piątek, 28 lipca 2017

Wojna informacyjna - Fake News 2

Wojna informacyjna - Fake News 2

Z fake newsami chcą walczyć Donald Trump, rządy Niemiec i Czech oraz Facebook. W Niemczech kary za kłamstwo, dezinformacje i manipulacje mają sięgać nawet 50 mln euro. Czy nadchodzi fala nowej cenzury ? Kto będzie autorytarnie oceniał prawdziwość informacji? Fake newsy służą m.in. do momentalnego zagrania na emocjach odbiorców fałszu. Cóż z tego że kłamstwa zostaną kiedyś sprostowane skoro fake odniósł skutek.
USA i Rosja nawzajem oskarżają się o wrogą propagandę. Rosyjscy hakerzy mieli zakłócać proces wyborczy w USA niczym w krajach III Świata. Amerykanie wydalili w grudniu 35 rosyjskich dyplomatów i aresztowali rosyjskie posiadłości dyplomatyczne.

Rosja od dawna jest imperium kłamstwa.
Iwan Turgieniew: „Rosjanin jest największym i najbardziej bezczelnym kłamcą na świecie”.
Prezydent Theodore Roosevelt: „Nie mogę zrozumieć charakteru rosyjskiego. Rosjanin kłamie patrząc w twoje oczy, i wiedząc, że widzisz to kłamstwo, on wcale się nie wstydzi. Wydaje mi się, że Rosjanin w ogóle nie wie, co to wstyd."
Astolphe de Custine: „W Rosji, szczerość uważają za szaleństwo. To jest rozsądne! W istocie! Przecież całe rosyjskie życie we wszystkich sferach — to nieustanny zamach na prawdę. Dla Rosjan zdrajcą jest ten, kto nie kłamie. Odrzucenie kłamstwa traktowane jest jako zdrada państwa”.

Na atak kłamstwa jesteśmy wystawieni bez przerwy. W czasie wojny propaganda masowo sączy fałsz i jad. USA najechały Irak ponieważ miał on mieć Broń Masowego Rażenia gotową do użycia. Nic nie wskazywało na to aby Irak miała taką broń. Nie znaleziono w Iraku jej śladu.
Reklamy są formą propagandy. Posługując się półprawdą, manipulacją, kłamstwem lub niedomówieniami mają nas przekonać o wyjątkowych cechach określonego produktu.

Fake newsy od dawna są używane jako broń polityczna i to nawet w krajach o ugruntowanej tradycji demokratycznej.
W 1924 roku parę dni przed brytyjskimi wyborami powszechnymi, grupa wysokich oficerów wywiadu podesłała dziennikowi Daily Mail fałszywą instrukcję lidera Kominternu wzywającą do wsparcia rządzącej Partii Pracy i tworzenia komunistycznych jaczejek w wojsku. Sprokurowany "List Zinowiewa" spowodował powszechne oburzenie i sympatyzująca ze Związkiem Sowieckim Labour Party przegrała wybory.
Pięćdziesiąt lat później usiłowano powtórzyć scenariusz. W 1974 roku oficerowie brytyjskiego kontrwywiadu chcieli fake newsami obalić premiera Harolda Wilsona z Partii Pracy. Zamach pałacowy wziął w łeb ponieważ zastępca szefa MI5 nie ujawnił materiałów rzekomo obciążających premiera

Stalin w latach trzydziestych podawał moskiewskiemu korespondentowi New York Timesa Walterowi Duranty ( Otrzymał Nagrodę Pulitzera w 1932 za serię reportaży o ZSRR, wychwalających postępy komunizmu ), fake newsy na temat stanu sowieckiej gospodarki i społeczeństwa. New York Times fałszywie latami opisywał ZSRR jako socjalistyczny raj. Duranty dezawuował raporty o masowej śmierci głodowej na Ukrainie nazwanej Hołodomor. NYT nigdy nie przeprosił za morze kłamstwa i fałszu. 
Jego raporty są uważane za bezkrytyczne wobec sowieckiego reżimu i wspierające stalinowską propagandy. Duranty zawzięcie podważał rzetelne relacje walijskiego dziennikarza Garetha Jonesa. Pojechał on na własny koszt do Moskwy, gdzie lekceważąc zakaz podróży w marcu 1933 pojechał  pociągiem do Charkowa, po czym wysiadł na przypadkowej stacyjce i z plecakiem pełnym żywności rozpoczął pieszą wędrówkę po głodujących wsiach Ukrainy. Oparte na prawdzie publikacje Jonesa w prasie zachodniej budziły grozę. Był jednym z nielicznych naocznych świadków potwornej zbrodni i tragedii na Ukrainie.
Stalinowi bardzo zależało na dobrym Image Związku Radzieckiego jako że amerykańskie banki i koncerny budowały najważniejsze obiekty radzieckiego przemysłu. Ponieważ Departament Stanu zgłaszał zastrzeżenia do inwestycji, dobra opinia ZSRR był kluczem do sukcesu inwestycji.   
NYT trudno uważać za źródło wiarygodnej informacji. Jej zakłamanie i obłuda bywa wprost porażające.

Zwykło się uważać że finansowane zagranicznie przez obce rządy tak zwane międzynarodowe organizacje pozarządowe prowadzą legalną działalność. Taką przynajmniej narracje prowadził zachód narzucając ten pogląd krajom peryferyjnym. "Po owocach ich poznacie" - faktycznie NGO  są zinstytucjonalizowaną formą obcej agentury wpływu !. Prowadzą kampanie propagandowe i dezinformacyjne. Usiłują wpływać na proces legislacyjny. Z tymi organizacjami rozprawiła się Rosja, Chiny i Izrael. III RP pozwalając na dywersyjno-sabotażowe akcje NGO-sów potwiedza tylko swój neokolonialny charakter. W Polskim bagnie politycznym mieszają Niemcy, USA, Izrael i Rosja.
NGO urządzają happeningi polityczne i teatrzyki dla ubogiej duchem gawiedzi. W skomplikowanej sieci NGO najważniejsze jest jak krąży forsa i kto płaci. "Mądrości" przeznaczone do propagandowego rozpowszechniania kreuje bowiem ten kto płaci.
W NGO-sach działają klany polityczne i rodzinno-towarzyskie. To korupcja, mafia, agentura i karierowiczostwo. Stanislas Balcerac:
'Klan rodzinno-towarzyski obsiadł think-tank CEPA, który lobbuje na rzecz amerykańskich firm zbrojeniowych. CEPA zatrudnia żonę Radka, kumpla Radka oraz byłego podwładnego Radka, Marcina Zaborowskiego... CEPA (Center for European Policy Analysis) zajmuje się Europa środkową i wschodnią i jest sponsorowana przez największe amerykańskie koncerny zbrojeniowe: Lockheed Martin, Raytheon, Bell Helicopters, Textron, Sikorsky Aircraft oraz przez amerykańskie ministerstwo obrony...W CEPA pracuje także nakręcony Edward Lucas (z "The Economist", który już przejechał się po prezydencie Dudzie), beneficjent orderu "Bene Merito" Radka (na samo wspomnienie o "Bene Merito" Radka Lucas dostaje szału i mówi że orderu "nie przyjął"). A żona Lucasa pracuje razem z Applebaum w innej fundacji, w tajemniczym Legatum Institute. Sami swoi ! Od kilku miesięcy w CEPA pracuje także były podwładny Radka w MSZ, Marcin Zaborowski (zdjęcie powyżej), który do wiosny był szefem PISM, instytucji w której kolesie robili za pieniądze podatników co chcieli.''

http://podgrzybem.blogspot.com/2016/04/pozarzadowe-agentury-wpywu.html
"Organizacje pozarządowe są specjalną, można by rzec, zinstytucjonalizowaną formą agentury wpływu.
Agentura wpływu, jak wiadomo, tym m.in. różni się od agentury „zwyczajnej”, że funkcjonuje jawnie, zaś sferą jej aktywności jest oddziaływanie na procesy decyzyjne w danym kraju – już to przez doradztwo odpowiednio ustawionych ekspertów, już to przez wygłaszanie opinii na forum publicznym, publikacje, media itd. Specyfiką tej „branży” jest również to, że agenta wpływu trudno złapać za rękę. Formalnie bowiem może to być intelektualista, twórca, naukowiec, autorytet w danej dziedzinie, bądź jakakolwiek osoba publiczna, która po prostu dzieli się swymi przemyśleniami i poglądami na szereg spraw. Nie wykrada tajemnic państwowych, często nawet nie pobiera wprost wynagrodzenia, kontentując się ułatwieniami w karierze, możliwością publikacji, grantami, stypendiami od różnych instytucji itd. Przykładowo, kilka lat temu Gazprom powołał wspólnie z Uniwersytetem Warszawskim specjalny program stypendialny dla doktorantów. Wolno mu? Wolno. I kto po latach udowodni, że taki były stypendysta przekonując w mediach do korzyści płynących z kupowania rosyjskiego gazu, bądź kręcąc się w otoczeniu ministra, pod pozorem „eksperckich” analiz wypełnia w istocie zadania wyznaczone mu przez sponsora?

Specjalną, można by rzec, zinstytucjonalizowaną formą agentury wpływu są organizacje pozarządowe (zwane też z angielska NGO - non-government organization). Po czym odróżnić organizację agenturalną od nieszkodliwej? M.in. po tym, że jej prawdziwe cele są odmienne od deklarowanych. „Statutowo” taka organizacja może zajmować się wymianą kulturalną, fundowaniem stypendiów dla młodych twórców, ochroną środowiska, „krzewieniem społeczeństwa obywatelskiego”, obroną praw człowieka – i faktycznie, na co dzień tym rzeczywiście się para, choćby po to, by się uwiarygodnić. Prawdziwe oblicze odkrywa z reguły w momencie jakiegoś kryzysu, przesilenia, gdy zagrożone są interesy jej mocodawców. A że w międzyczasie przywiązała do siebie tabun artystów, naukowców itd., dokładając do tego codzienny wysiłek propagandowy i urabiając różnymi kanałami w pożądanym duchu opinię publiczną – to i jej siła oddziaływania może być potężna.

Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie w Polsce. Proszę zwrócić uwagę na nagłą aktywizację tych wszystkich Fundacji Helsińskich, Amnesty International, Fundacji Batorego, Panoptykonów – wszyscy jak jeden stają nagle „w obronie demokracji” wspierając stricte polityczną akcję KOD-u i współmaszerujących partii opozycyjnych – PO i Nowoczesnej. Łączy ich jeden, podstawowy cel – obalić rząd PiS i przywrócić dotychczasowe statu quo, w którym to dziele wspiera je jednomyślnie niemiecki mainstream medialny. Rzeczone NGO'sy łączą także zagraniczne źródła finansowania. Za rządów PO-PSL siedziały cichutko, za nic mając chociażby próby policyjnego rozpędzania Marszy Niepodległości, aresztowania pod dętymi zarzutami ich uczestników, akcje policyjne wymierzone w środowiska kibicowskie, czy grzywny za „obrażanie konstytucyjnego organu państwa” hasłem „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Nie, wtedy ich główną troską była walka z „nietolerancją”, „homofobią”, tudzież innymi tego typu wynalazkami.

A teraz weźmy sam KOD...  Do czego zmierzam? Ano, do tego, że takie „puszki” są znakomitą metodą „legalizowania” funduszy płynących skądinąd. Wnioski wyciągnijcie sobie Państwo sami.

Bóg mi świadkiem, że nie należę do wielbicieli Putina, ale warto tu przypomnieć jego pacyfikację sponsorowanych z zagranicy różnych organizacji „obywatelskich” funkcjonujących w Rosji. Uznano je po prostu ustawowo za obcą agenturę, robiącą „podgatowkę” pod „kolorową rewolucję”. Oberwało się utrzymankom Sorosa, lecz także np. niemieckim fundacjom Adenauera i Friedricha Eberta afiliowanym przy CDU i SPD. Z naszego punktu widzenia źle się stało, bo lepiej, gdyby te agentury rozkładały wciąż Rosję od wewnątrz, lecz z perspektywy Rosji i samego Putina, był to ruch jak najbardziej zasadny. No i teraz pytanie – czy będziemy mieli dość determinacji, by zabrać się za działające u nas jaczejki, zanim urządzą nam tutaj finansowany przez nie-wiadomo-kogo „majdan”?"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz