sobota, 27 stycznia 2018

Kupowanie obywatelstwa

Kupowanie obywatelstwa
https://businessinsider.com.pl/finanse/paszport-na-sprzedaz-gdzie-mozna-kupic-obywatelstwo/flpx7h8
"Paszport na sprzedaż. Zobacz, gdzie można legalnie kupić obywatelstwo
Turcja będzie sprzedawała cudzoziemcom obywatelstwo – wynika z dekretu, jaki ujrzał niedawno światło dzienne. Żeby zostać posiadaczem tureckiego paszportu, trzeba zainwestować nad Bosforem co najmniej 2 mln USD, utworzyć rachunek w miejscowym banku i przechowywać na nim 3 mln USD lub kupić nieruchomość o wartości 1 mln USD. Bez względu na sposób inwestycji, pieniądze w Turcji należy przetrzymać minimum 3 lata.

W ten sposób kraj rządzony przez Recepa Erdogana chce walczyć z pogłębiającą się recesją gospodarczą i przyciągnąć kapitał zagraniczny, który z dnia na dzień odpływa z kraju. O tym, że warto, przekonały się Węgry, które przyznawały prawo do stałego pobytu w zamian za inwestycje w węgierskie obligacje o wartości co najmniej 250 tys. euro.
- Od 2013 roku, czyli od czasu, gdy rozpoczęto projekt, sprzedano obligacje o wartości 1 mld euro, a więc całkiem sporo – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Sprzedaż obywatelstwa to złoty interes

Turcja w swoim pomyśle nie jest odosobniona. Okazuje się bowiem, że podobne regulacje od lat funkcjonują także w innych krajach. Dla przykładu obywatelem Cypru można zostać pod warunkiem dokonania tam inwestycji w wysokości minimum 2 mln euro. Jeśli taką samą kwotę przeznaczymy na darowiznę dla organizacji charytatywnej, to możemy stać się posiadaczem paszportu austriackiego. Na Malcie wystarczy kupić w tym celu akcje miejscowych spółek za 150 tys. euro lub nabyć nieruchomości za 350 tys. euro. W Bułgarii i Irlandii trzeba zainwestować 500 tys. euro.

- W Portugalii i Grecji należy kupić nieruchomości za odpowiednio 500 i 250 tys. euro, co uprawnia do uzyskania stałego pobytu. Obywatelem Hiszpanii można zostać w zamian za inwestycję 2 mln euro w obligacje. Również Wielka Brytania „sprzedaje” w ten sposób prawo do stałego pobytu – wylicza dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

Najtaniej jest na Dominikanie, bo tam obywatelstwo uzyskać można już za 100 tys. USD, a najdrożej we Francji, gdzie inwestycje wynieść muszą co najmniej 10 mln euro. Podobne regulacje obowiązują także w Antigui i Barbudzie, Saint Kitts i Nevis, na Grenadzie, w Australii, Kanadzie, a nawet w USA. Liczba krajów, które zaczęły oferować paszporty bogatym cudzoziemcom wzrosła po kryzysie z 2008 r. Rządy chciały w ten sposób zwiększyć popyt na obligacje skarbowe, ustabilizować ceny nieruchomości, ale przede wszystkim pozyskać dodatkowe wpływy do budżetu.
- Kraje stosują zachęty w postaci nadania obywatelstwa najczęściej w sytuacji kryzysowej. Tak było np. w Portugalii czy Hiszpanii, które walczyły w ten sposób z kryzysem na rynku nieruchomości – przypomina Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI.
Turcja ratuje sytuację kryzysową

W przypadku Turcji motywy „sprzedaży” obywatelstwa w zamian za inwestycję są podobne. Kraj rządzony przez Recepa Erdogana boryka się bowiem z trudną sytuacją na rynku finansowym, utratą zaufania inwestorów po politycznej rewolcie, spadającym kursem liry i wzrostem rentowności obligacji.

- Wobec problemów wewnętrznych, kraj ten potrzebuje kapitału zagranicznego, szczególnie w twardych walutach, podobnie jak nowych inwestycji. Stąd powstał program zachęt, z którego pewnie głównie skorzystają obywatele Bliskiego Wschodu – uważa Marek Buczak.

