobowiązać, że nie wykorzysta amerykańskich pieniędzy na żadną "inicjatywę, program czy działanie", które byłyby niezgodne z rozporządzeniem 14173 prezydenta USA.
To akt podpisany w świetle kamer przez Trumpa w pierwszych godzinach jego urzędowania. Przywódca USA zabronił w nim w stosowania "nielegalnych polityk DEI" przez rządowe instytucje i nakazał swojej administracji, by zachęcała do tego samego także sektor prywatny.
To jednak nie wszystko. Rząd USA dodatkowo wymaga od polskiej organizacji, by złożyła oświadczenie, że "nie prowadzi żadnych programów wspierających różnorodność, równość i włączanie, które naruszałyby federalne prawo antydyskryminacyjne". A więc także tych programów, które nie mają nic wspólnego z amerykańskimi pieniędzmi.
"To jest lojalka"
— Amerykanie nie wyjaśniają, co dokładnie jest przez nich zakazane — wskazuje przedstawiciel polskiej organizacji, która otrzymała takie pismo. Ze względu na delikatność sprawy, nie chce, by podawać jego dane.
— Interpretacja jest otwarta — tłumaczy. — Może Amerykanom chodzi tylko o naszą politykę zatrudnienia. A może o to, że nie możemy robić nic, co ma na celu inkluzywność. Czyli np. że nie możemy stosować zasad dopasowanych do osób spoza Polski, żeby ułatwić im funkcjonowanie w naszym kraju. Albo wspierać w ramach naszych działań osób, które najbardziej tego potrzebują ze względu na niski kapitał społeczno-kulturowy.
— Ostatecznie to próba wpłynięcia na suwerenność naszej organizacji. Chcą, żebyśmy podpisali coś w rodzaju lojalki — dodaje nasze źródło. Nie ukrywa, że jest to "dylemat etyczny". — Być może w praktyce nikt tego nie będzie sprawdzał. Ale mamy zgodzić się, żeby amerykański sponsor decydował, co możemy, a czego nie możemy robić w Europie. I to z innych środków niż te, które dają nam Stany — zaznacza.
Byli spokojni, gdy Trump ogłaszał cięcia. Potem przyszły złe wieści
Z naszych informacji wynika, że polskich organizacji, które otrzymały od rządu USA tego rodzaju ultimatum, jest więcej. Niektóre z nich miały już podpisać wymagane przez Amerykanów aneksy.
— To jest łamanie kręgosłupów — przyznaje Joanna Talewicz, prezeska Fundacji W Stronę Dialogu i Centrum Społeczności Romskiej. Jej organizacja nie otrzymała oferty lojalki, ale Talewicz słyszała o kilku takich przypadkach. — Ja bym tego nie podpisała. Przy czym rozumiem, że niektóre organizacje są w bardzo trudnej sytuacji — dodaje.
Fundacja W Stronę Dialogu także znalazła się w ogromnych tarapatach. Choć wcale nie polegała na grantach od amerykańskiego rządu. A przynajmniej tak jej się wydawało.
— Naszymi największymi partnerami w ostatnim czasie są i byli UNICEF, IOM, UNHCR i Save the Children, współpracowaliśmy z WHO — Talewicz wylicza agendy ONZ i niezależne organizacje. — Cieszyliśmy się, że mieliśmy zdywersyfikowany budżet. Byliśmy spokojni, kiedy Trump ogłaszał wstrzymanie pomocy — wspomina.
c.d.
OdpowiedzUsuńSpokój szybko się skończył. — Dwa tygodnie później UNICEF zamroził projekt, który mieliśmy rozpocząć. Okazało się, że miał na niego pieniądze z amerykańskiego rządu. Wcześniej nawet nie wnikaliśmy, skąd pochodzą te środki. Wciąż mamy nadzieję, że podpisanie umowy z UNICEF, wstrzymane po zamrożeniu środków, dojdzie do skutku — tłumaczy prezeska fundacji.
— Ze Światową Organizacją Zdrowia [WHO — red.] udało nam się jedynie zrealizować pilotaż dużego planowanego projektu, bo nie ma funduszy po tym, jak wycofały się z niej Stany Zjednoczone. A Save the Children w ogóle wychodzi z Polski i kończy całą współpracę — wylicza dalej Talewicz. — Mimo kryzysu pracownicy organizacji, z którymi pracujemy ramię w ramię, wspierają nas rozmową w tym trudnym czasie, ale sami zostali postawieni przed faktem dokonanym.
— Nasza strata jest na poziomie 70 proc. To oznacza dla nas redukcję zatrudnienia i działalności także o 70 proc. — dodaje. — W całym środowisku zrobiła się ogromna dziura finansowa. A wsparcia ze strony polskiego rządu nie ma. Jesteśmy bezradni.
============================================
Jeszcze raz zatem: brawo, brawo, BRAWO Trump! Dziękujemy za to!!!
Tym razem płemieł Tusk nie robi już skoku na OFE na rympał, ale w ramach „deregulacji Brzoski”?
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńMarszałek Piłsudski znał Rosję jak mało kto. Dlatego uważał, że jest ona największym wrogiem Polaków. Oto kilka wypowiedzi Marszałka, a niektóre z nich są jakże niepokojąco aktualne.
„Pamiętajcie, że dusza Rosjanina, jeśli nie każdego, to prawie każdego, jest przeżarta duchem nienawiści do każdego wolnego Polaka i do idei wolnej Polski... Oni są łatwi i zdolni do uczucia nawet wielkiej przyjaźni i będą was kochać szczerze i serdecznie, jak brata, dopóki nie poczują, że w sercu swoim jesteście wolnym człowiekiem i boicie się ich miłości, w której dominującym pierwiastkiem jest żądza opieki nad wami, inaczej mówiąc: władzy. To jest skaza urodzeniowa ich duszy, dziedziczna i kilkusetletnia, za ich niewolę, za Tatarów, za Iwana, za opryczników, za odwieczne bunty topione we krwi.
Jeśli własna wolność jest nieosiągalna, wolność cudza wzbudza zawiść i odrazę. Jesteśmy od wieków zbyt bolesnym dla nich wzorem, zaprzeczeniem ich własnego losu. Obawiam się, że dużo czasu upłynie, zanim oni zrozumieją, że nikt i nic, chyba śmierć, odbierze nam prawa do wolności…Długa i ciężka niewola tatarska, która trwała kilka wieków, niezatarte zostawiła ślady w historii Rosji i wyryła swe piętno na charakterze ludności. Wszczepiła ona ten duch niewolniczy, tę pokorę wobec władzy, to zgadzanie się z losem, jakie charakteryzuje lud rosyjski...Jest to dziedzictwo dawnego rosyjskiego ustroju socjalnego, w którym poddani traktowani byli jak śmiecie swych panów. Bez względu na to, jaki będzie jej rząd, Rosja jest zaciekle imperialistyczna. Jest to zasadniczy rys jej charakteru politycznego. Mieliśmy imperializm carski; widzimy dzisiaj imperializm czerwony – sowiecki".
Niemiecki agent Piłsudski był zadaniowany nienawidziec Rosji.
UsuńWywody „dziadka” nie zmieniają mojego zdania na ten temat; wojna z Rosją — ani w ogóle z kimkolwiek — po prostu Polsce się NIE OPŁACA. Jeśli Francuzi czy Niemcy chcą walczyć z Ruskimi — proszę bardzo: należy ich wojska przepuścić przez nasze terytorium i niech idą „na Moskwę”. Smacznego!
UsuńA my? Cóż… jeśli faktycznie Ruscy twardo postanowiliby „zaopiekować się” nami, to trzeba po prostu „opiekę” przyjąć — zamiast rujnować kraj na wzór ukraiński i wygubić 2-3 miliony narodu — i przeczekać. Komunę przeczekaliśmy, obecnie jesteśmy w schyłkowym okresie eurokomuny, którego też doczekamy — to i nową „opiekę” przeżyjemy, o ile nie zaczniemy robić głupstw w rodzaju kolejnego „powstania” wywołanego w najgorszym możliwym momencie.
Jeśli siły przeciwnika przeważają — to trzeba z nim pertraktować i jakoś się z nim ułożyć, a potem przeczekać zły czas. Czasy się zmieniają i nic na tym świecie nie jest „na zawsze”.
A w ogóle dziwię się Przedmówcy, że „ostrzega” nas przed potencjalną „opieką” Ruskich — ale jakoś nie podnosi alarmu w sprawie OBECNEJ „opieki” Niemców i tego, co z nami ich agenci wyprawiają. Wątpię, żeby ew. „opieka” Rosji miała być gorsza, niż ta obecna, czysto kolonialna eksploatacja. Połączona z zagrożeniem rewindykacjami terytorialnymi ze strony Niemiec i ich sojusznika — Ukrainy.
Pilsudski ze swoja banda zbirow doprowadzil do najwiekszej w dziwjach katastrofy NARODU I PANSTWA
Usuń" jeśli faktycznie Ruscy twardo postanowiliby „zaopiekować się” nami, to trzeba po prostu „opiekę” przyjąć — zamiast rujnować kraj na wzór ukraiński i wygubić 2-3 miliony narodu — i przeczekać" jakież to hmm... żydowskie:oddajmy się w opiekę mocarzowi to ocalimy nasze kramy. Bo czy ocalimy miliony narodu to wątpię, wystarczy spojrzeć kto robi za mięso armatnie w pochodzie "wielkiej niezwyciężonej armii", są to głównie przedstawiciele podbitych narodów i nie sądzę abyśmy mogli się cieszyć specjalnymi względami w takiej roli. Jako przykład wykorzystywania ludności gorszego sortu w celach stricte wojennych niech posłuży fakt szczucia na siebie nawzajem Polaków i Ukraińców , tak kiedyś jak i obecnie (oni nas już wyżynali więc dla ruskich pożądane byłoby abyśmy wzięli odwet) . I proszę mi nie imputować poparcia dla opcji proniemieckiej tak jak mojemu poprzednikowi, który też "ośmielił się" mieć antyruskie poglądy.Wiara w łaskawość Rosji jest tak samo naiwna jak wiara tuskowych w szlachetność Niemców, a namawianie do machania białą szmatą zamiast szabelką to zamiana "demokracji walczącej" na jakiś mocno naciągany "patriotyzm racjonalny".
UsuńCzłowieku, nie ośmieszaj się — i nie szantażuj mnie „żydowskością”. Nie opowiadaj głupot, że Ruscy tylko nóżkami przebierają, aby nas tu milionami mordować.
UsuńJak chcesz, to stawiaj kosę na sztorc i „ruszaj na Moskala”. Mnie do tego nie mieszaj. Powodzenia! Zadzwoń z Kremla, jak już zdobędziesz.
I jeszcze raz pozwolę sobie wyrazić zdziwienie, że usiłujesz nas tu straszyć Ruskimi — ale co Niemcy (z ich sojusznikami Ukraińcami) z Polską i z Polakami wyprawiają, to ci zupełnie nie przeszkadza.
"Podsycanie strachu przed Rosją i Putinem jest jednak unijno-brytyjskim Europejczykom bardzo potrzebne, gdyż służy odwracaniu uwagi społeczeństw od rzeczywistych problemów. Widmo wojenne przesłania kryzysy na tle migracji, tożsamości, terroryzmu, pauperyzacji, bezpieczeństwa socjalnego i in. Mobilizacja z kolei nakazuje solidarność zbiorową, nawet gdy rządy prowadzą swoich obywateli na manowce.
OdpowiedzUsuńSiły prointegracyjne, związane z agendą globalistyczną, chcą wykorzystać wojnę rosyjsko-ukraińską do stworzenia takich mechanizmów wspólnej obrony, aby „europejskie superpaństwo” mogło wreszcie legitymizować swoją pozycję potężnym potencjałem wojskowym w grze międzymocarstwowej.
Ciągłe straszenie wojną, mimo że aktywność Stanów Zjednoczonych wyraźnie skraca jej perspektywę, stanowi siłę napędową unijno-brytyjskiej geopolityki. Obnaża także hipokryzję francusko-niemiecką, która potrafiła nieraz wprzęgać państwa na wschodzie Europy w rydwan swoich egoistycznych interesów przeciw Rosji.
W przypadku Polski bezkrytyczna akceptacja pomysłów liderów unijnych z jednoczesnym odcinaniem się od administracji Trumpa, to dowód błądzenia we mgle, przejaw niefrasobliwej fanfaronady, za którą przyjdzie zapłacić wysoką cenę.
Niezależnie od dzisiejszej skomplikowanej sytuacji, istnieje szansa na odbudowę autonomii kontynentu europejskiego. Jeśli możliwe było odwrócenie antyrosyjskich wektorów w Stanach Zjednoczonych, to niby dlaczego takie zjawisko byłoby niemożliwe w stosunkach europejskich?
Od czasów Charlesa de Gaulle’a istnieje przecież świadomość wspólnoty, opartej na jedności geopolitycznej i cywilizacyjnej Europy „od Atlantyku po Ural”, która pozwoli wyrwać się spod kurateli amerykańskiej. Szanse na taki obrót sytuacji są całkiem spore, gdyż sam Trump uświadamia wszystkim, że Zachód daleki jest od jednorodności i traci swoją „blokową” tożsamość, ukształtowaną pod przywództwem USA i kontrolą NATO po II wojnie światowej.
Gdy skończą się możliwości czerpania zysków z eksploatacji „światowej większości”, Zachód ulegnie dekompozycji i zacznie szukać dla siebie nowych rozwiązań, na które dzisiejsza „oś”, obejmująca Wielką Brytanię, Skandynawię, Polskę i Ukrainę nie jest gotowa.
Potrzeba trochę czasu, aby elity europejskie, skażone triumfalizmem Zachodu ostatnich dekad, opamiętały się i złagodziły swój misjonarski zapał w narzucaniu innym państwom swoich poglądów i wartości. Bez Stanów Zjednoczonych liberalny prozelityzm straci swój impet, a stopniowa wymiana elit politycznych w państwach unijnych będzie przywracać na salonach Paryża, Berlina, Rzymu i Brukseli coraz więcej realizmu i rozsądku."