piątek, 9 października 2015

Wiarygodnosc NIK i GUS 2

Wiarygodnosc NIK i GUS 2

http://poselska.pl/2014/05/17/wiarygodnosc-danych-gus-gorsza-niz-jakosc-greckich-statystyk-polski-glowny-urzad-statystyczny-pelni-funkcje-taka-jak-rzecznik-rzadu/

"Europa i jej choroby. Problem Eurostatu.

Cóż począć, jeśli polskie dane statystyczne sporządza urząd który ma całkowicie nieautonomiczny status, niczym grecki narodowy urząd statystyczny Εθνική Στατιστική Υπηρεσία jeszcze sprzed kryzysu, a metodologie według których obliczane są statystyki, sporządzają te same osoby, których pracę oceniamy na podstawie – przygotowanych przez nie same- danych? Oceniani sami sobie wystawiają oceny- i jest to groźny ewenement w skali Europy. Czy grecka historia “kryzysu wywołanego przez statystyków kierowanych przez polityków” ma szansę się powtórzyć w Polsce?

Politycy szefami statystyków

Pracowałem przez pewien czas zarobkowo jako pomoc naukowa ucząca statystyki dla studentów. Co prawda bardzo wiele zapomniałem od tamtego okresu, zajmując się inną działalnością zarobkową w rodzinnym kraju (niestety, jest ona niezwykle zbiurokratyzowana, i przez to koszmarnie droga, a prowadzenie działalności wymaga niekiedy koncesji i licencji). Niemniej, spróbuję opisać problem gospodarczy, tak jak czyniłem to przed laty, nim wpadłem na bardzo zły pomysł przeniesienia brytyjskiej firmy wydawniczej do Polski. Wzbogaciłem się o między innymi- szafę na papierowe dokumenty oraz kilkanaście pełnych segregatorów akt. Do obsługi przedsiębiorstwa stale wymagani są prawnicy, a koszty są ogromne.

Trudno też nie zauważyć krajobrazu za oknem- opustoszałych raczej ulic przygranicznego miasta.

Z wizytą w warsztacie fałszerzy statystyk

Od paru lat koresponduję z różnymi osobami piszącymi o gospodarce. Część z nich to osoby które prowadzą hobbystycznie różne portale z danymi statystycznymi. Na moje zarzuty że podawane tam dane powinni traktować nieco bardziej podejrzliwie niż przysłowiowe “greckie statystyki”, otrzymuję takie opinie, jeśli wolno mi je zacytować z mojej korespondencji, bez podania autora tej opinii:

Mam zignorować wiedzę i 100-letnie doświadczenie państwowej instytucji statystycznej, a uwierzyć w poglądy pojedynczej osoby? (…) Traktuję te dane tak samo, jak informację o godzinach odjazdu tramwaju z przystanku, jak program w telewizji, jak informacje urzędnika w okienku. Zakładam, że są poprawne, bo inaczej nic nie trzymałoby się kupy, tylko wszystko musiałbym podejrzewać o niezgodność z faktami.(…)

No cóż, w przypadku danych statystycznych, ekonomiści oceniają nie tylko dane statystyczne, ale także kontekst ich powstania. W Polsce roku 2014, kontekst powstawania tych danych w strukturze nieautonomicznej podległej bezpośrednio rządowi, powoduje że mają one mniejszą wiarygodność niż dane greckich statystyków. Obecnie, po zmianach organizacyjnych które z warsztatu regularnych i konsekwentnych fałszerzy, jak określiła ów urząd niemiecka gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung [29], miały uczynić instytucję autonomiczną i niezależną od polityków, jakość greckich danych może być wyżej wyceniana niż jakość danych statystycznych w Polsce roku 2014.

Kunszt fałszerzy statystyk z Grecji

W wielu przypadkach w greckim urzędzie statystycznym pod kontrolą polityków produkowano najzwyklejsze falsyfikaty dokumentów. W prasie specjalistycznej przeznaczonej dla statystyków pojawiły się dokładne opisy “greckiego warsztatu fałszerskiego” dzięki którym grecki PKB urósł o bajeczne 25 %. [30] Grecki “cud gospodarczy” okazał się kontrolowanym przez polityków biurem, w którym dokonywano regularnych fałszerstw w imię “interesu narodowego”.

Martin Bohl, profesor ekonomii monetarnej z RFN, przyrównał jakość i staranność pracy greckich rządowych fałszerzy do kunsztu samego Konrada Kujau, pisarza który sfałszował całe 62 tomy rzekomej autobiografii Adolfa Hitlera. Jakość pracy tego fałszerza była tak znakomita, że najbardziej renomowani historycy pozostawali przekonani, że dokumenty stworzone przez fałszerza są prawdziwe. Ich fałszywość wykazała dopiero skrupulatna analiza chemiczna składu papieru użytego do sfabrykowania fałszerstwa.

W greckich statystykach brakowało bardzo wielu danych. Na przykład brak w nich było długów greckich szpitali. Na wiele danych podawanych w statystykach kontrolerzy z Eurostatu nie znaleźli żadnych przekonywujących potwierdzeń- jako że miały być one przekazywane ustnie. Panował zadziwiający “brak rachunkowości”.[29] Dla wielu kluczowych danych gospodarczych kontrolerzy w greckim urzędzie nie znaleźli żadnych potwierdzających je dokumentów [29]. Na stronie dochodów wykazywano nieistniejące przychody etc. Eurostat skapitulował w zetknięciu z greckimi fałszerzami, ponieważ ta instytucja sama nie zbiera danych statystycznych i liczy – często całkowicie naiwnie- na dobrą wolę i lojalność współpracujących instytucji narodowych.

Ekonomiści, którzy nie korzystają z danych GUS

W Polsce dziennikarze kolorowych mediów tabloidowych uznają GUS za źródło informacji, ale część ekonomistów z tego źródła w ogóle nie korzysta. Dlaczego? Dane podawane przez GUS nie podają źródeł, z których zebrano przedstawiane tamże informacje, tabele nie posiadają przypisów wymaganych w zwykłych pracach naukowych wobec czego nie można określić, skąd pochodzą dane wartości, jakich danych użyto przed ich przetworzeniem, skąd dokładnie one pochodziły, jakie przeliczniki czy metodologie zastosowano wobec danych źródłowych przed przedstawieniem ich w formie przetworzonej przez ten urząd, ani też- nie można stwierdzić, czy dane obejmują całą gospodarkę, czy też wybrane grupy, jak np. 1/3 zarabiających w przypadku statystyk n/t średniego wynagrodzenia.

Dodatkowo- sam kiedyś próbowałem wydobyć różne dane z GUS. Ze zdziwieniem stwierdziłem pewną oczywistość, o której mało kto pamięta: jest to… urząd, w którym pracują urzędnicy. Postępują oni w sposób ściśle urzędowy- korzystają z często nieaktualnych rejestrów urzędowych. Dla przykładu, GUS ryzykuje swoją i tak wątpliwą reputację, podając jako “fakty” tezy jakoby trwale z Polski wyemigrowało tylko osób ile się wymeldowało. W roku 2013 jedynie ok. 26 tys. osób wyemigrowało z Polski jednocześnie wymeldowując się. Większość nie wymeldowuje się, bo nie istnieje żaden powód dla którego miałyby to uczynić. Istnieje wiele powodów przeciw: wymeldowany utraciłby szereg praw w Polsce: np. do zasiłków lub do lokalu socjalnego w wypadku chęci powrotu kiedykolwiek.

Znam ponad 30 osób, które na stałe z rodzinami wyjechały za granicę. Nikt z nich się nie wymeldował. Większość nie wymieniła dowodów i korzysta wyłącznie z paszportów. Ci, którzy wymieniali, posługują się nadal polskim meldunkiem. Ci ludzie nie płacą tu podatków i składek, ale też nie informowali nikogo, że pracują za granicą. Zatem dla GUS są to osoby mieszkające w Polsce, które nigdzie nie pracują. To tyle na temat rzetelności danych w GUS.

komentarz czytelnika koko wg http://www.polityka.pl/forum/1193328,zaskakujace-dane-o-emigracji-polakow-prawda-czy-falsz.thread?sort=DESC

GUS jako rzecznik rządu

Ale głównym powodem dla którego dane GUS nie służą tej grupie za źródło wiedzy o procesach ekonomicznych, jest fakt, że ów GUS nie jest klasycznym urzędem statystycznym, a jedynie wydzieloną częścią aktualnego rządu publikującą informacje liczbowe, i pod względem organizacyjnym nie różni się znacząco od urzędu rzecznika rządu. Instytucja urzędu statystycznego niezależnego od każdorazowych rządów nie istnieje w Polsce- i samo to jest powodem olbrzymich obaw.

Przy premierze działa “Rada Statystyki”. Rada Statystyki licząca 17 członków podległych premierowi, o powiązaniu funkcjonalnym podobnym funkcji rzecznika rządu, jest faktem bardziej niż niepokojącym. GUS jest jedynie służbą statystyki rządowej. Podobnie jak rzecznika prasowego rządu, Prezesa GUS powołuje Prezes Rady Ministrów- czyli premier. Urząd GUS jest bezpośrednio zależny i podległy premierowi. GUS jest tak niezależny od rządu jak od rządu niezależny jest rzecznik premiera.

Sytuacja ta istniała od dawna, ale dopiero kryzys roku 2008 ujawnił skalę niebezpieczeństw, wynikających z tej fatalnej kombinacji.

Problem zależności

Już nawet w Grecji zmieniono ten stan rzeczy, po “kryzysie greckich statystyk”. W tym kraju problemem była wiarygodność danych statystycznych. “Zielona wyspa” prysła, gdy zaczęto sprawdzać i weryfikować dane statystyczne.

Problematyczne w polskiej sytuacji wydaje się kilka istotnych szczegółów, przy czym wiele mediów popełnia kilka błędów analizując te problemy. Uważa się np. że:

1) zależność urzędu statystycznego od premiera i rządu to coś normalnego

2) statystyki nie potrzebują przypisów, wyjaśnień źródeł danych i wyjaśnień metodologii, a informacja, że sporządziło je biuro podległe bezpośrednio premierowi, jest wystarczająca – co jest często wadą statystyk GUS, nie podającego źródeł swoich danych jak i metodologii ich przygotowania.

3) statystyki są wykonywane wg metodologii nie budzącej zastrzeżeń- tymczasem problematyczne często są już same metodologie.

4) Próbowałem nawet z GUS wydostać dane nt. spisu powszechnego ludności – wiedziałem o co poprosić – bo danych ze spisu w ogóle nie udostępniono wg stanu na 3. marca 2014 r. - i nie otrzymałem ich mimo bardzo długiej korespondencji.

Główny Urząd Samooceny

Jakby czytelnik miał sam siebie oceniać, to kogo wynająłby do zadania oceniania swojej pracy? Przecież w tych danych często nie ma źródeł ich pochodzenia, nie opisano metodologii ich opracowania i pozyskania. To są w żaden sposób nadające się do zweryfikowania informacje, można na przykład do “średniej krajowej” wybrać firmy zatrudniające powyżej określonej liczby pracowników, ale w ogóle pominąć opis metodologii i wszelkie stopki, a następnie informować o danych zbieranych w sposób selektywny lub pochodzących z szacunków.

Niepewność danych rządowych statystyków w Polsce

Są kłamstwa, wielkie kłamstwa i greckie statystyki – mówi popularne unijne przysłowie. A jak jest w Polsce? Przez lata ekonomiści żyli w przeświadczeniu poprawności pracy urzędów statystycznych. Niestety, kryzys finansowy który wybuchł w 2008 roku był przede wszystkim kryzysem informacji finansowej. Statystyka publiczna okazała się wówczas jednym z elementów walki politycznej. Tajemnicze metodologie, robiące z kryzysu “zieloną wyspę”, pracownicy urzędów statystycznych przekonani do tego że ich “patriotycznym” zadaniem jest sztuczne windowanie wskaźników, oraz zwykłe oszustwa- to zdaje się nie tylko cecha Grecji.

Także i w Polsce mamy statystyków, którym- sądząc z rozmów- zależy na przedstawianiu procesów zachodzących w gospodarce w sposób nader odmienny. Czy istnieje w gospodarce coś takiego jak zaufanie do statystyk? Wg Maxa Otte, autora dość już klasycznej publikacji “Der Informationscrash” poświęconej sztuce “gotowania ksiąg”, jak w slangu nazywa się fałszowanie statystyk, różne kraje mogą liczyć na różny poziom zaufania do danych statystycznych. Sprawdzający je ekonomiści próbują odkryć fałszerstwa za pomocą narzędzi statystycznych czy uważnych ich analiz, by wyciągnąć wnioski które pomogą im ocenić “stopień” ich wiarygodności.

Greckie sporty walki

A jak było w Grecji? Urząd Statystyczny podobnie jak w Polsce roku 2014, podlegał pod premiera, niczym urząd rzecznika rządu.

“W Grecji kwestia statystyk to jak sporty walki”
- ocenia Andreas Georgiou, który pracował 20 lat w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, nim został powołany do stworzonego na nowo greckiego urzędu statystycznego, by oczyszczać dane spreparowane i wypaczone przez dekady konsekwentnych fałszerstw statystycznych. Jego praca przypominała oczyszczanie stajni Augiasza, winni fałszerstwom zaś postrzegali swoją pracę jako “patriotyczny obowiązek”.

Brak niezależnego politycznie urzędu statystycznego był przyczyną ogromnego kryzysu w Grecji. W chwili gdy “rozlało się mleko”, lata fałszowania danych spowodowały że wszelkie sygnały alarmowe przeoczono i konieczna była likwidacja starych struktur zajmujących się “patriotyczną” obróbką danych ekonomicznych. Po reformie zmniejszono liczbę pracowników z 1000 do 850. Podjęto- zakończoną niepowodzeniem- próbę stworzenia nowej instytucji opracowującej statystyki.

W Polsce sytuacja nie jest wcale inna- GUS – wnioskując z moich dociekań- jest instytucją z podobnie “urzędniczo”, a niewykluczone że i “patriotycznie” , zamiast “ekonomicznie” nastawioną częścią kadry, która nawet będzie nas usilnie przekonywać do dawnych metodologii rodem ze świata urzędników, nie ekonomistów, w wyniku których “wyprodukowano” dane mocno frapujące ekonomistów i niespójne z obserwacjami zjawisk gospodarczych. Oto bowiem urząd może nie funkcjonować poprawnie, zaś kluczowy wskaźnik zliczany od ok. Możliwe że Polska może się znajdować nawet w gorszej sytuacji jak Grecja, ponieważ “patriotyczny” system “obróbki” danych rynkowych tak samo mógł wywieść część naiwnych analityków- amatorów na przysłowiowe manowce.

Nowy prezes greckiego urzędu statystycznego obiecywał “koniec fałszowania”, ale rzeczywistość jego pracy okazała się o wiele bardziej skomplikowana. W jego miejscu pracy dokładnie sprawdzano całą jego korespondencję email, śledzono jego ruchy. W okresie nasilenia fałszerstw danych, greccy decydenci za pomocą dwóch banków z Wall Street, dokonali finansowego triku przez co zadłużenie w znacznym stopniu na pewien czas wyparowało z owych przysłowiowych “greckich statystyk”.

Proceder trwał aż dekadę, aż nowy rząd zerwał współpracę i ujawnił prawdziwe dane statystyczne, co oczywiście wywołało niemały szok. Banki jednak nie miały obowiązku upubliczniać tych informacji- wina leżała po stronie poprzednich greckich rządów które na potęgę “gotowały księgi”.

Greckie niepowodzenie statystyczne

W Grecji budowa nowego urzędu statystycznego Elstat się nie powiodła, a W 2011 roku nowego szefa Elstatu oskarżono sądownie o “zawyżanie deficytu”, a on sam twierdził że był oskarżany ponieważ odmówił fałszowania ksiąg. W 2013 roku sytuacja była wg niego „surrealistyczna, podejrzewają mnie o to, że pracuję w zgodzie z greckimi i europejskimi prawami” [26].

Jakiego rzędu są to fałszerstwa? Na przykład prognoza deficytu finansów publicznych mogła nagle wzrosnąć z 3,7 do 12,5 proc. PKB, aby później skoczyć jeszcze raz do 15,8 %, a wydatki na służbę zdrowia mogły nagle skoczyć o 10 mld PLN. Kim są pracownicy takich urzędów statystycznych? Sumiennemu szefowi związek zawodowy pracowników Elstatu odpowiedzialnych za “odpowiednie” statystyki zarzucał że nie działa w celu „interesu narodowego”. Dochodzenie wykazało że tysiące mejli szefa placówki czytał inny członek rady nadzorczej greckiego Elstatu.

Argentyńskie kryzysy… statystyki

Fałszowanie statystyk było także powodem wybuchu afery w Argentynie. Guillermo Moreno, minister handlu Argentyny, kilka miesięcy temu trafił przed sąd, oskarżony o fałszerstwa statystyczne i prześladowanie osób publikujących niezależne dane gospodarcze. Skazano go za próbę udaremnienia ukazania się informacji publicznych. Narodowy instytut statystyczny Argentyny, IDEC, zaczął fałszować wskaźniki gospodarcze. Później próbowano nawet blokować ustawami publikowanie nieoficjalnych danych, aż musieli to robić posłowie chronieni immunitetem.

Unia Europejska niezdolna do egzekwowania poprawności danych. Problem Eurostatu.

W Unii Europejskiej komisarz Algirdas Šemeta próbował wprowadzić rozwiązania mające uchronić przed plagą fałszerstw statystycznych (Grecja nie jest odosobnionym przypadkiem). Włochy, Bułgaria, Hiszpania to kolejne kraje z problemami. Wg dyrektora badań agencji Stratfor, EU jest niezdolna do wyegzekwowania poprawności tych danych [27].

Możliwe, że na przeszkodzie stoi polityka unijna. Grecja jest relatywnie małym krajem i trudno jej było obronić się przed naciskami UE, i nakazem oddzielenia instytucji “obrabiającej” dane statystyczne od rządu i różnych ministerstw, ale w Polsce nie udało się doprowadzić do oderwania tego zadania spomiędzy ministrów czy rzecznika rządu. Tymczasem w Chinach, wg doniesienia Reutersa z 12 lutego 2014, sprawy fałszerstw statystycznych mają być badane, a winni ukarani.

Jak kłamać statystykami

Darrel Huff w 1954 roku napisał bestsellerowy podręcznik do nauki statystyki: “Jak kłamać statystykami?” (How to Lie with Statistics). Pół wieku temu ta książka była standardowym podręcznikiem wprowadzającym do przedmiotu statystyki dla wielu studentów, sprzedano 1,5 mln kopii jej wydania anglojęzycznego…

Przeklęte kłamstwa i statystyki, fot. okładki wg http://avaxhm.com/ebooks/Politics_Sociology/0520219783.html

Zepsute metodologie

Czy metodologia stosowana przez GUS jest aby poprawna? Spójrzmy na najkosztowniejszą chyba ich analizę w ostatnich latach- Narodowy Spis Powszechny z 2011 roku. Aby przeprowadzić badanie przekrojowe ludności, należałoby, aby uzyskać przekrojowe dane, poprawne metodologicznie, wylosować pulę mieszkańców Polski, a następnie- sprawdzić czy jeszcze żyją, gdzie mieszkają etc. Tymczasem- wylosowano…. pulę mieszkań do badania. Wielki spis był w części ludnościowej po prostu niepoprawny metodologicznie, i nie wiadomo czy tak “zepsute” dane można w jakiś sposób użyć, nie są one bowiem reprezentatywne. Niestety- GUS pracuje na podstawie wytycznych przygotowywanych przez polityków- którzy- nie wiedzieć czy nie są zbyt bardzo przekonani o swoich zdolnościach w temacie metodologii statystycznych.

Jak to zrobić samodzielnie?

W tej sytuacji proponuję dziennikarzom własnoręcznie zająć się zbieraniem danych do analiz ekonomicznych. Sam to robiłem przez lata, w roku 2014 ustaliłem jedynie spadek przeciętnego wynagrodzenia brutto. Istnieje oczywiście spora rozbieżność – w danych GUS może brakować “wiele zmieniających” przypisów i stopek.

Wg danych ZUS za 2013 r. podstawa składek przekazywanych przez ZUS do Otwartych Funduszy Emerytalnych wynosiła 2092 PLN. Rzeczywista średnia krajowa otrzymana z analiz składek wpłacanych do ZUS to kwota netto równa 1523 PLN.

Pytanie do GUS o poprawność tych danych zwraca następującą odpowiedź:

“Jednocześnie informujemy, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto obliczane jest na podstawie wynagrodzeń wypłaconych pracownikom zatrudnionym na umowę o pracę. Metodologia obliczeń jest zgodna z prawnymi uregulowaniami i jednolita dla wszystkich jednostek gospodarki narodowej. Pragniemy zaznaczyć, że Główny Urząd Statystyczny nie jest organem kompetentnym do oceny danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.” (odpowiedź z dn. 17 marca 2014 r.)

Statystyki? Zrób to sam.

Jak można zbierać dane makroekonomiczne? Gromadząc np. takie informacje:

Zielonogórzanin, Robert Górski, pisze: “Młodzi wyjeżdżają na studia i nie wracają (dane oficjalne z III LO mówią o 80% absolwentów, podobnie jest z moją klasą z I LO)”. W Lubsku zaobserwowano zanik całych kohort demograficznych, które Państwa dane- w niewyjaśniony sposób- ujmują. - (z mojej korespondencji z GUS)

Statystyka niemiecka, jest zdaje się, dokładniejsza w ujmowaniu procesów depopulacyjnych w przypadku miast omawianego regionu. Przytoczę kilka regionalnych danych demograficznych: populacja Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców, Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców. Dla ulegających jeszcze większym procesom depopulacji miast polskich odległych o 70 czy 50 km od opisanych, dodatkowo znajdujących się w niebywale trudniejszej sytuacji gospodarczej, GUS podaje nawet dane wskazujące na utrzymywanie się, stagnację liczby ludności. Jej drastyczny spadek jest zaś chyba ewidentny dla czy to badających gospodarkę niektórych regionów przygranicznych, czy dla mieszkańców tych terenów. Metodologie stosowane przez “Landesbetrieb für Datenverarbeitung und Statistik Brandenburg” oraz GUS nie mają w mojej ocenie ze sobą nic wspólnego- zaś dane dla miast po polskiej stronie granicy mogą być obliczone jedynie szacunkowo.

15 maja 2014 roku w jednym z przygranicznych miast przeprowadzałem po 10 latach ankietę tego samego typu co 10 lat wcześniej- pytane osoby z kohorty wiekowej 25-35 lat miały wskazywać procent osób które wyemigrowały spośród ich bliskiego kręgu kontaktów towarzyskich. Musiały określić liczbę tych osób oraz policzyć ilość osób które wyemigrowały. Otrzymaliśmy odpowiedzi w przedziale 65- 75 procent, i co ciekawe, część wskazań odnosiła się tylko do okresu ostatnich 2 lat. Jedna z osób określiła skalę depopulacji podając że od 2013 roku wyemigrowało 10 spośród 14 osób z jej bliskiego otoczenia. To nie są wielkie badania, mają mały zakres, ale w mojej opinii dają bardziej dokładny obraz sytuacji.

Co pisałem o danych GUS nt. wynagrodzeń: bezowocnie na przykład próbuję zwrócić uwagę na błędne metodologie stosowane przez GUS. Dla przykładu, wnioskując z danych ZUS, średnie wynagrodzenie w polskiej gospodarce jest około dwukrotnie niższe. Średnia podstawa składek (brutto) za 2012 wg danych jakie ZUS publikuje przy wielkościach składek OFE jakiś czas temu była podana jako 1966,97 PLN (obecnie kwota ta wzrosła, podawano też wcześniej kwotę 1851,31 PLN za 2013 r., bez wliczania danych o 1,5 mln ubezpieczonych w KRUS, co jeszcze bardziej obniżyłoby te dane). Jest to suma dramatycznie inna niż podawana przez GUS (4111,69 PLN i inne kwoty przekraczające 3,6 tys. PLN).

Dlaczego statystyki są podważane?

Jedna z czytelniczek zadała następujące pytanie:

“Nie pojmuję również, dlaczego wszelkie, oficjalne statystyki są podważane ? Dlaczego ludzie twierdzą, że statystyki GUS, Eurostatu i innych oficjalnych instytucji są błędne albo fałszywe, na jakiej podstawie ? Skąd się to bierze ?”

Na przykład- z braku “zmieniających wiele” przypisów. Urzędnicy je opuszczają, a metodologię – często pomijają. W Narodowym Spisie Powszechnym z 2011 roku, na pytanie o badanie przekrojowe zrobione przez ankieterów dostałem taką odpowiedź:

“Dla wylosowanej próby 2 684,2 tys. mieszkań udało się zebrać wypełnione formularze

od 2 317,7 tys. mieszkań. Przypadki zaliczone jako będące poza badaną populacją, tzn.

stwierdzono brak mieszkania lub mieszkanie niezamieszkane (pustostan), w trakcie postępowania

spadkowego, przeznaczone do remontu, jeszcze nie zasiedlone itp. – stanowiły 140,4 tys., czyli

około 5,2% wylosowanej próby.”- korespondencja z GUS

Ta metodologia w ogóle nijak się ma do badań statystycznych. To tak, jakbyśmy próbowali spisać ludność, nie sprawdzając, ile jej pozostało na miejscu, i w celu doboru próby reprezentatywnej- zamiast losować mieszkańców, losować np. budynki. Całość można uzupełnić życzeniową wyszywanką na podstawie zbiorów historycznych danych- np. rejestru PESEL. Aby mieć aktualne dane, trzeba badać demografię metodą prób przekrojowych.

“Państwa opis metodologii jak i zakres ujawnionych danych w żadnym wypadku nie pozwala określić poprawności zastosowanej metodologii- po prostu najnormalniej nie podano jej, przynajmniej nie mogę stwierdzić w rozdziale II (“Metodologia spisu ludności i mieszkań”) jakichkolwiek zapisów wyjaśniających, jak wykorzystano dane z badań reprezentacyjnych oraz badania pełnego. Dane z tych dwóch typów badań, mogących mieć wartość merytoryczną dla ekonomistów, nie są udostępnione w raporcie. Nie chcę popadać w rozsiewanie rozmaitych teorii, niemniej brak metodologii wg jakiej przeprowadzono spis powszechny jest co najmniej zatrważający, jeśli nie alarmujący. “(z mojej korespondencji z GUS)

Nie rozumiem idei części osób analizujących te niezbyt pewne dane. Zamiast docierać do małej liczby danych, ale- w miarę pewnych, część analityków- amatorów opiera się o źródła operujące niepewnymi danymi o niewiadomym pochodzeniu, w rodzaju GUS. Wyniki spisu ludności- wielkiego i narodowego- są wszak nadal nieznane, mimo upływu blisko 3 lat. Z wylosowanej próby 2,8 lub 2,6 mln mieszkań (podano rozbieżne dane) udało się tej instytucji zebrać dane z 2,3 mln mieszkań. Przecież nie tak się robi demograficzne badania przekrojowe- z otrzymanego opisu wnioskuję że nie przeprowadzono spisu powszechnego ludności, bo tych danych instytucja ta nie potrafi podać od ostatnich 3 lat. Ów urząd w dodatku nie losował mieszkańców, ale mieszkania, zupełnie jakby spis demograficzny nie był celem spisu powszechnego (a jest nim od ok. 3340 roku p.n.e.).

Brak wiarygodnych danych dzięki pokrętnym metodologiom

Obecnie nie ma aktualnych i wiarygodnych danych demograficznych. Przy granicy zach. w Lubsku, brak jest młodych osób, podobno dość całkowicie. W Wałbrzychu- podobnie. W Ziel. Górze wg roczników liceów- z III LO do 80 % absolwentów wyemigrowało wg danych przedstawionych przez p. Roberta Górskiego. Proszę sobie porównać to z badaniami GUS i metodologią:

Wg GUS ludność zamieszkująca stale to osoby które przebywają powyżej 3 miesięcy za granicą. Przecież to jest nielogiczne, a mimo to jakaś część analityków – amatorów w tak przygotowywane dane wierzy…. Czy sądzą Państwo że w innych krajach za stałych mieszkańców uważa się mieszkańców którzy trwale wyemigrowali z nich? Przecież to absurd. Obawiam się że żyjemy w świecie danych niepewnych, korzyści z ich manipulowania są zbyt duże.

Oto informacje ze wstępu do spisu:
Spis ludności 2011 obejmował osoby stale zamieszkałe (zameldowane) na obszarze Polski bez względu na fakt, czy te osoby przebywały w kraju w czasie spisu czy też były za granicą oraz osoby przebywające czasowo.

wg http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/LUD_ludnosc_stan_str_dem_spo_NSP2011.pdf

Ludność, ale czy faktycznie zamieszkała?

Ekonomiści nie są dziś już pewni szacunków żadnej ze stron.

Zgodnie z niedawnymi rachubami autorstwa najlepiej wypromowanej polskiej specjalistki od demografii, prof. Krystyny Iglickiej, w zeszłym roku znad Wisły wyjechało mniej więcej pół miliona Polaków. 36 tys. z kraju wymeldowało się na stałe. Według zgrubnych wyliczeń za granicą przebywa obecnie nawet 2,7 miliona naszych rodaków. Choć Zachód staje się dla nas coraz mniej przyjazny, wciąż licznie nawiedzamy Wielką Brytanię, Niemcy, Holandię i Norwegię. Podobno do wyjazdów dodatkowo (poza wyższą – lub jakąkolwiek – wypłatą) motywuje nas obawa przed zamknięciem rynku pracy i zakręceniem socjalnego kurka dla nowo przybyłych.

wg http://www.mojawyspa.co.uk/artykuly/31278/Felieton-Enta-fala-emigracji

Tygodnik Polityka zareagował zaciekłą krytyką:

Skąd 2,6 mln Polaków za granicą?
W jaki sposób prof. Iglicka mogła oszacować, że tak wiele osób wyjechało z Polski? Na podstawie informacji o wyjazdach za granicę na pobyt stały, czyli sięgając po dane dotyczące liczby osób, które zmieniły meldunek.

Zeszły rok był rekordowy pod tym względem. Wymeldowań było około 26 tys., czyli tyle samo, ile w 2007 r., kiedy liczba osób przebywających za granicą była największa. Był to także wzrost o 10 tys. w stosunku do roku poprzedniego. Prosta interpretacja tego faktu: Polacy się wymeldowują i emigrują podobnie jak w 2007 r. Stąd szacunek, że pół miliona osób opuściło Polskę.

Konstruując prostą analizę w oparciu o te dane, można dojść do liczby przytaczanej przez prof. Iglicką. To myślenie może jednak prowadzić na manowce.

Po co emigrantowi dowód?
W tym miejscu warto przypomnieć, że od 2001 r. wszyscy Polacy muszą mieć nowe dowody osobiste zgodne z regulacjami unijnymi. Umożliwiają one podróżowanie po terenie państw Schengen. Szkopuł w tym, że wydawane są na dziesięć lat. Kto wyrobił sobie dowód osobisty w 2003 r. i na jego podstawie wyjechał z Polski musiał się w zeszłym roku udać do polskiego urzędu i złożyć wniosek o nowy dokument. Przy tej okazji musiał też podać nowe miejsce zameldowania, o ile się zmieniło przez te dziesięć lat. Nie ma tu żadnej demograficznej tajemnicy, jest tylko zwykła proza życia.

Emigracja to temat, który od czasu do czasu rozgrzewa opinię publiczną. Problem ten służy także niektórym politykom – naukowcom do windowania niczym niepotwierdzonych i wątpliwych twierdzeń, które później funkcjonują w opinii publicznej, choć nie mają wiele wspólnego z prawdą. Smutne, że prof. Iglicka zamiast krytycznie zanalizować wyniki swoich obliczeń, od razu idzie z nimi do mediów. W obliczu kampanii do europarlamentu obecność w gazetach jest ważna, ale od naukowca należy oczekiwać wyższych standardów w dochodzeniu do prawdy.

wghttp://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1575925,1,zaskakujace-dane-o-emigracji-polakow-prawda-czy-falsz.read

Czy wg Państwa “ludność faktycznie zamieszkała” to ludność Polski która trwale wyemigrowała z Polski? Wg GUS- dokładnie tak jest. Nazwy poszczególnych wskaźników demograficznych są dobierane w sposób tak wybitnie sprzeczny z logiką, że trudno jest nawet uwierzyć w dobre intencje osób sporządzających tego typu raporty.

Proszę spojrzeć na fragment “kodu” opisującego stopień pokrętności metodologii stosowanych przez GUS:

”Kategoria nie ujmuje też stałych mieszkańców danej gminy,którzy w momencie spisu przebywali poza gminą dłużej niż miesiące z przyczyn innych niż
przebywanie w zakładzie karnym (śledczym) lub pobyt za granicą, tj. osób które przebywały czasowo w innej gminie kraju (zgodnie z przyjętą definicją zostali tam ujęci jako ludność faktyczna). ”

za: fragment opisu metodologii GUS dla Narodowego Spisu Powszechnego:

http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/LUD_ludnosc_stan_str_dem_spo_NSP2011.pdf

Moja próba odcyfrowania “metodologii GUS”

Kategoria “Ludności faktycznie zamieszkałej” ujmuje stałych mieszkańców danej gminy,którzy w momencie spisu przebywali poza gminą dłużej niż 3 miesiące z przyczyny pobytu za granicą.

“Wyniki spisu ludności wykazały, że zgodnie z definicją ludności faktycznej (stosowanej dotychczas w spisach ludności i badaniach demograficznych) w Polsce w dniu 31 marca 2011 roku mieszkało 38,5 mln osób, tj. o 0,8 % więcej w stosunku do wyników bieżącego bilansu ludności za 2010 rok (bilans ten został opracowany na podstawie danych pochodzących z poprzedniego spisu ludności 2002 oraz ruchu naturalnego i migracji, jakie miały miejsce w latach 2003-2010).” (…) “Wstępnie szacuje się, że co najmniej 2/3 emigrantów przebywało za granicą 12 miesięcy i dłużej” [16]

“Jak wykazały wyniki spisu przeprowadzonego w 2011 roku ludność Polski zwiększyła się nieznacznie (o 0,7%) w porównaniu do roku 2002.”[17 ]

Analiza metodologii rzuca nieco światła na mechanizmy metodologiczne.

” Kategoria ludności faktycznie zamieszkałej obejmuje: stałych mieszkańców, z wyjątkiem osób przebywających poza miejscem zamieszkania przez okres powyżej 3 miesięcy w kraju oraz obejmuje wszystkie osoby przebywające za granicą (bez względu na okres ich nieobecności)”[22]

A więc w okresie publikacji raportu GUS (przypomnę: lipiec 2012 r.) znana była definicja tzw. “ludności rezydującej”, mieszkającej na stałe poza Polską. Mimo to na próżno szukać w raporcie z Narodowego Spisu Powszechnego wyliczeń tej najistotniejszej dla ekonomistów wielkości, nie podano też danych źródłowych ze spisu. Dla ekonomisty jedyną wartość merytoryczną mają wyniki “badania reprezentacyjnego”, do którego wylosowano próbę ok. 20 % lokali. (ponad 2,7 mln mieszań). Niestety, dane źródłowe nigdy nie zostały opublikowane, nie podano też wag i współczynników na podstawie których uogólniono te dane na resztę populacji, mieszając je z danymi z rejestrów administracyjnych w rodzaju zbioru “PESEL” w sposób sprzeczny z logiką.

Urzędnicy i ich nieaktualne banki danych

GUS, mimo przeprowadzonego badania kosztem ok. 0,6 mld PLN, nadal opiera swoje dane demogr. na rejestrach w rodzaju PESEL. Czy sądzą Państwo że mają one wartość inną niż historyczna? Czy emigranci, emigrując z Polski, zrzekają się numerów PESEL, albo wymeldowują się przekraczając granice?

Co więcej, do badania populacji losowana jest próba mieszkań, a nie mieszkańców. Mieszkania- z uwagi na swą specyfikę dobra skąpego, są zwykle zasiedlone. Nie można w ten sposób nawet szacunkowo określić pozostałej w kraju liczby ludności. Metodologia kosztującego ok. 0,6 mld PLN badania NSP 2011 była niestety jednoznacznie niepoprawna w części demograficznej. Urzędnicy poszli po najmniejszej linii oporu, ktoś ustalił dla celów “spisu ludności” że osoby nieobecne powyżej trzech miesięcy z powodu emigracji za granicę są umieszczani w kategorii stałych mieszkańców. Wydaje się to nielogiczne, podobnych “trików” zastosowano znacznie więcej.

Kolejny problem: ludność rezydująca

GUS podał po 4 latach od wprowadzenia przepisu unijnego obligującego rządy do opublikowania informacji demograficznych, dane o rzekomej liczbie 37,2 mln mln mieszkańców jako rzekomą liczbę “ludności rezydującej” (por. http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/lu_wyniki_wstepne_NSP_2011.pdf ). I te dane są w mojej opinii bardzo niepełne, brak też jakichkolwiek możliwości weryfikacji przedstawionych danych. Jest zadziwiające że dopiero po 4 latach od wydania rozporządzenia 783/2008, podano pierwsze dane uwzględniające ludność która wyemigrowała. W rozporządzeniu unijnym nie użyto jednak sformułowania “ludność rezydująca”. Oto fragment informacji GUS n/t wyników, jak zwykle- wstępnych, więc niepewnych i niejasnych:

“Wyniki wstępne spisu ludności wykazały, że w dniu 31 marca 2011 roku w Polsce mieszkało lub przebywało prawie 37,2 mln osób zaliczanych do ludności rezydującej. Ludność rezydująca w Polsce jest po raz pierwszy oficjalnie publikowana przez GUS. Począwszy od danych za 2011 rok corocznie – w najbliższych kilku latach – będą upowszechniane dwa stany ludności: rezydująca i faktyczna, przy czym zgodnie z Rozporządzeniem PE i Rady Nr 763/2008 to ludność rezydująca jest obowiązującą w porównaniach międzynarodowych.

Kategoria ludności rezydującej obejmuje:
a) stałych mieszkańców, z wyjątkiem osób przebywających poza miejscem zamieszkania przez okres co najmniej 12 miesięcy bez względu na ich miejsce przebywania w kraju czy za granicą
b) osoby przebywające czasowo przez okres co najmniej 12 miesięcy, przybyłe z innego miejsca w kraju lub z zagranicy.

W odniesieniu do ludności w ujęciu regionalnym lub lokalnym kategoria ludności rezydującej uwzględnia odpowiednio migracje wewnętrzne osób z zachowaniem identycznego kryterium 12 miesięcy czasowej nieobecności lub przebywania.”

Rozporządzenie PE i Rady nr 763/2008 nakłada na państwa członkowskie UE pewne wymogi:

“Państwa członkowskie zapewniają, że źródła danych oraz metodologia zastosowane w celu spełnienia wymogów niniejszego rozporządzenia odpowiadają, w największym możliwym stopniu, podstawowym właściwościom spisów powszechnych ludności i mieszkań, określonym w art. 2 lit. i). Państwa członkowskie podejmują nieustanne starania w celu zwiększenia zgodności z tymi podstawowymi właściwościami.”

Plotki o manipulacjach

Zapytanie “Manipulacja demograficzna (Manipulation of demography) podaje ok. 9,5 miliona wyników w wyszukiwarce Google [19]. Pozostały nam plotki od pracowników tej instytucji, donoszących o zupełnie innych wynikach ze spisu “w terenie”.

Część ekonomistów niestety powiela te dane:

“The World Factbook: Polska zajmuje 211 miejsca na świecie, na 224 kraje, pod względem wskaźnika dzietności. GUS: wskaźnik ten spadł w 2012 r. poniżej 1,3.” [24]

Wg najnowszych danych polska zajmuje 212. pozycję na 224 kraje [31], ale i te dane wydają się bardzo sztucznie naciągane. Popatrzmy na możliwości ich zmanipulowania analizując metodologie GUS:

“Dzieci urodzone za granicą w ostatnich latach zostały wliczone do ludności Polski jeśli zostały zameldowane w Polsce, należy jednak zaznaczyć, że większość z nich wraz z rodzicami w dalszym ciągu przebywa za granicą. (…) “Aktualnie osoby przebywające czasowo za granicą (nawet przez klika lat) są włączone do stanu ludności faktycznie zamieszkałej w Polsce. Ludność rezydująca wyklucza emigrantów długookresowych – przebywających za granicą 12 miesięcy lub dłużej. Według danych szacunkowych, wyprowadzonych na bazie wyników spisu, w końcu marca 2011 r. za granicą przebywało powyżej 3 miesięcy ok. 2 milionów osób, w tym ok. 1,5 miliona przez co najmniej rok. Wystąpił więc znaczący wzrost liczby emigrantów w stosunku do 2002 r., kiedy to poza granicami Polski przebywało 786,1 tys. mieszkańców Polski, z tego co najmniej 12 miesięcy – 626,2 tys. ” [17]

Czyli: dzieci urodzone za granicą zostały wliczone do polskich statystyk dzietności, mimo że już tu de facto nie mieszkają.

Od około pół dekady ostrzegam o niespełnianiu wymogów przez metodologię GUS odnośnie danych demograficznych z nar. spisu powszechnego. Nie polegałbym na ich pochodnych- np. agregatach w rodzaju PKB/ capita, ogólnych danych w rodzaju zadłużenie/mieszkańca sporządzanych na podst. tych danych. Są to dane prowizoryczne, i W ŻADNYM WYPADKU nie powinny one stanowić podstawy dla formułowania np. polityki gospodarczej czy makroekonomicznej. Stosowanie danych demograficznych GUS w celu np. określania poziomu zadłużenia na mieszkańca grozi kryzysem finansowym podobnym do kryzysu greckiego, a w mojej opinii przyczyna tego kryzysu to również w polskim przypadku, problemy z danymi statystycznymi.

Upadek zawodowy ekonomistów

Ostatnio wyszły na jaw bardzo przykre dane dla naszej profesji. Na pytanie o zaufanie jakim darzy się różnych znanych polskich ekonomistów, ankietowani w 89 % – 98 % albo ich nie darzyli zaufaniem, albo w ogóle o nich nie słyszeli. I to w przypadku pierwszej dziesiątki ekonomistów darzonych największym zaufaniem….

Ekonomiści bazują na danych statystycznych, a ich jakość w Polsce jak i coraz bardziej na świecie pozostawia wiele do życzenia. Wśród ekonomistów istnieje slangowe określenie “cooking the books“, co możnaby przetłumaczyć jako “gotowanie ksiąg”.

Gdy wpisuję w popularną wyszukiwarkę Google zapytanie “fałszerstwa PKB” (“GDP fraud“) otrzymuję około 8 milionów 240 tysięcy wyników [20]. Sztuczne podbijanie takich danych nie jest trudne, ba, można znaleźć szereg uwag ekonomistów polskiego pochodzenia pracujących poza Polską, którzy badali narzędziami statystycznymi także polskie dane na temat PKB w poszukiwaniu niewytłumaczalne nieprawidłowości (Tomasz Michalski i Gilles Stoltz, por. [1]).

Ekonomista odkrył kulisy “zielonej wyspy” roku 2008?

Po wielu latach udało się rzucić choć częściowe światło na kulisy “polskiej zielonej wyspy” z roku 2008. Szerszą analizę kulis technologii obróbki danych przedstawił w 2009 roku Radosław Bodys, wówczas pracujący jako ekonomista w Bank of America/Merrill Lynch w Londynie):

“Co konkretnie jest nie tak w raporcie GUS?

- Weźmy chociażby kwestię wyrównania sezonowego w danych dotyczących wzrostu PKB w stosunku do IV kw. 2008 r. Dane wyrównuje się, by można je było ze sobą porównywać. Ale są różne metody “wygładzania” surowych danych. Różnią się one pod względem doboru parametrów, inaczej patrzą na kwestie efektów kalendarzowych, np. takich jak tegoroczne przesunięcie świąt wielkanocnych. Jedne metody uwzględniają tylko dni robocze, inne także weekendy. Już na tej podstawie dane mogą się różnić, bo przecież w weekendy cały czas się produkuje np. energię.

GUS podał, że wzrost w I kw. w stosunku do IV kw. osiągnął 0,4 proc., najwięcej w całej UE. Ale w zależności od wybranej metody, którą eliminuje się czynniki o charakterze sezonowym, można osiągnąć różne wyniki – spektrum zmiany PKB w I kw. w stosunku do IV kw. waha się od spadku o 0,7 proc. do wzrostu o 0,4 proc. Specyfikacja parametrów wyrównania sezonowego zastosowana przez GUS dała najwyższą możliwą wartość. A przykładowo gdyby dane wyrównać według metody stosowanej w USA, dałoby to spadek PKB w I kw. 2009 r. o 0,5 proc. w stosunku do IV kw. 2008.” [3]

Tajemnicze zmiany metodologii rodem z Grecji

Pamiętam z podręczników do podstaw ekonomii, że szarej i czarnej strefy po prostu i jednoznacznie nie wlicza się do PKB, choć ostatnio, aby ratować wskaźniki, podjęto decyzję o włączeniu ich do statystyk. Jednakże- dokonano tego dopiero ok. rok temu.Wspomina o tym masa źródeł, sprawdzić też można w międzynarodowej metodologii. Tymczasem: w polskim przypadku rozmaite “tajemnicze” szacunki – nie wiadomo jak obliczane, przez lata powiększały polski PKB.

“Bohdan Wyżnikiewicz powiedział, że polski urząd statystyczny dwa razy zmienił metodę szacowania PKB, czym “ulżył” tzw. konstytucyjnemu progowi ostrożnościowemu (zgodnie z nim dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. PKB – PAP). Wyjaśnił, że w latach 90. XX wieku GUS zaczął powiększać PKB o “legalną” część szarej strefy (produkcję ukrytą – PAP). Natomiast na początku obecnej dekady GUS wprowadził zmiany techniczne dotyczące szacunków wielkości gospodarki, co skutkowało podniesieniem PKB o ok. 5 proc.”[2]

Dokładnie to samo podejście zaprezentowali greccy statystycy w roku 2006. Ujawnił to grecki premier Giorgios Alogoskoufis z partii Nea Dimokratia we wrześniu 2006 roku, opisując kulisy wzrostu greckiego PKB. Ta zadziwiająca wiadomość była uzupełniona o branże szarej strefy, z których pochodziły “wzrosty gospodarcze”. Uwzględniono nawet szmuglowanie papierosów przez granicę. Wg podręcznikowej definicji te kategorie nie były częścią standardowego rachunku wskaźnika PKB.

Kreatywne dane to źródło kryzysu

O tym jak można rasować i niekiedy wprost fałszować dane statystyczne, aby “trup wyglądał świetnie” napisano całe książki. Jedną z nich jest “Der Informationscrash” Maxa Otte (Ullstein Verlag, Berlin 2010). Otóż załamanie się rynków finansowych w 2008 roku było załamaniem się całego systemu obróbki i analizy danych i informacji, i jest to po prostu clou problemu kryzysu finansowego trwającego od roku 2008 według drugiego z ekonomistów, którzy wcześnie ostrzegali przed detonacją bomby na rynku kredytów hipotecznych w USA. Analiza dokonana przez Otte opisuje na przykład okoliczności powstania wskaźnika znanego jako “core inflation” (w Polsce nazywana “inflacją bazową”). Na ile istotny jest taki wskaźnik, skoro ceny żywności i energii wynosiły w 2012 roku aż 41,8% koszyka CPI, a ów nie-wiedzieć-czemu chętnie cytowany przez sporą część mediów wskaźnik po prostu ich nie zawiera?

Typowo wskaźnik inflacji wylicza się w oparciu o koszyk, mający być reprezentatywny dla typowego gospodarstwa domowego. Zawiera on kartofle, mleko, ser, ale też np. czynsze, narkotyki i koszty energii. Spójrzmy co się stało już w latach 70-tych, podczas pierwszego szoku paliwowego. Nagle ceny energii poszybowały w górę. Co zrobiono? Według koncepcji “inflacji bazowej”, ceny szybko zmieniające się po prostu wyłącza się z takiego koszyka. Tłumaczy się że “przejściowe szoki cenowe” nie powinny mieć wpływu na politykę banku drukującego banknoty. Jeśli jednak prześledzi się rozwój cen energii, wydaje się że chodziło głównie o ukrycie inflacji i wytłumaczenie dodruku banknotów.

Gotowane księgi po argentyńsku

Obecnie krajem “gotującym swoje księgi” jest Argentyna.

“(..) oficjalne dane państwowego urzędu statystycznego INDEC mówią, że wyniosła ona w grudniu ub.r. 10,8 proc. (licząc rok do roku), ale niemal nikt w to nie wierzy. Parlamentarzyści opozycji przedstawili niezależne wyliczenia (na podstawie badań dziewięciu instytucji) mówiące, że inflacja wyniosła 25,6 proc. Przedstawiają oni swoją „kongresową stopę inflacji” co miesiąc, a ich wyliczenia są powszechnie uznawane za wiarygodniejsze niż państwowe. Skąd tak duże różnice w wyliczeniach?” [4]

Okazuje się że wbrew powszechnej metodologii obliczania tego wskaźnika (unikając wpadania w pułapkę tzw. “substitution bias”), liczono ją w sposób nie uwzględniający substytucji droższych produktów tańszymi.

“W 2007 r. szefem INDEC został Guillermo Moreno, dotychczasowy minister handlu wewnętrznego. Zwolnił wielu pracowników urzędu, a ci, których pozbawił posad, zaczęli mu zarzucać, że ukrywa prawdziwą skalę wzrostu cen. Jak według nich zdołano zakamuflować przyspieszającą inflację? INDEC ze służącego do obliczania inflacji koszyka dóbr, który ma odzwierciedlać strukturę wydatków Argentyńczyków, wyklucza najszybciej drożejące towary. Bo jak tłumaczy, biedni konsumenci z nich rezygnują (jeśli np. drożeją pomidory, biedniejsi Argentyńczycy przestają je kupować).”[4]

Wskaźnik PKB? “Oficjalne dane mówią, że argentyński PKB zwiększył się w 2011 r. o 8,9 proc., ale niezależni ekonomiści twierdzą, że był tak naprawdę mniejszy o 3 pkt proc.” [4] Nie chcąc wypłacać wierzycielom nawet 1,3 mld USD zadłużenia, Argentyna jest coraz bardziej oceniana jako potencjalny bankrut.

Przykłady z USA

A jak tłumaczy Max Otte [6] nagły wzrost produktywności pracy w USA? Wzrósł on w III kwartale 1999 roku o całe 5 %, a w IV kwartale nawet o 6,4 %. W tamtejszym odpowiedniku ministerstwa pracy, niejakie Bureau of Labor Statistics właśnie zmieniło metodologię. Przy obliczaniu PKB nie tylko oparto się na cenach wszystkich sprzedanych produktów, ale dodano także “hedonistyczny indeks cen”, który miał mierzyć także zmiany jakościowe. Jeśli jakość komputera, np. jego moc obliczeniowa, wzrosła dwukrotnie, statystycy liczyli to jako wzrost wydajności pracy. Znalazłem nawet polski opis tej mocno wątpliwej taktyki księgowej:

“Księgowość hedonistyczna

Owa, mocno wątpliwa pod względem teoretycznym i metodologicznym technika,
stosowana przez amerykańskich księgowych i statystyków, polega na arbitralnym
szacunku zmian w jakości towarów i usług, które to zmiany są kwantyfikowane i
następnie używane w formie współczynników do korygowania wytworzonego PKB i
zmian w poziomie cen. Jeżeli księgowi czy statystycy przyjmują wzrost
jakości, to korygują oni PKB w górę, argumentując iż wzrost jakości (a więc
także użyteczności ) powinien zawsze zwiększać wartość księgową
wyprodukowanych dóbr i usług (większa wartość użytkowa powinna, ich zdaniem,
znaleźć swe odbicie w wyższym PKB) , zaś CPI w dół, argumentując z kolei, iż
wzrost cen spowodowany wzrostem jakości nie jest inflacyjny.

Efektem stosowania tej metody jest zawyżanie amerykańskiego PKB a więc i
wydajności pracy oraz zaniżanie inflacji (mierzonej wzrostem poziomu cen
płaconych przez konsumentów, czyli CPI – Consumer Price Index). Wzrost
wydajności, o którym często pisza w Polsce publicysci Nowej Ery czy Wprost,
może być niemalże w całości wynikiem tego sposobu księgowania. Jak to ujął
jeden z brytyjskich obserwatorów: “Efekt stosowania księgowości
hedonistycznej jest taki, że oficjalny wzrost PKB Stanów Zjednoczonych
przekracza wzrost rzeczywisty o pół procenta rocznie. Ta różnica, wynikająca
ze specyficznego sposobu księgowania, w znacznym stopniu odpowiada
za ‘cudowny’ wzrost wydajności, który wciąż zachwyca wyznawców nowej
ekonomii”. za internautą Kagan [11]

Max Otte podobnie opisuje praktyki stosowane w zliczaniu amerykańskiego PKB. Poza rzeczywiście uzyskiwanymi dochodami dolicza się dziwne i nierzeczywiste kategorie (zwane tamże “imputed income“). W PKB wlicza się na przykład zakładaną sumę wyobrażonych, hipotetycznych dochodów, które właściciel mieszkania bądź domu jednorodzinnego uzyskałby, gdyby chciał wynajmować swoje mieszkanie (dom) na wolnym rynku. Przy tym po prostu szacuje się, ile czynszu dane osoby musiałyby zapłacić, nie mieszkając we własnym domu. Otte pisze, że pikanterii sprawie dodaje fakt, gdy sobie uświadomimy jak wielki odsetek lokali nabyto na kredyt- a rzekomy dochód “właścicieli” domów wydawany jest na spłatę kredytów. Wówczas amerykański PKB w dużej mierze opierałby się na… długach.[6]

Otte pisze też jak ciężko jest ekonomiście w dzisiejszych czasach zorientować się w ilości wyemitowanego i wykreowanego pieniądza. Ich suma, określona jako M3, składa się z pieniądza gotówkowego (monety i banknoty w obiegu poza bankami), wkładów w bankach etc., wysoce płynnych wkładów finansowych (wkłady oszczędnościowe i niewielkie wkłady terminowe) i dużych wkładów terminowych sektora prywatnego i innych “płynnych” pozycji majątku. Wszystko, co jest zainwestowane bardziej permanentnie, nie jest wliczane, ponieważ nie znajduje się w obiegu. Od 26 marca 2006 roku prywatny bank rezerwy federalnej w USA po prostu przestał podawać dane o liczbie swoich pieniędzy jakie wypuszczono w obieg. Pozbyto się też całej części statystyk finansowych. [12]

Casus Europy

Przerażają praktyki zwykłego fałszowania rzędów cyfr w kolumnach danych. Nie tylko Grecja [9], ale także Rumunia, Łotwa i Belgia dokonywały tego procederu [8]. Po odkryciu fałszerstw statystycznych, grecka gospodarka kurczyła się w tempie 6-7 % rocznie (dane Eurostat i Komisji Europejskiej, z których pochodzą te cyfry, są zliczane na nowo po serii radykalnych nadużyć statystycznych). Dla przykładu, dług publiczny, po serii rewizji danych statystycznych, urósł z 5% do rekordowego w skali Unii Europejskiej poziomu 15,6 % PKB, a jego wyliczeniem, zamiast miejscowego urzędu, musiał zająć się unijny Eurostat. Przeprowadził on audyt o nazwie “Financial Audit of the fiscal years 2006-09.”

Na początku 2010 roku ujawniono że Grecja zapłaciła bankowi Goldman Sachs i innym instytucjom finansowym setki milionów dolarów prowizji od 2001 roku w zamian za zaaranżowanie transakcji które ukrywały rzeczywisty poziom zadłużenia. [14] Najbardziej “wymyślnym” jest instrument finansowy zwany jako “swap międzywalutowy”, w którym greckie długi o miliardowej wartości zamieniono w banku Goldman Sachs na jeny i dolary po fikcyjnym kursie wymiany, przez co ukryto prawdziwą skalę greckich długów.[15]

Po kryzysie roku 2008 i “greckiej zielonej wyspie” niektórzy ekonomiści i w Polsce zaczęli sprawdzać dane statystyczne. Jest to trudne: w Polsce nie istnieje stosowna otoczka instytucjonalna: instytuty ekonomiczne nie są niezależne finansowo, jak np. w krajach anglosaskich, gdzie uczelnie finansowane są z czesnych studentów, których kredyty studenckie często gwarantuje co prawda rząd, ale już o ich przeznaczeniu decydują sami studenci. W Polsce system nauki jest bezpośrednio finansowany ze środków publicznych i znajduje się pod kontrolą rządu. Uczelnie prywatne są nieliczne i mało rozwinięte.

Część danych po prostu musimy sami zliczać na nowo, co jest – primo: kosztowne, secundo: obarczone błędem. Można mówić o braku zaufania wobec danych statystycznych, gdy na przykład- obliczona przez nas kwota średniego wynagrodzenia brutto w polskiej gospodarce (używając np. danych o podstawach składek w systemie ubezpieczeń społecznych) jest ok. dwuipółkrotnie niższa od deklarowanej przez GUS.

Kwestia danych demograficznych

Można oczywiście- jeśli jest taka potrzeba- gromadzić własne dane i przygotowywać własne analizy. Ale jak np. ekonomista ma sobie poradzić z kalkulacją danych demograficznych? Słabo opłacani [23] rządowi statystycy mogą mieć problemy ze zbiórką prawdziwych danych, zresztą np. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zbiera dane na temat liczby mieszkańców Polski podejmujących pracę za granicą, a dane na temat liczby mieszkańców zbiera się ze “zbioru PESEL” mającego co prawda istotną wartość wspomnieniowo- historyczną, ale nie statystyczną, zwłaszcza na obszarach przy granicy zachodniej lub południowej. Danych zebranych “w terenie” podczas spisu ludności NSP 2011 nigdzie i nigdy nie znalazłem.

Jak pisze w dniu 19 lutego 2013 “Dziennik Gazeta Prawna”: “Za rok GUS przekaże Eurostatowi dane z Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2011. “[18] Wówczas dopiero, a więc 3 lata po dokonaniu spisu, wykazany zostanie ubytek ludności w wysokości ok. 1,5 miliona mieszkańców, którego nie ujęto w raporcie o wynikach spisu z lipca 2012 roku, mimo wiedzy o obowiązujących metodologiach. Trudno pozbyć się wrażenia że GUS wypuszcza różne kłopotliwe dane dopiero po podniesieniu problemów w mediach. Niestety, metodologii jakiej użył GUS do wyliczenia owych 1,5 miliona emigrantów z Polski, nie sposób zweryfikować. Ongiś zwracałem uwagę na brak jawnej metodologii Narodowego Spisu Powszechnego sprzed 3 lat. To się nie zmieniło. Trudno dociec, dlaczego metodologię spisu miano ujawnić dopiero po 2 latach, w 2013 roku. Do dziś nie jest jawna, mimo zapytań ze środowiska nadsyłanych do GUS:

“Prof. Szczepański zadał też publiczne pytanie o metodologię badań spisowych, lecz na tę kwestię nie uzyskał odpowiedzi.” [21]

Cóż ma też zrobić ekonomista gdy dane z różnych źródeł różnią się całkowicie? Chcąc obliczyć zmiany PKB z danych na temat zapotrzebowania na składniki produkcji, natknąłem się, w zależności od źródeł, na całkowicie sprzeczne dane. Na jednych wykresach suma zużycia energii w Polsce spadała, na innych wzrastała… Można mieć wrażenie że dane dla PKB należałoby policzyć na nowo: metodologia wymieniona w dokumencie Eurostatu jako mająca odniesienie do Polski [25] nie jest dostępna na witrynach GUS. W dodatku kalkulacja wartości PKB dla większości gospodarki polskiej (czyli firm zatrudniających poniżej 49 opiera się na danych pochodzących z szacunków. Wystarczy tendencyjnie wybrać do próby takie a nie inne przedsiębiorstwa, by osiągnąć lepszy wynik niż rzeczywisty (por. strona 28 dokumentu [25]).

Śmieci na wejściu

Śmieci na wejściu- śmieci na wyjściu. Trudno się dziwić pozycji zawodu. W dodatku ci z ekonomistów którzy chcą być niezależni, muszą się jakoś odnaleźć w świecie, w którym brak lub radykalnie niewiele jest miejsc z których można wygłaszać “niezależne” opinie mogące być niewygodnymi dla rządzących (o czym ekonomiści w ogóle mogą nie mieć pojęcia, część z nich nie interesuje się polityką). Trzeba albo: założyć własną uczelnię, jak p. Rybiński, albo: założyć własną fundację lub stowarzyszenie, co jest opcją dla bardzo zamożnych (prawo zabrania fundatorom osiągania korzyści majątkowych z fundacji, co zapewne było jedną z okoliczności ostatnio głośnej sprawy w jednej z fundacji ochrony dzieci). Wszystko to jest drogie w rozpoczęciu i kosztowne w utrzymaniu.

Ekonomia w polskich warunkach nadal jest bardziej hobby niż pracą zawodową. Proszę sprawdzić źródła utrzymania znanych polskich ekonomistów. Zwykle łączą oni wiele (czasem bardzo wiele) funkcji, imają się wielu zajęć, będąc biznesowo rozchwytywanymi ze względu na różne kwalifikacje nie mają czasu na badania, a jeśli je robią, to tracą okazję do prawdziwego zarobku (w nauce pieniądze są nadal kiepskie) bądź zaniedbują swoje rodziny.

Sądzę że niewiele osób ze środowiska to przyzna szczerze, ale przypuszczam że polskim problemem jest po prostu brak szans na pracę zawodową dla typowego ekonomisty. Część osób postrzega ją jako pracę dydaktyczną, naukę studentów, tymczasem ekonomiści prowadzą badania.W Polsce mogą pracować w centralach banków, kilku fundacjach. Nazwa zawodu “ekonomista” wciąż powszechnie kojarzy się z kimś kto rachuje i zlicza dane w przedsiębiorstwie, nie zaś z kimś kto potrafi opracować zalecenia polityki gospodarczej.

Problemy na horyzoncie

W reformie tej instytucji idzie raczej o to aby GUS czy inne służby statystyczne nie były zależne od aktualnego rządu. Nie rozumiem czy to aż tak trudne do zrozumienia- urząd statystyczny nie powinien podlegać premierowi tylko np. całemu parlamentowi. Ponadto mam wrażenie że pracują tam urzędnicy którzy wypełniają jakieś rozporządzenia pisane przez polityków- i to ma niewiele wspólnego z badaniami statystycznymi. Dlaczego metodologię badań statystycznych przygotowują ci, którzy najwięcej zyskaliby na podawaniu nieprawdziwych danych?

Sytuacja robi się coraz bardziej niebezpieczna- ostatni kryzys finansowy był wg – bardzo wcześnie i bardzo dokładnie go przepowiadającego Maxa Otte- kryzysem informacji ekonomicznej. Wiele danych GUS nie zawiera wyjaśnień metodologii, ani nawet prostych przypisów, informujących o tym że dotyczą tylko małej części polskiej gospodarki, a nie jej całości. Dane demograficzne są zbierane całkowicie wadliwymi metodologiami, i nie wiadomo, czy jest to celowe- być może ktoś na przykład, z okazji Narodowego Spisu Ludności w 2011 roku- pomylił się ustalając metodologię- i zamiast wylosować “próbę losową” mieszkańców, wylosowano… próbę losową lokali mieszkalnych, przez co w chwili obecnej Polska nie posiada jakichkolwiek mi znanych wiarygodnie i poprawnie zebranych danych demograficznych.

Adam Fularz, na podst. Wikipedii
dla serwisu statystycznego http://instytutekonomiczny-statystyka.blogspot.com/ , 2013- 2014

L I T E R A T U R A

[1] “Do countries falsify economic data strategically? Some evidence that they do.”, Tomasz Michalski, Gilles Stoltz, HEC Paris Working Papers 930/2010

on-line: http://www.degit.ifw-kiel.de/papers/degit-xv-frankfurt-am-main-2010/c015_018.pdf

[2]http://forsal.pl/artykuly/436524,gus_bedzie_zaliczal_szara_strefe_do_pkb_aby_poprawic_relacje_dlugu_do_pkb.html)

[3]http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,6680003,Jak_GUS_policzyl_te_0_8_proc__wzrostu_PKB_.html#ixzz2LMLtyqtP

[4] http://www.rp.pl/artykul/979204.html?print=tak&p=0

[5] http://www.thueringer-allgemeine.de/startseite/detail/-/specific/TU-Ilmenau-weist-Schummelei-Griechenlands-nach-1811171608

[6] Max Otte “Der Informationscrash” Ullstein Verlag, Berlin 2010

[7] http://www.handelsblatt.com/politik/oekonomie/nachrichten/oekonomen-auf-der-jagd-nach-zahlen-faelschern-seite-all/3315384-all.html

[8] http://www.forbes.com/sites/timworstall/2011/09/12/greece-was-lying-about-its-budget-numbers/

[9] Bernhard Rauch, Max Göttsche, Gernot Brähler, Stefan Engel (August 2011). “Fact and Fiction in EU-Governmental Economic Data”. German Economic Review 12 (3): 243–255. on-line:10.1111/j.1468-0475.2011.00542.x.

[10] Diekmann A (2007) Not the First Digit! Using Benford’s Law to detect fraudulent scientific data. J Appl Stat 34 (3) 321-329, on-line:10.1080/02664760601004940

[11]http://forum.gazeta.pl/forum/w,30,17121061,17121061,Oszustwa_statystyczne_w_USA.html

[12] Discontinuance of M3, Federal Reserve, November 10, 2005, revised March 9, 2006. http://www.federalreserve.gov/Releases/h6/discm3.htm

[13] EIR Volume 27, Number 36, September 15, 2000http://www.larouchepub.com/eiw/public/2000/eirv27n36-20000915/eirv27n36-20000915_004-germans_expose_us_gdp_fraud_impl.pdf

[14] Story, Louise; Thomas, Landon Jr.; Shwartz, Nelson D. (13 February 2010). “Wall St. Helped to Mask Debt Fueling Europe’s Crisis”. The New York Times (The New York Times Company). Retrieved 6 May 2010.http://www.nytimes.com/2010/02/14/business/global/14debt.html?pagewanted=1&hp

[15] Balzli, Beat (2 August 2010). “How Goldman Sachs Helped Greece to Mask its True Debt”. Der Spiegel. Retrieved 1 August 2012.http://www.spiegel.de/international/europe/greek-debt-crisis-how-goldman-sachs-helped-greece-to-mask-its-true-debt-a-676634.html

[16]http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_lu_nps2011_wyniki_nsp2011_22032012.pdf

[17] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/lud_raport_z_wynikow_NSP2011.pdf

[18] http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/683199,polska_dziekuje_juz_tu_nie_pracuje.html,1,5

[19] http://www.lmsify.com/12D839

[20] http://www.lmsify.com/12DC21

[21] http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/555395,gus-do-szczepanskiego-wyniki-spisu-powszechnego

[22] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/lu_wyniki_wstepne_NSP_2011.pdf

[23]http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_PUBLIC/PEER_REVIEW_PL_2007/EN/PEER_REVIEW_PL_2007-EN.PDF

[24] http://www.rp.pl/artykul/9158,980777-Rybinski-kontra-Tusk–czyli-sarkazm-niewskazany.html

[25]http://epp.eurostat.ec.europa.eu/portal/page/portal/national_accounts/documents/quarterly_accounts/PL_QNAINVENTORY.PDF

[26] Andreas Georgiou: wróg publiczny numer jeden 19 marca 2013NRC HANDELSBLAD AMSTERDAM, ON-line: http://www.presseurop.eu/pl/content/article/3555311- andreas-georgiou-wrog-publiczny-numer-jeden

[27] https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=27&cad=rja&uact=8&ved=0CGQQuAIwBjgU&url=http%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DOmYkXmZ-YXw&ei=RE8aU8PhOY_VsgaqzoDwCA&usg=AFQjCNEC70O0OkXoFyL1cBBCwIJbeazosQ&bvm=bv.62578216,d.Yms

[28] http://wyborcza.biz/biznes/1,100969,7989808,Zwiekszona _kontrola_narodowych_danych_statystycznych.html#ixzz2v JkdETX5

[29] FAZ vom 4. Februar 2010: “ Meister kreativer Buchführung. http://www.faz.net/aktuell/politik/griechenland-meister-kreativer-buchfuehrung-1940773.html

[30] Grecki warsztat fałszerski, Die griechische Fälscherwerkstatt, Prof. Martin Bohl zur Griechenlandkrise: im CC am 29. Juli 2010, on-line: http://www.civilclub-muenster.de/aktivitaeten/29-die-griechische-faelscherwerkstatt.html

[31] https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2127rank.html

[32] http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1575925,1,zaskakujace-dane-o-emigracji-polakow-prawda-czy-falsz.read

Lies, Damned Lies, and Statistics: The Manipulation of Public Opinion in America, by Michael Wheeler (W.W. Norton & Co. 1976; Dell paperback 1978).

Damned Lies and Statistics: Untangling Numbers from the Media, Politicians, and Activists (2001), by University of Delaware sociologist Joel Best (ISBN 978-0520219786).

Hooke, R. (1983) How to tell the liars from the statisticians; Marcel Dekker, Inc., New York, NY. Jaffe, A.J. and H.F. Spirer (1987)

Misused Statistics; Marcel Dekker, Inc., New York, NY. Campbell, S.K. (1974), Flaws and Fallacies in Statistical Thinking; Prentice Hall, Inc., Englewood Cliffs, NJ.

How to Lie with Statistics (1954) by Darrell Huff. Bennett, W Lance; Entman, Robert M

The Politics of Misinformation http://books.google.com/books? id=_5m4CaAvcEoC" "

2 komentarze:

  1. A tak się tworzy innowacyjną gospodarkę:
    http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3097228.html#15050096

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytul mojego wpisu : "Innowacje w Polsce czyli korupcja"

      Usuń