Podobnego zdania jest dr Tomasz Bursa, który również przekonuje, że przedstawione propozycje są próbą przyciągnięcia bogatszych imigrantów z krajów o niestabilnej sytuacji politycznej. Ekspert z Opti TFI zwraca jednak uwagę, że kraj nad Bosforem sam nie jest dziś oazą spokoju.

- Problem jest również w tym, że wymogi kapitałowe, jakie wprowadził rząd turecki, są znacząco wyższe niż np. na Węgrzech. Poza tym trudno jest przebić Turkom główną zaletę węgierskiego obywatelstwa, czyli wejście do Unii Europejskiej tylnymi drzwiami – zwraca uwagę Jarosław Niedzielewski.
Węgry rezygnują, bo wyszły na prostą?

Na Węgrzech pomysł przyznawania obywatelstwa w zamian za inwestycje również zrodził się w kryzysowym otoczeniu. Jarosław Niedzielewski przypomina, że w 2012 roku Węgrzy przeżywali wyraźną recesję i utratę zaufania zachodnich inwestorów. Agencje ratingowe prześcigały się w obniżaniu oceny węgierskiego zadłużenia, kapitał odpływał z kraju, forint słabł, a rentowności obligacji były wyraźnie wyższe niż np. w Polsce. Ale Węgrom pomysł wypalił, bo w ten sposób udało się sprzedać obligacje o wartości 1 mld zł. Co zwabiło aż tylu chętnych?
- Z całym szacunkiem dla Węgrów, ale można się domyślać, że głównym motywem dla bogatych cudzoziemców w tym szczególnie Ukraińców, Turków czy Chińczyków, było otwarcie furtki do Unii Europejskiej, po której z węgierskim obywatelstwem można poruszać się swobodnie – uważa Jarosław Niedzielewski.

Ale obligacje węgierskie uprawniające do stałego pobytu w kraju przechodzą powoli do historii. W czwartek (12 stycznia) rząd węgierski zapowiedział, że wycofuje się z tego programu. Oficjalnie projekt ma się zakończyć 31 marca.

- Za rezygnacją z emitowania obligacji w zamian za obywatelstwo przez Węgry stoją dwa czynniki: poprawa w postrzeganiu tego kraju przez inwestorów zagranicznych w ostatnich dwóch latach (w tym przez agencje ratingowe) oraz polityczny spór o dalsze funkcjonowanie tego programu między rządzącym Fideszem a Jobbikiem, czyli partią o bardziej nacjonalistycznym charakterze – tłumaczy ekspert z Investors TFI.

Partia Jobbik stwierdziła, że program stwarza potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, bo mogą z niego korzystać „bogaci terroryści”. Partia uzależniała od likwidacji systemu swoje poparcie dla złożonego przez Viktora Orbana projektu nowelizacji konstytucji, zakazującego osiedlania się cudzoziemców bez zgody władz węgierskich. Warunek ten nie został spełniony, rządzącej koalicji zabrakło dwóch głosów w parlamencie do konstytucyjnej większości i nowelizacja nie została przyjęta.
Polska nie musi sprzedawać paszportów

Eksperci jednogłośnie przekonują, że Polsce taki program jest zbędny, a gdyby nawet miał zostać wprowadzony, to nie odniesie wielkiego sukcesu.
- W Polsce taki system nie będzie wprowadzany, ponieważ nie jesteśmy atrakcyjnym krajem do emigracji dla zamożnych obcokrajowców ze względu na położenie strategiczne, otoczenie polityczno-gospodarcze i słaba demografia. Lepiej skupić się na pozyskaniu młodych emigrantów z krajów Europy Wschodniej, którzy pozwolą na uzupełnianie ubytków na rynku pracy – uważa dr Tomasz Bursa.

Marek Buczak przekonuje natomiast, że działania polskiego rządu, podważanie zasad praworządności oraz wojna z opozycją bardziej zniechęcają, niż przyciągają kapitał zagraniczny.

- Pewnie podejście do niego by się zmieniło dopiero w sytuacji znaczącego pogorszenia perspektyw dla gospodarki i budżetu. Obyśmy jednak nie doszli pod przysłowiową ścianę – dodaje specjalista z Quercus TFI."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz