środa, 18 lipca 2018

Parę faktów o "polskich" sądach 131

Parę faktów o "polskich" sądach 131
Łapownicze sądy Państwa teoretycznego z dykty w pełnej krasie. Po 18 latach zapadł wyrok ws. Banku Staropolskiego. 
https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/po-18-latach-postepowania-zalozyciel-banku,76,0,2411084.html
"Po 18 latach od wszczęcia postępowania Piotr B., założyciel Banku Staropolskiego, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. Zapłaci też grzywnę w wysokości 100 tys. zł.
Sąd uznał Piotra B. winnym tego, że w 1998 i 1999 roku doprowadził do wyrządzenia Bankowi Staropolskiemu SA w Poznaniu szkody majątkowej w wysokości, co najmniej 127 mln zł."
Tysiące pokrzywdzonych odczuło ulgę ! Z blisko miliarda złotych ( waloryzacja ) z upadłego banku nie udało się odzyskać nic. Pokrzywdzeni mieli rację ! Państwo jest skorumpowane.

Sowiecki sołdat, kapitan kontrwywiadu to rzekomo znakomity prezes sądu najwyższego. Nie może być zresztą inaczej bo ojcem założycielem wymiaru sprawiedliwości PRL-III RP był Józef Stalin działający przez gen NKVD Iwana Sierowa.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tajemnicza-amnezja-sedziego-iwulskiego-artykul/k9v7cxq
"Tajemnicza amnezja sędziego Iwulskiego
Kierujący obecnie Sądem Najwyższym sędzia Józef Iwulski orzekał nie w jednym, jak sam twierdzi, lecz w kilku procesach politycznych za czasów PRL - ustalił Onet. Skazywani w nich byli opozycjoniści. - Musiałem stosować ówczesne prawo. Tam, gdzie mogłem, starałem się nie robić nikomu krzywdy. Nie zawsze się udało - mówi Iwulski w rozmowie z Onetem.

    Na jaw wychodzą nowe fakty dotyczące kontrowersyjnej przeszłości sędziego Józefa Iwulskiego wyznaczonego przez prezydenta Andrzeja Dudę do pełnienia obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego
    Z dostępnych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że orzekał w co najmniej kilku politycznych procesach w okresie stanu wojennego
    Był też podoficerem, a następnie oficerem rezerwy Wojskowej Służby Wewnętrznej po przeszkoleniu kontrwywiadowczym służb PRL

Onet przeanalizował akta spraw, w których za czasów PRL orzekał ówczesny podporucznik Józef Iwulski, sędzia sądów wojskowych w Krakowie i Warszawie. Wszystkie z nich prowadzone były przeciwko opozycjonistom w czasach PRL, a wyroki wydawane były na podstawie dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego z 12 grudnia 1981 roku.
Sędzia stanu wojennego

Wśród zachowanych dokumentów znajdują się protokoły z rozpraw głównych i wyroki, na których jako członek składu orzekającego występuje ppor. Iwulski. Więcej, czynnie uczestniczył on w rozprawach, zadając w nich pytania oskarżonym i świadkom. Bez wątpienia nie są to - jak twierdził do niedawna Iwulski - incydentalne postanowienia, czyli niezwiązane z ostatecznym wyrokiem. Przeciwnie - są to postanowienia, na mocy których działacze opozycji w stanie wojennym skazywani byli na kary więzienia i grzywny
Iwulski – jak sprawdziliśmy w dokumentacji procesowej – widnieje jako sędzia na wyroku m.in. w sprawie So.W. 791/82 dotyczącej członka NSZZ "Solidarność", który skazany został na trzy lata pozbawienia wolności za powielenie ok. 200 sztuk ulotek, których treść wzywała do strajku powszechnego oraz - jak precyzował akt oskarżenia - "wyszydzała publicznie Polską Rzeczpospolitą Ludową przez przedstawienie w ulotce kontur mapy Polski okolonej drutem kolczastym, przy czym ulotki te rozpowszechniał w miejscach publicznych".
Nazwisko sędziego jest także w protokole rozprawy głównej i na wyroku w sprawie So.W.771/82 przeciwko trzem krakowskim działaczom "Solidarności" skazanym za działalność związkową i rozpowszechnianie nielegalnych pism i ulotek.
Podobnie Iwulski występuje w kilku innych sprawach politycznych, w tym w najgłośniejszej o sygnaturze So.W. 722/82 przeciwko siedmiu działaczom Konfederacji Polski Niepodległej (KPN), których wojskowa prokuratura oskarżyła o przestępstwa mające na celu obalenie ustroju PRL. W procesie tym zostały skazane cztery osoby, m.in. na kary kilkuletniego pozbawienia wolności. Faktem jest, że Iwulski złożył jako jedyny sędzia zdanie odrębne w tej sprawie - co dziś podnosi.
Oficer wojskowych służb

Ale sprawy sądowe wobec opozycjonistów to nie wszystko. W archiwach IPN zachowały się także dokumenty dotyczące przebiegu oficerskiej służby Józefa Iwulskiego w Wojskowej Służby Wewnętrznej. To właśnie w aktach WSW na samym końcu w 1990 roku odnotowano oddelegowanie sędziego do Sądu Najwyższego.
WSW była w latach 1957-1990 wojskową służbą specjalną, odpowiedzialną m.in. za kontrwywiad wojskowy. Z akt, które widział Onet wynika, że związek Iwulskiego z WSW rozpoczął się od skierowania w 1976 r. do Ośrodka Szkolenia WSW im. Feliksa Dzierżyńskiego. Po wyszkoleniu przez kontrwywiad wojskowy PRL odbył półroczne praktyki w Oddziale WSW Kraków. W opinii służbowej WSW podkreślano sumienność, pilność i pracowitość Iwulskiego, który piął się po szczeblach wojskowej kariery. Podkreślano jego dużą wiedzę oraz skrystalizowany pogląd ideowo-polityczny i członkostwo w Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej.

W grudniu 1982 roku został mianowany podporucznikiem. Co ciekawe, pod rozkazem podpisali się ówcześni szef Głównego Zarządu Politycznego WP gen. dyw. Józef Baryła i szef MON gen. broni Florian Siwicki. Obaj byli członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, odpowiedzialnymi za wprowadzenie w Polsce stanu wojennego w grudniu 1981 r. i późniejsze represje.

Iwulski w tym samym roku stanu wojennego – jak wynika z akt IPN - został zmobilizowany i skierowany do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, gdzie wyrokował z dekretu o stanie wojennym w procesach opozycji antykomunistycznej. Orzekał do 1983 r; także w roku 1986 był sędzią Wojskowego Sądu Garnizonowego.
Był w "Solidarności" i sądził "Solidarność"

Dokumenty, które analizował Onet, podważają wersję wydarzeń, jaką sędzia Iwulski przedstawił zarówno w swoim niedawnym oświadczeniu, jak i w rozmowie z naszymi dziennikarzami.

Na początku lipca Iwulski w rozmowie z Onetem twierdził, że orzekał tylko w jednym procesie politycznym - chodzi o rozprawę przeciw KPN. - Złożyłem zdanie odrębne. Nie sądziłem w żadnej innej sprawie, w której opozycjoniści zostali skazani - mówił wówczas. - Może moje nazwisko pojawia się w jakichś procesach zakończonych skazaniem, w których wydawałem postanowienia incydentalne, czyli niezwiązane z wyrokiem? - mówił. Jednak dokumenty, które wyżej opisaliśmy, przeczą tej wersji.
Co teraz mówi Iwulski? Przyznaje, że - tak jak dziennikarze Onetu - zapoznał się z aktami spraw z przeszłości. Zastrzega, że nie sprawdził jeszcze wszystkich procesów. - Nazwiska tych skazanych nic mi nie mówią. Nie pamiętam tych spraw. Nie mam jednak powodu, by kwestionować wiarygodność tych dokumentów - przyznaje. - Dokumenty potwierdzają zresztą, że w sprawie KPN złożyłem zdanie odrębne. W innej sprawie, w której kierowałem składem orzekającym w procesie o "rozpowszechnianie różnego rodzaju nielegalnych pism sygnowanych przez NSZZ "Solidarność", zapadł wyrok uniewinniający. Są też trzy sprawy zakończone warunkowym zawieszeniem wykonywania kary. Jest jedno skazanie za sprawę polityczną, ale z akt wynika, że dotyczy to człowieka skazywanego wcześniej kilkakrotnie za przestępstwa pospolite i odbywającego karę więzienia. Nie potrafię odtworzyć, dlaczego w tej sprawie nie złożyłem odrębnego. Wydaje mi się, że nie było możliwości.

Iwulski przyznaje, że należał do PZPR. - Zapisałem się w 1978 roku, gdy byłem asesorem sądowym. A w 1980 r. zapisałem się do "Solidarności". Byłem aktywnym działaczem, wiceprzewodniczącym komisji zakładowej przy Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Działałem też w Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności - opowiada. Ta ostatnia organizacja była w praktyce zespołem ekspertów prawniczych "Solidarności".

- To dlaczego pół roku później komuniści wzięli pana do wojska i kazali sądzić w procesach politycznych? - pytamy.

- Chcieli mnie przytemperować. Dziś odwaga staniała. Chciałbym wiedzieć, jak zachowywali się wówczas ci, którzy mnie dziś krytykują.

Iwulski bagatelizuje też swoje związki z wojskową bezpieką. - To jest śmieszne, że robi się ze mnie wojskowego szpiega. W WSW były różne piony. Trafiłem tam na przeszkolenie po studiach prawniczych. Trochę służyłem w prewencji, trochę w wydziale dochodzeniowym. Nie miało to nic wspólnego z kontrwywiadem wojskowym.

Pytamy: - Nie ma pan sobie naprawdę nic do zarzucenia w sprawie sądzenia ludzi w stanie wojennym?

- Sędziowie mają obowiązek stosować prawo. Takie było prawo, jakie było. Tam, gdzie mogłem, starałem się nie zrobić nikomu krzywdy. Widać nie zawsze się dało."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz